nangaparbat3
25.05.11, 08:56
przy okazji wątku o intercyzie i innego, o więzach rodzinnych, przypomniała mi sie historia pewnej pani. Rozwiodła się z mężem, została sama z synem. Mąż związał się z inną panią, też mieli syna. Potem on i jego nowa żona poważnie się rozchorowali, trochę na własne zyczenie, wylądowali w domu opieki czy czyms podobnym. Ich syn zamieszkał u mojej znajomej. Opowiadała o tym na jakimś towarzyskim spotkaniu, na którym ją po raz pierwszy spotkałam. Nie mogłam zrozumieć sytuacji, spytałam:
- Zaraz, to ich syn mieszka u ciebie?
Spojrzała na mnie jak na dziwoląga:
- Przecież to brat mojego syna.
Żeby nie było: ta pani jest zachwycającą kobietą, i ładną, i mającą w sobie "to coś", nie jest ani męczennicą, ani nie ma skłonności do poświęcania się, cieszy się życiem w pełni i jak najbardziej dosłownie.
Jest też silna i niezależna, stać ją na wielkoduszność. Wbrew pozorom siła i niezależność są dokładnie odwrotnie proporcjonalne do stopnia skupienia na sobie i "moim".