Dodaj do ulubionych

mamy ...czy czasy....

03.03.11, 22:18
kiedy tatusiowie wracali do domu po 15stej ciagle sa? czy to juz dawno i nie prawdasad o ktorej wasi mezowie/partnerzy wracaja do domu? czekacie na nich z obiadkiemsmile? pomagaja czy tylko zalapuja sie na kapiel?
Obserwuj wątek
    • bolga7 Re: mamy ...czy czasy.... 03.03.11, 22:22
      Nawet mi nie mów!!
      Mój jest w domu przed 18 oczywiście zmęczony i zdziwiony że ja po całym dniu nic nie robienia chce żeby zajął się Małym.
      Naczytałam się na tym forum że są gdzieś tam tatusiowie z prawdziwego zdarzenia którzy po powrocie z pracy nie mogą nacieszyć się swoim maleństwem, zajmują się nim i pomagają we wszystkim, pozazdrościć
      • aleksandra1357 Re: mamy ...czy czasy.... 03.03.11, 22:33
        Jak mój wróci o 18 to jest święto. Często wraca po 20. Ale i tak, jak wróci, to zalega na kanapie i jest niewiele lepiej, jak go nie ma uncertain
      • grajfrutt Re: mamy ...czy czasy.... 03.03.11, 22:36
        Mój też jest w okolicach 17, ale na szczęście zajmuje się małym, ja w zasadzie wtedy tylko jako "stołówka" jestem potrzebna,bo synuś jeszcze na piersi tylko. Młody uwielbia zabawy z tatusiem. No i obowiązkowo kąpiel, z tym że tata tylko kąpie w sensie zanurza w wodzie, reszta to już ja. Ale i tak wydaje mi się że jest OK, po południu mam czas żeby sobie poleżeć na kanapie i nic nie robić smile
      • camel_3d bolga7 04.03.11, 08:57
        Ele to nie tatusiowie ponosza wine tylko mamusie....ktore nie potrafia zaprzegnoc tatusiow do opieki, bo ponoc tatus nie zajmie sie tak jak mamusia... wiele mamus "odsuwa" tatusiow od mycia, przewiajania, ubierania..bo same wszytsko najelpiej wiedza..a potem jak dzidzia staje sie troche bardziej aktywna to nagle tatus bylby bardzo potrzebny..ale wtedy tatus faktycznie nie nauczyl sie tych czynnosci i przychodza mu z trudem..wiec mamusie powinny od poczatku wdrozyc tatusow w opieke...
        • marychna31 camel 04.03.11, 13:39
          Camel, piszesz o ojcach tak, jakby to były kolejne dzieci do wychowania: "mamusie muszą wdrożyć", "mamusie nie mogą odsuwać". Przecież mężczyzna to taki sam dorosły człowiek jak kobieta, już wychowany, z prawem do decydowania o sobie i swoich dzieciach.

          Nie wyobrażam sobie, żebym miała swojego męża czegoś uczyć, wdrażać lub dopuszczać do czegoś. Sam wie co to znaczy być ojcem, jakie ojciec ma obowiązki wobec dzieci i co trzeba zrobić.
          • lolinka2 Re: camel 04.03.11, 13:52
            ale on ma rację, bo kobiety tak właśnie traktują mężczyzn - jak wyrośnięte bezmózgie dzieci, a mężczyźni za święty spokój zrobią wiele, w tym dadzą się odsunąć od opieki, byle nie słyszeć bezustannego "bo ty nie tak..."
    • olcia71 Re: mamy ...czy czasy.... 03.03.11, 22:34
      I czasy i chyba zależy jaka kto ma pracę. Jak sie tak nad tym zastanowić chwilę to przerażający jest ten pęd, fakt. Moja nieco starsza koleżanka (acz młoda duchem) ciągle żałuje "młodych" kiedy maja znaleźć czas na dzieci, kiedy na nie zarobić i na godny byt, bo nie oszukujmy się, większość nawet średniej krajowej nie wyrabia...
      A u mnie różnie. Że o 15-tej to zapomnij wink Praca niezmianowa i wymagająca dyspozycyjności ... Czyli przewaznie mąż wychodzi między 7-8 a wraca miedzy 18-20, czasem niestety później, zdarzaja się wyjazdy służbowe i takie tam. Nie, że dziecko go nastroiło do pracy w nadgodzinach, ale tak było zawsze. Kiedy jest mała to naprawdę stara się wracać jak najwcześniej. Pomaga. Zresztą jak tylko przekręca się klucz w zamku to mała ryczy "tata!!" i podczłapuje pod drzwi i składa ręce jak do modlitwy (to znaczy "weź mnie na ręce, please!") I juz jest mój tata. Ja odgrzewam mu obiad a on w tym czasie zabawia małą a ona sie cieszy tatą. Najczęściej obiad jedzą razem, bo mała domaga się tacinego obiadu. Czasem nawet w łazience przy kąpieli mu towarzyszy wink Potem najczęściej ja robię coś w domu, jakies drobne porządki w kuchni, niewiele czasu zostaje. Czasem bawimy się razem. A potem szykuję kolacje małej, zjadamy, jeszcze chwilę sie bawimy i kąpiel. Przewaznie robimy wszystko wspólnie, czasem on sam, a ja sie zajmuję czym innym, czasem ja kąpię, różnie. Małą usypiam ja, dostaje cyca i jak odzywa się potem w nocy to też ja do niej chodzę, ale nie dlatego że mąż wygodny wink tylko w nocy mała tylko mnie toleruje i przy mnie sie uspokaja. No tak ma niestety, choc mąż nie raz próbował sie włączyć w akcję. Chociaż do 4 miesiąca mąż ją lulał do snu wink Mąż pomagał mi od zawsze, od pierwszego dnia obecności małej w domu. Czasem zaproponuje, że zostanie z małą a ja żebym gdzieś wyskoczyła, w niedzielę przewaznie on chodzi z małą na spacery a ja zostaje w domu. Przy ładnej pogodzie chodzimy razem, albo jedziemy na wycieczkę..... Tylko w tygodniu czasem jak ma akcje w pracy to nawqet przez 2 dni małej nie widzi.... I wcale nie jest z tym szczęśliwy.. ani ja. Takie czasy...
      • olcia71 Re: mamy ...czy czasy.... 03.03.11, 22:38
        Aha ale jak potrzeba to i bez problemu może się "urwać"- nie napisałam wink
    • martini1977 Re: mamy ...czy czasy.... 03.03.11, 22:46
      troche to zabrzmi glupio ..ale ciesze sie ze nie jestem sama.. myslalam ze to tylko ja jestem czasem do pozna wieczora sama z dzieciaczkami.
      Smutne to troche jest bo ja pamietam ze u mnie w domu mama jak i tata byli najpozniej o 15 30 i byl czas na wszytsko wink

      moj owszem jak moze to pomaga ale w nocy i nad ranem to ja musze wstawac ,bo niech sobie pospi....smileachhh.. niech te dzieci rosna bedzie lzejsmile
    • atrapcia Re: mamy ...czy czasy.... 03.03.11, 23:47
      Mój wraca o 15:20, chyba że ma jakieś dodatkowe kursy na nowe specjalizacje, czy jak ostatnio j. angielski - wtedy 2x w tygodniu wracał o 17. No ale wstaje rano o 4:45 i pomaga niewiele bo w zasadzie jak wraca to już wszystko zrobione (ja nie pracuję) a córka woli kąpiele ze mną, dla mnie to nie kłopot, więc nawet go nie proszę smile Jak trzeba to pomaga, ale zazwyczaj nie trzeba big_grin
    • mala-mila Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 07:33
      mój mąz pracuje od 7 do 15, czasem jak ma jakieś zebranie czy szkolenie to zostaje dłużej, ale za te nadgodziny następnego dnia idzie np. później do pracy. Wcześniej pracował od 6.30 do 14.30 tylko z godzinnym dojazdem.

      wyobrażacie sobie w waszej sytuacji iśc do pracy? odebrać/zawieźć dziecko do przedszkola, pobyć z nim chociaż chwilkę w ciągu dnia?

