Dodaj do ulubionych

Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!!

07.12.09, 22:05
Drogie Mamy dwulatków i nie tylko,
rozpoczynam nowy wątek z nadzieją,że:

1)Nie powtarzam się z tematem
2)Znajdę pokrzepienie dla mojego maminego serca
3)Odkryję,że nie jestem jedyną rodzicielką wiecznie ryczącego małolata

W związku z powyższym zamieszczam przykłady kompletnego rozbrykania mojego pierworodnego:

-Przede wszystkim ulubiony zwrot Szymka to oczywiście "NIE" lub "NIE CHCĘ"
-Budzi się w nocy i krzyczy "NIE CHCĘ"
-Jest głodny,ale nie zje,bo..."NIE CHCE"!!!

Wszystkie próby zrobienia przy synu czegokolwiek od mycia przez jedzenie po wyjście kończy się dezaprobatą w postaci walenia pięściami w podłogę.
A wizyta u fryzjera czy u lekarza jest już z góry przesądzona...

Czasem trzeba na siłę,czasem sprytem...

Ale co z tego zapytuję? Moje życie od rana do nocy to ciągła walka,a w nocy...mam drugiego malucha do karmienia i przytulania :)
Dżizas,dziewczyny,powiem szczerze-mysląc,że sławetny bunt dwulatka mam już za sobą myliłam się po stokroć !
Jak Wy sobie radzicie?
Obserwuj wątek
    • tijgertje Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 08.12.09, 00:58
      Wspolczuje, ja mam wprawdzie starszego urwisa, ale jazdy z nim
      niezle byly;-) Tyle,z e ze mna to nie tak znowu latwo, hehe... Jedza
      jestem do potegi;-) Mlodego mam wyjatkowo upartego, am autyzm, wiec
      w sumie ma to we krwi i u niego nie ma, ze zrobi cos wbrew wlasnej
      woli. No i trzeba bylo do niego podstepem. Nie dalo sie go zmusic
      zadna sila, trzeba go zawsze przekonac, ze cos sam chce zrobic;-)
      Nie chce myc zebow? Mowie, ze dzisiaj jest dzien dla bakterii, zebow
      nie myjemy, pozwalamy bakteriom wyzrec w nich wieeelkie czarnbe
      dziury, i strasznie sie nad nim uzalam,z e go zeby tak okropnie beda
      bolec. Nie ma sily, sam sie upomina o dokmladne szorowanie, jeszcze
      mi o wyszorowaniu jezyka przypomni. To samo z jedzeniem. Do tej pory
      miewa humory i jak widzi, ze zaczynam nakrywac do stolu, to od razu
      zaczyna sie zrzedzenie, ze on nie chce. Klade na stole 2 nakrycia,
      mlodego ignoruje, jak zaczyna sie przypominac, to udaje wielkie
      zdziwienie, ze przeciez on glodny nie jest, wiec moze od razu isc na
      gore zakladac pizamke i poczekac na mnie w lozku. Zazwyczaj w akiej
      sytuacji pozera obiad w tempie niepodobnym do swojego;-)
      Zdarzaja sie jednak sytuacje, gdy dziecko musi sluchac i nie ma
      wypros, nie zawsze jest czas na przekomarzania z dzieckiem. W takich
      sytuacjach mlodego ostro stawiam do pionu, kaze cos zrobic tonem nie
      znoszacym sprzeciuwu i nie ma wyrpos. Mlody mial niecale 2 lata, jak
      zaczelam go stawiac pod karna sciana. Szybko zalapal, ze z mama nie
      wygra, dosc szybko wystarczalo, ze palcem czy wzrokiem wskazalam w
      strone karnego kata i dziecko zmienialo sie w aniola;-) W ogole
      strasznie fajnego mam syna;-)
    • mamamaxia08 Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 08.12.09, 07:08
      8zumirodam, nie jesteś jedyna :)...
      Mój brzdąc buntuje się od 17 m-ca życia i mu się nasila, codziennie udowadnia
      nam, że można "jeszcze bardziej"!
      Młody słowo "NIE!" opanował do perfekcji... potrafi powiedzieć krótkie "nie",
      przeciągane, aż do "niiieeee" takiego, od którego szyby z okien wylatują ;)... i
      do tego tak jakoś "fuknąć" odwracając się ode mnie z taką miną, jakbym miała
      przed sobą zbuntowanego nastolatka, a nie 23 miesięczne dziecię :o (skąd on to
      wziął?).

      Wizyta u fryzjera? Boże, dobrze, że nasza fryzjerka też jest mamą Malutków i nie
      zważa na bardzo głośne i pełne energii protesty, zaprzęgając do pomocy przy
      strzyżeniu-przytrzymywaniu pół teamu...

      Tigertje napisała, że używa podstępów :). Próbowaliśmy, próbowaliśmy - niestety
      Dzieć jakimś cudem wyczuwa podstęp i się nie daje nabrać :O! Jednego dnia zęby
      myje 20xdziennie(3xmy, reszta on sam dzierży szczoteczkę i "czyści"), a drugiego
      nie daje nam szansy na wyszczotkowanie paszczy. Podobnież ze ściąganiem kataru i
      sprayowaniem noska (teraz temat na czasie - przerobiony "w tę i wewtę")...

      Próbowałam - oczywiście - "karne miejsce" ale mi się "Dziad Mały" w
      twarznśmieje, jak go sadzam po tysiąckroć...
      Czasem odnoszę wrażenie, że to WOJNA ;)!

      A przychodzi czasem taki dzień, że Dzieć zachowuje się jak Anioł :O! Najpierw
      nie dowierzam spodziewając się podstępu jakiegoś okrutnego, a jak zaczynam się
      radować - to już jet koniec takiego "dnia aniołka" hyhy.

      Przykładów można mnożyć setkami... teraz właśnie "mały terrorysta" doszedł do
      wniosku, że skończył mi się czas na kawę i zaprzęga mnie do zabawy, pt. "ratuj
      zawartość zmywarki". Godzina 7:10 - najwyższy czas na zabawę "kto tu rządzi?" ;)

      Pozdrawiam

      • nesla Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 08.12.09, 09:17
        U nas bunt dwulatka siegnal takiego apogeum, ze zapisalam sie na
        kurs "peuter in zicht", ktory troche mi pomogl zrozumiec dziecko.
        Troche tez pomogla dieta bezglutenowa i troche tez pomagaja lektury
        Jezyk Dwulatka, Jak mowic zeby dzieci sluchaly, jak sluchac zeby
        dzieci mowily, Rodzenstwo bez rywalizacji. Ale nie wszystko da sie
        ksiazkowo, jestesmy tylko ludzmi.. :)

        Niemniej lacze sie w bolu ;) Najbardziej czego nie znosze to jak
        David czasami nie chce byc odebrany ze zlobka. Zapiera sie rekami i
        nogami, zaczyna na mnie krzyczec i mowi ze nie pojdzie. Raz zdarzylo
        sie ze go w koncu wzielam i zanioslam kopiacego i wrzeszczacego do
        auta, ale maly jest taki silny i sprytny, ze jak sie zawezmie to nie
        ma sily zeby go wbrew jego woli wlozyc do auta i zapiac w foteliku.
        W koncu sie wyrwai i uciekl z powrotem do zlobka ;D Dobrze ze mi
        chociaz humor pozostal, jakis pan po drodze pocieszyl mnie ze jak
        jego dzieci byly male to sie tak samo zachowywaly..
        Na kursie "peuter in zicht" inne mamy czasem z placzem opowiadaly co
        ich danego dnia spotkalo, jak dzieci daly w kosc, tak ze dziewczyny,
        trzymajmy sie i oby do 3-cich urodzin! ;)
        • mamamaxia08 Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 08.12.09, 10:14
          nesla napisała:

          >
          > Niemniej lacze sie w bolu ;) Najbardziej czego nie znosze to jak
          > David czasami nie chce byc odebrany ze zlobka. Zapiera sie rekami i
          > nogami, zaczyna na mnie krzyczec i mowi ze nie pojdzie. Raz zdarzylo
          > sie ze go w koncu wzielam i zanioslam kopiacego i wrzeszczacego do
          > auta, ale maly jest taki silny i sprytny, ze jak sie zawezmie to nie
          > ma sily zeby go wbrew jego woli wlozyc do auta i zapiac w foteliku.
          > W koncu sie wyrwai i uciekl z powrotem do zlobka ;
          > trzymajmy sie i oby do 3-cich urodzin! ;)

          Nesla, a ja się boję co to będzie jak pierwszy raz zaprowadzę Młodego do PSZ...A
          im bliżej tym bardziej się obawiam. W styczniu Dzieć skończy 2 latka, a odmawia
          używania ludzkiej mowy - po polsku, chociaż wiem, że prawie wszystko rozumie. Co
          to będzie jak ten mój Dzikus trafi do holenderskiego środowiska?! Nie dość, że
          czasem zachowuje się jak opętany przez złe moce, to jeszcze raczej rozumieć nie
          będzie, nie wspominając nawet o mówieniu :/...
          Co do kursów na temat dzieci w tym wieku, to szanse mojego uczestnictwa w nich
          są marne - mój niderlandzki (mimo nauki w szkole) na razie marnie. A książki na
          temat, owszem - czytam (jak znajdę chwilkę) ale jakoś nie bardzo w praktyce mi
          pomagają. Na poziomie rozumu - wszytko jasne, tylko rzeczywistość-konkretne
          sytuacje z małym buntownikiem i związane z tym emocje blokują zastosowanie
          "tricków" w praktyce.
          W związku z powyższym, czasem czuję się jak najgorsza matka a świecie...
          Dzieć właśnie wykorzystał moją chwilkę nieuwagi i "udekorował" wykładzinę
          zawartością dolnej szafki kuchennej ;) (niestety rozmiary kuchni oraz brak drzwi
          nie pozwalają na umieszczenie wszystkiego poza zasięgiem "pana ciekawskiego")...

          Lecę ratować chociaż część składników hyhy
          • nesla Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 08.12.09, 10:49
            Tak, teoria to jedno, a praktyka drugie..
            Jedno co sie staram naprawde robic to opanowywac zlosc (nie zawsze
            mi to wychodzi) i liczyc do 10 zanim wybuchne, wtedy troche zlosc mi
            przechodzi, schylam sie do poziomu dziecka i nazywam na glos to co
            on czuje i wtedy sie uspokaja. To dziala w wielu przypadkach.

            Mamamaxia, zobaczysz w PSZ da sobie rade, w grupie dzieci staja sie
            inne.
            • gosia_hh Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 08.12.09, 13:49
              moja corka skonczy w piatek 2 latka-o dziwo nie buntuje sie az tak
              duzo ale za to sa cyrki ze spaniem-czasami padam z mezem ze zmeczenia
              moje dizeice dopiero o 22 zasypia po calym dniu wariactwa i zabaway-
              rytulal mamy codziennie ten sam-kapiel o 19 zabawa czytanie 0 20
              kladziemy ja do lozka ,ale jest histeria i krzyk taki ze sasiedzi
              pewnie mysla ze ja mordujemy-z reguly dajemy jej troche poryczec ale
              po 15 minutach poddaje sie ,glaskanie po glowce cztanie bajek nic nie
              pomaga -krzyczy tak glosno,ze dopiero jak w koncu ja z lozeczka wyjme
              sie uspokaja-macie jakies rady dziewczyny-zanaczam ze spi w dzien
              okolo 2 godzin od 11 do 13-czy moze juz powinna w ciagu dnia nie
              spac-juz sama nie wiem!!pomocy
              • mamamaxia08 Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 08.12.09, 14:20
                Gosia_hh,
                wprawdzie mój dzieć nie robi większych problemów z zasypianiem w swoim łóżeczku
                wieczorem (za to w dzień jak zaśnie to święto mam - jak w tym momencie) i z
                własnego doświadczenia nic doradzić nie mogę... Za to mam mądrą książkę,
                pt."Każe dziecko może nauczyć się spać" [Anette Kast-Zahn, Hartmut Morgenroth,
                wyd. Media Rodzina, ISBN 978-83-85594-59-8], w której opisane są różne przypadki
                i wraz z nimi różne metody na pokonanie problemów związanych z kładzeniem dzieci
                do snu. Takie wieczorne histerie mogą mieć różne przyczyny, więc ciężko coś
                doradzić. To może być przejściowa obawa przed porzuceniem, co nierzadko dotyczy
                dwu- i trzylatków. A może jakiś mebel bądź przedmiot zmienia wygląd w ciemnym
                pokoju i powoduje lęk [po odkryciu co to jest - wyrzucić z hukiem ;)]... Jeżeli
                Twoja córeczka ma potrzebę spania w dzień, to raczej nic na to nie poradzisz, a
                prawdopodobnie i tak nie wpłynie to na wieczorne histerie. Choć, zawsze można
                spróbować :).
                Wiesz, gdy mój prawie dwulatek wykazuje jakieś nerwowe zachowania związane z
                odnoszeniem o sypialni, wtedy uspokajająco i jeszcze "cieplej" niż zwykle,
                szepczemy mu do uszka: "Ach, jak Ty masz tutaj fajnie... o, i podusia już na
                Ciebie czeka... i Pytulanki są..." itp.. I to np. u nas się sprawdza.
                Pozdrawiam
                • gosia_hh Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 08.12.09, 14:28
                  mamamaxia08 my juz wszystkiego prubowalismy-mowienie jej ze ma
                  najlepsze lozko na swiecie i najlepsze misie ktore juz dawno spia nie
                  wchodza w gre,przed spaniem musze standardowo za okno z nia zagladac
                  zeby sie upewnic ze matka nie zartuje,ze juz ciemno sie zorbilo na
                  dworze-nastepnie do wszystkiego musi powiedziec dobranoc-wydluza
                  sprawe jak tylko mozna -cwana jest i tyle-raz na tydzien zasnie bez
                  problemow ale w wiekszosci przypadkow krokodyle lzy i "ik wil niet
                  slapen"....
                  • mamamaxia08 Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 08.12.09, 14:47
                    Dobrze znam ja to cwaniactwo ;), Młody w innych przypadkach nie daje się
                    podejść... rozumiem i to aż za dobrze, co masz na myśli...
                    Może więc przyszedł czas na szukanie rozwiązania w fachowej literaturze
                    (książka, o której pisałam pomogła dzieciom kilku moich znajomych) lub/i mieć
                    nadzieję, że to przejściowy problem, czyli poczekać aż "samo przejdzie"...
                    Twoja mała przynajmniej ludzkim językiem wyraża, że czegoś nie chce :), bo mój
                    "zbój" używa - z różnym natężeniem głosu - li i wyłącznie słowa "NIE" ;)...
              • mad_die gosia_hh 08.12.09, 15:17
                Sprobuj usypiac z nią obok, przytulic, pogłaskac, zanucic kolysanke, poczytac
                ksiazeczki.
                Ja tak robie i dziala.
                A drzemke za dnia wyeliminuj kilka razy i zobaczy, czy bedzie roznica w zasypianiu.
                U nas Marysia od parunastu dni nie spi za dnia (a spala zwykle od 12 do 15-16),
                to wieczorem po 19 jest kapiel, czytanie ksiazeczek i po 5 minutach spi jak suseł :)
    • mad_die to ja jakas inna jestem... 08.12.09, 15:11
      A przy okazji tez moja corka (23msce).
      Nie wiem co to bunt dwulatka - fakt, corka ma swoje humory mniejsze i wieksze,
      ale ja tego po prostu nie zauwazam (a przynajmniej staram sie nie zauwazac).
      Przechodze nad tym do porzadku dziennego i koniec kropka. Nie uzalam sie, nie
      robie z tego problemu.
      Zje? Ok, nie zje, zje później.
      Pieluchy nie chce zmienic, spoko, mam czas, za 5 minut zmieni.
      Chce sie ze mna bawic akurat jak ja pije kawe? Boze, no co za problem - mowie,
      zeby przyniosla blok i mazaki i juz zabawa gotowa. Albo czytam jej ksiazeczki
      albo bawie sie tym, czym akurat ona chce sie bawic.
      W nocy tez sie budzi, ale dla mnie to nie problem wziac ja do naszego lozka -
      przeciez to jeszcze dziecko, potrzebuje mnie, meza i naszej bliskosci.
      Mycie zebów? Byl problem przez jakis czas, poki nie wpadlam na pomysl kupna
      szczoteczki elektrycznej i dla niej - problem zniknal od razu.
      Wlosy ja jej obcinam, wiec do fryzjera chodzic nie musze :P
      U lekarza wiadomo, ma prawo plakac i nie wiedziec co jest grane, tlumacze i tule
      i jakos mija wizyta.
      Sprytu tez uzywam, ale to raczej juz ostatecznosc.

      Ale to moze tylko ja taka dziwna jestem i moje dziecko tez? Ciekawe, czy drugie
      bedzie inne ;)


      A co do snu (i tego jak nauczyc spac), to polecam ksiazke "Zasypianie bez
      płaczu" W.Sears.
      • nesla Re: to ja jakas inna jestem... 08.12.09, 15:43
        mad_die napisała:

        > A przy okazji tez moja corka (23msce).
        > Nie wiem co to bunt dwulatka - fakt, corka ma swoje humory
        mniejsze i wieksze,
        > ale ja tego po prostu nie zauwazam (a przynajmniej staram sie nie
        zauwazac).
        > Przechodze nad tym do porzadku dziennego i koniec kropka. Nie
        uzalam sie, nie
        > robie z tego problemu.
        > Zje? Ok, nie zje, zje później.
        > Pieluchy nie chce zmienic, spoko, mam czas, za 5 minut zmieni.
        > Chce sie ze mna bawic akurat jak ja pije kawe? Boze, no co za
        problem - mowie,
        > zeby przyniosla blok i mazaki i juz zabawa gotowa. Albo czytam jej
        ksiazeczki
        > albo bawie sie tym, czym akurat ona chce sie bawic.
        > W nocy tez sie budzi, ale dla mnie to nie problem wziac ja do
        naszego lozka -
        > przeciez to jeszcze dziecko, potrzebuje mnie, meza i naszej
        bliskosci.
        > Mycie zebów? Byl problem przez jakis czas, poki nie wpadlam na
        pomysl kupna
        > szczoteczki elektrycznej i dla niej - problem zniknal od razu.
        > Wlosy ja jej obcinam, wiec do fryzjera chodzic nie musze :P
        > U lekarza wiadomo, ma prawo plakac i nie wiedziec co jest grane,
        tlumacze i tul
        > e
        > i jakos mija wizyta.
        > Sprytu tez uzywam, ale to raczej juz ostatecznosc.
        >
        > Ale to moze tylko ja taka dziwna jestem i moje dziecko tez?
        Ciekawe, czy drugie
        > bedzie inne ;)
        >
        >
        > A co do snu (i tego jak nauczyc spac), to polecam ksiazke
        "Zasypianie bez
        > płaczu" W.Sears.
        >
        >

        Maddie, to super, ze tak bezproblemowo przechodzicie ten okres. Ja
        podobnie mialam z corka, idealne dziecko, z mezem zartujemy, ze
        gdyby najpierw urodzil sie David to pewnie bysmy sie nigdy na drugie
        dziecko nie zdecydowali ;)

        Skoro tak swietnie sobie dajesz rade to moze nas podszkolisz, co ty
        na to? My ci zapodamy sytuacje a ty nam rozwiazanie?
        Ja zaczynam - co robic jak dziecko nie chce wracac do domu gdy
        przychodze go odebrac ze zlobka? (zaznaczam ze przeczekiwanie
        zaliczylam i udawanie ze ide bez niego tez zaliczone, nocowac w
        zlobku nie moze, wiec nie moge udawac ze nie slysze "nie"), ciekawe
        co wymyslisz, jak sie sprawdzi to podam wiecej przykladow :)
        • mad_die Re: to ja jakas inna jestem... 08.12.09, 17:05
          > Skoro tak swietnie sobie dajesz rade to moze nas podszkolisz, co ty
          > na to? My ci zapodamy sytuacje a ty nam rozwiazanie?
          > Ja zaczynam - co robic jak dziecko nie chce wracac do domu gdy
          > przychodze go odebrac ze zlobka?

          To ja Ci podam rozwiazanie, jak sama juz potrenuje, ok? Bo Maryś na razie do
          żłobka nie chodzi i raczej chodzic nie będzie.
          A co innego mowic o swoich doswiadczeniach, a co innego teoretyzować, nie?
      • mamamaxia08 Re: to ja jakas inna jestem... 08.12.09, 16:03
        Wiesz mad-die,
        tu nie chodzi - jak to napisałaś - o użalanie się nad sobą... raczej o wymianę
        doświadczeń i dzielenie się odczuciami... Niektóre z nas nie mają tutaj nikogo
        lub prawie nikogo (rodzina i przyjaciele daleko), z kim mogłoby na luzie
        porozmawiać o tym co mniej lub bardziej "boli". Czasem też pomaga (przynajmniej
        mi) spojrzenie na sprawę oczami innej osoby, która akurat była uprzejma
        wypowiedzieć się nurtujące mnie zagadnienie, lub też - po prostu - wyrzucenie
        czegoś z siebie...
        A przy okazji, niektóre dzieci bardzo lightowo przechodzą ten okres swego życia,
        a inne hardcorowo... jednocześnie nie wszyscy rodzice (z różnych powodów) to
        okazy "chodzącego spokoju", mający komfort bycia na luzie i na takowym luzie
        podchodzącym do - bądź co bądź - czasem stresujących sytuacji...
        Pozdrawiam serdecznie :)
        • mad_die Re: to ja jakas inna jestem... 08.12.09, 17:12
          No dobra, ja tam uwazam, że dzieci ucza nas pokory. I ucza nas jak _my_ sie mamy
          zmieniac.
          Bo po co drzec koty o jakies bunty dwulatka, kiedy mozna uznac to za okres
          przejsciowy (i calkiem normalny w tym wieku) i skupic sie na czyms innym?
          No tak, ale znowu moje dziecko przechodzi ten czas lajtowo, to co ja wiem w
          ogole o zyciu z dwulatkiem w okresie buntu?
          Moze syn bedzie gorszy, to mi dopiecze :P
          • nesla Re: to ja jakas inna jestem... 08.12.09, 17:35
            Ja wcale nie uwazam, ze powinnam sie zmienic, moich dzieci tez
            zmieniac nie chce, tylko wychowac na dobrze funkcjonujacych w
            spoleczenstwie ludzi. Czescia wychowania jest rowniez stawianie
            granic i ekzekwowanie stosowania sie do pewnych obowiazujacych
            regul. Gdyby tak lajtowo podchodzic do wszystkiego to naprawde
            obawiam sie ze nie zdalo by egzaminu przy wszystkich dzieciach.
            Maddie, ty sie nie drocz tylko ciesz ze masz dziecko "latwe w
            obsludze" ;) ale nie zgadzam sie z toba, ze okres buntu dwulatka
            nalezy przeczekac zupelnie negujac jakiekolwiek przejawy
            absurdalnego zachowania. Uwazam, ze jako rodzic jestem
            odpowiedzialna za moje dzieci i powinnam im wpoic normy, uczyc co
            jest dobre a co zle, tlumaczyc, rozmawiac, dawac przyklad. Zupelne
            negowanie zlego zachowania zupelnie do mnie nie przemawia.
            • mad_die Re: to ja jakas inna jestem... 08.12.09, 21:51
              Nie no jasne, ja tez wszystkiego nie neguje i nie udaje, ze nie ma problemu.
              Jak problem jest, to staram sie go rozwiazac.
              A ze mam - na razie - niewielkie problemy, to jakos sobie daje rade wlasnie tak
              lajtowo do tego podchodzac.
              Zobaczymy lada dzien jak sobie poradze z moim dzieckiem prostym w obsłudze i z
              drugim - niespodzianka i wielką niewiadomą ;)
          • tijgertje Re: to ja jakas inna jestem... 08.12.09, 18:14
            Hehe, ja pamietam nesle, jak jeszcze Davida nie miala;-)
            Mad_die, nie da sie nic przeczekac, rodzic ma obowiazek wychowywac
            dziecko, a nie odwrotnie,z tym, ze niektore "egzemplarze" sa nieco
            oporniejsze i "przeczekiwanie" skonczy sie tym, ze bunt 2-latka
            zmnieni tylko nazwe i forme, stanie sie buntem 3-, 4-, 5- itd- latka
            i bedzie sie nasilac wprost proporcjonalnie do wieku. Ja sie z moim
            mlodym nie rozczulalam, jak zalsluzyl na kare, to odstawialam na bok
            czulosci. Nie, zebym nic innego nie robila, ale wyznaczalam bardzo
            jasne granice, ktorych przestrzegam z zelazna konsekwencja.
            Dzieciaki mojej kolezanki (2 i 3 lata) potrafia jej baaardzo dopiec.
            Tyle, ze ja widze, ze ona sobie moze wrzeszczec i grozic, a maluchyu
            maja to gdzies, przy mnie za to sa jak aniolki, bo wiedza, ze mi nie
            podskocza, wiedza doskonale, jak daleko moga sie posunac.
            Usmialam sie czytajac, jak nesla wynosila Davida ze zlobka. Mojego
            mlodego za kazdym razem wynosilam z PSZ;-) Liczyl;am do 3, albo
            szedl sam, albo bralam za fraki, przerzucalam przez ramie po
            strazacku (wtedy niewiele moze zdzialac) i wynosilam do samochodu
            jakby nigdy nic:-) Zreszta do tej pory mi sie zdarza, bo sie mlodemu
            w szkole czasem za bardzo podoba, tyle, ze teraz, jak wazy 24 kilo,
            to troche trudniej, za to jest bardziej kumaty i jak widzi, ze
            odpalam auto, to pedzi na zlamanie karku:-) Kiedys faktycznie mu
            numer wycielam, poprosilam jedna mame, zeby miala na niego oko
            (zostawala dluzej w szkole) i odjechalam, trabiac i machajac
            mlodemuz szerokim usmiechem. Powinnyscie zobaczyc jego mine, hehe...
            Objechalam ulice i wrocilam, nie bylo mnie polk minuty, ale
            poskutkowalo, teraz, jak mowie, ze jade, to on nawet jak udaje, ze
            nie slyszy zawsze zdazy, zanim odpale motor. I nawet sie zloscic nie
            musze, ale czasem stoicki spokoj jest nawet lepszy od gromow. Kazde
            dziecko jest inne i mysle, ze uniwersalnych rad nie ma, pewne myki
            sprawdzaja sie czesciej, czasem jeden piekun swietnie sobie poradzi,
            inny, mimo tych samych metod zostanie przez dzieciaka
            sterroryzowany, caly sekret jest w tym, ze to nie tylko dziecko
            potrzebuje instrukcji obslugi, ale kazda relacja konkretnego
            opiekuna z konretnym dzieckiem.
            • 8zumirodam Re: to ja jakas inna jestem... 09.12.09, 08:40
              tijgertje, kasia191273 , mamamaxia08, nesla-dzięki za słowa
              pocieszenia
              mad_die-nie chę generalizować,ale córeczki to córeczki,zazwyczaj
              jest z nimi mniejszy problem,chociaż jak gosia_hh pisze
              i one mogą dać popalić,heh...
              Ja mam to szczęście mieć dwóch synów :D
              Co innego jest płacz-a co innego dziki wrzask,czym innym upór-a czym
              innym bunt.Wiele razy daję sobię na luz,bo inaczej
              już bym oszalała!Mam jednak wrażenie,że mój syncio ma wewnętrzny
              przymus robienia złośliwych rzeczy...
              Zachowuję dystans,bo tak jak napisałyście,3 urodziny są coraz bliżej
              (no,jeszcze tylko 10 miesięcy,heh,heeh...).
              Zastanawia mnie tylko,czy w NL widujecie dzieciaki urządzające dzikie
              brewerie,czy też będę się musiała u siebie na strychu
              ukrywać ;) ?
              Pozdrawiam serdecznie wszystkie mamy i polecam książkę:
              "Język dwulatka" Tracy Hogg.
              • mamamaxia08 Re: to ja jakas inna jestem... 09.12.09, 09:10
                8zumirodam napisała:
                > Co innego jest płacz-a co innego dziki wrzask,czym innym upór-a czym
                > innym bunt.Wiele razy daję sobię na luz,bo inaczej
                > już bym oszalała!Mam jednak wrażenie,że mój syncio ma wewnętrzny
                > przymus robienia złośliwych rzeczy...
                (...)
                > Zastanawia mnie tylko,czy w NL widujecie dzieciaki urządzające dzikie
                > brewerie,czy też będę się musiała u siebie na strychu
                > ukrywać ;) ?
                8zumirodam,
                się uśmiałam ze stwierdzenia o wewnętrznym przymusie robienia złośliwych rzeczy
                przez latorośl - jakbyś opisała mojego Gagatka :)...
                Aaa, i nie będziesz musiała ukrywać dzieci na strychu ;), tutaj widziałam nie
                raz, i nie dwa, różne dzikie akcje, które odstawiały dzieci w sklepie czy na
                ulicy (łącznie z moim Dzikusem) - nikt złego słowa nie powie, krzywo nie
                spojrzy, a jeszcze pocieszy dobrym słowem czy zażartuje :)... Całkiem niedawno
                mój dzieć wpakował się do nowo otwartego sklepu z ekskluzywną odzieżą męską... i
                z zabłoconymi butami wlazł na skórzany fotel... ja od razu do ekspedientki
                "sorry" z miną zbitego psa, a ona na to z uśmiechem, że to tylko małe dziecko i
                że luz :O. A żeby chyba zrobić mi na złość, Młody nie chciał zleźć z fotela i
                darł się jak opętany gdy go wynosiłam, hyhy. A pani dalej uśmiechnięta,
                otworzyła przed nami drzwi i pomachała na do widzenia. Takich przykładów można
                by mnożyć :).

                > Pozdrawiam serdecznie wszystkie mamy i polecam książkę:
                > "Język dwulatka" Tracy Hogg.
                A mogłabyś podać wydawnictwo i nr ISBN?
                Pozdrawiam
                • gosia_hh Re: to ja jakas inna jestem... 09.12.09, 09:43
                  moja corka ogolnie to tez zadnych wiekszych problemow nie sprawia-do
                  kdv chodzi z ochata ale jak ja odbieramy to jest najszczesliwszym
                  dzieckiem bo mame i tate widzi-z nami czuje sie bezpieczniej ,a te
                  cyrki wieczorne sa po prostu meczace ,zeby kolo corki sie polozyc nie
                  mam mozliwosci bo spi jeszcze w lozeczku ze szczebelkami i chyba by
                  sie zapadlo ;).Do naszego lozka nie bede jej kladla bo po pierwsze
                  wyglupy pierwsza klasa a nie spanie a drugie to ja nie bede uczyla
                  spania z nami-ma swoje lozko swoj pokoj i mama tez zsaluguje na
                  odpoczynek po pracy.nie wiem mad_die czy pracujesz,ale ja tak 4 dni w
                  tygodniu i bardzo sobie cenie chociaz pol godzinki wieczorem dla
                  siebie samej-moze zabrzmi to egoistycznie ,ale uwazam ze dziecko 2
                  letnie nie bedzie mna rzadzic i jestem konsekwentna,moze jakbym w
                  domu siedziala i nie pracowala inaczej bym na to patrzyla..
                  • kasia191273 Re: to ja jakas inna jestem... 09.12.09, 09:57
                    no wlasnie, mysle ze luz moze wynikac z duzej ilosci czasu/
                    niepracowania? ale moge sie mylic

                    jak sie pracuje, to dochodzi zmeczenie i stres, a i pospiech staje
                    sie elementem zycia, stad sytuacje nerwowe- bo rano o okreslonej
                    porze trzeba wyjsc, a dziec staje okoniem itp. Wowczas nie ma ani
                    nastroju do zartow, przeczekiwania, cierpliwosci...

                    do autorki: w NL, w przeciwienstwie do PL, ludzie sie nie wtracaja.
                    Wiec i w kwestiach dzieci nie ma ani krzywych spojrzen, ani
                    biadolenia babulek, jakie to dziecko biedne, jak go mama meczy, bo
                    nie chce mu ustapic. Rodzice sa na ogol nieugieci, potrafia kilka
                    razy tlumaczyc, jak nie dziala, wynosza delikwenta mimo wierzgania
                    czy placzu
                  • mamamaxia08 Re: to ja jakas inna jestem... 09.12.09, 09:57
                    Gosia_hh,
                    bardzo dobrze Cię rozumiem, chociaż ja akurat nie pracuję... ale podobnie jak Ty
                    i większość mam, też potrzebuję trochę czasu dla siebie. I nawet jeśli ktoś
                    nazwie to jakimś "przerośniętym" egoizmem, to jego problem... To, że jesteśmy
                    mamami to nie znaczy, że przestałyśmy być odrębnymi jednostkami :). Ja też wolę
                    żeby mój dzieć spał u siebie - i to z różnych powodów... ;). A przykład w
                    rodzinie, pt. 9letnie dziecko wciąż nie chce spać samo (im dalej tym trudniej
                    oduczyć) - bardzo skutecznie przekonało mnie, że jak dzieć ma swój pokój, to
                    powinno się z tego korzystać :).
                    Pozdrawiam
                    • gosia_hh Re: to ja jakas inna jestem... 09.12.09, 11:10
                      moja corka uwielbia swoj pokoj i jeszcze nidgy nie udalo jej sie
                      zasnac z nami-nawet na wakacjach spala sama w pokoiku obok-w wielkim
                      wyrku u taty i mamy sie wariuje a nie spi-w niedzielne poranki gdy
                      wstanie bierzemy ja do nas i wtedy sa wyglupy-nawet w polsce u moich
                      rodzicow nie chciala spac z nami :)wiec ona dobrze wiem ze jak jest
                      pora na spanie co ja czeka-ja oczywisice nuce jej kolysanki-glaszcze
                      po glowce,masuje plecki,nic musze chyba troche przeczekac ten okres
                      i sprubuje jej nie klasc spac no chyba ze sama sie upomni ze chce to
                      ja poloze..
                      • tijgertje Re: to ja jakas inna jestem... 09.12.09, 13:06
                        Gosia, twoja mala to jak i moj urwis;-) Z mama to jeszcze moze spac,
                        mama jest super do przytualnia, ale dziecko z tata w jednym
                        pomieszczeniu to impreza, o spaniu mowy nie ma;-) W ubieglym roku
                        pierwszy raz wyjechalismy na kilka dni do hotelu, gdzie spalismy w
                        jednym pokoju, ale mlodego sie kladlo, my z babyphonem szlismy na
                        dol albo siedzielismy z jakims czytadlem na korytarzu, zanim nie
                        zasnal. U dziadkow w Polsce ma swoj wlasny pokoj:-) A z tym
                        zasypianiem... Mysle, ze lozeczko moze byc problemem. Czasem dzieci
                        1,5- 2-letnie, jesli spia w lozeczku, to sie buntuja i wymiana na
                        wieksze lozko neiraz pomaga, ale przyczyna moze lezec tez gdzies
                        indziej. Czasem trudno ja znalezc i nie ma wyjscia, albo przeczekac,
                        albo kombinowac metoda prob i bledow. U nas sprawdzaja sie stale
                        rytualy i pory kladzienia do lozka, po kapieliu od razu pizama i do
                        wyrka, jak tata zacznie sie z mlodym wyglupiac, to o spaniu mozna
                        zapomniec:-/ Nie pracuje, ale bardzo sobie cenie wspolne wieczory z
                        mezem bez dziecka;-) Mlody mial jakies 2 lata, jak zaczal wylazic z
                        lozeczka, czasem w srodku nocy mial ochote na zabawe. Ustalilismy
                        godziny, w ktorych sie spi, kupilam lampke wkladana do gniazdka z
                        ustawianiem czasu, swieci od 19.30 do 7.00 (wczesniej do 7.30), w
                        tym czasie jest pora na spanie. Mlody nie mial ochoty isc spac? Mogl
                        sie bawic w pokoju, ale drzwi musialy byc zamkniete i z pokoju wyjsc
                        nie mogl, jak cos waznego bylo, mogl nas wolac i wyjatkiem zawsze
                        byly wyjscia do toalety. Jakis tydzien robil wedrowki i sie
                        buntowal, ale konsekwentnie odprowadzany do lozka w koncu zalapal i
                        czasem nawet nie wiedzialam, czy spi, okazywalo sie potem, jak
                        weszlam do pokoju, a on spal z zabawkami czy na ksiazce przy
                        zapalonym swietle;-) Jemu pomaga tez muzyka. Ma kilka swoich plyt,
                        migiem zalapal obsluge i do zasypiania do tej pory wlacza albo jaks
                        muzyke, albo ostatnio jakies sluchowiska. Z naszego doswiadczenia
                        wynika, ze im dluzej przeciagamy moment pozegnania, tym dluzej trwa,
                        zanim mlody zasnie. Jak byl mlodszy, to nikogo nie moglo byc w
                        pokoju inaczej cyrki odstawial i o spaniu nie bylo mowy. Pokombinuj
                        troche, jakas niewielka zmiana w schemacie kladzenia do lozka moze
                        przyniesc ogromna poprawe.
                    • mad_die Re: to ja jakas inna jestem... 09.12.09, 13:43
                      To, że jesteśmy
                      > mamami to nie znaczy, że przestałyśmy być odrębnymi jednostkami :)

                      A kto tu mówi o zyciu w jakiejs chorej symbiozie ze swoim dzieckiem?
                      Ja po prostu uwazam, ze mozna dac dziecku siebie, w takiej ilosci w jakiej ono
                      nas potrzebuje, a jednoczesnie sie w tym wszystkim nie zatracić.
                      Mówie tu o zasypianiu - skoro moja corka potrzebuje mnie do zasniecia, to mnie
                      ma. Od tego chyba jestem, nie?
                      Film, winko i pogaduchy z mezem moga zaczekac. Jak zejde na dół 30minut później,
                      to sie swiat nie zawali.
                      • 8zumirodam Re: to ja jakas inna jestem... 09.12.09, 15:25
                        Oj dziewczyny,ale nie zaczynajcie jakiejś kłótni...Przecież nie mamy
                        się porównywać,a tym bardziej przepychać w kolejce po złoty medal!
                        Każda z nas przeżywa macierzyństwo w inny sposób,bo każda jest inna.
                        Ale Wy to wszystko przecież wiecie...Chodziło mi o to, by uskutecznić
                        pogawędkę z łezką w oku-babskie marudzenie o przecież najukochańszych
                        urwisach na świecie :)
                        • 8zumirodam To tak na rozluźnienie... 09.12.09, 18:31
                          Jestem dziś cały dzień sama z dzieciakami.Kąpiąc młodszego syna
                          domyślałam się,że dźwięki z kuchni oznaczają niespodziankę...Po wyjściu
                          z łazienki moim oczom ukazał się osobliwy widok:otóż mój pierworodny
                          wyciągnął z szafki duże opakowanie znanej herbaty i poodrywał dokładnie
                          wszystkie żółte metki!!!Teraz torebki do zaparzania są o niebo bardziej
                          praktyczne-mogę sobie je przywiązywać sznurkiem do uszka :D :D :D
                  • mad_die Re: to ja jakas inna jestem... 09.12.09, 13:35
                    No to jej zmien lozeczko, co za problem? Wtedy nawet latwiej bedzie Ci ja
                    utulić, posmerac, poglaskac.
                    Moja corka spi w lozeczku takim juz bez szczebelkow, dzieki temu moze do nas
                    przyjsc jak ma ochote.
                    To ze nie pracuje , nie oznacza, ze nie jestem tak samo jak TY zmeczona po calym
                    dniu zajmowania sie domem i corka plus byciem w ciazy. Ja nie wiem, jak kobieta
                    nie pracuje zawodowo to sie nie meczy?
                    Dla mnie opcja wycia przed spaniem i przeczekiwanie dziecka, tudziez usypianie
                    godzine lub dwie sa nie do przyjecia. Dla nas rozwiazaniem bylo usypianie na
                    naszym lozku, po czym przeniesienie corki do jej pokoju, na jej lozko.
                    I teraz nasze lozko kojarzy jej sie ze snem, nie z zabawa - bo po to jest
                    lozko, do spania.
                    Jak chce sie bawic, idzie do pokoju swojego.
                    I uwierz mi, to ze moje dziecko zasypia z nami/ze mna na naszym lozku nie
                    oznacza, ze mna rządzi. Taki uklad nam pasuje.
                    I nie, nie boje sie, ze nie bedzie chciala zasypiac sama za jakis rok czy dwa.
                    Dorosnie do tego, jak i do wszystkiego innego.
                • 8zumirodam Tracy Hogg 09.12.09, 12:08
                  Znalazłam wersję elektroniczną książki:
                  www.kmk-studio.com/forum/T_Hogg-Jezyk_dwulatka.doc
                  isbn 978-83-89314-38-3
                  Wydawnictwo Klub Dla Ciebie
                    • gosia_hh Re: Tracy Hogg 09.12.09, 19:50
                      Oczywiscie ,ze koncem swiata nie jest jak moja corka z nami do pozna
                      rzadzi-zawsze sie przytulamy i wyciszamy przed spaniem ma to swoje
                      poztywne strony-ja wstaje do pracy o 6 rano i jestem z powrotem okolo
                      17-18 -nie jest latwo chociaz wiem ,ze w domu tez sie ciezko pracuje
                      nawet jak mam wolny dzien to porzadki trzeba zrobic wyprasowac zakupy
                      zrobic i z corcia spedzic czas-kazda wolna minute jej
                      poswiecam.narazie duze lozko nie wchodzi w gre bo gdy nocowala u
                      babci w normalnyl lozu to spadla bo dziecie moje ruchliwe jest
                      podczas snu "wedruje" po calym lozku..tylko pozazdroscic takiego
                      malucha jak ty mad_die
                      siedze wlasnie przed tv corka koloruje grzecznie jest wyciszona
                      wykapana i pachnaca-zaraz wypijemy cieple kakao i sprubujemy isc spac
                      ..bez histerii i krzykow
                      • efkamarchefka2 Re: 14.12.09, 17:46
                        a ja juz myslalam, ze jestem jedyna, ktora czasami ma dosc wlasnego
                        dziecka. nasza Pyza czasami, po uslyszeniu, ze czegos nie wolno,
                        wrecz wpada w histerie. rzuca sie na podloge, wali czolem.
                        wyprowadzam ja do kuchni i zamykam drzwi (hehe, czasami kuchnia
                        niepolaczona z salonem moze byc bardzo praktyczna). troche jeszcze
                        wrzeszczy, nawet uderza czolem w drzwi, ale najdalej po minucie jest
                        spokoj. drzwi wolno sie otwieraja, Pyza daje buziaka, razem
                        mowimy "przepraszam". nastepnym razem pytanie - "chcesz do kuchni?"
                        konczy zaczynajaca sie histerie.
                        ale, oczywiscie, nie zawsze jest tak latwo.
                        a do tego mam jeszcze starsza corke w okresie dojrzewania.
                        sa dni, ze mam ochote spakowac sie i wyjechac:-)
                          • mamamaxia08 Re: 14.12.09, 18:31
                            Niop, bajecznie ;)
                            ... fajnie, że masz drzwi do kuchni(moje niespełnione marzenie) i drzwi do
                            salonu - bramka niedługo zamieni się w stosik szczebelków... Niektóre histerie
                            mojego dziecia potrafią trwać, i trwać i trwać :O. Nic nie pomaga, czyli: próby
                            przytulenia - porażka(grozi trwałym kalectwem rodzica), próby odwrócenia uwagi -
                            kolejna porażka (nie daje się szelma nabrać), próby niezwracania uwagi -
                            niemożliwe do wykonania (no, chyba żebym ogłuchła)... aaaa, i nie pomaga już (w
                            przypadku histerii wynikającej ze zmęczenia materiału, czyli dziecia bez
                            drzemki) wsadzanie do łóżeczka i odkurzanie - kiedyś działało. Obecnie plusem
                            jest odkurzone mieszkanie, o :)!
                            Jakieś rady? Młody ma prawie 2 latka...
                            Pozdrawiam
                            • 8zumirodam Daj dziecku odkurzacz i inne takie... 14.12.09, 18:45
                              Nasz syn od zawsze ma fioła na punkcie odkurzacza!Sam go wyciąga z
                              szafy robiąc straszliwy rumor i każe go sobie włączyć do prądu.Tyle,że
                              miast odkurzać woli go odpalać jak motor,a potem "gazuje" pokrętłem od
                              mocy,hihihihi...
                              Moja rada?Daj Młodemu odkurzacz ;)
                              Ps:przy okazji na nasze młodsze dziecko ten szum działa-ciekawe do
                              kiedy?
                              • mamamaxia08 Re: Daj dziecku odkurzacz i inne takie... 14.12.09, 19:03
                                A propos odkurzacza: w związku z walkami o odkurzacz... tak, tak - dzieć też
                                pała miłością wielką taką, że odkurzanie było przy nim niemożliwe, chyba że
                                zasypiał (ale tą wersję mamy za sobą), nabyłam mu jego własny sprzęt :D.
                                Uwielbia swój okurzaczyk i oczywiście duży też, ale przy histerii nie działa :(,
                                a może się nawet stać przyczyną wypadku jakiegoś... bo Młody w histerii ma też
                                (oprócz tłuczenia a nawet gryzienia) "odruch odrzutny", czyli rzuca wszystkim,
                                co mu w łapki wpadnie... ech
                                PS. teraz mam luzik i mogę pisać bo dzieć padł - cały dzionek bez drzemki z
                                kilkoma histeryjkami zmęczyły dziecia bardzo :)
                                • mamamaxia08 Re: Daj dziecku odkurzacz i inne takie... 15.12.09, 08:21
                                  Napisałam:
                                  > PS. teraz mam luzik i mogę pisać bo dzieć padł - cały dzionek bez drzemki z
                                  > kilkoma histeryjkami zmęczyły dziecia bardzo :)

                                  Żeby mi nie było za dobrze to Młody obudził się z rykiem koło 21 - za nic nie
                                  chciał zostać w łóżeczku i się położyć :O... potraktował to o godzinkę
                                  wcześniejsze pójście spać jak drzemkę, po której obudził się gotów do szaleństw.
                                  Czy ja w takich przypadkach - gdy on pada ze zmęczenia przed 19 - powinnam nie
                                  dawać mu zasnąć?? Że jak? Lampą po oczach?! ;)
                                • 8zumirodam Re: Daj dziecku odkurzacz i inne takie... 14.12.09, 21:23
                                  Podobno firma Elektrolux wydała płytę z nagranymi dźwiękami odkurzacza
                                  skierowaną właśnie do małych dzieci :) Ktoś pomyśli,że lepiej puszczać
                                  dziecku kołysanki,ale jak wiadomo "tonący brzytwy się chwyta".
                                  Moja koleżanka na ten przykład, stawiała leżaczek z niemowlęciem na
                                  płycie kuchenki włączając mu światełko i nawiew (czy też raczej
                                  "wywiew") okapu.Ten sam patent udawał się,kiedy brała ze sobą dziecko
                                  do łazienki-ona brała prysznic,a młody spał w najlepsze...Grunt to
                                  kreatywność!
                                  • 8zumirodam Nie zostawiajcie mamy samej w domu!!! 14.12.09, 22:35
                                    Coś Wam jeszcze napiszę tego pięknego wieczoru:
                                    Moi chłopcy (czyt.mąż+dwóch synów) wyjechali na 4 dni do
                                    dziadków.Miał to być mój czas psychicznej rekonwalescencji, czas na
                                    pobycie kobietą (maseczki,wino,seriale).Byłam przekonana,że po tym
                                    czasie,stanę w drzwiach jako piękna,szczuplejsza i pewna siebie
                                    kobieta!Jakież było moje zdziwienie,kiedy przez te cztery dni nie
                                    mogłam się pozbyć uczucia,że muszę gdzieś biec,spieszyć się i zarywać
                                    noc!!!No okropne-chciałam sobie przypomnieć,jak to jest być
                                    kobitką,która ma własne zainteresowania i umie sobie doskonale
                                    wypełnić czas...ale NIE! aleee NIE!!!Posprzątałam mieszkanie jakbym
                                    stawała przed komisją wojskową,hihihihihi...Do d....jest taki wolny
                                    czas!!!Miałam spać do południa :( Dziś wieczorem wrócili-jestem w
                                    szoku,że znów panuje w domu chaos...
                                        • efkamarchefka2 Re: 15.12.09, 16:46
                                          a teraz ja z zagadka: kto wie ile plyt dvd moze sie zmiescic w
                                          odtwarzaczu?
                                          dodat, ze odtwarzacz dvd to standart przeznaczony na 1 plyte.
                                            • mamamaxia08 Re: 16.12.09, 15:05
                                              No ile?! ;)
                                              Ja wolałam nie sprawdzać za pomocą dziecia ile czego zmieści się w sprzęcie...
                                              jak tylko Młody zaczął pełzać, okazało się, że owy sprzęt fascynuje go
                                              baaardzooo i dla niego właśnie nauczył się podnosić do (prawie) pionu... żeby
                                              włączać i wyłączać wszystko co się da zrobić "diń" ;). Czym prędzej wymieniliśmy
                                              niski stolik tv na wysoką komodę. Dostęp i my mamy lekko utrudniony bo
                                              odtwarzacz jest w szufladzie ale za to bezpieczny hyhy.
                                              Pozdrawiam
                • ika.alias Re: to ja jakas inna jestem... 20.01.10, 17:04
                  mamamaxia08 napisała:

                  > Aaa, i nie będziesz musiała ukrywać dzieci na strychu ;), tutaj widziałam nie
                  > raz, i nie dwa, różne dzikie akcje, które odstawiały dzieci w sklepie czy na
                  > ulicy (łącznie z moim Dzikusem) - nikt złego słowa nie powie, krzywo nie
                  > spojrzy, a jeszcze pocieszy dobrym słowem czy zażartuje :)...

                  Moja tesciowa opowiada czasem jak to widzi takie wrzeszczace i czegos_tam_sie_domagajace dzieci w sklepach. I mowi, ze rozumie sytuacje - i ze zawsze *w myslach* mowi do rodzicow: "mama/papa, niet toegeven". ;)
    • mamamaxia08 "Buntownik" idzie do PSZ 16.12.09, 15:14
      Dziewczyny,
      odebrałam telefon od koordynatorki, że latorośl moja oficjalnie została przyjęta
      do PSZ :). Za miesiąc pierwszy dzień a mi trochę "i smieszno, i straszno" - no,
      bo jak on tam się "odnajdzie" taki zbuntowany, mało kogo słuchający, nie mówiący
      w żadnym ludzkim języku, a rozumiejący tylko po polsku? Wiem, dzieci szybko się
      uczą ale... no właśnie, to "ale"...
      Jak Wasi buntownicy/buntowniczki reagowały na pierwsze kontakty w żłobku? Jak
      się zachowywały? I w ogóle: "JAK"?
      Czekam na słowa pociechy ;)...
      Pozdrawiam
      • gosia_hh Re: "Buntownik" idzie do PSZ 16.12.09, 15:57
        moja corka nie chciala zostawac w zlobku-miala dokladnie 1,5 roku gdy
        ja zapisalismy i bylo ciezko z rozstaniem placz juz w domu,dopiero po
        jakims czasie sie przyzwyczaila chodzi 2 razy w tygodniu niby jak juz
        tam jest to jest ok ,ale przed samym zlobkiem potrafi byc markotna az
        do dzisiaj-panie wychowawczynie mowia,ze jak nas nie ma to odrazu sie
        bawi i smieje no i jest to bardzo dobre dla jej rozwoju kontakt z
        rowiesnikami jest bardzo wazny-o jezyk sie nie boj-u corki w grupie
        jest tez polski chlopczyk ktory glownie w polskim sie porozumiewa bo
        rodzice oboje z polski,ale tam bardzo sobie szybko holenderski
        przyswoil i wsystko rozumie-glowa do gory bedzie dobrze troche
        rozlaki od mamy i taty wyjdzie na dobre zobaczysz!
        • efkamarchefka2 Re: "Buntownik" idzie do PSZ 17.12.09, 09:12
          w odtwarzaczu dvd miesci sie dokladnie 6 plyt!!!
          moj maz jest bardzo z Pyzy dumny.

          w zlobku nie bylo wiekszego problemu. mala chodzi dwa razy w
          tygodniu na okolo 6 godzin. pierwszy tydzien byl super - wielka
          fascynacja, czesc i rodzice moga isc. potem, niestety przytargala
          grype do domu, wiec przerwa w chodzeniu. kolejny raz do zlobka
          zakonczyl sie placzem. i tak prze 2 tygodnie. teraz znowu jest
          dobrze. moj maz jest Holendrem, wiec Pyza w obu jezykach troche
          mowi, ale faktem jest, ze dzieci lapia naprawde szybko, nawet jesli
          w domu nikt nie mowi po holendersku.
          • gosia_hh nee zeggen fase 28.12.09, 12:30
            moje dziecko 2 tyg temu skonczylo 2 latka-ja do tej pory nie mialam z
            nia wiekszych problemow-cyrki do spania zaczely sie jakis miesiac
            temu-teraz potrafi sie 10 razy w nocy obudzic wrzeszczac nee nee
            niet...wszelkie proby przytulania i wziecia do naszego lozka to
            katastrofa potrafi tak plakac,ze az zaczyna kaszlec i wymiotowac-w
            ciagu dnia ciezko ja jest czyms zajac na jedzenie nie ma czasu
            wszystko jest na nie-oboje z mezem znosimy to cierpliwie chcoaz te
            zarwane nocki sa ciezkie tymbardziej,ze o 6 rano trzeba do pracy
            wstac.mam wielka nadzieje,ze faza nie nie potrwa u nas dlugo :)
            • 8zumirodam Nie jest tak źle... 31.12.09, 18:33
              A mnie moje dzieci ostatnio miło zaskoczyły-w przedsylwestrowym szale
              zakupów,na tle holenderskich buntowników,nasze zachowały się bardzo
              grzecznie (no w sumie starsze,młodsze ma tylko 3 miesiące) :)
              Widząc zdenerwowane mamy wyciągające ze sklepu swe rozwrzeszczane
              dzieci dosłownie za kurtkę poczułam się trochę lepiej...Czyli nie tylko
              ja uprawiam "style walki wschodu",a moja narażona na ciągłe ataki
              cierpliwość przyniosła efekty!!!Byle tak dalej.
              • 8zumirodam Kiepski czas na przeprowadzkę :( 03.01.10, 22:58
                Teraz się okazuje,że nasz dwulatek bardzo ciężko znosi przeprowadzkę
                do Holandii :(( Ledwo zaczął pojmować ojczysty język,a tu dzieci
                mówią do niego w jakimś "dziwnym narzeczu".Garnie się biedak do tych
                dzieciaków,a tu same niemiłe niespodzianki:dziś dostał od jakiegoś
                cygańskiego trzylatka śniegiem w twarz.Płacze po nocach i sypia z
                wszystkim przytulankami-dziś przytulił się do...swoich
                spodni!Wrzeszczy,płacze,buntuje się i rozrabia,a ja czuję się jak
                opiekunka w domu dla dzieci specjalnej troski...Już nie mam siły.Mam
                nadzieję,że zaaklimatyzuje się szybciej od nas i znajdzie szczęście w
                nowym kraju.Skrobnijcie coś o swoich przeżyciach.
                • mamantkaa Re: Kiepski czas na przeprowadzkę :( 04.01.10, 09:17
                  Mój Antek miał 2 lata i miesiąc jak przeprowadziliśmy się do
                  Holandii. Pierwsze pół roku spędził ze mną w domu. Stopniowo oboje
                  przyzwyczajaliśmy się do nowego kraju. pamiętam, że najgorzej
                  przeżył pakowanie zabawek w domu w Polsce i wynoszenie ich do
                  ciężarówki - strasznie wtedy rozpaczał. Ale gdy po przyjeździe
                  rozpakowaliśmy wszystko i zobaczył, że ma rodziców, swoje zabawki i
                  łóżko, to poczuł się jak w domu.
                  Od początku oglądał bajki po holendersku, początkowo wolał polskie
                  na komputerze, ale z czasem coraz bardziej wciągał się w te
                  holenderskie w tv i tak osłuchiwał z językiem. Z dziećmi miał
                  początkowo mały kontakt, bo w okolicy mało ich było. Dopiero po roku
                  przeprowadziliśmy się w bardziej przyjazną dzieciom okolicę z
                  placami zabaw i parkami. Na placach zabaw dłuugo był nieśmiały,
                  unikał holenderskich dzieci. Ewentualnie z młodszymi czuł się
                  dobrze, bo te za dużo nie gadały.
                  Po pół roku poszedł do PSZ i wprost stęskniony był za dziećmi.
                  Podobała mu się pani i zabawki szczególnie auta na podwórku),
                  zaprzyjaźnił się z kilkoma dziećmi. Nie przeszkadzało mu, że do pani
                  mówi po polsku, a ona odpowiada mu, nie rozumiejąc go, po
                  holendersku. Według pani od początku rozumiał podstawowe komendy mi
                  dobrze bawił się z dziećmi, stopniowo ucząc się języka. Szybko
                  przynosił do domu nowe słówka, których używał w zabawie.
                  Dla mnie właśnie to, że pierwsze dwa lata życia spędził w Polsce,
                  pomogło mu, bo wciąż (ma 5 lat) j. polski jest da niego ważniejszy,
                  a holenderski jest językiem ze szkoły. Bardziej martwię się o prawie
                  dwuletnią córcię, tu urodzoną, bo ona zupełnie miesza póki co języki
                  i sama uczy się holenderskich słówek i ciężko ją przestawić na
                  polskie :)
                  No cóż, wiadomo, że początki zawsze są ciężkie. Ja przez pierwsze
                  1,5 roku nie wierzyłam, że się tu zaakilmatyzuję. A jednak ;)
                  Dzieciom poświęcamy dużo czasu, by w domu czuły się bezpiecznie
                  (codzienna rutyna), a poza nim by miały atrakcje w postaci fajnych
                  wewnętrznych i zewnętrznych placów zabaw, czy spotkań ze znajomymi
                  dziećmi (poza szkołą są to głównie polskie dzieci).
                  • nesla Re: Kiepski czas na przeprowadzkę :( 04.01.10, 13:24
                    Serce sie kraje jak sie czyta o problemach dzieci z aklimatyzacja,
                    ja chyba bym nie miala odwagi z teg wzgledu sie przeprowadzac do
                    kraju gdzie jest inny jezyk, ktorego moje dzieci nie znaja.
                    Oczywiscie wiem, ze to na dobre dzieciom wychodzi, ale ten okres
                    aklimatyzacji musi byc dla nich trudny, nie ma sie co dziwic, trzeba
                    zrozumiec, przytulic, pomoc, dac jak najwiecej mozliwosci
                    znalezienia nowych kolegow rowiesnikow, wtedy dzieci czuja sie
                    akceptowane.
    • ika.alias Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 20.01.10, 16:52
      Z duzym opoznieniem czytam ten watek. Moj synek wlasnie skonczyl dwa latka i...
      bardzo rozpoznaje to, o czym piszesz. U nas w sumie teraz jest juz o NIEBO
      lepiej. U Tobiasa najgorszy okres byl miedzy 9 a 18 miesiacami.

      Maly jest nieustepliwym facecikiem, ktory bardzo dobrze wie, czego chce. I nie
      da mu sie tak latwo niczego narzucic. W wychowywaniu go trzeba wiec znalezc
      dobra rownowage miedzy tym, na ile sie pozwala a tym ile sie nakazuje lub zakazuje.

      My w staramy sie trzymac zawsze tych samych zasad, zeby dziecko wiedzialo czego
      moze sie po nas spodziewac. "Nie" to zawsze nie. Ale jednoczenie uwazamy, zeby
      tego "nie" za duzo nie bylo. ;) Duza doza humoru tez czyni cuda. :)
      Akceptacja dziecka takiego jakie jest, szacunek dla jego suwerennosci i wczucie
      sie w jego swiat...

      Co oczywiscie nie zmienia faktu, ze czasem mamy ochote malego "achter het behang
      plakken". A moment, kiedy on w poludnie albo wieczorem zasypia jest dla nas
      cudowna chwila... ;)

      Jedno jest pewne, nie jestes jedyna mama, ktorej:

      - dziecko rzuca sie na podloge i wali piesciami i stopami przy kazdym sprzeciwie
      ze strony swoich rodzicow,
      - dziecko uzywa slowa "nie" w mniej wiecej kazdej sytuacji,
      - nie udaje sie wyjsc ze swoim dzieckiem do: fryzjera, dentysty, restauracji,
      - nie udaje sie swojemu dziecku zalozyc kurtki w czasie ponizej 3 minut,
      - nie udaje sie w sklepie przymierzyc dziecku butow bez pomocy taty i
      przynajmniej dwoch sprzedawcow,
      - nie udaje sie zakrecic gdzies podczas speceru bez protestow dziecka, ze chce
      isc w przeciwnym kierunku,
      - nie udaje sie gdzies skrecic samochodem bez wrzaskow dziecka, ze chce jechac
      prosto,
      - nie udaje sie wsadzic dziecka bez protestow do wanny,
      - nie udaje sie wyjac dziecka dziecka bez protestow z wanny,
      - nie udaje sie umyc dziecku glowy bez wrzaskow. ;)

      Ale... Jak juz pisalam, ten okres MIJA. Pamietaj i mysl o tym w najgorszych
      momentach... ;)
      • 8zumirodam Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 20.01.10, 20:59
        ika.alias,ubawiłam się tymi przykładami :D Ale...muszę Cię zmartwić-
        ja też myślałam,że najgorsze już było,a miesiąc po 2 urodzinach
        nastało piekło hihihihihih...
        Już się przyzwyczaiłam i do tych wrzasków i występów solowych na
        ulicy.
        Staram się jak mogę,ale jak już pot leje mi się po plecach,jedno
        dziecko leży w kałuży/na ulicy/w psiej kupie,a drugie zaczyna płakać
        w wózku przez to,że stoimy to i mi się łezka w oku potrafi zakręcić.
        Z tego zmęczenia,z bezradności...
        I w sumie nie na dzieci narzekam w duchu ,tylko na moją słabą
        kondycję fizyczno-duchową.No i ręce mam tylko dwie :(
        Ale nos do góry i jak to mawiają "nie rusza panika załogi Titanica"
        :D
        • ika.alias Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 21.01.10, 13:15
          Co mi zawsze bardzo pomagalo to... liczenie. Nie do dziesieciu albo dwudziestu, zeby utrzymac wlasna cierpliwosc. Ale liczenie ile razy moje dziecko cos robi. Kiedy Tobias mial z 10-11 miesiecy, to mial zwyczaj wchodzenia na subwoofer, zeby z niego dostawac sie dalej do sprzetu audio. A to jest jedna z tych rzeczy, ktorych mu nie wolno. Czasem mialam wrazenie, ze przez godzine sciagam go z niego - a on od nowa sie wspina. Zeby nie zwariowac, zaczelam wiec liczyc. 35 razy. ;) Po kilku dniach tych wspinan sie bylo coraz mniej i coraz mniej pod rzad. Nadal zdarza mu sie od czasu do czasu tego probowac, ale teraz mozna mu po prostu powiedziec, zeby zszedl. Albo wystarczy go raz albo dwa razy zdjac.

          To samo mielismy z przewijaniem. Nie mam zamiaru malego sila przytrzymywac. A o bieganiu z pielucha pelna kupy nie ma mowy, bo po pol godziny maly ma posladki koloru buraka. Wiec kiedy on probuje uciec z komody, spokojnie od nowa go klade. Kiedy zaczelam te metode stosowac maly mial 9 miesiecy - i odwracalam go po 25(!) razy. Po jakims czasie zrobilo sie tego mniej i mniej. Do teraz Tobias raz na kilka przewiniec robi z tego problemy. Ja go za kazdym razem odwracam i... licze. Od miesiecy nie wyszlam juz poza 10... ;) Gdybym nie liczyla, to najprawdopobniej mialabym wrazenie, ze maly ze 100 razy probuje mi uciec. ;)

          Co do rzucania sie na ziemie, to ostatnio mielismy smieszna scene... Tobiasowi czegos_tam nie wolno bylo robic. Niezadowolony powolutku odszedl od stolu i spokojnie poszedl do swojego miejsca z zabawkami. I dopiero tam... ze zloscia rzucil sie na swoj dywanik i zaczal bic piesciami w podloge. Moze to przez to, ze my w calym duzym pokoju mamy plytki i tylko w jego kaciku jest dywan? ;)
          • 8zumirodam Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 21.01.10, 15:19
            Myslę,że to już "wyższa kultura awanturnictwa" ;)
            A my od tygodnia trenujemy z nocnikiem.Mówiono nam,że to zły moment i
            że trzeba zaczekać do wiosny-aż mu ten bunt "stopnieje",ale synek sam
            zasygnalizował,że chce używać nocnika.
            Nawet mu małe bokserki w Prenatalu kupiłam,ale je zdążył "ochrzcić" ;D
    • julanna75 Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 20.01.10, 22:35
      Jak czytam co wypisujecie to sie bac zaczynam.Do tej pory etap buntu
      dwulatka wydawal sie jakis malo realny, ale nadchodzi wielkimi
      krokami!! Moj synek w maju skonczy 2 latka i na szczescie do tej
      pory ma jedynie goorsze dni, kiedy to daje popis umiejetnosci. Na
      ziemie sie nie rzucal jak na razie, tyko pare razy na kolana padal -
      wygladalo to jakby go z zalu oi rozpaczy z nog scinalo :) Regularnie
      od poczatku olewany w takiej sytuacji na razie zaprzestal tego.
      Czasem na NIE reaguje zrzucaniem wszystkiego ze stolu, badz
      rzucaniem tym co w reke wpadnie. Slowko NIE opanowal po polsku i
      niemiecku :) ale je respektujemy. Jesli cos proponujemy i mowi NIE
      to nie dostaje i juz i chyba zaczyna pojmowac konsekwencje zwiazane
      z odpowiadaniem nam NIE. Zakupy staram sie oczywiscie robic bez
      niego, a jak juz musze z nim to jest mocno w wozeczku przypiety :)))
      Moze sie drzec i wyginac, ale nic nie zbroi.
      No i jak tak Was czytam i mysle, ze u nas to dopier wstep do buntu
      to.... no coz, moze zrobie zapas srodkow uspakajacych dla nas :D
      • gosia_hh Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 21.01.10, 09:31
        moja corka od 3 miesiecy daje popisy -jedzenie porannej kanapki trwa
        czasami 1,5 godziny i oczywisice co chwile chce czegos innego-to
        ciasto nie dobre ,tego nie chce-chce tego czego w domu nie ma-w nocy
        potrafi obudzic sie z wrzaskiem mnie odpycha od siebie jak chce ja
        przytulic i uspokoic,czasmi nie jedna lezka mi sie kreci-jak musze w
        nocy wstawac do 2 letniego zbuntowanego dziecka po 5 razy widzac,ze o
        6 rano pobudka do pracy...
        posluchalam rad i nie klade jej w ciagu dnia juz spac i nawet sama
        nie chce.Myslalam,ze o 19 bez problemu bedzie szla spac po calym dniu
        zabawy ,ale gdzie tam histerie i wrzaski-zasypia dopiero okolo 21 -
        mam nadzieje ze okres buntu szybko minie ;))pozatym to bardzo kochane
        dziecko mam!!
      • ika.alias Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 21.01.10, 16:43
        Z tego, co slyszalam od innych mam, wiekszosc dzieci tak ma. Nasze dziecie takze. Dzieci musza wyladowac sie po dniu pelnym wielu wrazen. W KDV/PSZ na ogol bardzo grzecznie sie zachowuja. A we wlasnym domku, gdzie bardzo bezpiecznie sie czuja, wiedza, ze pozwolic sobie na bardzo duzo, bo rodzice je kochaja i akceptuja. Ja w kazdym razie tak sobie to tlumacze. ;) Ale znow ku pociesze: i to z czasem przechodzi albo objawy lagodnieja. ;)
      • julanna75 Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 21.01.10, 19:13
        A ja sobie to tlumaczylam tym, ze synek juz zmeczony po calym dniu
        wrazen. Jakby nie bylo musi wstac najpozniej o 6.45, a bardzo czesto
        sam sie o 6.00 juz budzi. Co prawda spi w poludnie ale mimo wszystko
        dzien w przedszkolu uwazam za bardziej obfitujacy w przezycia niz
        jak ze mna w domu siedzi. No i wieczorem czesto juz marudzi, ale na
        ogol udaje sie go spacyfikowac wspolna zabawa.
          • 8zumirodam Design Huis Eindhoven 24.01.10, 19:56
            Zaciągnęłam dziś swojego brzdąca do Design Huis.Niestety nasz
            dwulatek zbyt dosłownie potraktował moje słowa,że się dzieciak ma
            "otrzeć o nowoczesne wzornictwo" :D Najgorsze jest to,że wszystko co
            zostało wystawione można kupić,więc i metki z ceną sa dla każdego
            dostępne.Kiedy w pewnym momencie Młody zniknął,a z sali ze szkłem
            usłyszałam głośnie "ooo,mniam mniam!!!Hihihihih!) wpadłam w
            popłoch.Zrobiłam się blada kiedy złapałam moje kochanie wyciągające
            ręce do wazonu za 500 € !!! Mimo wszystko mam kompana do niedzielnych
            wycieczek po muzeach,galeriach itp.Spędziliśmy we dwójkę bardzo miłe
            popołudnie :)
            • mamamaxia08 Re: Design Huis Eindhoven 24.01.10, 20:44
              Podziwiam za odwagę! Ja to czasem horror przeżywam w zwykłym sklepie: próby
              zrzucania wszystkiego co znajduje się w zasięgu rączek są na porządku dziennym
              ;), to co by Młody wyprawiał w rzeczonym muzeum :O... no, chyba że bym go pasami
              związała hy hy...
              Pozdrawiam
              • ika.alias Re: Design Huis Eindhoven 24.01.10, 23:24
                My staramy sie zabierac ze soba przynajmniej jedna - a najchetniej dwie -
                zabawki. Wtedy obie lapki sa zajete. ;) Zrobienie podwojnej listy zakupow
                (albo danie dziecku starej listy ;) ) jest tez dobrym rozwiazaniem. Z tym, ze
                najpierw trzeba dac mu aktualna liste. Kiedy dziecie zobaczy, ze mama/papa ma
                inna liste, bedzie na 1000% chcialo sie zamienic.

                Jezeli nic nie dziala, to wtedy dajemu malemu do trzymania cos z pulki
                sklepowej, na przyklad puszke z zupa albo pudelko z serkiem topionym. ^^
      • lenkaaa Re: Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!! 25.01.10, 09:14
        mamamaxia08 napisała:

        > Mamy Małych Buntowników, czy Wasze pociechy po powrocie ze żłobka/przedszkola
        > dają Wam podwójnie w kość??
        > Bo mój dzieć, chociaż pani twierdzi, że "was liefie" - w domu zachowuje się jak
        > mały histeryczny diabełek :O. Myślałam, że gorzej być nie może - jakże się
        > myliłam.... ;)

        Hej, moja 4,5 letnia corka tak sie zachowuje podczas powrotu ze szkoly. Ze
        szkoly wychodzi usmiechnieta i w dobrym humorze ale juz po pary krokach w
        kierunku domu, bardzo czesto zaczynaja sie jakies przedziwne pretensje ( typu:
        "dlaczego nie przynioslas mi slodyczy?" mimo, ze jeszcze NIGDY nie przynioslam
        jej zadnych slodyczy odbierajac ja ze szkoly) a potem placz i zawodzenie..., w
        domu rzuca kurtke na ziemie, nagle oznajmia, ze przeciez ona chciala kolezanke
        zaprosic ( a w szkole nic nie mowila, bo przeciez bym jej pozwolila...) i
        generalnie szuka "zaczepki" i powodu do zrobienia "awantury"...
        He, he, czyli chyba cie nie pocieszylam, bo nie moge powiedziec, ze to "mija z
        wiekiem" ... ;)
        Tak niestety dziecko odreagowuje szkole, przedszkole.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka