Dodaj do ulubionych

najbizsza mi osoba skompromitowala mnie...

23.11.09, 08:23
to sprawa sprzed kilku juz dni, ale dalej chodzi mi po glowie.
wielu z was moze wydas sie czyms, czym nie powinno zawracas sobie
glowy-moze. jechalam z mezem samochodem. ja prowadzilam. jak zwykle
przy takiej okazji, maz mowil mi co chwile, jak mam jechac a jak
nie-nie cierpie tego (jezdze juz od kilku lat). nie lubie byc
kierowca, jadac z nim. mysle, ze wiele kobiet wie o czym pisze.
wjezdzajac na pietrowy parking, przy wyciaganiu biletu nie
odjechalam od razu tylko odlozylam najpierw bilet w miejsce, w
ktorym go nie zapomne. za mna stal juz face i oczywiscie zaczal
trabic i machac rekami, to mu tez pomachalam. maz stwierdzil, ze
facet ma racje bo stalam kilka sekund za dlugo. pojechalismy szukac
parkingu, maz mówi-parkuj tutaj, nie zaparkowalam, pojechalam
kawalek dalej. mez sie juz pienil. zaparkowalam i chcialam
wyrownac - nie lubie krzywo stac. maz oczywiscie w tym momencie
zaczal wysiadac. zawsze mi tlumaczyl, ze pasazer wysiada z
samochodu dopiero jak kierowca wylaczyl juz silnik. widac u niego
obowiazuja inne zasady. zaczal wiec wychodzic gdy ja jeszcze
jechalam. wyskoczyl wiec z auta, zacza machac rekoma i jeczec jak
ja jezdze i wogole. myslalam,ze wyjdzie z siebie. w tym samym
czasie pan co wczesniej na mnie trabil, zaparkowal na przeciwko.
zamiast wysiasc z auta-jego dzieci i zona juz dawno wysiedli,
przygladal sie calej sytuacji, siedzial za kierownica i smiala sie
do lez... smial sie z calej tej sytuacji, smial sie ze mnie-
myslalam, ze wyjde z auta najpierw strzele swojemu chlopu w czolo,
potem jemu.. czulam sie bardzo nie na miejscu, nie mialam prawa
zostac tak potraktowana, maz strasznie mnie zranil swym zachowanie,
nawet nie zrozumial co zaszlo i jak ja sie szulam. mam chwilowo
dosyc.
Obserwuj wątek
    • e-milia1 Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 08:27
      mialam wrazenie, jakby maz stanal po stronie tego faceta, wcale mu
      nie przeszkadzalo, ze jakis dupek trabi na jego zone-nie, jeszcze
      stwierdzil, ze facet ma racje. nie przeszkadzalo mu, ze jakis dupek
      nabija sie z jego zony. maz uwaza, ze nic sie nie stalo, ze
      przesadzam. wiem, ze az tak duzo sie nie stalo, bo i glupia
      sytuacja. jednakze zachowanie meza i jego postawa-to mi wystrczy.
      czuje sie, jakby maz mnie zdradzil. moze to glupie poronanie, ale
      tak sie wlasnie czuje...
      • mallard Milciu nie przesadzasz! 23.11.09, 09:27
        Twój facet zachował się SKANDALICZNIE! Jak cham po prostu!
        Gorzej niż dżentelmen z kołchozu!
        Jeżeli w najbliższym czasie nie przyjdzie do Ciebie z kwieciem i
        nie "walnie skruchy", to przepadł.
        Nosz kurna, tak się biedaczek wstydził, że aż przed innym chamem
        popisówę musiał strzelić?!
        Niedojrzały gó...arz i tyle!
        Sorry, że się zaplułem, ale takiego zachowania nie trawię. sad
    • ciociacesia wredny h...ek 23.11.09, 08:30
      z tego twojego meza. wygarnełabym mu i nastepnym razem szedłby na piechote. ja
      tam mam kompleksy i nie potrzebuje zeby mi je własny facet pogłębiał, bo to po
      prostu podłe jest
    • default Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 08:33
      Oczywiście ja też nie lubię prowadzić, kiedy mąż jest pasażerem -
      zawsze jakąś tam uwagę zrobi, ale uważam, że przesadzasz. Trzeba
      było obsobaczyć męża, że sam zachowuje się nieodpowiednio (wysiada w
      trakcie parkowania) i olać jego jęki. I w ogóle unikaj wożenia męża -
      ja się godzę na takie coś tylko kiedy mąż jest po spożyciu - wtedy
      to zawsze mnie chwali, jaki ze mnie super kierowca smile A to że jacyś
      obcy ludzie się przyglądali sytuacji - i cóż z tego ? Co Cię oni
      obchodzą. Mąż wykazał się niezdrowym czepialstwem - bądź ponad to.
    • deodyma Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 08:54
      na Twoim miejscu szlag by mnie trafil i kazalabym mezowi wynosic sie
      z samochodusmile
      ja bym nie wytrzymala nerwowo.
      • arwena_11 Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 09:08
        Mąż zachował sie jak cham, ale jakby nie patrzeć powinnaś odjechać,
        a bilet dać mężowi do schowania. W takich parkingach często jest
        tak, że kolejne samochody blokują drogę dojazdowa i robi sie korek.
        Jestem wiec w stanie zrozumieć faceta za tobą, ze sie wściekł, bo
        pewnie za nim stały samochody i też się wściekali.

        Mnie zawsze zastanawia inne zjawisko. Skręt na rondzie. Skręca sie z
        jednego pasa, ale mozna wjechać na 3 pasy. I oczywiście jeden
        zablokowany, a reszta pusta i przejazd zajmuje 3-4 zmiany swiateł (
        przykładem może być skręt w rzymowskiego z Al. Lotników przy Galerii
        Mokotów w Warszawie ). No i niestety 90% kierowców blokujących
        dojazd do innych pasów to kobietysad. Sama jeżdże dużo i często i
        czasami naprawde mi wstyd za kobiety na drodze. A już szczytem była
        pani jadąca zygzakiem, bo w jednej ręce miała komórkę, w drugiej
        papieros a kierownicę to chyba nogami trzymała.
        • malila Arwena 23.11.09, 09:52
          O który skręt Ci chodzi? Bo tak patrzę na mapie i nie widzę
          skrzyżowania Rzymowskiego z Aleją Lotników. Gdzie to jest?
          • arwena_11 Re: Arwena 23.11.09, 11:46
            Qrcze może to nie rzymowskiego ( ale dochodzi do tej ulicy ). Chodzi
            mi o to rondo pod wiaduktem na Marynarską.
            • malila [ot] rondo 23.11.09, 11:57
              Jeśli rondo pod wiaduktem, to tam się łączą: Rzymowskiego,
              Marynarska, Wołoska i Aleja Wilanowska. Jadąc od ronda w stronę
              Wilanowa mija się Aleję Lotników. Chodzi Ci o skręt z Rzymowskiego w
              Wilanowską?
              • arwena_11 Re: [ot] rondo 23.11.09, 12:47
                Masz racjesmile Az sprawdziłam na mapie, bo al. lotników mi utkwiła,
                ale jak się okazało dlatego że nią zazwyczaj dojeżdżam do Galerii.
                Jakoś umknęło mi że jeszcze kawałek Wilanowską muszę pojechaćsmile
                Ale chodzi mi dokładnie o skręt z Wilanowskiej w Rzymowskiego. Tam
                są cyrki i światła potrafię przejeżdżać 20 min. Ale ostatnio
                zaczęłam już ustawiać sie na pasie jadącym prosto i skręcać z niego
                na puste pasy na rondzie. Łamie przepisy, ale zajmuje mi to 5 minut
                a nie 20.
    • aurita Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 09:00
      ja nerwowa jestem ale bym zostawila tego meza z tymi machajacymi rekami i
      pojechala do domu. Sama.
    • moni692 Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 09:02
      Ja bym zmienila bieg na wsteczny dodala gazu i wyjechala z prakingu z piskiem
      opon. Wiecej by tego nie zrobil tongue_out
      • ipola Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 09:31
        Wiem, co czujesz. Ja po 7 latach przerwy zaczęłam jeździć samochodem. Wzięłam
        parę lekcji i staram się jak mogę. Wczoraj podczas jazdy ja kierowałam, mąż bez
        przerwy mnie krytykował, nie żeby udzielał życzliwych rad, za co nawet byłabym
        wdzięczna. Kiedy powoli ruszałam na światłach, krzyczał że za wolno jadę. Był
        bardzo nerwowy, a ja byłam tak zestresowana jak na egzaminie. Postanowiłam czym
        prędzej kupić sobie własne auto, bo na wspólną jazdę nie widzę perspektyw. Mam
        dużo jeździć, żeby się wprawiać. Tymczasem strasznie się stresuję i tracę ochotę
        do jazdy. Obawawiam się, że znów przestanę jeździć mając za pasażera męża.
    • ola_motocyklistka Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 09:18
      Zostawiłabym go machającego rękami i bym odjechała.

