slonko1335
20.12.11, 09:12
Tak nie mam innych problemów i idzie o groszowe sprawy w zasadzie ale szlag mnie wczoraj trafił.
Córka chodzi na zajęcia do szkoły baletowej(zaczęła w tym roku). Co pół roku dziewczynki mają występ świąteczny/na zakończenie roku na scenie w operze-bo zespół jest przez fundację opery prowadzony. Ja muszę zapłacić za strój na taki występ, przyprowadzać dziecko na próby. Żeby wejść na widownię i zobaczyć swoje dziecko muszę kupić bilet-cegiełkę na dalszą rozbudowę opery(15 zł), oczywiście potem mogę też zakupić nagranie z występu. Z uwagi na dużą ilość grup i ograniczoną ilość miejsc na widowni takich biletów przysługują 3 sztuki na dziecko. No i wczoraj ten wielki dzień, dzieciaki przejęte, wszystko z wielką pompą, stroje przepiękne, układy dopracowane, goście odświętnie ubrani, kwiaty dla balerinek, na finał zamówiony Mikołaj z prezentami.
Na koncert przyszliśmy my rodzice z naszym trzylatkiem i córka zaprosiła dodatkowo babcię z kuzynką. Zakupiłam 4 bilety bo z jednego zrezygnowała koleżanka mi go odstępując-dla trzylatka na kolanach nie musiałam mieć dodatkowego biletu. Po przebraniu córki pędzę z garderoby na widownię i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu 3 z naszych 4 miejsc są zajęte, porównujemy bilety i okazuje się, że mamy identyczne, ten sam rząd i te same miejsca na 3 sztuki. Koncert sie zaczyna ja latam i szukam kierowniczki widowni, ta wskazuje nam jakieś wolne miejsca i każe tam usiać, siadamy ale po chwili przychodzą szczęśliwcy posiadający bilety na te miejsca, no chcąc nie chcąc musimy im ustąpić, w końcu to nie ich wina, że mamy podwójne bilety-widownia zapełniona. W rezultacie my siedzimy na schodach a babcia siedzi na normalnym miejscu cały koncert trzymając na kolanach siedmiolatkę, która miała wykupione miejsce i co jakiś czas naszego trzylatka, za którym generalnie trzeba było biegać bo ciężko go było w miejscu na tych schodach utrzymać, no i niewiele stamtąd widział..
Wściekłam się niemiłosiernie, dzisiaj zajęcia z baletu i stwierdziłam, że zażądam zwrotu za 3 bilety. Mąż stwierdził żebym dała sobie spokój, bo święta, bo cegiełki, bo było naprawdę super i córka zachwycona, no wszystko rozumiem ale według mnie to po prostu przegięcie...
Olałybyście? bo ja się cały czas gotuję jak pomyślę.....