Dodaj do ulubionych

goscie i asertywnosc

18.04.11, 14:08
minusem mieszkania daleko od znajomych i rodziny jest to, ze nie mozna kogos zaprosic po prostu na kawe, tylko przyjazd wiaze sie z dluzszym pobytem. u mnie jest tak, ze mieszkam dodatkowo zagranica i czasem ktos z rodziny chce sobie po prostu urzadzic darmowy urlop u nas. zawsze jakos sie na to godzilam na zasadzie zaciskam zeby, bo tak musi byc i juz. ale od pewnego czasu powiedzmy, ze zaczelam sie szanowac i powiedzialam sobie, ze koniec z fundowaniem komus darmowyych wakacji. no i teraz dylemat jak byscie powiedzialy rodzinie czy znajomym (stosunki raczej dyplomatyczne niz przyjacielskie, ogolnie sa kwasy, ale wiadomo nikt nikomu wprost nic nie powie) ze niestyty, ale nie macie ochoty na wasz koszt kogos zywic przez tydzien i zapewniac noclegu. bo z tym zawsze tez jest klopot. corka musi odstepowac swoj pokoj i spac z nami, co wygodne nie jest. do tego ta gimnastyka z szykowaniam poscieli, sprzataniem. szykowaniem jedzenia dla kilku dodatkowych osob. meczy mnie to i nie mam na to ochoty. za rok corka idzie do komunii i z jednej strony wypadaloby kogos zaprosic, a zdrugiej nie mam warunkow, zyby goscic u siebie pare osob i nie czuje sie tez zobowiazana placic gosciom za hotel. jak byscie wybrnely z takiej sytuacji? co byscie powiedzialy? aha rewanzu, ze jak my jedziemy do polski to mozemy sie zatrzymac u kogos nie ma, no bo to przeciez oczywiste, ze nikt nie ma warunkow mieszkaniowych. zreszta ja bym nie chciala u kogos mieszkac i jesc na jego koszt. w druga strone jak widac takich dylematow brak. jakby to bylo oczywiste, ze mam komus fundowac wikt i opierunek. a mnie sie zwyczajnie nie chce.
Obserwuj wątek
    • pebisie Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 14:18
      No też bym miała dość... Może zacznij mówić, że córka coraz większa i chce mieć swój pokój dla siebie, a nie żeby go co chwila komuś odstępować. Mam taką sprytną ciotkę, która miała 2 pokoje i zawsze mówiła, że ona gości nie będzie nocowała, bo jej córka lubi spać sama i musi wręcz spać samasmile Nikt się do nich nie pchał, tylko moja mama nocowała gości, w naszej kawalercesmile A ciocię odwiedzać można było za dnia.
    • broceliande Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 14:25
      Naprawdę żywisz kogoś przez tydzień?
      Ja rozumiem weekend, nocleg i dwa posiłki, ale dłużej?! Nie rozumiem, jak ktoś może się na to godzić.
      Mojej mamie zawsze dawałam na odjezdnym normalnie kasę za "prąd i wodę", a co dopiero dalszej rodzinie.
      Może jakiś koniak Ci chociaż kupują?

      A może powiedzieć, żeby się dorzucili do spożywki przed większymi zakupami? Albo, żeby kupili sobie, co tam chcą do jedzenia, a Ty zrobisz. Nie wiem, dla mnie to się rozumie samo przez się.
    • nowi-jka Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 14:28
      jesli zaprosisz na komunie to wypadałoby zeby im jednak nocleg zapewnić i ich ugoscic bo to Ty aranzujesz to spotkanie ale jak oni dzwonia czy moga wpaść to co innego.
      Moze wystrczy "oczywiscie jak bedziecie w poblizu to zapraszamy na kawe, a gdzie sie zatrzymujecie??"
      • burza4 Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 19:07
        nowi-jka napisała:

        > jesli zaprosisz na komunie to wypadałoby zeby im jednak nocleg zapewnić i ich u
        > goscic bo to Ty aranzujesz to spotkanie ale jak oni dzwonia czy moga wpaść to c
        > o innego.

        Ale to chyba tylko rodzime podejście. Jak nas zapraszano na ślub za granicą, to dla gospodarzy oczywiste było, ze za hotele zapłacimy sami. Wyjątkiem byli dziadkowie, ale wiadomo - dla emerytów to zbyt duży wydatek.
    • havana28 Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 14:28
      A dlaczego nie może powiedzieć tym znajomym czy rodzinie wprost, że bardzo Ci przykro ale nie masz warunków, że zapewnić im noclegi u siebie, ale jeśli im tak bardzo zależy to pomożesz im znaleźć dobre/tanie B&B w okolicy?
      • nowi-jka Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 14:32
        oczywiscie ze moze tylko ze nie wszysteki osoby to potrafia - tak w prost. Ja np nie potrafie ale chyab jednak ukróciłabym takie wczasy na mój koszt chociaz kiedys tez sie w to wkopałam. Nie usłyszałam nawet dziekuje.
        • helloinka Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 14:42
          lwlasnie o to chodzi, ze moze i bym powiedziala wprost, ale znajac rodzine to bylaby od razu jakas obraza, ze jestem taka bezczelna itp i jak moge. co do znajomych to nie wiem jak reagowac na tekst, kiedy nikogo nie zapraszam a trakcie spotkania pada tekst " jak do was przyjedziemy to..." co do komunii to mnie nie zalezy, zeby ktos przyjezdzal. raczej mysle, zeby powiedziec, jak chcecie to przyjedzcie, ale noclegu nie zapewniamy. moze byc?
          • broceliande Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 14:47
            Pewnie mieszkasz w jakimś atrakcyjnym miejscubig_grin
            Wiadomo, że jak przyjechać, to do Ciebie.
            Znam kogoś, kto nic ode mnie nie chce, jak przyjeżdżam, bo uważa, że w paliwo zainwestowałam, żeby się spotkać, no to on w jedzenie.
            • helloinka Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 15:10
              broceliande napisała:

              > Pewnie mieszkasz w jakimś atrakcyjnym miejscubig_grin
              > Wiadomo, że jak przyjechać, to do Ciebie.
              >
              >
              he,he...no zgadza siesmile co do obslugi gosci to wlasnie wkurza mnie jak ktos sie czuje jak gosc i jakos nie kwapi sie do zadnej pomocy, tylko czeka az wszystko bedzie podane. jak to w gosciach.
              dlatego tez mysle jak sie cwiczyc w asertywnosci, zeby ktos zrozumial, ze ja nie mam ochoty byc sluzaca i umilac komus urlop, bo sam mam ochote gdzies wyjechac i byc obslugiwanawink
              • kropkacom Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 15:16
                Jeżeli subiektywnie oceniasz sytuację jako wykorzystywanie zbuntuj się. Wiem, że to nie jest proste... U nas często goście coś dla nas ugotują na przykład. Zapraszają na piwo, kawę. Takie małe gesty a jednak dużo dają w postrzeganiu tych wizyt.
          • nowi-jka Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 14:55
            Upieram si eze jesli chodzi o komunie to nie moze być. Albo zapraszasz i ich ugoscisz albo nei zapraszaj.
            A znajomi jak gadaj ze jak do was przyjedziemy to potem chyba potwierdzaja jakos ten termin chyab wiec niech nigdy ci nie pasuje albo wprost. Oni "przyjechalibysmy do was wtedy i wtedy" a ty" no ale przeciez my mamy tylko dwa pokoje i jeden jest nas drugi córki wiec nie bardzo mozecie tak zuepłnie do nas przyjechąc ale oczywiscie zapraszamy jak sie zatrzymacie w poblizu" albo "no my nie mamy miejsca zebyscie sie u nas zatrzymali bo córka jzu duza ale jak chcecie to sie rozejzrze za czyms w poblizu"
            Nie na odległosc nie miałabym skrupułów odmówic ale na komunie to chyba chamsko. Przyjedzcie ptrezent dajcie a potem aut.
    • katia.seitz Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 14:29
      Sądzę, że ktoś powinien uświadomić "gościom", że w takich przypadkach wypada łożyć na swoje utrzymanie, tzn. robić zakupy, uczestniczyć w przygotowywaniu posiłków, czy też np. zaprosić gospodarzy na obiad na mieście w ramach podziękowania. Siedzenie komuś na głowie przez tydzień i objadanie go jest nadużyciem gościnności.
      Radzę też skorzystać z sugestii kogoś powyżej - córka MUSI spać sama, inaczej nie zaśnie, ma nocne lęki czy coś wink Jeśli ktoś będzie nocował u Was, to na kanapie w salonie wink
    • kropkacom Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 14:56
      > minusem mieszkania daleko od znajomych i rodziny jest to, ze nie mozna kogos za
      > prosic po prostu na kawe, tylko przyjazd wiaze sie z dluzszym pobytem. u mnie j
      > est tak, ze mieszkam dodatkowo zagranica i czasem ktos z rodziny chce sobie po
      > prostu urzadzic darmowy urlop u nas.

      No cóż, ... Jak ktoś przyjeżdża to śpi, je i tak dalej u nas. Nawet jak znajomy jechał tu na rozmowę o prace to go przenocowaliśmy.

      Zasada jest taka, ze znajomi, rodzina przyjeżdżają do NAS a zwiedzanie to dodatek. Co nie zmienia faktu, że to komplikacje, wydatki dodatkowe i generalnie gimnastyka. I czasami ma się dość. Ja traktuje to jako transakcję wiązaną: widzimy się z ludźmi którymi coś nas wiąże, ponosimy koszty ale i oni je ponoszą (podróży nie fundujemy w końcu tongue_out ). Gdybym czuła, że ktoś nas wrednie wykorzystuje to bym się zbuntowała.
    • asia.asz Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 15:00
      to zalezy jacy goscie, jesli ja bym zaprosila ich z jakiegokolwiek powodu (np tesciowa przyjezdzala pomoc przy starszym, brat mial kiedys przyjechac zeby pomoc mi po operacji w samolocie z dzieckiem, czy tescia teraz chcemy zaprosic zeby przyjechal zobaczyc pt a potem pomogl m podczas podrozy samochodem - bardziej o towarzystwo chodzi niz wieksza pomoc) to nie dosc ze sponsorowalam bilety samolotowe ale i caly pobyt (poza przyjemnosciami typu pamiatki, czy inne pierdoly)
      jesli ktos przyjezdza na wakacje to spanie ma za darmo, ale w jedzeniu/gotowaniu powinien uczestniczyc, zwlaszcza jesli pobyt dluzszy niz 2-3 dni
      do tego sam powinien zatroszczyc sie o rozrywke bo np my pracujemy


      ps. u nas problem jest taki ze nikt nie przyjezdza ot tak na wakacje choc to okazja zeby cos zobaczycwink moja siostra ma male dzieci, bracia za mlodzi, brat meza za leniwy a drugi woli inne kierunki niz spokojna portugaliewink jakos tak trafila nam sie rodzina i z jednej i drugiej strony ze wola blizej jechac niz na koniec europy, a szkoda
    • jakostak5 Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 15:14
      troche wiem o czym piszesz, chociaz osobiscie nie mam z tym problemu po tym jak jedna osoba z rodziny zrobila nam taki numer. zgodzilismy sie na jej, a wlasciwie jego przyjazd na pewnych warunkach i poza tym ze wyjechal po takim czasie jak bylo ustalone to wszystkie warunki zostaly zlamane. zrobilismy powiedzmy ze awanture na miejscu i na odleglosc, bo pewne inne osoby mialy z tym cos wspolnego i potem owszem mielismy gosci z rodziny i nie tylko, ale tylko takich ktorych lubimy i z wlasnej woli zapraszamy. chociaz sie potem juz nie zdarzylo, to jesli ktos mi sie bedzie wpraszal, mam zamiar powiedziec ze wczesniej wybieram sie do polski i potrzebuje lokum wiec ja u niego sie zatrzymam a potem (w teminie ktory ktos sobie planuje) zapraszam do siebie. tak zrobila moja kolezanka, ktorej kuzynka, taka co sie spotyka tylko na duzych uroczystosciach rodzinnych, probowala wrobic w ugoszczenie jej i jej chlopaka przez miesiac, bo oni sa biedni studenci, a chcieli w wakacje jezyk podszkolic. tamta dziewczyna mieszkala u chlopaka, wiec kolezanka zaproponowala, ze przyjedzie na dwa tygodnie bo musza sie z mezem zabawic, wiec kuzynka bedzie musiala sie zaopiekowac dziecmi wieczorami. potem okazalo sie ze kuzynka wyjechala zbierac owoce w czasie wakacji, bo na hotel jej nie stac. rodzina dalsza mojej kolezanki cos tam probowala jatrzyc, ale po jakims czasie to sie skonczylo, a kontaktu z ta czescia rodziny ona i tak nie miala wlasciwie. moze to jest jakis pomys dla ciebie?
      my oczywiscie zapraszamy rodzicow i tesciow, bedac w Polsce u nich nocujemy. sa osoby, ktore u nas byly, a my u nich nie ale tam autentycznie nie ma warunkow i nie oczekujemy w takich przypadkach rewanzu. za to mozemy na nich liczyc w innych sprawach.
      jesli moge ci cos poradzic, to przede wszystkim odmawiaj znajomym, jesli ciezko ci to zrobic wprost, to powiedz ze wyjezdzacie, macie innych gosci, remont w domu, potrzebujecie pomocy domowej i moze za mieszkanie i wikt zgodza sie na takie chwilowe zatrudnienie, bo na placenie was nie stac itp. moja asertywnosc w tym temacie jest taka, ze nie spodziewalam sie nigdy ze bede zdolna pewne rzeczy powiedziec (grzecznie oczywiscie), a jednak sie udalo po kilku probachsmile
      jak juz masz gosci, absolutnie nie wyrzucaj corki z jej pokoju. macie jakis salon? jesli tak to tam materac albo karimata i na tym spanie dla gosci, najlepiej tez im powiedziec zeby przywiezli spiwor, bo nie macie dodatkowej poscieli, jak nie maja to niech kupia. jesli salon jest polaczony z innym pomieszczeniem, to nie omijajcie go rano bo ktos spi tylko ostrzezcie wieczorem, ze o danej godzinie bedziecie wchodzic, zapalac swiatlo, odslaniac okno itp. bo pomieszczenie jest potrzebne i najlepiej zeby gosc wstal sam przed ta godzina, bo bedziecie musieli go obudzic. i zadnego dosypiania w waszej czy corki sypialniwink nie ustepujcie tylko dlatego, ze to 'gosc'. np jak corka chce cos poogladac a gosc cos innego to corka niech ma pierwszenstwo. no i moze jesli inaczej nie potrafisz, to powiedz ze nie masz warunkow, bo dziecko jest za duze juz na spanie z wami (bo jest!) a innego pokoju nie ma. jesli ktos by zaczal z tym dyskutowac, co mi sie wydaje malo prawdopodobne, ale pewnie mozliwe, to juz wystarczy wtedy bezposrednio: wybacz, ale to jest moj dom i ja ustalam kto do mnie przyjezdza i na jakich warunkach - odpowiedz przykladowasmile
      jesli chodzi o komunie, to zapros tylko tych ktorych chcesz widziec. moj wybor by padl na dziadkow i chrzestnych. w zaleznosci od ich sytuacji finansowej, wynajelabym hotel lub nie, ale za podroz musieli by zaplacic sami (no chyba ze by mnie bylo stac na fundowanie, ale mnie nie stac). no i oczywiscie jesli chrzetni postanowiliby ze swoimi rodzinami przyjechac, to juz na wlasny koszt. to zalezy juz od twoich ukladow w rodzinie. bo jesli ty mieszkach w hotelu jadac do polski, bo cie nikt nie zaprasza, to oczywiscie nie ma powodu zebys placila za hotel. no i wiadomo ze przyjazd to co najmniej dwie noce, wiec ja bym zaplacila za pierwsza, a reszte kazdy za siebie. tyle ze oczywiscie nie oczekiwalabym duzych prezentow dla dziecka, bo taki wyjazd to jest duze obciazenie finansowe, chyba ze rodzina jest bardzo zamozna. wiec to zalezy.
      czy ty nocujesz w hotelu jak jedziesz do polski?
      z fundowaniem jedzenia, wystarczy powiedziec ze tyle a tyle bedzie dana osoba musiala doplacic za jedzenie i rachunki, podaj sume tej osobie zanim przyjedzie, a najlepiej popros o przelew. jesli nie przeszkadza ci robienie dla kogos dodatkowo. jesli przeszkadza, gotujesz tylko dla rodziny swojej, a 'goscia' informujesz ze zywi sie na wlasna reke, bedzie miec polke w lodowce, a do rachunkow musi sie tyle a tyle doplacic.
      jesli ktos ci sie wprasza to odmow gdy to jest nie na reke, powiedz ze w poblizu jest tani hotel.
      to chyba nie jest tak ze ktos puka do drzwi i niespodziewanie sie 'gosci'? wiesz o tym z wyprzedzeniem i sie zgadzasz? ja sie dawno przekonalam ze jesli cos mi nie pasuje to musze to wyraznie powiedziec, bo inaczej ja sie mecze a kiepskich stosunkow to nie naprawi. takie mowienie wprost raczej oczyszcza atmosfere i usuwa z otoczenia takich wyludzaczy.
      to co napisalam w wiekszosci sama zastosowalam, oczywiscie nie wszystko na raz i do jednej osoby, bo rozne sytuacje bywaja. oczywiscie gosci ktorych zapraszam sama traktuje inaczej i tacy goscie tez zwykle chca albo doplacic do rachunkow (czasem zgadzam sie ze zaplaca za male zakupy jesli nalegaja) albo cos ugotowac. ale to sa zupelnie inne uklady.
      teraz OT troche, ale mam taka kolezanke ktora mnie pouczala jak mam postepowac w roznych sprawach z dzieckiem. mowilam jej, ze ja robie tak i tak i mi to odpowiada, ale do niej nie docieralo i nastepnym razem to samo. poza tym fajna babka. pewnego razu powiedziala cos o swoim dziecku i doznalam 'olsnienia'wink zaczelam jak pouczac dokladnie w jej stylu, uzywajac jej slow i tak przez cale spotkanie, i jak cos mowila to ja na to 'nie to nie tak, zle robisz, to musisz robic tak i tak, bo jak nie to...'. lubimy sie dalej. od tamtej pory anie razu nie probowala mnie pouczac. moze uzywajac czyis slow uda ci sie odwrocic sytuacje tak, ze pozbedziesz sie nieproszonych gosci.
      p.s. to chyba moj najdluszy wpis w karierzesmile
    • pitahaya1 Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 15:33
      W takim razie zrób tak jak ja, czyli rozpuść wici, że to dla Ciebie kłopot, że nikt nawet nie pomyśli o wyżywieniu i pomocy, o noclegu, że mąz zaczyna kręcić nosem, że Ty nie możesz liczyć na pomoc w drugą stronę.

      Ja bardzo chętnie kogoś przenocuję ale pod małym warunkiem, ze ten ktoś nie wciska mi się bezczelnie do domu jedynie na nocleg. Pomijam jakieś nietypowe, losowe sytuacje.
      Przykro mi, paru znajomych straciłam, część rodziny też ma focha w nosie. Cóż, trudno.
      Przelało mi się, gdy ludzie zaczęli organizować sobie wypad do W-wy zakładając od razu, że przenocują u mnie. Doszło do tego, że o przyjeździe wiedzieli wszyscy dookoła tylko nie ja. Ja dowiadywałam się ostatnia, dzień czy dwa przed.
      Mieszkanie niby miałam nie takie małe ale przystosowane dla 4 osób a nie 7-8. Dom tez mam tak urządzony, że mam w nim 3 łóżka a nie 6. Nie mam zamiaru spać z 19-latkiem w jednym łózku. Kiedyś ciotka stwierdziła, że beznadziejnie urządziłam dom, bo nawet nie ma u nas gdzie przenocować. Faktycznie, beznadziejnie. Poza tym dochodzą takie ironiczne stwierdzenia "ciekawe, gdzie matkę kładziesz, gdy do ciebie przyjeżdża". Mamę kładę na łózku a dzieci śpią wtedy na materacach. Ale takie przemeblowanie mogę zrobić, gdy tego chcę a nie, gdy chce tego otoczenie.
      Przelało mi się, gdy bardzo trudno było mi wyprosić jakąs przysługę w drugą stronę, nawet drobną. Po prostu zawsze ta osoba była "bardzo zajęta", "mieszkanie zawsze za małe" i "goście akurat dziś mają zajrzeć".
      • helloinka Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 15:40
        bardzo wam dziekuje za utwierdzenie mnie w przekonaniu, ze jednak powinnam bardziej dbac o wlasny wygode i mojej rodziny, a nie byc uprzejma dla gosci, bo tak wypada. grunt to sie przemoc i miec w nosie, co kto pomyslismile
        • pitahaya1 Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 15:50
          Wiesz co, kilka dni temu miałam pewną rozmowę.
          Okazało się, że ja gdzieś tam jadę (o czym nie miałam pojęcia), malo tego, razem ze mną, mężem i dzieciakami (duże chłopaczyska, jeden dorosły) jedzie jeszcze ktoś. Zgłupiałam, bo facet ma 30-kę na karku i wypadałoby, żeby sam na ten temat zaczął rozmowę. Ale potem przyszło mi do głowy, że sam tematu nie zacznie z prostego powodu, to jeden z tych, którzy zawsze są bardzo zajęci, zapracowani i akurat jadą w przeciwną stronę.
          Mówię więc, ze po pierwsze o wyjeździe nic nie wiem (????), po drugie dlaczego mamy niby jechać razem skoro droga długa i cztery dorosłe osoby to już komplet?
          Przecież Iksiński zawsze sam jeździ. Ano chodzi o paliwosmile))), które u nas w baku jest darmowe, bo to my płacimysmile
          Mówię więc asertywnie, że nie planowałam i nie jadę. No i foch, bo "wszystko już ustalone i żebym przestała się wygłupiać, bo w przeciwnym razie to i ten Iksiński też nie przyjedzie". Bo paliwo drogiesmile)) Przez moment zaczęłam się zastanawiam, na ile ja jestem potrzebna jako gość a na ile jako kierowca z darmowym bakiem paliwa.
    • volta2 Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 15:36
      do mnie rodzina i znajomi się nie wybiorą bo i wizy drogie i samolot też nie tani. autem trzeba jechać 4-5 dni, więc dupa bladasad

      za to od czasu do czasu na forum pukają nieznajomi z pytaniem o nocleg a ja zawsze odpisywałam, że ok, ale...
      trzeba przywieźć to i owo z polandii, za czym tam się najbardziej tęskni.
      ludzie(bakpackersi) zwykle chętnie przywozili zamówienie i pieniędzy nie chcieli.

      nocowali na podłodze we własnych śpiworach w osobnym, bezłóżkowym pokoju.

      skończyłam proponować takie układy gdy już mi nic z pl nie było potrzebne.

      znajomych i rodzinę zapraszamy chętnie, mieszkanie duże, w zasadzie olbrzymie więc z tym nie byłoby problemu. i niech se robią wakacje za darmo. morze gorące, palmy nad głową a chętnych nie ma. no biletu nie zasponsorujemy niestetysmile

      nie wiem jakbym się zachowała, gdybym odwiedzających miała wielu, pewnie mi, niepracującej też by się znudziło, lubię w sumie święty spokój. z odmawianiem nie miałabym problemu, wyjeżdżamy, nie ma nas w tym okresie, mąż w delegacji itp. obsługiwać nie umiem, więc tu nawet asertywności bym nie potrzebowała.

      • przeciwcialo Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 18:20
        Gdzie ty mieszkasz że samochodem tak długo trzeba jechac? tak z ciekawości pytam.
    • hamerykanka Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 15:41
      My mamy szczescie ze do Stanow daleko i drogosmile. Ale mielismy kiedys przypadek ze wpraszala nam sie moja kuzynka ze swoim chlopakiem, ktorego na oczy nie widzialam, na wakacje. Akurat pod koniec mojej ciazy, do dwupokojowego mieszkania. Na dodatek od jej matki slyszalam zeby im zalatwic prace, zeby sobie koszty odrobili. Postawiona pod sciana postanowilam byc asertywna i znalazlam tysiac powodow o ktorych napisalam jej w meilu-ze bede miec noworodka (prawda), ze pracy im nie znajde bo miejscowosc mala a ja nie znam nikogo kto by taka prace nielegalnie oferowal (prawda), i ze chce zeby wykupili ubezpieczenie bo jesli ugryzie ich jadowity pajak (a ciagle pryskalam i dalej znajdowalam czarne wdowy i brown racluse w lazienkach) to nie stac mnie bedzie na zaplacenie ich rachunku za szpital.
      Rodzina sie obrazila i kontakt sie urwal.
      Tobie radze , jesli ktos sie zapowiada na wakacje, zeby powiedziec ze nie ma sprawy, zrobisz rezerwacje w miejscowym motelu, tyle i tyle za dobe, ile chcecie dni. Recze ze nie bedzie tematu. Bo tak jak inny kuzyn, robiacy objazdowe wakacje po rodzinie, licza tylko pieniadze spedzone na dojazd, a reszte jak wyzywienie i nocleg ma im zapewnic rodzina. "No bo przeciez to rodzina".
      Nie daj sie doic.
      • seniorita_24 Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 16:14
        Ja u siebie od czasu do czasu chętnie kogoś ugoszczę, w weekend najchętniej, kiedy mam czas przygotować jedzenie, posprzątać i zapewnić gościom atrakcje. Koleżanki studiujące czy wpadające zakupowo też chętnie widzę.
        Z rodzina bywa niestety gorzej, o ile tych ulubionych jej przedstawicieli ciężko mi namówić na podróż to ci bardziej kłopotliwi sami oznajmiają swoje przybycie. Ostatnio miałam okazje poćwiczyć asertywność, bo ktoś z rodziny i to bliskiej stwierdził, że ma kilka dni służbowego pobytu i chciałby u mnie przenocować. I jak najbardziej bym się zgodziła, ale nocleg miałby być nie tylko dla niej i dla kolegi z pracy. Kolegi nie widziałam na oczy, nie mam wielkiego mieszkania, do spania dwa duże, ale tylko dwa łóżka a do tego dodatkową atrakcje w postaci moich a wtedy i kilku dodatkowych bardzo żywiołowo bawiących się i uprawiających pościgi nocne oraz wykopki kuwetowe kotów.
        Ja poza tym akurat nie byłam w szczytowej formie zdrowotnej i chęci na poznawanie nowych ludzi i goszczenie ich u siebie w domu miałam zerowe. Wyjaśniłam, że krewniaka chętnie ugoszczę chociaż musi wiedzieć jak wyglądają moje warunki mieszkaniowe, ale dodatkowej osoby już nie. Zaproponowałam niedrogie hotele w okolicy bliższej i dalszej dla kolegi. Niestety moje nie i argumentacja nie dotarła do celu. Telefonami i mailami z wyrzutami, był też uszczęśliwiony mój mąż. W końcu kiedy po raz kolejny ponowiłam zaproszenie dla jednej osoby, a grzecznie odmówiłam ugoszczenia drugiej skończyło się wyrzutem i pretensją, że przeze mnie będą musieli spać w samochodzie.
        W rezultacie mi było przykro i pewnie jestem przedstawiana wśród rodziny jaki ta, która nie chciała przenocować rodziny. Wspomniane osoby przyjechały i przenocowały w przyjemnym i niezłym hotelu.
        • kol.3 Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 18:05
          Skoro goście byli w delegacji służbowej to mieli diety na hotel. Oczywiście diety te są do ścisłego rozliczenia wg rachunku hotelowego. Jeśli goście śpią u znajomych i nie przedkładaja rachunku z hotelu, wówczas 1/4 diety - zgodnie z przepisami - idzie do ich kieszeni. Cwaniacy chcieli nie tylko Ciebie naciągnąć na kłopoty i koszty ale i jeszcze na tym zarobić.
        • burza4 Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 19:24
          Ludzie są bezczelni do bólu. Skoro wyjazd służbowy - to musi być zagwarantowany hotel, bez jaj. Być może chodziło o to, że jak się z hotelu nie korzysta, to przysługuje ryczał na nocleg, może chcieli paredziesiąt euro zgarnąć do kieszeni.
          • seniorita_24 Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 20:30
            Może i diet nie mieli, bo nie wiem czy to nie był taki bardziej freelancerski wyjazd (tak coś mgliście mówili), ale nie rozumiem jak można po jednej odmowie i moim chyba racjonalnym tłumaczeniu (brak miejsca, dogodnych warunków, nie najlepsze samopoczucie i moje nocne kursowanie parę razy w nocy do toalety jako jedna z atrakcji ciążowych ) nalegać.
            Jedna znajoma osoba nie przeszkadzała by mi, ale obcy facet i ja pomykająca po domu na spotkanie z toaletą parę razy w nocy, akurat mu nad głową to nie była dla mnie w żadnym stopniu propozycja do przyjęcia smile
    • izabellaz1 Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 15:44
      Dla mnie takie pasożytnictwo jest nie do pomyślenia. Wykluczam obecność takich osób w moim domu.
      Ja normalnie dokładałabym się do wyżywienia oraz zaproponowała naliczenie jakiejś kwoty za użycie energii,wody.
    • nanuk24 Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 16:34
      A ja mam odwrotnie: zapraszam do siebie, blagam o przyjazd i... figa.

      Swojej rodziny nie zapraszam, bo nie lubie ich u siebie w domu. Znajomych bardzo chetnie, nawet jak przyjada na dwa dni to mam niedosyt i sama ich prosze o przedluzenie pobytu, bo tak fajnie mi z nimi jest. I przede wszystkim, nie wymagam od gosci oplaty za nocleg czy wyzywienie, bo roznicy w rachunkach nie dostrzeglam, a i krzywda mi sie nie stanie, jesli zrobie o kilka kanapek wicej lub ugotuje obiad o 3 porcje wiecej(bo zakladam, ze nikt nie przyjezdza z dodatkowymi 9 osobamiwink)
      Z tym ze moje podejscie moze wynikac z tego, ze po pierwsze, umiem odmowic, jezeli mi rzeczywiscie termin nie odpowiada lub mialabym juz gosci powyzej dziurek(ja mam caly czas niedosyt), po drugie - mam warunki, by przyjac max 3 osoby bez przestawiania.
      • izabellaz1 Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 19:10
        Słuchaj plany majowe już mam, ale "czerwcówka" jeszcze nieokreślona big_grin
        • nanuk24 Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 19:28
          Rzecz w tym, ze zapraszam znajomych, nie zgarniam ludzi z ulicy, naprawdewink
          • izabellaz1 Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 19:29
            Cześć jestem Zuzia, mam 14 lat big_grin
    • 18_lipcowa1 Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 16:39
      ja sie tam wlasnie nie certoliłam
      jak mialam gosci ktorzy przyjechali na darmowe wakacje ( nie wliczam w to rodzicow czy rodzenstwa )
      to sie musieli zrzucac na żarcie, sami placili za swoje bilety wstepów, autobusowe itp
      i byli informowani o tym, o ile sami nie zaproponowalo
      • leoncja_uk Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 17:11
        ja bym chetnie zaprosila, uwielbiam przyjmowac gosci - tzn takie osoby za ktorymi tesknie i na ktorych mi zalezy - ale inna sprawa ze po pierwsze: oni sie nie wpraszaja. Po drugie - kiedy u nich bywalam nie chcieli slyszec o ponoszeniu kosztow mojego pobytu. Po trzecie - sami pewnie chcieliby takie koszty poniesc, o czym ja z kolei nie chcialabym slyszec.
        Imho taka wizyta kilkudniowa dwoch-trzech osob nie jest w stanie zrujnowac. Troche wiecej wody pojdzie, pradu, gazu , zarcia. Rachunkami za knajpy mozna sie podzielic, za atrakcje kazdy placi sam - to chyba oczywiste.
        Ja to w ogole bliskim mi osobom zalatwilabym i prace i wize jezeli trzeba by bylo. Ale ja lubie swoja rodzine, rodzine mojego partnera (jutro jego szwagier przyjezdza ijuz sie ciesze ze goscie beda wink i znajomych.
        Inna sprawa, ze gdyby ktos mi sie zwalal na glowe to bym powiedziala po prostu nie.

        Btw. to chyba moj pierwszy post na tym forum big_grin
    • burza4 Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 19:05
      Gościć można najbliższych - rodzinę/znajomych - pod warunkiem, że ma się warunkismile i chęć.
      Pozostałych należało grzecznie informować, że możecie pomóc znaleźć noclegi w okolicy. Trudno się wykręcić z takiej sytuacji, kiedy się samemu w nią wkręciło.
      A co do żywienia - to hmm, nie mam masowych najazdów, więc nie odczuwam problemu. Sporadycznie kilkudniowe wizyty są normą, nie oczekuję robienia zakupów, ani nie odczuwam tego finansowo. Natomiast gości obsługuję w zasadzie jedynie kolacyjnie, wolę samoobsługę.
      Rano zjadam śniadanie i lecę do pracy, nic nie szykuję - mają ręce, wiedzą gdzie lodówka. Obiadów też nie gotuję - bo w ciągu dnia sami sobie organizują czas.


    • nellyssima Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 19:27
      Zależy kto to jest ten ktoś. Bo nie wyobrażam sobie powiedzenia rodzeństwu czy rodzicom czy teściom, żeby sobie mieszkali w hotelu. Do mnie też przyjeżdżają na dłużej, bo nie mieszkamy w jednym mieście. Co do znajomych, jak zapraszasz, to oczywiste, że mieszkają u Ciebie, jak się sami wpraszaja, to powiedziałabym, że niestety, ale mamy inne plany.
    • ewkla_marcchweekla Re: goscie i asertywnosc 18.04.11, 20:43
      Moja ciotka latami tak przyjezdzala do Polski ze swoich Niemiec, na wakcje z dziecmi, zeby jezyka sie poduczyly itd.. Do niej oczywiscie nikt na spontanie przyjechac nie mogl, bo... ona pracuje, dzieci chodza do szkoly (w wakacje!) i.. ona warunków nie ma (dom z ogrodem, dom 300 m..) Kilka osob z moje rodziny studiuje germanistykę i przyaldoby sie im. odwiedzic ciotkę. Ale nie, nie, nie. Ona smialo sobie do nas przyjeżdżała. Dwa dni u Zosi 3 u Hani, dzien u Miarka i tak 3 tyg. urloup mozna na koszt innych z 4 os. rodziną spędzić.. Tupet nie z tej ziemi. No i jak dorosłam jasno i wyraźnie powiedziałam, ze sobie cioci nie zycze, bo mi sie nie chce jej gościć!! Albo sobie ją życzę, ale najpierw ja jade do Niemiec. Jak makiem zasiał, sprawa ucichła: Ciocia przyjeżdża juz nie rok w rok, ale raz na 2 lata, i to w pojedynkę...

      To gdzie zyjesz, czy w Nimechcech czy w Polsce nie ma znaczenia. Tu i tu prowadzisz zwykle zycie.. Jka chca sobie orbic wakacje, to powiedz, ze kolezanka ma wolny lokal niedaleko ciebie i mozna sobie wynająć, no chyba ze ty tez sie u nich zatrzymujesz.........

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka