Dodaj do ulubionych

wczesna nauka

05.05.09, 19:03
Rodzice uczą dzieci czytać i pisać, ale nie zgadzają się na posłanie
od 6 lat do szkoły, bo szkoła skraca dzieciństwo. W szkole dzieci,
które zostały nauczone czytać i pisać w domu nudza się i rodzice
mają pretensje do szkoły. Rodzice bardzo lubią się chwalić: mój 5
latek umie czytać i pisać.
Zastanawiam się czy taka bardzo wczesna nauka czytania i pisania ma
sens, oprócz satysfakcji rodziców. Najczęściej poziom w 3 klasie
wyrównuje się.
Obserwuj wątek
    • slonko1335 Re: wczesna nauka 05.05.09, 19:44
      Nie widzę nic złego we wcześniejszym rozpoczęciu nauki o ile szkoły i program
      będą na to przygotowane i o ile dziecko już będzie na to gotowe. A myślisz, ze 5
      latka który nie interesuje się zupełnie literkami i czytaniem da się nauczyć? bo
      może to ciekawe dziecko i chce umieć. Moja córka (3 lata - kocha książeczki)
      dzisiaj rano wzięła książeczkę i zapytała pokazując na M: mamo to jest literka
      prawda a jaka? i co mogę powiedzieć, ze jest za młoda żeby to wiedzieć albo
      odpowiedzieć jaka i powiedzieć jakie wyrazy na nią się zaczynają...liczyć tez
      umie do 20, nie jest jej to niezbędne w życiu bo niby po co ale sama liczy sobie
      kwiatki czy drzewa albo ile stoi samochodów pod blokiem i ma radochę..
    • deleine Re: wczesna nauka 05.05.09, 19:45
      a jak dziecko samo się garnie do składania liter, to należy zabrać mu wszystkie
      książki a napisy znajdowane poza domem ignorować?
      nie znam nikogo kto nauczył dziecko czytać BO CHCIAŁ
      znam dzieciaki co czytają w wieku 4-5 lat BO CHCIAŁY

      podobnie ma się sprawa z pisaniem
      • mama_misi Re: wczesna nauka 05.05.09, 19:55
        Czytające czy biegle liczące 4-5 latki to nie w większości zasługa rodziców
        tylko dziecka bo mu "się chce". Moje dziecko w wieku 5 lat czytało,liczyło etc.
        bo chciało, pisać pismem pisanym nie potrafi bo jej się nie chce. I co z tego,
        że kiedyś się to wyrówna? Nie widze problemu smile
      • damap Re: wczesna nauka 06.05.09, 09:28
        Zgadzam się, mój zna wszystkie literki (pisane drukawanymi dużymi
        litarami), nie dlatego, że siedziałam z młotkiem nad nim i kazałam
        mu je ryć na pamięć, tylko dlatego, że sam się pytał ciągle
        pokazując palcem w książce. Więc jak pyta to odpowiadam: M jak
        mama, T jak tata ... i efekt jest taki, że teraz pokazuje literkę i
        umie ją dopasować do danego wyrazu. Ja widzę, że dla niego to po
        prostu zabawa, a nie nauka. Teraz ciągle chce liczyć, pokazuje np.
        w książce LOKOMOTYWA wagony i mówi "mama licz", więc liczę, a on
        powtarza i się uczy. Co mam mu w takiej sytuacji odpowiedzieć? "Nie
        wolno liczyć, pójdziesz do szkoły to się nauczysz!" Bez sensu.
        A przeciwna jestem posyłania 6-latków do szkoły z wielu innych
        względów. Po pierwsze dlatego, że szkoły są zupełnie do tego nie
        przystosowane, po drugie liczenie, pisanie nie jest miernikiem
        gotowości pójścia do szkoły, liczy się też gotowość pod względem
        emocjonalnym, psychicznym.
        -
    • mama_kotula Re: wczesna nauka 05.05.09, 20:56
      Zieeeeeew.
      Z premedytacją skróciłam dzieciom dzieciństwo, od września idą do szkoły.

