jogo2
12.03.04, 19:47
Chciałabym się trochę zwierzyć ze swojego stanu ducha w związku z powyższym
(czyli remontem). Może mnie ktoś na tym duchu podniesie? Nie jest mi wesoło
głównie z dwóch przyczyn. Po pierwsze remont (fakt, że generalny) mieszkania
nie tak znowu dużego, bo 50 m2, kosztował o wiele więcej niż zakładałam (a ja
nic nie zakładałam tylko niefrasobliwie polegałam na optymistycznym
kosztorysie pana fachowca, który robił ten remont)i spłukałam się kompletnie
ze swoich oszczędności.
Po drugie remont ten ciągnie się już prawie 2 miesiące. Musiałam dużo jeździć
po sklepach a ostatnio też zwaliło mi się dużo pracy. W rezultacie w ostatnim
tygodniu spędziłam z moim dzieckiem w ciągu dnia tak ze 4 godziny pod rząd
może ze 2 razy, a dzisiaj jest kolejny dzień, kiedy będę go oglądać tylko
rano i wieczorem, a w ciągu tych ostatnich 2 miesięcy takich chwil, że prawie
całe dnie spędzał z nianią też było sporo.
Brak mi już sił i cierpliwości, a przypuszczam, że mojemu synkowi też. kiedy
przychodzę do domu tuli się do mnie, nie chce ode mnie odejść, a mi serce
pęka, bo muszę wracać do pracy i nie wiem jeszcze ile jeszcze takich dni
będzie, zanim nasze życie wróci do normalności. Dodatkowo wynikły pewne
kłopoty z Arturka zdrowiem, mianowicie na USG wykryto jakieś nieprawidłowości
w jego śledzionie, które nie wiadomo co oznaczają. Martwię się tym i czeka
też i jego i mnie dużo latania po lekarzach, badaniach, żeby jakoś wyjaśnić
co to jest i żeby się obyło bez operacji. Dodam jeszcze, że wychowuję Arturka
sama i stąd dodatkowo tak mi żal, że są takie dni jak dzisiejszy, wczorajszy
i przedwczorajszy i zeszły weekend i ten weekend co będzie. No nic, wracam do
roboty.
Ciężko mi na duszy, bo czasem zastanawiam się po co mi był ten cały remont
potrzebny. Faktem jest, że powody, żeby go zrobić to były. Po tzw. wymianie
pionów mieliśmy dziury pod wanną i zdartą glazurę i boazerię, instalacja
elektryczna nie działała dobrze, sąsiedzi z dołu terroryzowali nas ponieważ
mieszkamy w bardzo akustycznym bloku, a małe dziecko .. same wiecie, a
kuchnia i łazienka były niefunkcjonalnie rozplanowane. Gdybym wiedziała (a
mogłam swoją drogą przypuszczać), że będzie on tyle kosztował oraz że będę
musiała nie widywać mojego dziecka całymi dniami, to nie wiem czy bym się
zdecydowała. Może lepiej było jeszcze kilka lat pożyć w tym syfie, co był. Co
Wy o tym sądzicie.
Serdecznie pozdrawiam,
joanna