27.04.18, 18:35
Witam, Piszę z prośbą o pomoc i ogląd sytuacji. Jestem mężatką z dwójką przedszkolaków z 15 letnim stażem małżeństwa. Mąż stwierdził że mnie nie kocha i się wyprowadził z domu, chce rozwodu. Przyjeżdża kiedy chce do naszego wspólnego domu, siedzi ile chce, je, a potem wraca do siebie na noc. Zabiera też dzieci na weekendy do siebie lub na dłuższe wyjazdy beze mnie, tak jak mu pasuje i się podoba. W stosunku do mnie jest arogancki, stanowczy i wręcz agresywny, o wszystko się czepia, ma żal nieuzasadniony że był niedoceniany, niedopieszczony i zaniedbany przez całe małżeństwo. Według niego całe życie się mi podporządkowywał, a teraz będzie żył wygodnie i wreszcie tak jak mu się podoba, czyli beze mnie, bo nie jestem mu do niczego potrzebna, kocha i chce być tylko z dziećmi. Powiem szczerze, że do tej pory były przez jakiś okres kłótnie, ale potem siedział normalnie w domu, wykonywał swoje obowiązki, ale zawsze chciał rządzić i szlag go trafiał jak ja byłam kontra w jakiejś sprawie, ale jakoś dochodziliśmy do porozumienia. Teraz żyje sobie jak Pan, nic go nie interesuje poza uprzyjemnianiem sobie czasu z dziećmi, robi co chce, je u nas w domu, siedzi do wieczora, a śpi w innym mieszkaniu, bo tak mu jest wygodnie. Nie wiem co mam zrobić by wrócił normalnie do domu? Wiem że pytanie jest śmieszne, ale chciałabym głupio by rodzina była w komplecie. A jeśli nie, to jak ustalić te relacje? Wkurza mnie też to szarpanie małych dzieci, które potrzebują stabilizacji, a nie nocowania raz tu raz tam bo tatuś ma taką fantazję i chce sobie czas uprzyjemnić. W ogóle czy prawnie ojciec może zabierać dzieci z domu rodzinnego czy brać na wyjazdy jak mu się podoba pomimo protestów matki? Ja nie chcę by dzieci były szarpane i wyrywane z domu. Moje prośby by być razem i tworzyć rodzinę są jak grochem o ścianę. Jego odpowiedzi to że on nie chce, bo tak mu jest lepiej. Jak mówię by nie krzywdził dzieci i normalnie dla nich tworzył rodzinę to ma to gdzieś, on woli szarpać dzieci i żyć sobie jak Pan. Co ja mam robić? Do Pana żadne argumenty nie docierają. Proszę o komentarze.
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: rozwód? 27.04.18, 19:33
      Coz, powrot do domu w charakterze meza i ojca raczej nie wchodzi w gre...
      Zatem niech zalozy sprawe rozwodowa, a jesli nie zechce, idz do sadu ty. Czy w sprawie rozwodu - to juz jak uwazasz - czy w sprawie alimentacji i ustalenia kontaktow ojca z dziecmi. Stabilnych, tak, bo dzieci maja prawo do swego domu i do poczucia bezpieczenstwa.
      Ojciec, o ile nie jest pozbawiony praw lub nie ma ich ograniczonych, moze zabrac dzieci (do siebie, na wycieczke itp), natomiast nie powinien tego robic na zasadzie "akurat mam czas i ochote", musi sie liczyc z ich i twoimi planami, potrzebami, takze emocjonalnymi. Jezeli nie jestescie w stanie dogadac sie co do kontaktow zadowalajacych obie strony, jezeli nie odpowiada ci, ze maz przychodzi kiedy chjce, siedzi jak dlugo chce, je jak u siebie itd - niech rozstrzygnie to sad.
    • 71tosia Re: rozwód? 27.04.18, 23:35
      przede wszystkim zabezpiecz finansowo dzieci wystepujac o alimenty (nie potrzeba do tego rozwodu). Bo na razie pana bawi bycie ojcem ale z tego jak opisujesz sytuacje moze mu sie to odwiedziec, zwlaszcza gdy pozna jakas pania. Co do kontaktow z dziecmi to skoro spawia to dzieciom przyjemnosc nie ograniczalabym ich, jednak nalegalabym ze ma uprzedzac kiedy i na jak dlugo wpada do dzieci. Jezeli kilka razy cie nie zasatanie bo zabierzesz dzieci bez uprzedzenia go np do znajomych, to z pewnoscia zacznie sie bardziej liczyc z Toba. No i dociaz go jednak obowiazkami wzgeldem dzieci niech odbierze z przedszkola, zrobi obiad, zaprowadzi do przychodni, na basen a nie tylko wpada by sie pobawic z dziecmi.
    • enith Re: rozwód? 28.04.18, 05:33
      Zadbałabym o sądowe ustalenie kontaktów męża z dziećmi. Nie może być tak, że mąż wpada do was, jak do hotelu, zabiera dzieci, kiedy chce, nie licząc się z twoimi planami i rozpieprza wam kompletnie rozkład dnia. Niech się zdecyduje: albo od was odszedł i czas się po ludzku rozwieść i ustalić zasady opieki nad dziećmi albo zostaje z wami, wraca do domu i pracujecie nad małżeństwem. Bez sensu jest obecna sytuacja, że mąż robi co chce, kiedy chce i nie liczy się ani z tobą, ani z dziećmi. Dzieci skołowane pewnie nie wiedzą kompletnie, co się dzieje, a akurat teraz potrzebują stabilizacji i bezpiecznej przystani, a nie wyciągania z domu bez ładu i składu. Jeśli mąż jest pewien, że chce się rozwieść, a mimo to zwleka z rozwodem, sama złóż pozew. Możesz się bardzo zdziwić reakcją męża, który w gruncie rzeczy może wcale nie chce się rozwodzić, tylko chce się bujać do woli między dwoma domami nie licząc się kosztami, jakie z tytułu tej sytuacji poniesiecie ty i wasze dzieci. Może pozew go otrzeźwi i wreszcie zdecyduje, czego tak naprawdę chce. Ty wiedz, że nie musisz się zgadzać na obecny układ.
    • misoune Re: rozwód? 28.04.18, 06:31
      W twojej wypowiedzi nie ma mowy o uczuciu do męża.
      Piszesz poirytowana, że rozpadł Ci się wygodny układ i szukasz sposóu, by wrócił czas, gdy miałaś wszystko pod kontrolą.
      Zobacz - uzylas zdania:"i wykonywał wszystkie swoje obowiązki" , jakbyś pisała o robotniku ..
      • basiastel Re: rozwód? 29.04.18, 21:09
        "i wykonywał wszystkie swoje obowiązki" , jakbyś pisała o robotniku ..
        ---------------------------------
        Też mnie to zmroziło. Ponadto, panoramę w ogóle nie interesuje jak w tym związku czuł się mąż, a czuł się źle, czego nie ukrywa. Dlatego nie widzę szans dla tego małżeństwa.
    • alpepe Re: rozwód? 28.04.18, 10:25
      ten pan to powinno być małą. Poza tym tak, on ma prawo zabierać dzieci z domu, kiedy chce i na jak długo chce, bo nie ma ograniczonej władzy rodzicielskiej. Poza tym sądzę, że jesteś trollem.
    • eriu Re: rozwód? 28.04.18, 12:56
      Zmień zamki. Wtedy skutecznie nie będzie mógł przychodzić kiedy chce.
      Wystąp o alimenty i ustalenie kontaktów - poczuje, że to nie żarty.
      Jak wyjada jedzenie a nie chce być razem - zbieraj paragony i spisuj co zjadł i proś o zwrot kosztów.
      • panorama1234 Re: rozwód? 28.04.18, 13:46
        Uczucie do męża jest, szystkim żyło się normalnie, a on to rozpieprzył. Dzieci cierpią najbardziej. A on patrzy tylko na swoje cztery litery i na to by mu było wygodnie bez zobowiązań. Jeśli o coś go poproszę to i tak robi mi na złość. Do mnie ma tysiąc zarzutów o wszystko, wszystko rozpamietuje z przeszłości, jaki to on był zaniedbany, stracił swoich przyjaciół, nie objechał pół świata, bo dzieci były małe, a teraz będzie robił co chce. Jak dorosły facet z dwójką małych dzieci może stać się takim pieprzonym egoistą. Boli mnie to bardzo. Nawet na majówkę zabrał tylko dzieci i wyjechał, mnie oczywiście nie zabrał bo na wyjazd chciał jechać tylko z maluchami beze mnie. Nawet mi nie powiedział gdzie jedzie bym do nich nie dojechała. A czy wróci do domu to nie wie, wszystko będzie zależało od tego jak bardzo się zmienię i będę się starała mu przypodobać. Koszmar. Zastanawiam się czy tu nie wchodzi w grę jakaś choroba psychiczna.
        • misoune Re: rozwód? 28.04.18, 13:56
          A może jak zostałaś sama, to weź kartkę papieru i spisz wszystko, co Ci zarzuca. Potem zrób pranie, prasowanie , przemysl i znów spójrz na kartkę i .... zastanów się, na ile facet ma rację.
        • enith Re: rozwód? 28.04.18, 16:12
          Acha, czyli ty się jako żona popsułaś i jeśli się ładnie postarasz i naprawisz, to mąż może łaskawie do was wróci. Ja na twoim miejscu lojalnie uprzedziłabym męża, że nie ma szans na twoją zgodę na jego powrót do domu, jeśli nie pójdzie z tobą na terapię małżeńską. Wyprowadzka z domu w celu szantażu małżonka, a potem radosne bujanie się między dwoma domami, gdy ma się małe dzieci, które nie rozumieją, co się dzieje, to nie jest dobra metoda na ratowanie małżeństwa. Czyli albo mąż wraca i idziecie na terapię albo wchodzicie w stan formalnej separacji, ustalacie zasady opieki nad dziećmi, alimenty itd. Taki stan, jak teraz, nie może trwać wiecznie.

          > Zastanawiam się czy tu nie wchodzi w grę jakaś choroba psychiczna.
          Możliwe. Może to być Krysia, Basia, Kasia i jeszcze kilka innych. Nie bierzesz pod uwagę, że mąż ma kochankę?
          • edw-ina Re: rozwód? 28.04.18, 18:01
            Pamiętaj, że może to też być odpowiedź na odczepnego, by skończyły się prośby o powrót na łono rodziny.
            Choroba psychiczna zwykle daje znacznie więcej objawów, niż chęć zakończenia związku, chociaż nie znam sytuacji, więc się nie wypowiem. Ja to odbieram raczej jako potrzebę skończenia z rolą osoby podporządkowanej. Przynajmniej na to mi to pachnie, takie: zobacz, robię co chcę i nic ci do tego. Nie wiem, jaki mieliście układ, może ty jesteś osobą dominującą, a on musiał się podporządkowywać i mu się przelało. Naturalnie to tylko hipoteza, powody mogły być inne.
            Druga sprawa - to ty wiesz znacznie więcej, niż tutaj piszesz. Mówisz, że jesteście małżeństwem od 15 lat, mieliście pewne sprzeczki, ale de facto cała sytuacja wydarzyła się nagle. No nie wierzę. Za dużo lat po świecie chodzę, by wiedzieć, że takie rzeczy nie zachodzą gwałtownie. Więc co się działo?
            • panorama1234 Re: rozwód? 28.04.18, 20:44
              Wydaje mi się że żylismy jak inni, ale pan twierdzi ze czuł się zaniedbany i że nic nie miał do powiedzenia. Ale to oczywiście nie prawda. Prawda jest taka że dużo pracował poza domem i to ja opiekowałam się dziećmi, domem i pracowałam. Nigdy nie mógł przeboleć że dzieci są ze mną bardziej związane i to ja stanowie dla nich większy autorytet a on był trochę obok z własnej winy.
              • basiastel Re: rozwód? 28.04.18, 20:55
                Wydaje mi się że żylismy jak inni, ale pan twierdzi ze czuł się zaniedbany i że nic nie miał do powiedzenia. Ale to oczywiście nie prawda
                -------------------
                nie jesteś w stanie tego obiektywnie ocenić
              • edw-ina Re: rozwód? 28.04.18, 21:57
                Jest takie powiedzenie odnośnie prawd w związku, że tylko materac je zna. Coś nie zagrało. Może nie grało od dawna i to coraz bardziej. Mnie też, podobnie jak inne dziewczyny, uderza w twoich opisach to podejście jak do pracownika, który postanowił zwolnić się bez okresu wypowiedzenia. Nie żebym była jakoś naiwnie romantyczna, sama często mówię o związku jako o spółce handlowej, w której ma się określone obowiązki, a profity dzieli na pół, ale zwykle dodaję do tego, że aby ta spółka wyszła potrzebna jest sympatia i szacunek.
                Nie wiem, jak żyją inni. Wiele razy zwalczałam ten sposób myślenia o M, mówiąc, że pewne układy są nieporównywalne. Jesteście ze sobą równie długo, co my. Macie przedszkolaki, jak my. Widzę tutaj analogię. Ale widzę też podstawową różnicę: my się znamy jak łyse konie, po kilku słowach, rzucie okiem jesteśmy w stanie określić, co się dzieje z tym drugim. Bo przeżyliśmy razem tyle lat (z czego większość we dwoje), że jakaś zmiana nie zostanie niezauważona. A ty cały odwrót męża od ciebie kwitujesz frazesem o syndromie Piotrusia Pana. Czy ty znasz swojego męża? I tak w ogóle, to jakiej zmiany, ale konkretnie jakiej, on od ciebie oczekuje?
              • grzespelc Re: rozwód? 21.05.18, 01:02
                "Wydaje mi się że żylismy jak inni, ale"

                No to skoro żyliście jak inni zamiast żyć tak, jak jest dlaw was obojga dobrze, to trudno się dziwić, że się stało własnie tak...
          • panorama1234 Re: rozwód? 28.04.18, 20:58
            Tak, bo w moim pojęciu jak się przeżyło 15 lat małżeństwa i ma się małe dzieci i obowiązki, których on praktycznie nie miał bo wszystko ja robiłam sama a on był w pracy, po pracy zmęczony, albo na rowerze czy siłowni, a potem zabiera się zabawki i no to pa bo mi się znudziło i chcę sobie pożyć i spełniać marzenia, bo jestem po czterdziestce, to co to jest? Piotruś Pan
            • eukaliptusy Re: rozwód? 28.04.18, 21:31
              Przy twoim podejściu, ja się dziwię, że wytrzymał az 15 lat. W ogóle nic was nie łączy, a dla ciebie problem polega na tym, ze facet się zepsuł i przestał wykonywać polecenia? Odejście to rozsądny krok w takim pseudozwiązku.
              A obowiązki związane z dziećmi byly mąż może spełniać i po rozwodzie.
            • basiastel Re: rozwód? 29.04.18, 08:36
              I dalej się upierasz, że to choroba psychiczna? Jak by mi ktoś coś takiego sugerował, bo nie spełniam jego oczekiwań, to byłby dla mnie powód do rozstania, bo nie cierpię głupoty.
        • 71tosia Re: rozwód? 01.05.18, 00:22
          raczej nie choroba ale silny kryzys wieku sredniego. Po 40-stce niektorym przychodzi taka refleksje 'zasluguje na wiecej' niz nudne zycie rodzinne, rutyna dnia codziennego. Chyba postawilabym na ostrzy noza - maz wraca do domu i zaczynacie powazna prace nad ratowaniem zwiazku albo skaladasz wniosek o rozwod.
          Sutuacja ze ojciec sobie bierze male dzieci na mojawke nie mowiac matce gdzie je zabiera jest i skadaliczna i chyba niezgodna z prawem.
          • tt-tka Re: rozwód? 01.05.18, 01:03
            71tosia napisała:

            > Sutuacja ze ojciec sobie bierze male dzieci na mojawke nie mowiac matce gdzie j
            > e zabiera jest i skadaliczna i chyba niezgodna z prawem.

            Jest zgodna z prawem, jesli ojciec nie ma ograniczonych/odebranych praw rodzicielskich. To rowniez jego dzieci.Poza tym melduje i dokumentuje zdjeciami, co robia.
            jednoznacznie nie chce jej na tych wyjazdach, co zreszta wprost powiedzial, czy tez ona nam.
          • zygmund Re: rozwód? 15.05.18, 14:18
            Facet ma prawo mieć kryzys i ma tylko jedno życie. Jeżeli ma zacząć pracować nad związkiem musi mieć jakieś przesłanki, że warto, a nie tylko szantaż puszczeniem z torbami i ograniczeniem kontaktów z dziećmi. Może trzeba sobie przypomnieć jak było na początku związku i co męża w autorce wątku pociągało. Trzeba rozszerzyć trochę sferę empatii, żeby też się do niej załapał. Jego sygnały, o tym, że ma jakieś marzenia nie powinny być tylko problemem dla żony "jak mu wybić z głowy głupoty". Oczywiście można się z tym nie zgadzać. Wtedy zdecydowanie rozwód.
    • eukaliptusy Re: rozwód? 29.04.18, 04:23
      Panorama ja bym zaczęła od przyjęcia tego co mówi mąż na temat tego jak wyglądał wasz związek za prawdę. I rozważenia terapii dla siebie, najlepiej grupowej, bo mi się wydaje, że ty masz ogromny problem z relacjami międzyludzkimi.
      • panorama1234 Re: rozwód? 29.04.18, 06:36
        Zadziwiające jest to że pan nie patrzy na to czego chcą dzieci, a one chcą by tata mieszkał razem, jak to było do tej pory. Nie wiem jak można się tak zachowywać widząc że cierpią maluchy. I robić tak by sobie było najwygodniej.
        • basiastel Re: rozwód? 29.04.18, 09:04
          Ojciec jest związany z dziećmi i wcale się od nich nie odciął. Odszedł, bo nie był w stanie dłużej wytrzymać życia w złym związku. I wcale nie jest tak, że dorośli są w stanie realizować wszystkie potrzeby dzieci.
          Grzmiąc, jaki to z niego egoista, związku na pewno nie naprawisz.
        • edw-ina Re: rozwód? 29.04.18, 09:35
          Pozostawanie w złym związku ze względu na dzieci nie jest mądre. Ile to kobiet zostawało z przemocowcami, bo przecież dzieci muszą mieć pełną rodzinę, więc one wytrzymają bicie i poniżanie. Z tego nigdy nic nie wychodzi, poza wychowaniem kolejnego pokolenia, które nie wie, czym jest zdrowa relacja. Ile razy stykam się z parą, która jest na krawędzi rozwodu, to polecam terapię małżeńską. Czasami udaje się przepracować problemy w rodzinie, a czasami zrozumieć, dlaczego rozstanie jest nieuniknione i przeprowadzić je bez trupów. Umiejętność godnego rozstania się jest dla dzieci lepszą szkołą niż wzrastanie w skonfliktowanej rodzinie. Jeżeli oboje rodzice są wydolni wychowawczo i nie rzucają sobie kłód pod nogi, nie grają dziećmi, to są w stanie dobrze ja wychować bez pozostawania w związku małżeńskim.
          • tt-tka Re: rozwód? 29.04.18, 10:19
            edw-ina napisała:

            Ile razy stykam
            > się z parą, która jest na krawędzi rozwodu, to polecam terapię małżeńską. Czasa
            > mi udaje się przepracować problemy w rodzinie, a czasami zrozumieć, dlaczego ro
            > zstanie jest nieuniknione i przeprowadzić je bez trupów.

            Nic dodac, nic ujac.
            Ale jakos mam wrazenie ,ze pani nie chodzi o naprawienie stosunkow w rodzinie, ani o godne rozstanie, tylko o naprawienie pana. To on ma byc taki jak wczesniej albo lepszy i zeby bylo, jak bylo. I nie dociera, ze pan wlasnie tego nie chce, bo wlasnie tego juz nie wytrzymuje.
          • mona_lina Re: rozwód? 17.05.18, 10:27
            Masz całkowitą rację. Sama odeszłam od męża, jak córka miała 9 lat.
            Jak większość dzieci rozwodników próbowała akcji "mama nie pozwala, idę do taty". Ale my wciąż byliśmy ze sobą w kontakcie i wszystko, co dotyczyło córki, natychmiast omawialiśmy miedzy sobą, a potem razem rozmawialiśmy z nią. W efekcie szybko jej przeszły takie próby i wiedziała, że nie da się uzyskać czegoś wbrew jednemu z rodziców. Przy okazji nauczyła się, że ma w nas wsparcie i że można razem współpracować nawet po rozstaniu, a i rozstanie to nie musi być szarpanina i dramat rodzinny. Szczęśliwi rodzice osobno są lepsi, niż nieszczęśliwi rodzice razem. Ona zyskała jeszcze kochającego ojczyma i w pewnym sensie macochę.
            Ja zawsze uważałam, że to, że mi się nie udało z ojcem mojego dziecka, nie oznacza, że w relacji ojciec - córka też będzie źle. Ale tu trzeba się wyzbyć egoizmu i naprawdę najpierw myśleć o dziecku. I zapewniam, że to przynosi tylko same korzyści i dla dzieci, i dla nas.
        • salsa.lover Re: rozwód? 30.04.18, 20:19
          Ale że co? Ma mieszkać dalej z Wami bo dzieci tego chcą? Nawet jeśli do ich matki nic już nie czuje i nie chce z nią być? To tak nie działa. Zdajesz się ciągle zasłaniać dziećmi. Ojcem można być niezależnie od tego czy się pozostaje w związku z matką czy też nie. Przyjmij do wiadomości, że Ty i dzieci to nie jeden zespolony organizm.
          Oczywiście, że w idealnym świecie oboje rodziców mieszkają razem z maluchami i tworzą kochającą się rodzinę. Ale rzeczywistość jest taka, że związki się rozpadają. Przestań używać dzieci. Mąż się wyprowadził i nie chce już z Tobą być (ma do tego prawo, bez względu na to jak bardzo Ci się to nie podoba ). Mąż, odchodząc od Ciebie, nie ma już obowiązku zabierać Cię na wyjazdy z dziećmi. Jesteście w nowej rzeczywistości i macie obowiązek zatroszczyć się o dobro dzieci oboje.
          • 71tosia Re: rozwód? 01.05.18, 00:31
            taaaa... i ma prawo zabierac kilkulatki gdzie mu sie podoba nie informujac o tym ich matki? Wyprowadzil sie z domu, ale sobie do niego wpada gdy mu sie zachce z dziecmi pobawic ale zapomina ze dzieci trzeba odebrac z przedszkola, nakarmic, zapelnic im lodowke. Taka proza zycia ma sie zajac matka bo on ma w planach silowne. No fajnie pan sie probuje urzadzic.
            • salsa.lover Re: rozwód? 01.05.18, 21:01
              71tosia napisała:

              > taaaa... i ma prawo zabierac kilkulatki gdzie mu sie podoba nie informujac o ty
              > m ich matki?

              Po pierwsze to ojciec ma takie samo prawo do dzieci jak matka. Więc nie "zabiera" tych dzieci matce a spędza czas z własnymi dziećmi. Przecież poinformował ją, że bierze dzieci na majówkę, ale ona ma pretensje, że na majówkę nie zabrał JEJ.

              Wyprowadzil sie z domu, ale sobie do niego wpada gdy mu sie zachc
              > e z dziecmi pobawic ale zapomina ze dzieci trzeba odebrac z przedszkola, nakarm
              > ic, zapelnic im lodowke. Taka proza zycia ma sie zajac matka bo on ma w planach
              > silowne. No fajnie pan sie probuje urzadzic.

              Bardzo dużo sobie tutaj dopowiadasz. Jakoś autorka nic nie wspomina o chęciach czy próbach uregulowania kontaktów męża z dziećmi po jego odejściu. A skoro żadnych prób nie było to o co pretensje? Ona zafiksowana jest na tym, że on ma wrócić do domu i do swoich obowiązków a nie na tym, żeby ustalić kontakty z dziećmi po rozstaniu.
              • 71tosia Re: rozwód? 01.05.18, 22:18
                to moze przeczytaj to co napisala autorka uwazniej o relacjach w domu zanim zaczniesz sobie cos wymyslac. Panorama powinna wystapic o uregulowanie stosunkow z dziecmi tooczywiste ale pewnie jak kazda pozucona kobieta potrzebuje troche czasu by sie pozbierac. I jak juz pare razy napisalam atakowanie i obwinianie jej za to ze maz ja zostawil jest badzo wredne.
                • tt-tka Re: rozwód? 01.05.18, 23:53
                  Ona nie chce "sie pozbierac" imho, tylko wymyslic, jak sklonic czy zmusic meza do powrotu. Mimo ze taki on niedobry, a relacje byly, jakie byly. Przy czym - my nie wiemy, jakie byly. Znamy punkt widzenia jednej strony, w dodatku wszelkie wypowiedzi meza, ktore autorka przytacza, sa poddawane w watpliwosc (a po co mu emocje ?), kontrowane lub deprecjonowane.
                  Ja tu nie widze checi porozumienia. Chec podporzadkowania, postawienia na swoim - to tak. Zainteresowanie mezem i stosunkami w domu tez nie widze, on ma byc, fizycznie obecny, i to wszystko.
                  • eukaliptusy Re: rozwód? 02.05.18, 02:16
                    tt-tka napisała

                    . Znamy punkt widzenia jednej strony, w dodatku wszelkie
                    > wypowiedzi meza, ktore autorka przytacza, sa poddawane w watpliwosc (a po co m
                    > u emocje ?), kontrowane lub deprecjonowane.


                    Tak mi właśnie przyszło do głowy, że to pewnie schemat zachowania od zawsze obecny w tym małżeństwie. Może ten mężczyzna nigdy nie był wysłuchany.
                    I to tez jest jeden z jego zarzutów.
                  • 71tosia Re: rozwód? 02.05.18, 11:31
                    zawsze znamy relacje jednej strony, byc moze Panorama klamie ja jednak nie majac mozliwosci tego zweryfikowania komentuje jedynie to co napisala. A czytam ze maz chcial sie realizowac przy tablecie na kanapie i na silowni i na spotkaniach z kolegami, kiedy w domu zona padala ze zmeczenia przy malych dzieciach. Tak wiec opinie pan z forum ze zona powinna miec wiecej zrozumienia dla tych wlasnie potrzeb meza sa .... dziwne.
                    • tt-tka Re: rozwód? 02.05.18, 12:02
                      71tosia napisała:

                      > zawsze znamy relacje jednej strony, byc moze Panorama klamie


                      Nie sadze, tzn nie nazwalabym tego swiadomym klamstwem. Panorama imho pisze o tym, co widzi, czuje i mysli o sprawie. A obraz dany nam jest niespojny, czesto sprzeczny, bo ona sama pogubila sie w swoim ogladzie.

                      >ja jednak nie maja
                      > c mozliwosci tego zweryfikowania komentuje jedynie to co napisala.

                      Wybiorczo, wybacz, Tosiu. Odnoszac sie tylko do czesci tego, co autorka napisala nie pomagasz jej ani zrozumiec, ani opracowac jakiegos planu dzialania, ktory mialby cel i sens. Przepraszam.
                      Przeciez my nie piszemy o tym wszystkim po to, by autorce dokuczyc, tylko pomoc jej zobaczyc to, co przeoczyla lub czego nie brala pod uwage.


                      • 71tosia Re: rozwód? 02.05.18, 12:23
                        a ty jej pomagasz wpędzając w poczucie winy? Sorry ale jak pisalam kilka razy sytuacja w ktorej maz probuje zmusic zone do 'naprawiania' sie wyprowadzka lub wyjazdem bez niej liczac ze jak bedzie jej przykro to ja 'wychowa' jest nie do zaakceptowania. Naprawdę dziwi mnie ze wiekszosci umyka to ze zachowanie meza jest okropne.
                        • basiastel Re: rozwód? 02.05.18, 18:34
                          Na podstawie tego co napisała panorama1234, nie da się ocenić sytuacji. Nie wiemy, czy mąż taki wygodny, czy taki stłamszony, że jedynym dla niego wyjściem była separacja.
                          Mnie tylko niepokoi przekonanie panoramy, że rodzice winni tkwić w małżeństwie dla dobra dzieci i egoizmem jest rozstanie.
                          Ja sama doprowadziłam do rozstania i uważam, że była to mądra, dobra i odpowiedzialna decyzja, choć moja córcia bardzo tego nie chciała i cierpiała, a ja cierpiałam patrząc na nią, bo strasznie ją kocham. Ale nigdy nie powiedziałam do dziecka złego słowa na temat taty, nie szarpaliśmy się po rozstaniu i nie wciągaliśmy w to dziecka.
                          Czasem rodziny nie da się utrzymać i swoje żale należy przeboleć i nie obciążać nimi dzieci.
                • salsa.lover Re: rozwód? 02.05.18, 21:00
                  71tosia napisała:

                  > to moze przeczytaj to co napisala autorka uwazniej o relacjach w domu zanim zac
                  > zniesz sobie cos wymyslac. P

                  hmm... sugeruję Ci dokładnie to samo. Przeczytanie tego co autorka RZECZYWIŚCIE napisała, zamiast dopowiadania sobie na podstawie własnych domysłów oraz logiki "oh, znam mnóstwo takich przypadków/facetów".
                  Większość Twoich komentarzy w tym wątku opiera się na interpretacji wysnutej głównie z ogólników i pretensji autorki pod adresem męża. Nie byłaś świadkiem ich rozmów ani sytuacji a piszesz z tak niezachwianą pewnością o tym jak między nimi jest. Nie wiesz jak między nimi jest. Nikt z nas tego nie wie i może czasem warto o tym pamiętać wydając tak kategoryczne osądy.

                  anorama powinna wystapic o uregulowanie stosunkow
                  > z dziecmi tooczywiste ale pewnie jak kazda pozucona kobieta potrzebuje troche c
                  > zasu by sie pozbierac. I jak juz pare razy napisalam atakowanie i obwinianie j
                  > ej za to ze maz ja zostawil jest badzo wredne.

                  Znów nadinterpretacja i przeinaczanie. Nie obwiniam jej o to, że mąż ją zostawił. Gdybyś czytała dokładniej to może nie umknąłby Ci drobny szczegół: Ona nie pyta jak się pozbierać, nie zastanawia się nad uregulowaniem stosunków. Ona chce, żeby mąż wrócił. Duuuża różnica.
                  A jeśli chce, żeby mąż wrócił to chyba powinna zrozumieć dlaczego w ogóle odszedł. Jeśli coś nie działa to chyba najpierw trzeba zrozumieć co się zepsuło i jak to naprawić. Czy to nie jest logiczne?
                  Tyle, że ją nie interesuje dlaczego on odszedł, ją nie interesuje dlaczego mąż czuł się przez nią zdławiony i zdominowany. Powody odejścia męża zbywa frazesami o niedojrzałości, o obowiązkach. A próby zmiany relacji lekceważąco podsumowała że ona ma się mu przypodobać. I to właśnie wiele osób próbuje jej tutaj uświadomić.
                  Ale oczywiście o wiele prościej jest jej przyklasnąć, poklepać po ramieniu i stwierdzić, biedna Ty, wszyscy faceci są tacy sami.
                  • 71tosia Re: rozwód? 02.05.18, 21:22
                    Co do kategorycznych sadow- przyczytaj wlasne wpisy i paru innych pan szczegolnie z poczatku tej dyskucji - zaatakowalyscie dosc bezpardonowo kobiete . A moze racje ma Panorama ze maz jest niedojrzaly, a moze maz rzeczywiscie pragnie by zona 'sie mu przypodobala' - tego nie wiesz, ale z za to lekkoscia oceniłaś Panarame przypisujac jej wine za rozpad zwiazku. Nie, faceci nie sa tacy sami -bo nie kazdy facet majac dwoje malych dzieci na stanie wyprowadza sie z domu 'by zyc po swojemu' i wysyla zdjecia z majowki z komentarzem ze ma nadziej ze zonie bedzie przykro.
                    ps wiekszosc kobiet po rozstaniu czuje sie skrzywdzona pyta jak sprawic by maz wrocil? Az tak dziwne?
                    • salsa.lover Re: rozwód? 02.05.18, 22:03
                      71tosia napisała:

                      > Co do kategorycznych sadow- przyczytaj wlasne wpisy i paru innych pan szczegoln
                      > ie z poczatku tej dyskucji - zaatakowalyscie dosc bezpardonowo kobiete .

                      Proszę pokaż mi gdzie ją zaatakowałam? Tym, że nie przyjmuję bezkrytycznie jej opisu sytuacji? To jest według Ciebie bezpardonowe atakowanie?
                      Czy tym, że w jej opisie sytuacji wiele osób dostrzega coś więcej niż tylko biedną skrzywdzoną i porzuconą matkę Polkę?
                      Nie kupuję wersji, że ona święta i biedna a ten mąż to taki drań zły i w ogóle. Nie ma tak, prawda zawsze leży gdzieś po środku i dlatego nie oceniam ani jej ani jej męża w przeciwieństwie do Ciebie.

                      A moze
                      > racje ma Panorama ze maz jest niedojrzaly, a moze maz rzeczywiscie pragnie by
                      > zona 'sie mu przypodobala' - tego nie wiesz,

                      Ty też tego nie wiesz, ale jakoś zupełnie nie przeszkodziło Ci to w wydaniu wyroku na męża od pierwszego postu i uporczywym trwaniu, bez cienia wątpliwości. Zupełnie nie przeszkadza Ci to w przyjmowaniu za pewnik że "ona ma sie mu przypodobać". Już samo to, że powtarzasz to dość pogardliwe określenie dużo mówi.
                      Szczerze wątpię aby jakikolwiek terapeuta powiedział jej że od teraz ma się mężowi przypodobać.
                      Bardziej prawdopodobne jest, że na terapii usłyszała, że w związku potrzebne są jakieś ustępstwa, że powinna coś w sobie zmienić by związek był harmonijny. A to przecież jest dla niej kompletnie nie do zaakceptowania bo ona zdaje się nie mieć sobie absolutnie nic do zarzucenia.

                      ale z za to lekkoscia oceniłaś Pan
                      > arame przypisujac jej wine za rozpad zwiazku.

                      Znów zmyślasz i sobie dopowiadasz. Nigdzie nie przypisałam jej winy za rozpad związku. Jedyne co próbuję jej uświadomić, to że jej mąż ma prawo czuć to co czuje i nie potrzebuje na to jej pozwolenia. Mąż ma prawo niezgadzać się z jej wizją życia jako pasma wiecznych obowiązków i poświęceń. Mąż ma prawo być niezadowolony z tego jak wygląda jego życie i małżeństwo. Że jej mąż ma prawo chcieć odejść, nawet jeśli ona tego nie chce.

                      > ps wiekszosc kobiet po rozstaniu czuje sie skrzywdzona pyta jak sprawic by maz
                      > wrocil? Az tak dziwne?

                      Znów przeinaczasz. Nie jest dziwne, że pyta jak sprawić by mąż wrócił.
                      Dziwne jest, że ona tupie nóżką i mąż ma wrócić do obowiązków i poświęceń, bo ona tak chce. Ale nie zadaje sobie nawet chwili refleksji nad tym dlaczego odszedł.
                      Dziwne jest, że mąż ciągnie ją na terapię, mówi co mu w związku nie odpowiada a ona wszystko odrzuciła z etykietką, że nie ma zamiaru mu się przypodobać. Naprawdę nie zwróciłaś na to najmniejszej uwagi?

                      Związek tworzą dwie osoby i obie osoby są za kształt związku odpowiedzialne. Związek wymaga by czasem brać pod uwagę co czuje i czego chce druga strona, i o zgrozo, czasem nawet się dostosować.
                      Związek nie przetrwa jeśli jedna ze stron neguje potrzeby i uczucia tej drugiej, bez chwili zastanowienia, a taką właśnie postawę prezentuje nam tu panorama. Aż takie dziwne?
        • panorama1234 Re: rozwód? 29.04.18, 19:31
          Dodam jeszcze że pan z wyjazdu z dziećmi cały czas mi wysyła zdjęcia i pisze jak się świetnie bawią. Co byście drogie Panie zrobiły, bo mi jest cholernie przykro.
          • tt-tka Re: rozwód? 29.04.18, 19:52
            Dokumentuje swoja dbalosc o dzieci ?
            Jesli sadzisz, ze tylko chce cie zdenerwowac/sprawic przykrosc, zablokuj jego numer. Jesli wolisz wiedziec, co sie dzieje z dziecmi, gdy sa z ojcem, cierp w milczeniu.
            Rady juz dostalas - terapia. Jesli sie uda, to wspolna, jesli nie - twoja.
            Oraz wystap do sadu o alimentowanie dzieci i ustalenie kontaktow ojca z nimi. Do tego rozwod nie jest konieczny.

            Jesli pytasz, co zrobic, by maz wrocil do domu i bylo jak przedtem, to niestety odpowiedz jest jedna - NIEDASIE.
          • enith Re: rozwód? 29.04.18, 20:18
            Ja bym się cieszyła, że dzieciom udał się wyjazd i życzyłabym dalszej dobrej zabawy. Rozumiem, że jest ci przykro, że nie jesteś zapraszana na te wyjazdy, ale ojciec ma prawo zabierać dzieci bez ciebie i chyba dobrze, że się na nie po odejściu od ciebie nie wypiął.
            Ty z kolei nie trać czasu na roztrząsania, cóż to za szajba odbiła ślubnemu na starość i jak go ściągnąć z powrotem do domu, bo zaręczam, że im bardziej będziesz męża o ten powrót cisnąć, tym większy napotkasz opór materii. Możesz spróbować namówić męża na terapię, a już na pewno możesz iść na terapię sama. Może tam ktoś gramotny ci wyjaśni, że mąż jednak ma prawo do swoich uczuć i emocji, w tym poczucia bycia przez ciebie tłamszonym, niezależnie od tego, co ty na temat uważasz. Tobie jest przykro, że nie jesteś zapraszana na wyjazdy. Jak byś się czuła, gdyby mąż ci wmawiał, że nie ma prawa ci być przykro? Dlaczego nawet nie bierzesz pod uwagę opcji, że może faktycznie masz dominujący charakter i po 15-tu latach twojemu mężowi się w końcu spektakularnie ulało?
            • tt-tka Re: rozwód? 18.05.18, 18:33
              vivi86 napisał(a):

              > Wywożenie dzieci kiedy matka nie wie gdzie zakrawa na porwanie rodzicielskie.
              >

              Zakrawa, rili ? Poki prawa rodzicielskie i opiekuncze maja oboje, na nic nie zakrawa. Powrot w okreslonym terminie, dokumentacja zdjeciowa z pobytu, ojciec (i matka) maja prawo zabrac dzieci na wyjazd, nawet w nieznane, na zasadzie "wyjezdzamy, wracamy w niedziele o szostej".
              Niemowienie dokad moze byc dokuczeniem stronie, ktora nie jedzie, ale to nie jest przestepstwo karalne. Nie demonizuj.
    • gonzo_101 Re: rozwód? 30.04.18, 12:04
      Bardzo dziwny wątek. Po pierwsze - rozwody są dla ludzi. Forumki wytłumaczyły ci dlaczego. Po drugie czytam twoje wpisy i mam wrażenie, że pisze je robot, a nie człowiek. Prawie żadnych emocji, żadnego życia. Zrozumiałe jakbyś była zrozpaczona rozpadem rodziny, martwiła się o zabezpieczenie dzieci na przyszłość, jakbyś była rozgoryczona czy wściekła na męża, albo czuła smutek - a tu płaska i sucha relacja.
      Piszesz, że do męża nie trafiają argumenty - a do ciebie w ogóle dociera co on mówi? Facet powiedział ci w twarz, że chce rozwodu, jakie ma potrzeby, czego mu brakuje, że nie ma między wami miłości, a ty radzisz się forum co zrobić aby ściągnąć męża, bo rodzina musi być w komplecie?! Jak niby chcesz tworzyć z kimś związek bez akceptacji dla cudzej emocjonalność?
      Nie widzę też żadnej refleksji nad swoim postępowaniem, co ty mogłabyś zrobić aby te relacje poprawić. Jaki przykład dajesz swoim dzieciom, że należy utrzymywać fikcyjny związek za wszelka cenę? Pomyśl trochę już nie o mężu czy dzieciach tylko o sobie. Gdzie ty jesteś w tym układzie, jakie masz potrzeby ( należy, muszę i powinno się - to nie są potrzeby), jakie potrzeby mają inni członkowie rodziny, co do zaoferowania masz drugiej osobie, a co sama bierzesz?
      • panorama1234 Re: rozwód? 30.04.18, 12:24
        Myślę że życiem dojrzałych ludzi z bagażem rodziny nie powinny rządzić emocje. Jak coś mi się nie podoba to zabieram zabawki z piaskownicy i wychodzę, raniąc innych i nie dając nawet żadnych szans na wspólne dalsze życie. Patrząc na mego męża widzę jaką był niedojrzałą osobą i małym chłopcem od samego początku. To ja ciągnęłam życie domowe, dzieci do przedszkola, dom, choroby, on tylko pracował i spełniał swoje pasje i towarzysko. Więcej go nie było w domu niż był. Niektórzy piszą że facet jest taki biedny. Ciekawe w czym? Biedny bo go proza życia przerosła, niektórzy niestety nie umieją funkcjonować w rodzinie. Tylko dzieci żal bo cierpią
          • vivi86 Re: rozwód? 21.05.18, 17:41
            Właśnie. Bawią. Jak pan ma czas i ochotę. A na co dzień z tego co pisze Panorama jest "wychodzę z kumplami (i wszystko mam w tyle, radź sobie sama).

            A funkcjonowanie w rodzinie to przede wszystkim opieka, odwiezienie do przedszkola, zrobienie dzieciakowi jedzenia, za jakiś czas sprawdzenie lekji i (przepraszam) wytarcie nosa. Tu pana już nie ma. Zabawa to tylko dodatek.
        • gonzo_101 Re: rozwód? 30.04.18, 12:43
          Ja o chlebie ty o niebie... Twoje pojęcie "rodziny" to jakieś nieporozumienie. To nie mąż jest biedny, gość widzę w końcu umie zadbać o siebie i o dzieci, mówi czego chce i jakie ma potrzeby, pieniążki pewnie też do domu przynosi, ma swoje zainteresowania i pasje, udziela się towarzysko - a ty nazywasz to chorobą psychiczną. Przestań zasłaniać się "cierpieniem" dzieci. Sprawdziłaś czy tak jest na prawdę, rozmawiałaś z nimi, skarżą się na tatę, nie chcą spędzać z nim czasu?
            • gonzo_101 Re: rozwód? 30.04.18, 13:32
              To akurat jest zrozumiałe, że dzieci chcą mieć rodziców razem. Tylko czasami to niemożliwe i waszą rolą jest to dzieciakom wyjaśnić, że może nie będziecie już mężem i żona, ale zawsze będziecie mamą i tatą. I że dorośli czasami się rozstają, ale to sprawa między nimi i w żadnym razie wina dzieci, wasza miłość do nich nie uległa zmianie.
              • panorama1234 Re: rozwód? 30.04.18, 14:14
                Ale ja nie chcę się rozstawać. Jeśli już to on mnie zostawia. Taka jest prawda. Ja go cały czas kocham. Mam powiedzieć mu, dobrze zgadzam się na rozstanie bo jemu związek się wypalił. To bzdura bo dla mnie się nie wypalił. Taka jest prawda że on nas zostawił. A ja cały czas walczę o nas. Mam jeszcze dzieciom go wybielać, jaki to tatuś był i jest biedny?
                • edw-ina Re: rozwód? 30.04.18, 15:24
                  Zostawił ciebie, nie was. Sama piszesz, że z dziećmi ma dobry kontakt. A dzieciom należy mówić prawdę. Ty i dzieci nie jesteście jednością. Tak samo, jak różne są role rodzicielskie i małżeńskie/partnerskie.
                • gonzo_101 Re: rozwód? 30.04.18, 15:26
                  Aha czyli ty go tak kochasz, a to że mąż z tobą jest nieszczęśliwy to taki nieznaczący drobiazg - ważne aby było jak ty chcesz bo tobie się związek nie wypalił. I nie, on nie zostawił was tylko ciebie - i powoli mu się nie dziwię.
                • salsa.lover Re: rozwód? 30.04.18, 20:33
                  panorama1234 napisała:

                  > Ale ja nie chcę się rozstawać. Jeśli już to on mnie zostawia.

                  To przykuj go do siebie kajdankami.
                  Wybacz, ale do związku potrzeba dwojga. Nie przyszło Ci do głowy, że to czego TY CHCESZ nie wystarczy? Twój mąż ma wolną wolę i ma prawo nie chcieć z Tobą być. Ma się podporządkować i spędzić z Tobą resztę życia bo TY NIE CHCESZ się rozstawać?
                  Niestety ale to tak nie działa.

                  > Mam jeszcze dzieciom go wyb
                  > ielać, jaki to tatuś był i jest biedny?

                  Ale co masz wybielać? Tatuś odszedł od Ciebie, nie od dzieci. Tu nie ma co wybielać.
                  Oczywiście możesz teraz przez najbliższe lata prać dzieciom mózgi i przelewać na nie swoją gorycz i złość na męża, kompletnie niszcząc dzieciom życie. Jest to dość popularna opcja niestety.
                • blue_meerkat Re: rozwód? 02.05.18, 08:40
                  "Mam jeszcze dzieciom go wybielać, jaki to tatuś był i jest biedny"
                  Gwarantuje ze przy takim podejsciu za 10-12 lat bedzie watek 'dzieci odeszly i nie dzwonia jak naklonic je do kontaktu'.
                  • ola_dom Re: rozwód? 02.05.18, 08:43
                    blue_meerkat napisała:

                    > "Mam jeszcze dzieciom go wybielać, jaki to tatuś był i jest biedny"
                    > Gwarantuje ze przy takim podejsciu za 10-12 lat bedzie watek 'dzieci odeszly i
                    > nie dzwonia jak naklonic je do kontaktu'.

                    OTÓŻ TO.
            • salsa.lover Re: rozwód? 30.04.18, 20:27
              panorama1234 napisał:
              >Tak skarżą się, chcą spędzać czas razem i żeby ojciec mieszkał w domu. On je wyciąga podstępem.

              Wybacz, ale tutaj to Ty prezentujesz wyjątkową niedojrzałość. Jakim podstępem? Bo Ciebie nie zaprosił na wyjazd?
              3-4 letnie dzieci chcą spędzać czas razem więc Ty kompletnie ignorujesz fakt, że mąż od Ciebie odszedł i tkwisz w jakiejś alternatywnej rzeczywistości.
              Dorosłość polegałaby na tym, aby w tym momencie dzieciom wytłumaczyć, że nie zawsze możliwe jest to czego one chcą.
            • sabciasal Re: rozwód? 08.05.18, 11:36
              o matko,
              twój mąż od ciebie odszedł, ale ma prawo do kontaktów z dziećmi. i kontaktuje sie. nie "wyciąga podstępem", a wychodzi i spedza z nimi czas. szczerze mówiąc doradzałabym mu, aby zabierał dzieci do siebie, do bardziej przyjaznej atmosfery.
              mam tylko nadzieje, że nie sączysz jadu dzieciom do uszu, jaki to tatus zły a mamusia biedna, ale nikłą.
          • vivi86 Re: rozwód? 21.05.18, 17:42
            A gdzie jej udzielanie się towarzysko i jej potrzeby? Nie ma, bo pan ma siłownię, a ona nie wyjdzie i nie zostawi dzieciarni samopas? A może to ona powinna mieć żal, że nie objechała połowy świata i straciła kontakt z przyjaciółmi?
        • edw-ina Re: rozwód? 30.04.18, 13:04
          Dojrzali ludzie pracują nad związkiem przez cały czas. Bo nie jest on dany raz na zawsze. Ludzie dojrzali szanują swoje emocje i potrzeby, nawet jeśli są niezgodne z tym, czego oni sami potrzebują.
          Nie ma czegoś takiego jak standardowa rodzina czy standardowe życie domowe. Każda rodzina jest inna i tworzy się ją według charakterów, potrzeb, pasji i możliwości jej członków. Nie ma czegoś takiego, jak jedna pora wstawania dla wszystkich, jeden sposób spędzania wolnego czasu, nie ma nawet jednego sposobu sprzątania domu. Wszystko dopasowuje się do ludzi i do sytuacji. I dojrzali ludzie to wiedzą. Rozumieją też, że prozę życia można czasami zamienić na chwilę poezji.
          Ja już tobie zadałam dwa pytania, na które nie chcesz odpowiedzieć. Jakich zmian mąż od ciebie wymaga oraz co się stało, że zdecydował się odejść?
          • panorama1234 Re: rozwód? 30.04.18, 13:25
            Odszedł bo on czuł się nieszczęśliwy w rodzinie w której życiu praktycznie nie uczestniczył. Ode mnie cały czas wymagał posłuszeństwa i przychodził z pracy po kilku dniach i chciał rządzić. Był oburzony że dzieci idą tylko do mamy. Zawsze stał z boku.
            • gonzo_101 Re: rozwód? 30.04.18, 13:36
              Czy przeszkadzało ci to że mąż ciągle pracuje i nie uczestniczy w życiu rodziny, czy nie miło to większego znaczenia póki przynosił pensję? Pytam bo odnoszę wrażenie, że dla ciebie mało istotne czy to będzie ten konkretny facet czy inny ważne żeby były jakieś "portki" na stanie.
                • edw-ina Re: rozwód? 30.04.18, 15:54
                  Gwoli ścisłości - szanuję cię za to, że sama zajmowałaś się dziećmi i domem, to nie pikuś, tylko ciężka praca. Nie tłumaczę twojego męża w kwestii zaniedbywania tych obowiązków, próbuję się jedynie dowiedzieć, kiedy doszło do tego rozdźwięku między wami.
            • edw-ina Re: rozwód? 30.04.18, 15:27
              Od zawsze tak pracował? Czy zaczął w którymś momencie? Byliście wiele lat razem przed pojawieniem się dzieci, nie udało wam się ustalić jakiegoś podziału ról w związku?
              Co znaczy przychodził po kilku dniach i chciał rządzić? Ma pracę wyjazdową, kontraktową, że nie ma go przez kilka dni? Jak wyglądało to: chciał rządzić? Konkretnie, podaj jakieś przykłady.
        • jake210 Re: rozwód? 15.05.18, 00:28
          Mam wrażenie, że jesteś typem kobiety traktującej faceta jak przedmiot - bankomat z funkcją taksówkarza, kucharki, sprzątaczki, opiekunki i co tam jeszcze... Jeśli nie traktujesz pewnych rzeczy za oczywiste i zaczynasz doceniać i chwalić faceta to sam będzie chciał stać się lepszą wersją siebie, jeśli tylko wymagasz aby cytuję "wykonywał swoje obowiązki," to nic dziwnego że nia ma na to ochoty i pójdzie sobie w cholerę. Ja czytając Twojego posta też miałbym ochotę rzucić taką żonę w cholerę....
          • vivi86 Re: rozwód? 21.05.18, 17:56
            Serio? A gdzie to pan robi za kucharkę? Jego na szarą codzienność nie ma, on się pobawi chwilę z dziećmi, oczywiście na swoich warunkach-jak znajdzie czas i ochotę
          • kaha_org Re: rozwód? 11.07.18, 14:12
            Grow up man.
            Chwalić doceniać i głaskać za wyniesienie śmieci czy przyniesienie zgrzewki wody. Ona natomiast charytatywnie bez ani jednego dobrego słowa ma harować od świtu do nocy i nadal się uśmiechać i nie zrzędzić.
            To już szczerze lepiej żyć samemu.
    • eukaliptusy Re: rozwód? 30.04.18, 15:00
      A co razem robiliście jako para? Co was łączy POZA dziećmi i obowiązkami? Do czego on miałby ewentualnie wracać? Bo z opisu do tej pory wynika, że zupełnie nic i twój mąż podjął zupełnie racjonalną decyzję, może nawet z korzyścią dla jakości relacji z dziećmi, bez żony jako nieustannego pośrednika.
        • basiastel Re: rozwód? 30.04.18, 19:21
          Panorama, jeśli ktoś odchodzi i nie ma to związku z inną miłością / zauroczeniem, to powód jest istotny i nie jest to, bynajmniej, choroba psychiczna. Masz skłonność do wyjątkowych uproszczeń.
          • panorama1234 Re: rozwód? 30.04.18, 20:34
            Jakie to ma znaczenie? Gadaliśmy, oglądaliśmy filmy, pan uciekał z domu na siłownię, na rower, a ja siedziałam z dziećmi. Uprzedzam nie mieliśmy babć ani nianiek.
            • eukaliptusy Re: rozwód? 30.04.18, 22:20
              To ma ogromne znaczenie.
              My się pytamy co razem robiliście, a ty piszesz, że oglądaliście telewizje i że on uciekał z domu.
              Czy sama nie widzisz, że to małżeństwo nie istniało już od dawna?
              Nie wiem z jakiego domu się wywodzisz, ale rękę dam sobie uciąć, że nie miałaś w nim dwojga kochających się rodziców.
              • 71tosia Re: rozwód? 01.05.18, 01:01
                Tak z ciekawosci ile ty wieczorow spedzasz inaczej niz ograniajac dom, zajmujac sie dziecmi, przygotowujac cos do pracy na nastepny dzien i gapiac sie w telewizor? Z mężem prowadzicie ekscytujące codzienne dyskusje o sztuce?
                Ile znasz mam malych dzieci ktore wieczorem, zwlaszcza nie majac pomocy ze strony meza, nie padaja ze zmeczenia?
                • tt-tka Re: rozwód? 01.05.18, 01:13
                  71tosia napisała:

                  > Tak z ciekawosci ile ty wieczorow spedzasz inaczej niz ograniajac dom, zajmujac
                  > sie dziecmi, przygotowujac cos do pracy na nastepny dzien i gapiac sie w tele
                  > wizor? Z mężem prowadzicie ekscytujące codzienne dyskusje o sztuce?

                  Nie do mnie pytanie, ale odpowiem - sporo. I sporo znam takich matek malych dzieci (juz nie niemowlat), ktore ze swoim chlopem ROZMAWIAJA. Niekoniecznie o sztuce - o dzieciach, o pracy jej i jego, o domowych sprawach i o innych, ale na bora i gaja ROZMAWIAJA. I wiedza, jaki jest ich chlop i czego chce oraz vice versa.

                  > Ile znasz mam malych dzieci ktore wieczorem, zwlaszcza nie majac pomocy ze stro
                  > ny meza, nie padaja ze zmeczenia?
                  • gonzo_101 Re: rozwód? 01.05.18, 02:00
                    Bardzo trafna uwaga. Jeśli autorka rozmawia z mężem tak jak komunikuje się z nami na forum to nic dziwnego, że faceta ucieka z domu. Zdawkowe informacje, ogólniki, nie odpowiadanie na zadane pytania, powtarzanie jak katarynka : "ja chcę żeby wrócił". Już to skutecznie odstręcza od dalszej rozmowy, a jak dorzucić do tego całkowite ignorowanie/trywializowanie jasno zakomunikowanych potrzeb drugiej osoby to mamy receptę na nieudane małżeństwo.
                    Tosia zwróciła uwagę na twoje codzienne funkcjonowanie. Czy oprócz zajmowania się domem i dziećmi, robisz coś wyłącznie dla siebie? Masz jakieś koleżanki, przyjaciół z którymi utrzymujesz kontakty, czy rodzina to cały twój świat?
                    • panorama1234 Re: rozwód? 01.05.18, 04:30
                      Tak jestem normalna, pracuję, prace mam wyczerpującą, po pracy gnam do przedszkola po dzieci i wieczorami zajmuje się gotowaniem, dziecmi i domem, mam koleżanki i się z nimi spotykam. Nie mam czasu na wąchanie codzienne fiołków, rower czy siłownię, bo padam na tzw. twarz że zmęczenia i jedyne o czym marzę to się wyspać i wstać rano i wszystko ogarnąć, wprawić i zawieźć dzieci do przedszkola i zdążyć do pracy. Może inni mają czas na celebracji życia przy 5 i 4 latku, bez żadnej pomocy i pracy zawodowej to szczerze zazdroszczę.
                      • panorama1234 Re: rozwód? 01.05.18, 04:45
                        Tak jak czytam to część osób pisze jaki to biedny facet uciemiężony, nic w domu nie robił oprócz zakupów czasem, nie brał zwolnień, nie wstawał po kilka razy w nocy do chorych dzieci, leżał na kanapie z tabletem, nie woził i wyprawial dzieci z przedszkola i do, dom traktował jak bazę noclegową. O czym wy piszecie? Że źle czuł się w tym związku? Rzeczywiście nic nie robiąc i pilnując tylko swoich 4 liter żeby się wyfiokować do pracy a potem na siłownię. Biedny był kiciuś. A żona ta wredna małpa, która mogła chcieć by pomógł jej ogarniać życie rodzinne.
                        • gonzo_101 Re: rozwód? 01.05.18, 09:01
                          Ale kręcisz dziewczyno, sama pisałaś jak to żyliście normalnie i mąż wywiązywał się ze swoich obowiązków, a teraz zwrot o 180 stopni. I dlaczego piszesz o mężu jak o swoim wrogu, przecież kilka postów wyżej zapewniałaś, że go kochasz i chcesz walczyć o rodzinę. Ty chyba jesteś trollem, bo trudno mi uwierzyć w taką sprzeczność wypowiedzi.
                        • basiastel Re: rozwód? 01.05.18, 09:50
                          Nikt nie pisał, że mąż biedny i uciemiężony, więc nie dopowiadaj sobie. Postanowił od Ciebie odejść i powtarzając, że tego nie chcesz oraz zwalając całą winę za wasze nieudane życie na niego, nie jesteś w stanie go przy sobie zatrzymać. Ani przez moment nie pochyliłaś się nad jego zastrzeżeniami, tylko nad swoim "ja chcę"
                      • enith Re: rozwód? 01.05.18, 04:52
                        Panorama, mąż nie odszedł od ciebie bez powodu. Nikt nie odchodzi z udanego, satysfakcjonującego małżeństwa, bo ma taki kaprys albo z nudów. Przyjmij więc, że to, co powiedział ci o swoich motywach mąż, jest prawdą. Nie trywializuj i nie zbywaj jego uczuć, jeśli zależy ci na małżeństwie. Powiedz mężowi, że jesteś gotowa pracować nad waszą relacją, jeśli on też chce nad nią pracować. Jeśli jednak oboje uważacie, że nie macie sobie nic do zarzucenia, a winne jest to drugie, to czas się kulturalnie rozwieść dla dobra swojego i dzieci. To, co oboje robicie teraz, ani dla was, ani dla dzieci dobre nie jest.
                        • panorama1234 Re: rozwód? 01.05.18, 05:17
                          Ja mu powiedziałam że chcę pracować, on się waha. Byliśmy nawet u psychologa. On twierdzi że dopiero tam otworzył oczy i zobaczył jaki był nieszczęśliwy i biedny. On opowiadał co mu nie odpowiada, psycholog słucha a ja się kaje i mówię że się poprawię. Ot i tak właśnie wygląda psychoterapia.
                          • basiastel Re: rozwód? 01.05.18, 08:28
                            Po co się kajasz i obiecujesz, że się poprawisz, jeśli nie znajdujesz powodów do kajania i nie masz sobie nic do zarzucenia? Taka psychoterapia rzeczywiście nie ma żadnego sensu, bo okłamujesz psychologa i męża. Nie zamierzasz niczego zmieniać, a chcesz tylko jednego - żeby mąż wrócił i wykonywał swoje obowiązki.
                            Z tymi obowiązkami też kręcisz, bo najpierw napisałaś, że wykonywał wszystkie swoje obowiązki, a potem się rozkręciłaś i twierdzisz, że bynajmniej.
                            • gulweig31 Re: rozwód? 01.05.18, 10:23
                              Myślę, że nie kręci. Mąż pewnie miał swoje obowiązki, ale z całą pewnością było ich o wiele mniej niż miała/ma Autorka. Być może nie poczuwał się do zrobienia więcej ponad "ustawowe" minimum i bez skrupułów oddawał się swoim pasjom. Przemęczona i rozżalona Panorama dawała upust swojej frustracji krytykując pana czy "czepiając się", co z kolei w nim wzbudzało poczucie krzywdy.. I tak się to kółko toczyło. Panoramie trudno się pogodzić z sytuacją, bo przecież się starała, robiła wszystko, żeby dom i rodzina dobrze funkcjonowały, padając ze zmęczenia na twarz, a tu takie podsumowanie i ze strony męża i forumek. Wcale się nie dziwię, że zdenerwowała się komentarzami, w których obcy ludzie wmawiają jej jaka to ona była zła w tym związku. Szczerze mówiąc są dość stronnicze.
                              • 71tosia Re: rozwód? 01.05.18, 12:34
                                mam dokladnie takie same odczucia. Nie znam kobiety ktora musi oganac prace zawodowa, wszystko w domu i przy dzieciach i ktorej sie nieuleje gdy maz w tej sytuacji oswiadcza ze on sobie na silownie na pare godzin wyskoczy bo 'mu sie nalezy'. Wiec pewnie atmosfera w domu nie byla najlpepsza, ale wypisywanie ze to tylko wina zony bo mogla sie lepej postrac zrozumiec potrzeby meza jest bardzo dla niej krzywdzace.
                                • edw-ina Re: rozwód? 01.05.18, 14:17
                                  Ale to on odszedł, a nie ona wygoniła trutnia, więc nietrafiona jest uwaga, że kobiecie się ulało. Ona chce go z powrotem. Takiego trutnia, pana - jak go określa.
                                  • gulweig31 Re: rozwód? 01.05.18, 14:47
                                    Żonie się ulało w tym wątku. Jest rozgoryczona. Sytuacja jest na tyle świeża, tak bardzo dominują emocje, że Autorka nie widzi na razie nic więcej poza swoją krzywdą. Gdyby mój mąż zabrał dzieci na kilka dni, wtedy kiedy były małe (mam już dorosłe;-) to cieszyłabym się odzyskaną na chwilę wolnością i odpoczywała do bólu;-) Chociaż, z drugiej strony, jak człowiek jest przyzwyczajony do wypełniania, bez większej pomocy, rozlicznych obowiązków to zwykle chwilę trwa zanim przestawi się na inny tok myślenia. Z drugiej strony mąż nie chce już być w tym związku, ale korzystanie z zaopatrzonej przez żonę lodówki, tudzież z ugotowanego przez nią obiadu nijak mu się nie kłóci z parciem na wolność.
                    • 71tosia Re: rozwód? 01.05.18, 10:04
                      wlasnie dlatego ze obje z mezem mamy prace ktora lubimy ale ktora jest bardzo wymagajaca nie mam czasu na to by 'dbac' o meza w sposob w jaki opisuja tu niektore panie na forum, nie oczekuje tego tez od meza.
                      • eukaliptusy Re: rozwód? 01.05.18, 15:28
                        O męża się dba pamiętając o ważnych dla niego rzeczach.
                        Mówiąc dziękuję.
                        Dodając jego ulubione chorizo do ryby, za którą nie przepada ale je dla zdrowia.
                        Zamykając szufladę, jesli się wie ze nie znosi jak zostaje trochę otwarta, chociaż mi to nie przeszkadza. Opowiadając dziecku z entuzjazmem co fajnego jego tata zrobił.
                        Przepraszając, jesli się do niego odburknie bez powodu.
                        Wysyłając go spać jeśli wyglada na wykończonego.
                        Pytając co jest nie tak, jeśli wyglada na zestresowanego (i trzeba wiedzieć ze należy zapytać conajmniej 3 razy zanim w końcu powie ;))
                        Nijak to z praca nie koliduje, zapewniam.
                          • enith Re: rozwód? 21.05.18, 18:58
                            W ten sam sposób, rzecz jasna. Ale to nie panorama odeszła od męża za to, że nie pochylał się nad jej potrzebami, tylko on odszedł od niej. Panorama była, jak pisze, zadowolona z życia i nie chciała żadnych zmian, wręcz chce, żeby "mąż wrócił i wszystko było po staremu". To, że mąż był wybitnie niezadowolony, panorama miała i ma głęboko gdzieś. I TO jest clou problemu.
                • eukaliptusy Re: rozwód? 01.05.18, 08:16
                  Dziecko idzie spać o 8 wieczorem i jest czas dla rodziców, chociaż godzina, bo też padam.
                  W tygodniu jemy razem obiad, i po obiedzie cos tam oglądamy albo siedzimy na balkonie i pijemy kieliszek wina. Dyskusje prowadzimy zazwyczaj o bieżących wydarzeniach, pracy, polityce, dziecku, planach na urlop, hobby. Interesujemy się sobą nawzajem.
                  Raz w tygodniu wychodze na wieczorne zajęcia fitness, mąż zajmuje sie dzieckiem w tym czasie.
                  W weekendy spotykamy się ze wspólnymi znajomymi, robimy jakieś wycieczki, chodzimy do restauracji. Wiadomo, ze dziecko ogranicza opcje, ale co weekend cos razem robimy. Czasami bierzemy nianie i wychodzimy razem na wieczór.
                  Ale moje pytanie było bardziej o to co ich ŁĄCZY jako parę, a nie o długa listę aktywności.
                  • 71tosia Re: rozwód? 01.05.18, 10:19
                    no tak czyli gadacie o tym o czym rozmawia 99% zon i mezow, wychodzicie raz na jakis czas do restauracji i na spacery, do kina. Czyli spedzacie czas jak wiekszosc rodzin. Tyle ze takie wlasnie zycie rodzinne, bez ekscytujacych mometow, przestalo odpowiadac mezowi autorki. Zamiast probowac cos zmienic w swoim zyciu, pan zabral swoje zabawki i wyniosl sie z domu by 'dac nauczke' zonie. I jak widze ta wlasnie postawa meza znajduje na forum wiele zrozumienia.
                    • gulweig31 Re: rozwód? 01.05.18, 10:25
                      Dokładnie Tosiu. Też to zauważyłam. Zero zrozumienia dla przemęczonej matki małych dzieci, ogarniającej przy okazji pracę zawodową i tysiąc innych obowiązków.
                    • tt-tka Re: rozwód? 01.05.18, 10:39
                      71tosia napisała:

                      > no tak czyli gadacie o tym o czym rozmawia 99% zon i mezow, wychodzicie raz na
                      > jakis czas do restauracji i na spacery, do kina. Czyli spedzacie czas jak wiek
                      > szosc rodzin. Tyle ze takie wlasnie zycie rodzinne, bez ekscytujacych mometow,
                      > przestalo odpowiadac mezowi autorki.

                      On nie mial TAKIEGO zycia, Tosiu - opierajac sie na tym, co pisze autorka, emocje, uczucia, WZAJEMNA znajomosc i zrozumienie to tam w ogole nie istnialo. I wlasnie to mezowi przestalo odpowiadac.
                      Ona wprost pisze, ze emocje doroslych ludzi sa niewazne. Niewazne to niewazne, a czlowiek jest zwierzeciem emocjonalnym.

                      >Zamiast probowac cos zmienic w swoim zyciu

                      A skad wiesz, ze nie probowal ? Pani wydaje sie byc calkiem odporna na jakiekolwiek komunikaty.


                      > , pan zabral swoje zabawki i wyniosl sie z domu by 'dac nauczke' zonie. I jak w
                      > idze ta wlasnie postawa meza znajduje na forum wiele zrozumienia.

                      Tak, rozumiem go. On nie chce - w moim odbiorze - dac "nauczki", tylko wreszcie pozyc jak czlowiek, a nie jak android. Z dziecmi nie zerwal.
                      • gulweig31 Re: rozwód? 01.05.18, 10:56
                        Być może pan komunikował czego jemu brakuje mając w głębokim poważaniu to czego brakuje żonie. WZAJEMNOŚĆ nie polega na tym, że padająca na twarz z przemęczenia żona ma się pochylać nad zrelaksowanym małżonkiem i jego bólami istnienia. Z własnego doświadczenia wiem, że kiedy jestem wypoczęta, wyspana i zrelaksowana mam w sobie całe mnóstwo pozytywnych uczuć wobec najbliższych i większą skłonność do ustępstw i dużą wyrozumiałość dla ich , nazwijmy to, słabości.
                        • tt-tka Re: rozwód? 01.05.18, 11:15
                          Byc moze tak bylo, ale tego nie wiemy, bo ta sfera zycia autorki nie obchodzi. Przynajmniej nie na tyle, zeby poruszyc ja w dyskusji. Ona uwaza, ze bylo dobrze i chce, zeby bylo jak bylo. zeby maz wrocil do domu i BYLO TAK JAK PRZEDTEM. Czyli - jej bylo dobrze.
                          • gulweig31 Re: rozwód? 01.05.18, 11:38
                            Czy ludziom mającym niepełnosprawne dzieci, zwłaszcza w starszym wieku, jest dobrze? Ludzie potrafią się dostosowywać do warunków w jakich żyją, w myśl powiedzenia"jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma". Ona , najprawdopodobniej , nie myśli o sobie. Dla niej priorytetem są dzieci i to, żeby wszystko "grało". Jej potrzeby, być może wobec niewielkiego zaangażowania męża w obowiązki domowe, musiały zejść na drugi plan, więc podobnej postawy oczekiwała od męża. Wszak oboje są dorosłymi ludźmi. Problem pojawił się kiedy mąż uznał, ze jego potrzeby są na pierwszym miejscu. Zauważ, ze mimo, że wyprowadził się nadal stołuje się u żony - grunt to własna wygoda. Po co ma sobie sam gotować, jak ma od tego żonę. Ciekawe czy sam sobie np. robi pranie czy też podrzuca.
                          • 71tosia Re: rozwód? 01.05.18, 12:16
                            atmosfere ci opisala, ona przychodzi po pracy do domu i ogrania calosc niewdziecznych prac domowych, pan zasiada na kanapie z labtopem bo zmeczyla go praca. Jak myslisz ile mozna w takiej atmosferze miec zrozumienia dla potrzeb meza np koniecznosci jego wizyt na silowni kiedy ty walczysz z pralka, prasowaniem, sprzataniem i ogarnianiem potrzeb dzieci? Moze pan powinien ruszyc d... z kanapy pomoc zonie i dopiero wtedy oczekiwac ze bedzie go zabawiac intelektualna rozmowa. Naprawde zdumiewaja mie te ataki na pewnie przemeczaca do granic kobiete ze nie ma zroumienia dla potrzeby ekscytujacego zycia, ktora zrodzila sie u biednego misia.
                      • 71tosia Re: rozwód? 01.05.18, 12:54
                        szkoda ze maz nie pomyslal ze zona tez nie android ani robot kuchenny, ze jej zmeczenie nie sprzyja rozumieniu jego potrzeb? Pan przychodzi sobie do domu kiedy chce, wyżera zapasy z lodowki i znika kiedy mu sie podoba -no rzeczywiscie zyje jak chce - tylko ze z potrzebami rodziny za ktora ciagle jest odpwiedzialny ma to niewiele wspolnego. Bardzo jestem ciekawa czy kobiete ktora postapilaby podobnie, tj wyprowdzila sie z domu zostawajac dzieci z mezem bo uznala ze w domu nie ma zrozumienia dla jej potrzeb tj np wyjsc kilka razy w tygodniu na silownie, tez potraktowano by z taka zyczliwoscia, czy moze jednak uznano za nieco niedojrzala i egoistyczna?
                        • tt-tka Re: rozwód? 01.05.18, 14:06
                          71tosia napisała:

                          > szkoda ze maz nie pomyslal ze zona tez nie android ani robot kuchenny, ze jej z
                          > meczenie nie sprzyja rozumieniu jego potrzeb? Pan przychodzi sobie do domu kied
                          > y chce, wyżera zapasy z lodowki i znika kiedy mu sie podoba -no rzeczywiscie zy
                          > je jak chce - tylko ze z potrzebami rodziny za ktora ciagle jest odpwiedzialny
                          > ma to niewiele wspolnego.

                          Pan JUZ NIE CHCE tworzyc rodziny z pania, co jasno zakomunikowal. W zyciu dzieci jest obecny - a ze nie tak, jak pani by sobie zyczyla ? Poradzono jej, by dogadala to z nim, na osobnosci po dobroci albo w sadzie. Ale jesli ona zafiksowala sie na "on ma wrocic do domu i zeby bylo jak przedtem", to daruj, awykonalne.

                          Bardzo jestem ciekawa czy kobiete ktora postapilaby
                          > podobnie, tj wyprowdzila sie z domu zostawajac dzieci z mezem bo uznala ze w do
                          > mu nie ma zrozumienia dla jej potrzeb tj np wyjsc kilka razy w tygodniu na sil
                          > ownie, tez potraktowano by z taka zyczliwoscia, czy moze jednak uznano za nieco
                          > niedojrzala i egoistyczna?

                          Audiatur et altera pars... na razie znamy tylko wersje jednej strony, ktora, co sama stwierdzila, emocjonalnosc u doroslych ludzi uwaza za fanaberie.
                          Tak, czytasz forum, powinnas wiedziec - praktycznie kazdej, ktora uskarzala sie, ze jest uwieziona w domu i czuje sie wypalona doradzano jednoglosne ZROB COS DLA SIEBIE, wyjdz z tego domu choc na kilka godzin tygodniowo. Wrecz namawiano do zadbania o WLASNE potrzeby kobiety.
                          • 71tosia Re: rozwód? 01.05.18, 14:37
                            doradzano wyjdz domu a nie wyprowadz sie z domu - chyba jednak jest roznica?
                            Historia jakich wiele - liczne obowiazki naturalne dla rodziny z malymi dziecmi, przemeczona, zasypujaca pretensjami meza zona i maz ktory po 40stce nagle zauwaza ze zycie galopuje i majac rodzine trudniej sie 'sie realiowac' niz w czasach kawalerskich. Pan znajduje proste rozwiazanie 'wypisuje' sie z rodziny, pani ciagle jeszcze na zwiazku troche zalezy ale nie wie co robic. Historia jakich wiele, chyba nawet latwo wyobrazic sobie jak wygladalby opis drugiej strony?
                            • edw-ina Re: rozwód? 01.05.18, 14:41
                              Oj za bardzo to upraszczasz. Żaden pan, który poczuł się przemęczony, nie szuka dla związku pomocy psychologa, tylko radośnie realizuje się pozostawiając żonie opieranie swoich gaci do chwili, aż ona ich nie wyrzuci przez okno.
                            • tt-tka Re: rozwód? 01.05.18, 16:41
                              71tosia napisała:

                              > doradzano wyjdz domu a nie wyprowadz sie z domu - chyba jednak jest roznica?

                              Jest. Te, ktore nauczyly sie wychodzic, zwykle umialy i inne sprawy w zwiazku poukladac.
                              Tym, ktore nie umialy lub nie daly rady predzej czy pozniej radzono "uciekaj", "zostaw go".
                              Mezczyzn tez to dotyczy.


                              > Historia jakich wiele - liczne obowiazki naturalne dla rodziny z malymi dziecmi
                              > , przemeczona, zasypujaca pretensjami meza zona

                              Ona ani slowem nie wspomniala, jak wygladalo ich zycie przedtem ani ze probowala podzielic obowiazki. Nie, ona wyznaczala (!) mezowi zadania i zadala wywiazania sie. zwiazek sie tworzy wspolnie, pani tego nie wie ?

                              >i maz ktory po 40stce nagle za
                              > uwaza ze zycie galopuje i majac rodzine trudniej sie 'sie realiowac' niz w cza
                              > sach kawalerskich. Pan znajduje proste rozwiazanie 'wypisuje' sie z rodziny,

                              Pan sie nie wypisuje z rodziny. Pan sie wypisuje ze zwiazku z pania, a nie z dziecmi. Roznica zasadnicza.

                              p
                              > ani ciagle jeszcze na zwiazku troche zalezy ale nie wie co robic. Historia jaki
                              > ch wiele, chyba nawet latwo wyobrazic sobie jak wygladalby opis drugiej strony?

                              Ja nawet nie musze sobie wyobrazac, znam wiele takich historii i slyszalam relacje OBU stron. Zdziwilabys sie.
                    • eukaliptusy Re: rozwód? 01.05.18, 11:18
                      Tosiu, Akurat do teatru chodzimy a nie do kina i hobby to wino i wjazdy do winnic, ale niech ci będzie. Nic specjalnego. Życie rodzinne. Roznica jest taka, że pani robi za umęczona matkę Polkę, która interesują tylko obowiązki (na własne życzenie najprawdopodobniej, bo jak się okazuje mąż się przynajmniej potrafi dziećmi zająć), pogardliwie wyraża się o potrzebach męża i nie rozumie co to jest intymność w związku.
                      Pan nawet próbował wspólnej wizyty u psychologa i nic to nie dało. A raczej dało mu bardzo dużo - przekonał się, ze brak jest woli zmiany i ze on już nie ma ochoty dalej tak żyć.

                      Jak czytam panoramę to mam silną intuicje, że coś jest z nią naprawdę nie tak. Ciarki mnie przechodzą na sama myśl o pozostawaniu w małżeństwie z nia.
                      Nie wiem co to do końca jest - może to kompletne wyparcie emocji, brak wglądu w świat wewnętrzny i motywacje innych ludzi, brak samorefleksji, usztywnione postawy.
                      Albo może to majówkowy trol i dlatego tak mi zgrzyta :)
                      • 71tosia Re: rozwód? 01.05.18, 12:25
                        taaaa 'robi za zmeczona' a jak ma nie byc zmeczona skoro cala prace w domu i przy dzieciach ogarnia sama ... wiekszy efekt niz wizyta u psychologa bylby gdyby pan-maz pomogl by zonie troche w codziennych obowiazkach. Mnie tez ciarki przechodza ale na mysl o spedzaniu zycia z trutniem ktorego najwiekszym zmartwieniem jak sobie na silownie wyjscie zalatwic i domagajacym sie od zmeczonej zony 'wiekszego zrozumienia'.
                        • eukaliptusy Re: rozwód? 01.05.18, 14:11
                          A moim zdaniem panorama to jest typ samoumartwiaczki, która dla rodziny się poświęca chociaż nikt jej o to nie prosi, nie ma pojęcia jak się bawić i zrelaksować. Na męża narzeka, ze stoi z boku, ale jak on chce coś zrobić to „się rządzi” i jest awantura bo ona robi lepiej. Jakby mąż jej ugotował i pozmywał, to wolny czas by wykorzystała na froterowanie podłóg.
                          Bo „życie jest pracą a nie zabawą”. Na dłuższa metę tego się nie da wytrzymać.
                          Nie mówię, ze mąż jest święty, ale problemu z jego brakiem partycypacji w obowiązkach domowych nie rozwiązuje się przez przejęcie wszystkiego i nieustanne narzekanie. Może myśli, ze tak się mężowi miłość okazuje, bo ma takie wzorce, a tu niespodzianka, bo on by chciał partnerki, z która można żyć, a nie tylko wykonywać obowiązki.
                          • 71tosia Re: rozwód? 01.05.18, 15:00
                            Bledem z pewnocia jest przyzwycajenie meza ze go sie we wszytskich obowiazakach domowych wyrecza, ale gdy jednak sie taki blad zrobilo nie latwo jest zmienic przyzwyczajenia meza. I gdzie ty wyczytalas ze maz Panoramy tak sobie ceni model partnerki zwiazku, dzielenie sie obowiazkami etc? Pan ma raczej problem z zaakceptowaniem sytuacji ze majac malutkie dzieci nie da sie spedzac wielu godzin na silowni i na wyjsciach z kolegami tak jak sie to robilo w czasach kawalerskich.
                          • tt-tka Re: rozwód? 01.05.18, 15:18
                            eukaliptusy napisał(a):

                            > A moim zdaniem panorama to jest typ samoumartwiaczki, która dla rodziny się poś
                            > więca chociaż nikt jej o to nie prosi, nie ma pojęcia jak się bawić i zrelaksow
                            > ać. Na męża narzeka, ze stoi z boku, ale jak on chce coś zrobić to „się rządzi”
                            > i jest awantura bo ona robi lepiej. Jakby mąż jej ugotował i pozmywał, to woln
                            > y czas by wykorzystała na froterowanie podłóg.

                            Odnioslam DOKLADNIE takie wrazenie po kilku jej postach.


                            > Bo „życie jest pracą a nie zabawą”. Na dłuższa metę tego się nie da wytrzymać.

                            Ano nie da. Albo ma sie przy boku automat coraz bardziej nieobecny, uciekajacy w prace, w kochanke czy gdziekolwiek, albo partner odchodzi. Partnerkom tez sie to zdarza, coraz czesciej.

                            > myśli, ze tak się mężowi miłość okazuje, bo ma takie wzorce, a tu
                            > niespodzianka, bo on by chciał partnerki, z która można żyć, a nie tylko wykon
                            > ywać obowiązki.

                            A tu zonk, bo zycie to nie emocje, tylko wypelnianie obowiazkow :(

                            Ja tez tego meza nie bronie, tym bardziej, ze nie on nas pyta o rady. Ale rozumiem go.
    • barbra25 Re: rozwód? 01.05.18, 07:54
      Czemu sprawia Ci przykrość, że dzieci są pod dobrą opieką w czasie majówki? Wolałabyś aby z dziećmi się nie widywał wcale? Czy chodzi o to, że są podczas majówki pod jego opieką bez Twojej zgody? Przykro Ci, że mąż się dobrze bawi a Ty odbierasz to jak robienie Tobie na złość? Co Ty robisz w tym czasie kiedy on dziećmi się zajmuje? Dbasz o swój wolny czas czy jedynie oglądasz tv gdy przychodzą zdjęcia z udanej bez Ciebie majówki?
      Gdybyś kogoś poznała tu i teraz, zakochała się nadal tkwiłabyś w przekonaniu, że rodzina ma być w komplecie na siłę? Masz przyjaciół? Spotykasz się z nimi w wolnym czasie? Może pójdziesz na piwo z atrakcyjnym kolegą gdy Twój mąż przesyła Ci zdjęcia z majówki, wtedy nie będzie Ci tak przykro bo swój wolny czas spędzisz równie dobrze bez żalu o nic. A gdy bez zapowiedzi Twój mąż wpadnie po dzieci i zobaczy, że zostawia Ciebie samą w Waszym domu z atrakcyjnym kolegą z którym beztrosko popijasz sobie wino?
      Dlaczego nie wystąpiłaś do sadu o alimentowanie dzieci i ustalenie kontaktów ojca z nimi tylko trwasz w przekonaniu, że ma być rodzina w komplecie bo Ty tak chcesz, a nieważne, że pan już nie? Dlaczego nie chcesz pozwolić mu być szczęśliwym bez Ciebie jeśli on tego tak pragnie? Bo Ty nie będziesz wtedy szczęśliwa sama ze sobą?
      • 71tosia Re: rozwód? 01.05.18, 10:08
        swietna rada na klopotu w zwiazku. Zrob mezowi na zlosc i poszujak faceta, najlepiej sie z nim przespij moze maz poczuje sie zraniony?
        • panorama1234 Re: rozwód? 01.05.18, 13:07
          71tosia i gulweig31 dziękuję wam za zrozumienie. Niektóre komentarze są oderwane od rzeczywistości. Tak jak ktoś pisał życie nie jest zabawą a pracą i niestety poświęceniem. Jeśli chce się robić tak by sobie było najwygodniej to trzeba niestety żyć w pojedynkę a nie zakładać rodziny i robić dzieci.
          • salsa.lover Re: rozwód? 01.05.18, 21:26
            panorama1234 napisała:

            > 71tosia i gulweig31 dziękuję wam za zrozumienie. Niektóre komentarze są oderwan
            > e od rzeczywistości. Tak jak ktoś pisał życie nie jest zabawą a pracą i niestet
            > y poświęceniem. Jeśli chce się robić tak by sobie było najwygodniej to trzeba n
            > iestety żyć w pojedynkę a nie zakładać rodziny i robić dzieci.


            Życie jest poświęceniem? To serio współczuje takiego życia, bo masz je tylko jedno. Od Ciebie zależy jak to życie będzie wyglądać.
            Prezentujesz postawę, która przyprawia o dreszcze na plecach, obowiązki, praca, poświęcenie jako esencja rodziny i małżeństwa. Super. Wcale się nie dziwię, że mąż nie ma ochoty spędzić resztę swojego życia w taki sposób.
            Zabrał Cię do psychologa co ewidentnie świadczy o tym, że chciał coś w Waszym życiu zmienić, ale Ty nie byłaś tym zainteresowana. A teraz on ma wrócić, bo Ty tak chcesz. Wow.

            Skoro on jest taki beznadzieny, niedojrzały Piotruś Pan zajęty tylko swoją pracą i siłownią to ja naprawdę nie rozumiem dlaczego tak strasznie chcesz z nim być. Bo wybacz ale nawet cienia miłości do niego nie widać w Twoich postach.
            • gonzo_101 Re: rozwód? 01.05.18, 21:44
              A mi się wydaje, że autorka nie jest z nami szczera i ukrywa niewygodne dla niej informacje. Z rozmysłem unika odpowiedzi na pytania tt-tki, moje i kilku jeszcze forumek, a sama dobrze wie co ma za pazurami. Szuka sposobu aby zatrzymać męża w domu i nie wykonać przy tym żadnego wysiłku i kroku w stronę porozumienia. Napisała, że walczy o ten związek więc pytam jakie kroki w tym celu poczyniła, co konkretnie zrobiła?
          • mona_lina Re: rozwód? 17.05.18, 11:41
            Życie tak bardzo zasadniczo na poważnie jest nie do wytrzymania. Ja bym oszalała.
            Czytam o tych ciężkich obowiązkach, poświęceniach, ogarnianiu domu i padaniu na pysk...
            Bez przesady. Dom nie musi lśnić każdego dnia, obiad można zrobić na dwa dni, nie wszystko trzeba prasować, a i z odkurzaczem i mopem nie trzeba biegać codziennie. I można znaleźć czas i na zabawę z dziećmi i na chwilę dla siebie i dla męża. A dzieci są już tak duże, że można je wciągać w obowiązki domowe i pomoc w przygotowaniach, co tylko Wam, a im przede wszystkim, wyjdzie na dobre.
            Z poważnie podchodzisz do życia. Daj sobie więcej luzu i uśmiechu, bo wykończysz nie tylko męża, ale siebie i dzieci też.
        • barbra25 Re: rozwód? 08.05.18, 21:52
          Nie napisałam nic o tym aby tylko Tobie było najwygodniej panoramo. Mam na myśli raczej równe wygody dla Ciebie i dzieci jak i dla Twojego wprowadzonego męża. Nie napisałam nic o przespaniu się z kimkolwiek, po co zakładać od razu najgorsze zanim dojdzie do rozwodu? Spodziewam się, że nie masz pomysłu jakie własne potrzeby mogłabyś realizować w czasie gdy mąż zabiera dzieci i stąd frustracja bo do tej pory realizowalaś głównie potrzeby rodziny jako całości o sobie nie pamiętając zbytnio? Moja mama po rozwodzie nie ułożyła sobie życia, a ja marzę od lat aby się zakochała i przestała narzekać na samotność albo żeby chociaż zaprzyjaźniła się z kimś i była szczęśliwa. Być może poznanie faceta to rada od czapy, nie wiem, ale jeśli pan wyprowadzony nie zgodzi się na powrót do Ciebie przymusowo i taki stan korzystania z lodówki u Ciebie utrzymywać będzie się latami nie widzę innej możliwości jak podłączyć pod tą lodówkę stróża - przyjaciela, który od czasu do czasu uzupełni ową lodówkę, ugotuje coś pysznego i nawet kulturalnie zaprosi pana wyprowadzonego do stołu. Jak kogoś nie stać na miłość to może stać go jeszcze na zazdrość? Odrobina szaleństwa i zabawy w Twoim poważnym podejściu do spraw nie zaszkodziłaby nikomu raczej czy jednak? Na sprawie rozwodowej zdaje się sąd pyta czy małżonkom zależy na sobie wzajemnie. Gdy Twój mąż będzie obojętny nawet wobec tego, że po Waszym wspólnym mieszkaniu szwenda się jakiś podchmielony koleś to faktycznie wyprowadził się z powodu zobojętnienia a nie żeby zrobić Ci na złość w zemście za nieudaną terapię.
          • panorama1234 Re: rozwód? 08.05.18, 22:11
            Dobre tylko gdzie takich facetów przyjaciół się znajduje. Bo ja w miłość już nie wierzę. Mój mąż był moją wielką, niepodważalną miłością, a ja byłam jego jedyną miłością, a potem mnie zostawił,bez żadnej litości i nie patrząc na to że mamy dzieci.
            • barbra25 Re: rozwód? 09.05.18, 09:27
              Gdzie? Na siłowni?
              Jeden chłop nawalił, masz prawo nie wierzyc w miłość ale w przyjaźń?
              Ktoś tu napisał, że znalezienie faceta byłoby zrobieniem mężowi na złość... Otrzymanie niewirtualnego wsparcia psychicznego jest robieniem mężowi na złość? Wyobraź sobie taką scenkę gdy wchodzi wyrowadzony mąż i zastaje Ciebie smutną w objęciach przyjaciółki. Przyjaciółka pociesza Cię, że np."Nie martw się, ja pomogę Ci przy dzieciach dzisiaj a w piątek jest fajny film w kinie. Tylko czy mąż ma plany na piątek aby zająć się dziećmi? O akurat maż Twój przyszedł, znakomicie, zypytajmy go czy dzisiaj pobędzie z dziećmi to na zumbę byśmy poszły a w piatek na film do kina"
              To wersja damskiego wsparcia psychicznego. Teraz ta sama scenka z objęciami, tylko w wersji z przyjacielem. Ty wiesz, że to przyjaciel Ciebie pociesza bo w miłość nie wierzysz i dobrze, masz prawo przez jakiś czas być załamana. Twój mąż nie musi tego wiedzieć kim jest pocieszyciel i co robisz z pocieszycielem gdy mąż sam sobie mieszka. Wchodzi i słyszy jak Twój przyjaciel pociesza Cię podobnymi słowami:
              "Nie martw się, ja pomogę Ci się ogarnąć, zrobię Ci zakupy bo widzę że w lodówce pustki a w piątek jest fajny film w kinie. Tylko czy mamy komu powierzyć dzieci natenczas? O akurat mąż Twój jest zytajmy go."
              Różnica w tym czy na film zabierze Ciebie przyjaciółka czy przyjaciel jest taka, że z przyjaźni damsko-męskiej może coś wyniknąć w kinie a to oznacza, że Twój mąż może zacząć bać się o Ciebie i o dzieci, które będą miały "wujka" po Waszym rozwodzie. Jeśli zależy mu na Tobie to będzie chronić Cię przed ewentualnym gwałcicielem. Jeśli chce być wolny to i Tobie daje wolność i możliwość spotykania się z innymi. Być może zobaczy oczami wyobraźni jak starasz się przypodobać innemu chłopu zamiast jemu wyprowadzonemu i stwierdzi, że nie było mu jednak tak najgorzej w tym małżeństwie? Pytasz gdzie znaleźć przyjaciół? A gdzie bywasz na co dzień poza domem? A może tu zaglądaj: forum.gazeta.pl/forum/f,42420,bardzo_SAMOTNE_matki.html
            • enith Re: rozwód? 09.05.18, 16:51
              panorama1234 napisała:
              > ... a potem mnie zostawił, bez żadnej litości i nie patrząc na to że mamy dzieci.

              Nieprawda. Gdyby twój mąż faktycznie nie patrzył na to, że macie dzieci, to nie bywałby u was w domu bawiąc się z nimi i nie zabierałby ich na wycieczki. Po prostu zniknąłby z ich życia na zawsze. Nie rozumiem więc, czemu tak się nakręcasz i usilnie przedstawiasz odejście męża od CIEBIE, jako porzucenie dzieci. Mąż dzieci kocha i jest obecny w ich życiu, nie wypiął się na nie, jak czyni wielu ojców po odejściu od ich matek. Ale dla ciebie liczy się tylko to, że nie śpi w waszym łóżku, tylko wraca do siebie. I przez to jesteś na dobrej drodze, żeby spieprzyć te fajne kontakty ojca z dziećmi. Niby tak ci zależy na ich dobru, ale nawet nie wyjaśniłaś dzieciom stosownie do ich wieku, co się dzieje. Nawet nie spróbowałaś uregulować ich kontaktu z ojcem, wprowadzić ważną w ich wieku rutynę. Widzisz wyłącznie swoją krzywdę, a czego nie widzisz to to, że swoim głupim uporem i próbami zatrzymania męża przy sobie, krzywdzisz własne dzieci. Naprawdę wolisz, by mąż był z tobą bez miłości, ale za to z litości?
    • edw-ina Odrobina racjonaliności by się przydała 01.05.18, 14:33
      co wiemy:
      a) facet odszedł, powiedział wprost, że chce rozwodu, nie wygląda na to, że chce wracać, za to autorka wątku chce jego powrotu na łono rodziny i powrotu do tego, co było;
      b) Facet ma jakieś konkretne zarzuty wobec żony, nie wiemy jakie, bo autorka nie chce napisać i skraca to do tego, że mąż "chce rządzić";
      c) Para była u psychologa, jak rozumiem na jednej sesji, na której autorka się kajała. Nie wiemy dlaczego, czy dlatego, że zarzuty męża były takie mocne i poczuła jego emocje, czy w nadziei, że jak się pokaja to mąż wróci. Nie wiemy dlaczego tylko na jednej sesji, skąd to wspomniane kajanie się. O ile dobrze zrozumiałam to terapię zaproponował mąż;
      d) Bohaterowie wątku mają 15 letni staż małżeński i dzieci w wieku 4-5 lat, co oznacza, że zanim te dzieci pojawiły się na świecie mieli 10 lat (a nawet więcej) na ustalenie pewnych zasad w związku, jak zasady podziału obowiązków, sposobu spędzania wolnego czasu itd.
      e) facet jest przedstawiony jako truteń, który nie zajmuje się domem i dziećmi (nie zamierzam tego negować, podłogą w domu nie jestem), ale z drugiej strony sam z własnej woli zabrał dzieci na majówkę (i to jak rozumiem nie zawiózł ich do swoich rodziców, by się nimi zajęli), a autorka w jednym z wcześniejszych postów napisała, że chce, aby mąż wrócił do wypełniania swoich obowiązków, co oznacza, że jednak jakieś wypełniał;

      Ja nie neguję, że bycie głównym opiekunem dwojga dzieci jest skrajnie wyczerpujące i odbiera chęć na wiele aktywności i przyjemności. Ale to nie autorka rozstała się z mężem ze względu na jego lenistwo i odcinanie się od obowiązków, tylko on to zrobił z jakiegoś powodu. Z powodu, którego de facto nie znamy.

      I jeszcze słów parę odnośnie cierpienia, prozy życia i wypełniania obowiązków. Nie, życie nie jest niekończącą się zabawą, pełną ferii barw i fajerwerków. Ale nie jest też poświęcaniem się i wypełnianiem określonych obowiązków, życie nie jest cierpieniem. Gdyby było, to żaden chory człowiek nie miałby potrzeby walki z chorobą, bo po co, skoro wszystko to vanitas venitatum et omnia vanitas. Przeraża mnie ten sposób postrzegania rzeczywistości, a mówię to jako osoba skażona takim myśleniem, bo taka jest jednobiegunowa. To myślenie jest odbierające chęć do życia.
      • gulweig31 Re: Odrobina racjonaliności by się przydała 01.05.18, 14:56
        Ja dodałabym jeszcze
        f) facet wyprowadził się z domu, chce rozwodu jednak "przyjeżdża kiedy chce do naszego wspólnego domu, siedzi ile chce, je, a potem wraca do siebie na noc."
        Gość jest kompletnie pozbawiony honoru. Gdybym ja miała tyle "ale" do swojego męża, ile on ma wobec własnej żony to wpadałabym tylko po dzieci, ewentualnie do dzieci i tyle by mnie widział. Nie partycypowałabym w obowiązkach, ale też nie zachowywałabym się tak jakby to nadal był mój dom, skoro podjęłabym decyzję o wyprowadzce.