      Cytat
      Zastanawiam się czy taka bardzo wczesna nauka czytania i pisania ma
      sens, oprócz satysfakcji rodziców. Najczęściej poziom w 3 klasie
      wyrównuje się.


      No wiesz, jeśli dla ciebie umiejętność samodzielnego przeczytania ksiązki nie ma sensu innego poza tym, że przydaje się do szkoły a poziom i tak jest równy, to w sumie masz rację - nie ma to sensu tongue_out
    • mama-ola Re: wczesna nauka 05.05.09, 23:06
      joanna29 napisała:

      > Rodzice uczą dzieci czytać i pisać, ale nie zgadzają się na
      > posłanie od 6 lat do szkoły, bo szkoła skraca dzieciństwo.

      Z pójściem do szkoły wiąże się nie tylko przygotowanie - jakby to
      nazwać - intelektualne (obeznanie z książkami, czytanie, pisanie,
      liczenie), ale też gotowość na poziomie emocjonalnym. Wielu rodziców
      czyta swoim dzieciom, uczy liczyć do iluś tam czy pokazuje literki.
      Ale to nie znaczy, że uważają swoje dzieci za gotowe, by się tego
      uczyć w szkolnych ławkach. I żadnej sprzeczności w tym nie ma. A Ty
      ją widzisz i tu IMHO upraszczasz sprawę.

      > Zastanawiam się czy taka bardzo wczesna nauka czytania i pisania
      > ma sens, oprócz satysfakcji rodziców.

      Jest jeszcze satysfakcja dziecka smile Mój synek bardzo się garnie do
      literek, układa je nawet z klocków itp. A największą ma satysfakcję,
      jak zrobi kupkę w kształcie jakiejś litery, woła, że zrobił P czy S.
      Ja mam w takich sytuacjach satysfakcję zdecydowanie mniejszą, a
      właściwie szczerze mówiąc żadnej, tak czy owak muszę umyć nocnik...

      Znów tu widzę znów uproszczenie typu "rodzic zmusza biedne dziecię,
      bo się chce nim chwalić dla własnej satysfakcji, a dziecko tego nie
      chce". Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie zmuszania kilkulatka i
      nigdy takiego nie widziałam.
    • bj32 Re: wczesna nauka 05.05.09, 23:19
      Ale nie będzie o metodzie Domana i uczeniu czytania 9miesieczniaków?
      Bo jak będzie to ja sie rozpłaczę...
      • mama_kotula Re: wczesna nauka 05.05.09, 23:21
        bj32 napisała:
        > Ale nie będzie o metodzie Domana i uczeniu czytania 9miesieczniaków? Bo jak będzie to ja sie rozpłaczę...

        No nie, przecież wyraźnie napisane, że chodzi o te biedne czytające 5-latki tongue_outtongue_out
    • asia0212 Re: wczesna nauka 05.05.09, 23:45
      > Rodzice uczą dzieci czytać i pisać, ale nie zgadzają się na posłanie
      > od 6 lat do szkoły, bo szkoła skraca dzieciństwo.

      Bo większość szkół nie jest do tego przygotowana, bo problem dotyczy dzieci
      wiejskich(dojazd), bo trzeba brać pod uwagę wszystkie dzieci, a nie wszystkie są
      zdolne, bo...zdania są podzielone.
    • ik_ecc ma sens 06.05.09, 01:16
      Wczesna nauka czytania ma sens, bo potem mozna temu 3-latkowi wcisnac
      powiesc do reki i ma sie dzieciaka z glowy na pare godzin.
      O.

      • mw144 Re: ma sens 06.05.09, 08:31
        No właśnie!smile Mój trzylatek sam sobie czyta ksiażkę a ja mogę
        poleżeć na kanapie i pooglądać ulubiony serialtongue_out I jeszcze dzieciak
        ma satysfakcję, że umie zrobić to samsmile
      • mama_kotula Re: ma sens 06.05.09, 08:59
        ik_ecc napisała:
        > Wczesna nauka czytania ma sens, bo potem mozna temu 3-latkowi
        > wcisnac powiesc do reki i ma sie dzieciaka z glowy na pare godzin.
        > O.

        Piękna ironia, ale nietrafiona tongue_out

        Na litość, czytanie jest przyjemnością i ROZRYWKĄ, dla dziecka też jest przyjemnością i rozrywką i jeśli dziecko CHCE się uczyć czytać, to nie będę mu tego zabraniać. Nie chodzi o pozbycie się dziecka na kilka godzin, jak sugerujesz. Nie chodzi o to, że "oo, młodziak się nauczył czytać, to może sobie teraz czytać sam". Guzik prawda. Mimo że moje dzieci od kilku lat czytają same, nadal im czytam i to uwielbiamy.

        Natomiast nie widzę nic złego w tym, ze dziecko czyta samo, jeśli to LUBI, jeśli traktuje to jako PRZYJEMNOŚĆ.
        Nie mówiąc już o tym, że żadne dziecko nie nauczy się czytać, jeśli nie będzie miało widziało potrzeby czytania. Przykład dam nieco inny - starszy uczył się w przedszkolu angielskiego, przez jakiś czas był bunt, znudzenie, niechęć. Rozmawiałam z nim, że fajnie jest znać języki bo to, to i siamto, ale miał to w rzyci (i bardzo słusznie). Do czasu. Do czasu kiedy zaczął bawić się komputerem, a tu niedobry komputer do niego pluł komunikatami po angielsku. Do czasu, kiedy był czymś bardzo zainteresowany, a na youtube np. filmik o planetach z angielskim lektorem, matka akurat siedzi pod prysznicem albo robi obiad i trzeba sobie poradzić. Kiedy instrukcja do wykonania czegoś tam była tylko po angielsku, kiedy opisy Bioniclów w necie tylko po angielsku, kiedy ulubiona książka "Bad kitty" nie ma tłumaczenia na polski. I nagle pojawiły się chęci, w dodatku bardzo rozpaczliwe chęci że chce SZYBKO i JUŻ. I myślę, że z czytaniem jest tak samo. Jak widzę, że dziecko chce czytać, to będę je zachęcać do nauki czytania, tak samo jak zachęcałabym do budowania z klocków czy malowania farbami.
        • aluc Re: ma sens 06.05.09, 09:33
          ...z tą wszakże różnicą, że umiejetność malowania farbami czy
          składania klocków w późniejszym życiu może się okazać kompletnie
          zbędna, w odróżnieniu od czytania wink
      • mama_misi Re: ma sens 06.05.09, 09:56
        Nooo ja 3latkowi to może nie, ale moja 5 latka faktycznie spedza
        godzinę dziennie z książką a ja "mam ją z głowy" i jakoś poczucia
        winy nie mam. A co to za róznica, czy mamy dziecko "z głowy" bo
        przez godzinę maluje/układa z klocków/bawi się samo czy poprostu
        czyta? W każdej z sytuacji robi to co lubi.
    • edit38 Re: wczesna nauka 06.05.09, 10:14
      Moim zdaniem ma sens jeśli to dziecko chce się uczyć i nie jest do
      tego zmuszane przez rodziców. Jestem przeciwna wcześniejszemu
      posyłaniu dziecka do szkoły nie dlatego że będzie musiało się tam
      uczyć ale dlatego że o rok wcześniej będzie pozbawione beztroskiego
      dzieciństwa bez KONIECZNOŚCI uczenia się i odrabiania codziennie
      lekcji.
      Ja podejrzewam że problem „nadgorliwego” dziecka mi nie grozi, moja
      prawie 2-latka chyba raczej do leni należy i prawdopodobnie będę
      musiała ją gonić do książek i lekcji, w tej chwili nawet nie chce
      się nauczyć mówić smile
    • joanna29 Re: wczesna nauka 06.05.09, 10:22
      Ja znam mało dzieć w wieku 5 lat, które potrafią pisać i czytać,
      znają tabliczke mnożenia, a te które potrafią to są wyszkolone przez
      rodziców tylko po to żeby idąc do szkoły pokazać jakie są zdolne.
      Później takie dziecko nudzi się na lekcjach i zniecheca się do
      szkoły, bo w szkole jest nudno.
      Wiem, że moje otoczenie (dzieci w większości nie umiejace czytać) i
      formu (dzieci w większości czytające) to żaden materiał do badań.
      Pisząc post mialam na mysli właśnie wyszkolone dzieci w nauce
      czytania i pisania, zdarzają się tez 5 latki opowiadające dowcipy o
      blondynkach czy śpiewajace piosenki o milości (czyli nie rozumiejace
      co mówią i spiewają).
      • mama-ola Re: wczesna nauka 06.05.09, 12:17
        > a te które potrafią to są wyszkolone przez
        > rodziców tylko po to żeby idąc do szkoły pokazać jakie są zdolne.

        Nie możesz tego wiedzieć. Mówisz zbyt kategorycznie. Uznałaś,
        że "wyszkolone" i że "tylko po to", a to sa wyłącznie Twoje
        insynuacje, a nie obiektywna prawda. Jestes z jakiegoś powodu na to
        cięta i obsmarowujesz rodziców dzieci, które coś umieją. Jaki jest
        powód? Napisz.

        Tak jak ktoś tu napisał: jak dziecko chce się czegoś nauczyć, trudno
        je powstrzymać. Mój syn tego przykładem - miał 3 lata, jak liczył
        wszystko i wciąż: bułki na stole, liczbę mijanych ludzi, foremki w
        piaskownicy... itp. itd. (wszystko co widział i co się dało
        policzyć). Nic nie mogłam zrobić czy powiedzieć, bo mi ciągle
        przerywał: czekaj, ja najpierw policzę. Szczerze mówiąc, nieco mnie
        zaczynało to irytować.
        Potem zaczął dodawać i odejmować. Przekroiłam mu kiedyś chleb na pół
        i jeszcze raz na pół i zachęcam: jedz. A on się gapi w talerz jak
        sroka w gnat, więc mówię znów: no jedz. Powtarzam trzeci raz, w
        końcu krzyczę, a Antek podnosi na mnie nieprzytomny wzrok i mówi:
        wiesz, mama, dwa i dwa to jest cztery.
        A potem przyszły wakacje (te 2008) i na tych wakacjach ktoś
        zauważył, że młody liczy i robił podobne uwagi do Twoich, że ambicje
        mamusi i inne takie. A może to byłaś Ty?... (żart wink)
        • joanna29 Re: wczesna nauka 06.05.09, 12:41
          Tak jak powiedziałam obserwowane dzieci to nie materał badawczy.
          Dzieci o których mówię, na spotkaniach były wypychane na srodek i
          zachęcane "powiedz ile jest 4*7, a przeliteruj pszczoła, powiedź
          żart". Dzieci następnie trafiają do szkoły i oburzenie rodziców, że
          niski poziom, dziecko się nudzi, bo juz dawno potrafi czytać, pisać
          i liczyć. Ich dzieci na lekcji czytają książki przyniesione z domu,
          pani pozwala, bo reszta klasy dopiero uczy się czytać. Następnie w
          3 klasie okazuje się, że dziecko ma problemy z nauka w szkole z
          reszta klasy. Zastanawiam się po co rodzice to robia.
          Nie mówię o naturalnym zainteresowaniu czymś dziecka. Jednak wtrące
          w to mojego syna: ma 3 lata a odróżnia sterownik, programator,
          falownik i inne. Lubi bawić się u taty w pracy i dla niego to
          naturalne. Mój post dotyczy wyłacznie szkolenia dzieci, a jak dzieci
          dostaną nagrodę (np. słodycze, pochwały) to się dają wyszkolić.
          • mama-ola Re: wczesna nauka 06.05.09, 14:14
            > Dzieci o których mówię, na spotkaniach były wypychane na srodek i
            > zachęcane "powiedz ile jest 4*7, a przeliteruj pszczoła, powiedź
            > żart".

            Chwalenie się dziećmi przed innymi jest naturalne, każdy rodzic chce
            być dumny z dzieci. Ja akurat tego nie robię (nie wypycham), bo mój
            Antoś jest nieśmiały, ale jak sam z siebie na Wigilii zaczął śpiewać
            kolędy i rodzina biła brawo, to było mi miło. Fałszował
            niemiłosiernie (to akurat niefajnie), ale i tak było mi miło - po
            pierwsze, bo zniknęła ta jego wstydliwość, a po drugie, bo jemu było
            miło. Cieszyło go to.
            Napisz, co w tym widzisz niepokojącego. Ja nie jestem obiektywna,
            więc trudno mi zauważyć.

            > Dzieci następnie trafiają do szkoły i oburzenie rodziców, że
            > niski poziom, dziecko się nudzi, bo juz dawno potrafi czytać,
            > pisać i liczyć.

            Szczerze mówiąc, wątpię, by jakiegokolwiek (a już zwłaszcza
            światłego, edukującego swoje dzieci) rodzica oburzało to, że w
            zerówce czy w I klasie dzieci uczą się czytać. I by to nazywali
            niskim poziomem. Moim zdaniem znów upraszczasz, a poza tym
            przypisujesz innym złe intencje. Tacy rodzice mają zapewne żal, że
            nie ma na dzieci zdolniejsze pomysłu. Że jak nauka czytania, to
            muszą wszyscy, co co umieją też. Żal słuszny moim zdaniem.

            Pracowałam przez parę lat przy redagowaniu czasopisma dla
            nauczycieli. Poruszaliśmy tam temat dzieci zdolniejszych
            wielokrotnie, było to raz czy dwa tematem numeru. Radziliśmy, co w
            czasie zwykłej lekcji począć z dziećmi, które już dane zagadnienie
            opanowały lub o których wadomo, że pojmą wszystko znacznie szybciej
            niż reszta. było konkretne porady, ćwiczenia, zdania, które kierować
            do takich dzieci i do reszty, by nikogo nie krzywdzić.
            Pomysł, który Ty podajesz:

            > Ich dzieci na lekcji czytają książki przyniesione z domu,
            > pani pozwala, bo reszta klasy dopiero uczy się czytać.

            wydaje mi się bardzo dobry. Korzystny dla wszystkich. Dzieci nie
            grają w statki, lecz robią coś pożytecznego i rozwijającego dla
            siebie, nie przeszkadzają innym. Cała klasa robi mniej więcej to
            samo. Skoro dzieci zdolne i wyedukowane znalazły się w tej samej
            klasie i nie ma innego systemowego rozwiązania tej kłopotliwej
            sytuacji, dobrze że ktoś wpada choćby na takie doraźne pomysły.

            Ja czytałam od 4 roku życia, nikt nie miał na mnie pomysłu w szkole,
            a nauczycielka powiedziała mi kiedyś, cytuję "nieładnie tak
            wyprzedzać". Czy Ty jesteś skłonna jej przyklasnąć? Czy Twoje
            wypowiedzi też zmierzają do "nieładnie tak wyprzedzać"?

            > Następnie w
            > 3 klasie okazuje się, że dziecko ma problemy z nauka w szkole z
            > reszta klasy.

            A to jest już zupełnie inna para kaloszy. Nieumiejętność współpracy
            z grupą to jedno, a zdobywanie wiedzy to drugie. Tej pierwszej
            rzeczy uczy inaczej i przy innych zagadnieniach.

            > Zastanawiam się po co rodzice to robia.

            Ale co robią? Tak konkretnie? Co np. ja robię? Ja, matka syna, który
            liczy, garnie się do liter i za chwilę będzie umiał czytać, na 2-3
            lata przed I klasą? Że go nie powstrzymuję? A czemu miałabym
            powstrzymywać? Bo... "nieładnie tak wyprzedzać"?
            Moim zdaniem nieładnie, że państwowa szkoła nie daje rady z tym i
            owym, np. pomysłu na zdolniejsze nie ma. Zbieram na prywatną, mam
            nadzieję, że uzbieram smile
    • kanna Re: wczesna nauka 06.05.09, 11:03
      Odpowiem tak: jeżeli małe dziecko postanowi nauczyc się czytac,
      rodzic bedzie bezradny wink nauczy sie i tak.

      Niestety, w druga strone to nie działa, bo gotowośc mózgu do
      syntezy, czyli łączenia liter pojawia się w okreslonym wieku - i sie
      rozwoju nie przyspieszy.
      I mój ulubiony przyklad: dwulatek "czyta" na samochodzie O-P-E-
      L. "SWietnie synku, co jest napisane? " "Corsa" Litery rozpoznaje -
      roczniaka potrafie nauczyc rozpoznawiania liter - ale syntezy ni ma.

      pozd smile Ania
    • mniemanologia Re: wczesna nauka 06.05.09, 13:02
      joanna29 napisała:

      > Rodzice uczą dzieci czytać i pisać, ale nie zgadzają się na
      > posłanie od 6 lat do szkoły, bo szkoła skraca dzieciństwo.

      Wiesz co, to bardzo fajne spostrzeżenie.
    • alabama8 Re: wczesna nauka 06.05.09, 14:13
      Tak się złożyło, że żyjemy w świecie gdzie nie liczy się już
      odróznienie kozy od świni czy gęsi od kaczki więc i dzieci mają inne
      priorytety. Żyjemy w świecie gdzie liczy się słowo pisane, przekaz
      informacji za pomocą liter. Litery są wszędzie, na domach,
      samochodach, opakowaniach, w telewizorze. Tak więc i dzieci szybciej
      niż kiedyś się z tym oswajają, zaczynają samodzielną naukę
      wcześniej. Za "moich czasów" słowo pisane było głównie w Trybunie
      Ludu, teraz masz setki gazet i gazetek dla kobiet, mężczyzn i
      dzieci.

      A posłanie dzieci do szkoły - dziewczyno, rodzce protestują ponieważ
      szkoła nie zapewni wystarczającej opieki. 25 dzieci, które może
      pojedyńczo są słodkie i kochane, ale w grupie stanowią wybuchową
      mieszankę przepychanek, głupoty, prób imponowania, wrzasku + jeden
      nauczyciel do przypilnowania. Czy przypilnuje żeby wszystkie zjadły
      drugie śniadanie, nie zapomniały czapek, umyły ręce po sikaniu? To
      jest clue, a nie poziom nauczania.
      • mama_kotula Re: wczesna nauka 06.05.09, 14:21
        CytatTak się złożyło, że żyjemy w świecie gdzie nie liczy się już
        odróznienie kozy od świni czy gęsi od kaczki więc i dzieci mają inne
        priorytety.


        Ja do tego śmiem twierdzić, że dzieci które wcześnie się uczą czytać, odróżnianie kozy, świni, gęsi i kaczki mają w małym paluszku. Tudzież odróżnianie gatunków drzew, planet, rodzajów kwiatów rosnących na łące przy domku i innych rzeczy, co więcej - mają większe możliwości, bo potrafią czytać.

        Chociaż z drugiej strony, mojej córce pochrzaniła się kiedyś kasza gryczana z ryżem big_grinbig_grinbig_grin nie powiem, zabawne to było całkiem.

        Co do przyczyn nieposyłania do szkoły - też się zgadzam. Jakbym nie miała możliwości wysłania dzieci do tej konkretnej szkoły, do której pójdą, tylko wybierać musiałabym między kilkoma osiedlowymi molochami z dużymi klasami i nauką na 3 zmiany, to pewnie też bym trzymała jeszcze rok w przedszkolu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka