e-milia1
23.11.09, 08:23
to sprawa sprzed kilku juz dni, ale dalej chodzi mi po glowie.
wielu z was moze wydas sie czyms, czym nie powinno zawracas sobie
glowy-moze. jechalam z mezem samochodem. ja prowadzilam. jak zwykle
przy takiej okazji, maz mowil mi co chwile, jak mam jechac a jak
nie-nie cierpie tego (jezdze juz od kilku lat). nie lubie byc
kierowca, jadac z nim. mysle, ze wiele kobiet wie o czym pisze.
wjezdzajac na pietrowy parking, przy wyciaganiu biletu nie
odjechalam od razu tylko odlozylam najpierw bilet w miejsce, w
ktorym go nie zapomne. za mna stal juz face i oczywiscie zaczal
trabic i machac rekami, to mu tez pomachalam. maz stwierdzil, ze
facet ma racje bo stalam kilka sekund za dlugo. pojechalismy szukac
parkingu, maz mówi-parkuj tutaj, nie zaparkowalam, pojechalam
kawalek dalej. mez sie juz pienil. zaparkowalam i chcialam
wyrownac - nie lubie krzywo stac. maz oczywiscie w tym momencie
zaczal wysiadac. zawsze mi tlumaczyl, ze pasazer wysiada z
samochodu dopiero jak kierowca wylaczyl juz silnik. widac u niego
obowiazuja inne zasady. zaczal wiec wychodzic gdy ja jeszcze
jechalam. wyskoczyl wiec z auta, zacza machac rekoma i jeczec jak
ja jezdze i wogole. myslalam,ze wyjdzie z siebie. w tym samym
czasie pan co wczesniej na mnie trabil, zaparkowal na przeciwko.
zamiast wysiasc z auta-jego dzieci i zona juz dawno wysiedli,
przygladal sie calej sytuacji, siedzial za kierownica i smiala sie
do lez... smial sie z calej tej sytuacji, smial sie ze mnie-
myslalam, ze wyjde z auta najpierw strzele swojemu chlopu w czolo,
potem jemu.. czulam sie bardzo nie na miejscu, nie mialam prawa
zostac tak potraktowana, maz strasznie mnie zranil swym zachowanie,
nawet nie zrozumial co zaszlo i jak ja sie szulam. mam chwilowo
dosyc.