Dodaj do ulubionych

silna i niezależna

25.05.11, 08:56
przy okazji wątku o intercyzie i innego, o więzach rodzinnych, przypomniała mi sie historia pewnej pani. Rozwiodła się z mężem, została sama z synem. Mąż związał się z inną panią, też mieli syna. Potem on i jego nowa żona poważnie się rozchorowali, trochę na własne zyczenie, wylądowali w domu opieki czy czyms podobnym. Ich syn zamieszkał u mojej znajomej. Opowiadała o tym na jakimś towarzyskim spotkaniu, na którym ją po raz pierwszy spotkałam. Nie mogłam zrozumieć sytuacji, spytałam:
- Zaraz, to ich syn mieszka u ciebie?
Spojrzała na mnie jak na dziwoląga:
- Przecież to brat mojego syna.
Żeby nie było: ta pani jest zachwycającą kobietą, i ładną, i mającą w sobie "to coś", nie jest ani męczennicą, ani nie ma skłonności do poświęcania się, cieszy się życiem w pełni i jak najbardziej dosłownie.
Jest też silna i niezależna, stać ją na wielkoduszność. Wbrew pozorom siła i niezależność są dokładnie odwrotnie proporcjonalne do stopnia skupienia na sobie i "moim".
Obserwuj wątek
    • kali_pso Re: silna i niezależna 25.05.11, 09:02

      Ja znam jeszcze lepszą historię- pan zdradzał panią. Miał dziecko z kochanką, przestał się dzieckiem interesować...kiedy teraz ten dorosły chłopak ładuje się w kłopoty- kochanka męża dzwoni...tadam...do tej pani, razem radzą co z nim zrobić...pani wielokrotnie spotykała się z kochanką i jej synem, pomaga im, jej dzieci znają brata...

      Uwielbiam tę paniąsmile

      To jedna z najmądrzejszych życiowo, nieskupionych na sobie kobiet jakie znam, przy tym radosna, pogodna, na wysokim stanowisku...

      Sama bym pewnie tego nie potrafiła, niemniej podziwiam...
      • rosapulchra-0 Re: silna i niezależna 25.05.11, 09:07
        Można rzec, przeca dziecko tu niewinne, że między dorosłymi pozmieniały się układy. Ale nie wiem, czy byłoby mnie stać na taki gest. Ja potrzebowałabym dużo czasu.
        • kali_pso Re: silna i niezależna 25.05.11, 09:10

          Ale biologia rządzi się swoimi prawami- dlaczego mam dbać o potomostwo innej , kiedy mam swoje? Ono jest konkurencją dla mojego, niczym więcej. Dopiero jak odejdziemy od biologii, pojawiają się człowiecze zachowania...ale na to nie wszystkich stać, to prawda.
          • nangaparbat3 Re: silna i niezależna 25.05.11, 09:17
            kali_pso napisała:

            >
            dlaczego mam dbać o potomostwo innej ,
            > kiedy mam swoje? Ono jest konkurencją dla mojego, niczym więcej.

            Czy ja wiem?
            Tak jest u hien, i to nie wszystkich.
            Widziałam kiedyś dokument o kotkach pomagających sobie w opiece nad dziećmi.
            W przyrodzie mozna znaleźć wszystko, co się tylko zechce. Jak w Biblii wink
            • kali_pso Re: silna i niezależna 25.05.11, 10:10

              Ale poczekaj..w sytuacji kiedy dóbr brakuje, chyba nie sądzisz, że biologia podpowie zwierzęciu aby chroniło konkurencję? I oto własnie idzie- w tłustych latach( coby Biblią poleciecwinkP łatwiej o czyny godne, w chudych bliższa ciału koszula jednak...
              • nangaparbat3 Re: silna i niezależna 25.05.11, 18:24
                Wydaje się, że masz rację, ale jest z drugiej strony czytałam o wynikach poważnych badań, że im więcej ktoś ma, tym trudniej mu sie dzielić z innymi. Więc nie wiem.
              • ma_dre Re: silna i niezależna 26.05.11, 16:49
                wlasnie w sytuacji kiedy dóbr brakuje, natura uczy jak wazna jest solidarnosc wink
                z moich obserwacji wynika ze im lud biedniejszy tym bardziej goscinny np... wraz z dobrobytem zamiera goscinnosc sad
                • policjawkrainieczarow Re: silna i niezależna 26.05.11, 17:00
                  nie wiem, czy to akurat sama gościnność chodzi.
                  dziecko ma różne potrezby, które rodzice starają się zaspokoic w zależności od ich mozliwości i standardów.
                  O ile jesli ich standardem jest zapewnienie jedzenia, miejscado spania i ubrań, niekoniecznie nowych, to jedno dziecko wiecej sie przy takim standardzie bez większych problemów utrzyma.
                  Ale jeśli rodzice kosztem wyrzeczeń odkladaja grubą kase na przyszłą edukację dla dziecka, to już przygarniając następne, stają przed dylematem: temu drugiemu nie dac, zaharowac się na śmierc, żeby drugie też miało, albo odebrac własnemu dziecku szanse na dobre wykształcenie, dzieląc kase na pół, to to troche inaczej wygląda.
          • broceliande Re: silna i niezależna 25.05.11, 09:26
            kali_pso napisała:

            >
            > Ale biologia rządzi się swoimi prawami- dlaczego mam dbać o potomostwo innej ,
            > kiedy mam swoje? Ono jest konkurencją dla mojego, niczym więcej. Dopiero jak od
            > ejdziemy od biologii, pojawiają się człowiecze zachowania...ale na to nie wszys
            > tkich stać, to prawda.

            To się zgadza. Ja jestem bardzo ewolucyjna, w ogóle nie biblijnasmile
            Ale pamiętaj o memach, a także o zwyczajnej piramidzie Maslowa. Człowiek jest skomplikowany.
    • czarneoczy Re: silna i niezależna 25.05.11, 09:18
      bo tytuł twojego wątku to cała odpowiedź na taką sytuację.
      bo umieć zamknąć za sobą pewien okres życia i przeskoczyć być może osobistą zaległą urazę (choć podejrzewam nieśmiało, ze rozwód raczej odbył się w spokojniej atmosferze, bez prania brudów i szmacenia się wzajemnego, z szacunkiem do siebie nawzajem) to jest sztuka niesamowita.
      i przyznam się bez bicia, że nie wiem, czy potrafiłabym się tak zachować.
    • broceliande Re: silna i niezależna 25.05.11, 09:28
      Ja na podobnej zasadzie czuję więź z teściami i szwagierką. Bo są krewnymi mojego dziecka, nasze geny w nim się krzyżująsmile
      Byliśmy obcy, a teraz jesteśmy rodziną.
    • mikas73 Re: silna i niezależna 25.05.11, 09:28
      Kupowałam ciuszki dla dziecka mojego pierwszego męża, które urodziła mu kochanka, wogóle byłam pomocna i nie wrogo nastawiona do niej, całą złość przerzuciłam na męża.
      Często zachowania takie nie rodzą się z siły, ale z chęci odnalezienia się w tej chorej sutyacji, odzyskania kontroli, stania się częścią spraw, które dzieją się poza nami.Nie wiem czy dobrze to wytłumaczyłam.
      • nangaparbat3 Re: silna i niezależna 25.05.11, 09:57
        Myślę, że nawet bardzo dobrze - ale do tego, aby właśnie tak przezywać własne niepowodzenie, właśnie niezwykłej siły trzeba. Tak sądzę.
    • messalina2.dwa Re: silna i niezależna 25.05.11, 09:30
      > - Przecież to brat mojego syna.

      Myślę, że to jedno wspaniałe i piękne zdanie, jednocześnie tak proste w swym człowieczeństwie określa stosunek tej pani do świata.
      • nangaparbat3 Re: silna i niezależna 25.05.11, 09:58
        Mną to zdanie wówczas wstrząsnęło, było jednym kilku z najważniejszych jakie usłyszałam w zyciu. I wtedy jeszcze nie wiedziałam, że będę się rozwodzić, i jak bardzo się przyda.
        • messalina2.dwa Re: silna i niezależna 25.05.11, 10:09
          Na szczęście rozwód to nie koniec świata, a tylko jeden z życiowych zakrętów do pokonania.
    • ladyjm Re: silna i niezależna 25.05.11, 09:39
      mysle, ze kobieta pokazala klase smile
    • tully.makker Re: silna i niezależna 25.05.11, 09:52
      No coz, nie wiem, czy na az takie poswiecenie byloby mnie stac. Ale dbam o to, by moj syn mial kontakt i nawiazywal wiezi z siostrami z kolejnego zwiazku exa, i nie mam nic przeciwko temu, ze moja pasierbica przyjezdza do nas ze swoim malym braciszkiem, synem exi mojego chlopa z nowego malzenstwa ( exia lubi pozbywac sie obojga dzieci na swieta i inne takie), staramy sie wtedy traktowac malucha jak naszego wlasnego Wscieklaka, czy nawet z troche wieksza atencja, bo maly jest niepelnosprawny.
      • nangaparbat3 Re: silna i niezależna 25.05.11, 10:01
        Rzecz w tym, że ona w ogole nie sprawiała wrażenia, że sie poświęca. Gdyby to miało być poświęceniem, w ogóle nie zrobiłoby na mnie wrażenia, chyba że odpychające. A to było - coś naturalnego, oczywistego, zrozumiałego samo przez się.
        • tully.makker Re: silna i niezależna 25.05.11, 10:14
          No ale jednak obiektywnie rzecz ujmujac, poswiecila jakas czesc swoich zasobow. I ja wlasnie mowie, ze nie wiem, czy bylabym w stanie zdobyc sie na takie powazne i dlugotrwale zobowiazanie - chociaz z 2 strony, odkad mam nastolatka w domu, to duzo obowiazkow mi ubylo, a jak Mloda przyjezdza, to tez sie garnie do prac domowych, zwlaszcza do gotowania... wiec moze faktycznie to nie jeste poswiecenie ;-P
        • jul-kaa Re: silna i niezależna 25.05.11, 20:24
          nangaparbat3 napisała:
          > Rzecz w tym, że ona w ogole nie sprawiała wrażenia, że sie poświęca.

          I pewnie nikt jej do tego nie zmuszał, nie narzucał i nie wymagał, prawda?
          • nangaparbat3 Re: silna i niezależna 25.05.11, 21:20
            Nie sądzę. Jak znam życie, to raczej się dziwiono, a może i oburzano.
    • zdecydowana_brunetka Re: silna i niezależna 25.05.11, 10:13
      Nie wiem, dlaczego podkreślasz jej siłę i niezależność. Raczej jest po prostu przyzwoitym człowiekiem, który umie złapać dystans do sytuacji. Może po prostu znała i lubiła to dziecko już wcześniej, rzeczywiście miał i w jej rodzinie pozycję brata syna?
      Też znam rodzinę podobnie funkcjonującą - nastolatek mieszka z nową rodziną eksa matki, która to pojechała za granicę i zniknęła - czternastolatek przeszkadzał w nowym życiu uncertain Eks nie jest jego biologicznym ojcem. Nikt nie uważa tego za jakiś wielki wyczyn z jego strony, ale wszyscy uważają go za przyzwoitego chłopa. Mówi o chłopaku syn - i on tak się czuje.
      • nangaparbat3 Re: silna i niezależna 25.05.11, 18:30
        > Nie wiem, dlaczego podkreślasz jej siłę i niezależność. Raczej jest po prostu p
        > rzyzwoitym człowiekiem, który umie złapać dystans do sytuacji.

        Bo uważam, że przyzwoitość w trudnych sytuacjach jest możliwa dzięki sile i niezależności (głównie umysłu, choć pewnie nie tylko).
        Nikt nie uważa tego za
        > jakiś wielki wyczyn z jego strony, ale wszyscy uważają go za przyzwoitego chło
        > pa. Mówi o chłopaku syn - i on tak się czuje.
        Nieco "łatwiejsza" sytuacja - ten pan i jego pasierb tworzyli jednak przez pewien czas rodzinę. Tu ukłon także w stronę aktualnej żony pana.
        Owszem, bardzo przyzwoci ludzie zdarzają się, tyle że nie tak znowu często.
        • aandzia43 Re: silna i niezależna 26.05.11, 18:11
          > Owszem, bardzo przyzwoci ludzie zdarzają się, tyle że nie tak znowu często.

          Czy chcesz przez to powiedzieć, że gdyby ktoś nie przygarnął jednak cudzego dziecka, to byłby człowiekiem nieprzyzwoitym? Może w ogóle utożsamiasz poczucie przyzwoitości z heroizmem? Jak ci, którzy każą rodzić chorym kobietom chore dzieci za wszelką cenę. Moim zdaniem w przypadku z wątku głównego i z tego, do którego się odnosisz chodzi nie tyle o jakąś przyzwoitość, tylko o splot czynników, które wzięte zusammendokupy doprowadziły to takiej, a nie innej decyzji. Czynnik pt. "dobre serce" czy "przyzwoitość" miał tu oczywiście niewątpliwie duży wpływ. Ale to tylko jeden z czynników.
    • dorota.alex Re: silna i niezależna 25.05.11, 10:13
      Pracowałam kiedyś z kobietą, która po śmierci swojego exa zajęłas się jego starą matką - czyli swoją ex teściową. Kompletnie zniedołężniałą wzięła do siebie do domu, zmieniła pieluchy i karmiła łyżeczką. Nie zgodziła się oddać jej do domu opieki. Bo to przecież jedyna żyjąca babcia jej córki! Też nie sprawiała wrażenia męczennicy.
    • lejla81 Re: silna i niezależna 25.05.11, 10:20
      Może po prostu nie rozstali się w niezgodzie i nie żywili do siebie urazy. Ja, gdyby zaistniała taka konieczność, to chyba postąpiłabym podobnie.
    • aandzia43 Re: silna i niezależna 25.05.11, 11:55
      > Jest też silna i niezależna, stać ją na wielkoduszność. Wbrew pozorom siła i ni
      > ezależność są dokładnie odwrotnie proporcjonalne do stopnia skupienia na sobie
      > i "moim".

      Ani wprost, ani odwrotnie proporcjonalne. Nie przeginaj. Mdłe, rozmyte poczucie własnego interesu nie zbuduje siły i niezależności. Najpierw trzeba mieć coś trwałego i mocnego dla siebie, żeby dzielić sie z innymi. Przypominam również, że jak kogoś nadmiernie kręci własne dobre serduszko (czy przejawy takowego u bliźnich), to też nie jest zdrowe ;-P
      Ta pani dobrze wiedziała, co robi. Taki układ był po prostu na jej siły, jeśli dobrze funkcjonował. To nie spontanicznie i na hurrra dobre serduszko, tylko mądrość życiowa.
    • kosheen4 Re: silna i niezależna 25.05.11, 12:07
      ponieważ zachwyty już były, to ja przejdę do interesującego mnie meritum, co to znaczy że rozchorowali się - we dwójkę - na własne życzenie? jeśli można to proszę o odpowiedź, chociażby ogólną o charakterze tej choroby suspicious
      • nangaparbat3 Re: silna i niezależna 25.05.11, 18:33
        uzależnienie.
    • bez_seller Re: silna i niezależna 25.05.11, 12:10
      nangaparbat3 napisała

      > - Przecież to brat mojego syna.

      To oczywiste i normalne. Nie tylko brat mojego syna, ale nawet w jakims stopniu moj syn, bo przeciez syn mojego meza, co z tego, ze ex. smile
    • kawka74 Re: silna i niezależna 25.05.11, 18:58
      Lepiej niż Grodzieńska tego nie ujmę:
      "Jestem mądrą kobietą. Ile razy robię coś nieskończenie bezsensownego przeciw samej sobie, słyszę to sformułowanie.
      Ile razy ktoś wyzuwa mnie z moich praw, a ja godzę się na to, chwalą mnie: „Jesteś mądrą kobietą”.
      Jeszcze nigdy nie słyszałam tego określenia w przyjemnych dla mnie okolicznościach.
      Bardzo poważnie się zastanawiam, czy nie powinnam wreszcie trochę zgłupieć."

      Zamiast 'mądra' wstaw sobie 'silna i niezależna'.
      • nangaparbat3 Re: silna i niezależna 25.05.11, 19:15
        A na czym ta głupota polega?
        Że jak matka umrze, jej dziecko będzie miało brata - jedynego w tej sytuacji bliskiego krewnego?
        • kawka74 Re: silna i niezależna 25.05.11, 19:23
          > A na czym ta głupota polega?

          Proszę??

          Że jak matka umrze, jej dziecko będzie miało brata - jedynego w tej sytuacji bl
          > iskiego krewnego?

          Ooo. Modelowa bezinteresowność. Jestem wzruszona.
          • nangaparbat3 Re: silna i niezależna 25.05.11, 20:02
            A właściwie to co tak Cię wścieka?
            • kawka74 Re: silna i niezależna 25.05.11, 20:09
              Co mi robi???
        • triss_merigold6 Re: silna i niezależna 25.05.11, 19:30
          Pytanie czy wcześniej jej dziecko miało jakąkolwiek więź z owym bratem. Jeśli nie, to zaopiekowała się kompletnie obcym dzieckiem i narzuciła relacje.
          Akurat facet może nasiać dzieci mnóstwo (znam przypadek gościa, który ma obecnie piątkę z czterema różnymi kobietami) i poza elementem dna od tatusia nic tych dzieci nie łączy.
          Altruizm krewniaczy tak, ale wobec własnych genów.
          • nangaparbat3 Re: silna i niezależna 25.05.11, 20:04
            Nie wiem, czy miało więź, ale sądzę, że tak. Nie miałoby to wszystko sensu inaczej, tak jak piszesz.
            • bez_seller Re: silna i niezależna 25.05.11, 20:21
              nangaparbat3 napisała:

              > Nie wiem, czy miało więź, ale sądzę, że tak. Nie miałoby to wszystko sensu inac
              > zej, tak jak piszesz.

              A jak sie adoptuje dziecko, to tez nie ma sensu?
              • nangaparbat3 Re: silna i niezależna 25.05.11, 21:25
                Dobra uwaga. Przyszło mi też teraz do głowy, że rodząc kolejne dziecko też MY podejmujemy decyzję.
      • bez_seller Re: silna i niezależna 25.05.11, 20:19
        kawka74 napisała:

        > Lepiej niż Grodzieńska tego nie ujmęsuspicious "Jestem mądrą kobietą. Ile razy robię coś nieskończenie bezsensownego przeciw s
        > amej sobie, słyszę to sformułowanie.
        > Ile razy ktoś wyzuwa mnie z moich praw, a ja godzę się na to, chwalą mnie:

        A kto tu kogo wyzuwa z praw i dlaczego ta kobieta przygarniajac dziecko robic by miala co przeciwko sobie?
        Cos Ci sie widze cytat nie udal.
        Poszukaj innego.
        • policjawkrainieczarow Re: silna i niezależna 26.05.11, 15:53
          > Cos Ci sie widze cytat nie udal.

          Cytat jej się akurat bardzo udał.

          Pani zrobila cos, na co niekoiecznie miała ochotę, co wymaga od niej zasobów czasowych i finansowych w zamian za nic albo za czas poswięcony sobie czy własnemu dziecku. Jej wybór niby, ale podyktowany CUDZYMI potrzebami. (Pani nie powiedziała, że to zrobiła, bo lubi to dziecko czy bo tak chciała). I jest za to chwalona, podziwiana, mądra, neizależna, z klasą itd. Bo kobiety, zwłaszcza w Polsce, są chowane na matki teresy,, które własnych potrzeb miec nie powinny, a jesli juz to powinny brac pod uwagę, że na pierwszym miejscu sa potrzeby dzieci, męża, teściowej, dzieci byłego męża, dzieci nowego partnera, rodzeństwa męża, płodu, zawsze określanego per "dzidzia" itd, a jak juz one wszystkie są spełnione, to kobieta ewentualnie moze pomyslec o sobie bez strachu, ze zostanie nazwana egoistyczną suką.
          A jak w międzyczasie pada na pysk, to zazwyczaj słyszy, że przecież jest taka niesamowita siłaczka z niej i na pewno da sobie radę, bo zawsze dawała, bo przeciez mądra kobieta jest.
          • nangaparbat3 Re: silna i niezależna 28.05.11, 22:33
            Pani w niczym nie robiła wrażenia padającej na pysk - to raz.
            Pani odpowiedziała na moje pytanie - a dotyczyło ono RELACJI RODZINNYCH. Nie zdrowia, sprawności, prowadzenia się tego chłopca, ani jej emocjio względem niego.
            Proszę czytać ze zrozumieniem.
    • anorektycznazdzira Re: silna i niezależna 25.05.11, 19:39
      O, to, to: na wielkoduszność oraz looz do dziwnych życiowych zawirowań musi być osobnika STAĆ. Dokładnie.
    • estelka1 Re: silna i niezależna 25.05.11, 19:58
      Ano coś o tym wiem i ja. Pomagam trochę babci mojego ex. Bo ją lubię, bo zawsze traktowała mnie jak pełnoprawną wnuczkę, a przede wszystkim bo jest prababcią mojej córki, którą bardzo kocha i która ją bardzo kocha. Mnie nic nie ubędzie z tego powodu...
      • estelka1 Re: silna i niezależna 25.05.11, 20:02
        a tak uzupełniając temat smile Odwoziłam ostatnio babcię do szpitala. Przyjmowała ją na oddział moja koleżanka, która zaczęła dociekać o co chodzi w tym układzie, skoro my z ex-em się rozwiedli. Na co babcia (no i jak jej nie lubić smile ) wypaliła: "Przecież ze mną nikt się nie rozwodził". I to ostatnie zdanie niech wystarczy za komentarz smile
        • nangaparbat3 Re: silna i niezależna 25.05.11, 20:05
          Fajna babcia smile Pozazdrościć.
          • estelka1 Re: silna i niezależna 25.05.11, 20:18
            Fajna i mądra. A ta jej mądrość jest taka prosta i niewydumana. smile
    • mozyna Re: silna i niezależna 25.05.11, 20:08
      Bardzo trafnie okreslone!
      Trzeba byc naprawde silnym i naprawde niezaleznym, by podjac taka decyzje. Tak uwazam smile
    • aandzia43 Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 26.05.11, 09:27
      > Spojrzała na mnie jak na dziwoląga:
      > - Przecież to brat mojego syna.

      Powód, jaki podała pani jest jak dla mnie niewystarczający, by przyjąć do domu obcego mi dzieciaka, a na garba odpowiedzialność za niego. Tak przedstawiona sprawa wygląda na jakąś nieodpowiedzialna, ckliwą emocjonalną masturbację osób czerpiących niezdrową podnietę z podkładania się życiu i bliźnim pod nóż. Odpowiedź: "wzięłam dzieciaka bo moje dziecko ma z nim dobry kontakt, bo kochają się, bo ja mam z nim dobre relacje, bo wiem, że podołam wyzwaniu psychicznie, organizacyjnie i finansowo" jest według mnie OK.
      • triss_merigold6 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 26.05.11, 09:49
        Tak. Druga odpowiedź brzmiałaby znacznie lepiej, a w każdym razie świadczyłaby o zdrowiu psychicznym i stabilności emocjonalnej pani.
        Odpowiedź pierwsza świadczy o idealizacji rzeczywistości, oderwaniu od reala i nieliczeniu się z własnym dzieckiem, ktore mogło wcale nie tęsknić za codzienną obecnością przyrodniego brata.
        • bez_seller Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 26.05.11, 16:09
          triss_merigold6 napisała:

          > Tak. Druga odpowiedź brzmiałaby znacznie lepiej, a w każdym razie świadczyłaby
          > o zdrowiu psychicznym i stabilności emocjonalnej pani.

          Czy ta pani musiala tej drugiej pani wyluszczac wszystko po kolei?

          > Odpowiedź pierwsza świadczy o idealizacji rzeczywistości, oderwaniu od reala i
          > nieliczeniu się z własnym dzieckiem, ktore mogło wcale nie tęsknić za codzienną
          > obecnością przyrodniego brata.

          Znaczy, gdyby ta pani chciala miec drugie dziecko, musialaby spytac o pozwolenie pierwszego?
          • triss_merigold6 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 26.05.11, 16:17
            Nie wiem, odnoszę się do uzasadnienia podanego przez Nangę.

            Nie, rodzice zwykle nie uzgadniają z dziećmi kwestii rodzeństwa. Drobna różnica dotyczy faktu, że to nie było drugie/piąte dziecko TEJ pani tylko jej byłego męża, który na 100% nie pytał byłej żony o zgodę na prokreację z nową partnerką.
            • bez_seller Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 26.05.11, 16:31
              triss_merigold6 napisała:

              > Nie wiem, odnoszę się do uzasadnienia podanego przez Nangę.

              Ta pani nie musiala Nadze wszystkiego wyjasniac, a Ty, swojej oceny tej pani, nie musisz opierac na jednym jej zdaniu. Troche wyobrazni.

              > Nie, rodzice zwykle nie uzgadniają z dziećmi kwestii rodzeństwa.

              No wlasnie, to rodzice decyduja splodzic, adoptowac czy przysposobic.
            • nangaparbat3 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 28.05.11, 22:21
              triss_merigold6 napisała:

              > Drobna różnica
              > dotyczy faktu, że to nie było drugie/piąte dziecko TEJ pani tylko jej byłego m
              > ęża, który na 100% nie pytał byłej żony o zgodę na prokreację z nową partnerką.
              >
              A co to ma do rzeczy? Z punktu widzenia dziecka?
              Inna rzecz, że nie mam pojęcia, czy na przykład nie była to wspólna decyzja - matki i syna. Wydaje mi się to bardzo prawdopodobne, ale mogę tylko snuć fantazje, ewentualnie spytać, jesli się jeszcze kiedyś spotkamy.
          • policjawkrainieczarow Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 26.05.11, 16:23
            > Znaczy, gdyby ta pani chciala miec drugie dziecko, musialaby spytac o pozwoleni
            > e pierwszego?

            a co, powinna miec jego potrzeby i zdanie w dupie?
        • bri Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 26.05.11, 16:30
          Pierwsza odpowiedź może być pierwotną najważniejsza przyczyną, dla której bohaterka tej opowieści w ogóle się zastanawiała nad tym czy byłaby w stanie wziąć do siebie tego chłopca. Przypuszczam, że obcego dziecka w żaden sposób niespokrewnionego z jej własnym nie wzięłaby do siebie nawet, gdyby miała z nim równie dobry kontakt, wolne zasoby itd.
          • aandzia43 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 26.05.11, 18:57
            bri napisała:

            > Pierwsza odpowiedź może być pierwotną najważniejsza przyczyną, dla której bohat
            > erka tej opowieści w ogóle się zastanawiała nad tym czy byłaby w stanie wziąć d
            > o siebie tego chłopca.

            Tak. To mogła być przyczyna pierwotna, silny impuls wewnętrzny. I być może dlatego kobieta dała taką odpowiedź.
            Ale jeśli już mowa w wątku założycielskim o "sile", to siłą w tej sytuacji nazwałabym podjęcie decyzji kierując się mądrością, a nie impulsami. Mam nadzieję, że ta pani tak właśnie zrobiła.
        • nangaparbat3 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 28.05.11, 22:19
          A właściwie - uważasz, że każdy jedynak tęskni za rodzeństwem? Czy może raczej dorośli mają zwyczaj wmawiać dzieciom takie rzeczy? A pyta się kto, czy dziecko naprawdę życzy sobie rodzeństwa?
      • anorektycznazdzira Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 26.05.11, 21:24
        aandzia43 napisała:
        > > Spojrzała na mnie jak na dziwoląga:
        > > - Przecież to brat mojego syna.
        > Powód, jaki podała pani jest jak dla mnie niewystarczający, by przyjąć do domu
        > obcego mi dzieciaka, a na garba odpowiedzialność za niego. Tak przedstawiona sp
        > rawa wygląda na jakąś nieodpowiedzialna, ckliwą emocjonalną masturbację osób cz
        > erpiących niezdrową podnietę z podkładania się życiu i bliźnim pod nóż. Odpowie
        > dź: "wzięłam dzieciaka bo moje dziecko ma z nim dobry kontakt, bo kochają się,
        > bo ja mam z nim dobre relacje, bo wiem, że podołam wyzwaniu psychicznie, organi
        > zacyjnie i finansowo" jest według mnie OK.

        A nie był że to zwykły skrót myślowy, wyprodukowany przez osobę, która się nie musi mieć ochoty ze wszystkich przemyśleń i motywacji wywnętrzać?
        Przedstawiła związek rodzinny, który ja pewnie motywował do wspierania tych dobrych relacji, bo matka, która sobie takowych nie życzy ma 264544241316 sposobów, żeby do nich nie dopuszczać. Skoro one są, to jest to też wynik jej pozytywnych działań, a do tego widać miała motywacje jak wyżej. Dla mnie spójne, logiczne i mało masturbacyjne.
        • aandzia43 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 26.05.11, 22:32

          > A nie był że to zwykły skrót myślowy, wyprodukowany przez osobę, która się nie
          > musi mieć ochoty ze wszystkich przemyśleń i motywacji wywnętrzać?

          To też prawdopodobne.

          Skoro one są, to jest to też wynik jej pozytywny
          > ch działań, a do tego widać miała motywacje jak wyżej. Dla mnie spójne, logiczn
          > e i mało masturbacyjne.

          Masturbacyjne są dla mnie interpretacje np. Nangi, nie postępowanie tej pani. O samej bohaterce i skutkach jej działań niewiele wiemy. Wiemy tylko tyle, że przygarnęła dziecko eksa, i że jest ładna, wesoła i wg. Nangi silna. Czy jej rodzina w nowym składzie to nieźle funkcjonująca, dająca wszystkim zainteresowanym sporo szczęścia machina, czy jakiś toksyczny sajgon - nie wiemy.
          Wiesz, ja np. hipotetycznie, nie wykluczam takiego postępku w moim wydaniu (chociaż póki co chłop trzyma się mojej spódnicy, a poza tym na robienie dzieci jest juz ciut za stary wink). Ale... no właśnie, jest mnóstwo ale, a powód zacytowany w poście założycielskim nie jest sam w sobie żadnym powodem do tak poważnego kroku. I osoba kierująca się wyłącznie taką pobudką jest zwyczajnie nieodpowiedzialna, a nie silna. A podniecanie się nieodpowiedzialnymi postępkami jest co najmniej niemądre.
          Przykład konkretny: nie przyjęłabym do domu rodzeństwa mojego dziecka, które byłoby uszkodzone na umyśle przez matkę pijącą w ciąży, czyli konkretnie dzieciaka z FAS-em. Nieuleczalne, nierehabilitowalne (póki co) zmiany w mózgu, w wyniku których człowiek nigdy nei dorasta do stabilności i samodzielności. Nie mylić z nieuszkodzonym neurologicznie dzieciakiem sprawiającym kłopoty z tytułu ciężkiej sytuacji rodzinnej - tu sporo można odkręcić.
          • nangaparbat3 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 28.05.11, 22:30
            Co Ty wypisujesz? Budujesz jakieś fantastyczne konstrukcje z FAS - była o tym mowa? Sama się masturbujesz nadmiarem powikłań, fantazja Cie ponosi i roznosi.
            Gdyby dziecko było poważnie chore/uposledzone wiedziałabym o tym. I wiesz co? W dziwacznych krajach Zachodniej Europy zdarzają się ludzie, którzy przygarniają najzupełniej obce dzieci i z FAS, i z HIV, i ZD i z HGW.
            NIe obchodzi mnie specjalnie, czy ci ludzie kierują się impulsem czy rozumem - ważne, że adoptowane chore dzieci wychowują i nie oddają ich tak łatwo, jak u nas. Są silni i przyzwoici.
            • aandzia43 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 29.05.11, 13:22
              > NIe obchodzi mnie specjalnie, czy ci ludzie kierują się impulsem czy rozumem -
              > ważne, że adoptowane chore dzieci wychowują i nie oddają ich tak łatwo, jak u n
              > as. Są silni i przyzwoici.

              A szkoda, że nie obchodzi cię, czy ktoś używa rozumu przy podejmowaniu decyzji.Wiesz, jak ktoś tego nie robi to, sorry, ale nie jest silnym człowiekiem. Ma tylko szlachetne zapędy - tego mu oczywiście odebrać nie można. A czy jest przyzwoitym człowiekiem? W swoich szlachetnych porywach oczywiście tak. Natomiast efekty jego impulsywnych poczynań mogą być tak opłakane, że summa summarum może wcale nie wyjść na przyzwoitego człoweika. Rozum zawsze będzie w cenie. Szczególnie przy ocenianiu, czy ma się na coś siły, czy nie. Szlachetna i kierująca się impulsami to była Violetta Villas przygarniając stada bezdomnych zwierząt. Niestety była też słaba. Konsekwencje, jak pamiętamy, były smutne. Dla zwierząt szczególnie.

              W Polsce też są ludzie wychowujący cudze "uszkodzone" dzieci. I nie oddają ich tak łatwo. Jestem pełna szczerego podziwu. Nie dla ich szlachetnych impulsów - na takie mnie z moim wrażliwym serduszkiem stać jak najbardziej. Piętnaście razy na dobę. Ja padam na twarz przed ich siłą właśnie - bo tego mi brakuje. Ale mam na tyle samoświadomosci, że nie idę za impulsami i porywami serca w tak poważnych sprawach.

              Jeśli chodzi zaś o to, w jakich konfiguracjach rodzinnych ludzie żyją i jakie nietypowe decyzje odnośnie przyjmowania bliźnich pod swój dach podejmują, to scenariusze są rzeczywiście przeróżne. Nic nikomu do tego. Jeśli układ działa i wszyscy zainteresowani są szczęśliwi to znaczy, że decyzja była dobra. Że podejmując ją dobrze oceniono za i przeciw. Ale "szlachetność" sama w sobie niewiele ma tu do rzeczy. S
              • nangaparbat3 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 29.05.11, 15:15
                Po owocach poznasz - i nie ma znaczenia, czy decyzja została podjęta po niezmiernie szczegołowych przemyśleniach, czy pod wpływem emocji. I w pierwszym, i w drugim wypadku mogła chybiona - i na odwrót. Widziałam już opłakane skutki głęboko przemyślanych decyzji, i reewlacyjne skutki działań podjętych pod wpływem impulsu. Nie to decyduje, raczej jakość wykonawcy i okoliczności, w jakich podjętą decyzję realizuje. Zwłaszcza w wychowaniu posuniecia czysto rozumowe często kończą się absolutną porażką.
                Ciekawa jestem, co Cie wlasciwie w moim pierwszym poście aż tak ugryzło. Skoro w rozmowie z tą panią wyraziłam zdumienie, że wychowuje syna byłego męża i next, w odpowiedzi odniosła się do relacji rodzinnych chłopca (podobnie jak ja odniosłam się do nich w pytaniu). W prosty sposób pokazała, jak na tę samą sprawę można spojrzeć z zupełnie innego punktu widzenia. Ale to właśnie - moim zdaniem - wymaga siły i odwagi: inne spojrzenie.
                • joanna35 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 30.05.11, 10:51
                  > Ciekawa jestem, co Cie wlasciwie w moim pierwszym poście aż tak ugryzło
                  Nanga opowiem Ci coś z mojego własnego podwórka. Mam dwa psy(ze schroniska) i moja rodzina ma bardzo dużo na ten temat do powiedzenia, a już na temat prowadzenia przeze mnie domu tymczasowego i przyjmowania z tegoż schroniska pod swój dach najbardziej potrzebujących psów(chorych, brzydkich itp) dopiero mają dużo do powiedzenia. Nieważne, że nigdy żadnej z moich suk nie wyprowadzili na spacer, nie kupili karmy, nie byli z żadną na szczepieniu. Całe zainteresowanie sprowadza się do krytykowania moich wyborów, dowartościowywania moim kosztem i traktowania jak z lekkka nienormalnej. To czego się nie rozumie, a zwłaszcza do czego nie jest się zdolnym najlepiej wyśmiać, wyszydzić. Ja długo (za długo) atakowana tłumaczyłam się, wyjaśniałam. Dopóki nie zrozumiałam kilku rzeczy - przede wszystkim KOMU się tłumaczę - ludziom, którzy nie spojrzeli przez swoje 40-50 lat poza czubek swojego nosa, którzy bezinteresownie nie pomogli nikomu i niczemu, ludziom, którzy nie mają za grosz kultury i taktu, żeby swoje opinie zatrzymać dla siebi i uszanować moje prawo do życia jak chcę, a poza tym ja nie mam obowiązku tłumaczyć się komukolwiek z moich wyborów. Ludzie najwięcej mają do powiedzenia na temat spraw, których nie rozumieją, które ich przerastają i potrafią dorobić całą ideologię(która owszem wydaje się racjonalna, ale tak naprawde służy jedynie wytłumaczeniu dlaczego ja czego nie robię i dlaczego mimo to jestem lepszy od innnych). A tak na marginesie - ten wątek przypomniał mi dlaczego lubię triss, kawkę i im podobne forumki - właśnie dlatego, ze stać je na napisanie, ze czegoś nie zrobią nigdy w życiu bez tłumaczenia dlaczego.
                  • aandzia43 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 30.05.11, 11:48
                    Ojejku, Joanno, czy muszę udowadniać, że nie jestem wielbłądem i chwalić się, ile dobra uczyniłam ci ja bezinteresownie przez kilkadziesiąt lat swojego życia? ;-P Chociażby dla bezdomnych zwierzątek. Kosztem czasu, kasy i nerwów. Weź ty poczytaj dokładnie moje posty w tym wątku i nie wypisuj głupot.

                    A tak na marginesie - ten wątek przypomniał mi dlaczego l
                    > ubię triss, kawkę i im podobne forumki - właśnie dlatego, ze stać je na napisan
                    > ie, ze czegoś nie zrobią nigdy w życiu bez tłumaczenia dlaczego.

                    Śmiem twierdzić, że rzeczonym paniom nie chce się już tłumaczyć pewnych rzeczy. Poza tym nigdzie nie napisały, że nigdy w życiu nie stać je na będzie będące przedmiotem dyskusji poczynania. Ja zaś wyraźnie napisałam, że nie wykluczam wielu przedziwnych w punktu widzenia standardu posunięć. Wiele takich mam zresztą już "na sumieniu" wink
                    • joanna35 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 30.05.11, 14:54
                      Uderz w stu a nożyce się odezwą? aandzia mnie to naprawdę dynda czy jesteś w stanie zachować się jak bohaterka wątku czy nie, co więcej wcale nie uważam, że wszyscy muszą hurtem ludożerców rozgrzeszać, tylko bardzo łatwo krytykujesz i oceniasz pobudki jakimi kierowała się osoba, której nie znasz.
                      • aandzia43 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 30.05.11, 16:17
                        Joanna, nie zrozumiałaś. Nie krytykuję imiennie bohaterki wątku Nangi, bo właściwie nic o niej i jej sytuacji nie wiem. Krytykuję beztroskie i automatyczne utożsamianie emocjonalnych porywów z czynieniem dobra.
                        • nangaparbat3 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 30.05.11, 17:28
                          aandzia43 napisała:

                          > Krytykuję beztroskie i automatyczne ut
                          > ożsamianie emocjonalnych porywów z czynieniem dobra.
                          >
                          Ale przecież "emocjonalne porywy" Ty sobie dopisalaś. W moim poście ich nie ma - Ty je zobaczyłaś. I to jest niezmiernie interesujące.
                          • aandzia43 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 30.05.11, 18:41
                            >
                            > Ale przecież "emocjonalne porywy" Ty sobie dopisalaś. W moim poście ich nie ma
                            > - Ty je zobaczyłaś. I to jest niezmiernie interesujące.

                            Moje emocjonalne porywy serca nie są jedyną przyczyną moich decyzji. Mam nawet obyczaj nie rozczulać się nad sobą i swoimi bólami egzystencjalnymi i współczuciem dla świata. Podkreślam: nie rozczulam się nad swoim współczuciem dla świata, nad światem rozczulam się zaś w cichości ducha. Jeśli rozczulanei zaś przekłada się do działania, to nie samo tylko rozczulanie jest podstawą decyzji.
                            W związku z powyższym nie kręcą mnie emocjonalne porywy innych same w sobie. Mam ich pod dostatkiem i kupa ludzi poza mną też - powszechny towar. W twoich postach natomiast jest zachłyst jeden wielki nad szlachetnym porywem samym w sobie. "No przecież to brat mojego syna!" Nie nad tym, że babka radzi sobie z tą sytuacją, że jej dzieci (rodzone i przybrane) są szczęśliwe. To są jakieś domysły ledwie wspomniane. Liczy się jednorazowa, szlachetna akcja.
                            • nangaparbat3 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 30.05.11, 18:59
                              >>"No przecież to brat mojego syna!" Nie nad tym, że babka radzi sobie z tą sytuacją, że jej dzieci (rodzone i przybrane) są szczęśliwe. To są jakieś domysły ledwie wspomniane. Liczy się jednorazowa, szlachetna akcja.


                              Naprawdę tak trudno pojąć? Że nie chodzi o "szlachetne porywy", ale o zdolność zobaczeniea tego samego z zupełnie innej strony? Nie: "syn mężczyzny, który mnie skrzywdził i kobiety, ktora mi go zabrala" tylko "brat mojego syna"?

                              Mnie zachwyca niezależność spojrzenia. Z żadną jednorazową akcją nie ma to akurat nic wspólnego.
                              • aandzia43 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 30.05.11, 19:10
                                > Naprawdę tak trudno pojąć? Że nie chodzi o "szlachetne porywy", ale o zdolność
                                > zobaczeniea tego samego z zupełnie innej strony? Nie: "syn mężczyzny, który mni
                                > e skrzywdził i kobiety, ktora mi go zabrala" tylko "brat mojego syna"?
                                >
                                > Mnie zachwyca niezależność spojrzenia. Z żadną jednorazową akcją nie ma to aku
                                > rat nic wspólnego.

                                Aaa, jeśli o to chodzi, to tak, dzieciak, to dizieciak, neizależnie, kto go zrobił, a jeśli jeszcze dodatkowo łączą go więzy krwi z moim jedynakiem, to warto pomyśleć o zacieśnieniu kontaktów. Zdolna jestem bez problemu do takiego spojrzenia. Tylko nadal nie sądzę, by takie spojrzenie było wystarczającą podstawą do podejmowania decyzji o zmianie struktury swojej rodziny i tym samym zmianie przyszłości swojego dziecka. Czasem są braciszkowie z piekła rodem, rodzeństwo samo w sobie nie jest jakąś nadzwyczajną wartością. Ale jeśli rodzeństwo jest OK wyjściowo (żadnych większych zaburzeń osobowości), jeśli uda się stworzyć prawidłowe, nietoksyczne układy między wszystkim członkami rodziny, jeśli podoła się wychowawczo - to tylko pozazdrościć.
                                • nangaparbat3 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 30.05.11, 21:06
                                  A czy ja piszę, że to spojrzenie jest wystarczające, by przygarnąć dziecko?
                                  Ale jest konieczne. W znaczeniu "warunku koniecznego".
                        • anorektycznazdzira Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 30.05.11, 19:08
                          > Krytykuję beztroskie i automatyczne utożsamianie emocjonalnych porywów z czynieniem dobra.

                          Dlaczego uznałaś, że to poryw emocjonalny? Dla niektórych osób (i na przykład ja jestem taką osobą) uzasadnienie decyzji typu "to jest brat mojego syna" jest antytezą emocjonalnego porywu. Jest to dla mnie FAKT, pociągający za sobą logiczne następstwa i spokojnie mogący leżeć u podstaw takiej czy innej decyzji. Gdzie tu emocje? Dla mnie to kalkulacja. Nawiasem mówiąc taka sama, jak osobiście mam w zwyczaju, stając przez trudnymi wyborami, przeprowadzać.
                          Emocjonalne, to by było "z wyglądu podobny do nexi", "źle mi się kojarzy" lub też "zawsze chciałam mieć drugie dziecko" i "na pewno stworzymy cudowną rodzinę a on mi będzie dozgonnie wdzięczny".
                          Nie wystąpiły (wg. relacji jaką mamy) takie elementy, wystąpiła kalkulacja w oparciu o fakt, który kalkulująca uznała za istotny.
                          • aandzia43 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 30.05.11, 19:19
                            No nie, są emocjonalne porywy różnej maści i na różnym poziomie. Rozczulenie faktem, że oto nasz jedynak ma braciszka to jest poryw.

                            > Nie wystąpiły (wg. relacji jaką mamy) takie elementy, wystąpiła kalkulacja w op
                            > arciu o fakt, który kalkulująca uznała za istotny

                            Ja też mam nadzieję, że tak właśnie wyglądał przebieg akcji. Też mam nadzieję, że jednak miała miejsce ta brzydka, niska kalkulacja wink Że bohaterka wiedziała, co robi, i że jej odpowiedź to tylko skrót myślowy, który tak podekscytował Nangę. Bo to ona utożsamia czynienie dobra z poddawaniem się porywom serduszka.
                            • nangaparbat3 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 30.05.11, 20:42
                              Widzę że masz jakiś bardzo jasny pogląd na mój temat. Niestety ja na Twój już też - że boisz się emocji i uważasz je za z gruntu niebezpieczne. Że nie odróżniasz ich od taniego sentymentalizmu.
                              • kawka74 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 30.05.11, 20:57
                                W podejmowaniu długofalowych decyzji, których konsekwencje w dodatku dotyczą wielu osób, emocje powinny być na drugim albo i dalszym miejscu.
                                Tak, ze ślubem włącznie.
                              • aandzia43 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 31.05.11, 01:34
                                nangaparbat3 napisała:

                                > Widzę że masz jakiś bardzo jasny pogląd na mój temat. Niestety ja na Twój już t
                                > eż - że boisz się emocji i uważasz je za z gruntu niebezpieczne. Że nie odróżni
                                > asz ich od taniego sentymentalizmu.

                                Nie uważam emocji za za gruntu niebezpieczne, mam za to wdrukowaną niechęć do osób kierujących się wyłącznie emocjami. To oni są niebezpieczni.
                                Co do taniego sentymentalizmu zaś... no cóż, "poznacie ich po owocach". Trzeba by dokonać rzetelnej oceny mojego życia rodzinnego chociażby (bo w tym obszarze najlepiej wychodzą interesujące nas zagadnienia), żeby móc ocenić, jakie są te owoce mojej emocjonalności, według ciebie ubogiej i zwichrowanej. Jeśli są nierobaczywe, to znaczy że nie jest ze mną tak źle wink Ale nie mnie to oceniać. Ja tam szczególnej ruiny w rzeczonym temacie nei widzę, no ale zawsze może mi się tylko wydawać ;-P
                • aandzia43 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 30.05.11, 11:40
                  nangaparbat3 napisała:

                  > Po owocach poznasz - i nie ma znaczenia, czy decyzja została podjęta po niezmie
                  > rnie szczegołowych przemyśleniach, czy pod wpływem emocji. I w pierwszym, i w d
                  > rugim wypadku mogła chybiona - i na odwrót.

                  Słuszna uwaga: po owocach poznasz. Właśnie o to mi chodziło. Tylko chyba czym innym nazywamy owoce. Dla mnie owoce to efekty w postaci dobra, które wynika dla wszysktich uczestników układu. To harmonia i względne szczęście ludzi, którzy biorą udział w nowym kształcie życia rodzinnego. Nie wygoda li tylko i łatwizna. Harmonia, wzrastanie i dobrostan emanujący z układu. Dla ciebie chyba owoc to spontaniczny akt miłosierdzia, który sam w sobie pięknym jest, ale prowadzić może w konsekwencji do bardzo różnych zakończeń.

                  Widziałam już opłakane skutki głę
                  > boko przemyślanych decyzji, i reewlacyjne skutki działań podjętych pod wpływem
                  > impulsu. Nie to decyduje, raczej jakość wykonawcy i okoliczności, w jakich podj
                  > ętą decyzję realizuje. Zwłaszcza w wychowaniu posuniecia czysto rozumowe często
                  > kończą się absolutną porażką.

                  Też widziałam. Tylko widzisz, są ludzie, którzy podejmując decyzję w ułamek sekundy trafiają w sedno. Dlaczego? Bo mają nieźle ułożone w głowie. Między innymi dzięki rozumowi. Kilka najlepszych decyzji w życiu podjęłam w jedną chwilę, ale tylko dlatego, że w danej dziedzinie nie miałam galimatiasu w mózgu i przerostu wyobrażeń nad realem.

                  > Ciekawa jestem, co Cie wlasciwie w moim pierwszym poście aż tak ugryzło.

                  Ugryzło smile mnie to, co powyżej. Automatyczne utożsamianie dobrych uczynków z uczynkami pod wpływem szlachetnych wyobrażeń na swój temat bez solidnego zaplecza w postaci rzeczowego oglądu sytuacji.
                  A jeśli chodzi o "inne spojrzenie", to cała jestem "innym spojrzeniem". Outseider to moje drugie imię wink I z pozycji osoby często podejmującej decyzje przedziwne i niepopularne mogę ci powiedzieć, że inne spojrzenie nie wymaga żadnej siły i odwagi. Dany egzemplarz tak ma i już. Żaden wyczyn. Można sobie oczywiście przed samą sobą dodawać ważności i szlachetnosci. No można, ale to ciut niedojrzałe i ma krótkei nogi. Siły i odwagi wymaga natomiast podejmowanie takich na miarę swoich i otocznia możliwości. Pogodzenie impulsów z rozwagą. Bo w tym drugim trochę gorzej u ludzi o określonej naturze ;-P
                  • nangaparbat3 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 30.05.11, 17:34
                    Wiesz co? Nie widzę żadnego związku tego co piszesz z opowiedzianą przeze mnie sytuacją.
                    Mam wrażenie, że dyskutujesz z jakimiś wytworami Twojej wyobraźni, które, gdybyśmy były teraz w realu, widzialabys za moim ramieniem.
                    Strasznie coś racjonalizujesz, ale to nie moja sprawa.
                    • aandzia43 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 30.05.11, 18:14
                      Bardzo, bardzo nie chcesz czegoś zrozumieć, ale to nie moja sprawa.
                    • kawka74 Re: Przestańcie się zachłystywać, bo aż mdli 30.05.11, 19:05
                      Ależ związek jest - trudno go nie zauważyć.
    • dulcymea11 Takze znam podobna sytuacje 28.05.11, 22:43
      Rodzice znajomego sie rozwiedli - bardzo kulturalnie (po rozwodzie poszli na kawe). Kazde z nich znalazlo nowego partnera zyciowego ale np. spotykali sie razem na Swieta z uwagi na kontakt z dziecmi i wnukami.
      Partnerka ojca znajomego zachorowala na raka i zmarla. Niedlugo potem ojciec dostal wylewu i mial czesciowy paraliz (wymagal opieki).
      Zatem byla zona z partnerem przyjeli pod dach tego jej bylego meza (nie mial nikogo). Dostal osobny pokoj, prala mu i gotowala. Byl tam dosc dlugo - jakos ze 2 lata. Teraz juz moze samodzielnie sie poruszac, wiec sie wyprowadzil ale jak potrzeba to go zawoza na badania czy na wizyte do wnukow.

      To jest dla mnie madrosc najwyzszych lotow u tych ludzi. Okazali sobie szacunek i nic nie bylo na pokaz. Uklad jest normalny po dzis dzien.

      Mozliwe, ze i autorka spotkala sie z taka zyciowa madroscia pewnej pani. Chcialabym aby bylo mnie stac na cos takiego i to w stopniu, w ktorym jest to dla mnie naturalne a nie wbrew sobie bo 'wypada' (ale gdzies w dolku by mnie to meczylo).
      Niesamowite ile zdrowia mozna sobie zaoszczedzic przez zdrowy uklad i rozsadek.
      • policjawkrainieczarow Re: Takze znam podobna sytuacje 29.05.11, 15:39
        dulcymea11 napisała:

        > Rodzice znajomego sie rozwiedli
        (...)
        > Zatem byla zona z partnerem przyjeli pod dach tego jej bylego meza (nie mial ni
        > kogo).

        Miał znajomego, syna znaczy...

        > To jest dla mnie madrosc najwyzszych lotow u tych ludzi.

        to jest dobry uczynek, szlachetny i w ogole, ale co on ma wspolnego z madroscia? nie ta kategoria zupelnie.
        • myelegans Re: Takze znam podobna sytuacje 29.05.11, 19:05
          Tesciowie sa po rozwodzie. Tesc ozenil sie po raz drugi (dzieci z obecna nie ma), tesciowa nie wyszla po raz drugi za maz. Obie panie znaly sie przed tym, jak tesciu zaczal randkowac z obecna (byl juz po rozwodzie).
          Wszystkie swieta spedzamy razem z tesciem, jego zona, tesciowa. We trojke przyjezdzaja do nas jednym samochodem i goscimy ich przez kilka dni. Tesciowa czesto pomaga eksowi w pracach ogrodowych, bo zona tescia tego nie lubi. Panie robia sobie prezenty urodzinowe i bozonardzeniowe. Z eksem jezdza na wycieczki rowerowe i biegowki, bo obecna na rowerze nie jezdzi. Jak tesc po ciezkiej operacji byl na OIOMIE przez 2 tygodnie, to na zmiane przy nim czuwaly.
          Wszystko to w duzej mierze robota mojej tesciowej, ktora po rozwodzie zalozyla, ze amunicji z dzieci nie zrobi i nie zrobila.
          Naturalne jest dla nas, ze zona tescia (mlodsza o 14 lat od meza) zajmiemy sie w razie potrzeby tak samo, jak zajelibysmy sie rodzicami.
          Ot taka rodzina.....
          • dulcymea11 Re: Takze znam podobna sytuacje 29.05.11, 22:24
            Jak widac zdrowy uklad i same korzysci...
        • dulcymea11 Re: Takze znam podobna sytuacje 29.05.11, 22:22
          policjawkrainieczarow napisała:
          > to jest dobry uczynek, szlachetny i w ogole, ale co on ma wspolnego z madroscia
          > ? nie ta kategoria zupelnie.

          uczynek to bylaby incydentalna sytuacja, szlachetny to ktos wspanialomyslny a to stawia cie 'ponad'. Ci ludzie po prostu przyjeli to w naturalny sposob - NIE na zasadzie: tak trzeba i w imie wyzszej koniecznosci tylko zwyczajnie. Nikt w tym ukladzie niczego nie oczekiwal od drugiego, nikt nie musi splacac zadnych dlugow wdziecznosci, nikt nie chelpi sie tym, ze tak potrafi.
          To wedlug mnie jest madrosc zyciowa, ktorej ze swieczka szukac. Masz oczywiscie prawo sadzic inaczej.
          • myelegans Re: Takze znam podobna sytuacje 29.05.11, 22:38
            dulcymea11 napisała:
            > To wedlug mnie jest madrosc zyciowa, ktorej ze swieczka szukac. Masz oczywiscie
            > prawo sadzic inaczej.

            Sie podpisze. Nie sadze, zeby pani traktowala sprawe na pokaz pt. patrzcie wszyscy jaka ja jestem wielka i jak sie poswiecam. Pewnie gdyby jej wytknac, by sie zdziwila.

            Ja na prawde podziwiam ludzi, ktorzy sa ponad wlasnym ego.
            • policjawkrainieczarow Re: Takze znam podobna sytuacje 29.05.11, 22:44
              > Sie podpisze. Nie sadze, zeby pani traktowala sprawe na pokaz pt. patrzcie wszy
              > scy jaka ja jestem wielka i jak sie poswiecam. Pewnie gdyby jej wytknac, by sie
              > zdziwila.

              nadal nie widzę związku z mądrością, chyba, że chodzi o tą "kobiecą mądrość" z cytatu Grodzieńskiej.
              Zeby nie było: to nie jest też nic głupiego. To po prostu inna para kaloszy.
            • aandzia43 Re: Takze znam podobna sytuacje 30.05.11, 19:00
              >
              > Ja na prawde podziwiam ludzi, ktorzy sa ponad wlasnym ego.

              Ja też. A, abstrahując od bohaterki postu załozycielskiego, bo nei wiem, jak tam z nią było naprawdę, głęboko wbudowane poświętnicto, to też narcyzm. Niby się nie obnosimy ze swoją szlachetnością, niby sami nie zauważamy, jacy jesteśmy dobrzy dla różnych biedactw, ale tak naprawdę pasiemy się tymi myślami. A wszsytko przy braku kontaktu z samym sobą i przy braku rzeczywistego kontaktu z najbliższym otoczeniem. Taki narcyzm bez szerokiej publiki wink Inaczej: grzech pychy można popełnić modląc się nieustannie, wlepiając wzrok w święte obrazki i nie widząc rzeczywistości, jej problemów i tego, że coś ważnego zaniedbujemy dążąc do tej świętości. Dwa ujęcia tego samego problemu: psychologiczny i religijny.
              Tak więc podziwiam ludzi, którzy są ponad własnym ego, również wtedy, keidy to ego każe im uprawiać czyny szlachetne bez porozumienia z resztą organizmu wink
          • policjawkrainieczarow Re: Takze znam podobna sytuacje 29.05.11, 22:47
            Ci ludzie po prostu przyjeli to w naturalny sposob - NIE
            > na zasadzie: tak trzeba i w imie wyzszej koniecznosci tylko zwyczajnie. Nikt w
            > tym ukladzie niczego nie oczekiwal od drugiego, nikt nie musi splacac zadnych d
            > lugow wdziecznosci, nikt nie chelpi sie tym, ze tak potrafi.

            nadal mnie jednak intryguje, jakim cudem pan NIKOGO nie mial, skoro mial "dzieci i wnuki" (czyli mial przynajmniej 1 dorosle dziecko).
            • myelegans Re: Takze znam podobna sytuacje 29.05.11, 23:04
              > nadal mnie jednak intryguje, jakim cudem pan NIKOGO nie mial, skoro mial "dziec
              > i i wnuki" (czyli mial przynajmniej 1 dorosle dziecko).

              widocznie nikt w okolicy sie nie poczuwal. Malo to przypadkow, kiedy dorosle dzieci w d... maja starzejacych sie i schorowanych rodzicow w potrzebie?

              Jest powiedzenie "matka potrafi zadbac i o 20 dzieci, a 20 dzieci jest czasami za za malo zeby zadbac o matke"
              • policjawkrainieczarow Re: Takze znam podobna sytuacje 30.05.11, 00:20
                > widocznie nikt w okolicy sie nie poczuwal. Malo to przypadkow, kiedy dorosle dz
                > ieci w d... maja starzejacych sie i schorowanych rodzicow w potrzebie?

                niemalo. Jak rozumiem, wg. logiki tego wontala, takie dorosle dzieci nie sa wystarczajaco NIEZALEZNE.
                • nangaparbat3 Re: Takze znam podobna sytuacje 30.05.11, 17:37
                  Bardzo słuszny wniosek. Dodam tylko, że są też słabe - opiekowanie się starymi rodzicami wymaga czasem wręcz heroicznej siły.
                  • policjawkrainieczarow Re: Takze znam podobna sytuacje 30.05.11, 17:46
                    nangaparbat3 napisała:

                    > Bardzo słuszny wniosek. Dodam tylko, że są też słabe - opiekowanie się starymi
                    > rodzicami wymaga czasem wręcz heroicznej siły.

                    wymaga też sily czysto fizycznej nierzadko, a te nie kazdy ma.
                    Co do niezaleznosci - ja nie bardzo kumam o jaka niezaleznosc ci chodzi, bo owszem, z cala pewnoscia jest potrzebna niezaleznosc typu "mozliwosc decydowania o sprawach lokalowych" czy "brak zobowiazan wykluczajacych taka opieke", no tylko, ze to jest akurat sytuacja zyciowa ktora nie jest cecha osobnicza. No bo niezaleznosc OD CZEGO masz na mysli? Rownie dobrze moglabys zatytulowac ten wont "wystarczajaco bogata", bo srodki finansowe tez sa na to potrzebne.
                    • nangaparbat3 Re: Takze znam podobna sytuacje 30.05.11, 18:21
                      smile
                      No bo niezaleznosc OD CZEGO masz na mysli?

                      Niezależność od urazy, resentymentow, poczucia krzywdy, ale też od schematow i wzorow zachowań.
                      I w ogóle wydaje mi się, że chodzi mi raczej o niezależność DO - do postępowania zgodnie z własną hierarchią wartości, bo chyba o nią tu głównie chodzi.
                      • policjawkrainieczarow Re: Takze znam podobna sytuacje 30.05.11, 18:38
                        > Niezależność od urazy, resentymentow, poczucia krzywdy, ale też od schematow i
                        > wzorow zachowań.

                        a ta pani miala uraze i poczucie krzywdy, wobec ktorych moglaby byc niezalezna?
                        • nangaparbat3 Re: Takze znam podobna sytuacje 30.05.11, 20:52
                          > a ta pani miala uraze i poczucie krzywdy, wobec ktorych moglaby byc niezalezna?

                          Nie, nie miała, ale zdaniem wielu POWINNA je mieć. Była od nich nie tyle niezależna, co wolna - a niezależna właśnie od schematów i wzorców (i dzięki temu wolna od poczucia krzywdy). W każdym razie takie robiła wrażenie.
            • dulcymea11 Re: Takze znam podobna sytuacje 30.05.11, 07:31
              policjawkrainieczarow napisała:
              > nadal mnie jednak intryguje, jakim cudem pan NIKOGO nie mial, skoro mial "dziec
              > i i wnuki" (czyli mial przynajmniej 1 dorosle dziecko).

              Nikogo, kto by go zechcial przyjac pod dach. Dwoje doroslych dzieci - corka lekko egoistyczna i mocno zapracowana (jej dzieci od urodzenia z opiekunka) no i syn, nie egoista ale warunki lokalowe raczej slabe i tez zapracowany na tyle, ze nie moglby zajac sie tata a jak pisalam pana na poczatku stan zdrowia wymagal przyniesienia picia do lozka i podpierania go w drodze do toalety. Dzieci czasem zabieraly tate na wozku na spacer... raczej z koniecznosci.
    • joankb Re: silna i niezależna 29.05.11, 22:57
      Zdarza się. Nie wiem tyko czemu to miałoby być akurat miernikiem siły i niezależności.
      Równie silna i niezależna byłaby dla mnie kobieta, która po rozważeniu swoich możliwości powiedziałaby "nie, nie stać mnie na to", nie dając się wciągnać w poczucie winy, No bo jak to tak - sieroty społecznej nie przygarnąć?
      • hellulah Re: silna i niezależna 30.05.11, 15:23
        No przyglądałam się temu wątkowi i tak przyczaiłam, aby coś skrobnąć, a teraz nie muszę - zgadzam się, tak po całości, z wypowiedzią powyżej.
      • aandzia43 Re: silna i niezależna 30.05.11, 16:18
        Dziękuję, że podsumowałaś to, co ja staram się wytłumaczyć w dziesięciu postach smile
      • nangaparbat3 Re: silna i niezależna 30.05.11, 17:44
        Zauważ jednak, że nikt nie oczekuje od porzuconej żony przyjęcia pod swoj dach dziecka kobiety, która ją u boku byłego męża zastąpiła. Ja przynajmniej o czymś podobnym nie slyszałam. Na odwrót, jako szczęśliwe małżonki ematki mogą o tym nie wiedzieć, kiedy kobieta zostaje "porzucona", zwłaszcza z dzieckiem, jej rodzina i najbliżsi przyjaciele bardzo często silnie angażują się w nastawianie jej przeciw byłemu męzowi. W tej sytuacji przeciętna matka brata syna z drugiego związku nie ma żadnego powodu rozważać przygarnięcie dziecka, a nieprzygarnięcie go nie świadczy absolutnie o niczym.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka