Dodaj do ulubionych

kwestia św. Mikołaja

03.11.03, 23:32
Może jeszcze za wcześnie na ten temat, ale moje dzieci już go podjęły.. Moje
dzieci w św. Mikołaja wierzą, ale ostatnio syn (8 lat) zaczął zadawać trudne
pytania? Skąd te prezenty, ze sklepu czy wyczarowane? Jak Mikołaj może coś
kupić skoro jest w niebie? Itd. Pomocnicy do roznoszenia zostali
zaakceptowani. Poradźcie jak się za bardzo nie zaplątać i przejść
bezboleśnie przez kwestię, że to przeciez rodzice podkładają te prezenty?
Wolałabym sama dziecku to wytłumaczyć i oszczędzic mu konfrontacji z
kolegami, którzy juz są uświadomieni. A może Krzyś jest jeszcze za mały na
ostateczne wyjaśnienia? Mimo wszystko chciałabym go jakoś przygotować,
podprowadzić, może sam by doszedł jak to jest?
Obserwuj wątek
    • mamadwojga Re: kwestia św. Mikołaja 04.11.03, 07:30
      Oj oj oj my też mamy problem. Moja pięcioletnia "bystrzyzna" już w zeszłym
      roku zauważyła że Mikołaj to był taki do dziadziusia podobny. W tym roku już
      się pytała czy to Mikołaj sam chodzi czy ludzie się przebierają. Na razie
      powiedziałam że Mikołaj chodzi sam ale ludzie też się przebierają żeby mu
      pomóc bo on jest tylko jeden i by go dzieci nie zdążyły pooglądać. Zresztą
      później w każdym sklepie inny Mikołaj będzie to i tak zauważy. Na razie
      zręcznie unikam tematu. Może ktoś ma opracowany sposób na postępowanie by nie
      odebrać dziecku magii świąt??
    • judytak Re: kwestia św. Mikołaja 04.11.03, 10:39
      Ja zdecydowanie rozróżniam.
      Jest prawdziwy Święty Mikołaj, który jest jeden i wszystko może, przynosi
      prezenty ciemną nocą do wystawionych w okno i pięknie wyczyścionych bucików,
      ale nikt nie moze go zobaczyć.
      No i są przebierańcy, tak dla zabawy, jak w teatrze, żeby dzieciom było wesoło
      i żeby dobrze się bawiły. Takim przebierańcem jest Święty Mikołaj w
      przedszkolu, w sklepie, itp.
      Rozróżniam tak od samego początku, od pierwszych pytań, czyli od trzeciego-
      czwartego roku życia dziecka.
      A z tym prawdziwym Świętym Mikołajem to długo pozostają przynajmniej
      wątpliwości (a może jednak jest prawdziwy?), a nawet kiedy już wszystko
      wiadomo, to i tak nikt nie wypowie tego na głos, jest przymrużenie oka, wspólna
      zabawa i wspólna tajemnica, jak też wspólne ze starszym dzieckiem
      odgrywanie "teatrzyku", bo przecież młodsze jeszcze wierzą...
      Pozdrawiam
      Judyta
      • ata_x Re: kwestia św. Mikołaja 04.11.03, 11:46
        Wiecie, zawsze zastanawia mnie dlaczego okłamuje się dzieci z tym Mikołajem ?
        Tym bardziej, kiedy same zaczynają mieć wątpliwości zamiast powiedzieć co i
        jak, to wymyślacie kolejne nieprawdziwe wyjaśnienia. Tylko mi nie tłumaczcie,
        że to zabwa itp. bo dla dziecka to nie jest zabawa, skoro w to wierzy.
        Ja z moim małym też się bawimy np. w krasnoludki itp stworki, ale dziecko wie,
        że ich tak naprawdę nie ma, że to tylko wyobrażone stworzenia. W życiu bym mu
        nie wmawiała, jak to mnie wmawiano, że krasnoludki są naprawdę. I wcale nam to
        w zabawie nie przeszkadza. Dlaczego więc wmawiać, ze Mikołaj naprawdę istnieje,
        skoro nie istnieje ?
        I nie odbierajcie tego co napisałam, jak atak. Może ktoś jednak się zastanowi
        nad tym i jakoś mi to wytłumaczy bez obrzucania błotem ?
        • zarra Re: kwestia św. Mikołaja 04.11.03, 14:39
          Ata_x, a ty jak byłas mała wierzyłaś w Mikołaja ?
          Czy czułaś się oszukana gdy zorientowałaś się , że to rodzice kupują prezenty?
          Ja w Mikołaja wierzyłam ,ale chyba tak z przymrużeniem oka.
          W końcu sama do tego doszłam , ze to blef
          i nie czułam sie oszukana tylko włączyłam się do "zabawy"
          (dałam mamie pod choinkę jej własny lakier do paznoci,
          tyle ze zapakowany).
          I tak myślałam że będzie z moją córką, ze sama do tego jakoś dojdzie.
          Tymczasem Zuzia ma 9 lat i nadal w niego wierzy.
          Nie potrafię jej powiedzieć , ze go nie ma ,ze ją oszukiwaliśmy.
          Od zeszłego roku juz tak bardzo nie ukrywamy się z tym co komu pod choinkę itp.
          Ale ona chyba mysli że dorośli sobie robią prezenty pod choinke , ale Mikołaj
          tez przynosi.
          Dwa lata temu usłyszała w programie ze nie ma Mikołaja.
          Zuzia na to z politowaniem do tv: "Ta, to ciekawe kto te wszystkie prezenty
          przynosi?"
          Rok temu zażyczyła sobie głupiego kota z reklamy.
          Przekonywałam ją , że to jest b. droga zabawka, a ona:
          "przecież Mikołaj nie płaci za te zabawki, on ma je za darmo"-
          Juz wtedy miała 8 lat!!!
          W tym roku stwierdziła , że powie Mikołajowi (w liście) żeby jej przyniósł
          niespodziankę, bo ją omami jakaś reklama
          -tego kota w końcu dostała (od babć) i bawiła się nim tylko tydzień-
          a Mikołaj dobrze zna dzieci więc będzie wiedział co jej przynieść.
          W dodatku rok temu widziała w Wiadomościach jak Mikołaj oficjanie wyrusza
          z Laponii swoim zaprzęgiem. No i jak ma nie wierzyć?
          My z mężem już w jej wieku widzieliśmy co jest grane.
          Nie potrafimy jej powiedzieć , że go nie ma.
          Czy powinniśmy ją uświadomić żeby nie miała do nas pretensji?
          Nie spodziewalismy się że tak długo ( i mocno) będzie w niego wierzyła.
          Ale nas załatwiła wink



          • ata_x Re: kwestia św. Mikołaja 04.11.03, 15:46
            No własnie Zarra, np. twoje dziecko nie traktuje to jako zabawy i nie wiadomo,
            jak zareaguje, kiedy się dowie, że ją oszukiwaliście. Ja bym nie chciała się
            znaleźć w waszej sytuacji, dlatego nie oszukuję mojego dziecka, bo boję się, że
            pewnego dnia straciłoby do mnie zaufanie. I to nie tylko w kwestiach związanych
            z Mikołajem.

            Co do mnie. Jak byłam mała, wierzyłam w Mikołaja, bo też mi to wmawiano.
            Przestałam wierzyć w wieku mniej wiecej 5-6 lat i powiem szczerze, że miałam
            żal do rodziców, że mnie oszukiwali. Głównie z tego powodu, że Mikołaj
            podkopywał moje poczucie własnej wartości. Uważałam, że coś ze mną musi być nie
            tak, bo ładne zabawki, które były obiektem moich marzeń przynosił zawsze innym
            dzieciom, a mnie tylko drobne prezenty w postaci słodyczy czy np. praktycznej
            piżamki. Bo rodziców nie było stać na inne prezenty. I kiedy dowiedziałm sie,
            ze Mikołaja nie ma, pczułam wielką ulgę. Bo wreszcie zrozumiałam, że Mikołaj
            nie przynosi mi tego, co chciałam nie dlatego, że jestem zła, tylko dlatego, że
            rodzice nie maja pieniedzy, a to oni kupują. To byłam w stanie pojąć. Szkoda,
            że nie wiedziałam tego od początku.

    • mimarzena Re: kwestia św. Mikołaja 04.11.03, 17:34
      Słuchajcie, św. Mikołaj naprawdę istnieje - wierzący nie mają wątpliwości. Był
      biskupem Mirry i naprawdę spełniał dziecięce marzenia, przynosząc im nocą
      prezenty. Był bardzo dobrym człowiekiem. Nie wiem czy pamiętacie, ale dawny
      św. Mikołaj (z moich wspomnień) to właśnie postać z pastorałem, w biskupiej
      czapce. Renifery, Laponię wymyślili Amerykanie. Niestety nasze dzieci znają
      tego komercyjnego Mikołaja. A może pamiętacie, że był też Died Marozsmile)
      Moje dzieci wierzą w tego prawdziwego, wiedzą, że z tymi reniferami to bujda.
      Tylko prezenty pozostają nie wyjaśnione. Jak bezboleśnie wyjaśnić, że są one
      na pamiątkę tych dawnych podarunków, które rozdawał nocą biskup Mikołaj?
      Dzieci lubią magię i myślę, że dlatego tak bardzo wierzą. 6 grudnia też jest
      nie bez powodu. Przecież to imieniny Mikołaja, a w Ameryce Mikołaj przynosi
      prezenty w Boże Narodzenie. To kolejny problem. Dlaczego amerykańskie dzieci
      mają innego Mikołaja?
      • ma.pi Re: kwestia św. Mikołaja 10.11.03, 14:27
        mimarzena napisała:

        > Słuchajcie, św. Mikołaj naprawdę istnieje - wierzący nie mają wątpliwości.
        Był
        > biskupem Mirry i naprawdę spełniał dziecięce marzenia, przynosząc im nocą
        > prezenty. Był bardzo dobrym człowiekiem. Nie wiem czy pamiętacie, ale dawny
        > św. Mikołaj (z moich wspomnień) to właśnie postać z pastorałem, w biskupiej
        > czapce. Renifery, Laponię wymyślili Amerykanie. Niestety nasze dzieci znają
        > tego komercyjnego Mikołaja. A może pamiętacie, że był też Died Marozsmile)
        > Moje dzieci wierzą w tego prawdziwego, wiedzą, że z tymi reniferami to bujda.
        > Tylko prezenty pozostają nie wyjaśnione. Jak bezboleśnie wyjaśnić, że są one
        > na pamiątkę tych dawnych podarunków, które rozdawał nocą biskup Mikołaj?
        > Dzieci lubią magię i myślę, że dlatego tak bardzo wierzą. 6 grudnia też jest
        > nie bez powodu. Przecież to imieniny Mikołaja, a w Ameryce Mikołaj przynosi
        > prezenty w Boże Narodzenie. To kolejny problem. Dlaczego amerykańskie dzieci
        > mają innego Mikołaja?


        Na temat amerykanskiego Mikolaja to byla juz tutaj dyskusja w zeszlym roku o
        tej samej porze.
        I tak dla wyjasnienie w Ameryce mamy St. Nicolas - po polsku Sw. Mikolaj.
        A na Boze Narodzenie przychodzi Santa Clause.


        Pozdr.
    • odalie Re: kwestia św. Mikołaja 04.11.03, 18:12
      Pewnie tu podpadnę, jak się przyznam, że u nas nie było i nie będzie św.
      Mikołaja.

      Dziecko wcale nie jest jakieś mniej szczęśliwe przez to, że wie, iż prezenty
      dają sobie nawzajem kochający się ludzie, którzy wiele wysiłku i starań
      wkładają w to, aby dać coś niepowtarzalnego i, przede wszystkim, takiego, co
      obdarowywany pragnąłby dostać.

      Dlaczego?

      W moim rodzinnym domu nie było Mikołaja, nikt się nie przebierał ani nikogo nie
      wynajmował. Z drugiej strony, ja od najmłodszych lat wiedziałam, że mogę dać
      coś - np. wykonanego przeze mnie - rodzicom i bratu od siebie. Rodzice jakoś
      specjalnie nie dyskredytowali Mikołaja, wyszło to po prostu naturalnie.

      Gwoździem do trumny mitycznego tłuścioszka w czerwonym wdzianku był mój
      wieczorny spacer w tatą "do mamy do pracy". Mama pracowała w systemie
      zmianowym, na dyżurach, co trzy lata także i w Wigilę. Więc my z tatą poszliśmy
      w taki dzień zanieść jej coś do jedzenia, no i odwiedzić. Szliśmy przez takie
      wielkie blokowisko i ja wypatrzyłam całę mrowie samochodów (fiaciuków smile)) ) z
      których wysiadali panowie w czerwonych szatkach... niosący naręcza prezentów.
      Tata najnaturalniej w świecie wyjaśnił mi, że to ludzie, dorabiający sobie jako
      Mikołaje, i że takiego pana można wynająć. I ot co.

      Poza tym moim wychowaniem, jest jeszcze aspekt wiary. Nie chciałabym aby
      Mikołaj był ważniejszy od malutkiej, kruchutkiej istotki w żłobie...

      Osobiście nie wyobrażam sobie ośmiolatka wierzącego, że te gry komputerowe i
      klocki lego jak z reklamy smile)))) naprawdę są wyczarowane. Oczywście, o ile to
      nie jest "willing suspension of disbelief" czyli udawane i celowe wierzenie w
      coś w sposób oczywisty niewiarygodnego smile))))) i to pewnie ma miejsce w
      przypadku syna Mimarzeny.



      • mika.r Re: kwestia św. Mikołaja 04.11.03, 22:50
        Moje dzieci wierzyły w mikołaja do ok 11 roku życia.Pewnie domyślały się
        wcześniej, ale chyba je to bawiło i cieszyło. Ja też wierzyłam, i myślę, że
        właśnie w chwili, kiedy okazuje się, że to rodzice a nie Sw.Mikołaj przynosi
        prezenty, kończy się pewien etap dzieciństwa. A ja chciałabym, aby moje dzieci
        były nimi jak najdłużej, żeby nie "czepiały się" dorosłości na siłę! Dziś
        mówią, że ta chwila, kiedy przychodził św.Mikołaj była dla nich magiczna i
        wspaniała. A to co w świętach najważniejsze będzie zależało od atmoswery,
        sposobu przeżywania i tradycji, a nie od wielkości prezentów. Od nas rodziców
        zależy, czy ważniejszy jest Jezus w żłóbku czy choinka i prezenty. I nie ma w
        tym momencie znaczenia, czy dziecko wierzy w św.Mikołaja czy nie. Dzieci uczą
        się od nas bardzo wiele przez obserwację, a nie słuchanie tego co do nich
        mówimy i tłumaczymy.
        Wiecie, ja chyba gdzieś głęboko nadal wierzę w św. Mikołaja i nie chcę przestać!
        Pozdrowionka
        Monika
        • odalie Re: kwestia św. Mikołaja 05.11.03, 11:53
          Hej!

          Właściwie nie powinnam się tłumaczyć smile)))

          Może zwyczaje (brak Mikołaja) w moim rodzinnym domu, a teraz także w mojej
          rodzinie, wydają się niektórym z Was szokujące - ale proszę pamiętajcie, że ja
          wcale nie sugeruję, że taki model jest "jedyny słuszny" - po prostu taki lubimy
          i taki dla nas jest najlepszy.

          No i jest możliwy smile)) jak najbardziej do wykonania.

          W modelu bez Mikołaja przynoszącego prezenty dzieci razem z rodzicami czynnie
          włączają się w przygotowywanie podarunków - to mi bardzo odpowiada. Wszyscy
          członkowie rodziny są więc równi i równie traktowani. Nie tylko dzieci dostają
          prezenty - każdy od każdego coś ma. I podkreślony jest aspekt odbarowywania -
          nie ważne, czy to drogie, czy tanie ale wykonane własnoręcznie - ważne są
          cieplutkie myśli dołączone do prezentu.

          To jest przyjemność - zastanawianie się razem z córcią, co tez
          tata/dziadek.babcia/wujek chcieliby znaleźć pod choinką!

          Moja córeczka nie "czepia się dorosłości na siłę", chociaż jest bardzo
          samodzielną osóbką, której my jako rodzice umożliwiamy podejmowanie
          integralnych decyzji w jak najszerszym zakresie.

          I ja, i mąż traktujemy dziecko jak równoprawnego partnera. Według mnie co
          innego bajanie, marzenia, wymyślanie historii, baśnie, a co innego takie - za
          wybaczeniem smile)))) - robienie w konia smile)))))) Akurat wmawianie, że św. Mikołaj
          coś gdzieś podrzuca dla mnie jest tym drugiem smile)))))

          Magia Świąt... Ja nie byłam uczona wiary w św. Mikołaja, a magię Święt Bożego
          Narodzenia doskonale pamiętam - i teraz ją odtwarzam w moje rodzinie.

          Skoro wierzycie w Mikołaja, to uwierzcie, że według niektórych ludzi możliwe są
          piękne, rodzinne, pełne miłości i szacunku Święta bez niego smile)))))))))
      • mimarzena Re: kwestia św. Mikołaja 05.11.03, 17:57
        Odalie, ośmioletni chłopczyk to jeszcze DZIECKO. Masz rację mój syn, chce
        wierzyć w św. Mikołaja a ja nie chcę mu odbierać radości, kiedy obudzi się
        rano i zobaczy wymarzony prezent obok łóżka (i w cale nie są to prezenty z
        reklamy). Tylko, kłopot w tym, że ośmiolatek jest również niesłychanie
        spostrzegawczy i dociekliwy i wie, że prezenty nie spadają z nieba, że ktos je
        musi przy łóżku położyć. I stąd moje pytanie. Może ktos ma jakąś dobrą receptę
        na to aby pogodzić dziecięce marzenia, tajemnicę i rzeczywistość.
        I naprawdę nie chodzi mi o komercję i krasnoluda z reniferami, tylko o
        tradycję. Sw. Mikołaj był b. ważną postacią w moim dziecięcym świecie. Do dziś
        pamiętam jak dostałam wymarzone klocki. I bardzo cieszę sie z tego, że
        wierzyłam w Mikołaja.
        Każdy ma prawo do własnych wyborów. Dzieci przyjmują za swoją postawę rodziców
        i to nie tylko w kwestii św. Mikołaja.
        A co do Świąt, to w nich też jest jakaś magia. I mimo, że dobrze wiemy, że
        Jezus urodził się ponad 2000 lat temu to do dzisiaj śpiewamy "Bóg się rodzi" i
        ustawiamy żłóbki.
        A prezenty gwiazdkowe też sa częścią tradycji, jak potrawy, kolędy. Każda
        rodzina buduje własną tradycję, którą dzieci przekazują potem dalej. To, na
        czym dzieci skupią główną uwagę podczas Świąt też zależy od nas, rodziców.
        Do nas nie przychodzi Mikołaj w Święta tylko 6 grudnia, ale w każdej rodzinie
        może być inaczej, bo kultury i tradycje się mieszają.
        Pozdrawiam
        • odalie Re: kwestia św. Mikołaja 05.11.03, 19:59
          ... to ja powiem tylko, że mi się bardzo, bardzo podoba pogląd
          Praktycznegoprzewodnika opisany niżej.

    • praktycznyprzewodnik Re: kwestia św. Mikołaja 04.11.03, 23:52
      Ja też zawsze odróżniałam sw. Mikołaja biskupa i mikołaja przebierańca. Zaczeło
      sie od tego, ze córka zauwazyła, ze jakis mikołaj-krasnolud palił papierosa za
      sklepem. Wtedy mąz powiedział, ze to na pewno jakis przebieraniec, ze ktos sie
      podszywa, ze podróba. I tak zostało. Mikołaj prawdziwy jest w niebie, namawia
      nas do robienia sobie prezentów, do nasladowania go, do dzielenia sie. I
      poznajemy go na obrazku po mitrze, pastorale. Nikt go nie może naprawde
      zobaczyc. A mikołaj- krasnolud jest przebranym w strój krasnoludka panem, zeby
      nam było przed swietami weselej. I działa.
    • abakus2 Re: kwestia św. Mikołaja 05.11.03, 10:40
      Synek mojej koleżanki odchorował wysoką gorączką nagą prawdę
      o Mikołaju. Wpadł w histerię i doszedł do wniosku, że skoro nie ma
      Mikołaja, to Boga też nie ma!!
      Mimo wszystko my kultywujemy mikołajkową tradycję, bo to jednak
      piękna trdycja których coraz mniej w kulturze, a życie przynosi
      czasem bolesne rozczarowania i nie uważam, że trzeba za wszelką cenę
      chronić dziecko przed nimi. Moja 3-latka już od tygodnia "pisze"
      listy do Mikołaja. Wczoraj rozczuliła mnie bardzo, bo napisała
      żeby Mikołaj przyniósł jej ten bardzo stary wazonik, który rozbiła
      mamie w ubiegłym tygodniu wink)) Staram się kultywować ten zwyczaj
      interpretując go raczej jako "duchową" moc sprawczą Mikołaja, a nie tylko
      czysto materialną.
      Pozdrawiam
      abak
      • maak3 Re: kwestia św. Mikołaja 06.11.03, 23:45
        abakus2 napisała:

        > Synek mojej koleżanki odchorował wysoką gorączką nagą prawdę
        > o Mikołaju.

        a my z siostrami wiele lat temu płakałyśmy jak bobry, gdy dowiedzałysmy się,że
        Pankracy nie jest prawdziwym psem smile)))))))))))
        (troszkę frustracji dzieciom nie zaszkodzi, niech się hartują do życia w tym
        bezlitosnym świecie wink)


        a ja milutko wspominam czekanie na przyjście św. Mikołaja, ale nie przychodził
        do nas żaden przebieraniec
        (choc raz się tak zdarzyło i wspominam to jako najgorsze święta w
        dzieciństwie, bo ów przebieraniec zażądał śpiewania piosenek w zamian za
        prezent bbbbbrrrrrrrrr wielce upokarzające doświadczenie dla dzieci, które
        wierzyły w bezinteresowną dobroć św. Mikołaja)
        tylko ''nagle''pod choinką pojawiały się prezenty, z czasem
        rodzice ''uświadomili'' nas wieścią,że św. Mikołaj ma tyle pracy w niebie,że
        już nie daje rady z noszeniem prezentów dlatego rodzice robią to w jego imieniu

        my kontynuujemy tę tradycję
        a do męża, górala z krwi i kości, św. Mikołaj przychodził jedynie 6
        grudnia,zaś w Boże Narodzenie radowano się narodzeniem Jezusa i pilnujemy,żeby
        w kwestiach mikołajowych tego nie zagubić
    • e.beata Re: kwestia św. Mikołaja 05.11.03, 13:26
      U mnie w domu był Mikołaj, jest Mikołaj i mam nadzieję, że będzie wink))))
      Bo tych pierwszych lat magii nic już potem nie zastąpi.
      Prawdziwy Mikołaj przychodzi 6 XII, a pod choinkę to dodatkowo ludzie robią
      sobie prezenty. Najmilsze są oczywiście te robione własnoręcznie przez dzieci.
      Nie neguję tez istnienia krasnoludków, dopóki nie zostaną przedstawione dowody
      na ich nieistnienie wink)))) no i jest przecież myszka-podmieniaczka wink).
      Może i stara romantyczka, niereformowalna jestem ale bardzo chcę aby moje
      dzieci też smak tajemnicy i czarów poczuły. Nie zabrałabym im tego nigdy.

      A czy jest jakaś mama która nie wierzyła ze w nocy zabawki ożywają?????


      • edytkus Re: kwestia św. Mikołaja 06.11.03, 03:19
        e.beata napisała:


        > A czy jest jakaś mama która nie wierzyła ze w nocy zabawki ożywają?????

        A czy jest jakas mama ktora nie wierzyla ze w Wigilie zwierzeta mowia ludzkim
        glosem???? (moj kot byl uparty i slowkiem nie pisnal wink
        • wieczna-gosia Re: kwestia św. Mikołaja 06.11.03, 09:39
          A kto wie jak gasnie swiatlo w lodowce wink)))))
    • agadd02 Re: kwestia św. Mikołaja 07.11.03, 15:41
      myszka-podmieniaczka - ale fajne, muszą to zapamiętać,
      mój synek ma dopiero pół roku ale już myślę jak to będzie z mikołajem - ja do
      dziś uwielbiam święta, mikołaja, aniołki itp. Nie chcę żeby do małego
      przychodził przebieraniec raczej będę mu tłumaczyć że mikołaj nie da się
      zobaczyć bo jest magiczny, tajemniczy a poza tym jak mógłby roznieść w jedną
      noc prezenty wszystkim dzieciom (co nie znaczy że ich nie roznosi) powiem o
      biskupie mikołaju i jescze powiem że te wszystkie prezenty od mikołaja
      pojawiają się nagle, niespodziewanie jakby za sprawą czarodziejskiej różdżki,
      powiem że nie każde dziecko może dostać wymarzony (drogi) prezent a to dlatego
      bo musi starczyć dla wszystkich dzieci, potem pewnie wyjdzie że ludzie sobie
      podkładają ale będę się starała żeby zawsze dostał prezent niespodziewanie tak
      jakby to rzeczywiscie sam mikołaj przyniósł,
      w boże narodzenie do nas zawsze przychodził aniołek i do teraz siedzę
      niecierpliwie na krześle, bo nie mogę się doczekać rozpakowywania prezentów i
      nieważne że nie zawsze dostanę to co bym chciała i tak jestem szczęśliwa - aha
      i do dziś u nas w domu nikt nie widzi kto podkłada prezenty pod choinkę (może
      to zakłamanie ale przynajmniej nie jest jak w urodziny czy imieniny - jest
      taki inny nastrój)
      a poza tym wierzę w krasnoludki, aniołki, mikołaja i nawet w tą myszkę-
      podmieniaczkę bo to wnosi w szare życie choć trochę magii
    • laura_eliza Re: kwestia św. Mikołaja 09.11.03, 15:44
      Moge tylko pogratulowac ze syn jeszcze wierzy. A te niedopowiedzenia.....ktos
      kiedys powiedzial ze wiara w Sw. Mikolaja jest nauka wiary w Boga. No i
      nigdzie wszystkiego do konca nie wiemy. A moze popros syna zeby sma pomyslal
      jak to sie wszystko dzieje..
    • mama_kamila Re: kwestia św. Mikołaja 09.11.03, 17:29
      A oto mikołajowe doświadczenia mojego dzieciństwa:
      Wierzyłam w Mikołaja mocno i prawdziwie do 6 roku życia. Jak miałam nie
      wierzyć, skoro przychodził i dawał prezenty? Mogłam go dotknąć, porozmawiać.
      Był nie tylko magiczny. Był jak najbardziej prawdziwy i realny. Gdy miałam 6
      lat rodzice postanowili mnie uświadomić. Zawołali mnie do pokoju i mama
      zapytała „Wierzysz w Świętego Mikołaja?” I wtedy dowiedziałam się, że go nie
      ma. I wierzcie mi, że było to okropne przeżycie, o czym świadczyć może fakt, że
      do tej pory (a mam już 30 lat) ze szczegółami pamiętam tą rozmowę. Pamiętam
      nawet jak byłam tego dnia ubrana. Czułam się okropnie upokorzona. Oto okazało
      się, że mama z tatą, osoby mi najbliższe, którym najbardziej ufałam, kazali mi
      wierzyć w jakieś głupoty. Nie rozumiałam, dlaczego rodzice mogli zrobić mi coś
      takiego, dlaczego mnie okłamywali. Było to uczucie, na wspomnienie, którego do
      tej pory ściska mnie w dołku. Nie potrafię Wam tego opisać. Z drugiej strony,
      cieszę się, że nie dowiedziałam się tego od koleżanek. To byłoby chyba jeszcze
      gorsze. Dlatego słowa Maak3 : „troszkę frustracji dzieciom nie zaszkodzi, niech
      się hartują do życia w tym bezlitosnym świecie” napawają mnie dreszczem.
      Większość dziewczyn, które wypowiadały się na ten temat, miały miłe wspomnienia
      związane z Mikołajem. Ale, jak to się mówi: punkt widzenia zależy od punktu
      siedzenia. I ja patrząc na Mikołaja przez pryzmat własnych wspomnień, od lat
      już mam postanowione, że nigdy nie będę kazać wierzyć dziecku w coś
      nieistniejącego. Mój pogląd jest tu zbliżony do poglądu Odalie. Też uważam, że
      to piękne, kiedy bliscy ludzie obdarowują się prezentami, które muszą kupić,
      czy zrobić, a więc poświęcić im trochę własnego czasu. I dotyczy to też dzieci.
      Chciałabym nauczyć swoje dziecko, jak wielką radość może sprawiać obdarowywanie
      bliskich osób prezentami. Jednak w przeciwieństwie do Odalie nie chcę
      całkowicie rezygnować z Mikołaja. Gdy przyjdzie czas wytłumaczę synowi (teraz
      ma dopiero 1,5 roku), że Mikołaj to przebrany pan, a prezenty kupują rodzice
      (dziadkowie, ciocie itd.), a potem dają je Mikołajowi, żeby je przyniósł. A
      wszystko to po, żeby dzieciom było wesoło. Opowiem też o Mikołaju biskupie i o
      tym skąd wzięła się cała tradycja.
      Mimarzeno, zadałaś w liście pytania, na które niestety, ja nie potrafię Ci
      odpowiedzieć. Myślę, że najlepiej jest, kiedy dziecko samo, bezboleśnie odkryje
      (domyśli się), jak to jest z tym Mikołajem. Ale jeśli ośmiolatek cały czas
      wierzy w Mikołaja, to chyba już czas, żeby zacząć delikatnie interweniować.
      Jeżeli jest wrażliwym dzieckiem, a jego wiara jest bardzo silna, to może
      przeżyć szok (wiem coś o tym). Mam jednak nadzieję, że przypadki, takie jak mój
      są sporadyczne. Trochę szkoda, że mamy skierowały dyskusję na temat, jak u
      każdej z nich przestrzegana jest mikołajowa tradycja, a ominęły główny problem,
      z jakim Mimarzena się do nas skierowała :

      > Poradźcie jak się za bardzo nie zaplątać i przejść
      > bezboleśnie przez kwestię, że to przecież rodzice podkładają te prezenty?
      > Wolałabym sama dziecku to wytłumaczyć i oszczędzić mu konfrontacji z
      > kolegami, którzy już są uświadomieni. A może Krzyś jest jeszcze za mały na
      > ostateczne wyjaśnienia? Mimo wszystko chciałabym go jakoś przygotować,
      > podprowadzić, może sam by doszedł jak to jest?

      Skoro, jak wnioskuję z listów, w większości domów zachowywana jest wiara w
      Mikołaja, to jak i w jaki sposób Wasze dzieci dowiadują się, jak to jest
      naprawdę?

      Mimarzeno, jeżeli zdecydujesz się ingerować w mikołajową wiarę swoich dzieci,
      napisz, co zrobiłaś i jakie były tego skutki.

      Pozdrawiam

      Mama Kamila
      • mimarzena Re: kwestia św. Mikołaja 10.11.03, 20:52
        Dziękuję za listy. Bardzo mi pomogłyście. Krzyś dopytuje się nieustannie.
        Powiedziałam mu, że św. Mikołaj - ten z nieba nie przychodzi osobiście, tylko
        w jego imieniu prezenty rozdają prawdziwi ludzie, którzy kochają dzieci i chcą
        sprawiać im radość oraz, że czynią to w imieniu św. Mikołaja. Przyjął to
        bardzo dobrze, ale pojawiło się kolejne pytanie.. W jaki sposób ten ziemski
        mikołaj przychodzi do domu? Czy go znam, czy mu otwieram drzwi? I kto jest tym
        mikołajem? Powiedziałam, że mikołajem może być każdy, kto chce zrobić dziecku
        przyjemność. Powiedziałam, że św. Mikołaj zachęca ludzi aby kontynuowali jego
        tradycję i że owszem znam kilku mikołajów ale nie powiem mu kto to jest, bo
        prawdziwy Mikołaj też się nie ujawniał.
        Na razie na tym stanęło. Jest jeszcze kwestia listu, który co roku pisze i
        pieniędzy...
    • isabelle4 Re: kwestia św. Mikołaja 31.01.04, 23:58
      U mnie sprawa była dość prosta, ponieważ w mieście był Mikołaj z Rowaniemi -
      ten "prawdziwy".Więc kiedy moja 8 latka zaczęła dopytywać o Mikołaja czy jest,
      czy nie zapytałam ją, jak myśli? Odpowiedziała, że jest, bo go przecież
      widziała. Wytłumaczyłam jej tylko, że Mikołaj przynosi dzieciom prezenty tak
      długo jak długo w niego wierzą, a potem prezenty robią rodzice. Oczywiście
      Mikołaj przynosi prezenty do domu w którym dziecko mieszka, a w każdym innym
      miejscu, w jakim dziecko obdarowywane jest prezentami, to nie od Mikołaja ale
      od tych, którzy je kochają i chcą mu sprawić przyjemność. Wystarczyło. Od
      tamtej pory moja córcia pięknie dziękuje za prezenty od babć, cioć, wujków i
      innych ludzi. Poza tym czynnnie uczestniczy w pakowaniu prezentów dla naszych
      bliskich. Prezent z listu od Mikołaj nadal przed nią chowamy i pakujemy w inny
      niż wszystkie pozostałe papier. Niech sobie nadal w niego wierzy. Może to co
      napisałam pomoże komuś wybrnąć z tego trudnego tematu. Pozdrawiam.smile)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka