Dodaj do ulubionych

karmić - nie karmić

09.05.09, 18:07
Drogie mamy
podpowiedzcie mi proszę, co byście zrobiły w mojej sytuacji.
Córka ma dwa i pół roku, do niedawna była karmiona przez babcię. Odbywało się
to na zasadzie, że nie jakość jedzenia się liczy, tylko jego ilość. Zjadała
imponujące ilości jedzenia (z czego nie byłam wcale zadowolona), ale odbywało
się to mimochodem, podczas zabawy, zagadywania, opowiadania. Nigdy nie
nauczyła się sama jeść, mało tego teraz na widok jedzenia zasłania buzię,
muszę być bardzo stanowcza, żeby założyć jej śliniak i zmusić do zjedzenia
pierwszej łyżeczki. Potem daje się karmić ładnie, zjada zadowalające porcje
itp. Rzecz w tym, że wydaje mi się że ona powinna jeść sama, że powinna zdawać
sobie sprawę, że jedzenie to jej sprawa i dla niej ważne. Teraz babcia jej nie
karmi (no czasami to się zdarza - ostatnio wcisnęła w nią pół! litra gęstej
zupy z mięsem), tylko ja mam wpływ na jej jedzenie. Próbuję zmienić jej
stosunek do jedzenia, że to nie przymus, tylko frajda, komponować posiłki tak,
żeby jej smakowały. Ale nie chce jeść. Nie weźmie łyżki do ręki, nie założy
sobie śliniaka, jeśli nie zagadam jej i nie nakarmię to nie zje. Od jakiegoś
czasu próbuję zmienić jej stosunek do jedzenia - daję jej mniej, nakłaniam ją
żeby sama sobie robiła kanapki takie jak chce, pozwalam wybrać który makaron
chce do zupy, zamiast ziemniaków gotuję ulubiony makaron czy kaszę. I nic, bez
efektu. Posadzona przy stole (z całą rodziną), nie weźmie łyżki z własnej woli
do ręki. Drugie danie (dwie godziny po zupie, niezjedzonej, pół dnia po
sniadaniu niezjedzonym) podłubie na zasadzie ciągłego przypominania że ma
jeść. To nie jest przyjemne ani dla niej, ani dla nas.
Staram się dawać jedzenie takie, które jest dla niej atrakcyjne (na drugie
śniadanie kawałek kiełbasy do ręki), staram się nie karmić.
I tu zaczynam mieć wątpliwości - czy jest sens "po trupach" dążyć do
samodzielności, czy karmić ją zagadując żeby tylko zjadła, mając nadzieję że
kiedyś zacznie jeść sama. Jak Wy uważacie, podpowiedzcie mi, bo gryzę się z
tym tematem niemiłosiernie. Dodam że mała jak jest głodna to jest wściekła, i
na złość tym bardziej nie chce jeść. Jak kolacji nie zje to w nocy budzi się i
wścieka się pół nocy, dlatego robię jej różne sałatki, koreczki i inne cuda
które je przez godzinę lub dłużej (ale je). A żeby było ciekawiej to jak
próbuję zabrać jej talerz z którego nie je to robi kosmiczną awanturę, bo to
jej i ona będzie jeść.
Podpowiedzcie, czy warto się szarpać.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • mruwa9 Re: karmić - nie karmić 09.05.09, 18:27
      Ja bym nie karmila. Dwuipollatek to calkiem madry czlowiek i da sie
      mu wytlumaczyc, ze kazdy dostaje swoj talerz, swoje sztucce i nikt
      nikomu w talerzu nie grzebie. Jesli przewidujesz walke i nocne
      pobudki, wystartuj z nowymi regulami w weekend lub w czasie urlopu,
      gdy mozna sobie pozwolic na zarwana noc. Albo zapsiz dziecko do
      przedszkola, tam na pewno nikt za dzieckiem z lyzka biegal nie
      bedzie.
    • kocio-kocio Re: karmić - nie karmić 09.05.09, 19:41
      Ja mam takiego samego "niejadka" (2 lata i 4 miesiące) i babcię
      futrującą go wykorzystując nieuwagę.
      Ja nie mam siły, cierpliwości, ani ochoty go tak karmić, więc w domu
      praktycznie nic nie je.
      Babcia dopycha (zajmuje się nim przez ok. 8-9 godzin dziennie).
      Bałam się myśleć o wrześniu, bo Stachu do przedszkola idzie.
      Przestałam się bać w ostatni weekend.
      Staszek z tatą pojechali do naszych znajomych, którzy mają córeczkę
      starszą od Staszka o 2 lata (mała ma 4,5 roku).
      Jak przyszła pora obiadu, gospodyni postawiła przed dziećmi talerze
      (a na nich pokrojone w małe kawałeczki żeberka, ryż i kalafior), dała
      każdemu po łyżce i zanim ktokolwiek się zorientował, mój niejadek
      wciągnął WŁASNORĘCZNIE całą porcję i przyszedł po dokładkę.
      Znaczy - jak chce to umie. I to najważniejsze :o)
      • karineczka0 Re: karmić - nie karmić 09.05.09, 20:00
        U mnie tez babcia wprowadzila takie dziwne zwyczaje,ze jak zagaduje mala(ma
        16mc)to tak ladnie je,albo daje zabawki,biega za nia po domu z lyzeczka.Ja tego
        nie toleruje i odkad jestem w domu daje malej lyzeczke,klade miseczke i mala je
        sama i ma duza frajde z tego.Oczywiscie ja mam druga lyzeczke i miedzy czasie
        jak nie uda jej sie trafic do buzi,dokarmiam ja.Jak zaczyna sie juz bawic
        jedzeniem,typu wcieranie we wlosy i wyrzucanie na ziemie zabieram i koniec
        jedzenia.Moim zdaniem powinnas dazyc do tego,zeby sama jadla pomimo
        protestow,jak zglodnieje to sama zacznie jesc.Dziecko nie da sobie krzywdy
        zrobic,pozdrawiam i zycze cirpliwosci
        • mama.rozy Re: karmić - nie karmić 09.05.09, 20:28
          popieram!niestety,nie wiem dlaczego,nasze babcie upodobały sobie te metody.przez
          jakis czas miałam taka dochodzącą panią do pomocy przy dzieciach i było to
          samo.koszmar.u mnie dzieci dostają do łapki jedzenie jak tylko potrafią dobrze
          łapać,najmłodsza ma rok i dużo rzeczy je sama,co prawda z różnym skutkiem,ale
          jest trzecia z kolejki,więc mnie to już nie rusza.
          nie poddawaj się i przekieruj babcię.
        • patrice7 Re: karmić - nie karmić 09.05.09, 21:10
          ja jak mruwa ,nie karmilabym.
    • jakw Re: karmić - nie karmić 09.05.09, 21:22
      Mi się wydaje, że jakby trochę niekonsekwentna jesteś. Bo z jednej
      strony piszesz, że musisz być bardzo stanowcza, żeby założyć jej
      śliniak i ZMUSIĆ do jedzenia, z drugiej usiłujesz przekonać młodą,
      że jedzenie to nie przymus tylko frajda. Piszesz, że wydaje ci się,
      że powinna zdawać sobie sprawę, że jedzenie to jej sprawa, ale
      zawsze do tej pory jedzenie to była sprawa innych (twoja czy
      babci). Z jednej strony nie byłaś zadowolona ze zjadania imponującej
      ilości jedzenia gdy babcia latała za nią z łyżką, a dwa zdania dalej
      piszesz, że jak ją karmisz to zjada zadowalające ilości jedzenia.
      Tylko co to znaczy zadowalające ilości jedzenia? Bo jak wynika z
      dalszej części młoda może być całkiem zadowolona jedząc przez
      godzinę sałatkę (btw czym ona to je, skoro piszesz, że sama łyżki do
      ręki nie bierze). A jak siedzi z wami przy stole to pewnie ciągle
      jej mówisz: masz siedzieć i jeść. Jeśli jedzenie z wami przy stole
      kojarzy się młodej ze stresem to się nie dziw, że nie je. Jeśli
      priorytetem jest samodzielność to może powinnaś odpuścić cel pt.
      zjedzenie zadowalających ciebie ilości jedzenia. Jeśli priorytetem
      jest zjadanie zadowalających ilości jedzenia to karmić córę będziesz
      jeszcze długo
      • gdzie-idziesz Re: karmić - nie karmić 09.05.09, 22:59
        Nie zrozumiałaś mnie. Bardzo stanowcza muszę być żeby założyć jej śliniak i ją
        nakarmić. Ja nie chcę tego, ja nie chcę żeby posiłki kojarzyły jej się z zabawą
        albo groźbą. Chcę żeby były przyjemnością same w sobie. Piszę o zadowalających
        ilościach jedzenia - jak ja ją karmiłam to dostawała 1/3 albo nawet 1/4 tego co
        dostawała od babci (babcia potrafiła ją karmić dwie godziny), to są zadowalające
        ilości. Jak zaczynała się kręcić, albo marudzić, nie zmuszałam jej do jedzenia.
        Teraz jak siedzi z nami przy stole to staram się nie zwracać uwagi w jaki sposób
        siedzi, co robi. Rzecz jest w tym że ona, nawet pieruńsko głodna nie weźmie do
        ręki jedzenia, niezależnie od tego co to jest. Trzeba przypominać, namawiać,
        zachęcać. Dla mnie zadowalające ilości jedzenia to są takie, żeby z głodu nie
        robiła za pół godziny awantury z byle powodu, żeby zainteresowała się tym co ma
        przed sobą, żeby zechciała bez specjalnych zachęt spróbować to co ma na talerzu
        (a dostaje obecnie wyłącznie takie jedzenia jakie uwielbia, albo sobie zażyczy).
        Słodyczy nie dostaje obecnie wcale, bakusiów czy innych słodkich serków też,
        soków typu Kubuś tez jej nie daję.
        • jakw Re: karmić - nie karmić 10.05.09, 10:42
          Ok, być może trzeba nadrobić w rozwoju etap paprania jedzeniem wink.
          Gwałtowne przejście od stanu: "łyżka jest pod kontrolą mamy/babci"
          do "łyżka jest pod moją kontrolą" może być rzeczywiście zbyt
          gwałtowne. Tak jak radzą dziewczyny, rzeczywiście zastosuj etap
          pośredni typu 2 łyżeczki do miski młodej: jedna w twoim ręku, druga
          w jej. Operowanie łyżką, widelcem i nożem nam wydaje się łatwe -
          teraz, ale małej, jeśli nie miała dużo okazji do ćwiczeń, może się
          wydawać dość skomplikowane. Jeśli trzeba pozwól jej jeść rękami. I
          na pewno żadnych gróźb, krzyków czy nerwów.
    • mika_p Re: karmić - nie karmić 09.05.09, 21:31
      A czy są tylko dwie drogi? Albo futrowanie nieświadomego dziecka, albo złożenie
      całej sprawy na jego barki?
      Ja nie lubię robienia dziecku rewolucji w imię zasad, które nagle, znienacka,
      zaczynają obowiązywać.
      Możliwe, że dobrym wyjściem byłoby karmienie dziecka podczas rodzinnych
      posiłków. Dwie łyżki przy misce dziecka, jedna dla ciebie, druga dla córki.
      Karmić, nie zagadując, nie odwracając uwagi.
      • anja0123 Re: karmić - nie karmić 09.05.09, 22:34
        Popieram. Nie musisz z jedzenia robic pola walki i wpychac na sile,
        ale tez nie przesadzaj w druga strone i nie kladz na barki
        dwuletnigo dziecka takiej odpowiedzialnosci! Takie male dzieci nie
        powinny byc odpowiedzialne za swoje zywienie, od tego maja rodzicow.
        Niech siada z Wami do stolu, niech ma swoje sztucce albo je reka,
        jak woli, a co jakis czas wsadzaj jej kes do buzi, jak nie
        protestuje. Niech to sie odbywa w milej atmosferze, nie zmuszaj jej
        do niczego.
      • gdzie-idziesz Re: karmić - nie karmić 09.05.09, 23:04
        Zgadzam się z Tobą. Problem jest w tym, że ona bez scen nie da się nakarmić,
        nawet podczas sympatycznego rodzinnego posiłku. Mało tego jeśli bym zaczęła jeść
        z JEJ talerza to zrobiłaby mi kolejną awanturę.
        • mika_p Re: karmić - nie karmić 10.05.09, 00:12
          Ty masz swój talerz tongue_out Druga łyżka przy jej talerzu, ta dla ciebie, ejst po to,
          żebyś mogła ją karmić z jej miski, a pierwsza dla niej.
          Wiesz, problem jest jeszcze w tym, że twoja córka najprawdopodobniej nie ma
          odpowiedniej techniki, która umożliwiłaby jej najedzenie się. Jeśli dotąd była
          karmiona, to nie umie sama nabrać łyżką/nabić na widelec i przenieść do buzi. A
          to ejst frustrujące, jeśli cżłowiek jest głodny.
          Pomagaj. Nabij na widelec, nałóż na łyżkę. Jeśli potrafisz, karm na dwie ręce,
          siebie i ją, na zasadzie "otwieramy buzie".
          Oczywiście, że robi sceny. Przyzwyczajona jest do innego rytuału. I głodna.
      • ga-ti Re: karmić - nie karmić 10.05.09, 09:58
        mika_p napisała:
        > Możliwe, że dobrym wyjściem byłoby karmienie dziecka podczas rodzinnych
        > posiłków. Dwie łyżki przy misce dziecka, jedna dla ciebie, druga dla córki.
        > Karmić, nie zagadując, nie odwracając uwagi.
        >
        Zgadzam się, my tak robimy, jemy na 2 łyżki/widelce. Tego też uczyłam babcię, jak pilnowała starszego syna. Udało się. (choc miewała wybryki i sadzała go przed telewizorem na reklamy, ale już jej wybaczyłam, w końcu ona też chciała jak najlepiej dla wnuka-żeby nie był głodny). Moja niunia troche nie radzi sobie z łyżeczką, za to uwielbia widelec, a i tak najlepiej idzie jej jedzenie łapkami.
        A może karmcie sie nawzajem, Ty ją, ona Ciebie?
        "Robocze" ubranie, duuużo cierpliwości i smacznego!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka