Dziewczyny prosiły mnie o dalsze relacjonowanie, więc w skrócie napiszę o
moich dzisiejszych przygodach w kancelarii parafialnej
Przyjechałam z aktem w kilku kopiach, odpisem aktu chrztu i dwoma świadkami.
Wcześniej gadałam z księdzem i kazał przyjść w określonych godzinach do
kancelarii (mówiłam, o co chodzi).
Po przyjściu okazało się, że:
- on nie pamięta, żebyśmy się umawiali
- w ogóle pierwszy raz mnie na oczy widzi
- mam jechać do parafii, gdzie byłam chrzczona (już wcześniej o tym gadaliśmy,
jest to niezgodne z instrukcją episkopatu w spr. apostazji)
- a w ogóle po co mi to?
Następnie przez niemal godzinę trwała niemal szarpanina (wyrzucał świadków z
pokoju, kiedy mu wręczałam grzecznie akt z prośbą o przyjęcie, to odrzucał jak
gorący kartofel). Mówił do mnie uparcie na "ty" pobłażliwym tonem - zwróciłam
mu uwagę i zapytałam, czy w związku z tym też mam go tykać?
Przez jakiś czas byłam z nim sama i sobie podyskutowaliśmy (świadkowie
wszystko słyszeli za drzwiami, podobnie jak inni ludzie w poczekalni i mówili,
że dobrze sobie radziłam), chyba kilkanaście razy próbowałam mu wręczyć pismo
- "nie, ja nie chcę, niech to pani zabiera, ja to na pewno zgubię! To nie do
mnie!"
Pytam go, czy może chce skserować mój odpis aktu chrztu chociaż. "Nie mam
ksero!" krzyknął, zanim jeszcze skończyłam zdanie.
Potem zawołałam świadków, podpisali przy nim akty i zaczęła się jazda od
początku. Świadkową miałam genialną, dziewczyna już przy niejednym akcie
uczestniczyła i nie takie rzeczy widziała

Zna ludzi w kurii, którzy zajmują
się tymi rzeczami i kiedy ksiądz okazuje się "niekompatybilny", czyli robi
problemy, po prostu się to zgłasza do jego zwierzchnika i problem znika.
Okazało się, że ksiądz w ogóle nie zna instrukcji episkopatu, kiedy świadkowie
próbowali mu dać kopię instrukcji, prawie apopleksji dostawał. Ciągle nam
wchodził w słowo, przerywał i powtarzał w kółko to samo, zresztą my też

a
dziewczyna go zmiotła na miazgę argumentami. Podaje mu określone punkty z
instrukcji, a gość przerywa jej w pół słowa, krzyczy, no jakby go sam diabeł
atakował

Niestety nasze spostrzeżenia są takie, że ksiądz za przeproszeniem prosty jest
jak konstrukcja cepa, miał problemy z wysławianiem się i konstruowaniem zdań
(chwilami nie wiedziałam, o czym mówi) i przykre to, że człowiek na tak niskim
poziomie kultury jest duszpasterzem.
Skończyło się na tym, że mam przyjść za tydzień (znów muszę wziąć wolne..), bo
aktu nie dało mu się wręczyć (nie dałby mi potwierdzenia przyjęcia).
Czuję się, jakbym usiłowała się wypisać z jakiejś sekty, no jak pragnę fiknąć.
Będę informować na bieżąco, przyznajcie, że to normalnie jak film sensacyjny