Dodaj do ulubionych

pies i noworodek

26.10.09, 15:10
nie lubię obcych zwierząt. a najbardziej nie lubię obcych zwierząt w moim
domu. zwlaszcza duzychuncertain
tesciowa zawitała z malżonkiem zeby poznać wnuczkę. przybyli z owczarkiem.
generalnie psa lubię, ale nie u siebie. nie, kiedy oblizuje mi naczynia w
otwartej właśnie zmywarce (czyste), roznosi siersc po umytej wlasnei podlodze,
macha ogonem nad ciastem na stoliku do kawy, albo wpada w ten stolik i zbija
talerzyk od najładniejszego kompletu.
chyba ze trzy razy powtorzylam psu "wyjdz z kuchni" oraz spytałam męża w
obecności teściowej, czy wymyślił już sposób na zagrodzenie schodów, tak aby
pies nie wchodził do góry - ostatnim razem pies wskoczył synowi, a potem nam
do łózka, a waży sporo i jest wielki, poza tym to obrzydliwe, bo ja w łózku
karmię, no i mam wykładzinę z której tą pieprzoną sierść trzeba potem wyciągać
odkurzaczem. Fuuuuj. Teściowa na pytanie o schody powiedziała, ze ona w dzień
przypilnuje, na co ja odpowiedziałam, że mnei głownie chodzi o noc.
W czasie obiadu pies biegał i wąchał talerze. Mąż zawołał go i kazał mu leżeć,
wiec pies sie polozyl, na co mąż do mnie: "zobacz jaki to grzeczny pies". Na
co ja: "nie kwestionuje, że to grzeczny pies, ja tylko mam swoje zdanie na
temat obecności obcego psa w domu gdzie jest noworodek".
No i teściową miałam z głowy, bo zarzuciła focha i do końca się do mnie nie
odezwałasmile
Wredna jestem?
Obserwuj wątek
    • czar_bajry Re: pies i noworodek 26.10.09, 15:13
      Nie nie jesteś wredna, teściowa mogła pomyśleć zanim złożyła Wam wizytę wraz z psemtongue_out
      Rozumiem że to była kilkudniowa wizytacjasmirk ale mogła na ten czas jakąś opiekę dla pupila znaleźć.
    • babcia47 Re: pies i noworodek 26.10.09, 15:15
      nie nie jesteś wredna, bo choć lubię psy i nie brzydze się ich, to
      do cudzego domu, gdzie jest małe niemowlę, bym go nie zabrała. Nie
      zabrałabym zadnego zwiarzaka do cudzego domu jezeli on nie dostanie
      specjalnego zaproszenia od gospodarzy, a jak sadze Ty psa
      nie "zapraszałaś"
      • mgd3 Re: pies i noworodek 26.10.09, 23:02
        babcia47 napisała:

        > nie nie jesteś wredna, bo choć lubię psy i nie brzydze się ich, to
        > do cudzego domu, gdzie jest małe niemowlę, bym go nie zabrała.

        Hm. A to już zależy od relacji. Bo nie dla każdego dom własnego syna to 'cudzy
        dom'. Gdyby moja matka z jakiegoś powodu przyjechała z psem to raczej nie
        miałabym pretensji. Zwłaszcza, że jak rozumiem - to jest dom i gospodarze mogli
        zorganizować jakiś kawałek ogrodzenia na schody, żeby pies nie wchodził na górę uncertain
        • mgd3 Re: pies i noworodek 26.10.09, 23:06
          Poza tym, skoro nie byli z psem pierwszy raz - to raczej można się było
          spodziewać, że z nim przyjadą. I można było np. poprosić męża żeby poinformował
          rodziców, że pies nie będzie mile widziany. A nie jakieś obrażone uwagi po
          przyjeździe.
          • shellerka Re: pies i noworodek 27.10.09, 08:53
            ależ zostali poinformowani - zarówno małżonek, jak i teściowa o tym, że pies nie
            jest mile widziany.
            • mgd3 Re: pies i noworodek 27.10.09, 09:32
              hm. Pewnie i mąż i teściowa są ludźmi 'kochającymi psy'. i to w stopniu 'kochany
              pies niech robi co mu się podoba', bo akurat owczarki się wyjątkowo łatwo układa
              - więc jak się zachowuje tak jak opisywałaś to musi być totalnie rozpieszczony. smile
              No a tacy ludzie - raczej nie zrozumieją, że można nie lubić psów i mieć coś
              przeciwko nim i są nastawieni, że na pewno w końcu się przekonasz big_grin
              Wiem z własnego doświadczenia - mój mąż horredalnie boi się psów. I jak musiał
              nagle zamieszkać w jednym domu z rotwailerką to zdecydownanie miał problem. A
              cała rodzina reagowała - no przestań panikować przecież nic ci nie zrobi. Pies
              też rozpieszczony - więc krzyki, że nie wolno na niego szczekać i warczeć
              powodowały tylko że pies się obrażał. big_grin Parę m-cy trwało aż się oswoił. Tzn.
              mąż - bo pies szybciej.
        • babcia47 Re: pies i noworodek 26.10.09, 23:14
          Bo nie dla każdego dom własnego syna to 'cudzy
          > dom'.
          to jest czepianie sie słówek..dom syna jest też domem synowej i
          oboje mają prawo wyrazić zgodę lub nie i to niezaleznie od tego, że
          w domu jest niemowlak, który na codzień z psami nie przebywa..gdy
          syn czy córrka mieszka z swoim partnerem/męzem to automatycznie
          staje się on "cudzym" a nie takim w którym mozna robić co sie zywnie
          podoba i do którego mozna wg własnego widzimisię przywozić
          zwierzaki..
          Zwłaszcza, że jak rozumiem - to jest dom i gospodarze mogli
          > zorganizować jakiś kawałek ogrodzenia na schody, żeby pies nie
          wchodził na górę
          > uncertain
          z tego co pisała shellerka problem nie leżał jedynie w wchodzeniu
          psa na góre a jego wszedobykskośc i zachowanie, które budziły
          obrzydzenie w gospodyni i niepokój o dziecko..ja sie nie dziwie, bo
          pewnie pies wychodził na dwór za potrzeba, butów nie ubierał, nikt
          mu łap nie dezynfekował a wwiem ile pies potrafi nanieść tego w cco
          wdepnął do domu..i jak łatwo roznieść na swoich kapciach po całym
          domu..moim zdaniem przywożenie psa, a juz szczególnie dużego do domu
          gdzie jest niemowlę to przegięcie, szcególnie, jeżeli nie zostało to
          wcześniej uzgodnione i zaakceptowane przez oboje gospodarzy
          • mgd3 Re: pies i noworodek 26.10.09, 23:26
            babcia47 napisała:

            > Bo nie dla każdego dom własnego syna to 'cudzy
            > > dom'.
            > to jest czepianie sie słówek..dom syna jest też domem synowej i
            > oboje mają prawo wyrazić zgodę lub nie

            Źle się wyraziłam - jakby przyjechali moi teściowie - to też bym nie uważała ich
            za osoby obce smile Dla mnie rodzina to rodzina - może się zjawiać nieformalnie - i
            o ile chce - z psem.

            Sama w danej chwili mieszkam z niemowlakiem u rodziców - gdzie w domu jest duży
            pies, i pomimo tego, że po urodzeniu miałam totalną obsesję na punkcie zarazków
            itp, to pies mi jakoś nie przeszkadza smile Fakt - na piętro ma zakaz wstępu.
            Sądzę, że to zależy jednak od nastawienia do psa a nie od poziomu jego brudzenia.
            • iwoniaw A widzisz różnicę 26.10.09, 23:37
              pomiędzy mieszkaniem z dzieckiem u kogoś kto ma psa, a przyjeżdżaniem
              do kogoś, kto ma malutkie dziecko z psem niezapraszanym przez gospodarzy?
              Owszem, stopień brudzenia ma tu drugorzędne znaczenie (choć psy generalnie zbyt
              higieniczne, w odróżnieniu od kotów np., nie są i w dodatku śmierdzą i zapach
              się przenosi na wszelkie tapicerki, zasłony i dywany)
              • bogoosia Re: A widzisz różnicę 27.10.09, 09:18
                iwoniaw napisała:

                >cryingchoć psy generalnie zbyt
                > higieniczne, w odróżnieniu od kotów

                tak, tak, koty są wyjątkowo higieniczne - myją sobie wszystko,
                łapkami po brudnym piachu łażą wszędzie (bo trudniej niż psa nauczyć
                kota niewchodzenia na łóżko)... dziwne też, że po zadrapaniu lub
                ugryzieniu przez kota rany się źle goją (a psa slina
                ponoć "dezynfekuje") - właśnie z powodu ogromnych ilośći bakterii...
                ale ok, bo ubłoconych nóżek nie ma i jest wylizany...
                • bogoosia Re: A widzisz różnicę 27.10.09, 09:23
                  no nie śmierdzi, to fakt wink
                • mgd3 Re: A widzisz różnicę 27.10.09, 09:25
                  Eh. to zawsze zależy od tego czy sie lubi psy czy koty. wink
                  Dlatego starałam się wyobrazić co bym zrobiła jakby tak teściowie przyszli na
                  wizytę z kotem... I generalnie i tak bym miała podejście - no trudno, niech
                  przyjeżdżają z tym cholernym sierściuchem. wink
                  • bogoosia Re: A widzisz różnicę 27.10.09, 09:32
                    pewnie tak, ja mam 2 koty, bo nie mam domu... lubię jedne i drugie,
                    ale żadnego bym komuśnie sprowadzała, a już do dzieciaka to by mi
                    przez myśl nie przeszło... jakbym nie miała co zrobić,
                    przyjechałabym na chwilę... nawet, jak pies byłby dobrze ułożony...
                    ale też mi to jakoś nie bardzo...
                    • babcia47 Re: A widzisz różnicę 27.10.09, 11:30
                      ja mam dwa psy ww tym wilczycę, które wychodzą tylko na nasz ogród i
                      trzy koty i wiem co piszę..pies potrafi nanieść sporo brudu, błota
                      nie tylko na łapach, których nie wylizuje jak kot, ale tez na
                      sierści brzucha, wdepnąć we własne i cudze odchody, co kotom się nie
                      zdarza, "sieje" bez porównania więcej sierści a teraz jest okres
                      kolejnego linienia przy jesiennym ochłodzeniu, bywają niezgrabne i
                      nie trzeba z ich strony agresji, by zrobiły dziecku krzywdę..kot
                      jezeli drapnie dziecko, to delikatnie by skarcić i powstrzymać
                      malucha gdy jest wyraźnie zaczepiany, ciągnięty za ogon lub
                      sierść..najczęściej koty po prostu oddalają się na bezpieczną
                      odległość..Gdy wnuczek do nas przyjeżdżał psy wedrowały do duzej
                      jasnej piwnicy, mimo, ze mam duzy dom.. koty pozostawały w
                      mieszkaniu i robiły za atrakcję, psy potrafiły mocno wnuka
                      wystraszyc, gdy nagle podnosiły jazgot np. słysząc dzwonek do drzwi.
                      Moja poprzednia wilczyca i jeden z kotów jeździli z nami "w gości"
                      czasem, nawet do znajomych lub rodziny, którzy mieli małe dzieci ale
                      zawsze!!! na wyraźne ich zaproszenie, tam gdzie były na to warunki a
                      na kota czekało nawet pudełko z piaskiem..ja przez cały pobyt czułam
                      się odpowiedzialna za zachowanie swoich zwierzaków i nie wyobrazam
                      sobie dopuszczania do takich zachowań jakie opisała shellerka
                      • bogoosia babciu47 27.10.09, 12:27
                        babcia47 napisała:

                        >pies potrafi nanieść sporo brudu, błota
                        > nie tylko na łapach, których nie wylizuje jak kot, ale tez na
                        > sierści brzucha, wdepnąć we własne i cudze odchody, co kotom się
                        nie
                        > zdarza

                        to moje koty wyjątkowe, bo im się zdarza we własną kupę w kuwecie
                        wdepnąć, rzadko, ale się zdarza... a nim się wyliżą (często na
                        łóżku), to jednak rozniosą... czasem jakiś zabłakany bobek się wala
                        na ziemi, bo akurat kot zgubiła w przedpokoju, anie w kuwecie...
                        cud, że jeszcze nikt w to nie zdepnął...

                        "sieje" bez porównania więcej sierści a teraz jest okres
                        > kolejnego linienia przy jesiennym ochłodzeniu...

                        z mojego kota jednego nic nie wychodzi, a z drugiego wychodzi mimo
                        ciągłego czesania "garściami"... pełno w całym domu kłebków kurzu i
                        włosów kocich, pełno śierści, po zabawach i biciu się kotów... ale
                        faktycznie błota nie przynoszą...

                        >kot jezeli drapnie dziecko, to delikatnie by skarcić i powstrzymać
                        > malucha gdy jest wyraźnie zaczepiany, ciągnięty za ogon lub
                        > sierść..

                        moje uciekają, a jedna próba skarcenia dziecka skończyła się
                        skarceniem kota, który od tej pory wie, że nie wolno... ale znam
                        przypadki kotów agresywnych (sztuk 3, co jest wyjątkiem od reguły),
                        które po porstu się broniły, gdy podchodziło dziecko waląc łapą z
                        pazurami gdzie popadło (bo akurat siedział na kanapie w zasięgu ręki
                        roczniaka)- taki był m.in kot moich teściów (drapał teżteściową,
                        teścia, każdego, kto go próbował głaskać), dopóki żył nie
                        zostawiałam tam dziecka... ale zgodzę się, że koty najczęściej
                        trzymają bezpieczną odległość...

                        > psy potrafiły mocno wnuka
                        > wystraszyc, gdy nagle podnosiły jazgot np. słysząc dzwonek do
                        drzwi.


                        tego się bałam, bo rodzice mają 2 sznaucery olbrzymy i
                        jednąminiaturę - to wyjątkowo głośne psy, ale mój mały był, o dziwo,
                        totalnie niewzruszony na ich szczekanie... z ato bałam się, żę z
                        ciekawości np. wskoczą na wózek, by tam zajrzeć albo
                        będąsiędopominać o drapanie wielkąłapą, gdy akurat będęmiała małego
                        na kolanach... dlatego na podwórku był ciągle w wózku, karmiłam w
                        domu...
                        • babcia47 Re: babciu47 27.10.09, 13:10
                          > to moje koty wyjątkowe, bo im się zdarza we własną kupę w kuwecie
                          > wdepnąć, rzadko, ale się zdarza...
                          moje nie wdeptuja, bo kuweta sprzatana "na bieżąco", gdy wyczuja ze
                          jest brudna to nie wejda do niej tylko nabrudza obok na kafelkach..
                          przy tym dwa przewaznie po prostu korzystaja..z naszego kibelka..w
                          zamian klapa od sedesu musi byc ciągle podniesiona i czasem muszę
                          czekać w kolejce smile)) Trzeci, gdy zapach lub konsystencja piasku w
                          kuwecie mu nie pasuje, korzysta z małej umywalki w toalecie służacej
                          tylko do mycia rąk po skorzystaniu..toaleta z której korzystają jest
                          na parterze, sypialnie na piętrze, zamkniete w dzien i niedostępne
                          dla nich..nie ma siły, by zaniosły coś na łapach..nawiasem mówiąc
                          kott prawie nigdy nie narobi tam gdzie spi i je, czasem zarza się to
                          tylko malytkim kociakom lub gdy posciel jest b. nieswierza i tak
                          pachnie..wiekszośc małych kociaków, świezo zabranych z gniazda (nie
                          uczone, czasem dzikie), wędrowała do ubikacji i gdy nawet nie było
                          tam jeszce kuwety, to właśnie tam sie załatwiały chocby na szmacie
                          lub kafelkach, bo tam był odpowiedni "zapach". jeżeli koty śpia w
                          sypialni, to nabrudza w niej tylko wtedy, gdy nie moga wyjść,
                          otworzyć sobie drzwi, nie narrobią tez w kuchni jeżeli tam maja
                          podawane jedzenie..to moje długoletnie obserwacje a z kotami mam do
                          czynienia od dziecka, i prawie od początku mieszkaja tez w moim
                          domu..wczesniej dwa tez same nauczyły się korzystac z sedesu..nawet
                          widziałam, ze próbowały spuszczac wodęsurprised, tylko ja mam za 'ciężką"
                          spłuczke dla ich łapek
                          • bogoosia Re: babciu47 27.10.09, 16:38
                            babcia47 napisała:


                            > moje nie wdeptuja, bo kuweta sprzatana "na bieżąco", gdy wyczuja
                            ze
                            > jest brudna to nie wejda do niej tylko nabrudza obok na
                            kafelkach..

                            ja sprzątam na bieżąco, ale czasem robią, jak mnie nie ma i wtedy
                            klapa, widoczne wdepnięcie zdarzyło się ze dwa razy (ślady) a ile
                            razy rozniosły to na nóżkach bez śladów (dotykają żwirku, który
                            wcześniej miał kontakt z kupą) - nie wiem... jeden robi zawsze na
                            podłogę kupę, a sika do kuwety - tak ma, ale to wina traumy przed
                            przyniesieniem (starcił oko)... kiedyś robił do wanny, od czasu
                            zmiany mieszkania, łazienka jest zamykana...

                            zamykam pokój dzieci, ale do naszej sypialni drzwi nie mogę zamknąć,
                            bo jeden kot, bardzo lękliwy tam się pod łóżkiem chowa...

                            > nie narrobią tez w kuchni jeżeli tam maja
                            > podawane jedzenie..

                            ślepy raz zrobił do zlewu w kuchni, tuż przy swoim żarciu, jak się
                            przeprowadziliśmy i miał zamkniętą łazienkę i nie mógł do wanny (jak
                            ktoś nie zamknie łazienki, do tej pory chętnie wybiera wannę) -
                            myślałam, że zejdę.... nie dałabym rady, gdyby koty robiły mi do
                            umywalki - kot teściów tak robi... słyszałam o robieniu do kibla,
                            ale jakoś nie wiedziałam, jak nauczyć...


                            ależ apetyczna dyskusja nam się wywiązała, no mniam... wink
                            • babcia47 Re: babciu47 27.10.09, 18:20
                              ale czasem robią, jak mnie nie ma i wtedy
                              > klapa, widoczne wdepnięcie zdarzyło się ze dwa razy (ślady) a ile
                              > razy rozniosły to na nóżkach bez śladów (dotykają żwirku, który
                              > wcześniej miał kontakt z kupą) - nie wiem...
                              ...uzywamy żwirku zbrylającego, jak zakopują to w nim tak dokładnie
                              obtoczą, nawet luźną, że nawet człowiek, by nie rozniósł, gdyby
                              wdepnął a kuweta w formie skrzynki z bokami i daszkiem i tylko
                              niedużym otworem do wchodzenia, praktyczne, bo nie porozrzucają przy
                              zagrzebywaniu, dosprzatania zdejmuje sie górną połowę, kiedyś, gdy
                              miałam jednego kota, uzywałam wysokiej miski do prania z nieco
                              wypukłym dnem, nieczystosci zbierały sie przy sciankach a kot
                              wychodził "czysta łapą", muta była zaraz po skorzystaniu..ale przy
                              trzech ten numer nie przejdzie
                              nie dałabym rady, gdyby koty robiły mi do
                              > umywalki
                              tylko siusiu, tak, ze jak nie przyuważę to nawet nie wiem, a
                              umuwalki nie zatykam, nie traktuje jej jak miski, tylko myje ręce
                              pod strumieniem, czasem przepłuczę tam bod bieżąca woda szmatkę do
                              kurzu, nabiore wody z kranu do mycia podłogi, umywaleczka malutka
                              > ale jakoś nie wiedziałam, jak nauczyć...
                              same sie nauczyły chyba z obserwacji, w sumie cztery z siedmiu,
                              które były i są dotychczas
                              > ależ apetyczna dyskusja nam się wywiązała, no mniam... wink
                              nom..wink
                              • bogoosia Re: babciu47 27.10.09, 18:44
                                babcia47 napisała:

                                > ...uzywamy żwirku zbrylającego, jak zakopują to w nim tak
                                dokładnie
                                > obtoczą, nawet luźną, że nawet człowiek, by nie rozniósł, gdyby
                                > wdepnął

                                ja też zbrylającego, ale jak to wszytko tam w tym żwirku, to nie
                                wierzę w czystość idealną, nawet jak wybieram wszystko ładnie
                                otoczone... poza tym liżą się całe, łażą wszędzie itd... no ale moż
                                edlatego też moje dzieciaki nie są alergikami i nie chorują -
                                mająkontakt z sierścią od małego i kontakt z bakteriami... ogólnie
                                żyjemy i się dobrze mamy wink

                                > a kuweta w formie skrzynki z bokami i daszkiem i tylko
                                > niedużym otworem do wchodzenia, praktyczne, bo nie porozrzucają
                                przy
                                > zagrzebywaniu, dosprzatania zdejmuje sie górną połowę

                                na moje spaśluny kastrowane, to byłaby jakaś megakuweta z tych
                                zadaszonych, a ja w kibelku mało miejsca mam... akurat taką
                                trójkątną w sam róg...
                                • babcia47 Re: babciu47 27.10.09, 19:04
                                  no ale moż
                                  > edlatego też moje dzieciaki nie są alergikami i nie chorują -
                                  > mająkontakt z sierścią od małego i kontakt z bakteriami... ogólnie
                                  > żyjemy i się dobrze mamy wink
                                  mój syn alergik, i mama (antykociara i wogóle zwierzaki jak dla niej
                                  to tylko do jedzenia lub uzytkowe) liczyła, że w testach wyjdzie, że
                                  na sierść i sline psów i kotów ..a tu zonk..kotka jest zreszta tego
                                  syna własnie, nawet razem ponad rok studiowali, podróżowali po całej
                                  Polsce, zanim nie zmienił stancji..teraz w domu rezyduje..i chyba
                                  juz jej nie oddam a ona się nie da, dwa starsze kocury to grubaśne
                                  kastraty, szczególnie jeden żarłok po przejsciach (znaleźliśmy
                                  prawie zagłodzonego) ale w skrzynkowej kuwecie się mieszczą, kota,
                                  jak to dziewczyna, dba o linię smile
                      • chalsia Re: A widzisz różnicę 27.10.09, 23:50
                        > ja mam dwa psy ww tym wilczycę, które wychodzą tylko na nasz ogród i
                        > trzy koty i wiem co piszę..pies potrafi nanieść sporo brudu, błota
                        > nie tylko na łapach,

                        wystarczy psu wytrzeć brzuch i łapy przed wejściem do domu i po kłopocie

                        > sierści brzucha, wdepnąć we własne i cudze odchody,

                        ja tam zbieram codziennie psie kupy z ogrodu, więc nie ma w co wdepnąć

                        > mieszkaniu i robiły za atrakcję, psy potrafiły mocno wnuka
                        > wystraszyc, gdy nagle podnosiły jazgot np. słysząc dzwonek do drzwi.

                        moje psy nigdy nie jazgotały na dzwonek do drzwi, oczywiście są rasy (zwłaszca
                        małe), które mają do tego skłonnośc, ale tego się da oduczyć.

                        Jak widzisz - to tylko kwestia organizacji i woli by rozwiązać problem.

                        Aaaa, normalny pies, zwłaszcza przyzwyczajony do dzieci z reguły zrobi to samo
                        co kot, czyli postraszy naprzykrzające się czy nie delikatne dziecko.
                • a.nancy Re: A widzisz różnicę 27.10.09, 15:59
                  > a psa slina
                  > ponoć "dezynfekuje"

                  to akurat mit jest smile
                  • bogoosia Re: A widzisz różnicę 27.10.09, 16:40
                    uff, dobrze, że napisałam "ponoć" wink
          • chalsia Re: pies i noworodek 26.10.09, 23:50
            > pewnie pies wychodził na dwór za potrzeba, butów nie ubierał, nikt
            > mu łap nie dezynfekował a wwiem ile pies potrafi nanieść tego w cco
            > wdepnął do domu..i jak łatwo roznieść na swoich kapciach po całym

            eeeeee tam, przesada - przy noworodku nie trzeba ani butów ani łap dezynfekować,
            i jakoś nie widzę w domu materiału naniesionego przez psie łapy z zewnatrz (w
            związku z czym nie ma się co na kapciach roznosić). Noworodek nie pełza po podłodze.
            Tesciowie tez przyjechali na pierwszą wizytę z psem (mniejszym - to fakt, za to
            w ogóle nie ułożonym) - wiem, że nie mieli co z psem na kilka dni zrobić. Po
            prostu się drzwi do pokoju dziecinnego zamykało (ani do pomieszczeń, w których
            nie chciałabym by był pies), a w salonie dziecko było trzymane poza zasięgiem psa.

            Aczkolwiek, jesli autorka postu psów nie lubi, to niech ma pretensje do MĘŻA, że
            nie założył barierek na drzwi/schody.
      • a.nancy Re: pies i noworodek 27.10.09, 15:56
        babcia47 napisała:

        > nie nie jesteś wredna, bo choć lubię psy i nie brzydze się ich, to
        > do cudzego domu, gdzie jest małe niemowlę, bym go nie zabrała. Nie
        > zabrałabym zadnego zwiarzaka do cudzego domu jezeli on nie dostanie
        > specjalnego zaproszenia od gospodarzy, a jak sadze Ty psa
        > nie "zapraszałaś"

        zgadzam się w 100%
        dodam, pomimo, ze mam wielkiego psa oraz niemowlaka, który dopiero co był
        noworodkiem, a o bliskości relacji między tymi dwojgiem nie będę pisać na forum,
        bo zostanę okrzyczana wyrodną matką i patologią wink
    • w_miare_normalna Re: pies i noworodek 26.10.09, 21:09
      znając mój charakter nie wpuściłabym teściowej w ogóle do domu smile
      • peggy1 Re: pies i noworodek 26.10.09, 21:17
        no chyba by mi nie przyszlo do glowy jechac do kogos kto ma noworodka ze
        zwierzakami ;/

        chociaz syn jak byl noworodkiem wyjscia nie mial i mieszkal razem z ogromnym
        psem, swinka morska i krolikiem ;p Teraz zawitały do nas dwa koty smile Ale to
        nasze zwierzeta, a czyjes...

        JA ze swoja menazerią jeżdze do moich rodzcow. Wcześniej pytam czy nie maja nic
        przeciwko. Jak ich sunia byla po zabiegu zorganizowalam opieke do zwierzakow wink
        • peggy1 Re: pies i noworodek 26.10.09, 21:18
          *...a nie czyjes

          mialo być smile
        • bogoosia Re: pies i noworodek 27.10.09, 09:30
          peggy1 napisała:

          > no chyba by mi nie przyszlo do glowy jechac do kogos kto ma
          noworodka ze
          > zwierzakami ;/


          właśnie!


          > chociaz syn jak byl noworodkiem wyjscia nie mial i mieszkal razem
          z ogromnym
          > psem, swinka morska i krolikiem ;p Teraz zawitały do nas dwa
          koty smile Ale to
          > nasze zwierzeta, a czyjes...

          jak mały miał dwa m-ce, to byłam 2 tyg. u rodziców, a mają 4 psy i
          2 koty... nawet ze dwa razy wywalałam z łóżka, gdzie spałam z
          dzieckiem kota i małego psa, bo ktoś drzwi nie zamknął... raczej
          higienistką jestem, ale co miałam zrobić? wystrzelać zwierzaki? nie
          jechać? szkoda mi było lata, pogody... a starszy syn z tymi psami
          uwielbia się bawić... najbardziej to starszego syna musiałam
          pilnować, żeby czystymi rękami brata dotykał - a ściska go i
          przytula co chwila...
    • iwoniaw Oczywiście, że jesteś wredna 26.10.09, 23:31
      i bardzo dobrze, bo akurat w tej sytuacji należy być, a nie pozwalać sobie na
      głowę wchodzić i narażać swój komfort i higienę noworodka.

      Trzeba być kompletnie bezmyślnym egoistą, żeby bez wyraźnego zaproszenia
      przychodzić do kogoś ze zwierzęciem, a już do domu z niemowlęciem... ble.

      Ja to jestem jeszcze wredniejsza, bo gdyby do mnie ktoś bez uprzedzenia i
      mojej zgody
      zjechał z psem, to by zwierz mego progu nie przekroczył.
      • embeel Re: Oczywiście, że jesteś wredna 27.10.09, 09:36
        nie jestes wredna.

        Chociaz ogolnie lubie psy, nie koniecznie musze tolerowac wizyty z wielkim
        psiskiem. pamietam, jak mieszkalismy jeszcze w miescie, ktore przyciagalo uwage
        , ciagle mielismy przemarsz odwiedzajacych nas osob. Co innego przyjaciele, ale
        kiedy wyjechalismy do Paryza nagle sie auktywnilo wiele "pociatkow" tzw.
        dalszych znajomych, ktorzy bardzo pragneli nas odwiedzic. No bo wikt i opierunek
        za darmo, a moj maz nikomu nie odnawial.
        Skonczylo sie, jak jedna ciotka - daleka kuzynka taty- chciala nas odwiedzic z
        wilczurem. tzn. przyjechac z nim samochodem z Polski, bo on sie stresuje, jak
        zostaje "na przechowanie" (mielismy niewielkie mieszkanie, na 5 pietrze z ciagle
        psujaca sie winda). W ogole nie widziala problemu. Pomijam fakt, ze to byl
        styczen, plucha i mloda miala 1,5 miesiaca. Nie bardzo tez wiem, jak sobie
        wyobrazala pobyt z psem na miejscu, ze niby on siedzi z nami w domu a ona
        zwiedza? a moze razem ida do Luwru? Ciocia do tej pory ma focha...

        wspolczuje bezmyslnej tesciowej, klakow i niepotrzebnych stresow. mam nadzieje,
        ze juz wyjechali.
        • shellerka Re: Oczywiście, że jesteś wredna 27.10.09, 12:37
          embeel! mój boże! czy twoja ciotka, to czasem nie moja teściowa?smile
          no właśnie problem polega na tym, ze ona mieszka kilkaset km od nas. dlatego
          musiała przenocować, tym bardziej że jej mąż to totalna ciapa jeśli chodzi o
          prowadzenie auta i trasa która nam zajmuje powiedzmy 3 godziny jemu zajmie 6.
          psa nie mają z kim zostawić - się nie dziwię - sama bym nie wzięła wilczura na
          przechowanie. ale moim zdaniem należy się liczyć z tym, że posiada się taki
          obowiązek i np. odczekać trochę dłuższy czas - powiedzmy miesiąc albo dwa i
          dopiero wtedy złożyć wizytę, a nie ładować się z kłakami do domu 3 tygodniowego
          dziecka.

          Co do kwestii dom syna domem teściowej - no nie wiem - moi rodzice tak naszego
          mieszkania nie traktują i ciężko mi sobie wyobrazić, że jadąc w odwiedziny do
          teściowej, która mieszka z drugim mężem zachowuję się tam i traktuję jej dom jak
          swój. Nie przesadzajmy. Serdeczność serdecznością, ale każdy ma prawo do
          prywatności i poczucia że w swoim domu rządzi on, a nie gość.
          • embeel Re: Oczywiście, że jesteś wredna 27.10.09, 13:42
            shellerka napisała:

            > embeel! mój boże! czy twoja ciotka, to czasem nie moja teściowa?smile

            ukryte wcielenie? big_grin

            co do stwierdzenia, ze dom syna domem tesciowej to tak, oczywiscie,
            o ile podstawy dobrego wychowania sa zachowane...


        • a.nancy Re: Oczywiście, że jesteś wredna 27.10.09, 16:05
          > Nie bardzo tez wiem, jak sobie
          > wyobrazala pobyt z psem na miejscu, ze niby on siedzi z nami w domu a ona
          > zwiedza? a moze razem ida do Luwru?

          o ile niechęć do ciotki z wilczurem rozumiem
          to jednak "jak on sobie wyobraża pobyt" to tak jakby... nie twoja sprawa. nie
          każdy musi łazić po Luwrach. zresztą, ja zwiedzałam zamki nad Loarą z psem
          większym od wilczura, dało się. mniemam, ze pies miał jeszcze więcej frajdy ode
          mnie, szczególnie we wnętrzach wink
          • embeel Re: Oczywiście, że jesteś wredna 27.10.09, 18:56

            >
            > o ile niechęć do ciotki z wilczurem rozumiem
            > to jednak "jak on sobie wyobraża pobyt" to tak jakby... nie twoja sprawa.

            sprawa moja, jesli spi pod moim dachem.
            • a.nancy Re: Oczywiście, że jesteś wredna 27.10.09, 19:50
              ale do Luwru nie musisz go prowadzać wink
              • embeel Re: Oczywiście, że jesteś wredna 28.10.09, 08:18
                no nie, ale wlasnie nie mam ochoty, zeby w tym czasie siedzial ze
                mna wink.
                Tym bardziej, ze miejskie warunki naprawde nie sprzyjaja trzymaniu
                takiego duzego zwierza, na trawniki nie wolno ich wyprowadzac, nie
                wszedzie sa specjalne miejsca-toalety. No i co to za frajda dla
                takiego zwierza, przyzwyczajonego do tego do wlasnego ogrodu, lazic
                w kolo bloku.

                • a.nancy Re: Oczywiście, że jesteś wredna 28.10.09, 09:37
                  embeel napisała:

                  > no nie, ale wlasnie nie mam ochoty, zeby w tym czasie siedzial ze
                  > mna wink.

                  takiej opcji w ogole nie zakladalam, jak ktos chce miec psa to niech ma, ale
                  niech nie zwala odpowiedzialnosci na innych. wymaganie, zebys siedziala z psem
                  podczas gdy ciocia sobie zwiedza, nawet mi przez mysl nie przeszlo. pies (czy
                  male dziecko, czy uotewer) to ograniczenia, i albo sie to wezmie na klate, albo
                  sie wybiera wolnosc i nie bierze zwierzaka na wakacje.
    • bogoosia Re: pies i noworodek 27.10.09, 09:21
      zachowali się beznadziejnie przyjeżdzając z psem do domu z
      noworodkiem, mimo uprzedzenia, że nikt psa nie chce...

      ale ja bym powiedziała wprost do teściowej grzecznie, zamiast
      komunikat walić do męża, ale tak żeby teściowa słyszała...

      a mąż (w uproszczeniu) to po stronie Twojej czy swojej mamusi? bo to
      najłatwiej, jakby on wiele rzeczy "mówił", skoro teściowa za Tobą
      nie przepada (tak wnioskuję), bo synka posłucha pewnie, a Ty się wg.
      niej czepiasz...
    • default Re: pies i noworodek 27.10.09, 09:47
      Z tego co piszesz to wynika, że problem jest z tym, że pies jest
      dość upierdliwy i raczej źle wychowany. Co jest męczące raczej dla
      Was niż dla noworodka, który raczej na tym etapie rozwoju ma to
      serdecznie w d.. smile Bo z samego faktu przebywania psa w domu gdzie
      jest niemowlę to bym kwestii nie robiła, te wszystkie wspominane w
      tym wątku zasady higieny są mocno przesadzone.
      Zamiast robić dziwne podchody i aluzje, powiedziałabym wprost do
      teściowej: "uspokój tego psa, niech się tak nie plącze pod nogami,
      bo sama widzisz, że wszystkim przeszkadza". I to wcale nie tonem
      awanturnym i z dziką pretensją, ale normalnie, a nawet może z lekkim
      współczuciem i rozbawieniem, że im się taki wiercipiętny egzemplarz
      trafił smile I na pewno teściowa nie "strzeliłaby focha". Nic tak
      człowieka nie rozjusza jak jadowite półgębkiem rzucane uwagi na
      boku - ja też bym się wkurzyła na jej miejscu. Co innego powiedzieć
      normalnie wprost.
      • babcia47 Re: pies i noworodek 27.10.09, 11:42
        Bo z samego faktu przebywania psa w domu gdzie
        > jest niemowlę to bym kwestii nie robiła, te wszystkie wspominane w
        > tym wątku zasady higieny są mocno przesadzone.
        zdziwiłabyś się gdzie mozna znaleźć psią sierśc, jeżeli pies duzy i
        macha ogonem podnosząc go wysoko albo bardzo energicznie..zresztą
        autorka pisze, ze majtał jej nad ciastem i kawą stojącą na ławie,
        przypadkiem można ją przenieść na ubraniu na rzeczy dziecka czy jego
        wyposażenie, wystarczy, że pies otrze się przechodząc, nawet gdy
        jest zadbany i regularnie czesany..
        • default Re: pies i noworodek 27.10.09, 12:27
          babcia47 napisała:

          >> zdziwiłabyś się gdzie mozna znaleźć psią sierśc, jeżeli pies duzy
          >i macha ogonem podnosząc go wysoko albo bardzo energicznie..zresztą
          > autorka pisze, ze majtał jej nad ciastem i kawą stojącą na ławie,
          > przypadkiem można ją przenieść na ubraniu na rzeczy dziecka czy >
          > jego wyposażenie, wystarczy, że pies otrze się przechodząc, nawet
          > gdy jest zadbany i regularnie czesany..

          No i co w związku z tym ? Wszyscy z dzieckiem na czele dostają
          natychmiastowo ciężkiej zarazy i padają trupem ? smile


          • embeel Re: pies i noworodek 27.10.09, 12:28
            >
            > No i co w związku z tym ? Wszyscy z dzieckiem na czele dostają
            > natychmiastowo ciężkiej zarazy i padają trupem ? smile

            zarazy nie, ale niekoniecznie moze to im odpowiadac.
            • default Re: pies i noworodek 27.10.09, 13:07
              Toteż dlatego napisałam, że należy zwrócić teściowej uwagę, żeby
              swojego pupilka trochę zdyscyplinowała, żeby się nie snuł wszędzie i
              nie wtykał ryja w talerze. Kwestionuję tylko niepotrzebne
              demonizowanie zagrożenia "bakteriologicznego" ze strony psa, co
              wiele osób tu podkreślało.
          • babcia47 Re: pies i noworodek 27.10.09, 13:21
            nie wiem czym Ty karmisz dziecko ale ja psiej sierści nie podaję..a
            mozna jej sporo znaleźć na obslinionych łapkach pchanych do buzi,
            trafi się na ścierce, gdy pies się o nią otrze obok niej
            przechodząc, na ręczniku, ubrankach przeniesiona przez mamę na
            ubraniu..nie sądze, że to odpowiednia dieta dla niemowlaka..wiem ile
            tego potrafi się "wysypac" szcególnie z duzego psa, nawet jak uda mu
            sie na chwile wpaść do mieszkania, jak to było u nas..przed
            przyjazdem wnuka mieszkanie było idealnie posprzątane, wystarczyło,
            ze wpadł na moment a co dopiero, gdy jest kilka dni..a pies czasem
            lubi się na dworze wytarzać w "dziwnych" pachnidłach lub ma kontakt
            z obcymi psami, niekoniecznie zdrowymi i czystymi
            • default Re: pies i noworodek 27.10.09, 13:37
              babcia47 napisała:

              > nie wiem czym Ty karmisz dziecko ale ja psiej sierści nie podaję..

              Ja już dziecka nie karmię, karmi się samo, bo ma 25 lat smile A
              wychowało się z wielkim wilczurem, bawiło się z nim, łaziło po nim,
              obejmowało, przytulało, ba! nawet czasem jedli razem np. parówkę
              albo bułkę na zasadzie "ty gryza i ja gryza" smile Potem były inne psy
              i koty, a jedyny wypadek zarażenia "miedzygatunkowego" wystąpił raz,
              kiedy nasza suka złapała od dziecka anginę smile
              • babcia47 Re: pies i noworodek 27.10.09, 14:25
                moje dzieci tez ponad 25 latsmile wychowane z kotami a później z
                wilczyca..ale to były "ich" zwierzaki z garniturem flory bakteryjnej
                oswajanej od początku i na szczęście młodzi byli juz w wieku, gdy
                obsierszczonych łapek do buzi się nie wkłada..a robią to nawet małe
                niemowlaki. Wiedziałam, ze są zdrowe i że nie nalezy dopuszczać do
                dzieci gdy np. suka wytarzała się na spacerze w psich "pachnidłach"
                lub rzadkim błotku zanim jej nie wykąpię..ale to ja i moje
                dzieci..rozumiem, ze sa osoby dla których włos w ustach to masakra i
                ostatnia obrzydliowość i właściciel zwierzaka zanim przywiezie go z
                wizyta, szczególnie gdzie jest mały niemowlak powinien wziąść to pod
                uwagę..szczególnie, ze nawet na prowincji mozna juz znaleźć hotele
                dla zwierzaków lub mozliwośc ich przechowania za opłatą np. w
                schroniskach..tyle chyba kochająca babcia moze zrobić dla swoich
                wnucząt
                • babcia47 Re: pies i noworodek 27.10.09, 14:31
                  ps. u nas również to zwierzaki zarażały się anginami od nas a nie na
                  odwrót, zwierzaki były zadbane i pod opieką weta..ale ja, jako małe
                  dziecko dorobiłam się robaków, zaraziłam się od psów właśnie
        • bogoosia Re: pies i noworodek 27.10.09, 12:35
          racja racja, a ja z kotów też mam sierść wszędzie (z psów nigdy7
          tyle nie miałam, no nie miałam afgana), łażą po łóżku, choć je
          gonię, więc roznoszą wszystko, na blat wskoczą, jak nie widzę (ślady
          łapek)malucha kładę na łózku, podłodze, kanapie - nawet jak kładę
          kocyk, to i tak wszystko się przenosi...
          dodam też, że koty domowe, które nie wychodzą, nie
          mająooksoplazmozy, mogą mieć robaki, bo przynosi się "toto" na
          butach, w moim mieście nikt kup psich nie sprząta...
          ogólnie zwierzaki w domu, to takie właśnie przyjemnośći...
          ja goniętak samo domowników, żeby np. na pościeli nie siadali w
          ubraniach, na których też mogą przynieść rózności przesiadując w
          miejscach publicznych... ale na kanapie siadają... potem ja też na
          tej kanapie usiądę w piżamie... nie da się no wink
          • babcia47 Re: pies i noworodek 27.10.09, 13:34
            mam z kotami do czynienia od dziecka, we własnym domu od poczatku,
            przeszłam kilka poronien i zawsze byłam po nich badana na choroby
            odzwierzęce, syn alergik był badany w czasie diagnozowania..żadnych
            chorób, choć przez kilkanaście lat miałam koty "wychodzace", syn nie
            ma alergii na koty i psy. Jezeli masz problem z sierścia u jednego z
            kotów poproś weta o tabletki..witaminy na skórę (nie znam nazwy ale
            kiedyś nasz zapisywał dla psów i jednego kota)..bardzo ładnie
            pomagają..z moich kotów sierści mam niewiele, jeden tylko gubi
            podsierstek w dużej ilosci w okresie linienia ale wystaczy zwykłe
            wyczesywanie i "wygłaskanie" go reka w wilgotnej gumowej
            rękawiczce..z tym, ze ja mam "dachowce" krótkowłose..jeden ma sierśc
            jak jedwab lśniąca i śliską..nawet przy wyczesywaniu gęstym
            grzebyczkiem niewiele siersci wyłazi. Gdy wyjechaliśmy a urlop i
            teśc zajmował sie zwierzakami, przy czym koty były w mieszkaniu a
            psy w piwnicy, to po dwóch tygodniach prawie nie miałam co
            sprzątac..a teśc oczywiście nie odkurzał, tylko je karmił, wymieniał
            piasek i wychodził z psami na ogród..za to w piwnicy były całe zwały
            siersci w legowisku i na schodach
        • shellerka Re: pies i noworodek 27.10.09, 12:39
          babciu dokładnie tak!
        • chalsia Re: pies i noworodek 27.10.09, 23:51
          > zdziwiłabyś się gdzie mozna znaleźć psią sierśc, jeżeli pies duzy i
          > macha ogonem podnosząc go wysoko albo bardzo energicznie..zresztą
          > autorka pisze, ze majtał jej nad ciastem i kawą stojącą na ławie,
          > przypadkiem można ją przenieść na ubraniu na rzeczy dziecka czy jego
          > wyposażenie, wystarczy, że pies otrze się przechodząc, nawet gdy
          > jest zadbany i regularnie czesany..

          sierść psa szkodzi jedynie alergikom. Noworodkom zdrowym - nie szkodzi.
        • turzyca Re: pies i noworodek 28.10.09, 00:27
          1. Psa sie czesze. O tej porze roku szczegolnie dokladnie i najlepiej dwa razy
          dziennie. Szybciej zlikwidowac zrodlo klakow niz same klaki.
          2. Pies nie miota ogonem nad stolem i nie wsadza pyska do talerzy tylko dostaje
          komende lezec i lezy. Przy dluzszych wizytach zabawka do zabawy i wczesniejsze
          intensywne wybieganie.

          Naprawde pies nie musi byc tak uciazliwy, jak sie zazwyczaj wydaje. Ale
          bezmyslnosc niestety bedzie uciazliwa zawsze.
          • black_magic_women kociary 28.10.09, 12:41
            a co jeśli wasi goście nie znoszą kota i życzą sobie,żeby go gdzieś usuwać na
            czas ich wizyty(załóżmy do mieszkania obok)?!Kot nie jest agresywny,zwykle przy
            gościach usuwa się w jakiś kont i śpi,tak,że go nawet nie widać
            • iwoniaw Ja swojego usuwam 28.10.09, 13:02
              choć jest przespokojny i nieagresywny wink. Jeśli zaś śpi i go nawet nie
              widać
              to nie rozumiem problemu, chyba że ktoś ma alergię. Wtedy usuwam tym
              bardziej, może kot spać poza salonem, bez przesady.
              • black_magic_women Re: Ja swojego usuwam 28.10.09, 16:42
                iwoniaw,ale to chodzi o usuwanie aż do drugiego mieszkania!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka