powiedzcie mi prosze czy ja jestem jakas zacofana?juz opisuje o co mi
chodzi-moja kolezanka ma dziecie mlodsze od mojego o 6 tygodni.czyli moje ma
teraz 6,5 miesiaca a jej 5.jak mialo 3 tygodnie bylo podrzucane pod sufit
przez swojego ojca co kolezanka opowiadala mi z usmiechem na ustach.w tym
samym czasie dostawalo cukierki do polizania i mialo po tym mega kolki.od
ponad 2 miesiecy rozszerza dziecku diete i to na calego nie patrzac czy daje
gluten,mieso.co jej wpadnie w reke podaje malemu.do picia dziec dostaje wode z
cukrem.a teraz kiedy bylam u nich w domu dziecko usadowione na pol dnia w
chodziku z bulka w reku.
i teraz czy ja jestem jakas trzesaca sie kwoka o swoje piskle?

ogladam po 20
razy kazdy sloiczek,sprawdzam zawartosc.nie zmuszam swojej corki do siedzenia
a gdyby moj maz choc raz by ja podrzucil to by oberwal.
wiem ze kazdy ma swoje metody ale czy to nie jest troche przegiecie z ich
strony?co o tym myslicie?