      Jeżdżę parę lat, miałam 1 stłuczkę, jeżdżę z dzieckiem. Nigdy nie pozwoliłam
      sobie na takie uwagi. Zawsze mu mówię-nie ma problemu, jak uważasz że źle
      jeżdżę, to proszę zawieź mnie tam, gdzie potrzebuję, i załatwiaj ze mną sprawy
      nasze domowe, zakupy. Początkowo mnie woził, teraz już nie, a i uwagi są
      rzadkie. Teraz czasami mu się wyrwie jak uważa że za szybko wchodzę w zakręt.
      rzucam mu 1 spojrzenie. jest cisza.

      Nie pozwól sobie na takie traktowanie
      • ola Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 09:36
        ja w takiej sytuacji stanęłam na poboczu i poprosiłam ślubnego
        grzecznie, żeby wysiadł z samochodu.
        Nie chciał, więc ja wysiadłam, zostawiając go samego z dzieckiem i
        psem.
        Sama wróciłam do domu autobusem.
        Od tej pory siedzi cicho i nie komentuje.
        • zonka77 ola zrobiłam tak samo. 23.11.09, 11:11
          i to ze dwa razy + awantura. Teraz nic nie mówi chociaż widzę że bardzo by chciał wink
    • kolorowo12345 Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 09:43
      Ja bym go zostawiła na tym parkingu i odjechała. Dupek do kwadratu!
      Ciężko mi powiedzieć co byloby później ale nie wyobrażam sobie
      wspólnych zakupów po takim upokorzeniu. W innych sferach też sie tak
      zachowuje?
    • crises Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 09:44
      Skoro pozwalasz na takie zachowanie, to masz co chciałaś.

      W moim przypadku uwagi na temat tego, co robię za kierownicą, ma
      prawo robić mi jedna osoba (nieistotne, kto to jest - istotne, że
      merytorycznie zawsze ma w tym temacie rację i robi to kulturalnie).
      Wszystkie inne, łącznie z moim ojcem, przy pierwszej próbie zostały
      poinformowane, że albo się zamkną, albo zostaną wysadzone w
      pierwszym miejscu, gdzie będzie to można bezpiecznie zrobić, i będą
      sobie dymać dalej na piechotkę. W przypadku jednej raz było blisko,
      ale ogólnie - pomogło.

      Ale ja jeżdżę zawsze swoim własnym samochodem i mogę sobie pozwolić
      na takie numery.
    • rodriga Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 09:50
      Mąż zachował się jak prostak.
      Ja ostatnio po kolejnej uwadze wysadziłam swojego z samochodu,
      wrócił autobusem. Polecam smile
      • e-milia1 Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 09:59
        maz mial nerwy w tym dniu, ja tez, wiec pozniej eskalowalo.
        nawrzeszczalam na meza, ale on i tak dalej twierdzi, ze przeciez
        nic sie nie stalo. mam swoj samochod, jezdze od kilku ladnych lat,
        po miescie, po autostradach, za granica. czesto jadac w dlasza
        droge, zmieniamy sie. nie mialam ani jednej stulczki przez
        wszystkie te lata, w przeciwienstwie do meza. jezdze na ogol z
        dzieckiem wiec jestem ostroznym kierowca. na ogol jego glupie uwagi
        wisza mi, mam je gdzies. w sobote mialam nerwy wiec tylko w ten
        sposob dolal oliwy do ognia i wystraczylo bym wybuchla. macie
        racje, nastepnym razem odjade, niech wraca autobusem, metrem,
        samolotem....
    • franczii Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 09:56
      trzeba bylo odjechac jak wylazl z tego samochodu i zostawic go tam na troche.
      A ten facet w drugim samochodzie moze nie smial sie tylko z ciebie a z calej
      sceny, ktora tak naprawde odstawil twoj maz. Gdyby twoj maz nie wyskakiwal z
      auta niemal w biegu i cie glosno nie strofowal to nikt by na ciebie uwagi nie
      zwrocil. Ja tez bym chyba sie posmiala ale z twojego chlopa. Na twoim miejscu
      bym mu wmowila, ze to z nie go gosc mial polewke a nie z ciebie bo ty
      przedstawien takich jak on nie robisz.
    • lampka_witoszowska Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 09:57
      hehehe

      po pierwsze, ja bym odjechała bez niego do domu od razu po tym, jak
      wysiadł - dokładnie na widoku owego rozesmianego pana
      niech się chłopaki cieszą razem smile

      po drugie, nawrzeszczałabym, że ostatni raz takie zachowanie - mógł
      się ozenić z Kubicą, a jak nie, to niech spada albo siedzi cicho i
      kierowcy nei wkurza

      po trzecie, straszyłabym go na każdym kroku z nim za kierownicą, że
      zrobię za chwilę to samo, co on na tym cholernym parkingu, niech
      tylko mam wrażenie jego nieposłuszeństwa

      i bardzo możliwe, że mówiłabym mu, jak ma mnie wozić

      ale sie zachował, wrrrrrrr
      • e-milia1 zapomnialam dodac, ze potem zrobilam mu 23.11.09, 10:01
        awanture i to na tym parkingu jeszcze. na zakupy poszlismy osobno.
      • only_marcopol Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 10:03
        u nas jest troche na odwrót uncertain to ja raczej gderam ale to dlatego ze miałam
        wypadek i czasem sie boje jezdzic - tyle ze to raczej uwagi w stulu zeby jechał
        wolniej a nie ze źle jeżdzi
        Mąż raz mi sie kazał przesiąść już tongue_out staram sie juz tak nie robić

        Znajoma wysadziła raz chłopa na wsi ciemnej bez możliwości wrócenia busem
        kilkanaście kilometrów od domu - pomogło smile
        • magi104 Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 10:29
          Ja też nie lubię prowadzić z mężem jako pasażerem, choć on się naprawdę stara
          powstrzymać od krytyki i robić tylko konstruktywne uwagi wink
          Gdyby mi zrobił taki numer, też chyba bym mu odjechała - ty miałaś łatwo - on
          już był poza samochodem... mnie zastanawia techniczne rozwiązania sytuacji
          "wysadzenia" chłopa gdzieś po drodze... zatrzymuje sie samochód i co? kopa w dupę??
          • paniwaz Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 10:40
            Dla kontrastu: jak mnie mąż opieprza podczas jazdy, to znaczy, że ma absolutną
            rację! Często przeginam z prędkością, dlatego lubię raz na jakiś czas przejechać
            się z nim u boku, żeby nabrać pokory. Ale to złoty człowiek jest, więc jemu
            wszystko wolno. Pani Wąż
            • aniorek Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 24.11.09, 13:17
              Jesli nie umiesz jezdzic zgodnie z przepisami, to przesiadz sie do autobusu.
              Pani Zmija.
    • sanrio Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 10:39
      współczuję, podejrzewam jak się czujesz...Ja w takich sytuacjach (jak ktoś mnie
      poucza jak jechać, zwykle nie jest to mąż, ale..mój tata) proponuję zamianę
      miejsc, niech sobie jedzie najlepszy kierowca świata sam jak uważa za stosowne -
      szkoda nerwów.
      No ale tak czy inaczej, wiem, czujesz się upokorzona, ale zapomnij już o tym,
      nastał nowy piękny tydzieńsmile
      • czar_bajry Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 10:45
        e-milio a Twój mąż to jeszcze wśród żywych czy na tym parkingu udusiłaś go
        gołymi rękoma?big_grin
    • plucha Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 10:49
      Jak dla mnie - typowe robienie z igły widły. Ciekawe, czy Ty się
      powstrzymujesz od komentarzy, kiedy to mąż prowadzi, a Ty jesteś
      pasażerem ? Pewnie nie, tak samo jak nie odmawiasz sobie
      skomentowania jego zachowania w domu, np. pozostawienia skarpetek na
      dywanie albo niewyniesienia śmieci, nie starcia okruszek z blatu
      kuchennego itp. ale oczywiście PANI ma prawo do komentarza, a pan
      już nie sad
      • czar_bajry Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 11:10
        Nigdy nie komentuje stylu jazdy kierowcy i tego samego wymagam wobec siebie a
        jak nie pasuje to zawsze taksówki albo komunikacja miejska pozostajetongue_out
    • 18_lipcowa1 Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 11:05
      masz anielska cierpliwosc

      gdybym byla w twojej sytuacji wykopalabym fiuta z auta, co z reszta
      kiedys pewnemu panu zrobilam
    • sapalka1 Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 11:07
      Zostawiłabym na Twoim miejscu męża na parkingu. Mój na szczęście mnie nie
      strofuje, ja jego zresztą też, ewentualnie jeśli przesadzi (naprawdę przesadzi)
      z prędkością.
      • zonka77 Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 11:18
        mój mąż uważa że mnie nie strofuje (a raczej strofował - teraz to się już b.
        rzadko zdarza) tylko zwraca mi uwagę na coś. WRRR. Gdybym ja jemu "zwróciła
        uwagę" to by się ciężko obraził. Co zresztą robiłam nie raz żeby pokazać jak to
        miło - nie działało. Ponieważ ja zawsze robię niewłaściwe uwagi natomiast on
        robi mi mądre porady, tylko chce mi pomóc (wrrrr)
        Jak pisałam powyżej - najlepiej podziałało zatrzymanie się i powiedzenie
        wysiadaj albo ja wysiadam. Raz on wysiadł, raz ja.

        ale nadal nie lubię prowadzić przy nim - mimo że się zwykle potrafi opanować z
        uwagami. Nawet jak nic nie mówi siedzi spięty i podskakuje co chwilę i nie musi
        nic mówić a ja i tak jestem podenerwowana. Prowadzę więc tylko na długich
        trasach kiedy musimy się zmieniać albo kiedy on nie może z jakiegoś powodu
        prowadzić.
        • czar_bajry Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 11:20
          Tzn. za drink-drajwera robisztongue_out
          • vincentyna Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 13:17
            Chyba nie ma faceta na swiecie, ktory siedzialby cicho, gdy jego kobieta
            prowadzi. Jadaczka im sie nie zamyka. Moj caly czas popiskuje, stresujac mnie
            niemilosiernie. Ciagle mam wrazenie, ze na nas samolot co najmniej spada.
            Dodatkowo rowniez z wielkim ubolewaniem komentuje zachowania innych kierowcow.
            Ten slowotok wyprowadza mnie z rownowagi. Pmojam fakt, ze prowadze auto o ponad
            10 lat dluzej niz on, zero stluczki, zadrapania, wypadku. Facet chyba sadzi, ze
            wraz z prawkiem, trzymuje laske boza pod nazwa: jestem najlepszym kierowca na
            swiecie i mam prawo krytykowac (tfu, pomagac) wszystkim pozostalym.
            • default Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 13:39
              Zgadzam się, że faceci MUSZĄ komentować sposób jazdy swojej
              partnerki, to chyba jest wpisane w ich płeć smile Ale oczywiście są
              różne przypadki. Ja akurat mam faceta kierowcę z uprawnieniami na
              wszystkie kategorie, jeżdżącego od ponad 30 lat (ja jeżdżę 20, ale
              właściwie tylko po mieście, no i mam tylko B), tak że jego uwagi są
              w pewnym sensie usprawiedliwione (aczkolwiek denerwujące smile)
              • premeda Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 14:39
                Bzdura, nie krytykuje mnie mój chłop jak i brat, któremu też zdarza
                się ze mną jeździć. Największe opory do jazdy ze mną ma moja mama,
                która zawsze przebiera nogami smile Od brata miałam tylko dwie rady,
                pierwszą jak on był kierowcą i mijał się na ciasnym zakręcie z
                ciężarówką, że tutaj jeszcze ok. pół metra zapasu (ja byłam
                zdziwona, że się zmnieścił) i drugą jak zrobiło się ślisko i
                martwiłam się że za wolno jeżdżę i kierowcy za mną furii dostają.
                Usłyszałam wtedy od niego, że jak im się coś nie podoba to mogą mnie
                wyprzedzić, bo na tej konkretnej drodze jest mały ruch i dużo
                miejsca do wyprzedzania. Chłop to co najwyżej podpowiada mi jak
                jeździć żeby oszczędzić paliwo, ewentualnie mówi mi jak mam jechać,
                gdy nie znam trasy, a on zna. Zresztą, gdy zaczynałam jeździć to nie
                połapałam się na takiej jednej krzyżówce i prawie wyjechałam
                nowiuśkiemu Mercedesowi, mój porządnie się wystraszył ale nie
                wrzeszczał, tylko wytłumaczył mi krzyżówkę i wypomniał ze dwa razy.
                On za to rozwalił mi nową Pandę (dachowaliśmy), więc od tej pory
                proszę go jedynie, żeby się nie trzymał zbyt blisko samochodu
                jadącego przed nami. Czasami tłumaczę mu, że nie wszyscy kierowcy są
                mistrzami kierownicy, więc jadą wolniej lub ostrzegam go, że
                kierowca przed nami zaraz coś wywinie, bo mam takie przeczucie.
                Współczuje męża autorce wątku, jakbym na takiego trafiła to
                pozabijalibyśmy się nawzajem.
            • majenkir Re: 23.11.09, 14:50

              vincentyna napisała:
              > Chyba nie ma faceta na swiecie, ktory siedzialby cicho, gdy jego
              kobieta prowadzi.


              Moj siedzi smile. Kiedy jedziemy razem, najczesciej to ja prowadze. On
              jest szczesliwy, ze w koncu moze porozgladac sie po okolicy smile.
              .................................
              Tak tylko chcialam sie pochwalic..... tongue_out.
              • mor_lena Re: 23.11.09, 15:03
                Mojego też zgłaszam smile
                Każde z nas jeździ swoim autem, i żadne się nie wtrąca do stylu
                jazdy drugiego. Jak jedziemy razem samochodem męża - prowadzi on,
                jak moim - ja, i jest git.
              • bi_scotti Re: 23.11.09, 15:07
                W Polsce (w ogole w wiekszosci krajow europejskich) wiekszosc
                kierowcow jest bardzo niecierpliwych i czesto nieuprzejmych. Ile
                stalas biorac ten bilet z maszyny? Extra 3 sekundy? Moze 10? I juz
                facet musial trabic, bo co? Bo mu opony sie palily? Nie rozumiem
                takich zachowan! Maz, jesli lubi gadac to niech sobie gada - wlacz
                glosniej muzyke i olej, ja w ogole nie rozumiem przejmowania sie
                takim background noise. Moj nie gada, to raczej ja bywam wredna w
                samochodzie jesli juz mi sie zdarzy byc pasazerem i... wtedy On mnie
                olewa wink I rozumiem to doskonale, bo nie ma nic gorszego
                niz "wszystkowiedzacy" pasazer.
                Nastepnym razem popros meza zeby usiadl z tylu i wzial sobie gazete
                do poczytania. Tym sposobem On sie zrelaksuje a Tobie nikt nie
                bedzie brzeczal kolo ucha.
                I ogolnie to dobrze by bylo gdyby wiekszosc kierowcow wziela lekko
                na wstrzymanie, przestala tak czesto trabic i pokazywac wszystkim
                dookola, co mysla o wspoluczestnikach ruchu. Chamstwo na
                europejskich drogach czasem wrecz zniecheca do wakacji w Europie sad
                • wespuczi Re: 23.11.09, 15:21
                  cham chama chamem pogania

                  takich gderajacych facetow to w polsce pelno i pewnie jeszcze w innych krajach
                  arabskich - faceci maja kompleksy i tyle.
                • nanuk24 Re: 23.11.09, 22:48
                  zgadzam siesmile
            • nanuk24 Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 22:52
              Moj tez nie gdera, tylko nie wiem ile z przekonania, ze jestem
              dobrym kierowca, a ile ze strachutongue_out Nie zeby sie mnie bal, po
              prostu biedak nie chce mnie rozpraszac, zebysmy mogli szczesliwie do
              celu dojechactongue_out
            • aniorek Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 24.11.09, 13:22
              vincentyna napisała:

              > Chyba nie ma faceta na swiecie, ktory siedzialby cicho, gdy jego kobieta
              > prowadzi.

              To ze twoj facet nie umie sie zachowac jako pasazer, to nie znaczy, ze kazdy taki jest. Plec nie ma tu nic to rzeczy.
              Moj ani razu nie skomentowal mojej jazdy (moze w tym szkopul, ze nie mial powodu jak dotad).

              Takie niekonstruktywne komentarze to nie tylko buractwo, ale i wyraz braku zaufania do drugiej osoby.
    • sueellen Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 15:26
      Wiesz co, wzięłabym się zabrała i odjechała zostawiając męża przed sklepem. Nic
      bym nie tłumaczyła. Ciekawe kto by się śmiał na koniec.

      Już tak raz zrobiłam z eksem, ale wtedy nie poszło o prowadzenie. Zostawiłam go
      samego jakieś 300km od domu w sylwestra.
      • bellinetta Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 15:38
        Też by mi podbił nerwy tym zachowaniem. Ja żadko jeżdże razem z meżem, chyba
        tylko jak jedziemy za granicę, to wtedy obydwoje na zmianę prowadzimy.
        Jak już musimy razem jechac, to jego samochodem i on prowadzi. Jak ja prowadzę
        to jemu się gęba nie zamyka, i kiedyś w nerwach też go gdzies zostawiłam, i
        powiedziałam zeby sobei taksówka , albo autobusem wrócił do domu. Po tym
        zdarzeniu uspokoił się na jakichś czas, ale póżniej było znowu to samo, więc z
        nim nie jeżdze bo mnie w..ku.rza jego gadanie.
        A jezdze juz kilkanaście lat i nie miałam żadnego wypadku.
    • swiniara Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 16:04
      Trzeba było staremu w pysk strzelić i odjechać.
    • delecta Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 18:26
      No cóż, źle zatytułowałaś wątek. Wygląda na to, że mąż wcale nie
      jest najbliższą Ci osobą.
      szkoda również, że na chamów i prostaków trafiliście.
    • madzioreck Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 19:27
      Strofujący kierowcę pasażerowie lądują kończą wycieczkę na piechotę.
      Jeśli natomiast chodzi o "tylko coś tam schowam", "tylko coś tam wyjmę" - jest
      to irytujące. Tak jak szukanie czy chowanie czegoś stojąc na światłach, i w
      efekcie na zielonym przejeżdżają 3 auta i koniec.
    • kawad Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 20:02
      Oj, ciężko byłoby mojemu mężowi gdyby tak mnie urządził. Pomimo, że nie ma
      prawa jazdy na początku mojej kariery kierowcy pouczał mnie w stylu: czemu
      silnik wyje, za wolno, za szybko, skręć tutaj itp. Parę razy ostrzegłam a
      gdy nie pomogło zatrzymałam się na środku drogi i kazałam wysiadać. Jak mu
      źle to niech doopę autobusami wozi. Pomogło. Przestał się wymądrzać smile Nie
      pozwól wejść sobie na głowę i daj to jasno do zrozumienia.
    • em_em71 Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 20:47
      Heh, u mnie największy dym robi moja mama. Gdy jedzie ze mną, zawsze
      albo prawie zawsze się kłócimy. Gdyby nie to, że jest osobą
      schorowaną, no i w końcu to matka, nie raz wracałaby już piechotą.
      Oczekuje ode mnie bezpiecznej jazdy /np dostaje ataku szału, gdy
      jedną ręką trzymam kierownicę/, przy czym nie dociera do niej, że
      wqr.. kierowcy jest bardziej niebezpieczne. Generalnie, współczuję
      mojemu ojcu big_grin I każdemu, kto jest odbiorcą niewybrednych uwag ze
      strony pasażera.
    • cel55 Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 22:19
      Jeżeli jedziemy razem - zawsze prowadzi mąż. Jeżeli jedziemy gdzieś w
      dwa samochody, jadę jako druga. Nie lubię być oceniana.
      • loganmylove Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 22:42
        Przeczytałam swojemu i stwierdził, że miłe to na pewno nie było ale że on by
        olał tak jak olewa gdy ja mu gderam.No i się zdziwiłam-ja gderam??smile Więc mnie
        uświadomił, że troche tak-głównie właśnie o miejsca do parkowania bo je
        przegapiasmile Watek wykorzystałam jako przestrogę dla siebie bo muszę się uderzyć
        w pierś i przyznać, że mój mąż gdy jeździ ze mną nigdy nie komentuje i nie ględzi...
        • caffe_mocca Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 23.11.09, 22:54
          No cóz...
          Ja napisze jedno - gdybym to ja była bohaterką owej sytuacji- zaraz po tym jak
          mąz wyskoczył by z auta - z wizgiem i piskiem wyjechałabym z parkinkgu (po
          drodze pewnie jeszcze bardo niekulturalnie i zupelnie nie jak dama - pokazujac
          "faka" - zarówno męzowi jak i tamtemu gamoniowi z auta) ... i pojechałabym do
          domu (w u.pie majac jak wróci szanowny małzonek)

          A rada dla Ciebie - nastepnym razem - zachowuj sie dokladnie tak jak mąz - gdy
          to on bedzie propwadził - pouczaj, machaj raczkami, pukaj sie w czoło i mów jak
          beznadziejbnie prowadzi....
          tak, wiem ze to mało dojrzałe smile
    • sandorianka Re: najbizsza mi osoba skompromitowala mnie... 24.11.09, 00:25
      Mój mąż raz marudził, zatrzymałam się z piskiem opon, czołem prawie przywalił w
      szybe, powiedziałam, że albo się zamknie albo ma się wynosić z samochodu,
      zamknął się, od razu dodałam, że jeszcze raz coś powie to już w życiu tyłka mu
      nigdzie nie zawiozę, a wie, że ja nie żartuje. Od tej pory już nigdy nic nie
      powiedział, no chyba, że jestem dobrym kierowcą. A to było baaardzo dawno.
      Na Twoim miejscu, wycofałabym i ku jego zdziwieniu pojechała w siną dal, jakby
      się przeszedł na pieszo, mózg dotlenił, to może by zmądrzał.
      Przepraszam, ale nie znoszę takich chamskich facetów, którzy myślą, że są
      najmądrzejsi, a kobieta to takie byle co.
      I to jeszcze przy innych ludziach, u mnie nie do pomyślenia, szacunek musi
      działać w obie strony.
      Pozdrawiam i radzę dobrze wyłożyć mężowi, na czy życie z kobietą polega, pomoże
      to na przyszłość.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka