nie lubię obcych zwierząt. a najbardziej nie lubię obcych zwierząt w moim
domu. zwlaszcza duzych

tesciowa zawitała z malżonkiem zeby poznać wnuczkę. przybyli z owczarkiem.
generalnie psa lubię, ale nie u siebie. nie, kiedy oblizuje mi naczynia w
otwartej właśnie zmywarce (czyste), roznosi siersc po umytej wlasnei podlodze,
macha ogonem nad ciastem na stoliku do kawy, albo wpada w ten stolik i zbija
talerzyk od najładniejszego kompletu.
chyba ze trzy razy powtorzylam psu "wyjdz z kuchni" oraz spytałam męża w
obecności teściowej, czy wymyślił już sposób na zagrodzenie schodów, tak aby
pies nie wchodził do góry - ostatnim razem pies wskoczył synowi, a potem nam
do łózka, a waży sporo i jest wielki, poza tym to obrzydliwe, bo ja w łózku
karmię, no i mam wykładzinę z której tą pieprzoną sierść trzeba potem wyciągać
odkurzaczem. Fuuuuj. Teściowa na pytanie o schody powiedziała, ze ona w dzień
przypilnuje, na co ja odpowiedziałam, że mnei głownie chodzi o noc.
W czasie obiadu pies biegał i wąchał talerze. Mąż zawołał go i kazał mu leżeć,
wiec pies sie polozyl, na co mąż do mnie: "zobacz jaki to grzeczny pies". Na
co ja: "nie kwestionuje, że to grzeczny pies, ja tylko mam swoje zdanie na
temat obecności obcego psa w domu gdzie jest noworodek".
No i teściową miałam z głowy, bo zarzuciła focha i do końca się do mnie nie
odezwała
Wredna jestem?