21.10.08, 09:58
Nie mówimy o dziecku-lekarstwie? Widziałam je wczoraj w telewizji,
widziałam jak jego matka głaskała go po maleńkiej dłoni... Jest
ślicznysmile)
Mówi się wiele i w różnych aspetkach. Na przykład, że
ijnstrumentalne i podmiotowe potraktowanie człowieka - bo przecież
począł sie tylko po to, by być dawcą szpiku dla brata. Zwolennicy
mówią, że nic złego - przecież będzie żył, w kochającej rodzinie,a
jeszcze dodatkowo pomoże bratu.
No i co?
Do tego jeszcze dochodzi kwestia in vitro - wybrano Javiera, resztę
embrionów zniszczono jako niepotrzebne. To dla mnie ejst decydujące
akurat w tej sytuacji.
Ale tak ogólnie: gdyby dziecko poczęło sie naturalną drogą?
Dowiadujesz się, że masz chore dziecko, które może uratować krew
pępowinowa brata/siostry. Co prawda nie planowałeś/planowałaś już
więcej dzieci, ale teraz...
No i rodzi się...

Nie jest to temat mi obcy. Mam już go obgadany po lekturze książki
ksiazki.wp.pl/katalog/ksiazki/kw,78530,ksiazka.html

Obserwuj wątek
    • capriglione Re: Javier 21.10.08, 10:04
      Mnie bardzo poruszył komentarz do sytuacji pewnej matki chorego dziecka: "Każda
      matka zrobi WSZYSTKO, dosłownie wszystko, żeby ratować swoje dziecko". I
      podpisuję się pod tymi słowami.
      Jestem wdzięczna dzisiejszej medycynie i biotechnologii, że możliwe sa takie
      rozwiązania.

      A in vitro? Koleżanka jest w połowie ciąży, powstałej właśnie wskutek in vitro,
      spodziewa się bliźniąt! Po latach nieudanych prób...
      Jak widzę szczęście na jej twarzy, przestaję zadawać sobie pytania natury
      etycznej. Nie oceniam, nie osądzam, bo nie wiem, jak sama postąpiłabym w jej
      sytuacji. Jest duże prawdopodobieństwo, że podobnie.
      • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 10:15
        capriglione napisała:

        > Mnie bardzo poruszył komentarz do sytuacji pewnej matki chorego
        dziecka: "Każda
        > matka zrobi WSZYSTKO, dosłownie wszystko, żeby ratować swoje
        dziecko". I
        > podpisuję się pod tymi słowami.
        Myślę, że nie każda. Cena może być nei do przeskoczenia np dla
        sumienia matki




        > A in vitro? Koleżanka jest w połowie ciąży, powstałej właśnie
        wskutek in vitro,
        > spodziewa się bliźniąt! Po latach nieudanych prób...
        Nie chciałabym tutaj rozmawiać o in vitro.

        • capriglione Re: Javier 21.10.08, 10:28
          A ja sądzę, że jednak wiekszość "niebo i ziemię" poruszy, by ocalić swoje
          dziecko. Sumienie może pójść na boczny tor...
          • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 10:37
            Myślę, że jest całe mnóstwo osób, u których sumienie nigdy nie idzie
            na boczny tor.
            Nie wiem, do czego byłabym zdolna, a do zcego już nie. Co zrobiłabym
            z czystym sumieniem, a co z brudnym - jednak bym zrobiła. A czego
            nie zrobiłabym nigdy. Naprawdę nie wiem.
            Na przykład: utrata wiary jest złem, a jednak nie mogłąm pogodzic
            się ze zdaniem które tutaj padło "lepiej by dziecko umarło niż
            straciło wiarę". Wiem, ze łapówka jest złem, a jednak wiem że ją
            dałabym gdyby to miało uratowac moje dziecko (no i gdybym miała
            oczywiście co dać). Ale w wielu innych przypadkach nie jestem w
            stanie przewidzieć swojego postępowania. Przypuszczam, że z
            prawdopodobieństwem 99,9999% na in vitro bym się nie zdecydowała,
            ale na naturalne poczęcie w tej sytuacji... nie wiem
            • nati1011 Re: Javier 21.10.08, 10:53
              smile)

              Nie mozesz Mamalgosiu porównywac łapki i życia. Jeżeli za łapówkę
              można przeżyć - to wolno ją dać. Tak samo jak wolno ukraść chleb z
              głodu, gdy nie ma się pieniedzy.

              Ale nie wolno zabić by ratować życie. Tzn wolno ci zabić włamywacza,
              jeżlei grozi śmiercią np twojej rodzinie, ale nie wolno porwac
              dziecka w Chinach by pobrac od niego serduszko. Nie godzi sie tez
              korzystac z organów czy leków powstałych w wyniku wykorzystania
              wyabortowanych dzieci, mimo iż i tak już nie żyją. Gdzieś musimy
              postawić granicę.

              Moim zdaniem - jeżeli brat czy siostra mogą (bez szkody dla siebie)
              pomóc rodzeństwu to wolno zdecydować się następne dziecko. Ale
              tworzyć kilkanaście zarodków i selekcjonować ten najbardziej
              pasujący... no przepraszam to juz produkcja a nie poczęcie.
              • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 10:59
                nati1011 napisała:

                > smile)
                >
                > Nie mozesz Mamalgosiu porównywac łapki i życia. Jeżeli za łapówkę
                > można przeżyć - to wolno ją dać. Tak samo jak wolno ukraść chleb z
                > głodu, gdy nie ma się pieniedzy.
                Bynajmniej nie chcę porównywać łapówki (łapki?smile ) i życia! Chciałam
                tylko napisać, że są rzeczy złe, do których jestem z całą pewnością
                zdolna. Bo jasne jest, że wiele zła, grzechów, popełnia sie wcale
                tego nie chcąc, żałując potem. Ale chodziło mi o sytuacje, kiedy
                prawdopodobnie jednak ten głos sumienia oddalałabym



                >
                ale nie wolno porwac
                > dziecka w Chinach by pobrac od niego serduszko.
                Nie wolno. Tak więc znamy już skrajne "wolno" i skrajne "nie
                wolno". A pomiędzy nimi continuum niewiadomego. Rozpoznawalnego w
                konkretnej sytuacji, u konkretnej osoby, w jej konkretnym sumieniu.
                Lub nie rozpoznanej nigdy.


                Nie godzi sie tez
                > korzystac z organów czy leków powstałych w wyniku wykorzystania
                > wyabortowanych dzieci, mimo iż i tak już nie żyją.
                Tak myślisz? Tu by u mnie też sumienie chyba trzeszczało - no bo
                może to jednak mogłoby prowadzić do kolejnych aborcji? Skoro jest
                zbyt?


                Gdzieś musimy
                > postawić granicę.
                O wlasnie... Myślę, że nie zawsze



                >
                > Moim zdaniem - jeżeli brat czy siostra mogą (bez szkody dla
                siebie)
                > pomóc rodzeństwu to wolno zdecydować się następne dziecko.
                "Twoim zdaniem" - ale czy to pewne, że tam właśnie przebiega
                obiektywna granica?



                Ale
                > tworzyć kilkanaście zarodków i selekcjonować ten najbardziej
                > pasujący... no przepraszam to juz produkcja a nie poczęcie.
                Tak, to i dla mnie jest niedopuszczalne
                • nati1011 Re: Javier 21.10.08, 11:16
                  oczywiście nie łapka a łapówka smile))

                  > > Moim zdaniem - jeżeli brat czy siostra mogą (bez szkody dla
                  > siebie)
                  > > pomóc rodzeństwu to wolno zdecydować się następne dziecko.
                  > "Twoim zdaniem" - ale czy to pewne, że tam właśnie przebiega
                  > obiektywna granica?

                  Nigdy nie wiemy co jest w sercu człowieka. Coś zewnętrznie dobrego
                  może tez być złe. Np ktoś może się godzinami modlić, by sąsiadowi
                  krowy padły, a ludzie myślą - jaki on pobożny wink)

                  Możemy wyznaczyć te skrajne warunki, ale to co po środku? często
                  jest płynne i zalezne od okoliczności. Dla mnie na pewno tym
                  wyznacznikiem jest życie. Jeżeli terapia wiaże sie ze śmiercią
                  innego człowieka (selekcja zarodków, aborcja) jest to dla mnie złe
                  jednoznacznie. Jeżlei zaś rozmawiamy tylko o motywacji - czy wolno
                  chcieć kolejnego dziecka - to sprawa nie jest już prosta. Tym
                  bardziej, ze rodzice to sobie mogą chcieć. To Bóg decyduje o życiu.
                  dziecko moze wcale się nie poczac lub być zupelnie niezgodne
                  tkankowo. Tu jednak zdajemy sie na wolę Boga liczac sie z
                  mozliwościa pojawienia sie dziecka, które w niczym (?) nie pomoże.
                  • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 17:11
                    W sumie, nati, mam podobnie jak Ty. Odgraniczenie od dołu niejako -
                    zakazem - to "nie zabijaj". A tak poza tym to niejasno
      • anndelumester Re: Javier 21.10.08, 10:18
        capriglione napisała:

        > Mnie bardzo poruszył komentarz do sytuacji pewnej matki chorego
        dziecka: "Każda
        > matka zrobi WSZYSTKO, dosłownie wszystko, żeby ratować swoje
        dziecko". I
        > podpisuję się pod tymi słowami.
        > Jestem wdzięczna dzisiejszej medycynie i biotechnologii, że
        możliwe sa takie
        > rozwiązania.
        Tez tak uważam.
        Podobnie z in vitro.
        W takich sytuacjach rozważania osob, ktore rodzicami nie sa , nigdy
        nie były i nie bedą nie tylko wydają mi sie nie na miejscu, ale
        irytują.
        • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 10:26
          A mnie nie. Dlaczego osobom, które nie były/nie są/nie będą
          rodzicami nie wolno podejmować niektórych tematów?
          • capriglione Re: Javier 21.10.08, 10:33
            Ponieważ obcy jest im akurat ten ogrom uczuć, jaki łączy rodzica i dziecko. I
            nie powinien oceniać jedynego w tej sytuacji działania, ratującego życie.
            • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 10:38
              Oceniać - to jedno. A radzić - to drugie.
              Nikt nie ma prawa mnie oceniać i nikogo ja nie mogę oceniać.
              Ale radzić - dlaczego nie? Co jakiś zcas pisze o mojej bedzietnej
              koleżance - wierz mi, że ona o wychowaniu dziecka może poradzić
              bardzo, bardzo wiele
          • anndelumester Re: Javier 21.10.08, 11:21
            Alez wolno.
            Z tym, ze ja takich opinii nie traktuje powaznie czy wiażąco.

            Bardzo chetnie słucham o milosci tacierzynskiej czy macierzynskiej
            od osob majacych dzieci, o ich doswiadczeniach itd. bo wiem, ze oni
            wiedzą o czym mówią. Natomiast sady z gatunku co sie komu wydaje lub
            co powinno być sa dla mnie nieistotne. Jeżeli ktoś ma taka potrzebe
            głoszenia - prosze bardzo, z tym, ze ja nie skorzystam. Dla mnie
            spojnośc wiedzy i teorii - zwlaszcza jezeli chodzi o zycie rodzinne
            jest kluczowa. Tyle.
            • nati1011 Re: Javier 21.10.08, 11:30
              ale przecież nawet jak ktoś nie ma dzieci - czy moze nie może - to
              kiedyś sam był dzieckie, wychowywał sie w rodzinie, miał
              rodziców.... może dużo powiedzieć o życiu rodzinnym.

              Mnie z kolei drażni taki kategoryczny osąd, ze jak ktoś nie ma
              dzieci to nie może nic mówić o wychowywaniu dzieci. A choćby
              nauczycie? lub wychowawca, katecheta, ksiadz.... wszyzcy mają do
              czynienia z dziećmi. Czy naprawdę trzeba byc BIOLOGICZNYM rodzicem
              by umieć wychowac dziecko?

              A więź, miłość.... nie tylko dzieci kochamy wielką miłością. Choroba
              ukochanej siostry czy meża stawia przed podobnymi problemami jak
              choroba dziecka. miłośc do dziecka nie jest tak strasznie rózna od
              innych miłości.
              • anndelumester Re: Javier 21.10.08, 11:41
                Ja po prostu mam takie kryteria, a Ty masz inne.

                Dla mnie bardzo wazne jest , zeby osoby z ktorymi coś
                konsultuję/radzę się w sprawach rodzinno wychowawczych same mialy
                rodziny i swoje dzieci. Nie ukrywam, ze wybierając szkole dla
                dziecka spytalam o to dyrektorke wprost. Jak sie okazuje nie tylko
                ja. Wspolnota doswiadzczeń, oprocz perfeekcyjnej wiedzy
                teoretycznej, jest w tej materii, moim zdaniem, bardzo wazna.
                • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 17:15
                  A jeśli dyrektorem szkoły jest rozwodnik? Kawaler? Zonaty, ale
                  bedzietny?
                  Ann, kompletnie Cię nie rozumiem, ale oczywiście, możesz mieć swoje
                  kryteria. Jednak pytanie w ten sposób zadane uważam za
                  neidopuszczalne
                  • anndelumester Mamalgosiu 22.10.08, 10:58
                    Takie mam kryteria, a wynikają z, nazwijmy to oględnie, niemiłych
                    doświadczeń z tą akurat grupą społeczną.
                    Uważam, żeby człowiek czuł się spełniony i szczęśliwy wszystkie jego
                    wymiary życia muszą być harmonijne. Nie każdy dobrze radzi sobie z
                    porażkami, niektóre owszem wzbogacają, często jednak budzą się
                    demony, a walka z nimi rzutuje, czasem bardzo spektakularnie, na
                    relacje z innymi ludźmi.
                    Uważam, że w dzieci w szkole, zwłaszcza małe dzieci powinny mieć
                    komfort obcowania z osobami spełnionymi, stabilnymi, funkcjonującymi
                    w harmonii i znającymi różne aspekty życia zawodowego i rodzinnego.
                    Jest to też komfort dla rodziców – kadra nie jest odrealniona, żyje
                    w takim samym wymiarze co rodziny swoich uczniów, można się
                    odwoływać do wspólnoty doświadczeń, etc . I co najważniejsze,
                    człowiek dorosły poradzi sobie z często złośliwym, agresywnym,
                    zakompleksionym frustratem, maluch nie bardzo.
                    Wyprzedzając Twoje pytanie, tak wiem, ze ludzie z dziećmi i
                    problemami rodzinno małżeńskimi bywają też nieznośni dla otoczenia,
                    zwłaszcza dla osób słabszych, bo gdzieś się musza wyżyć. Ale z tego
                    co zauważyłam i doświadczyłam właśnie rodzina, troska o jej byt np.
                    materialny te osoby jakoś pionizuje, daje im powód do pracy nad
                    swoim charakterem, do podjęcia leczenia, komunikacja – mimo
                    ograniczeń – jest też z takimi osobami o niebo lepsza.

                    p.s. maila masz
                    • mamalgosia Re: Mamalgosiu 22.10.08, 13:45
                      anndelumester napisała:

                      > Takie mam kryteria, a wynikają z, nazwijmy to oględnie, niemiłych
                      > doświadczeń z tą akurat grupą społeczną.
                      To znaczy? Z bezdzietnymi czy z nauczycielami? Bo jeśli to drugie to
                      tez mam fatalne doświadczeniasmile



                      > Uważam, żeby człowiek czuł się spełniony i szczęśliwy wszystkie
                      jego
                      > wymiary życia muszą być harmonijne.
                      I uwazasz, ze to jest możliwe do osiągnięcia? Albo: dlaczego
                      uważasz, że harmonia jest do osiagnięcia tylko w wybranym przez
                      Ciebie modelu zycia?


                      Nie każdy dobrze radzi sobie z
                      > porażkami, niektóre owszem wzbogacają, często jednak budzą się
                      > demony, a walka z nimi rzutuje, czasem bardzo spektakularnie, na
                      > relacje z innymi ludźmi.
                      A jakże, tylko czy to na temat?



                      > Uważam, że w dzieci w szkole, zwłaszcza małe dzieci powinny mieć
                      > komfort obcowania z osobami spełnionymi, stabilnymi,
                      funkcjonującymi
                      > w harmonii i znającymi różne aspekty życia zawodowego i
                      rodzinnego.
                      Czyli należałoby usunąć co najmniej połowę nauczycieli, bo rzadko
                      kto ma w każdej dziedzinie harmonię.
                      Anndu, powiem szczerze: bardzo nie podoba mi się takie podejście do
                      osób bezdzietnych: bezdzietny=niespełniony (czy nieżyjący w
                      harmoniii, czy jak to sobie nazywasz)


                      I co najważniejsze,
                      > człowiek dorosły poradzi sobie z często złośliwym, agresywnym,
                      > zakompleksionym frustratem, maluch nie bardzo.
                      ????? To się odnosi do kogoś tylko dlatego, że nie ma dzieci????




                      >
                      > p.s. maila masz
                      Wiemsmile
                      >
                      • anndelumester Re: Mamalgosiu 22.10.08, 15:03
                        > To znaczy? Z bezdzietnymi czy z nauczycielami? Bo jeśli to drugie
                        to
                        > tez mam fatalne doświadczeniasmile
                        Bezdzietny w kontakcie z obcymi dziecmi i ich rodzicami. A odnosi
                        sie to do Twojego pytania stawianego wyżej. Ja mam takie obserwacje
                        i doswiadczenia i takie wnioski smile
                        • minerwamcg Re: Mamalgosiu 22.10.08, 15:38
                          anndelumester napisała:

                          > Bezdzietny w kontakcie z obcymi dziecmi i ich rodzicami.

                          Czyli bezdzietny a więc niespełniony ks. Jan Bosco,
                          również "niespełniony" ks. Bronisław Markiewicz, takiż Janusz
                          Korczak i takiż Jan Paweł II, też w końcu wychowawca młodzieży, i
                          jeszcze bezdzietna i niespełniona Ludwika Wawrzyńska - jako
                          wychowawcy są do niczego i w ogóle zerowy autorytet?
                          No cóż. Przynajmniej wiemy, z kim rozmawiamy.

                          Może warto przemyśleć tezę, że nauczyciele i wychowawcy nie dzielą
                          się na dzieciatych i bezdzietnych, tylko na dobrych i złych.
                        • mamalgosia annde 22.10.08, 19:48
                          To ja sobie myślę, że chyba czas na tym poprzestać. Masz takie
                          doświadczenia i taki punkt widzenia, ja mam inny. Poznałyśmy już je
                          nawzajem, nie zgadzamy się w tym nadal - sprawa jest jasnasmile Myślę,
                          że dalsza rozmowa już nic nowego nie wprowadzi
                          (w tej kwestii!!)
                    • nati1011 Re: Mamalgosiu 22.10.08, 14:14
                      znam, pamietam wielu wspaniałych ludzi i pedagogów, którzy nie mieli
                      dzieci. Byli cenienie właśnei dlatego, ze nie mając swoich pociech
                      mogli poświęcić całe swoje życie czyimś dzieciom. Przyznam szczerze,
                      ze nawet na myśl by mi nie przyszło pytac dyrektora szkoły czy ma
                      dzieci. Co to ma wogóle do rzeczy?

                      Mnie nie spodobał sie zwrot anndelumester:"wypowiedzi osób
                      bezdzietnych uważam za NIE NA MIEJSCU". To jednak cos innego
                      niż: "nie mam zamiaru skorzystać". A to co pisze teraz to już
                      wierutne bzdury. Co ma wspólnego stan dzieci z harmonią czy
                      spełnieniem to już chyba nikt nie wie. No i taki drobiazg: brak
                      dzieci nie musi być porażką. Czasami to świadoma decyzja.
                      • a_weasley Re: Mamalgosiu 22.10.08, 14:30
                        nati1011 napisała:

                        > Co ma wspólnego stan dzieci z harmonią czy
                        > spełnieniem to już chyba nikt nie wie.

                        No, bez przesady. Ktoś, kto zawsze dzieci pragnął, a nie udało się, może się
                        czuć i zapewne będzie się czuł niespełniony.
                        Natomiast co do harmonii - znałem takie małżeństwo, które dzieci nie miało, bo
                        nie mogło. Ściślej on nie mógł, uboczne skutki II wojny światowej. Nie mogli,
                        więc nie mieli... a na ile mogłem wtedy, jako licealista czy student, oceniać,
                        na ile mogę teraz z perspektywy lat oceniać to, na co patrzyłem wtedy, było to
                        tak harmonijne małżeństwo, że daj nam Boże połowę.
                        Zapewne też nasza znajomość nie byłaby się rozwinęła się tak bujnie i nie byłaby
                        mnie tak nie, za przeproszeniem, ubogaciła, gdyby mieli dzieci i wnuki.
                        • nati1011 Re: Mamalgosiu 22.10.08, 14:35
                          a_weasley napisał:

                          > No, bez przesady. Ktoś, kto zawsze dzieci pragnął, a nie udało
                          się, może się
                          > czuć i zapewne będzie się czuł niespełniony.

                          Pewnie tak, ale tylko w pewnym zakresie. Nie można powiedzieć, ze
                          automatycznie nie czuje sie spełniony. Każdy ma jakieś
                          niezrealizowane plany czy pragnienia, ale przeważnei nie powoduje to
                          jakiejś ogólnej frustracji. Brak dzieci, męża, pracy, zdrowia ...
                          moze być cierpieniem, ale wiekszosć ludzi potrafi sobie z tym
                          poradzić na tylem, że otoczenie nie odbiera ich jako ludzi
                          przegranych, zaburzonych itp smile)
                          • a_weasley Re: Mamalgosiu 22.10.08, 14:49
                            nati1011 napisała:

                            >> zapewne będzie się czuł niespełniony.

                            > Pewnie tak, ale tylko w pewnym zakresie.
                            > Nie można powiedzieć, ze automatycznie
                            > nie czuje sie spełniony. Każdy ma jakieś
                            > niezrealizowane plany czy pragnienia,

                            Oczywiście, że jakieś ma każdy, nie ma ludzi pod każdym względem spełnionych (to
                            zresztą byłoby chyba okropne), a pod każdym względem niespełnionych też jest
                            niewielu (mam nadzieję).
                      • minerwamcg Re: Mamalgosiu 22.10.08, 15:45
                        nati1011 napisała:

                        > znam, pamietam wielu wspaniałych ludzi i pedagogów, którzy nie
                        mieli
                        > dzieci. Byli cenienie właśnei dlatego, ze nie mając swoich pociech
                        > mogli poświęcić całe swoje życie czyimś dzieciom.

                        Nati, przybij piątkę smile Właśnie oddałaś sprawiedliwość mojej
                        ciotecznej babci, starej pannie, która całe życie uczyła wiejskie
                        dzieci. Mądrzejszej i lepszej wychowawczyni szukać było ze świecą.
                        Moja mama twierdzi, że najmądrzejsze rady odnośnie naszego
                        wychowania otrzymała właśnie od niej.

                        >Przyznam szczerze,
                        > ze nawet na myśl by mi nie przyszło pytac dyrektora szkoły czy ma
                        > dzieci. Co to ma wogóle do rzeczy?

                        Przede wszystkim: a co mnie to, do pioruna, obchodzi??? To jego
                        sprawa, prywatna.
                        BTW do niedawna dyrektorem (świetnym) jednego z najlepszych
                        warszawskich gimnazjów był nasz znajomy, bezdzietny kawaler.
                        Niestety, dał się awansować sad i szkoła na tym wiele straciła.
            • minerwamcg Re: Javier 21.10.08, 12:36
              > Alez wolno.
              > Z tym, ze ja takich opinii nie traktuje powaznie czy wiażąco.

              Czy wobec dość poważne/wiążące jest dla Ciebie słowo Boże? Bo wiesz,
              On wbrew temu, co twierdzą feministki, jest Ojcem, nie matką. A
              Jezus to już w ogóle jest, horribile dictu, mężczyzną, w dodatku
              nieżonatym smile Czy wobec tego opinie Osób tak niekompetentnych mają
              jakieś znaczenie?
              • anndelumester Re: Javier 21.10.08, 12:43
                Nie jest.
                Natomiast doświadczenia matek i ojcow, dla których jest uwazam za
                bardzo cenne.
                • a_weasley Re: Javier 21.10.08, 14:09
                  anndelumester napisała:

                  > Nie jest.

                  Wolno Ci. Tak się jedna składa, że jesteś na forum, na którym z założenia
                  spotykają się chrześcijanie. W związku z tym tutaj Słowo Boże jest podstawowym
                  autorytetem.
                • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 17:17
                  ja też uważam za bardzo cenne doświadczenia matek i ojców.
                  Ale nie wierzę, że nie liczysz sie z Ewangeliąsmile
            • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 17:13
              anndelumester napisała:

              > Alez wolno.
              > Z tym, ze ja takich opinii nie traktuje powaznie czy wiażąco.

              Ja różnie. Wiążąco czy poważnie traktuję różne rady. Ale nie jest to
              zależne od tego, czy dana osoba osobiście przeżyła to, o czym mówi.
        • capriglione Re: Javier 21.10.08, 10:30
          anndelumester napisała:

          > Tez tak uważam.
          > Podobnie z in vitro.
          > W takich sytuacjach rozważania osob, ktore rodzicami nie sa , nigdy
          > nie były i nie bedą nie tylko wydają mi sie nie na miejscu, ale
          > irytują.
          Mnie również. "kto nie przeżył tego co ja, niechaj mi rad nie udziela".
          • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 10:31
            Rozumiem, że ginekolog-położnik płci męskiej nie ma szans pomagać
            przy Twoim porodzie?smile
            • capriglione Re: Javier 21.10.08, 10:34
              Co to ma do rzeczy?
              • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 10:39
                no jak to, co. Napisałaś: kto nie przeżył tego co ja, niechaj mi rad
                nie udziela". Przecież żaden mężczyzna nie przeżył porodu, prawda?
                • capriglione Re: Javier 21.10.08, 10:49
                  Rada typu "Przyj" ma jednak inny wymiar niż rada: "Nie korzystaj z in vitro, aby
                  ratować swoje dziecko".

                  A na marginesie są położnice również niestosujące się do rad - zaprzyjaźniony
                  ginekolog opowiada anegdotę, że udzielając wsparcia w ostatnich już momentach
                  porodu usłyszał wściekle wypowiedzianą parafrazę znanych słów: " A co ty, k....,
                  wiesz o rodzeniu!" smile
                  • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 10:52
                    Dla mnie to jednak to samo. Można wiedzieć wiele o czymś, nie
                    przeżywając tego. I odwrotnie: można być rodzicem, a przecież nie
                    rozumieć tego, co czuje do swojego dzicka sąsiadka
                  • a_weasley Re: Javier 22.10.08, 14:25
                    capriglione napisała:

                    > Rada typu "Przyj" ma jednak inny wymiar niż rada:
                    > "Nie korzystaj z in vitro, aby ratować swoje
                    > dziecko".

                    Rozumiem, że ktoś, kto nie miał w bliskiej rodzinie osoby terminalnie chorej i
                    potwornie cierpiącej, nie powinien wypowiadać się na temat eutanazji, a
                    posłowie, którzy nie byli w wojsku - na temat służby wojskowej?
                    • minerwamcg Re: Javier 22.10.08, 15:28
                      > Rozumiem, że ktoś, kto nie miał w bliskiej rodzinie osoby
                      terminalnie chorej i
                      > potwornie cierpiącej, nie powinien wypowiadać się na temat
                      eutanazji, a
                      > posłowie, którzy nie byli w wojsku - na temat służby wojskowej?

                      Dokładnie, Arthurze. Podobnie jak filmu o prostytutkach nie powinna
                      kręcić kobieta żyjąca przykładnie, książki o zaburzeniach
                      psychicznych pisać zdrowy, a o problemach mleczarstwa wypowiadać się
                      ktokolwiek poza krową. Będzie miała wiele do omuuuuwienia smile
        • a_weasley Anndelumester wybiera sobie rozmówców 21.10.08, 13:46
          anndelumester napisała:

          > rozważania osob, ktore rodzicami nie sa, nigdy
          > nie były i nie bedą nie tylko wydają mi sie
          > nie na miejscu,

          Czy moderatorstwo ma coś do powiedzenia na ten temat?
          • nati1011 Re: Anndelumester wybiera sobie rozmówców 21.10.08, 13:54
            a_weasley napisał:

            > anndelumester napisała:
            >
            > > rozważania osob, ktore rodzicami nie sa, nigdy
            > > nie były i nie bedą nie tylko wydają mi sie
            > > nie na miejscu,
            >
            > Czy moderatorstwo ma coś do powiedzenia na ten temat?

            Chciałoby się powiedzieć: szkoda. Zapraszamy do dyskusji osoby
            niewierzące i staramy się okazać im jak największy szacunek, szkoda,
            ze nie zawsze otrzymujemy to samo w zamian.
            • anndelumester Re: Anndelumester wybiera sobie rozmówców 21.10.08, 14:01
              nati1011 napisała:

              > a_weasley napisał:
              >
              > > anndelumester napisała:
              > >
              > > > rozważania osob, ktore rodzicami nie sa, nigdy
              > > > nie były i nie bedą nie tylko wydają mi sie
              > > > nie na miejscu,
              > >
              > > Czy moderatorstwo ma coś do powiedzenia na ten temat?
              >
              > Chciałoby się powiedzieć: szkoda. Zapraszamy do dyskusji osoby
              > niewierzące i staramy się okazać im jak największy szacunek,
              szkoda,
              > ze nie zawsze otrzymujemy to samo w zamian.

              Cóz czytanie ze zrozumieniem tekstow nie wycietych z kontekstu jest
              umiejetnoscia praktyczną.

              Od siebie moge dodac, ze i w realu i w necie - na tym forum także,
              sa osoby, ktore bardzo lubie, szanuję etc. i takie, których unikam.
              W necie jest ten luksus, ze pewne niki mozna sobie po prostu
              wygasić.
              Ja sobie taka opcje bardzo chwalę.
            • mamalgosia przepraszam 21.10.08, 17:18
              Nie wiedziałam, że anndelumenster jest niewierząca. W tej sytuacji
              jest dla mnie zrozumiałe, że Jezus może nie być dla niej
              autorytetem.
          • isma Re: Anndelumester wybiera sobie rozmówców 21.10.08, 14:09
            Powolutku, powolutku. Dopoki dyskusja nie przekracza pewnych granic
            elementarnej kultury - a akurat w tym przypadku nie przekracza, to
            nie ma powodu do interwencji moderatorskiej. Mysle, ze uzytkownicy
            sami sobie z dowodzeniem wlasnych racji poradza.
            • a_weasley Re: Anndelumester wybiera sobie rozmówców 21.10.08, 14:21
              isma napisała:

              > Powolutku, powolutku. Dopoki dyskusja nie
              > przekracza pewnych granic elementarnej kultury
              > - a akurat w tym przypadku nie przekracza, to
              > nie ma powodu do interwencji moderatorskiej.

              Zatem zapytuję, czy Moderatorstwo zgadza się czy nie zgadza z zacytowanym przeze
              mnie zdaniem.
              W szczególności czy byłoby nie na miejscu, gdyby na chrześcijańskim forum zabrał
              w tej sprawie głos ksiądz.

              > Mysle, ze uzytkownicy sami sobie z dowodzeniem
              > wlasnych racji poradza.

              Z dowodzeniem własnych racji jakoś sobie radzę. Ale wypowiedź, od której ten
              wątek się zaczął, nie wiązała się z dowodzeniem racji, lecz z próbą wykluczenia
              tych czy innych osób.
              W dodatku przez osobę, której zrobiono grzeczność wpisując ją na forum dla
              chrześcijan, pomimo że chrześcijanką nie jest.
              • isma Re: Anndelumester wybiera sobie rozmówców 21.10.08, 14:40
                Pozwol, ze odpowiem w ten sposob: kazdy, kto jest uczestnikiem
                forum, ma prawo sie na nim wypowiadac, dopoki nie zostanie z niego
                wykluczony. "Proby wykluczenia" moga podejmowac (i podejmuja wink))
                wszyscy uzytkownicy - czy to Anndelumester odniesieniu do
                bezdzietnych, czy Ty, sugerujac, ze "zrobiono jej grzecznosc" jako
                niewierzacej, ale ostatecznie o wykluczeniu decyduje moderacja
                wspolnie.

                Natomiast poszczegolne wypowiedzi ocenia moderator dyzurny -
                aktualnie akurat ja. Pogladu Anndelumester nie podzielam, ale
                uwazam, ze miala prawo go wyrazic, i to wszystko co mam w tej
                sprawie do powiedzenia.

                W sprawie ksiezy mam do powiedzenia jak wyzej - ze jesli sa
                uczestnikami forum, to nikt im nie zabrania dyskutowac na dowolny
                temat. Rownoczesnie jednak nikt tez nie zabrania uczestnikom forum
                przedkladac wage jednych racji nad wage innych.

                Link do Twojego postu zostawiam na skrzynce moderatorskiej, jesli
                opinia wspolmoderatorek bedzie odmienna od mojej, zapewne sie
                wypowiedza.
                • a_weasley Gospodarze, goście, gramotni, niegramotni... 21.10.08, 15:16
                  isma napisała:

                  > czy to Anndelumester odniesieniu do
                  > bezdzietnych, czy Ty, sugerujac, ze
                  > "zrobiono jej grzecznosc" jako niewierzacej,

                  Różnica między nami polega na tym, że na tym forum, cytuję, "spotykają się
                  chrześcijanie różnych denominacji". Nie zaobserwowałem natomiast ograniczeń
                  dotyczących wieku, stanu cywilnego i rodzinnego ani żadnych innych.
                  W związku z tym skoro już moderatorstwo, powodowane uprzejmością czy czym tam,
                  wpisało tu osoby niewierzące, te powinny z niej - jak z każdej uprzejmości -
                  korzystać z umiarem. W tej liczbie nie kwestionować spraw chrześcijanom
                  wspólnych i dla chrześcijan oczywistych - np. właśnie autorytetu Słowa Bożego.
                  Tak samo jak ja wpisany na forum katolickie nie podważałbym zasadności kultu
                  świętych i nie kwestionowałbym istnienia czyśćca.

                  Zupełnie inną sprawą jest natomiast odwoływanie się do doświadczeń lub braku
                  doświadczeń adwersarzy. Na tej zasadzie należałoby uznać, że księża nie powinni
                  się wypowiadać o rodzinie, żonaci o księżach, dwudziestolatki o PRL, bezdzietni
                  o rozmnażaniu, wielodzietni o jedynakach, rodzice uczniów o home schoolingu, a
                  szczęśliwi małżonkowie o rozwodzie.
                  Można by też przewrotnie powiedzieć, że właśnie ten, kto nie miał i nie ma
                  dzieci, jest w stanie zachować dystans i spojrzeć na problem ogólnie, natomiast
                  osoby dzieciate dystansu nie mają, a ich stanowisko jest projekcją osobistych
                  doświadczeń. Mieliśmy tu ostatnio parę dyskusji na różne tematy, gdzie taka
                  właśnie projekcja była źródłem poważnych nieporozumień.
                  • isma Re: Gospodarze, goście, gramotni, niegramotni... 21.10.08, 15:35
                    Krotko:
                    Anndelumester wyraznie, w KAZDEJ wypowiedzi w TEJ AKURAT dyskusji
                    zaznaczyla, ze wypowiada sie o sobie. Nie kwestionowala uznawania
                    autorytetu Slowa Bozego przez innych forumowiczow, a jednynie
                    stwierdzila, ze do niej postawy niewynikajace z doswiadczenia nie
                    przemawiaja. I tego wlasnie umiaru, czy tez szacunku wobec innych
                    dyskutantow od niej wymagamy.

                    No chyba, ze mielibysmy wymagac od niej uznania autorytetu Slowa
                    Bozego w odniesieniu do niej samej, ale wtedy, wybacz, musielibysmy
                    sprawic, aby zaczela byc wierzaca...
                    Tego rodzaju dzialnosc misyjna do zadan moderacji nie nalezy.

                    Jesli masz odmienne zdanie, to, jak wspomnialam, moderacja posiada
                    konto pocztowe, za pomoca ktorego mozna kontynuowac te dyskusje.
                  • mamalgosia artur, isma 21.10.08, 17:21
                    Nie powiem, żeby mi sie podobało to co napisał artur, bo andu nie
                    jest wulgarna cyz złośliwa, a do poglądów niechcrześcijańskich ma
                    prawo.
                    Ale rzeczywiście - jest to zastrzeżenie, że na tym forum spotykają
                    się chrześcijanie itp. Wiem jednocześnie, że i niewierzący tu są (co
                    ja akurat bardzo sobie cenię i ich głosy). Jest nieścisłość
                    • minerwamcg Re: artur, isma 21.10.08, 17:30
                      Na tym forum spotykają się chrześcijanie. I dobrze by było, gdyby
                      niechrześcijanie zechcieli pamiętać, że na tym forum spotykają się
                      chrześcijanie i kwestionowanie zasad wiary chrześcijańskiej jest
                      wobec nich nie na miejscu.
                      Dobieranie sobie rozmówców jest zaś nie na miejscu na każdym forum -
                      obojętnie, chrześcijańskim czy nie.
                      • mamalgosia Re: artur, isma 21.10.08, 17:35
                        Wiesz, chodziło mi o to, że jeśli jest napisane, że spotykają się
                        chrześcijanie, to trochę sugeruje, że TYLKO chrześcijanie. A
                        przecież to prawdą nie jest. Rozumiem, że należy to tak odbierać, że
                        gospodarzami są chrześcijanie. Tylko co za tym gospodarzowaniem ma
                        iść?
                        BTW "artur, isma", a odzywa się minerwasmile Baaardzo lubięsmile
                        • a_weasley Re: artur, isma 21.10.08, 17:39
                          mamalgosia napisała:

                          > BTW "artur, isma", a odzywa się minerwasmile
                          > Baaardzo lubięsmile

                          Ostatecznie wypowiadałaś się na temat interesujący nie tylko Ismę i mnie. Być
                          może tytuł był nieadekwatny wink
                          • mamalgosia Re: artur, isma 21.10.08, 17:40
                            No tak, oczywiście że tytuł był do banismile
                          • minerwamcg Re: artur, isma 21.10.08, 17:43
                            mamalgosia napisała:

                            > BTW "artur, isma", a odzywa się minerwasmile
                            > Baaardzo lubięsmile

                            Może sobie Anndelumester wybierać rozmówców, może jak widać i
                            Mamałgosia, czemu nie. Pytani do tablicy, niepytani w kąt, i
                            milczeć, bo po łapach.
                            • mamalgosia Re: artur, isma 21.10.08, 17:49
                              Minerwo, w tej chwili przestań się dąsać!
                              Ja naprawde to lubięsmile Tak samo jak off topiki, właśnie to jest urok
                              forumsmile I cieszę się, że napisałaś!
                              • minerwamcg Re: artur, isma 21.10.08, 17:54
                                Aa, to przepraszam, bo w takim razie źle zrozumiałam. Jakoś mi
                                to "lubię" kiszonym ogórkiem zapluskało smile
                                • mamalgosia Re: artur, isma 21.10.08, 19:10
                                  nie, nie,cokolwiek to oznacza, mówię temu stanowcze "nie"smile
                        • a_weasley Re: artur, isma 21.10.08, 17:46
                          mamalgosia napisała:

                          > Wiesz, chodziło mi o to, że jeśli jest napisane,
                          > że spotykają się chrześcijanie, to trochę sugeruje,
                          > że TYLKO chrześcijanie.

                          Tak, to dokładnie to sugeruje. Podobnie jak "na tym forum spotykają się kobiety"
                          dość jednoznacznie stawia sprawę obecności mężczyzn.
                          Nie wiem, dlaczego zarejestrowano tu niewierzących, ale to już sprawa ówczesnego
                          składu moderatorskiego. Uważam jednak, że nie powinno tu dochodzić do dyskusji w
                          sprawach wspólnych chrześcijanom niezależnie od wyznania (to się chyba kerygmat
                          nazywa).
                          Podobnie skoro forum ma tytuł "Wychowanie w wierze", nie jest ono właściwym
                          miejscem do dyskusji, CZY dzieci należy wychowywać w wierze.
                          • mamalgosia pytanie 21.10.08, 17:52
                            a_weasley napisał:
                            > Nie wiem, dlaczego zarejestrowano tu niewierzących

                            Tak, to ważne pytanie. Dlatego napisałam, że coś tu nie pasuje.
                            Bardzo nie chciałabym, żeby tu zostali sami chrześcijanie. Ale jak
                            to w takim razie ejst?

                            I czy o chrześcijaństwie decyduje kryterium chrztu?
                            • a_weasley Re: pytanie 21.10.08, 18:27
                              mamalgosia napisała:

                              > a_weasley napisał:
                              > Bardzo nie chciałabym, żeby tu zostali
                              > sami chrześcijanie.

                              Mnie szczerze mówiąc nie brakowało niewierzących, bo forów, na których mogę
                              wymienić myśli z niewierzącymi, jest w nadmiarze. Ale są, to są, tyle że...

                              > Ale jak to w takim razie ejst?

                              W moim odczuciu podobnie jak z forum wegetariańskim. Jeśli rozmowa dotyczy
                              przyrządzenia jakiejś potrawy, nic mi do tego, czy ktoś oprócz niej jada mięso
                              czy nie (jakoż istotnie Minerwa na forum wegetariańskim się odzywała). Natomiast
                              byłbym mocno zdziwiony, gdyby ktoś tam kwestionował tezę, że zwierzęta nie są do
                              jedzenia.
                              • mamalgosia Re: pytanie 22.10.08, 13:47
                                a_weasley napisał:

                                > mamalgosia napisała:
                                >
                                > > a_weasley napisał:
                                > > Bardzo nie chciałabym, żeby tu zostali
                                > > sami chrześcijanie.
                                >
                                > Mnie szczerze mówiąc nie brakowało niewierzących, bo forów, na
                                których mogę
                                > wymienić myśli z niewierzącymi, jest w nadmiarze. Ale są, to są,
                                tyle że...
                                >
                                Być może. Ale rzadko na którym panuje taka kultura jak tutaj - a to
                                przyciąga wartościowe osoby.


                      • mama_kasia Re: artur, isma 21.10.08, 19:11
                        > Na tym forum spotykają się chrześcijanie. I dobrze by było, gdyby
                        > niechrześcijanie zechcieli pamiętać, że na tym forum spotykają się
                        > chrześcijanie i kwestionowanie zasad wiary chrześcijańskiej jest
                        > wobec nich nie na miejscu.
                        > Dobieranie sobie rozmówców jest zaś nie na miejscu na każdym forum -
                        > obojętnie, chrześcijańskim czy nie.

                        Tylko jeszcze spytam: czy my dalej mówimy o tym zdaniu
                        Anndelumester, czy już ogólnie?
                        • anndelumester Re: artur, isma 21.10.08, 20:16
                          smile)
                          Mamo_kasiu - w kwestii formalnej dla łowców metryk - papiery mam
                          idealne.
                    • a_weasley Prawo i umiar 21.10.08, 17:33
                      mamalgosia napisała:

                      > do poglądów niechcrześcijańskich ma prawo.

                      Jak słusznie zauważyła Minerwa, każdy ma mnóstwo praw i jeśli próbuje skorzystać
                      ze wszystkich, to nie sposób z nim wytrzymać.
                      Każdy ma prawo uważać, że sola scriptura, ale nie powinien tego eksponować na
                      forum katolickim.
                      Każdy ma prawo uważać, że zwierzęta są po to, żeby je jeść, ale nie powinien z
                      tym wyskakiwać na forum wegeteriańskim.
                      Każdy ma prawo uważać, że HP to badziewie i w ogóle nie będzie tego czytał, bo
                      tam są same pierdoły (o czym wie, bo czytał książkę p. Kuby), ale jeśli
                      przyjdzie z tym na forum "TwójNet - Strefa Harry'ego Pottera", niech się nie
                      zdzwi, jeśli jego notka zniknie, zanim autor zdąży wypowiedzieć słowo
                      "nietolerancja".
                      Każdy ma prawo mieć niechrześcijańskie poglądy...
                    • mader1 niewierzący na forum 21.10.08, 22:20
                      > Ale rzeczywiście - jest to zastrzeżenie, że na tym forum spotykają
                      > się chrześcijanie itp. Wiem jednocześnie, że i niewierzący tu są (co
                      > ja akurat bardzo sobie cenię i ich głosy). Jest nieścisłość

                      Tak, to prawda, są tu też niewierzący. Jak pamiętacie byli tu, choć nagłówek był
                      bardzo podobny ( w przytaczanym przez Was fragmencie taki sam) od początku czyli
                      momentu, gdy to forum było forum prywatnym, ale otwartym. W pewnej chwili
                      urzędująca wtedy moderatorka - właścicielka zdecydowała, że forum zostanie
                      zamknięte, ponieważ obecność pewnych hmmm... niewierzących ale i niektórych
                      chrześcijan uniemożliwiała dyskusję - zdarzało się zbyt wiele prowokacji...
                      Niektórzy niewierzący zostali z nami smile Potem... zdarzyły się jeszcze
                      przyjęcia... Każdą osobę, która chce pisać na forum prosimy o informacje, jak w
                      nagłówku. Osoby niewierzące mogą być przyjęte, jeżeli podadzą jakiś przekonujący
                      nas powód. Przyznaję, że najczęściej jest to wierzący mąż, wierzące dzieci i
                      wtedy siłą rzeczy uczestniczenie w wychowaniu ich w wierze.
                      Jednocześnie mail z prośbą o informacje zawiera takie oto zdanie
                      "Są wśród nas również
                      niewierzący, których spojrzenie, pełne przyjaźni i szacunku,
                      pozwala
                      nam lepiej rozumieć nasze własne postawy."

                      Sprawę nagłówka przemyślimy smile
                      • a_weasley Re: niewierzący na forum 21.10.08, 22:45
                        mader1 napisała:

                        > Sprawę nagłówka przemyślimy smile

                        Przemyślcie koniecznie. Ten, który jest, jest sprzeczny z elementarnymi zasadami
                        politycznej poprawności. Forum, gdzie chrześcijanie są bardziej u siebie niż
                        niechrześcijanie, też coś!
                        • mama_kasia Re: niewierzący na forum 21.10.08, 22:52
                          > Przemyślcie koniecznie. Ten, który jest, jest sprzeczny z elementarnymi zasadam
                          > i
                          > politycznej poprawności. Forum, gdzie chrześcijanie są bardziej u siebie niż
                          > niechrześcijanie, też coś!
                          I po co ta złośliwość? sad
                          Przecież nawet nie wiesz, o czym myślimy, o jakiej zmianie... sad
                          • a_weasley Re: niewierzący na forum 21.10.08, 23:19
                            mama_kasia napisała:

                            > nie wiesz, o czym myślimy, o jakiej zmianie... sad

                            Sprzeczny z podstawowymi zasadami politkorekty jest tak czy owak.
                            A to, że ja go akurat za to właśnie lubię, to inna sprawa...
                            • mader1 Re: niewierzący na forum 22.10.08, 07:50
                              Większość, ogromną większość, na tym forum stanowią chcrześcijańscy
                              rodzice, cieszymy się z każdej takiej nowoprzybyłej osoby ogromnie.
                              Zakładamy, że inni chrześcijanie, nie będący nawet rodzicami czy to
                              w tej chwili czy w ogóle czy już czy jeszcze, moga być
                              zainteresowani tą tematyką smile Rzeczywiście, jak pisałam, niewierzący
                              są przyjmowani wyjątkowo. W czasie, gdy zmieniałam nagłówek nie
                              wydawało mi się konieczne, żeby były w nim ujęte wszystkie wyjątki.
                              Uznałyśmy jednak wspólnie, że warto, żeby takie nowoprzybyłe,
                              jeszcze niezorientowane osoby wiedziały, że mamy wśród nas również
                              niewierzących, stąd zdanie informujące o tym w mailach.

                              Zawsze rozmawiamy o uwagach o forum wink
                        • mader1 Re: niewierzący na forum 22.10.08, 07:38
                          no... skoro chrześcijanie na naszym forum zwracają nam uwagę, że z
                          nagłówkiem jest " coś nie tak", wypada chociaż, żebyśmy w tej
                          sprawie porozmawiały między sobą wink
            • nati1011 Re: Anndelumester wybiera sobie rozmówców 21.10.08, 14:24
              pewnie, ze sobie poradzimy, ale gdybym ja nie mogła mieć dzieci,
              mimo usilnych starań, a ktoś by mi powiedział, ze moje wypowiedzi na
              temat dzieci są nie na miejscu... nazwałabym to najbardziej oględnie
              wyjątkowo podłym nietaktem.
              • a_weasley Re: Anndelumester wybiera sobie rozmówców 21.10.08, 14:29
                nati1011 napisała:

                > pewnie, ze sobie poradzimy, ale gdybym ja nie
                > mogła mieć dzieci, mimo usilnych starań, a
                > ktoś by mi powiedział, ze moje wypowiedzi na
                > temat dzieci są nie na miejscu...

                ...przypominałoby to merytorycznie argument popularny na innych forach, gdzie
                odmawia się prawa do zabierania głosu w takich sprawach ludziom, którzy
                echnicznie rzecz biorąc mogliby mieć dzieci, ale prawo kanoniczne zabrania im
                jakichkolwiek starań w tej mierze, nawet nieusilnych.
                • mamalgosia Javier! Javier! 21.10.08, 17:24
                  Tak tak, taki jest główny temat wątkusmile) Przynajmniej w założeniu
                  autorkismile

                  Ale uwielbiam off topiki, to już wieciesmile
          • mama_kasia Re: Anndelumester wybiera sobie rozmówców 21.10.08, 16:03
            a_weasley napisał:

            > anndelumester napisała:
            >
            > > rozważania osob, ktore rodzicami nie sa, nigdy
            > > nie były i nie bedą nie tylko wydają mi sie
            > > nie na miejscu,
            >
            > Czy moderatorstwo ma coś do powiedzenia na ten temat?

            Anndelumester napisała swoje zdanie tuż po 10-ej. Wątek
            został założony niewiele wcześniej. Dyskusja jeszcze się
            nie rozwinęła. Czytam to wtedy i uznałam, że jest to zdanie,
            jedno z wielu zdań różnych osób. Do głowy mi nie przyszło, czy
            Anndelumester jest wierząca, czy nie (nie pamiętałam, jaki jest jej
            stosunek do Boga). Była to dla mnie jedna z wielu opinii
            zupełnie możliwa do wyrażenia. Ktoś po prostu może mieć takie
            zdanie.
            ...Wiecie co, ja naprawdę nie widzę w tym żadnych podtekstów.
            Nie zgadzam się z tym zdaniem, ale dopuszczam, że ktoś takie ma.
            I tylko tyle!
      • minerwamcg Re: Javier 21.10.08, 12:14
        > Mnie bardzo poruszył komentarz do sytuacji pewnej matki chorego
        dziecka: "Każda
        > matka zrobi WSZYSTKO, dosłownie wszystko, żeby ratować swoje
        dziecko".

        Na przykład wymorduje inne swoje dzieci (bo przecież
        owe "niepotrzebne" zarodki też są jej dziećmi)?
        • anndelumester Re: Javier 21.10.08, 12:37
          To zalezy od podejscia do tematu. Sa osoby, ktore identycznie
          emocjonalnie traktują np. swoje 5 letnie dziecko i embrion.
          A sa osoby, dla ktorych to nie jest to samo.
          Ja od siebie moge tylko dodac - bo znam te uczucia - ze lęk o
          zdrowie urodzonego juz i odchowaneg dziecka i lęk o stan/rozwoj
          ciązy patologicznej to nie to samo.
          Przynajmniej dla mnie.
          • minerwamcg Re: Javier 21.10.08, 12:44
            > To zalezy od podejscia do tematu. Sa osoby, ktore identycznie
            > emocjonalnie traktują np. swoje 5 letnie dziecko i embrion.
            > A sa osoby, dla ktorych to nie jest to samo.

            To nie zależy od emocjonalnego podejścia. To zależy od tego, czy
            zgadzamy się z prawem Bożym, czy nie.
            • anndelumester Re: Javier 21.10.08, 13:03
              U mnie zależy i zalezalo od moich emocji, przywiązania, nadziei i
              oczekiwań oraz uczuć.
              U kogoś od prawa Bożego.
              Jezeli mój syn, wychowywany przez ojca i częsc rodziny w wierze
              katolickiej bedzie uwazał ze od praw Bozych - jego wybor.
          • magdalaena1977 Re: Javier 21.10.08, 15:50
            anndelumester napisała:

            > Są osoby, ktore identycznie emocjonalnie traktują
            > np. swoje 5 letnie dziecko i embrion.
            > A sa osoby, dla ktorych to nie jest to samo.
            Są też osoby dla których życie człowieka ciemnoskórego / geja / chorego
            psychicznie / przestępcy ma mniejszą wartość niż zdrowego / białego / hetero.
            Nie daje im to prawa do zastrzelenia Żyda, który ich obrazi.
          • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 17:32
            Dla mnie - jako dla osoby wierzącej, a konkretnie katoliczki -
            zabójstwo jest zabójstwem. I tak to odbieram na poziomie umysłowym.
            Natomiast na poziomie uczuciowym oczywiście widzę wielką różnicę w
            embrionie (jednym z wielu) a moim, żyjącym już, dzieckiem.

            Tak samo poniekąd jak widzę różnicę między moim Mężem a pierwszym
            lepszym sprzedawcą bananów z Ugandy. Każdy z nich ma prawo do zycia
            i żadnego z nich nie zabiłabym - jednak śmierć każdego z nich byłaby
            przyjęta przeze mnie w radykalnie różny sposób
            • a_weasley Re: Javier 21.10.08, 17:37
              mamalgosia napisała:

              > Tak samo poniekąd jak widzę różnicę między
              > moim Mężem a pierwszym lepszym sprzedawcą
              > bananów z Ugandy. Każdy z nich ma prawo do
              > zycia i żadnego z nich nie zabiłabym

              Natomiast gdybyś z jakichś powodów mogła ocalić życie handlarza bananów nie
              tylko z Ugandy, ale choćby z Kleparza poświęcając życie męża, przypuszczam, że
              nie odrzuciłabyś tę możliwość a limine. Natomiast w sytuacji odwrotnej, sądzę,
              miałabyś twardy orzech do zgryzienia.
              • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 17:38
                Tak więc powtórzę za kimś powyżej: obym nie musiała stanąć przed
                takim wyborem
        • capriglione Re: Javier 21.10.08, 12:41
          Nie patrzyłabym na to w ten sposób. Ratowanie żyjącego dziecka, które kocham od
          kilku/kilkunastu lat byłoby priorytetowe. Miejmy tylko nadzieję, aby życie nigdy
          nas nie postawiło przed takimi wyborami.
          • minerwamcg Re: Javier 21.10.08, 13:04
            > Ratowanie żyjącego dziecka, które kocham od
            > kilku/kilkunastu lat byłoby priorytetowe.

            Na tyle, żeby zabić jego brata/siostrę, które "kochasz" krócej?

            >Miejmy tylko nadzieję, aby życie nigdy nas nie postawiło przed
            >takimi wyborami.

            O! O! I to jest właśnie coś, z czym się całkowicie zgadzam. "Nie
            wiem, co bym wybrał, ale codziennie modlę się, żebym nie musiał
            wybierać", jak powiedział jeden z bohaterów w opowiadaniu Arthura.
            Ja, dla ścisłości, tez nie wiem, co bym wybrała. Ale uważam, że w
            żadnym wypadku nie wolno tracić z oczu naczelnej zasady. Nawet
            jeżeli postawieni pod murem w przypływie rozpaczy mielibyśmy ją
            złamać. Nawet gdybym kiedyś miała zabić, czego Boże nie dopuść, nie
            przestanę powtarzać, że zabijać nie wolno.
            • capriglione Re: Javier 21.10.08, 13:15
              > Na tyle, żeby zabić jego brata/siostrę, które "kochasz" krócej

              które nie zdążyłam pokochać.
              • nati1011 Re: Javier 21.10.08, 13:30
                capriglione napisała:

                > > Na tyle, żeby zabić jego brata/siostrę, które "kochasz" krócej
                >
                > które nie zdążyłam pokochać.

                No to już blisko nam do wniosku, ze jak kogoś nie kocham, to mogę go
                zabić...
              • minerwamcg Re: Javier 21.10.08, 13:31
                Dobrze, nie zdążyłaś pokochać. I co, zabijasz to niekochane, żeby
                pomóc kochanemu?
      • a_weasley Moje dobro najwyższym prawem? 21.10.08, 14:36
        capriglione napisała:

        > "Każda matka zrobi WSZYSTKO, dosłownie wszystko,
        > żeby ratować swoje dziecko".

        A prawo i moralność są po to, żeby nie mogła zrobić wszystkiego.

        > Jak widzę szczęście na jej twarzy, przestaję
        > zadawać sobie pytania natury etycznej.

        I bardzo niedobrze.
        Nie wszystko, co wywołuje wyraz szczęścia na czyjejś twarzy, jest dobre lub
        choćby moralnie obojętne.
    • isma Re: Javier 21.10.08, 10:08
      Hm. Dar ma te ceche, ze jest dobrowolny.
      Dziecko, ktore ma "posluzyc" jako dawca, z wlasnej woli nie
      darowuje.
      • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 10:17
        Tak, wiem, ismo. I dlatego sie and tym zastanawiam.
        A co z mniej skrajnymi przypadkami - kiedy rodzice decydują się na
        drugie/kolejne dziecko, by pierwsze miało towarzystwo i nie było
        jedynakiem? Albo by było więcej osób do pomagania im na starość?
        Jakże szczytniejszy jest cel postawiony przed Javierem, prawda?
        • mama_kasia Re: Javier 21.10.08, 10:27
          Ludzie mówią, że drugie dlatego, aby pierwsze nie było samo, aby
          na starość nie być samemu, ale ...tak się po prostu mówi.
          A tutaj ewidentnie robi się wszystko (poczęcie, selekcja!), aby
          było to dziecko dla ratowania pierwszego. Smutne, ale i
          przerażające.
          • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 10:31
            Nie wiem, czy tak się tylko mówi. Na pewno nie w każdym przypadku.
            Ta selekcja prz in vitro też mnie przeraża, dlatego chciałam od niej
            odejść - właśnie co by było gdyby dziecko zostało poczęte
            naturalnie, ale w tym konkretnym celu? A potem kochane, wychowywane
            z uwagą, obdarowywane dobrem...
            Czy nie lepiej być poczętym - chociażby dla czegoś - niż poczętym
            przypadkiem? I niechcianym?
            Wolałabym być tym Javierem, niż Julią, córką Alicji Tysiąc
            • mama_kasia Re: Javier 21.10.08, 10:35
              co by było gdyby dziecko zostało poczęte
              > naturalnie, ale w tym konkretnym celu?

              Ma to wówczas, według mnie, inny wymiar moralny.

              • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 10:40
                Tak, ma. Dla mnie również. I o tym chciałam porozmawiać.
                Ale nadal uważam, że byłoby złem. W moim odczuciu. A jednak coś mi
                mówi, że byłabym do tego zdolna
                • minerwamcg Re: Javier 21.10.08, 12:58
                  Wiesz, co innego urodzić drugie dziecko z nadzieją, że to pomoże
                  pierwszemu. Z nadzieją. Z wiarą, że Bóg sprawi, aby pomogło i z
                  gotowością kochania tego dziecka nawet gdyby miało się okazać w tej
                  sprawie "bezużyteczne". A co innego urządzać selekcję - ty się nie
                  nadajesz, więc do kubła, ty też, ty też, ty może, ale jak nie będzie
                  lepszego, o, ty się nadajesz, więc będziesz żyć. Dla mnie to
                  ostatnie jest potworne - bo to, że poczyna się dziecko z jakimś
                  mniej lub bardziej przyziemnym "planem" jakoś tam uznaję. Sama chcę
                  mieć dziecko nie tylko dlatego, żeby je mieć, ale np. żeby nasza
                  rodzina była pełna, żeby komuś przekazać to czy tamto, żeby oprócz
                  męża mieć jeszcze kogoś do kochania, żeby moja matka miała wnuka,
                  żeby to, żeby śmo, żeby owo. I nie uważam tego za jakoś specjalnie
                  złe, raczej - ludzkie.
                  • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 17:39
                    minerwo, doskonale rozumiem i powtarzam po raz któryś - dla mnie to
                    in vitro jest zaporowe.
                    Ale i w tym poczęciu naturalnym PO COŚ też coś mi nie gra.
                    Ale może przesadzam?
                    • minerwamcg Re: Javier 21.10.08, 18:03
                      Mamałgosiu, ja też nie mówię o in vitro, dla mnie ono też jest
                      zaporowe i w ogóle tu się dogadujemy do wspólnych podstaw. Myślę o
                      czym innym, o tych wszystkich mniejszych i większych korzyściach,
                      jakie masz z tego, że masz dziecko. Wiem, wiem, ja w tej chwili
                      jestem skłonna widzieć tylko korzyści, no ale nawet rodzic-sceptyk z
                      milionem przebytych problemów przyzna mi, że one są.
                      I chyba niekoniecznie musimy je a limine odrzucić, zakładając, że
                      chcemy dziecka tylko dla dziecka i wyłacznie dla dziecka i dla
                      niczego innego, niż dziecka. O to mi chodzi.
                      • mamalgosia korzyści 21.10.08, 19:13
                        Właśnie i o tym pisałam - czy to również nei jest przedmiotowe
                        traktowanie? jeśli ktoś ma dziecko dlatego, żeby nie czuć SIĘ
                        samotnym? Żeby mieć kogoś na starość? Żeby jedynak miał rodzeństwo?

                        Przyznam, że po ciężkim pierwszym, porodzie decyzja o drugim dziecku
                        była w moim przyadku czysto racjonalna - w większości dlatego, żeby
                        Starszy nie był jedynakiem. Czyli jakby dla niego
                        • minerwamcg Re: korzyści 21.10.08, 21:42
                          Hm. Tu mi się przypomina historia moich przyjaciół, którzy mieli
                          dwóch synów prawie pod wąsem, a przeprowadziwszy się do nowego domu
                          zaprosili do współpracy bociana. Urodziła się córeczka, prześliczna,
                          już jako noworodek mogła robić za Miss Pampers smile I moi przyjaciele
                          uznali, że jako jedynaczka przy dwóch prawie dorosłych braciach może
                          mieć problemy rozmaitej natury, od braku towarzystwa po ryzyko
                          totalnego rozpieszczenia. Postarali się więc szybko o czwarte
                          dziecko, tym razem znowu synka. W rodzinie dzięki temu zapanowało
                          coś w rodzaju równowagi - dwóch starszych, zajętych własnymi
                          sprawami, i dwoje maluchów, skupiających na sobie (ku uldze
                          starszego rodzeństwa) większy impet rodzicielskiej troski.
                          Najmłodszy syn okazał sie tym, czego na tej rodzinnej wadze
                          brakowało, kimś, kto sprawił, że wszystko jest tak, jak być powinno.
                          • minerwamcg P.S. 21.10.08, 22:03
                            Czy traktuję instrumentalnie mojego męża, jeśli seks z nim sprawia
                            mi przyjemność i także dla tejże z nim współżyję? Czy traktuję
                            instrumentalnie moją matkę, jeśli dzwonię do niej nie tylko z
                            obowiązku córki, ale dlatego, że rozmowa z nią dobrze wpływa na mój
                            nastrój? Czy każda nasza korzyść albo przyjemność związana z
                            kontaktami z bliźnimi musi być moralnie podejrzana?
                            • minerwamcg P.S. II 22.10.08, 16:00
                              O rety! Po namyśle wyszło mi, że instrumentalnie traktuję nawet
                              mojego kota! Bo mam go nie tylko po to, żeby zwierzątko miało dom,
                              ale i dlatego, że go lubię głaskać i słuchać jak mruczy smile
          • kann2 Re: Javier 21.10.08, 10:36
            Myślę, że motywacja może być różna - dla wsparcia w starości, aby
            dziecko nie było jedynakiem, aby ktoś mógł kiedyś przedłużyć ród,
            przejąć rodzinną firmę prowadzona od pokoleń... Trudno jednak uznac
            za moralne podejmowanie decyzji o nowym dziecku tylko i wyłącznie z
            racji konieczności przekazania komus zakładu zegarmistrzowskiego na
            ten przykład.

            Podobnie jak w małżeństwie - gdyby ktoś uzasadniał decyzje o
            zawarciu małżeństwa koniecznością wyrwania się z domu,
            usamodzielnienia się, poznania świata, takie małżeństwo według prawa
            kościelnego mogłoby być nieważne. Jednak takie motywacje też się
            pojawiają, ale dopóki sa one niejako wchłonięte przez zasadniczy
            motyw zawarcia małżeństwa, mogą z nim współistnieć bez szkody dla
            ważności małżeństwa.

            Gdyby jedynym i wyłącznym motywem pojawienia się dziecka w rodzinie
            była potrzeba dostarczenia krwi pępowinowej, szpiku czy organów do
            przeszczepu, człowiek stałby się jedynie środkiem do celu.
            • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 10:44
              kann2 napisał:
              Trudno jednak uznac
              > za moralne podejmowanie decyzji o nowym dziecku tylko i wyłącznie
              z
              > racji konieczności przekazania komus zakładu zegarmistrzowskiego
              na
              > ten przykład.
              No właśnie nie wiem. A dlaczego to złe? Piękny zakład, prosperujący,
              piękna pasja...
              A życie brata - jak porównać do zakładu zegarmistrzowskiego?


              >
              >
              > Gdyby jedynym i wyłącznym motywem pojawienia się dziecka w
              rodzinie
              > była potrzeba dostarczenia krwi pępowinowej, szpiku czy organów do
              > przeszczepu, człowiek stałby się jedynie środkiem do celu.
              Tak. Ale mogły potem te inne sprawy - miłośc do niego, dobre
              wychowywanie - wchłonąć ten cel pierwotny.
              Kann, bardzo kochamm swoje dzieci. Bardzo. I wiem, że kolejne też
              kochałabym bardzo. Ale nie planuję już kolejnego. Zmiana mojej
              decyzji mogłąby jednak nastąpić w takich okolicznościach, które
              omawiamy.
    • mama_kasia Re: Javier 21.10.08, 10:32
      Widziałam je wczoraj w telewizji,
      > widziałam jak jego matka głaskała go po maleńkiej dłoni... Jest
      > ślicznysmile)

      Na pewno. I dlatego nie mówiłabym już o nim, bo jakikolwiek
      są okoliczności jego przyjścia na świat, to jest to
      Człowiek. Można dyskutować o okolicznościach, ale nie o nim,
      o nowym dziecku, człowieku. I to też smuci. Stał się
      sensacją.
    • magdalaena1977 Re: Javier 21.10.08, 10:45
      mamalgosia napisała:

      > Nie mówimy o dziecku-lekarstwie? Widziałam je wczoraj w telewizji,
      > widziałam jak jego matka głaskała go po maleńkiej dłoni... Jest
      > ślicznysmile)
      Nie oszukujmy się - nie ma brzydkich noworodków. A dla własnej matki każde jest
      najśliczniejsze.

      > Ale tak ogólnie: gdyby dziecko poczęło sie naturalną drogą?
      Jak dla mnie ok.
      Przecież takie sytuacje zdarzają się - np. kiedy chodzi o kwestię zgodności
      tkankowej. I dla mnie poczęcie dziecka chwilowo dla uleczenia brata, a potem do
      kochania i wychowywania jest w porządku.

      Co więcej ginekologom zdarza się zalecać swoim pacjentkom ciążę jako "lek" na
      dolegliwości kobiece. Jeśli ktoś jest w związku i kolejny dzidziuś może wejśc do
      rodziny, to chyba nie ma w tym nic nagannego.
      • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 10:50
        magdalaena1977 napisała:


        > Nie oszukujmy się - nie ma brzydkich noworodków. A dla własnej
        matki każde jest
        > najśliczniejsze.
        Są brzydkie! Widziałam!smile) A jego matka spojrzała na niego i
        stwierdziła "mój brzydal"smile)


        >
        > > Ale tak ogólnie: gdyby dziecko poczęło sie naturalną drogą?
        > Jak dla mnie ok.
        > Przecież takie sytuacje zdarzają się - np. kiedy chodzi o kwestię
        zgodności
        > tkankowej. I dla mnie poczęcie dziecka chwilowo dla uleczenia
        brata, a potem do
        > kochania i wychowywania jest w porządku.
        A ja właśnie coś czuję, że nie bardzo. Tzn dla mnie pewnie byłoby
        ok, tzn mogłąbym to zrobić. Ale czułabym, że coś w sobie łamię.
        Jednak godność człowieka tkwi w nim samym, powinno sie chcieć jego
        dla niego samego, a nie dlatego, że może być dawcą.
        Myślę też o tym, co by było, gdyby jednak okazało się, ze dawcą być
        nie może? Życie w wiecznym poczuciu winy?


        >
        > Co więcej ginekologom zdarza się zalecać swoim pacjentkom ciążę
        jako "lek" na
        > dolegliwości kobiece.
        Taaaaak?
        • nati1011 Re: Javier 21.10.08, 11:08
          > > Co więcej ginekologom zdarza się zalecać swoim pacjentkom ciążę
          > jako "lek" na
          > > dolegliwości kobiece.
          > Taaaaak?

          I nie tylko kobiece. Jest wiele schorzeń które potrafią wyregulować
          sie po ciaży (lub rozregulować). Sama swojego czasu uwierzyłąm, ze
          kolejna ciaza moze pomóc w leczeniu pewnych dolegliwosci. Oczywiście
          nie był to powód decyzji o kolejnym dziecku, ale potrzebna pomoc, bo
          w swoim stanie zdrowia obawiałam sie konsekwencji zdrowotnych w
          trakcie ciaży - jak sie okazało słusznie, bo zamiast pomóc, ta ciaża
          niemal mnie zabiła. Tak więc to niekonwencjonalne "lekarstwo" też
          nie zawsze musi zadziałać wink

          > > Przecież takie sytuacje zdarzają się - np. kiedy chodzi o
          kwestię
          > zgodności
          > > tkankowej. I dla mnie poczęcie dziecka chwilowo dla uleczenia
          > brata, a potem do
          > > kochania i wychowywania jest w porządku.
          > A ja właśnie coś czuję, że nie bardzo. Tzn dla mnie pewnie byłoby
          > ok, tzn mogłąbym to zrobić. Ale czułabym, że coś w sobie łamię.
          > Jednak godność człowieka tkwi w nim samym, powinno sie chcieć jego
          > dla niego samego, a nie dlatego, że może być dawcą.

          Oczywiście - to nie moze być jedyny powód. Ale małżeństwo z zsasady
          jest powołąne do przyjęcia dzieci. I jeżeli planujemy nastęne za
          parę lat, a włąśnie przydałoby się już, to przecież wolno
          przyspieszyć tę decyzję. Tak samo jeżlei już wprawdzie nie planujemy
          dzieci, ale to dziecko dawałoby szansę na uleczenie starszego to
          przecież wolno poddać sie woli Boga: Panie, jeżlei taka Twoja wola,
          to my przyjmiemy nastęne dziecko mając nADZIEJĘ, że to pomoże
          starszemu. Taka sytuacja MOŻE byc zdogna z sumieniem. Choć
          oczywiscie nie musi.

          Nie zgadzam sie z twierdzeniem, ze wolno zrobić wszystko dla
          wyleczenia chorego (dziecka, małżonka, rodzica....) Wolno dużo, ale
          nie wszystko. A niestety pokusa jest coraz większa. Lada moment
          pewnie staniemy przed pokusą klonaowania dla organów. Już tworzy sie
          zarodki dla celów terapeutycznych. Nie da się tego tematu oddzielić
          od in vitro. Bo to one pozwala SELEKCJONOWAĆ zarodki przydatne w
          danym momencie. Inne skazując na zniszczenie.
          • mamalgosia Re: Javier 21.10.08, 17:28
            nati1011 napisała:

            >
            > I nie tylko kobiece. Jest wiele schorzeń które potrafią
            wyregulować
            > sie po ciaży (lub rozregulować).
            Nie, no na pewno, układ hormonalny kobiety to kosmos w
            pomniejszeniusmile Ja wiem, tylko że nie słyszałam by komuś zalecono
            ciążę ze względów zdrowotnych



            >
            > Oczywiście - to nie moze być jedyny powód. Ale małżeństwo z
            zsasady
            > jest powołąne do przyjęcia dzieci.
            Do przyjęcia. Ale nie do manipulowania tym że i kiedy się mają
            urodzić. Przecież stąd całe to zamieszanie z nauką KK o antykoncepcji


        • minerwamcg Re: Javier 21.10.08, 14:36
          Magdalaena napisała:
          > > Co więcej ginekologom zdarza się zalecać swoim pacjentkom ciążę
          > jako "lek" na
          > > dolegliwości kobiece.
          A Mamałgosia zapytała:
          > Taaaaak?

          Słowo daję! Są takie przypadki, jednej mojej koleżance zalecano
          ciążę na wchłonięcie się drobnych mięśniaków (i tak się stało), a
          drugiej na problemy z endometriozą (zazwyczaj pomaga, ale u niej
          akurat nie pomogło). Oczywiście, może być jak u Nati, że nie tylko
          nie pomoże, ale i zwiększy ryzyko - ale często pomaga, jak mojej
          przyjaciółce na kłopoty hormonalne. Oczywiście żadna z nich nie
          starała się o dziecko wyłacznie w celu leczniczym - ale tak jak
          pisze Magdalaena, jeżeli to ma pomóc, a i tak rozważa się, czy mieć
          drugie, no to czemu nie?
          Często rodzice, którzy mają jedno dziecko niepełnosprawne, decydują
          się na drugie, żeby mieć także zdrowe, albo żeby to niepełnosprawne
          miało rodzeństwo. Albo w ogóle, żeby dziecko miało rodzeństwo,
          wychodząc z założenia, że źle być jedynakiem.
          Do czego zmierzam. Otóż wydaje mi się, że z pojawienia się na
          świecie dziecka jest tyle różnorodnych profitów, bonusów, plusów i
          korzyści, że trudno je wszystkie odsiać i wyselekcjonować. Mądrze to
          Pan Bóg urządził, że z trudami rodzicielstwa połączył też pewne
          wymierne korzyści już tu na ziemi i nie ma powodu, żeby je odrzucać.
        • magdalaena1977 Re: Javier 21.10.08, 16:00
          mamalgosia napisała:

          > magdalaena1977 napisała:
          > > Co więcej ginekologom zdarza się zalecać swoim pacjentkom ciążę
          > > jako "lek" na dolegliwości kobiece.
          > Taaaaak ?
          Ano tak. W dodatku czasami bez zważania na osobistą sytuację pacjentki.
          Np. przy endometriozie cały proces leczenia jest podporządkowany prokreacji -
          ciąża jako cel i jako metoda powstrzymania choroby.
          Efekt jest taki, że większość lekarzy w ogóle nie ma pomysłu na leczenie
          singielek, owszem planujących dziecko, ale nie teraz.
          • minerwamcg Re: Javier 21.10.08, 17:05
            To trzeba zmienić lekarza. Nie wiem, kto w Warszawie dobrze leczy
            endometriozę, w Krakowie znam co najmniej dwa ośrodki. Przez dość
            długi czas byłam singielką, ale jakoś żaden lekarz nie radził mi
            wówczas poczęcia dziecka czy w ogóle seksu jako lekarstwa...
      • a_weasley Re: Javier 21.10.08, 14:03
        magdalaena1977 napisała:

        > dla mnie poczęcie dziecka chwilowo dla uleczenia
        > brata, a potem do kochania i wychowywania jest
        > w porządku.

        Zostaje tylko problem tych kilkorga braci/sióstr poczętych na próbę i
        wyeliminowanych jako zbędni.

        > Co więcej ginekologom zdarza się zalecać
        > swoim pacjentkom ciążę jako "lek" na
        > dolegliwości kobiece.
        > Jeśli ktoś jest w związku i kolejny dzidziuś
        > może wejśc do rodziny, to chyba nie ma w tym
        > nic nagannego.

        Jeżeli.
        Natomiast ciąża, którą się w stosownym momencie sprzątnie, jak to się działo u
        enerdowskich pływaczek, w porządku nie jest.
        • magdalaena1977 Re: Javier 21.10.08, 15:54
          a_weasley napisał:

          > magdalaena1977 napisała:
          >
          > > dla mnie poczęcie dziecka chwilowo dla uleczenia
          > > brata, a potem do kochania i wychowywania jest
          > > w porządku.
          >
          > Zostaje tylko problem tych kilkorga braci/sióstr poczętych na próbę i
          > wyeliminowanych jako zbędni.
          ale ja pisałam o naturalnym poczęciu, nie o in vitro. Może gdzieś się ucięło
          przy cytowaniu.
    • minerwamcg Re: Javier 21.10.08, 12:50
      Myślę, że w dyskusji tracimy z oczu jedną podstawową zasadę.
      Mianowicie, że przykazanie "nie zabijaj" dotyczy wszystkich.
      Niezależnie od tego, czy mają dzieci czy nie i czy ich dzieci są
      zdrowe czy chore.
      • capriglione Re: Javier 21.10.08, 12:56
        Chciałabym w tym miejscu zdobyć się na osobistą wypowiedź: jestem przeciwniczką
        zabijania, porzucania dzieci, zadawania im cierpienia, aborcji, selekcji i
        usuwaniu embrionów. Jednak w przywołanej sytuacji nie wiem, czy nie
        postąpiłabym, tak jak mama Javiera. Nie umiem w tym momencie się zdeklarować,
        ponieważ nie jestem w tak rozpaczliwym położeniu. Myślę, że gdybym była,
        brałabym to rozwiązanie pod uwagę.
        • minerwamcg Re: Javier 21.10.08, 13:07
          O mój Boże, każdy przynajmniej w myślach by brał. Rozpacz podsuwa
          człowiekowi różne rozwiązania. Chodzi jednak o to, żeby generalnie
          wiedzieć, czego się w życiu trzymać.
          • nati1011 Re: Javier 21.10.08, 13:28
            minerwamcg napisała:

            > O mój Boże, każdy przynajmniej w myślach by brał. Rozpacz podsuwa
            > człowiekowi różne rozwiązania. Chodzi jednak o to, żeby generalnie
            > wiedzieć, czego się w życiu trzymać.

            Dokładnie - każdy, kto mnie zna, wie jaki jest mój stosunek do
            aborcji. Co nie zmienia faktu, że na sama myśl, że mogłabym być
            jeszcze w ciazy robi mi się słabo. To, ze udało mi się raz przeżyć,
            nie zmienia faktu, ze już nigdy nie chciałabym tego przechodzić
            ponownie. Gdybym zaszła w ciaże i znów pojawiły się te same problemy
            co wcześniej - Bóg mi świadkiem, nie wiem czy dałabym radę. Ba
            doskonale potrafie zrozumieć dziewczyna, która po ciaży zakończonej
            na intensywnej terapii ze strachu usuwa następną. Doskonale wiem co
            czuje podejmując taką decyzje. Nie zmienia to jednak faktu że to
            jest zły wybór. Zły z definicji i w każdych okolicznościach.

            Poczecie dziecka w nadzieji, że pomoże rodzeństwu, poczęcie za
            pomocą in vitro (w przypadku bezpłodnej pary) gdy wszystkie zarodki
            są wszczepiane, mogę zrozumieć i usprawiedliwić. Nie ośmieliłabym
            się oceniać takich wyborów. Ale poczęcie połączone z
            selekcją "odpowiednich" zarodków jest dla mnie zbrodnią. Dotyczy to
            też - dużo częstszych - sytuacji gdy wyklucza się chore zarodki,
            o "niewłaścicwej" płci czy zestawie innych cech... Rodzice i lekarze
            uzurpują sobie rolę władcy życia i śmierci - do czego nie mają prawa.
        • a_weasley Tak - tak, nie - nie. 21.10.08, 13:56
          capriglione napisała:

          > Chciałabym w tym miejscu zdobyć się na
          > osobistą wypowiedź: jestem przeciwniczką
          > zabijania, porzucania dzieci, zadawania
          > im cierpienia,

          I bardzo dobrze.

          > aborcji, selekcji i usuwaniu embrionów.

          To już prosta konkretyzacja poprzedniej listy.

          > Jednak w przywołanej sytuacji nie wiem, czy
          > nie postąpiłabym, tak jak mama Javiera.

          W pewnej dyskusji, która zaczęła się od Potterów i Voldemorta, potem zeszła na
          Abrahama, a w danym momencie dotyczyła komesa Przedsława, zapytano mnie, co bym
          zrobił na miejscu tegoż. Odpowiadając napisałem:
          - Nie wiem, co bym ZROBIŁ. Wiem, co POWINIENEM zrobić.
          I to jest dokładnie ten przypadek.

          > Nie umiem w tym momencie się zdeklarować,
          > ponieważ nie jestem w tak rozpaczliwym położeniu.
          > Myślę, że gdybym była,brałabym to rozwiązanie
          > pod uwagę.

          Ja też nie wiem, co bym zrobił. Nie wiem, co bym zrobił na miejscu bohaterów
          tamtej dyskusji - Przedsława, Abrahama, Jamesa Pottera. Nie wiem, co bym zrobił
          mając wybór między volkslistą a wysiedleniem w nieznane w ostrą zimę. Nie wiem,
          co bym zrobił w Wielki Piątek na miejscu Piotra. Wszystko to nie zmienia faktu,
          że jedne decyzje są słuszne, a inne można w najlepszym razie i w szczególnych
          okolicznościach usprawiedliwić.
    • nati1011 właściwa mapa 21.10.08, 14:03
      zaczynamy dyskutować o osobistych wyborach - a to chyba nie o to
      chodzi. Żeby dojśc do celu trzeba mieć dobrą mapę. Mozna po drodze
      pobładzić, lub nawet zignorować znaki drogowe,ale jeżeli będziemy
      mieć w ręku właściwą mapę zawsze mamy szansę dotrzeć do celu. Ale
      jeżeli oprzemy się na sfałszowanej mapie, to tylko cud lub
      Opatrznośc może sprawić, ze po moczarach i bagnach dotrzemy cali na
      szczyt.
      • a_weasley Re: właściwa mapa 21.10.08, 14:07
        nati1011 napisała:

        > zaczynamy dyskutować o osobistych wyborach -
        > a to chyba nie o to chodzi.

        Też mi się tak wydaje.
        Co innego rozumieć człowieka, który dokonał np. eutanazji (w sytuacji
        ekstremalnej), zabójcę w afekcie itp., a co innego nie wiedząc, co by się samemu
        in extremis uczyniło, przekreślać zasadę.
      • mamalgosia Re: właściwa mapa 21.10.08, 17:42
        A dlaczego nie o to chodzi? Dobrze jest porozmawiać i o osobistych
        wyborach
        • a_weasley Re: właściwa mapa 21.10.08, 17:49
          mamalgosia napisała:

          > A dlaczego nie o to chodzi? Dobrze jest porozmawiać
          > i o osobistych wyborach.

          Może i dobrze, tyle że ilość rzeczy, o których można rozmawiać jednocześnie,
          jest ograniczona.
          Jeżeli rozmawiamy o tym, co się zdarzyło daleko stąd, i w nawiązaniu do tego o
          zasadzie, to mieszanie w to osobistych wyborów, w dodatku hipotetycznych,
          skutecznie komplikuje obraz.
    • luccio1 Re: Javier 21.10.08, 16:53
      Z uwagi na tę właśnie sytuację utwierdziłem się w moim sceptycyźmie co do
      przeszczepiania organów w ogóle.
    • luccio1 Re: Javier 21.10.08, 17:02
      I tak sobie pomyślałem:
      przyjdzie co do czego, rodzice nagle mówią: słuchaj Javier, trudno, musisz oddać
      nerkę braciszkowi -
      - to czy Javier ma prawo pokazać w takiej sytuacji Kozakiewicza?
      • minerwamcg Re: Javier 21.10.08, 17:08
        Jeżeli rodzice mówią "trudno, musisz" - to gest Kozakiewicza nasuwa
        się sam. Bo tak głupi rodzice nie zasługują ani na Javiera, ani na
        braciszka. Ale mniejsza z tym. Poza tym w przypadku Javiera chodzi
        chyba o przeszczep szpiku?
        • luccio1 Re: Javier 21.10.08, 17:13
          Ale pomyśl: gdyby rodzice prosili, obojętnie jakimi słowami, a chłopak już coś
          podłapał, dlaczego właściwie zaistniał na świecie -
          - co by zmieniła forma?
          Przecież wiadomo: jeśli rodzice proszą, w tej prośbie tkwi żądanie, a w każdym
          razie oczekiwanie, że się zrobi wedle ich woli - krótko mówiąc, szantaż moralny.
          • minerwamcg Re: Javier 21.10.08, 17:26
            Kiedy tonący wyciąga do Ciebie rękę z wody i krzyczy "Ratunku!" - to
            też by mozna nazwać szantażem moralnym. Bo przecież wiesz, że
            bliźniego należy ratować, bo cały świat i ów bliźni też oczekuje, że
            go uratujesz, bo wiesz, że jak nie uratujesz, będziesz miał wyrzuty
            sumienia, bo ów bliźni zwraca się właśnie do Ciebie i stawia Cię w
            skrajnie niewygodnej sytuacji wyboru, w sytuacji, której sobie nie
            zamawiałeś, w chwili, kiedy nie jesteś na to przygotowany.
            Więc niech on sobie lepiej schowa tę rękę i spokojnie pójdzie na
            dno...
            Szantażem moralnym może być albowiem wszystko. Łącznie z "Piotrze,
            czy miłujesz mnie?"
            • luccio1 Re: Javier 21.10.08, 22:28
              Kiedy tonący krzyczy, nie ma czasu na myślenie.

              Javier (Ksawery), gdy przyjdzie co do czego, będzie miał tego czasu aż za dużo,
              żeby roztrząsać bez końca, co z jednej strony powinien zrobić, a co z drugiej
              strony, robiąc to, co powinien by zrobić, może stracić.
              • a_weasley Re: Javier 21.10.08, 22:38
                luccio1 napisał:

                > Kiedy tonący krzyczy, nie ma czasu na myślenie.

                O, w zupełności wystarczy, żeby uświadomić sobie, że nieprzemyślane ratowanie tonących może być groźne w skutkach. Na przykład gdyby pewien pan w Linzu w roku 1900 pozwolił utonąć Adolfowi Schicklgruberowi, lat 11, następne stulecie wyglądałoby w Europie zupełnie inaczej.
                To tak a propos Twoich rozważań w sąsiednim wątku.
              • minerwamcg Re: Javier 21.10.08, 22:45
                Czy według Ciebie istnienie bądź nieistnienie sytuacji szantażu
                moralnego zależy od ilości czasu?
      • mamalgosia luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 17:46
        o, właśnie, luccio. A jeśli ta pomoc bratu wiąże się z licznymi
        niedogodnościami? Bólem, pobytami w szpitalach... Własnie właśnie!
        Trochę zboczyliśmy na kwestie dopuszczalności/niedopuszczalności in
        vitro. A nie o tym chciałam, bo myślę, że w tej kwestii możemy
        przypuszczać jakie mamy zdanie.
        W większości dopuszczacie poczęcie naturalne dziecka w tak szczytnym
        celu jakim jest pomoc bratu. Tylko ze to jednak wiąże się z tym co
        napisałam powyżej - cierpieniem, niewygodą... Czy mamy prawo w ten
        sposób kogoś skazywać? Nawet jeśli będziemy go kochać, dawac mu
        wszystko, otaczać dobre, miłością, pięknem... Jak można wymagać od
        kogoś takiego daru?

        • a_weasley Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 17:51
          mamalgosia napisała:

          > A jeśli ta pomoc bratu wiąże się z licznymi
          > niedogodnościami?

          Myślę, że kluczowa jest kwestia, czy brat zapewnia wzajemność. Czy rodzice w
          sytuacji analogicznej (i w każdej innej) będą się o niego troszczyli tak jak od
          brata.
          • mamalgosia Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 17:53
            hmmm
            Musze to sobie przemysleć
        • nati1011 Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 18:17
          mamalgosia napisała: A jeśli ta pomoc bratu wiąże się z licznymi
          > niedogodnościami? Bólem, pobytami w szpitalach...

          No własnie. O ile mówimy o pępowinie, to sprawa czysta. Ale juz np
          przeszczep szpiku? Teoretycznie bezpieczny,ale wymagajacy
          znieczulenia ogólnego, które juz obojętne dla zdrowia nie jest, to
          samo z transfuzją. Dorosły, starsze dziecko moze podjąć taką
          deczyje, ale maluch? Nie wiem, czy naraziłąbym małe dziecko na
          ryzyko (choćby niewielkie) by pomóc starszemu. Chyba nie miałabym
          prawa.

          Rozumiem poświęcenie dorosłego oddającego nerkę czy wątrobę dziecku,
          ale rodzic nie ma prawa wymagać tego samego od swojego dziecka dal
          brata czy siostry.
          • minerwamcg Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 18:37
            Znieczulenie ogólne w naszych czasach problemem dla zdrowia nie
            jest, nie przesadzajmy. Poza jakimiś ekstremami w rodzaju wady serca
            etc. Stosuje się je do coraz większego mnóstwa zabiegów i na ogół
            nie ma problemu.
            Wydaje mi się, że gdyby mi jedno dziecko miało na pewno umrzeć, a
            drugie kosztem lekkiego ryzyka mogło je uratować - zdecydowałabym
            się. Może uratowany brat kiedyś będzie miał okazję się zrewanżować?
            A nawet gdyby nie, to to dziecko, którego nie naraziłam na lekkie
            ryzyko mogłoby kiedyś mnie zapytać "dlaczego nie pozwoliłaś, żebym
            uratował życie N.? Mnie by się nic nie stało, pobolałoby i
            przestało, a on by żył! Miałbym brata!"
            • nati1011 Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 18:45
              ryzyko znieczulenia u niemowlaka i małego dziecka jest duże.
              Dramatycznie wieksze niż u dorosłego, który faktycznie musiałby mieć
              pecha, by coś się stało. A zakładam, ze w takim przypadku nikt nie
              czekałby aż dziecko ukończy np 6-7 lat.

              Krew czy szpik można pobrać, ale juz pobranie nerki czy wątroby -
              choc możliwe od żyjącego dawcy - stwarza bardzo powazne zagrożenie i
              czyni dawcę prawie kaleką.
              • minerwamcg Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 18:50
                Znam ludzi żyjących z jedną nerką, właśnie po oddaniu (nie znam
                dawców wątroby) ale zaręczam Ci, że kalekami nie są.
                • nati1011 Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 19:01
                  minerwamcg napisała:

                  > Znam ludzi żyjących z jedną nerką, właśnie po oddaniu (nie znam
                  > dawców wątroby) ale zaręczam Ci, że kalekami nie są.

                  Ok, ale to dorośli ludzie, któzy podjęli decyzję świadomi ryzyka -
                  całkiem niedawno Saleta niemal nie umarł po oddaniu nerki córce.
                  Krew czy szpik się odtwarza, nerka nie. Wątroby tez można trochę
                  wyciać ale to już baardzo poważne zabiegi. Moim zdaniem żadnemu
                  rodzicowi nie wolno podjać takiej decyzji w imieniu maleńkiego,
                  podległego im dziecka.

                  W jakimś celu otrzymaliśmy od stwórcy 2 nerki. Po co skoro wystarczy
                  nam jedna?
                  I jeszcze jeden aspekt - zgodność genetyczna dawcy i biorcy (w
                  ramach tej samej rodziny) to zwiększone ryzyko, ze młodsze dziecko
                  zachoruje na tą samą chorobę, co starsze. O tym też trzeba pomyśleć
                  decydująć się na urodzenie malucha.
                  • isma Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 19:09
                    Znaczy, z ta zgodnoscia.
                    Ona faktycznie ma ogromne znaczenie w terapiach genowych i w przypadku
                    przeszczepow szpiku.
                    Natomiast duzo mniejsze znaczenie ma zgodnosc w przypadku dawstwa nerki czy
                    serca - na tyle rozwinela sie wiedza w zakresie immunosupresji, ze przy pomocy
                    lekow hamujacych odrzut lekarze sobie zupelnie niezle radza. Oczywiscie, to
                    wspomaganie nie jest obojetne dla zdrowia, ale jednak jest tu spory postep.

                    Co ciekawe, jak sie jeszcze interesowalam transplantacjami, to pamietam, ze mnie
                    bardzo zaskoczyly dane o skutecznosci przeszczepow nerki od osob
                    niespokrewnionych. Otoz, co oczywiste, najrzadziej byly odrzucane przeszczepy od
                    zywych osob spokrewnionych - rodzenstwa, dzieci, rodzicow. Ale sposrod
                    przeszczepow od zywych dawcow niespokrewnionych najlepiej funkcjonowaly nerki
                    pobrane od... wspolmalzonkow. Czego nijak zgodnoscia tkankowa sie nie da
                    wytlumaczyc wink)).

                  • minerwamcg Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 19:16
                    > W jakimś celu otrzymaliśmy od stwórcy 2 nerki. Po co skoro
                    wystarczy
                    > nam jedna?

                    Może właśnie na wszelki wypadek? smile))
                    Po coś otrzymaliśmy też wyrostek robaczkowy, kość ogonową i kilka
                    innych poewolucyjnych pamiątek. Z jakiegoś powodu możemy oddychać i
                    nosem i ustami, a płuca mamy dwa i to duże. Szef był szczodry,
                    przewidywał, że coś się może pochrzanić, a nos zatkać smile

                    Poza tym nerki ani wątroby od maleńkiego dziecka się nie pobiera,
                    zmiłujże się! Komu i po co byłaby taka maciupeńka nereczka??? Taka
                    trzygramowa wątroba??? Dziecku można przeszczepić organ od
                    dorosłego, zgoda. Ale nikomu, nawet dziecku, od dziecka - nie. W
                    polskim prawie żeby móc być dawcą nerki/wątroby trzeba być
                    pełnoletnim.
                    • minerwamcg P.S. 21.10.08, 19:18
                      No dobra, nie wiem jak jest, kiedy chodzi o syjamskie bliźnięta.
                    • nati1011 Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 19:26
                      minerwamcg napisała:
                      > Poza tym nerki ani wątroby od maleńkiego dziecka się nie pobiera,
                      > zmiłujże się! Komu i po co byłaby taka maciupeńka nereczka??? Taka
                      > trzygramowa wątroba??? Dziecku można przeszczepić organ od
                      > dorosłego, zgoda. Ale nikomu, nawet dziecku, od dziecka - nie. W
                      > polskim prawie żeby móc być dawcą nerki/wątroby trzeba być
                      > pełnoletnim.

                      Narazie i w Polsce. Na świecie to już różne przypadki były. Ten
                      obecny niemowlak wcale nie jest pierwszym "terapeutycznym"
                      dzieckiem.
                      • minerwamcg Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 20:18
                        > Narazie i w Polsce. Na świecie to już różne przypadki były. Ten
                        > obecny niemowlak wcale nie jest pierwszym "terapeutycznym"
                        > dzieckiem.

                        Pewnie, że nie, o dzieciach urodzonych jako dawca szpiku dla
                        starszego rodzeństwa czytałam, to się działo i w Polsce. Natomiast z
                        dawstwem organów jest ten problem, że nerka wielkości grochu jako
                        przeszczep ma dość ograniczone zastosowanie albo jest w ogóle
                        bezwartościowa, trzeba by spytać kogoś, kto się lepiej zna.
          • isma Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 18:38
            O, to, to wlasnie.
            To mialam na mysli, piszac o dobrowolnosci daru.

            Jakkolwiek by sie nie potoczylo zycie tego dziecka, to i tak na rodzicach bedzie
            ciazyc to, ze to ich wola zadecydowala o darowaniu.

            Oczywiscie, rodzicielstwo uprawnia do decydowania w zastepstwie dziecka (w tym w
            szczegolnosci takiego dziecka, ktore samodzielnie swoja wola nie moze w pelni
            wladac). Tyle ze zawsze to musi byc takze DLA JEGO DOBRA. A nie dla dobra osob
            trzecich.
            Nie wolno np. - tak mysle, ze nie wolno? - urodzic dziecka i sprzedac za
            granice do adopcji, zeby jego starsze rodzenstwo mialo co jesc... Choc zapewne
            to dziecko byloby w adpocyjnej rodzinie wyczekane i szczesliwe...
            • minerwamcg Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 18:47
              Tak czy siak, domniemywam, że dziecko gdyby mogło o tym zadecydować,
              chciałoby ofiarować swoje cierpienie w zamian za życie swojego brata
              czy siostry. Gdyby powiedziało "nie, nie chcę, niech on sobie
              umiera, byle mnie nie bolało" - uważałabym to za potężną klęskę
              wychowawczą.
            • nati1011 Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 18:49
              no to ja jeszcze dodam, ze nie wolno być surogatką - urodzić komuś
              dziecka. Wstrząśnieta byłąm jak babka tłumaczyła starszym dzieciom
              (takim 2-3 letnim), że ten dzidziuś w brzuszku to jest dla innej
              mamy.
              • minerwamcg Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 18:53
                Surogatką być nie wolno. Ale donosić ciążę z założeniem, że się odda
                dziecko do adopcji - wolno jak najbardziej, i te dziewczyny, które
                chcą się pozbyć dziecka są do tego zachęcane.
                • isma Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 19:00
                  No tak. Ale tu jest to, co pisal Kann, o motywacjach - glownej i pobocznych.
                  Albo, powiedzmy, o tym, co determinuje wole, i o tym, co wystepuje tylko jako
                  jedna z motywacji, niekoniecznych do podjecia jakiejs decyzji.

                  W przypadku surogatki wole (zajscia w ciaze) determinuje wlasnie, mowiac
                  upraszczajaco, chec zarobku (no, ewentualnie jakies kwestie rodzinno-uczuciowe,
                  tez sie zdarza). Inne motywacje sa dodatkowe.
                  W przypadku alternatywy aborcyjnej wole determinuje (chyba) jednak chec
                  zachowania dziecka przy zyciu, czyli dzialania, wlasnie dla JEGO dobra. A
                  kwestie oddania do adopcji, zapewnienia mu lepszych warunkow zycia etc. -
                  motywuja pobocznie.
                • nati1011 Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 19:03
                  minerwamcg napisała:

                  > Surogatką być nie wolno. Ale donosić ciążę z założeniem, że się
                  odda
                  > dziecko do adopcji - wolno jak najbardziej, i te dziewczyny, które
                  > chcą się pozbyć dziecka są do tego zachęcane.


                  Tak ale pierwszy przypadek to świadome powołanie do życia dziecka,
                  które się odda, a drugi to przyjecie - w miarę możliwości - dziecka,
                  którego się nie planowało, lub nie ma się możłiwości wychować.
              • magdalaena1977 Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 19:36
                A dla mnie głęboko niemoralne jest dziecko z banku nasienia.

                Nie do końca przekonuje mnie potępienie przez Kościół in vitro u bezdzietnych
                małżeństw, które gotowe są przyjąć wszystkie zarodki, ale urodzenie takiego
                dziecka jakiemuś obcemu mężczyźnie, który nawet o tym nie wie. I automatyczne
                skazanie go na życie w niepełnej rodzinie ... Obrzydliwe.
                • a_weasley Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 20:30
                  magdalaena1977 napisała:

                  > dziecko z banku nasienia.
                  <ciach>
                  > automatyczne skazanie go na życie
                  > w niepełnej rodzinie...

                  Niby dlaczego w niepełnej? A jeśli np. plemniki męża za słabe? Albo oboje
                  rodzice są nosicielami wady genetycznej?
                  • magdalaena1977 Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 22:57
                    a_weasley napisał:

                    > magdalaena1977 napisała:
                    >
                    > > dziecko z banku nasienia.
                    > <ciach>
                    > > automatyczne skazanie go na życie w niepełnej rodzinie...
                    >
                    > Niby dlaczego w niepełnej?
                    Bo ja myślałam o takim planowo samotnym macierzyństwie. Nie znam nikogo, kto to
                    zrobił, ale czasami słyszy się o takich pomysłach.

                    > A jeśli np. plemniki męża za słabe? Albo oboje rodzice są nosicielami wady
                    genetycznej?
                    Dla mnie taka sytuacja jest jednak taka ... dziwna. Co innego normalna adopcja,
                    ale takie manipulowanie genami czy urodzenie cudzego dziecka (tj. obcego
                    mężczyzny, a nie męża kobiety ).
                    Być może nauka Kościoła dotycząca związku seksu z zapłodnieniem jest odrobinę
                    zbyt dosłowna, ale zupełne oddzielenie kochających się ludzi od genetycznych
                    rodziców dziecka jest przesadą.
                    • minerwamcg Re: luccio+podsumowanie moje 21.10.08, 23:20
                      > Bo ja myślałam o takim planowo samotnym macierzyństwie. Nie znam
                      > nikogo, kto to
                      > zrobił, ale czasami słyszy się o takich pomysłach.

                      Ja znam. Moja ciotka. Z tym, że ona nie z banku, tylko tradycyjną
                      metodą. Trudno jest oceniać takie czyny, kiedy ich efekty są żywe,
                      zna się je osobiście, i w sumie dobrze, że są.
                      Bóg czasem sprawia, że z niegodziwego czynu powstaje dobry skutek, w
                      tym wypadku moja kuzynka smile
                      • nati1011 Re: luccio+podsumowanie moje 22.10.08, 08:33
                        minerwamcg napisała:

                        > > Bo ja myślałam o takim planowo samotnym macierzyństwie. Nie znam
                        > > nikogo, kto to
                        > > zrobił, ale czasami słyszy się o takich pomysłach.
                        >
                        > Ja znam. Moja ciotka. Z tym, że ona nie z banku, tylko tradycyjną
                        > metodą. Trudno jest oceniać takie czyny, kiedy ich efekty są żywe,
                        > zna się je osobiście, i w sumie dobrze, że są.
                        > Bóg czasem sprawia, że z niegodziwego czynu powstaje dobry skutek,
                        w
                        > tym wypadku moja kuzynka smile
                        >

                        Sama swojego czasu byłam przekonana do takiego pomysłu. Byłam
                        zdecydowana na samotne macieżyństwo - z premedytacją. Mniejsza teraz
                        o powody. Ale oczywiście tradycyjną metodą.

                        Nie rozumiem idei anonimowego dawstwa nasienia czy komórek - choćby
                        z powodó praktycznych - przy każdym pobycie w szpitalu czy
                        poważniejszej chorobie pyta się o schorzenia w rodzinie. Tu tej
                        wiedzy nie mamy zupełnie. Nie wiemy też z jakimi skłonnościami czy
                        problememi możemy mieć do czynienia.
                    • a_weasley Jajowa własna, plemnik z importu 21.10.08, 23:24
                      magdalaena1977 napisała:

                      > zupełne oddzielenie kochających się ludzi od
                      > genetycznych rodziców dziecka jest przesadą.

                      Zupełne to chyba za mocno powiedziane. Zupełne jest przy adopcji. Tu jest 50%,
                      matka jest jedyną i niekwestionowaną matką. Mniej więcej tak, jakby kto poślubił
                      wdowę w ciąży / z małym dzieckiem.
                    • alex05012000 Re: do magdalaena jedynie w kwestiach formalnych 22.10.08, 14:26
                      jedynie w kwestiach formalnych:
                      1. w Polsce nie ma możliwości otrzymać nasienia z banku nie będąc w
                      zalegalizowanym małżeństwie, poczęte w ten sposób dzieci mają więc
                      matkę i ojca...
                      2. adopcja to obce dziecko, wychowywane przez przybranych rodziców,
                      dziecko poczęte z nasieniem z banku jest dzieckiem danej kobiety,
                      jest ona w ciąży, rodzi, to jej dziecko, to zupełnie różne
                      sytuacje...


            • mamalgosia isma 21.10.08, 19:18
              1) a skąd wiemy, co jest dla jego dobra?
              2)o tej adopcji za granicę - hm, nie wiem doprawdy. Nie podoba mi
              się ten pomysł, ale czy jest tak strasznie karygodne - jeśli
              rzeczywiście uratowałoby to pozostałe rodzeństwo...
              O rany, ale wywołałam burzę. W sobie samej również
    • a_weasley Tako rzecze Wesley 21.10.08, 21:06
      W dyskusji przewijał się motyw "nic nie mówię (lub zgoła: rozgrzeszam), bo sama
      słaba jestem i nie wiem, co bym zrobiła".
      Otóż komentując Mt 6:34, wielebny J. Wesley powiedział:

      Nie troszczcie się, mówi Pan, także o pokusy dnia jutrzejszego. To też jest
      niebezpieczna pokusa.
      Nie myśl:
      "Co pocznę, co ja zrobię, kiedy ogarnie mnie taka to a taka pokusa? Wydaje mi
      się, że nie potrafię stawić jej czoła".
      Zapewne tak też w istocie jest. Nie masz _teraz_ sił, których _teraz_ wcale nie
      potrzebujesz. Nie jesteś w stanie _teraz_ pokonać swego wroga, ale też _teraz_
      on ci wcale nie zagraża. Łaska, która _teraz_ jest twoim udziałem, nie byłaby w
      stanie stawić czoła pokusom, na które _teraz_ nie jesteś wystawiony. Ale kiedy
      pokusa przyjdzie, przyjdzie również łaska. W wypadku większych prób obdarzony
      zostaniesz większymi siłami.
      • verdana Brak zgody dawcy 22.10.08, 15:06
        Co do dobrowolnosci oddania szpiku. Znam bardzo wierząca rodzine,
        wielodzietną. Syn dostał bialaczki -wyleczono go. Po dwoch latach
        doszlo do wznowy, konieczny był przeszczep. Szpik pobrano od jego
        młodszego , paroletniego brata. Wątpie, czy dostatecznie duzego, aby
        udzielić świadomej zgody.
        Starszy syn zyje, miewa się doskonale, studiuje z moja córką na
        roku - od przeszczepu minęło kilkanaście lat, jest wiec idealnie
        zdrowy.
        I teraz pytanie - czy młodszy, od ktorego bez zgody pobrano szpik
        bylby szczęśliwszy, gdyby rodzice i rodzeństwo (a i on sam)
        oplakiwało śmierć jego starszego brata? Czy nie jest o wielle
        lepiej, ze za krótki zabieg, on sam otrzymał mozliwość zycia w
        rodzinie, w ktorej nie doszło do tragedii?
        Rodzice podejmuja za dzieci czasem dramatyczne decyzje i nie mam
        watpliwosci, ze pobranie szpiku od malego dziecka, aby ratować zycie
        rodzeństwu jest decyzja dobra dla tego dziecka także.
        • mamalgosia Re: Brak zgody dawcy 22.10.08, 19:52
          Verdano, masz rację!
          Znowu wracamy do tego "bez mojej zgody". Taki dar z przymusu
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka