Niektorym pewnie moj problem wyda sie glupi, ale dla mnie jest to
dylemat wszechczasow.
Zawsze uwazalam, ze jesli jest taka mozliwosc to male dziecko
powinno byc wychowywane przez rodzicow. Maz ma wlasna firme i
zarabial wielokrotnie wiecej niz ja, wiec jak zaszlam w ciaze
uznalam za oczywiste, ze po macierzynskim pojde na wychowawczy.
Uwielbialam swoja prace, ale okazalo sie ze w roli kury domowej jest
mi rownie dobrze

Planowalam zostac z corka co najmniej rok i
pozniej isc do pracy na pol etatu, ewentualnie rozpoczac wlasna
dzialalnosc.
Moje plany zaburzyl niedawno telefon z firmy z propozycja pracy na
zupelnie nowym dla mnie stanowisku. Czyli super okazja zeby nauczyc
sie czegos nowego, ktora na pewno wiecej sie nie powtorzy, bo
przeciez w "obcej" firmie nie zatrudnia mnie na stanowisku, na ktore
nie mam zadnych kwalifikacji. Mialabym zaczac jak corka bedzie miala
9 miesiecy na pol etatu i po 3 miesiacach przejsc na 3/4 etatu.
No i mam dylemat... Z jednej strony super okazja, ktora strasznie
zal mi odpuscic, a z drugiej strony jak patrze na moja corke to zal
mi jeszcze bardziej. Dodatkowo myslac, ze nie wroce na razie do
pracy pozapisywalam sie na rozne zajecia, w sumie 10 godzin
tygodniowo (corka jest wtedy z mezem) i gdybym wrocila do pracy
pewnie bym z tych zajec zrezygnowala, bo to juz by bylo w sumie za
duzo, a tego tez nie chce. Gdyby corka mogla zostawac na dluzej z
mezem to bym ta prace wziela, ale nie ma takiej mozliwosci.
Wlasciwie podczas pisania tego posta duzo mi sie w glowie poukladalo
i chyba juz podjelam decyzje

Jestem teraz szczesliwa to nie ma co
kombinowac - bo moze bede bardziej szczesliwa, ale moze wcale.
Napiszcie jednak - czy gdybyscie nie mialy przymusu finansowego i
dobrze czulybyscie sie w domu z dzieckiem to wrocilybyscie do pracy
po 9 miesiacach w imie przezycia nowego wyzwania i zdobycia nowych
umiejetnosci?