Dodaj do ulubionych

Przyznac sie....

02.10.07, 13:28
Taki luzny watek przyszedl mi do glowy, jak rozpakowywalam zakupy, a
wlasciwie jak wyciagalam z torby worek z pokrojona kapusta :P

Czy sa rzeczy, zwyczaje, czynnosci, ktore przejelyscie w Holandii, a
o ktore przed przyjazdem albo zaraz na poczatku pobytu tutaj byscie
siebie nie podejrzewaly? Albo takie, ktore na poczatku uwazalyscie
za dziwne, a teraz to normalka? :)Zaczynam:
- kupuje (nie zawsze, ale czesto) gotowe pokrojone warzywa (patrz:
kapusta, obrane marchewki, itp)
- jak pije kawe w pracy to nie wyciagam lyzeczki z kubka.

To na razie tyle, pewnie jeszcze cos mi sie przypomni...:)
Obserwuj wątek
      • kruszynka28 Re: Przyznac sie.... 02.10.07, 14:10
        To tak na szybko:
        - tez kupuje czasem obrane warzywa: najczescie brukselke ;-)
        - jezdze na rowerze w butach na obcasie i spudniczce, no i jak pada deszcz tez
        oczywiscie!
        - dzieciom nie zakladam rajstop(chlopcy)
        - uwielbiam kawe ze spienionym cieplym mlekiem
        - kupilam z dwa razy gotowe nalesniki ale jak przeczytalam co maja w skladzie to
        przeprosilam patelnie ;)
    • anja0123 Re: Przyznac sie.... 02.10.07, 16:52
      hah, fajny temat :) o rowerze, warzywach i lyzeczce w kawie - jak
      powyzej. Poza tym:
      - myje naczynia na sposob holenderski, czyli w misce i bez
      splukiwania
      - jem 'po holendersku', czyli skladane kanapki, stamppot, stroop na
      chleb itd
      - mowie 'smacznego' przed obiadem, chociaz w Polsce to niekulturalne.
      - chodze w kozakach od wrzesnia do kwietnia
      - oduczylam sie brania tony tabletek przy byle przeziebieniu
      - z wlasnej i nieprzymuszonej woli zawijam koldre pod materac
      - utrzumuje w domu temperature, ktore kiedys uznalabym za polarna

      przypuszczam, ze jeszcze troche tego by sie znalalo, ale na razie
      nic mi do glowy nie przychodzi.

      Czego natomiast nie jestem w stanie przejac:
      - noszenie polbutow na gole stopy
      - nienoszenie zima czapki
      - zaczynanie dnia od kawy
      - jedzenie dropow (bleeeeeeeeeeeee!)

      • lenkaaa Re: Przyznac sie.... 02.10.07, 18:07
        anja0123 napisała:

        > hah, fajny temat :) o rowerze, warzywach i lyzeczce w kawie - jak
        > powyzej. Poza tym:
        > - myje naczynia na sposob holenderski, czyli w misce i bez
        > splukiwania

        To również sposób brytyjski. Chyba tylko w Polsce istnieje zwyczaj
        mycia naczyń pod bierzącą wodą.... Ja nadal tak robię, chociaż
        króluje zmywarka.

        > - jem 'po holendersku', czyli skladane kanapki, stamppot, stroop
        na
        > chleb itd
        > - mowie 'smacznego' przed obiadem, chociaz w Polsce to
        niekulturalne.

        Niekulturalne ??????????? Pierwsze słyszę.....
    • lenkaaa Re: Przyznac sie.... 02.10.07, 18:11
      Mnie przychodzi do głowy jedynie:
      - jeżdżenie na rowerze w deszczu (gdy trzeba coś załatwić, bo
      samochodu nie mam)
      - kupowanie wspomnianych juz wcześniej obranych i pokrojonych
      warzyw, a czasem nawet częściowo ugotowanych, chleba, który można
      jedynie dopiec w piekarniku i gotowych obiadów, które "gotuje się"
      przez 7 minut w mikrofali i już gotowe (z AH)
      • schinella Re: Przyznac sie.... 02.10.07, 20:09
        O dzizas ;-)... ja sie chyba jeszcze nie sholendrzylam ale:
        - nie zakladalam corce-niemowleciu obsesyjnie czapeczki latem
        - kupuje co sobote ciete kwiaty do wazonu
        - segreguje smieci
        - udzielam sie na street party - ostatnio robilam zarelko
        - przyzwyczailam sie do holenderskich schodow, tych co to niewiele
        roznia sie od drabiny
        - uwielbiam stroop wafels

        Nie jezdze na rowerze, nie kupuje gotowego zarcia, nienawidze
        czarnych slonych licorice (schuine zoute albo zoute knoopjes)
        bleee...
        • nesla Re: Przyznac sie.... 02.10.07, 20:24
          Fajny watek Pola ;)

          Dziewczyny, sholendrzylyscie sie bardziej niz wam sie wydaje ;)

          ja:
          - kupuje pokrojone warzywa, a nawet warzywa w sloikach
          - jezdze na rowerze z dzieckiem (chwilowo nie jezdze bo jedno dziecko jeszcze za
          male ale niedlugo bede miec dwojke dzieci na rowerze, ale w deszczu nie jezdze,
          wsiadam wtedy w auto i to sie na razie nie zmieni)
          - nie ogrzewam praktycznie pietra (tylko lazienke i pokoj dzienny na dole)
          - nie nosze czapki
          - bywa ze kupuje gotowe obiady na wynos (w weekendy najczesciej)
          - mam zywoplot w ogrodku
          - segreguje smieci
          - chodze na imprezy sasiedzkie

          ale
          - NIE jem pindakaas ani stroopu ;)
            • asiekok Re: Przyznac sie.... 02.10.07, 21:51
              No ja tez wiele przejelam, a miedzy innymi:
              -myje naczynia szczotka,
              -Pare dni temu zjadlam pierwszy raz chleb z owocowa posypka!!Nawet zjadliwe,
              - W srody robie najczesciej spagetti albo makaroni a w sobote chinszczyzne.
              Teraz nie tak czesto bo...
              - jestem na diecie Sonii Bakker,
              -jezdze rowerem do pracy, ale nigdy jak deszcz pada, albo mocno wieje,
              -rano pije kawe i zjadam ciastko (ale patrz wyzej)
              - chodze i organizuje spotkania miedzy osma i dziewiata wieczorem
              -dal malego mielismy najpierw kolyske w ktorej spal jeszcze moj maz jak byl maly
              (ale Sebastian nie byl kolyska zachwycony, niestety)
              Moglabym jeszcze tak pisac i pisac :)
            • bebeka Re: Przyznac sie.... 02.10.07, 21:56
              Jesli chodzi o mnie to:
              -pije ogromne ilosci kawy (to tak po "holendersku"), ale najchetniej
              kawe parzona z fusami (wplywy polskie)
              -jem pindakaas (sam, ze sloika (Calve), nigdy z chlebem, bo w tej
              kombinacji staje mi w gardle)
              -kupuje mrozone warzywa i je dusze do obiadu, zeby skrocic czas jego
              przygotowywania
              -kupuje warzywa w sloiczkach (najczesciej czerwona kapuste z
              jablkiem firmy HAK)
              -nauczylam sie w Wiatrakowie jesc brukselke (spruitjes) i tym
              sposobem zapomnialam o "traumie" z jej powodu z czasow dziecinstwa
              -lubie zuurkoolstampot i stroopwafels
              -mowie przed rozpoczeciem posilku "smacznego" (robilam to tez w
              Polsce i musze przyznac, ze po raz pierwszy slysze, ze jest to
              niekulturalne!)

              Chyba nigdy nie zdolam przejac nawyku:

              -mycia naczyn inaczej jak pod biezaca woda albo w zmywarce. Nie
              wyobrazam sobie nieplukania naczyn po umyciu ich w wodzie z plynem!
              Chemii jemy i tak wystarczajaco duzo.
              -wychodzenia z domu z niedosuszonymi (lub wrecz mokrymi) wlosami
              -jedzenia wstretnych drop (jeden zupelnie mi wystarczy)
              -przywiazywania tak wielkiej uwagi do swietowania urodzin; czasem
              mam wrazenie, ze zwlaszcza jedno "przykazanie" tutaj jest naprawde
              swiete: "Gij zult altijd verjaardagen vieren".

              Pewnie znalazlabym jeszcze kilka innych przykladow, ale na dzisiaj
              wystarczy.
    • tijgertje Re: Przyznac sie.... 02.10.07, 21:44
      Nooo, ja to sholendrzalam straszliwie:-/
      -Nie grzeje sypialni i spie pod letnia koldra
      -nie faszeruje sie tonami lekow i nie biegam z dzieckiem do lekarza
      przy pierwszym kichnieciu
      -nie nosze rajstop pod spodniami
      -CHODZE W SPODNIACH i w butach na plaskich obcasach (w Polsce kiedys
      tylko spodnice, sukienki, kostiumiki i buty na 7-cm obcasach)
      -kupuje krojone warzywa, polprodukty i kant-en-klare obiady czasami
      -chodze po domu w BUTACH!
      -wstyd sie przyznac: wychodze z domu bez makijazu:-(((
      -jem pindakaas (uzaleznienie po wakacjach w "hameryce"), uwielbiam
      appelstroop,stamppoty (ale tylko wlasnej roboty),
      -w zimie nosze kurtki (zamiast plaszcza do kostek) i chodze bez
      czapki.
      -jem chleb z truskawkami
      -do posilku zamiast herbaty pije kefir albo wode zamiast herbaty
      -kawe pije na okraglo w ilosci i mocy budzacej umarlaka:-)
      -jem gotowane warzywa nie posypywane przyrumieniona bulka:-)
      -jem ryby morskie:-)
      -wysylam zasmarkane dziecko do przedszkola i ciagam na spacer (o
      zgrozo!)
      -jadam carpaccio i niedosmazone befsztyki (kto to widzial, surowe
      miecho wcinac???)
      -zbieram znaczki w supermarketach:-)

      Jeszcze nie jadam muisjes i innych posypek na chleb, nie podchodzi
      mi szpinak i grochowka pt "lyzko, stoj na bacznosc". Nie jezdze na
      rowerze w deszczu (chyba, ze bez mlodego, jak nie bardzo mam inne
      wyjscie). Nadal wyjmuje lyzeczke z kubka i tak mi juz pewnie
      zostanie:-)

      Jak mi cos jeszcze przyjdzie do glowy, to dopisze.
      • tijgertje Re: Przyznac sie.... 02.10.07, 21:47
        o! Dropu chyba nigdy nie polubie. Nie wiem, jak moje dziecko moze to
        jesc???

        Jeszcze na rzecz sholendrzenia:
        -nigdy nie czestuje niczym obcego dziecka bez zapytania rodzica o
        zgode:-)))
    • go.ga Re: Przyznac sie.... 02.10.07, 22:46
      - nie zaslaniam wieczorem zaslon w oknach
      - dzien zaczynam od kawy (ale robilam tak zawsze, wiec nie wiem, czy
      sie liczy)
      - jezdze na rowerze niezaleznie od pogody
      - ubieram sie o wiele bardziej sportowo i na luzie niz w Polsce
      - na urodzinach skladam zyczenia najblizszej rodzinie jubilata i
      zajmuje grzecznie miejsce w kregu
      - bez skrepowania pytam o zyczenia prezentowe (urodzinowe,
      swiateczne itd), bez skrepowania sama odpowiadam na podobne pytanie,
      czasem nie daje prezentu tylko bon do odpowiedniego sklepu
      - jem wszystko oprocz dropjes

      ale:
      - unikam (ale zdarza mi sie) kupowania pokrojonych warzyw, jestem
      zwolenniczka kuchni od podstaw
      - nie jem na lunch cup-a-soup ;-)
      - nie integruje sie z sasiadami
      • kasia191273 Re: Przyznac sie.... 02.10.07, 23:38
        - w domu W OGOLE nie mam firan ani zaslon
        - zaczynam kazdy dzien od kawy
        - kocham Snelle Jelle (czy inne rodzaje ontbijtkoek)
        - sortuje smieci
        - nie ubieram dziecku czapki, jak nie wieje i nie jest zimno
        - jem lunch, a tzw. obiad kolo 20.00
        - lubie sama chodzic na kawke i ciacho, jak jestem np. na zakupach
        (podkreslam, ze sama, bo w PL chyba kobieta czuje sie skrepowana?)
        - coraz mniej rzeczy prasuje;)))
        - nosze szale i szaliki zawiazane na szyi 'w petelke';)))
        - nie umiem zyc bez agendy, wpisuje tam WSZYSTKO, co musze,
        powinnam, chce
        - duzo czesciej sie usmiecham na co dzien- moze to i czesto
        powierzchowne, ale jakos poprawia humor pomachac do sasiada czy w
        sklepie wymienic sympatyczne uwagi. Wiem, ze nie jest to podszyte
        zadna glebia i stanowi tutejsza formule, gedragscode, ale jednak ma
        sie wrazenie, ze ludzie serdeczniejsi w takich codziennych sytuacjach
        - czesto zamawiam chinszczyzne
        - dosc czesto kupuje gotowe dania np. stampot
          • zuzka71 Re: Przyznac sie.... 03.10.07, 10:11
            nawet czlowiek nie zdaje sobie sprawy jak wsiakl;) pola jak zwykle cos fajnego
            wymyslila;) no to co mi przyszlo do glowy:

            - jezdze na rowerze nie tylko ze w deszcz i wiatr jak dzisiaj, ale w
            zaawansowanej ciazy i ze starszym dzieckiem na siodelku
            - kupuje gotowce jedzeniowe
            - na imprezach urodzinowych nie przygotowywuje juz jak na poczatku tony zarcia,
            ograniczam sie do polowy z poczatkowej ilosci i gotowcow, zwlaszcza dla dzieci
            (poffertjes enz)
            - pije i dziecko tez wode z kranu (on tez z syropami)
            - do szkoly nie daje juz banana na tussendoortje/10 uurtje ale ciacho i soczek
            (no co dzieci w szkole mlodemu powiedzialy ze banany sa vies...)
            - urodzilam pierworodnego w domu i wiele bym dala zeby to powtorzyc i tym razem;P
            - lubie takie puste pogaduchy z sasiadkami i usmiecham sie przyjaznie do obcych
            na ulicy
            - zbieram rozne znaczki w skleoach i targowiskach
            - coraz czesciej kupuje kwiaty do wazonu (ktoras mi to uswiadomila wlasnie)
            - dziecko zawsze latalo 'niedoubrane' i dzis poszedl do szkoly mimo lekiego
            kaszlu (stwierdzilam po obejrzeniu gardla, ze tylko 'spiki' mu skapuja do gardla
            stad kaszel;P )
            - pierwszy spacer dziecie moje pierworodne zaliczylo w wieku 4 dni (o la boga to
            byl grudzien i ja zmarzlam;P
            - mysle ze lubie tu mieszkac to tez jakas forma sholendrzenia;)

            pozdrowki
            zuzka
            • go.ga Re: Przyznac sie.... 03.10.07, 10:38
              O, wylecialo mi z glowy. Tez zbieram znaczki, wycinam je rowniez z
              opakowan po kawie i herbacie D&E, zbieram Air Miles i mam karty
              bonusowe do sklepow, gdzie regularnie robie zakupy. Dzizas...
              • a.polonia Re: Przyznac sie.... 03.10.07, 15:56
                ahaha, coraz wiecej sobie rzeczy uswiadamiam ...:))))
                z tymi znaczkami to jest tak, ze w tym roku po raz pierwszy udalo
                nam sie zebrac caly album zomer zegels z AH, ale oczywiscie
                zapomnielismy wykorzystac i sie przeterminowal :) no nic, w
                przyszlym roku lepiej :))

                I jeszcze do czego sie nie przyzwyczaje - to sposob swietowania
                urodzin, juz sama zrezygnowalam z obchodzenia wlasnych urodzin, bo
                krag mnie przyprawia o dreszcze, a dwa razy probowalam to zmienic
                (szwedzki stol zrobilam) i byl niewypal, wiec pass..
    • narutek Re: Przyznac sie.... 03.10.07, 13:48
      no to pieknie, nawet nie zdawalam sobie z tego sprawy:)
      -jezdze rowerem w deszczu;
      -pije wode z kranu;
      -nie ogrzewam pietra w domu i spie w temp. ok 17 stopni;
      -zbieram znaczki, zdrapki itp w marketach;
      -itp.itd.

      ale co najbardziej mnie zadziwnia? mowienie do szefa po imieniu! moj
      bezposredni przelozony to naprawde niezla szycha jest bo jest
      menagerem na Luxemburg w duzej firmie logistycznej. i ja, ja (taka
      szara myszka z Polski!!) mowie do niego na "ty"! a najbardziej
      lubie, jak przedstawia mnie ludziom jako swoja "prawa reke" :)
      uwielbiam go! w Polsce musialabym do niego mowic pewnie ze
      spuszczana glowa i per "panie dyrektorze".
      • flucha Re: Przyznac sie.... 03.10.07, 15:09
        Ja niby 10 miesiecy i chyba jeszcze nie wsiaklam, ale;
        - nie zaslaniam okien, w Polsce tez nie zaslanialam, wrecz nie
        mialam firanek
        - jeszcze nie jezdze na rowerze, przyznaje czesciej jezdzilam w
        Polsce:)
        - w sypialni mam 18 stopni, ale tylko w nocy (nienawidze zimna)
        - dziecku nie ubieram rajtuz pod spodnie, w Polsce tak robilam
        - nie pije wody z kranu, ale tak po prawdzie to nie wiem czy
        odroznilabym gdyby ktos mi dla z kranu zamiast SPA :)
        - znaczki i zdrapki zbieralam tez w Polsce
        - do szefa i wielu innych starszych kolegow w pracy mowilam na Ty
        rowniez w Polsce
        eeeeeeee, sluchajcie moze ja sie urodzilam Holenderka:)???
        No nie, czarnych cukierkow baaardzo nie lubie:)
      • efkamarchefka2 Re: Przyznac sie.... 03.10.07, 15:13
        he! moze ja jestem za krotko, tylko 11 m-cy, bo nie zholendrzylam
        sie prawie wcale
        - lubie stroopwafels
        - lubie stamppot - tylko z endywia i tym drugim zielonym nie - blee
        - spie w zimnej sypialni, ale tylko dltego, ze nie mam wyjscia - moj
        maz nie zasnie w cieplej
        - uzywam kruik do lozeczka Maryski, ale tylko dlatego, ze tesciowa
        kupila i nie wyobraza sobie, ze mozna nie uzywac - musze przyznac -
        dziala!!! na poczatku Maryska odmawiala spania w lozeczku
        - mowie dzien dobry obcym ludziom na ulicy
        - na 3 tyg. przed porodem jezdzilam rowerem
        - pije wode z kranu i segreguje smieci, ale to robilam tez w Polsce
        - uwielbiam olibole i nalesniki z boczkiem i stroopem

        nie przyzwyczaje sie:
        - do niezaslonietych okien
        - tutejszej biurokracji i niezorientowanych urzednikow
        - przepuszczania ludzi wyjezdzajacych z prawej strony, nawet jesli
        sa to malutkie osiedlowe uliczki
        - nie polubie wedlin, sledzi, frykandeli i innych takich
        - denerwuje mnie, ze w sklepach nie ma reklamowek do zakupow, wiec
        jak czasami zapomne torby, to musze sobie kupic
        • a.polonia Re: efka.... 03.10.07, 16:00
          a ten boczek i stroop to na jednym nalesniku??? fuuuuj :)))

          A w temacie reklamowek - to polecam duze plocienne torby zamiast
          reklamow, staram sie miec przy sobie (taka ogromniasta z
          DILLE&KAMILLE), srodowisko bedzie ci wdzieczne :)
          • gosia_hh przyznac sie.. 03.10.07, 16:27
            ja rowniez sie torszke sholendrzylam:
            -pcham sie rowerem gdzie tylko mozna bo wiem ze maja pierszenstwo a
            na poczatku zawsze stawalam jak samochod nadjezdzal bo sie balam ze
            mnie przejedzie
            -uwielbiam nalesniki ze stroopem i chleb z hagelslag jem rowniez
            pindakaas z kolorowymi glizdami na chleb
            -regularnie robie stampota i nasi i bami
            -gdy wyprawiam urodizny nie szykuje juz tyle jedzenia jak na
            poczatku tylko kupuje salatki brie i taparnade na bagietki i jeden
            rodzaj ciasta
            -staram sie robic pranie w weekandy i rowniez nie ogrzewam sypialni
            chociaz pewnie jak nam sie niunia urodzi to bede prala czesciej w
            tygodniu jak nie codziennie,-
            rowniez nie mam firanek i zaslon tylko rolety
            -kupuje regularnie gotowo pokrojone warzywa i dania szczegolnie w ah
            -jem na deser kwark albo jogurt,
            -mam wielkie sczescie ze moj mezczyzna czesto i chetnie gotuje
            sprzata pierze odkurza na co moja rodzinka w polsce ciagle z
            podziwem patrzy , poniewaz moja mama niestety wciaz robi wsztstko w
            domu a moj tata sie byczy na kanapie i palcem nie tknie...jestem
            chyba pierwsza kobieta w mojej rodzinie , ktorej partner robi zakupy
            i chetnie bierze sie do prac domowych...dla mnie jest to
            tez "zjawisko" , zkotrym w holandii juz nie raz sie spotkalam a w
            polsce wciaz nalezy do rzadkosci....tzn tak mi sie wydaje...

            nie moge przywyczaic sie do smaku chleba wiec najczesciej kupuje
            niemiecko podobne pieczywo w piekarni
            • ala11 Re: przyznac sie.. 03.10.07, 17:07
              Ja to dopiero 2.5 m-ca tu mieszkam i jak na razie nie moge
              powiedziec bym przybrala ichniejsze zwyczaje, jednakze jest tu duzo
              rzeczy z ktorymi nie moge sie pogodzic i chyba nigdy nie zmienie
              swojej postawy wybec:
              -niewydawania reszty w sklepach (pare groszy)
              -braku mozliwosci placenia visa, o czekach nie wspomne
              -koniecznosci placenia gotowka w pomniejszych sklepach i knajpach
              -przyrzadzania ichniejszych kanapek golymi rekami na twoich oczach -
              co uwazam za ignorancje klienta
              -braku swietlicy przed i po szkole dla dzieci
              -braku posilkow - kantyny w szkole
              -kompletnego braku supermarketow
              -niemoznosci kupienia chleba w niedziele
              -strasznie wysokich cen mleka.

              Nie porownuje tego wszystkiego z Polska w ktorej juz dawno nie
              mieszkam. Ale Holandie wybralam dobrowolnie wiec mysle ze z czasem
              moj stosunek zlagodnieje a ja zaakceptuje tutejsze zwyczaje - poza
              tym to chyba nie bede miala wyjscia. Mam nadzieje ze znajde cos co
              mi sie spodoba tutaj i przekona do dluzszego pozostania.
              Pozdrowienia
              • tijgertje Re: przyznac sie.. 03.10.07, 19:40
                ala11 napisała:
                -przyrzadzania ichniejszych kanapek golymi rekami na twoich oczach -
                > co uwazam za ignorancje klienta
                O! to akuurat mi sie podoba:-) Zreszta jak wszystkie otwarte
                kuchnie. Przynajmiej widze, ze nikt mi w nia nie naplul:-)))
                Kolejny argument za sholendrzeniem:-)

                A co do chleba: tez przejelam juz totalnie system tubylczy: jak
                chleb, ktory lubimy jest w sklepie, to kupuje od razu na tydzien i
                mroze:-)
                • anitax Re: przyznac sie.. 03.10.07, 21:11
                  Chyba jestem szczegolnie odporna na tutejsze wplywy, bo po 8 latach
                  w Holandii:
                  - jezdze samochodem, rowerow nawet nie mamy (mimo, ze maz
                  Holender ;-)
                  - niewyobrazalne jest dla mnie rodzenie dzieci w domu
                  - na pierwsze odwiedziny po porodzie zgodzilam sie po dopiero
                  po kilku tygodniach (wyjatek dla najblizszej rodziny)
                  - nie pozwalalam obcym brac na rece noworodka
                  - niemowlakowi zakladalam czapeczke
                  - termofor (dostalam w prezencie) nigdy sie nie doczekal uzycia
                  - wazna jest dla mnie kariera zawodowa
                  - nie posylam dziecka do zlobka
                  - jednym z wazniejszych kryteriow przy zakupie domu byly
                  normalne schody
                  - w calym domu mam zaslony
                  - pranie robie jak mam czas, czesto w tygodniu
                  - naczynia myje wylacznie pod biezaca woda lub w zmywarce
                  - nie zbieram znaczkow, air miles itp.
                  - unikam jak moge tubylczych imprez urodzinowych
                  - niejadalne sa dla mnie: drop, stroop, pindakaas, frikadel,
                  tutejsze krokiety i inne specjaly z budek fastfood, sos sate, frytki
                  z majonezem, slodkie posypki na chleb, geste zupy, szczegolnie z
                  kulkami miesnymi w srodku, ontbijtkoek
                  - gotowe jedzenie z supermarketu jadamy tylko w ostatecznosci
                  - chleb wylacznie swiezy, rozmrozonego chyba bym nie zjadla
                  - jogurty jadam na sniadanie, a nie na deser
                  - na lunch jadam salatki lub cos na cieplo, do picia woda
                  mineralna, w zadnym wypadku mleko
                  - chodze w kozakach tylko jak sa mrozy
                  - bardzo trudno mi tu kupic ubrania, wole pojechac np. do
                  Belgii
                  - makijaz zaczynam od podkladu
                  - oczekuje, ze mezczyzni mnie przepuszcza w drzwiach
                  - do glowy by mi nie przyszlo zeby cokolwiek pic z lyzeczka w
                  kubku
                  - co do warzyw, maz gotuje, nawet nie wiem czy kupuje gotowe
                  czy sam kroi (moj tato tez gotowal, wiec nie uwazam tego za
                  specyfike Holandii)

                  Holandia jednak jakis tam wplyw na mnie wywarla:
                  - przestalam prasowac posciel i reczniki
                  - slabiej grzejemy sypialnie (na szczescie ktos wymyslil
                  elektryczne przescieradlo)
                  - jadam stampot (wylacznie z andywia)
                  - stalam sie bardziej bezposrednia w pracy.
                  Jak mi sie cos jeszcze przypomni, to dopisze.

          • efkamarchefka2 Re: pola 04.10.07, 09:26
            na jednym, na jednym :-) pychaaa!
            staram sie zabierac ze soba torbe zawsze przed wyjsciem po zakupy,
            ale czasami zdarzaja mi sie jakies nieplanowane i wtedy troche mnie
            denerwuje, ze nie mam jak ich zabrac ze soba.
            przypomnialo mi sie jeszcze:
            - okropna lyzeczka w kubku, do ktorej sie nie przyzwyczaje
            - znajomi, ktorzy pchaja sie do odwiedzin juz 2 dnia po porodzie,
            jakby mieli nie zdazyc
    • tijgertje Re: Przyznac sie.... 04.10.07, 21:30
      Przypomnialam sobie jeszcze cos strasznego: synowi nadalama az 3
      imiona! :-))) Gdybym wtedy wiedziala, ze bedze miec tylko jednego,
      to na czwarte pewnie tez bym sie zdecydowala:-)
      • beba3 Re: Przyznac sie.... 05.10.07, 05:55
        Z zdziwieniem stwierdzam ze zapewne dlatego mi sie w Holandii podoba
        bo sie calkiem dobrze dostosowalam!
        Niestety brak znajomosci jezyka jest chyba najwieksza przeszkoda w
        sholedrzeniu! ;-)
        Generalnie przejelam wiekszosc nawykow o ktorych piszecie!
        Wyjatki:
        Dzieci maja po jednym imieniu ale rozumiem o co chodzi z tymi trzema
        imionami i akceptuje wiec sie nie liczy jako wyjatek? ;-)
        Ogrzewam caly dom. Wszystkie pomieszczenia! Nawet te w ktorych nie
        przebywamy. Nie mam glowy zaplanowac sobie ze godzine pobedziemy w
        salonie a potem zapewne przeniesiemy sie na 'gore' i trzeba bedzie
        15 min wczesniej podkrecic kurki. Sa podkrecone i juz.
        Czapki sa noszone przez dzieci i mnie. Okazjonalnie przez meza.
        Wciaz robie kupy zarcia na imprezy i planuje to zmienic, ograniczyc.
        Jest juz lepiej ale potrzebuje jeszcze kilku lat... ;-)
        Restza jak wyzej: jedzenie holenderskie uwazam za smaczne ale jadam
        od czasu do czasu. Polprodukty uzywam ale jak mam czas zawsze
        zaczynam od 'podstaw'. Wode piejemy z kranu. Rowerem zaiwanialam
        nawet podczas sniezycy (byly takie dwie dwa lata temu).
        Do szkoly i przedszkola staralam sie dawac dziecku kanapki a nie
        ciastka.
        Lubilam robic gorace lunchy od nalesnikow (wlasnych lub zagrzanych),
        po zupe, jajko itp. Taki pierwszy obiad, drugi wieczorem.
        przemieszlay sie wyjatki z regola. ;-P
        Co do mowienia 'smacznego' to slyszlam w Polsce od specjalist na
        temat kulturalnego zachowania przy stole, ze nie mowi sie przy
        stole 'smacznego' jesli jest to jakies bardziej oficjalne spotkanie,
        obiad w gronie obcych osob itp. Zyczenie sobie ;smacznego' w
        rodzinie, w gronie osob znanych jest mile i pozadane. Zalezy to
        zreszta od zwyczajow.
        Ja jak nie wiem czy wypada formuluje po prostu cale zdanie i wplatam
        do konwersacji. Cos jak: Jedzenie wyglada bardz dobrze i bedzie
        zapewne bardzo smakowac. Czy cos w ten desen. ;-)
        A jak jestm gospodarzem to: zapraszam do stolu, prosze sie
        czestowac, mama nadzieje, ze bedzie msakowac.
        I nikt nie czuje sie urazony. :-)

        Oj jak bym sobie wciala pofercies i dropy! I dla odmiany: kiszonej
        kapustki bym tez podjadla i ogoreczka kwaszonego! ;-D
        • tijgertje Re: Przyznac sie.... 05.10.07, 10:16
          Beba!!! Myslalam, ze juz o nas calkiem zapomnialas:-( Dobrze, ze
          jednak nie:-) No jakos nie widze,z ebys bardzo sholendrzona byla. Ja
          za to zapomnialam o jeszcze jednej rzeczy. Dla mnie to juz chyba nie
          ma ratunku:-( Otoz dzis po poludniu przyjdzie pani z Brandwonden
          Stichting, zostawi mi puszke, a ja sie modle o ladna pogode, bo w
          najblizszym tygodniu biore mlodego i zasuwamy z ta puszka od drzwi
          do drzi:-) Trzeba wam wiecej argumentow? :-)))
    • mad_die :) 05.10.07, 10:27
      mam zmywarkę w domu, o co bym siebie nie podejrzewała ;) i jeszcze myślę o kupnie suszarki do prania :D
      o rowerze, warzywach krojonych czy w połowie gotowych nie wspomnę :)
      Jeszcze nie przekonałam się do kupowania ciast, choć podobno pieczenie ich samemu świadczy o mniejszej zamożności portfela... Ale ja mam to w nosie, bo ichnie - nawet najlepsze ciasta - nie umywają się do moich najgorszych ;)
      • nesla maddie tijgertje beba 05.10.07, 10:44
        przy dzieciach to sobie nie wyobrazam nie miec zmywarki i suszarki, w Polsce
        chyba tez bym miala, ale Tijgertje mnie zszokowala!! :D chwali ci sie!!! A w
        temacie to ja mam abonament na goede doelen i co miesiac place, w Polsce chyba
        bym tego nie robila..

        Beba a jakie stricte azjatyckie zwyczaje przejelas???
          • monivk planeta holandia 06.10.07, 12:24
            ja to chyba jakas lewa jestem.wiekszosc tej holenderszczyzny mi nie
            podchodzi i tak robie swoje:)wszystko mi sie szybko nudzi i na
            wszystko mam fazy.moge tylko powiedziec ,ze na poczatku strasznie
            przybralam na wadze ,bo holenderski dobrobyt mnie
            przytloczyl.zauwazylam (radosnie,bo tak samo jak wszyscy w kolo),ze
            tez moge przejsc transformacje, tez moge miec pupke i koleczko
            ratunkowe na wysokosci pasa. po prostu wzieli mnie przez zaskoczenie.

            chyba stalam sie serdeczniejszym czlowiekiem.usmiech nie schodzi mi
            z twarzy,witam sie z obcymi ludzmi,slowo hallo i hoi wypowiadam w
            nieskonczonosc.
            juz mialam pic wode z kranu,ale wtedy zobaczylam jak moja lazienka
            oblazi kalkiem(amsterdamska woda ma najwyzszy wskaznik
            twardosci:P),wtedy wyobrazilam sobie moj zoladek oblozony kalkiem
            jak moja lazienka kafelkami.

            znaczki i inna makulature oddaje tesciowej.wkurza mnie nawet ,ze
            tyle wszedzie tych papierkow.

            jak tak pomyslec to raczej moj holenderski maz przyjal wiele moich
            czy tez polskich(?) nawykow;PPP.

            do tej pory nie potrafie w odpowiedzniej kolejnosci wypowiedziec
            jego pozostalych po erwinie 3 imion,chociaz idzie to nawet
            logicznie: erwin, wilhelmus, nicolaas, theodorus ,a przynajmniej tak
            mi sie zdaje:P

            czasami mysle,ze uchodze za niezlego dziwolaga.u mnie naprawde
            jakos wszystko na odwrot.oni ontbijtbiscuits a ja torebke suszonych
            owocow.
            aha.laze wszedzie z mp3.przypuszczam ze za rok bede glucha:)))czy to
            holenderskie?chyba nie.po prostu taki trend,ulegam wiec bardziej
            trendom niz holenderszczyznie samej w sobie.
            • ada9611 Re: planeta holandia 08.10.07, 09:13
              Przyznaje sie bez bicia,scholendrzalam,kawe pije z lyzeczka,prosze
              sie nie smiac,sama smilam sie z mojej szwagierki na pocztku gdy ta
              pila z lyzeczka,teraz sama pije,jak nie zapomne,jadam stampoty
              wlasnej roboty,obchodze sinterklaas ,[dla dzieci],na urodziny tez
              nie robie tyle zarcia,nabylam chyba ten nawykj z woda,wode pijemy z
              kranu ,a jakze,,rajstop juz dawno nie nakladam dzieciom pod
              spodnie,moj syn sie zbuntowal w wieku 5 lat,czapki posiadamy ,ale
              tylko jak wieje i zimno,,i wlasciwie mozna by ciagnac,i ciagnac,aha
              w mojej garderobie jest tylko jedna spodnicai to letnia,to chyba
              znak ze schlopilam,czy jak?
              • andevi no to i ja sie wpisuje, a co:)) 09.10.07, 00:20
                Oporne ze mnie ciele, ale jak przeanalizowalam, to przyznaje, ze na
                sporo sie zgodzilam, co mnie wczesniej razilo czy przynajmniej
                dziwilo.
                Co do urzadzenia domu:
                - pod prysznicem mam zaslonke, nie mam brodzika, wanny czy
                kabiny.Wlasciwie u nas kacik prysznicowy jest obudowany z trzech
                stron, wiec woda sie nie rozlewa, i pewnie dlatego ta zaslonka
                przeszla:)
                - mam okienka nad drzwiami, i nie zaslaniam ich ani nie
                zamalowuje.Nawet dostrzegam ich uzytecznosc (?!!!)
                - nie mam firanek i okna sa w dzien odsloniete, zaslaniamy dopiero
                na noc
                - nie ogrzewamy sypialni, a w pokoiku malego jest stale uchylony
                lufcik
                - na balkonie mam kupcze kwiatki, a nie wyhodowane z nasionka czy z
                zaszczepki, co zawsze wczesniej robilam
                - nie mamy dywanow, obrusow, serwetek, narzut, za to mnostwo
                swiecznikow, swiatelek, swieczek, lampionikow i innych duperszmitow.
                - mamy vitrinekast, szklana i podswietlana, a w niej bibeloty typu
                pamiatki narodowe po zdechlym kocie:)

                Co do dziecka:
                - kapiemy malego w wanience na stelazu.Moja mamuska, gdy do nas
                przyjechala, jakos nie bardzo byla do tego przekonana.No coz, moi
                bratankowie w Polsce byli kapani albo na stole w kuchni, albo w
                duzej wannie.
                - nie nakladamy malemu czapeczki tzw.od slonca czy od wiatru, (czy
                od humoru babci?)lata od wiosny do poznej jesieni z gola lepetyna
                - rajstopki zakladam tylko wtedy, gdy maly buntuje sie na skarpetki
                i cierpliwie je objada.No, po to, by cos jednak na tych nogach
                bylo.Ale wtedy juz nie zakladam spodni.
                - maly je chleb "od malego", czyli od 6 miesiaca, ale dopiero teraz
                (14 miesiecy) odwazylam sie wprowadzic maslo i zolty ser.Jakos nie
                bardzo mu podchodzi, woli goly chlebek
                - uzywam sloiczkow z gotowym jedzeniem.W Polsce bardzo mmie to
                wkurzalo, ze musialam zejsc dwa osiedla w poszukiwaniu obiadkow dla
                niemowlat i dopiero w sieci E.Leclerc dostalam to, czego szukalam:(

                Co do naszego jedzenia:
                - co niedziele albo sobote mamy chinszczyzne
                -nie gotuje zup
                -czesto uzywam polproduktow
                - jem wiecej nabialu.Jako dziecko mialam skaze bialkowa, wiec nie
                pilam mleka, tu sie odwazylam, no i nic mi nie jest:)
                - pije o wiele za duzo kawy:(
                - kupilam te smieszne lyzeczki do kawy z herbami, strasznie mi sie
                podobaja:)
                - naczynia myje w misce, ale w drugiej misce je plucze.Za to nie
                wycieram, a susze na suszarce.

                - jezdze duzo rowerem, w ciazy tez jezdzilam.No, jednak w deszczowa
                i wietrzna pogode wole wsiasc do autobusu
                - ubieram sie na sportowo, a wiec spodnie, plaskie buty, kurtka,
                szal, nawet do pracy.
                - nie maluje sie

                jak mi sie cos jeszcze przypomni, to sie dopisze, poki co zmykam
                spac.
                • agnieszkaela Re: no to i ja sie wpisuje, a co:)) 09.10.07, 00:34
                  Tak czytam o niektorych "sholendrzeniach" i zastanawiam sie czy nie
                  wynikaja one z lepszej sytuacji materialnek? :-) domu nie
                  przegrzewam tak samo jak w Polsce bo liczniki bija :-)
                  - lykam paracetamol na wszystkie dolegliwosci
                  - nie biegam do lekarza z dzieckiem z kazdym stluczonym kolanem i
                  kazdza goraczka (choc ciagle czesto dzwonie)
                  - nie przegrzewam dziecka, lekko ubieram i nie zakladam latem i
                  wiosna czapki
                  - kupuje i sprzedaja uzywane ubrania, meble, zabawki i ciesze sie ze
                  cos fajnego tanio kupie
                  -moge wyskoczyc do sklepu bez makijazu i w domowym dresie
                  • marjanna1 Re: no to i ja sie wpisuje, a co:)) 10.10.07, 18:21
                    Tak czytam to wszystko i musze sie przyznac, ze wiele rzeczy, o ktorych piszecie
                    ja robilam tak w Polsce.:) Wiec wyglada na to, ze to nie sholendrzenie a zwykla
                    zmiana nawykow.:)

                    Jedno jest pewne, w Polsce nie jezdzilam na rowerze przy kazdej pogodzie, a juz
                    na pewno nie w spodnicy i szpilkach. Tutaj jak najbardziej i bardzo mi sie to
                    podoba.:)
                    Nie grzeje rowniez calego domu, tylko dol, czyli salon.:)
                    No i kupuje tutaj pokrojone warzywa. W Polsce nie kupowalam z braku takowych,
                    ale jakby byly to bym chetnie nabywala. Nie jestesm fanka gotowania, wiec im
                    mniej roboty tym lepiej.:) Czyste lenistwo.:)

                    Pozdrawiam
                        • corneliss Re: no to i ja sie wpisuje, a co:)) 11.10.07, 20:51
                          no a co ;) to ja:
                          zbieram znaczki,najkejki, zegelsow nie, uzywam bonuska i kart rabatowych, zbieram air mile
                          jezdze na rowerze z mlodym, w ciazy tez sporo jezdzilam, nawet na wycieczki, nie tylko trasa praca-dom
                          kupuje w second handach meble i rozne inne rzeczy, na marktplaats tez sporo
                          mieszkanie ogrzewam od niedawna (od tygodnia) ale ja mam jeden poziom
                          krojona kupuje tylko kapuste, aa i czasem mieszanke salat - a to z lenistwa
                          poki co mlody chodzi bez rajstopek pod spodniami, ka nie uzywam w ogole nawet w najwieksze mrozy, czepke wkladam mu z daszkiem, ale tez bez przesady
                          robie chinszczyzne i rozne wariacje na temat
                          kupuje egzotyczne warzywa i owoce
                          ubolewam nad malutka lodowka w zabudowie i brakiem piekarnika (ale to sie wkrotce zmieni)

                          nie jem: stampota, dropow, pindakaas, stropwafels ani tych cudnych krokietow, kuleczek itp. miazgi
                          nie przyzwyczaje sie do wyjacego godzinami (tak po 10 dziennie) psa u sasiada, smieci na mojej ulicy
                          nie maluje sie

                          jak mi sie cos przypomni to dopisze
                          na wspomnienie marjankowej sygnaturki wciaz sie chichram :)))))
                            • andevi Re: no to i ja sie wpisuje, a co:)) 12.10.07, 22:28
                              No to jeszcze dopisze cos w zwiazku z sasiadami.
                              Wyjacych psow tez strawic nie moge, na szczescie u nas nie wyja.Ale
                              to mi nasunelo inna mysl: jak sie zachowujecie, gdy macie
                              uciazliwych sasiadow, albo nauczyciel cos nie tak zrobil i dziecko
                              wam sie poskarzylo, albo wogole ktos wam na odcisk nadepnal
                              itp..Zauwazylam, ze w wiekszosci Holendrzy unikaja kontaktow wprost,
                              natomiast zaraz skarza do wyzszych instancji, a wiec np
                              woonbouwvereeniging, dyrektora szkoly, dzwonia na policje, zamiast
                              po prostu zwrocic czlowiekowi uwage.Osobiscie strasznie nie lubie,
                              jak ktos na mnie do szefa kabluje(pracuje w szkole), no ale jak
                              przychodzi co do czego odnosnie sasiada, ktory od rana do nocy i w
                              srodku nocy puszcza metal, no to ide za rada meza i dzwonie na
                              policje, zamiast wydrzec sie na sasiada:)
                              • corneliss Re: no to i ja sie wpisuje, a co:)) 12.10.07, 22:39
                                ja tego sasiada od wyjca prosilam kilka razy, straszylam policja i schroniskiem dla zwierzat, zostawialam mu lisciki, raz wywrzeszczalam sie malo kulturalnie przez okno - ale zrobilam to celowo
                                upominam, a jak nie skutkuje dzwonie na policje itp.

                                a pytanie mam: czy wy korzystacie z tzw. 'nocnego licznika' i np. wlanczacie na noc pranie? u mnie naookolo sasiadom a to zmywarka w nocy dziala, a to pralka...
                                osobiscie nie uzywam bo to chyba nalezy zglosic (poza tym wynajmuje mieszkanie)
                                • mad_die nocna taryfa :) 13.10.07, 10:06
                                  Korzystamy, tzn mamy zamiar korzystać, jak nam w końcu licznik naprawią ;) Bo jak do tej pory (tzn od września, odkąd jesteśmy w posiadaniu tego domu) licznikowi się coś wzięło i przestawiło i nocną taryfę mamy za dnia a dzienną w nocy :D Więc jak się zapewne domyślasz i pranie i zmywanie robię w dzień :D hehe

                                  A co do ogrzewania - jak mieliśmy stare okna to musiałam grzać już tak od 16-17 (z przerwami oczywiście) bo zimno było jak nie wiem co. Za to teraz, jak mamy nowe, polskie, fachowo założone, piec prawie w ogóle się nie włącza. Co więcej - musiałam termostat przestawić, zeby włączał się automatycznie przy temperaturze niższej niż 15 stopni :D
                                  • andevi Re: nocna taryfa :) 13.10.07, 17:17
                                    My tez mamy nocna taryfe, ale ze wzgledu na sasiadow nie wlaczam
                                    prania po 20.00, przeciez jak wiruje, to chodzi jak traktor, a
                                    ludziska chca spac, maja male dzieci itd..Mieszkamy w bloku, no i po
                                    prostu lepiej nie miec etykietki "aso", no nie? U nas ludziska
                                    raczej spokojne, tylko ten jeden metalowiec jakis
                                    niewydarzony...Zreszta, nocna taryfa obejmuje rowniez weekendy, wiec
                                    pranie robie albo za dnia, albo w soboty.
                                    • schinella Re: nocna taryfa :) 13.10.07, 21:39
                                      Co to za nocna taryfa, nigdy o tym nie slyszalam. Czy to jest
                                      wszedzie? Czy trzeba gdzies zglosic zeby miec?
                                      Ja akurat zmywarke wlaczam przed pojsciem spac, pralke czasami tez,
                                      jak maz sie rozbierze i wrzuci kolejna koszule do kosza.
                                      Nikomu nie przeszkadza bo mamy wlasny dom. Ale nie wiedzialam ze
                                      jest jakas nocna taryfa.
                                      • beba3 Re: nocna taryfa :) 18.10.07, 10:18
                                        Czy masz dwie taryfy czy jedna zalezy od licznika (bardzo stary ma
                                        jedna, nowsze juz z podzialem) i to jednak trzeba zglosci,
                                        zadeklarowac. Albo masz jenda taryfe na cala dobe albo troche
                                        drozsza w ciagu dnia niz poprzednia ale tansza w nocy i weekendy.
                                        jak oboje pracujecie to oczywiscie oplaca sie miec dwie taryfy.
                                        Jak siedzisz w domu i sprzatasz generalnie mieszkanie i pierzesz w
                                        ciagu dnia to jedna taryfa jest lepsza.
                                        Tak jakos sobie wyliczylam kiedys ale ze i tak czasmi pralam w
                                        wekkendy to nie sadze abym byla w stanie sie w tym polapac. ;-)

                                        Nesla:
                                        Beba a jakie stricte azjatyckie zwyczaje przejelas???

                                        + Po przerwie na doinformowanie sie zaczelismy pic wode z kranu jak
                                        w Holandii.
                                        +/- Kupuje jedznie gotowe. Wychodzi taniej i oczywiscie szybciej i
                                        wygodniej. Bez stania przy garach. Gotuje okazjonalnie co swiadczy
                                        przeciwko mnie. Powinnam nie potrafic gotowac wcale i nie uprawiac
                                        tego zgubnego procederu. ;-)
                                        - Nie chodze w pizamie do jadlodajni. Dzieci tez nie chodza w
                                        pizamach po dworzu. Jeszcze! ;-P
                                        + Szoruje lazienke przez zalewanie. Ociupinki minusik ze wczesniej
                                        ja wyszoruje porzadnie a zalewam na koncu. ;-) Tak tu sie sprzata.
                                        Zlewa wszystko: mokre oznacza czyszczone (czyste?). Samo szybko
                                        wysycha i jest zaliczone sprzatanie. Ja jeszcze dosuszam. ;-)
                                        - Uzywam chusteczek higienicznych do wycierania nosa, do przetarcia
                                        rak przed i po jedzeniu. Uzywam w tym celu nawet _mokrych_
                                        chusteczek!!
                                        - Rece myje zazwyczaj przed pojsciem do tolety ale zawsze _po_.
                                        Nie tak jak niektorzy li i wylaczie przed a po to albo wcale
                                        albo 'jak swiecona wode'. ;-)
                                        + Kupuje jedznie i jem w 'drodze'. Kawa przez slomke i w worku to
                                        moj faworyt!
                                        + Nosze ze soba wode w bidonie albo butelke.
                                        + Nawet przy pieknej pogodzie mam ze soba skladany parasol.
                                        + Zakupilam sobie Croksy czyli cos jak hodaki ale cale z gumo-
                                        plastiku w dziury. Szkaradzienstwo pod wg estetycznym ale
                                        praktyczne...
                                        +/- Nosze namietnie kalpki. Przechodze powoli na sandaly bo
                                        zauwazylam ze 'szuram' jak miejscowi.
                                        - Nie kupuje za duzych butow.
                                        + Zdaza mi sie brac bluze ze soba aby w pomieszczeniu z klima sie
                                        doubrac. ;-) Tzn bywa mi juz zimno jak Singapurczykom.
                                        + Rozumiem juz pewne zjawiska jak np ogarniczenie wyposazenia domu
                                        do niezbednych sprzetow i nie zagracanie domu ozdobkami, bibelotami
                                        a nawet ksiazkami (plesnieja a biblioteki sa dobrze zaopatrzone).
                                        + Chodze po domu boso. Okazjonalnie w kapciach sprowadzonych z
                                        Polski. ;-)
                                        + Idac chodnikiem wybieram zacieniona strone np pod filarami a nie
                                        jak turysci ide w pelym sloncu.
                                        + Parasol otwieram rowniez gdy nie pada a slonce porzadnie daje po
                                        oczach.
                                        +/- Nie umiem sie pchac do metra ale juz walcze o siedzenie. ;-)
                                        + W pelni akceptuje ustepowanie miejsca przez trzesace sie staruszki
                                        mlodym i pelnym energii dzieciom. No, dobrze, moze nie w pelni ale
                                        korzystam z tych mijsc i szokuje tym ze sama pcham na nie czasmi
                                        swoj tylek a dopiero potem biore dzicko na kolana.
                                        - Ustepuje miejsca nie dzieciom a kobietom w ciazy, starszym osobom.
                                        Ach, te stare przyzwyczajenia...
                                        - Siadm na pierwsze wolne miejsce w autobusie a nie 'przechodze do
                                        tylu'. Kiedy jest scisk to nie markuje przechodzenia do tylu a
                                        naprawde sie przesuwam aby ludzie mogli wsiasc.
                                        + Przysypiam w metrze.
                                        + SMSuje w metrze ale
                                        - nie mam MP3, gier, laptopa czy innych badziew elektronicznych.
                                        - Myje naczynia polska metoda a nie holendersko - singapurska.
                                        - Jem chleb lub platki na sniadanie a nie ryz czy makaron.
                                        + Kupilam maszyne do gotowania ryzu.
                                        + Uzywam Microfale.
                                        - Mam suszarke do ubran.
                                        - Robie zapasy jedzeniowe.
                                        - Pytanie "ile placisz ze mieszkanie, przedszkole dziecka, ile
                                        zarabiasz, ile oszczedzasz itp" wciaz mnie draznia i naprawde nie
                                        moge pozbyc sie alergii na nie, kiedy zadaja mi je obcy ludzie np w
                                        autobusie.
                                        Mysle ze jeszcze torche tego jest ale daje to jaki taki obraz mojego
                                        pojmowania zycia w Singapurze. ;-)

                                        Tygrysie!
                                        Chodzenie i zbieranie skladek to jeszcze nie moj poziom
                                        zholendrzenia ale mysle ze jak jezyk tubylczy opanuje (jesli kiedys)
                                        to kto wie, kto wie? ;-D

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka