mad98
29.11.11, 07:26
Psychicznie. jestem w trakcie terapii - nerwica. Myślałam, że jak już się zdecydowałam, będzie lepiej. Ostatnio jednak przyszedł kryzys. Cierpi na tym moja rodzina, a chyba najbardziej starsza córeczka - 4 latka. Młodszą - 10 miesięcy jeszcze przytulam, całuję, mam do niej cierpliwość. Starsza mnie często denerwuje. A jest dobrym dzieckiem. Tylko czasem impulsywnym, charakternym. Ale z drugiej strony ciepła, wrażliwa. A mnie drażni ta zmienność. Ja sama siebie drażnię. Nie umiem okazywać uczuć, jestem chłodna, zamknięta, wycofana. Już wiem, że część z tych cech wyniosłam z domu. Mój mąż - przeciwieństwo mnie. Ze wspaniałym podejściem do dzieci. ja nie umiem z m i e n i ć tego swojego zachowania. Chciałabym, aby wszystko było na tip top, gonię, zabiega, dbam, aby dzieciom niczego nie brakowało. Ale np. jak przyjdzie wieczór, usiądę i słyszę sto pytań i życzeń małej, wpadam w złość. Wczoraj nawrzeszczałam na nią. Mam straszne wyrzuty sumienia. Widzę, że ona staje się nerwowa, płaczliwa - przy mnie.
Trzymam się tej terapii jak ostatniej deski ratunku. Ale może powinnam brać jakieś leki? Dzis mam spotkanie z panią psycholog. Nie wiem co robić ze sobą.