Chciałabym czuć, że mi się cokolwiek układa. Tymczasem na wszystkich frontach tak sobie. Zawodowo od lat stagnacja, brak znaczących podwyżek (niby co roku cos kapnie ale nawet nie o poziom inflacji więc mam poczucie, że zarabiam coraz mniej), moje starania doceniają tylko ci, od których nie zależy ani moja pensja ani stanowisko. Zmieniłabym coś tylko po pierwsze nie wiem co chciałabym robić i nie mam funduszy na wtopę, bez mojej pensji budżet domowy nam się nie zepnie.
Dzieci okres dojrzewania, wiadomo. Staram się być najlepszą matką jaką mogę ale nie zawsze mi wychodzi (częściej nie wychodzi tak po prawdzie). Małżeńsko też średnio, próbuję dać od siebie to czego on potrzebuje w nadziei, że jeśli jego potrzeby będą zaspokojone on da mi to czego ja chcę ale to nie działa.
W chałupie bałagan, jedną rzecz sprzątnę, pięć się pojawia. Na zadbanie o swój wygląd nie mam kasy ani energii, na zadbanie o rozwój intelektualny czy duchowy brak mi czasu i mocy przerobowych.
Tak tylko chciałam pojęczeć przy wtorku

bo jednocześnie mam świadomość, jak wiele kobiet na świecie ma dużo gorzej niż ja, pod każdym względem.