      ja na mojego czekam z obiadem, bo i starszy syn wtedy z przedszkola wraca głodny więc obiad jemy razemsmile
      • tyssia Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 12:49
        > mój mąz pracuje od 7 do 15
        Mój tak samo
    • tola_i_tolek Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 07:38
      Mója wraca przed 18, zjada obiad i przejmuje dzieci. Ja w tym czasie zwykle też coś robię- zawsze jest coś do prasowania, zmywania itd ( kiedy nikt mi nie brzęczy nad uchem mogę prasować cały dzień).
      Czasami zdarza mi się jednak poleżeć na kanapie, albo wyrwać na kawę z przyjaciółką.
      Wieczorem i w nocy ( kapiel, usypianie, wstawanie) on ma dyżur przy starszej ja przy młodszej.
      Mój mąż po pojawieniu się drugiego dziecka zdecydowanie wziął się do roboty.
    • fasol-inka Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 08:28
      mój gdy jedzie do biura stara się wrócić koło 17, więc wychodzi bladym świtem
      od paru miesięcy natomiast postarał się o zgodę na pracę zdalną 3 dni w tygodniu i wtedy jest cały czas, zresztą ja też od dwóch miesięcy wróciłam na etat - również zdalnie
      nigdy w życiu od niego nie usłyszałam od męża, że nic nie robię cały dzień i że opieka nad dzieckiem to nic - może dlatego, że od samego początku nigdy nie miał taryfy ulgowej i robił przy dziecku to samo co ja (oprócz KP oczywiście), zresztą i nie chciał się wymigiwać - w końcu to tak samo jego dziecko jak i moje...
    • camel_3d sa... 04.03.11, 08:28
      pod warunkiem ze tatu sobei znajdzie prace na 3/4 etatu, mamusia nie bedzie oczekaiwala super luksusow i 1000 ubranek dla dzisi na tydzien smile
    • bluemka78 Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 08:29
      U nas zazwyczaj maz wraca ok 16.30, ale czasami musi jechac gdzies w trase i nie ma go do pozniego wieczora, albo i ze 2 dni, choc staramy sie uniknac tych wyjazdow na ile sie da.
      Na szczescie moj m doskonale rozumie co to znaczy zajmowac sie dziecmi wiec nie ma zdziwienia, ze ja jestem zmeczona jak zostaje z dziecmi. Nawet sam prponuje, zebym sobie poszla odpoczac, a on ich popilnuje. Z obiadem jest roznie, czesto tesciowa i mama nam podrzucaja wiec tylko odgrzac wystarczy, czasami dzieci "pozwola" cos ugotowac, a czasami dzwonie do m, zeby kupil obiad i pare drobiazgow po drodze do domu. Maz kapie dzieciaczki, ale my kapiemy na razie co drugi dzien, no i wieczorene karmienie na spiocha ok 23 to juz tez jego obowiazek. Ja wtedy juz spie smile Za to ja wstaje rano do dzieci, a czasami wstaja juz o 6, a on moze dospac. W weekend jak mi sie nie chce to idzie sam na spacer,a ja moge w tym czasie odpoczac czy cos zrobic. Generalanie jak jest w domu i nie potrzebuje dospac to na spolke opiekujemy sie dziecmi, zreszta przy blizniakach nie wyobrazam sobie innego wyjscia.
    • naana26 Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 08:33
      mój się zajmuje, ale z pracy to najwcześniej wraca o 17-18 smile

      nocki niestety, mimo że oboje pracujemy są moje.

      a nie, przepraszam, mój mąż czesto wstaje, idzie po małego i przynosi go do sypialni mówiąć "mamusiuuuu jestem głodny" big_grin tak jakby sam mu nie mógł dać jeść skoro już wstał (karmimy butlą)

      także ja zajmuje się osatnimi czasy dzieckiem o wiele więcej. za to mój mąż sprząta, gotuje, pierze i ogarnia domek po pracy i w każdą sobotę robi generalny porządek z własnej, nieprzymuszonej woli smile ja nie narzekam, bo wolę grzechotki niż ścierki, choć wzięłam na siebie prasowanie i obiady weekendowe. Niemniej mojej teściowej powinnam pomnik postawić, bo to ona mu od dziecka tłukła do głowy że facet ma w domu sprzątać i pomagać kobiecie we wszystkim.
    • dominiczka201 Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 08:35
      Mój mąż ma etat od 6 do 14, ale teraz jest mus pracować 10 godzin więc jest w domu jakoś 16.10. Jak wraca do domu przejmuje małego jak mam coś do zrobienia a jak nie to siedzimy z nim razem, ale głównie mąż go zabawia (ma lepsze pomysły na zabawę niż ja sad). Ja również pracuje od 3 dni smile i dobrze mi z tym
    • czarna2209 Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 08:38
      Moj wraca po 18 czasami przed 19. Maly zazwyczaj nie spi,ale juz wykapany i najedzony,troche sie pobawi i lulu,choc tez zdarza sie,ze maly zasypia o 18 jesli malo spal w dzien.Tata kapie syna na week,zmienia pampersy i karmi a ja wtedy mam nieco luz.
    • andziulka32 Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 08:46
      Mój mąż pracuje w systemie zmianowym, w ruchu ciąglym więc światki, piatki i niedziele. Ma siedem dni pracujących i dwa dni wolnego ( teoretycznie dwa bo w jeden odsypia po nocce do popoludnia). Do pracy dojeżdża 100 km więc dojazdy też mu trochę zajmują. Najgorzej dla mnie jak wypadną popołudniówki w weekend. Jednak mimo wszystko mąż pomaga mi w miarę mozliwości, jezeli jest w domu mam trochę wolnego dla siebie. No i zajmuje się na zmianę z moim tatą Małym jak ja jestem w pracy. Od poczatku robił wszystko przy synku, tylko noce należą do mnie chyba,że jest jakaś wyjątkowo ciężka to pomaga. Ogólnie nie mogę na niego narzekać.
    • budzik11 Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 08:58
      Mój wraca o której chce (ma nielimitowany czas pracy), dzwoni kiedy będzie w domu i wtedy robię mu obiad. Nie pomaga.
    • tully.makker Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 09:30
      JA wracam sdo domu okolo 18.
    • iza232 Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 10:32
      Mój wraca najczęściej PRZED 15. Ale na 16 wychodzi znów do innej pracy i wraca po 20. Za to weekendy ma wolne.
    • mikas73 Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 10:41
      Razem wracamy o 15 do domu, ale wstajemy o 4:30. Mąż pracuje dodatkowo popołudniami w domu, ale kąpie wieczorem małego i znajduje czas na zabawę z nim. Generalnie ja ogarniam dom. Wieczory są nasze, potrafimy pójść spać o 1:00.
    • aggy80 Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 12:03
      ja wracam o 18 i to na mnie trzeba czekac z kolacja, animuje kapiel smile
    • inge.borga Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 12:51
      Mój ojciec tak wracał. O 15.15 już w domu. A my? Całą rodziną jesteśmy w domu ok. 18.30 bo dzieci w mieście w szkole/przedszkolu, a ja z mężem w pracy. Zbieramy się i razem do domu. Kiedyś jak byłam na macierzyńskim, mąż wracał ok.18.30-20.00, zwykle czekałam z obiadkiem ale to dawne dzieje. Dziećmi się zajmował, jak był.
    • karro80 Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 13:31
      mój pracuje 24 z grafika więc wraca rano - no i albo cały dzień jest albo go nie ma.
      PS o co kaman cały czas z tą kapielą - musi to tata robić??? - mój to tak kilka razy jak byłam chora czy coś(co nie znaczy, że młodej nie ubierał, nie przewijał czy nie karmił)
      No ja z przyczyn technicznych z obiadkiem czekać o 7 rano nie będęwink nawet z kawą - śpię i koniec.
      • tacomabelle Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 13:51
        Zwykle 16-17, pracuje od 8, chodziaż 2-3 razy w miesiącu ma 2-3 dniowe wyjazdy slużbowe.

        Po 18 to chyba wracają panowie pracujący na drugą zmianę?
    • kotkowa Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 14:07
      Ostatnio wraca ok 16-17, choc zdarza sie pozniej. Ale to tylko dlatego, ze zawozi malego do babci i odbiera, wiec zmienil w pracy godziny i chodzi na 7 do 15, czasem musi siedziec do 16. Dojazd trwa dobra godzine z pracy do babci i do domu. Wczesniej bywal czesto ok 18 dopiero. Jestem zla na ten system pracy sad Sama jestem w domu przed 17 sad A jak mam cokolwiek do zalatwienia po pracy to wielkie wyrzuty sumienia, ze juz prawie w ogole dziecka nie widuje.
    • monia76 Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 14:34
      mój jest w domu ok. 15:20, przejmuje dziecko od opiekunki i czekają tak sobie z córką na mój powrót ponad 2 godz. mąż robi przy córce niemal wszystko, oczywiście prócz kp. nie za bardzo widzę inne wyjście, gdyby nie jego zaangażowanie w dom, nie dalibyśmy rady w żaden sposób.
    • mruwa9 Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 20:54
      sama nie pamietam czasow (no, chyba ze czasy aktywnosci zawodowej moich rodzicow), ze ktokolwiek pracuje do 15..odkad sama zaczelam pracowac, dniowki od 7 do 20 byly norma (moje), meza podobnie, do tego czesto zawalone weekendy. Po urodzeniu dzieci trzeba bylo przystopowac, ale rowniez nie tak rzadko pracujac od switu do nocy, choc moze nie codziennie, i to oboje, choc na zmiane. Choc najlepiej sprawdza sie system zmianowy, w niektore dni ja pracuje do wieczora, a maz konczy np. o 15 i odbiera dzieci, w inne dni odwrotnie. Sytuacja, ze oboje konczymy np. o 15 to luksus, na ktory trudno sobie pozwolic. tak dobrze nie ma.
    • przeciwcialo Re: mamy ...czy czasy.... 04.03.11, 20:57
      Rodzice pracowali od 7 do 15. Mąż zaczyna o 9 to i później kończy prace.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka