Dodaj do ulubionych

kłamstewko...

19.07.05, 10:12
P zaczal powtarzac informacje " tata mi mówił, ze lubi moją mamę".....nie
zdziwiłam się, ze tak powiedział małemu- no bo przecież nie mógł robić mu
przykrości....okazalo sie jednak- że tak małemu nie mówił....


i...


i pomyślałam- jak mały musi tęsknić za tym- by miec rodziców razem....
Obserwuj wątek
    • poxywka Re: kłamstewko... 19.07.05, 11:01
      mysle, ze dzieci maja wlasne interpretacje powodow rozstan; moze probuja
      wartosciowac ? tata nie jest z mama bo jej nie lubi, bo jest gorsza ? moze P
      instynktownie broni obrazu matki? a moze broni go sam przed soba ? wyobrazam
      sobie, ze Wy nie pozwalacie sobie na krytyke exi przy dziecku, ale co sie w
      tych malych glowkach rodzi i z czego chyba czesto ciezko przewidziec;
      ja chcialabym, zeby moj synek wiedzial, ze szanuje jego ojca i z wzajemnoscia;
      to samo dotyczy naszych partnerow; ale czy to sie na codzien uda ? nasze
      rozmowy w domu raczej rzadko zahaczaja o exa a i jak sadze z drugiej strony
      jest podobnie; staram sie jedynie, zeby byl to naturalny temat w domu - w miare
      przynajmniej smile

      moze zwykla rozmowa P z tata, ze mama jest w porzadku wystarczy by go uspokoic?
      pozdrawiam
      poxywka
    • ludwinia Re: kłamstewko... 19.07.05, 12:37
      U mnie zarzylo sie cos bardziej strasznego ze strony pasierba: uderzyl mnie
      piescia w brzuch sad

      Jestem juz po wszystkich koniecznych badaniach. Na szczescie dzidzi nic sie nie
      stalo. Na razie postanowilismy nie spotykac mnie z malym (ma juz 9 lat), dopoki
      sytuacja sie nie wyjasni (potrzebna jest tez pomoc psychologa).

      Uleglam namowa meza i wzielismy malego na tydzien wakacji z nami i meza
      rodzicami. Wszyscy zgodnie stwierdzili, ze taki tydzien bardziej oswoi malego z
      mysla o braciszku niz spotkania z nami po pare godzin.
      Wszystko bylo OK, bawilismy sie wszyscy swietnie. Maly jadl nadal pyszne moje
      zupki. Chociaz jak teraz przeanalizuje pewne pytania malego do mnie to chyba
      cos juz wczesniej zlego zrodzilo sie w jego glowce.

      Wszyscy (czyli ci co to widzieli: dziadkowie, M) twierdza ze to dziecko i nie
      wie co zrobil.
      Mam mieszane uczucia co do malego i moich spotkan teraz z nim. Jak mysle o
      przyszlosci to jak na teraz wydaje mi sie ze nie bede mogla mu zaufac. Czy
      ktoras z Was miala podobna sytuacje? I jak to sie zakonczylo?
      • m-m-m Re: kłamstewko... 19.07.05, 12:51
        U mnie zarzylo sie cos bardziej strasznego ze strony pasierba: uderzyl mnie
        piescia w brzuch sad

        Jestem juz po wszystkich koniecznych badaniach. Na szczescie dzidzi nic sie nie
        stalo. Na razie postanowilismy nie spotykac mnie z malym (ma juz 9 lat), dopoki
        sytuacja sie nie wyjasni (potrzebna jest tez pomoc psychologa).


        On widać nie chce mieć rodzeństwa. Przyrodniego, czy jakiegokolwiek innego.
        Odbiera to jako zagrożenie.
        To detronizacja jedynaka. Do tego dziecko nie będzie od jego mamy, a on by
        chciał by rodzice byli razem, a nie tatuś z jakąś panią.

        Tak. Psycholog na gwałt potrzebny.
      • done2 Re: kłamstewko... 19.07.05, 13:18
        I ani mi się waż spuścić z oka tego "małego" jak już Twoje dziecko przyjdzie na
        świat. W dzisiejszych czasach dzieci (nawet te 9-cio letnie) są okrutne - o
        nieszczęście nietrudno.


        Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta


      • balladynka Re: kłamstewko... 19.07.05, 13:36
        ludwinia napisała:

        > U mnie zarzylo sie cos bardziej strasznego ze strony pasierba: uderzyl mnie
        > piescia w brzuch sad

        > Wszyscy (czyli ci co to widzieli: dziadkowie, M) twierdza ze to dziecko i nie
        > wie co zrobil.

        Jasne, biedny, mały, wrażliwy żuczek. A może Ci Ludwiniu po prostu mucha na
        brzuchu siedziała a Ty robisz z igły widły?
        Jak czytam takie rzeczy to mnie nachodzi konkluzja, że w przypadku niektórych
        dziadków i M macocha musi i powinna się wtrącac w wychowanie "dzieci"
        skoro "metody" reszty towarzystwa zdają się nie skutkować.
        Więcej nie skomentuję bo nie będę poprawna politycznie.
        Trzymaj się i uważaj na swoją dzidzię.
        • m-m-m Re: kłamstewko... 19.07.05, 14:09
          Wszyscy (czyli ci co to widzieli: dziadkowie, M) twierdza ze to dziecko i nie
          > wie co zrobil.



          Myślę, że wie. Powody podałam wyżej.
          Popieram balladynkę.
          • megan58 Re: kłamstewko... 19.07.05, 14:18
            Zgadzam sie z m-m-m ze dziecko moze nie chcice i nie akceptowac ani nowego
            dziecka ani mochochy i to moze byc motywem działania, ale nie zgadzamm sie ze
            stwierdzeniem , ze dziecko swiadome było do konaca zrowno samego czynu jaki
            jego konsekwencji.
            • e_r_i_n Re: kłamstewko... 19.07.05, 14:21
              Byc moze do konca nie bylo, ale skoro zakladamy, ze rodzenstwa nie chce
              i w zwiazku z tym wali macoche w brzuch, to chyba wie, czym sie to moze
              skonczyc.
              A jesli nie chce rodzenstwa, to tym bardziej powinien zareagowac i ojciec,
              i dziadkowie.
              • megan58 Re: kłamstewko... 19.07.05, 14:25
                Wiesz erin - nie wiem , czy wie do konca co to znaczy , czy zdawał sobie sprawe
                ze mogł zabic to dziecko czy je okaleczyc, czy to zaplanował , czy zdawał sobie
                sprawe tak naprawde do konca to co by znaczyło dla niego , jego puzniejszego
                zycia ( chodzi mi o swiadomosc tego co zrobił) mysle ze nie był swiadomy do
                konca - nawte powiedziałabym ze był to wybuch emocji - gdzies tam głeboko i
                raczej ekspolzja tego co bliscy - ojciec , babcia nie zauwazali - badz nie
                chcieli zauwazac bo nie pasował do wizerunku wszystko Ok , dziecko wszystko
                akceptuje , ze wszystkim sobie poradziło .. uwielba spedzac czas z nowa rodzina
                ojca - a tuy okazuje sie nie byc tak pieknie....Tylko nie było sygnałow
                wczesniej , ze dziecko nie radzi sonie. macocha mogła nie zauwazyc ale
                ojcie , babcia...
                Dziecko ewidentnie tłumiło w sobie wszelie te emocje - tak uwazam

              • m-m-m Re: kłamstewko... 19.07.05, 14:27
                A jesli nie chce rodzenstwa, to tym bardziej powinien zareagowac i ojciec,
                i dziadkowie.

                Ale ta motywacja nieznana jest także dziadkom i ojcu. Nie czytali o psychologii
                takiego dziecka, bądź sami nie mieli takich doswiadczeń jak perspektywa
                przyrodniego rodzeństwa.
                Dlatego trzeba włączyć w to psychologa.
                • e_r_i_n Re: kłamstewko... 19.07.05, 14:29
                  Byc moze - ale chyba kazdy rozsadny czlowiek wie, ze dziecko roznie reaguje na
                  wiesc o pojawieniu sie rodzenstwa (i tu juz drugorzedne znaczenie moze miec,
                  czy to przyrodnie rodzenstwo, czy nie, chociaz wiem, ze dzieci rowodnikow moga
                  reagowac gwaltowniej).
            • megan58 Re: kłamstewko... 19.07.05, 14:21
              I jeszcze wg.mojej opini od wychowywania sa rodzice i wtracenie sie teraz do
              tego jeszcze macochy moze pogorszyc sparawe.
              Zwrazam uwage - wtracenie do wychowywania -co nie znaczy ze zabieram jej prawo
              do ochrony siebie i swojego dziecka . Jednak załatwienie tej sprawy i
              wychowanie chłopca zostawiłabym jego rodzicom.
              • done2 Re: kłamstewko... 19.07.05, 15:21
                "od wychowywania sa rodzice wtracenie sie teraz do > tego jeszcze macochy moze
                pogorszyc sparawe."

                Czyli zakładając że dzieciak wali w brzuch obcą kobietę (nie macochę tylko
                jakąś obcą babę) też nie powinna reagować owa walnięta kobieta? No ludzie, 9-
                letni dzieciak to nie jest święta krowa. Podziwiam za wyrozumiałość. Na miejscu
                tej kobiety nie siedziałabym cicho.
                Jeśli taki bachor hipotetycznie ukręci łeb nowo nabytemu pieskowi (bo tatuś za
                długo go głaskał) to też trzeba siedzieć cicho? Też tylko tatuś może zwrócić
                uwagę?
                Tak właśnie powstaje agresja u dzieci - zero reakcji ze strony otoczenia.

                Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta



                • m-m-m Re: kłamstewko... 19.07.05, 15:26
                  Tak właśnie powstaje agresja u dzieci - zero reakcji ze strony otoczenia.
                  >


                  Ale nie tylko z powodu braku reakcji rodziców, także z powodu nieznajomości
                  motywów postępowania ich dziecka przez tych rodziców. Ostra reakcja rodziców
                  to jak zgaszenie pojedynczego pożaru, a nie poznanie źródła tego pożaru.
                    • megan58 Re: kłamstewko... 19.07.05, 15:40
                      Ale ja nigdzie nie napisałam ze brak reakcji rodzicow jest ok.
                      Napisałm wrecz cos przeciwnego , ze dziwi mnie ze ojciec dziecka wczesniej nie
                      zauwazył co sie dzieje.
                      I to On winien reagowac.
                      Napisałm tez ze nie zabieram jej prawa do obrony swego dziecka- wrecz uwazam ze
                      powinna je ostro zastosowac- ale co innego obraona siebie i swojego dzieck aa
                      co innego wchodzenie w role rodzicow. Ktorzy z tego co zorzumiałm nie
                      pozostawia tak tej sprawy tylko ida do psychologa.
                  • balladynka Re: kłamstewko... 19.07.05, 15:35
                    Zgadzam się ale jednocześnie mi się wydaje, że jedno to reakcja bezpośrednia na
                    dane zdarzenie/zachowanie a co innego praca u podstaw nad głęboko ukrytymi
                    przyczynami/motywami takiego postępowania i ich wyeliminowanie/pomoc dziecku.
                    Nie każde zranione/zazdrosne/skrzywdzone dziecko w ten sposób wyraża swoje
                    uczucia. Niektóre popłaczą sobie w kąciku a niektóre strzelą ciężarną macochę w
                    brzuch. I aczkolwiek w obu przypadkach pewnie trzeba coś zrobić z psychiką
                    dziecka o tyle w drugim przypadku zastosowałabym również i inne metody,
                    powiedziałabym, bardziej bezpośrednie a mniej bezstresowesmile Ale to teraz nie
                    trendy jest, wiemsmile
                    Dziecko trzeba też uczyć w jaki sposób mu wolno a w jaki nie wyrażać swoje
                    uczucia, również te negatywne.
            • m-m-m Re: kłamstewko... 19.07.05, 14:24
              ale nie zgadzamm sie ze
              stwierdzeniem , ze dziecko swiadome było do konaca zrowno samego czynu jaki
              jego konsekwencji.



              Moze zbyt skrótowo się wyraziłam: było świadome na swój sposób (czyli postapiło
              zgodnie z motywacja wyżej przedstawioną), myślało, że w ten sposób usunie
              konkurenta.
              Nie było zaś świadome na sposób dorosły: czyli nie wiedziało DLACZEGO ma takie
              negatywne nastawienie.
              • chalsia Re: kłamstewko... 19.07.05, 14:30
                NIe uważam, że uderzenie w brzuch było wyrazem chęci POZBYCIA się konkurenta.
                Myślę, że po prostu dziecko uderzyło konkurenta, bo on tam w brzuchu jest.
                Chalsia
                • m-m-m Re: kłamstewko... 19.07.05, 14:36
                  Tak. Chciał uderzyć konkurenta i to zrobił, ale cały czas nie wie, czemu ma
                  takie a nie inne emocje, jako 9-o latek nie analizuje swoich emocji (bo jego
                  mózg nie przetwarza jeszcze informacji na tym poziomie). Rodzina zaś nie
                  zareagowała prawidłowo tłumacząc jego negatywne emocje...ich brakiem (nie wie
                  co zrobił i na poziomie dorosłych tak jest).
                  • kotka.na.dachu Re: kłamstewko... 19.07.05, 15:27
                    Skoro nie reagujecie, to źle. Należy 9-latkowi mówić co jest dobre, a co złe.
                    To nie jest małe dzidzi. Chodzi do szkoły i niebawem dowie się skąd się biorą
                    dzieci. Może starsi koledzy już go wyedukowali.
                    • naturella Re: kłamstewko... 19.07.05, 16:30
                      Jestem w szoku. Jakby mnie pasierb udarzył w brzuch i zagroził mojemu
                      nienarodzonemu dziecku, to nie wdawałabym się w rozważania, dlaczego to zrobił
                      i kto z dorosłych jest winny, tylko przywaliłabym mu. Też pięścią. To nie jest
                      małe, nieświadome dziecko, to jest młody psychopata, który za parę lat skopie
                      staruszkę na ulicy. Straszne.
                      • elf28 Re: kłamstewko... 19.07.05, 16:52
                        I ja dokładnie zareagowałabym tak samo.
                        Kurcze, jak dziecko to znaczy, że świeta krowa? A ja, że macocha, to nie mam
                        prawa się wtrącać? Mam - jeśli to mnie dotyczy.
                        I nie chciałabym się już po takim zdarzeniu z gnojkiem widywać. A do mojego
                        domu miałby zakaz wstępu.
                        • poxywka Re: kłamstewko... 19.07.05, 17:06
                          dziewczyny dajcie spokoj emocjom; dziecko 9-letnie moze Wam sie wydawac duze i
                          rozumne ale wcale takie nie jest; juz dosc duzo ksiazek napisano na temat
                          rozwoju czlowieka i z cala pewnoscia 9-letni mozg nie jest w stanie przeskoczyc
                          sam siebie; a co bys zrobila gdyby tak Twoje rodzone starsze dziecko uderzylo
                          Cie w brzuch w czasie ciazy z drugim dzieckiem ? tez wiecej nie wpuscilabys go
                          do domu ?? reakcja dzieciaka niekoniecznie musiala miec zwiazek z tym, ze to
                          nie mamusia ale macocha jest w ciazy; tak jak m-m-m pisala dziecko z takiej
                          rodziny moze byc jedynie bardziej podatne na takie zachowania bo ono stracilo
                          poczucie bezpieczenstwa natomiast kazde inne moze sie zachowac podobnie; a juz
                          calkiem sporo slyszalam o przypadkach gdy starsza siostrzyczka chciala zrobic
                          krzywde mlodszej konkurencji; wydaje mi sie, ze czesci winy nalezy poszukac w
                          doroslych bo widac kontakt z dzieckiem jest slaby;a z tych ludzi nie wyrastaja
                          psychopaci ale calkiem normalni ludzie (przynajmniej nie mniej niz Ty i ja);
                          nie oznacza to, ze nalezy takie zachowanie ignorowac ale trzeba rozwiazac
                          problem zamiast zamknac go w szafie
                          pozdrawiam
                          poxywka
                      • m-m-m Re: kłamstewko... 19.07.05, 16:55
                        Patrzysz powierzchownie.
                        Jężeli faktycznie jest psychopatą, to oddanie mu nie zmieni jego zachowania w
                        przyszłości. wręcz je pogłębi, dlatego tak ważne sa motywy.
                        Za uderzenie dziecka możesz odpowiadać karnie, on za uderzenie Ciebie powinien
                        być zbadany przez psychologa, ustalić on powinien motywy i rodzice powinni
                        dążyc do ich eliminacji w toku procesu wychowawczego.
                        Kiedyś czytałam, że gwałcicieli powinno się kastrować. Zrobiono tak w jakimś
                        więzieniu stanowym w USA. Panowie wyszli na wolność...i gwałcili dalej tyle, ze
                        szyjkaod butelki. Bo to nie problem "instrumentu", tylko głowy.
                        I to samo tutaj: to nie problem czynu, tylko motywów, które siedzą w jego
                        głowie: oddanie mu to jak uderzenie za pałke w szkole, albo za pobicie kolegi.
                        Tu wszyscy się zgodzili, że jest on świadom tego co zrobił na swoim poziomie:
                        chciał uderzyc to uderzył, ale nie wie DLACZEGO (może mówić, że np. nie cierpi
                        macochy - ale dlaczego nie cierpi to tego nie umie wyrazić - nie cierpi, bo jak
                        każde dziecko chce mieć oboje rodziców razem a macocha to dowód, że tak nie
                        będzie).
                        • naturella Re: kłamstewko... 19.07.05, 17:03
                          M-M-M, ja rozumiem, co tu piszecie, rozumiem każde słowo. Ale w takiej sytuacji
                          miałabym głęboko gdzieś jego motywy i to, co siedzi w jego głowie. Miałabym też
                          głęboko gdzieś to, co zrobią jego rodzice. W związku z tym, że jestem w ciąży,
                          mogę sobie dokładnie wyobrazić, co bym czuła, gdyby ktoś zagroził mojemu
                          dziecku. Ot, tak emocjonalnie podchodzę do rzeczy, ale nie umiem
                          usprawiedliwiać na całej linii dziewięciolatka, tak jak zapewne nie umiałabym
                          usprawiedliwić swojego własnego dziewięcioletniego syna, gdyby uderzył
                          noworodka.
                          • m-m-m Re: kłamstewko... 19.07.05, 17:17
                            Ot, tak emocjonalnie podchodzę do rzeczy


                            Widzisz, w świecie dorosłych emocje nie sa usprawiedliwieniem.
                            Dorosły ma te przewagę nad dzieckiem, że nad emocjami może panować.
                            Jak napisałam Ty za pobicie dziecka możesz odpowiadac karnie, ewntualnie
                            okolicznością łagodzącą może być ciąża, ale to na 100% nie spowoduje, że nie
                            otrzymałabyś kary zgodnej z kodeksem karnym, mniejsza tylko byłaby jej wysokość.

                            W świecie dzieci emocje są nierozpoznanawalne przez nie same: dlatego nie
                            wymierza się im kar z kodeksu karnego, tylko stosuje środki wychowawcze i
                            naprawcze (psycholog).


                            Jednym słowem: dla Twojego uderzenia nie ma usprwiedliwienia emocjami, dla
                            uderzenia dziecka emocje są usprwiedliwione, bo nierozpoznawalna jest przez
                            dziecko przyczyna takich emocji.

                          • elf28 Re: kłamstewko... 19.07.05, 17:37
                            Otóż to. Ja też to wszystko rozumiem i przeczytałam już ze 100 książek na temat
                            rozwoju dzieci, ale w takiej sytuacji zareagowałabym dokładnie jak naturella.
                            • m-m-m Re: kłamstewko... 19.07.05, 17:42
                              Emocje takie oczywiście mogłyby się u Ciebie pojawić elfiku, emocje są, one się
                              dzieją, ale na swoje zachowanie masz wpływ, tym różnisz się od tego dziecka.
                              To, że nie uderzysz dziecka po takim postępku oznacza nie zanegowanie Twoich
                              emocji, ale umijętność panowania nad nimi i szukania innych rozwiazań.
                              • elf28 Re: kłamstewko... 20.07.05, 09:11
                                Kochana, ja się z Tobą zgadzam. Naprawdę. Ale czasami człowiek działa w
                                afekcie. Jak kobieta jest w ciąży, dochodzą do tego hormony. I ja jestem
                                przekonana, że ze swoją emocjonalnością mogłabym tak zareagować, że bez
                                zastanowienia wzięłabym gówniarza za fraki.
      • ludwinia Re: kłamstewko... 19.07.05, 17:20
        Duzo by o tym wszystkim pisac. Ja juz sie troche po tym wszystkim otrzasnelam.
        Staram sie zrozumiec wszystkich i pewnie wszyscy maja racje.

        Osobiscie uwazam, ze maly wiedzial co robi i czym sie to moze skonczyc ale wina
        nie jest tylko jego.

        Juz chyba ponad rok temu na przyjeciach rodzinnych u rodziny M (ma rodzenstwo z
        ktorych kazdy ma po 2 mylych dzieci) syn M zaczal sie inaczej zachowywac niz
        dotychczas. Plakal, obrazal sie, siedzial w innych pokojach, bo jak twierdzil
        male dzieci robia za duzo halasu. Dziadkowie i M go tlumaczyli bo maly,
        nieprzyzwyczajony bo do tej pory byl sam. Rodzenstwo (z rodzinami) M troche sie
        buntowalo bo przeciez jedno dziecko nie bedzie ustawialo calej rodziny. Ja
        wtedy tlumaczylam M, ze nie powinni go tak tlumaczyc i poblazac bo nic zlego mu
        sie nie dzieje i musi sie przyzwyczaic, ze nie jest jedynym dzieckiem w
        rodzinie. A co bedzie jak my bedziemy mieli dzieci a maly bedzie nadal sie tak
        zachowywal. M wtedy tlumaczyl mi, ze to bedzie wtedy zupelnie inaczej, teraz
        jest jeszcze maly i nie radzi sobie z sytuacja.

        Teraz slysze ta sama wymowke, jednak dziadkowie i M chociaz tak tlumacza, czuje
        ze rozpoznali powage tej sytuacji. Oni sa strasznie dyplomatyczni – nie chca
        nikogo urazic. Widzieli jak mnie uderzyl i na poczatku dziadkowie chcieli nawet
        to zamaskowac, ze to byl przypadek. Ja sie bardzo tym wystraszylam i od razu
        zareagowalam. M tez. Maly najpierw podchwycil dziadkow i wmawial, ze sie tylko
        tak zamachnal ale pozniej w placzu przyznal, ze tak chcial zrobic ale nie wie
        dlaczego. Pozniej powiedzial, ze nie powie dlaczego. A teraz (tez u psychologa)
        opowiada rozne historie pewnie troche prawdy troche zmyslone. Powiedzial min.,
        ze mama powiedziala, ze tata malo placi dla niego alimentow, a teraz jak bedzie
        braciszek to bedzie dla niego jeszcze mniej i musi wystapic o podwyzszenie
        alimntow zanim sie urodzi (pisalam w watku: Samo zycie-dlugie okolo miesiaca
        temu). Wydaje mi sie, ze duzo roznych mysli nawarstwilo sie w jego glowie i tak
        sobie postanowil. Mam troche zal do dziadkow i do M, ze w duzo sprawach
        zwiazanych z malym postapuja inaczej niz by postapili w przypadku innego
        dziecka (wnuka), ze mnie juz wczesniej nie posluchali, ze ja potrafie pewe
        rzeczy przewidziec a oni jakby mieli klapki na oczach (biedne skrzywdzone przez
        los dziecko). Jego matka pewnie tez nie jest bez winy lub moze bezmyslnie mu
        powiedziala o tych alimentach?

        Sama nie wiem co z tym wszystkim zrobie. Myslalam zeby moze teraz wyjechac
        daleko, odseparowac sie od rodziny M i zapomniec o wszystkim, „cieszyc sie
        ostatnmi miesiacami ciazy“, ale wtedy M bede widziala bardzo rzadko, a jego
        bliskosc jest mi bardzo teraz potrzebna.

        Moim postem nie chcialam wywolac burzliwej dyskusji. Pomyslalam tylko, ze
        wolalabym chyba zeby pasierb skrecil takie klamstewko tak jak w przypadku Bei
        niz uderzyl.

        Pozdrawiam! Ludwinia
        • m-m-m Re: kłamstewko... 19.07.05, 17:32
          ale pozniej w placzu przyznal, ze tak chcial zrobic ale nie wie
          dlaczego. Pozniej powiedzial, ze nie powie dlaczego. A teraz (tez u psychologa)
          opowiada rozne historie pewnie troche prawdy troche zmyslone. Powiedzial min.,
          ze mama powiedziala, ze tata malo placi dla niego alimentow, a teraz jak bedzie
          braciszek to bedzie dla niego jeszcze mniej i musi wystapic o podwyzszenie
          alimntow zanim sie urodzi


          Ludwiniu, jak widzisz moje teorie są prawdziwe: mały czuje konkurencję, a prócz
          tego jest ona podsycana przez niodpowiednie teksty ze strony jego matki.
          I tu mamy już motywy. Teraz tylko psycholog, rozmowa Twojego M. z exową i praca
          wychowawcza ojca.
          • elf28 Re: kłamstewko... 19.07.05, 17:42
            M-M-M ja sięz Tobą zgadzam w całej rozciągłości, no może w 99%. Nie można
            jednak 9-latka uznawać za bezmyślnego idiotę ,który nie wie co robi. Uważam, że
            kobieta, która doświadczyła takiej sytuacji ma prawo do emocjonalnej reakcji i
            zaniechania spotkań z takim dzieckiem.

            Oczywiście z dzieckiem trzeba iść do psychologa, trzeba mu pomóc, ale bez
            przesady z pobłażaniem i rozczulaniem się nad nim.
            • m-m-m Re: kłamstewko... 19.07.05, 17:45
              Ma prawo, ale jak słusznie zauważyła poxywka często takie reakcje są u dzieci
              własnych. Czy gdyby to dziecko było też Ludwini, to wystawiłaby je na słomiankę?
              Nie. Szukałaby motywów.
              • done2 Re: kłamstewko... 20.07.05, 08:50
                Motywy, motywy, motywy... Bla, bla, bla....

                Parę dni temu na pobliskim osiedlu kilkoro dzieciaków w wieku plus minus
                bohatera tej dyskusji zakatowało kilka małych, kilkudniowych kotków. Rzucali w
                nie kamieniami a potem, jeszcze żywe wrzucili do ogniska.

                Biedne dzieci... Pewnie miały jakiś powód, jakiś motyw....

                Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta
                • m-m-m Re: kłamstewko... 20.07.05, 09:06
                  Motywy, motywy, motywy... Bla, bla, bla....
                  >
                  > Parę dni temu na pobliskim osiedlu kilkoro dzieciaków w wieku plus minus
                  > bohatera tej dyskusji zakatowało kilka małych, kilkudniowych kotków. Rzucali
                  w
                  > nie kamieniami a potem, jeszcze żywe wrzucili do ogniska.
                  >
                  > Biedne dzieci... Pewnie miały jakiś powód, jakiś motyw....
                  >



                  Tak, miały: miały rodziców niewydolnych wychowawczo.
                  • done2 Re: kłamstewko... 20.07.05, 09:58
                    przepraszam, ale mnie samą ta wiadomość doprowadziła do płaczu (a tu podałam
                    najmniej drastyczne szczegóły).

                    Chciałam tylko podkreślić, że jeśli 9-cio latek dręczy zwierzę, wali w brzuch
                    ciężarną macochę itp. trzeba zareagować. Nieważne czy jest się rodziną,
                    macochą, nauczycielem czy sąsiadką. Nie wolno siedzieć cicho i czekać aż jakiś
                    tatuś -pierdoła wytłumaczy dziecku że tak nie można, pozna motywy itp.

                    Acha, rodzice tych 9-cio, 10-letnich oprawców też byli zdziwieni... Że to
                    niemożliwe - ich dzieci takie grzeczne i wrażliwe... Na szczęście byli
                    świadkowie.

                    Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta
                    • elf28 Re: kłamstewko... 20.07.05, 10:01
                      Tu sprawdza się odwieczna prawda, że dziecko jest jak walizka: co rodzic do 16
                      roku życia wpakuje, to po 16 roku życia wyjmuje. Szkoda tylko, że tak znikomy %
                      rodziców zdaje sobie z tego sprawę.

                      Też mam 2 koty... Jakbym złapała takiego gówniarza, to naprawdę: ręka, noga,
                      mózg na ścianie.
                • elf28 Re: kłamstewko... 20.07.05, 09:08
                  Otóż to.
                  A poza tym wszystkim - jak pewnie z dobrze wiesz z psychologii m-m-m, uczucia
                  do własnego dziecka i do códzego znacznie się różnią.
                  Na zachowanie swojego jakbym zareagowała? Nie wiem, bo nie mam własnych. Ale z
                  pewnością mogę się domyślać jak zareagowałabym na zachowanie innego dzieciaka.
                  • poxywka Re: kłamstewko... 20.07.05, 09:24
                    jasne elfiku, ze do wlasnego podchodzi sie inaczej ale pasierb to nie jest
                    zwykle obce dziecko; to nie jest ktos komu zamkniesz drzwi i zniknie z Twojego
                    zycia; problem zostanie jak najbardziej; poza tym wez pod uwage, ze dla M on
                    obcy nie jest; ja w takim przypadku jak opisala ludwinia zapewne umieralabym ze
                    strachu o moje malenstwo w brzuszku i pewnie poczulabym zlosc na owo dziecko,
                    ale mam nadzieje, ze skorzystalabym rowniez z rozumu;
                    a dzieci ok 9-letnie, ktore maltretuja kotki niekoniecznie robia to dlatego, ze
                    sa zle do szpiku kosci; natomiast pewnie maja rodzicow, ktorzy nie umieja lub
                    nie chca przylozyc sie do wychowania dziecka;

                    pozdrawiam
                    poxywka
                    • m-m-m Re: kłamstewko... 20.07.05, 09:39
                      pasierb to nie jest
                      zwykle obce dziecko;


                      No nie takie jak dziecko np.sasiadów, ale cos na kształt siostrzenicy, czy
                      bratanka. Czyli, ktos z kim ma sie trwały kontakt (przez zwiazek z M.), ale nie
                      jak wobec kogos, kogo sie samemu urodzi. I dlatego uważam, że własnie
                      szczególnie w takich sutuacjach przewaga rozumu nad emocjami jest nieodzowna,
                      bo faktycznie: jak rozum nie przyjmie prymatu, to ręka, noga, mózg na ścianie...
                      • elf28 Re: kłamstewko... 20.07.05, 09:48
                        gdyby to było takie proste M-M-M... świat byłby wtedy o wiele lepszy.

                        Mimo wszystko uważam, że siostrzenica i bratanek to zawsze bliższe dzieci - bo
                        tą są rodzinne więzy krwi. A pasierb dla mnie przynajmniej, jest w takich
                        relacjach o wiele dalej. Nie znaczy to, że zasługuje na gorsze traktowanie, bo
                        żadne dziecko nie zasługuje (tak samo z siebie), ale gdyby mówić o stopniu
                        bliskości, to tak właśnie bym to ujęła.
                    • elf28 Re: kłamstewko... 20.07.05, 09:43
                      masz w zupełności rację poxywko.
                      Taka sytuacja, jaką opisała ludwinia, jest szalenie trudna dla wszystkich
                      stron. Dla macochy, M, dziecka, rodziny.
                      Często piszemy tutaj, że macocha ma prawo do niespotykania dzieci M, ale nie ma
                      prawa do zabraniania M spotykania się ze swoimi dziećmi. Pisząc, że nie
                      chciałabym takiego dzieciaka widywać, nie miałam na myśli, że zabroniłabym
                      spotykać się M z własnym dzieckiem. Ograniczyłabym jednak swoje kontakty do
                      minimum.
                      Myślę, że strasznie trudno w takiej chwili sięgać po rozum - nawet mimo
                      najlepszych chęci. Daj Boże, żeby żadna z nas przez takie sytuacjie nie musiała
                      przechodzić.
    • capa_negra Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 09:45
      Wiekszośc z was w mniej lub bardziej zaawoalowany sposób lub wprost
      usprawiedliwia 9 latka - bo nie do końca wiedział co robi, bo emocje.

      Popatrzcie na temat z boku, bez perspektywy ze to macocha i pasierb

      Na pewno każda z was ma dziecko w tym wieku jeśli nie w rodzinie to w
      najbliższym otoczeniu.
      9 latek "wie" co to jest ciąża, że wsrodku jest dziecko etc
      9 latek wie że jeśli jakas pani/ciocia jest w ciąży to jest jej
      cięzko/trodno/źle się czuje i trzeba uważać
      9 latek nie wali na oślep i bezzastanowienia - takie machanie rekami zdarza sie
      4-5 latkom , a nie dziecku w 2 klasie.

      I teraz sobie odpowiedzcie na pytanie czy gdyby był to jakikolwiek inny 9 latek
      ( syn sąsiadki, kuzynki, dziecko z klasy waszego dziecka) tez tak byście go
      tłumaczyły
      Rozgrzeszenie??? ja nie widze podstaw.
      I mimo, ze jestem wrogiem bicia to w takiej sytuacji mogła bym nie wytrzymac.
      Postawa dziadków tez jest conajmniej zastanawiająca.
      "zatuszowac sprawę" cudna metoda - mam nadzieje że za kolejne 9 lat im nie
      wleje gdy nie będą chcieli mu dac "na lody"
      • elf28 Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 09:52
        Trudno się z Tobą nie zgodzić.
        Nie można wszystkiego tłumaczyć lękiem dziecka. Wychowaniem przez rodziców tak -
        ale czy to oznacza, że macocha zawsze powinna być ponad to wszystko. Uważam,
        że w takiej sytuacji miałabym pełne prawo do obrony siebie i swojego
        dzidziusia. Obrony swoich granic.
        I nie grałoby tutaj roli, że to 9-latek. Co innego, gdyby dziecko miało 3-4
        lata. Tutaj z pewnością, rozum wziąłby górę.
        • capa_negra elfie 20.07.05, 10:02
          Wyobraziłam sonie siebie w tej sytuacji..i zagotowałam sie.
          Ja nie widze usprawiedliwienia takiego zachowania dla jakiegokolwiek 9 latka.
          9 lat to juz mądre dziecko i ma siłe....duzo wiekszą niz 3,4-5 letni bajtel,
          który w napadzie złości może podlecieć i machnąc łapka - zdarzaja sie takie
          dzieci.
          I tym bardziej nie widze usprawiedliwienia dla dziadków - dorosłych przeciez
          ludzi.
          A ojciec - może nie doczytałam, ale taz chyba jakos radykalnie nie zareagował

          Nie moża jakiemukolwiek dziecku pozwalac na bicie kogokolwiek.
          Czyz nie reagujemy gdy 4 latek okłada 4 latka w piaskownicy???
          Wiec dlaczego w tym przypadku tak trudno o zdecydowana reakcję???
          • elf28 Re: elfie 20.07.05, 10:11
            Nie wiem, czy siędo kńca zrozumiałayśmy smile))), ale:
            ja też sobie wyobraziłam siebie w takiej sytuacji: dlatego napisałałam, co
            niektóre panie oburzyło, że odwinęłabym takiemu dzieciakowi z równą siłą i
            więcej bym go widzieć nie chciała.
            Co do 3-4 latka: pewnie, że nie można pozwalać na bicie innych nawet
            najmniejszemu dziecku. Ale łatwiej zareagować z rozumem, jeśli to zrobi 3-4
            latek anieżeli 9-latek.Tak czy inaczej potrzebna jest zdecydowana realcja ze
            strony ojca i dziadków. Nie pobłażanie i tłumaczenie dziecka, bo to uświadomi
            mu tylko że miał prawo do takiego zachowania.
            • m-m-m Re: elfie 20.07.05, 10:18
              Tak, chyba sie nie zrozumiałyśmy:
              Ja uważąm, że to co zrobił dzieciak jest naganne, ale:
              nie usprwiedliwiam, tylko po ostrym skarceniu go na miejscu przez rodzica (nie
              biciem - wystarczy kilka słów i odpowiedni ton) oczekiwałabym, że Ci rodzice
              (lub rodzic) będą dochodzic motywów, by wiecej to się nie powtórzyło, by poznać
              PRZYCZYNę, a nie tylko ukarać skutek.
              • elf28 Re: elfie 20.07.05, 10:22
                nie zgadzam się z Tobą. Skarcenie można stosować do współmiernego przewinienia,
                ale nie do okładania ciężarnej kobiety. Poznanie motywów tak - ale przede
                wszystkim stosowna do zachowania reakcja.
                • m-m-m Re: elfie 20.07.05, 10:25
                  To co byś zrobiła?
                  wlałabyś mu?

                  I uważasz, ze on w przyszłości nie uderzy nikogo, bo bedzie sie bał, że ten
                  ktoś mu wleje?
                  NIE.
                  • elf28 Re: elfie 20.07.05, 10:29
                    Ale co ma piernik do wiatraka?
                    Bicie nie jest dobrym rozwiązaniem. Ale z pewnością ukarałabym za takie
                    zachowanie na miejscu rodzicia, a jako macocha stanowczo oczekiwałabym od M
                    zdecydowanej reakcji i ochrony mnie i naszego nienarodzonego dziecka.
                      • elf28 Re: elfie 20.07.05, 10:34
                        No otóż to. Nie mówię o biciu, chociaż pewnie potargałabym za włosy w momencie
                        kiedy dostałabym pięścią w brzuch. Bicie nie jest rozwiązaniem. Ale to co
                        pisałąś wcześniej o stanowczej rozmowie, karze stosownej do przewinienia tak. I
                        uważam też, że dziecko po takiej sytuacji powinno mnie przeprosić.
                        • m-m-m Re: elfie 20.07.05, 10:39
                          a to osobny temat:
                          mnie pasierb zaczął przepraszać po dwóch latach bycia z nimi. Wcześniej nikt
                          tego od niego nie wymagał i dopiero moja kilkukrotna interwencja u M. i jego
                          zmiana stanowiska zadziałały. Tak, że jeżeli dziecko jest nauczone, to
                          przeprosi, a jak nie to nie.

                          targanie za włosy to tez przemoc elfiku, toprzekroczenie bariery cielesnej tak
                          jak klpas, czy pas. Nie do przyjęcia. Ja bym się pewnie wydarła na pasierba
                          tak, że ziemia usunęłaby mu sie spod nóg, nie dotknęłabym go jednak palcem.,
                          pod warniek wszakże, że M. w tym wydarciu sie ni byłby pierwszy.
            • done2 Re: elfie 20.07.05, 10:18
              A dedukując jak m-m-m: Jeżeli 25-latek włamie się do mieszkania i zabije
              przebywającą tam kobietę, to nie powinien iść do więzienia.
              Absolutnie. Należy poznać motywy postępowania (trudne dzieciństwo, zabiegani
              rodzice, kiepskie wyniki w szkole - brak wykształcenia, w związku z czym brak
              pracy, w związku z czym brak pieniędzy - włamał się, bo przecież nie będzie
              głodował, zabił, bo się przestraszył, bo myślał że w mieszkaniu nikogo nie
              będzie).

              Nie powinien iść do więzienia. Bo winni są jego rodzice - bo byli zabiegani.

              Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta
              • m-m-m Re: elfie 20.07.05, 10:22
                Wiedz, ze to co wymieniłas nierzadko jest wykorzystywane w sądzie przez
                adwokatów jako czynniki mogące wpłynąć na złagodzenie kary.
                Jednakowoż dziecko to dziecko, anie 25-letni dorosły. gdzieś kiedys zawidły
                jakies srodki wychowawcze stosowane przez jego rodziców i dlatego dziś,mając 25
                lat zrobił to co zrobił, bo jak miał lat 9 nikt nie zainteresował się postawą
                jego rodziców, gdy ciągał koty za ogon.
                • elf28 Re: elfie 20.07.05, 10:24
                  dlatego właśnie należy zdecydowanie zareagować, jak takie rzeczy robi 9-latek.
                  Skarcenie, to może dobre jest dla 2-latka, który sypie łopatką w piaskownicy.
                  • m-m-m Re: elfie 20.07.05, 10:28
                    Nie, mój M. zawsze karci syna, a ten ma juz 16-e lat . NIGDY GO JEDNAK NIE
                    UDERZYŁ. M. ma taki ton i taki sposób prowadzenia rozmowy, że pasierb
                    jest "odzierany" z jego nieodpowiedniej postawy, bo nie ma argumentów by jej
                    bronić.
                    Podobna postawę prezentował kidys mojamama wobec mnie: nigdy mnie nie uderzyła,
                    ale umiała tak porowadzić swoją wypowiedź, że ja nagle byłam w ślepym załuku i
                    musiałam się wycofać.
                    To jest na 100% skuteczne, bez bicia.
                • done2 Re: elfie 20.07.05, 10:26
                  Albo jakaś macocha siedziała cicho jak ją walnął w brzuch, albo sąsiedzi nie
                  zareagowali jak dręczył zwierzaka. Bo nie tylko biologiczny rodzic powinien
                  wychowywać dzieci. Reagować na zło powinien KAŻDY!

                  Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta
                  • e_r_i_n Re: elfie 20.07.05, 10:28
                    Zgadzam sie, że reagowac powinien kazdy, ale pod warunkiem, ze rodzic nie
                    zareaguje odpowiednio. Tzn. jesli w tej sytuacji stanowczo zareagowalby ojciec
                    to uwazam, ze macocha nie powinna reagowac. Skoro ojciec nie zareagowal,
                    to macocha miala prawo.
                    • elf28 Re: elfie 20.07.05, 10:32
                      A ja uważam, że jak każdy człowiek, mam prawo się wtrącać jeśli coś mnie
                      dotyczy i na mnie wpływa. Bez przesady oczywiście i w zależności od sytuacji.
                      • e_r_i_n Re: elfie 20.07.05, 10:34
                        Wiesz - tu sie nie zgadzam. Jesli moje dziecko robi cos nie tak (zabiera
                        zabawke w piaskownicy, rusza z polki cos, czego nie powinno, gdy jestesmy
                        u kogos w domu), to reagowac i zwracac uwage powinnam w pierwszej kolejnosci ja
                        (lub moj maz). To ja jestem od wychowywania i nie chce, zeby ktos to robil
                        za mnie, szczegolnie, ze metody moze miec inne.
                        Jesli ja bym nie zareagowala (potocznie mowiac, olalabym), to wtedy ktos, kogo
                        to dotyczyc moze zareagowac. Ale tylko wtedy.
                        • elf28 Re: elfie 20.07.05, 10:36
                          Oczywiście Erin, masz w tym przykładzie rację. Ja odnosiłam się do sytuacji,
                          kiedy pasierb zrobiłby coś bezpośrednio mnie. Mam wtedy prawo zareagować od
                          razu. Bez czekania, aż zareaguje rodzic.
                          • e_r_i_n Re: elfie 20.07.05, 10:40
                            Moim zdaniem sytuacja analogiczna. Gdy moje dziecko, nawet w zabawie, biło
                            kogoś (czasami, gdy było małe, nie umiało opanowac emocji i np. szczypało) to
                            tez reagowałam ja, nie pokrzywdzona osoba. Taka osoba ewentualnie łapała za
                            reke, zeby powstrzymac 'atak', ale cała umoralniajaca 'gadka' nalezala do mnie.
                            I jesli ktos zareagowalby inaczej, to mialby ze mna na pienku. A gdyby podniosl
                            na moje dziecko reke, bylby biedny. I nie utozsamiaj tego z pochwala
                            zachowania - po prostu zasada jest taka, ze wszelkie konsekwencje zlych
                            zachowan maja prawo wyrazac tylko i wylacznie rodzice (mowie o takich, ktorzy
                            rzeczywiscie swoje dziecko wychowuja).
                            • elf28 Re: elfie 20.07.05, 10:48
                              Erin, patrzysz na to inaczej, bo sama jesteś mamą.
                              Ja mam chyba nieco inny punkt widzenia. Jeśli ktoś przekracza moje granice, mam
                              prawo się bronić i mówić co o tym myślę. Bez względu czy to dziecko, czy
                              dorosły. Oczywiście, że inaczej reaguje się w przypadku dziecka a inaczej w
                              przypadku dorosłego. Jeśli dostałabym od malucha łopatką, to pewnie jak sama
                              piszesz powstrzymałabym atak i powiedziała, że to zabolało i zrobiło mi się
                              przykro (oczywiście łagodnie). Jeśli natomiast 9-latek uderzył by mnie w brzuch
                              (zakłądając, że jestam w ciąży) zareagowałabym o wiele bardziej ostro.
                              • m-m-m Re: elfie 20.07.05, 10:57
                                Elfiku, ja nie jestem mamą, ale patrzę tak jak Erin.
                                Po prostu tak jest, że rodzicowi wolno skarcić, a obcemu tylko przytrzymać
                                agresję. Gdybyś go uderzyła, to pamietaj - nie jesteś jego matka i na zawsze by
                                Ci to zapamietał. Bo pasierb też ma wobec macochy wyższe oczekiwania niż wobec
                                np. swoich kolegów. Wie, że to jest osoba starsza od niego i więcej może.
                                Uzanałby, że wykorzystujesz swoją siłę przeciko niemu, bo jesteś silniejsza.
                                Rodzic jak nawet uderzy, jest natychmiast rozgrzeszany, a obcy...nawet jak
                                zasłużenie to nie licz na pozytywne kontakty na przyszłośc z takim pasierbem.
                                Podkreslam, nawet jesli jest to jego wina, to Tobie on nie da prawa do karania
                                go w jakikolwiek sposób.
                                • elf28 Re: elfie 20.07.05, 11:04
                                  Madziula, je wiem i rozumiem co do mnie piszesz. Ale to nie jest tak, że
                                  pasierb to święta krowa. To tak samo, jak uderzyłby kolegę, albo obcą osobę -
                                  ta miałaby prawo się bronieć. Jeszcze raz chcę podkreślić: jestem absolutnie
                                  przeciwko biciu. Uważam jednak, że w przypadku kiedy dzieciak by mnie uderzył a
                                  byłabym w ciąży, miałabym prawo do emocjonalnej reakcji i w takiej chwili guzik
                                  by mnie obchodziło co pasierb na to, i czy by mi to pamiętał do końca życia.
                                  Mnie jego zachowanie też siedziałoby głęboko w sercu. Zwłaszcza, że dotyczyłoby
                                  mojego nienarodzonego dziecka.
                                  • m-m-m Re: elfie 20.07.05, 11:15
                                    Nie, ja bym mu wybaczyła, bo jest tylko dzieckiem . Gdybym tak patrzyła na
                                    mojego obecnego pasierba to powinnam żywić stałą nienawiść za pierwsze dwa lata
                                    z nimi,kiedy to ustawaiałam ich obu na swoje tory, a młody przepraszania był
                                    nienauczony.
                                    • elf28 Re: elfie 20.07.05, 11:18
                                      Kurcze, chyba się zacietrzewiamy w tej dyskusji a nie o to chodziło.
                                      Wybaczyć ok - ale na to trzeba czasu i tak jak napisała capa i leeya - do tej
                                      konkretnej sytuacji trzeba podejść jak kobieta w ciąży.
                                      • poxywka Re: elfie 20.07.05, 11:42
                                        kiedy mnie sie wydaje, ze wlasnie od tej calej sytuacji nalezaloby te kobiete w
                                        ciazy jak najszybciej odsunac; jak wiadomo ona tez nie jest emocjonalnie
                                        zrownowazona w takim okresie i nie powinna sie ta sytuacja zajmowac jesli nie
                                        musi; jesli to bedzie wygladalo tak 'to ja ci bachorze teraz wleje i nie
                                        pokazuj mi sie na oczy wiecej' to chociaz w tym momencie kobieta sobie ulzy i
                                        odplaci sie chociaz troche za swoja krzywde problemy z owym bachorem beda
                                        narastac; nie rozumiem za bardzo, czemu dziewczyny uwazaja, ze my tu bronimy
                                        dziecka i kazemy macosze siedziec cicho? ono powino poniesc kare jak
                                        najbardziej; jednak tak jak pisze m-m-m jak nie zlikwiduje sie motywow, to nie
                                        ma szans na pozytywne rozwiazanie konfliktu - chyba ze nie zalezy wam na dobrej
                                        atmosferze w czasie kontaktow z pasierbem; bo przeciez te kontakty beda
                                        a tu moim zdaniem mozna zaobserwowac efekty wciagania dziecka w konflikt ex-
                                        exia; jesli naprawde mamusia tak przedstawila sprawe to mozna ja oskarzyc o
                                        wspoludzial w zdarzeniu
                                        pozdrawiam
                                        poxywka
                                        • m-m-m Re: elfie 20.07.05, 11:49
                                          nie zlikwiduje sie motywow, to nie
                                          ma szans na pozytywne rozwiazanie konfliktu - chyba ze nie zalezy wam na dobrej
                                          atmosferze w czasie kontaktow z pasierbem;


                                          No i oto mi cały czas "biega"...
                              • e_r_i_n Re: elfie 20.07.05, 13:30
                                Oczywiscie, ze patrze inaczej, bo wiele spraw mialam okazje juz sprawdzic
                                w praktyce smile

                                Natomiast kwestia ZAKAZU bicia nie swojego dziecka jest dla mnie
                                niezaprzeczalna i bezdyskusyjna. I na to wplywu nie ma fakt posiadania przeze
                                mnie dziecko. Nie wyobrazam sobie po prostu sytuacji, w ktorej uderzylabym nie
                                swoje dziecko.
                                • elf28 Re: elfie 20.07.05, 13:34
                                  Ja też nie wyobrażam sobie sytuacji, w kórej uderzyłabym czyjeś dziecko. Ale
                                  wyobrażam sobie sytuację, w której zareagowałabym bardzo emocjonalnie kiedy
                                  pasierb uderzyłby mnie ze złością w mój ciążowy brzuszek.
                                    • elf28 Re: elfie 20.07.05, 13:45
                                      otóż to smile Uważam, że dywagowanie na ten temat jest trudne. Wiadomo emocje to
                                      emocje a rozum to rozum. Czasem trudno jedno i drugie połączyć.
                            • naturella Re: elfie 20.07.05, 10:49
                              Tzn. wiesz Erin, jeśli Twój syn uderzyłby mojego, to nie czekałabym, aż raczysz
                              swojego skarcić... I wisiałoby mi to, że to Ty jesteś od wychowywania...smile
                              • elf28 Re: elfie 20.07.05, 10:51
                                dokładnie smile)
                                i zrobił nam się konflikt interesów, a wydaje mi się, że trzeba umiejętnie
                                pewne rzeczy od siebie oddzielić.
                              • m-m-m Re: elfie 20.07.05, 11:11
                                A tu jest inny problem naturello: to bójka miedzy dziećmi.
                                W zasadzie podstwowa sprawa jest taka, że Ty w takim wypadku nie powinnaś się
                                wtrącać (chyba, że jedno ma 2 lata, a drugie np. 8) w taka bójkę, tylko nauczyć
                                syna samoobrony. Wiem, że to naturalny odruch u matki obrona, ale...opowiem Ci
                                coś: ja jako dziecko lat 7-8 byłam bardzo łagodna. W szkole byłam idealnym
                                kandydatem na ofiarę, gdy wracałam ze szkoły mama widziała przez okno jak inne
                                dziecko okładało mnie workiem z kapciami. Podobno płakała jak bóbr, ale...nie
                                zeszła. Gdy wróciłam po tej bijatyce, wzięła mnie do psychologa. Wtedy
                                dowiedziała się, że zrobiła wspaniałą rzecz: nie zeszła by mnie bronic, tyllko
                                zrobiła mi wykład i zachęciła do obrony. Powiedziała wtedy tak: "Gdy ktoś cię
                                uderzy raz - ty musisz oddac mu dwa rzy: raz za to, że uderzył, a drugi raz, by
                                wiecej nie próbował". Pamiętam jak tę metode zastosowałam ja sama jako dziecko
                                wobec innycgh atakujacych mnie dzieci. Od tamtej pory nigdy już nikt ze mną nie
                                próbował, bo jak sprałam jakiegoś chłopaka na podwórku to wszyscy mnie omijali
                                bokiem. Nikt nie śmiał mnie dotknąć.
                                Gdyby zaś mama nie wykazała się ta mądrością i zeszła moje życie na podwórku
                                byłoby opłakane: byłabym dalej atakowana i stale jako ofiara, bo mama przecież
                                całe życie za mna chodziła nie będzie i to się fantastycznie przydało na
                                przyszłość.
                                Dostałam taka dewiz: walcz z równym sobie, nie ze słabszym i nie zaczynaj
                                pierwsza, ale zawsze oddaj w dwójnasób.
                                • elf28 Re: M-M-M 20.07.05, 11:15
                                  Ależ masz 100% racji. Twoja mama powinna dostać medal za dojrzałość. Piszemy
                                  tylko o kilku różnych sytuacjach i chyba tutaj mamy nieporozumienie.
                                  • m-m-m Re: M-M-M 20.07.05, 11:17
                                    Elfiku ja tu zrozumiałam, ze byłby konflikt miedzy matkami, kazda z nich
                                    walczyłaby o swoje dziecko. Jesli dzieci sa w wieku zblizonym , to same powinny
                                    ten konflikt załatwić.
                                      • naturella Re: M-M-M 20.07.05, 11:42
                                        Wybaczcie, ale nie czekałabym, żeby zobaczyć, czy mój syn potrafi się obronić,
                                        ani czy jego matka właściwie go "wychowa". Mnie w piaskownicy znienacka
                                        przyłożył w wieku 6 lat jakiś bachor łopatką metalową w czoło i do dziś mam
                                        bliznę - a że byłam dzieckiem nieśmiałym, to nie bardzo wiedziałam, jak na
                                        takie chamstwo zareagować... I żałuję, że nie było wtedy przy mnie mojej matki,
                                        która by tamtego bachora na pół rozdarłasmile

                                        I nie mówię to o sytuacji, kiedy równolatki się kłócą, a potem naparzają w
                                        piaskownicy - mówię to o konkretnym ataku ze złości, znicierpliwienia, czy
                                        zazdrości.

                                        I sorry, ale dzieci trzeba wychowywać PRZED takimi incydentami, a nie dopiero w
                                        trakcie... I nie chciałabym być królikiem doświadczalnym, na którym inna matka
                                        sprawdza sobie, czy właściwie wychowała dziecko, a potem ma okazję udzielić mu
                                        paru rad. Dobrze wychowane dziecko nie uderzy innego, nie opluje, nie kopnie.
                                        Takie jest moje zdanie.
                                        • m-m-m Re: M-M-M 20.07.05, 11:56
                                          A mnie rzucił z roweru i do dziś mam przyklejony kawałek jedynki.
                                          Jednak po tym fakcie, gdy mnie zrzucił, ja przyłożyłam mu w ręke. Nosił potem
                                          w gipsie.
                                          Naturello, to, że wtedy oberwalaś łopatką, nie znaczy, że nie mogłaś mu oddać.
                                          Dobrze zauważyłas, że nie miałas wtedy pozycji do obrony: byłaś nieśmiała. Ja
                                          też. Do dnia kiedy oberwałam workiem i ...resztę już znasz . Błąd Twojej matki
                                          to nie to, że jej wtedy nie było, błąd, że nie dała Ci hasła: oddaj sama, bo
                                          zawsze przy Tobie nie będę.
                                        • leeya Re: M-M-M 20.07.05, 12:11
                                          naturella napisała:

                                          > Dobrze wychowane dziecko nie uderzy innego, nie opluje, nie kopnie.
                                          > Takie jest moje zdanie.
                                          --------------------------
                                          Jejq.... A Julka wszystkich opluwa jak leci. Nawet Kyskasmile Ostatnio mu ogon
                                          wymamlala, a ten sierota siedzial i miauczal w nieboglosy zamiast uciekacsmile

                                          Moja corka maltretuje koty!!
                                          Moja corka opluwa wszystkich!!
                                          Moja corka jest niewychowana!!

                                          Ale niech skonczy zabkowanie, to moze jej miniesmile))))))))))))))))))

                                          Leeya

                                          PS. Zgadzam sie z Toba Naturello w 100%smile Tylko tak mi sie z wczoraj
                                          przypomnialo, co Kulka zrobila i oplulam komputersmile A szmatki do LCD w pracy
                                          sie skonczyly i szef mnie opierdzielasmile
                                        • e_r_i_n Re: M-M-M 20.07.05, 13:36
                                          Natalia - pierwszego agresywnego zachowania swojego dziecka nie jestes w stanie
                                          przewidziec. I co? Jak zaatakuje (a bedzie mialo wtedy powiedzmy poltora roku)
                                          to uznasz, ze masz niewychowane dziecko?
                                          Ja jestem daleko od usprawiedliwiania - to tylko dziecko. Ale wlasnie dziecko
                                          sie uczy, a Ty nie jestes w stanie przed wszystkiego przewidziec. Po prostu nie
                                          jestes i dziecku nawet najbardziej odpowiedzialnych rodzicow wychowujacych je
                                          bardzo dobrze moze sie zdarzyc atak agresji.

                                          > Dobrze wychowane dziecko nie uderzy innego, nie opluje, nie kopnie.
                                          > Takie jest moje zdanie.

                                          Zgodze sie, jesli dotyczy to dziecka powyzej powiedzmy lat 6.
                                          Natomiast mlodsze pewnych rzeczy najzwyczajniej w swiecie nie rozumieja i to
                                          zadanie rodzicow, zeby na konkretnych przykladach uczyc je, ze czegos nie wolno
                                          robic. Oczywiscie nie mozna dopuscic do tego, zeby zrobilo innemu dziecku
                                          krzywde, ale nawet tysiackrotne powotorzenie dwulatkowi, ze nie mozna bic
                                          innych moze nie wystarczyc. I to nie jest kwestia niewydolnosci wychowawczej
                                          rodzicow, tylko niedojrzalosci dziecka.

                                          Moze Twoje podejscie wynika z tego, ze jak sama mowisz, wokol siebie masz
                                          przede wszystkim dziewczynki. Uwierz, z chlopcami bywa inaczej smile
                                          • naturella Re: M-M-M 20.07.05, 13:46
                                            Moze Twoje podejscie wynika z tego, ze jak sama mowisz, wokol siebie masz
                                            przede wszystkim dziewczynki. Uwierz, z chlopcami bywa inaczej smile

                                            Grrrrr....!!! smile))
                                              • bei nasz Pat 21.07.05, 10:05
                                                jest kochany...ma świetny kontakt z braciszkiem...tak bardzo chwaliś sie przed
                                                dziecmy maluchem....gdy jestesmy razem- dużo czasu spędza na zabawach z bratem-
                                                sam bardzo chce...


                                                zaczyna tez zadawac pytania- jak to będzie- gdy maluszek dowie sie, ze jego
                                                mama mieszka gdzie indziej...więc mu tłumaczę, ze nie bedziemy nic ukrywać, bo
                                                to nic złego- bo często tak bywa.....że gdy od początku będzie wiedział, to
                                                wtedy jest takie naturalne.....


                                                gdy przychodzą goście- boje się- by uwaga nie skupiała sie tylko na
                                                niemowlaku....zawsze wołam Pata- opowiadam znajomym o zaletach P...o
                                                osiągnięciach...o tym- jak wspaniałym jest...i jak wspaniałamy bratem....

                                                Pat kiedyś nie mial humoru- gdy włożyłam obce niemowlę do wózka malucha....-
                                                jak to- do wózka JEGO BRATA??? płakał też w gabinecie- gdy miał anginę- bo
                                                myślała, ze nie pozole mu zbliżac sie do maluszka....aż pani doktor była
                                                zdziwiona jego reakcją...nei patzryłam wóczas, ze jestem w gabinecie....tylko
                                                poswieciłam mu czas- by wytłumaczyć- ze angina to nie infekcja wirusowa z
                                                kaszlem- i opowiedziałam, jak sobie poradzimy....


                                                P spędzil miły czas na wyjeździe z Mamą.... egzotykasmile...tradycji stało sie za
                                                dosć- wrócił chory- i za mocno przypalony- ale SZCZESLIWY...


                                                to dlatego te kłamstewko...



                                                w rozmowach o Mamie- czesto tłumaczę Jej zachowanie...że nie am czasu bo
                                                pracuje..


                                                i zawsze CAŁA rodzina mówi o jego Mamie pozytywnie....

                                                często podkreslam- gdy martwi sie , ze troche za dużo waży- ze genetycznie- ma
                                                piękny posag tych genów, ze jest podobny do Mamy- więc tez bedzie zgrabniutki,
                                                szczuplutki i śliczny jak Ona...często mu mówie, ze ma takie piekne oczy jak
                                                Mama...że będzie mial powodzenia w życiu- bo jest taki "przesąd"- ze jak
                                                chlopiec do mamy podobny.....smile

                                                Martwie sie ejdnak...że P tęskni za normalnoscią...chociaż b. sie mu podoba-
                                                gdy sie przejęzyczam i przy obcych mówie o nim syn....on też lubi się
                                                tak "przejęzyczać"...niby to sa takie żarty....smile


                                                ale aj naprawdę myśle o nim jak o swoim biologicznym dziecku...pusto sie tak
                                                robi- gdy jedzie wakacjowac...teraz jest u babci...ech...zadzwonie sobie do
                                                niegosmile
                                                • jo_ela Re: nasz Pat 02.08.05, 21:47
                                                  Nie przebrnęłam przez cały temat jeszcze, zeszłam do ostatniego wpisu i powiem
                                                  Ci Bei, że kiedy to czytam zastanawiam się, czy ja kiedyś będe tak myśleć o
                                                  synu mojego narzeczonego jak Ty o Pacie. Bo na razie, choć staram się tworzyc
                                                  dobre ralacje, wciąz myśle, że byłoby lepiej... gdyby go nie było.
                                                  Paradoksalnie, nie musze nic udawać. Przy nim jestem miła, serdeczna i całkiem
                                                  naturalnie to wychodzi. On jest miły, mądry, nawet go lubię, a on lubi mnie.
                                                  Dzieci wyczuwaja fałsz, więc nie udaję sympatii, a kiedy jestem razem z
                                                  narzeczonym i jego synem jest sympatycznie po prostu, zwyczajnie.
                                                  Ale kiedy zostaję sama zaczynam rozmyslać i moje mysli sympatyczne nie są.
                                                  Przeraża mnie fakt, że zostanę kiedys macochą i nie wydaje mi sie bym myślała o
                                                  tym dziecku kiedykolwiek jak o swoim...
                                        • adota Re: M-M-M 01.08.05, 12:26
                                          > I nie chciałabym być królikiem doświadczalnym, na którym inna matka
                                          > sprawdza sobie, czy właściwie wychowała dziecko, a potem ma okazję udzielić mu
                                          > paru rad. Dobrze wychowane dziecko nie uderzy innego, nie opluje, nie kopnie.
                                          > Takie jest moje zdanie.

                                          Myslę, że żeby dziecko mogło sie nauczyć, że nie mozna pluć, kopać i bić innych,
                                          to musi sie znaleźć w sytuacji, w której ujawni się jakaś agresja. Albo jako
                                          strona atakująca albo atakowana. Własnie wrócilismy z urlopu. Nasza czteroletnia
                                          corka bawiała się z trzyletnim chłopcem przez kilka dni, w pełnej zgodzie.
                                          Któregoś dnia chłopiec nagle ugryzł ją bardzo mocno w palec. Mała się
                                          rozpłakała, przybiegła do namiotu. Tata chłopca wziął chłopca i od razu
                                          przyszedl, przeprosił, tłumaczył, że to pierwszy raz, że nie przypuszczali, że
                                          cos takiego może sie zdarzyć. Rodzice przemili, chłopiec bardzo ułożony itp.
                                          Nastepnego dnia chłopiec sam przeprosił córkę i powiedział, że chciał wypróbować
                                          jak to jest. Ta sytuacja stanowiła punkt wyjścia dla jego rodziców do rozmowy o
                                          konsekwencjach tego co zrobił. I wydaje mi się, że gdyby nie "zaatakował", to
                                          mało skuteczne było by tłumaczenie, ze nie wolno gryźć koleżanek.

                                          adota
                              • e_r_i_n Re: elfie 20.07.05, 12:38
                                A teraz dłuzsza wypowiedz, bo wtedy czasu nie mialam.

                                Po pierwsze: dlaczego uwazasz, ze Ty szybciej bys zareagowala, niz ja?

                                Po drugiej: jak byłam w ciazy, to tez mowilam, ze jak ktos tknie moje dziecko
                                chocby palcem, to tego nie przezyje

                                Po trzecie: ta rozmowa troszke bez sensu jest, bo dla Ciebie to na razie
                                teoria, dla mnie juz praktyka. Moje dziecko ma okazje spotykac sie z dziecmi
                                w domu, na placu zabaw itd i jeszcze nigdy nie musialam interweniowac,
                                bo rodzic atakujacego nie zareagowal, a takze zaden rodzic nie musial reagowac
                                za mnie, gdy atakowalo moje dziecko.
                                Pomijam juz fakt, ze spiecia miedzy dziecmi sa nieodlacznym elementem ich
                                spotkan i po pierwsze nie ma co histerycznie reagowac (bo sie tluka), po drugie
                                dzieci tez musza sie nauczyc kontaktow miedzyludzkich.

                                Po czwarte i najwazniejsze: taka reakcja byłaby najlatwiejsza, ale i najgorsza.
                                Dzieci (szczegolnie male) ucza sie przez nasladownictwo i 'tlukac' moje dziecko
                                za to, ze uderzylo Twoje zrobilabys 'pod gorke' i mi (bo moje dziecko doszloby
                                do wniosku, ze skoro Ty mozesz bic je, to i ono moze bic Twoje - logiczne,
                                prawda?), i sobie (bo Twoje dziecko zobaczyloby, ze pierwsza reakcja na
                                konflikt powinien byc argument siły, nie siła argumentu).
                                • virtual_moth Re: elfie 20.07.05, 14:19
                                  e_r_i_n napisała:

                                  > Moje dziecko ma okazje spotykac sie z dziecmi
                                  > w domu, na placu zabaw itd i jeszcze nigdy nie musialam interweniowac,
                                  > bo rodzic atakujacego nie zareagowal, a takze zaden rodzic nie musial
                                  reagowac
                                  > za mnie, gdy atakowalo moje dziecko.

                                  Mam koleankę, która ma synka w wieku mojej córki, trochę ponad 2 latka.

                                  Synek jest agresywny i nie słucha matki, bije moją córkę. Do tej pory nie
                                  reagowałam, czekałam na reakcję jego matki. Ona reagowała, czasami jednak nie
                                  nadążała. Zresztą, i tak nie miało to znaczenia, bo po jej reakcji znowu było
                                  to samo. Efekt - moja córka panicznie boi się dzieci.

                                  To był błąd. Ostatnio więc bardzo ostro zareagowałam, gdy jej synek zaczepił
                                  moją córkę (nie czekając na reakcję jego matki i bez uprzedzania). Po prostu na
                                  niego krzyknęłam, zrobiłam groźną minę itp, odciagnęłam go od niej. I tak ze 3
                                  razy.
                                  Jego matka na szczęście (mimo moich obaw) nie miała mi tego za złe, a co
                                  ciekawe, jej synek nie zaczepia już mojej córki, gdy jestem w pobliżu, heheheh;-
                                  ) A co najważniejsze, moja córka, gdy zobaczyła, ze staję CZYNNIE w jej obronie
                                  już mniej się boi małego agresora.

                                  Jestem za tym, aby OSTRO reagować na to, gdy inne dziecko zaczepia czy bije
                                  nasze dziecko. Nawet nie czekając na reakcję jego matki.
                                  • e_r_i_n Re: elfie 20.07.05, 14:30
                                    No tak, mama dziewczynki smile

                                    Ale zgadzam sie, ze czasami zwrocenie uwagi przez kogos obcego jest
                                    skuteczniejsze, niz zwrocenie uwagi przez obcego. Ale obcy powinien reagowa PO,
                                    nie PRZED rodzicem.
                                      • virtual_moth Re: elfie 20.07.05, 18:51
                                        done2 napisała:

                                        > Powinien, ale czasem jest betonem i nie reaguje.

                                        Właśnie, ja wiedziałam, że malec może zareagować z opóźnieniem na słowa matki,
                                        dlatego olałam sprawę i niczym lwica przystąpiłam do ataku, bo szczerze mówiąc,
                                        już mi było obojętne co koleżanka na to i obchodziła mnie tylko moja córkawink
                                        Koleżanka zresztą nawet się ucieszyła, że w końcu "zaatakowałam", bo sama sobie
                                        nie radzi z agresją synka.

                                        Zresztą, małego boją się wszystkie okoliczne dzieci, chłopcy, nawet starsi,
                                        również. Taki typwink
                    • m-m-m Re: elfie 20.07.05, 10:33
                      Tzn. jesli w tej sytuacji stanowczo zareagowalby ojciec
                      to uwazam, ze macocha nie powinna reagowac. Skoro ojciec nie zareagowal,
                      to macocha miala prawo.


                      Tak jest, Erin.
                      Najpierw rodzic, a potem reszta.
                      • done2 Re: elfie 20.07.05, 10:42
                        I to jest właściwe podejście. Zgadzam się (!?) z Tobą.
                        Jeżeli ojciec (rodzic) nie reaguje - ktokolwiek z dorosłych ma prawo (a czasem
                        obowiązek) zareagować. Nawet macocha.

                        Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta
                        • capa_negra Re: elfie 20.07.05, 11:09
                          > I to jest właściwe podejście. Zgadzam się (!?) z Tobą.
                          > Jeżeli ojciec (rodzic) nie reaguje - ktokolwiek z dorosłych ma prawo (a
                          czasem
                          > obowiązek) zareagować. Nawet macocha.
                          >


                          I to jest jak najwłaściwsze podejście w wielu przypadkach.
                          Ale w tym konkretnym nie chodzi tylko o moja osobe, ale i o drugie dziecko
                          maleńkie, bezbronne.
                          I nie wiem czy w tym konkretnym przypadku czekałam bym na czyjakolwiek reakcje.
                          Nie twierdze, że walneła bym...ale na "titi niegrzeczny" na pewno by sie nie
                          skończyło....
                          I tak jak zauwazyła Erin - 4 latak wie co to ciąża wiec od 9 latka można
                          wymagac co najmniej takiej samej wiedzy
      • e_r_i_n Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 10:11
        4 latek wie, ze dziecko jest w brzuchu i brzuch kobiety w ciazy jest pod
        ochrona - moje wlasne dziecko mialo okazje spotykania sie ze swoja ciezarna
        chrzestna i po jednym wyjasnieniu, ze tam jest malenki czlowiek wiedzialo,
        ze nie mozna z tym brzuchem robic nic, poza glaskaniem.
        I nawet czterolatkowi rzadko zdarza sie bezsensowne machanie rekami, nie mowiac
        o 'przypadkowym' biciu - mowie o czterolatku, ktory jako tako jest wychowywany.
        Sama mam takie dziecko (niespelna czteroletnie) i wiem, na co je stac. Mam tez
        w rodzinie chlopca dziesiecioletniego i jestem na 100% pewna, ze rok temu nie
        przyszloby mu do glowy 'przypadkowe machanie rekami', czego skutkiem
        byloby 'przypadkowe uderzenie' kobiety ciezarnej w brzuch.
      • leeya Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 11:07
        Ludwinia,
        Ciesze sie, ze wszystko w porzadku z dzidziusiem.. Uwazaj na siebie i
        dzieciatko.

        A co do sprawy..
        Przeczytalam cala dyskusje i chyba to widze tak jak Capa. Kurka, 9-cio latek i
        takie cos?? On to zrobil swiadomie. Chcial uderzyc, skrzywdzic. Boze!! Ja tez
        bym mu sie odwinela. I nie zwazalabym na to, ze "przekraczam bariere
        cielesnosci" gnojka. A On to niby nie przekroczyl?? Huk z uderzeniem Macochy,
        na to mozna zareagowac "rozumnie", ale to byl atak na dziecko!! M-m-m, ja Cie
        szanuje za Twoje poglady, czasem sobie myslalam, ze taka Macoche jak Ty
        chcialabym dla Kulki. Ale w tym przypadku sie z Toba tylko czesciowo zgadzam. W
        tym przypadku nie wtracanie sie i czekanie na reakcje rodzicow dziecka to
        glupota!! Jakie dochodzenie do sedna problemu?? Teraz jest okreslona sytuacja i
        trzeba reagowac na nia. Problem byl wczesniej, gdzie Ci rodzice i dziadkowie
        maja oczy?? Nie znaja dziecka czy jak?? Kurcze i jeszcze postawa exi w tym
        wszystkimsad Strrraszne. Czy musialo dojsc do przemocy gowniarza wobec
        nienarodzonego dziecka, zeby ktos w koncu zauwazyl problem???? Sorry, ale to
        jest problem glownie z rodzicami. Usprawiedliwianie i tlumaczenie rozwydrzonego
        jedynaka-egoisty w takiej sytuacji dodatkowo poteguje jego poczucie
        nietykalnosci. Zadnego tlumaczenia!!! A psycholog dzieciecy to powinien sie nim
        zajmowac juz rok temu, po opisanej przez Ludwinie sytuacji z przyjecia
        rodzinnego. Ale ojciec wolal "zniknac" problem. Pewnie, przeciez to takie
        malenstwo...

        Leeya

        PS. Mojego kuzyna zona jest w ciazy. Ma niespelna 2 letnia corcie. Kurde,
        przeciez to dziecko nawet jej na rece nie wchodzi, tylko siada obok i sie tuli.
        Ma 2 lata i swiadomosc, ze tam jest dzidzia na ktora trzeba uwazac. A 9-cio
        latek??? Spralabym jak nic. A przynajmniej oczekiwalabym tego od M....
        • capa_negra gdyby nie powaga sprawy 20.07.05, 11:13
          to bym ci normalnie pyska dała smile))

          O to mi właśnie chodziło, aby spojrzec na temat " jak kobieta w ciąży" a nie
          " jak powinna poprawnie zachowac sie macocha "
          I sądzę, że każda znas będąc w sytuacji zagrażającej bezpośrednio zyciu i
          zdrowiu dziecka zareagowała by adekwatnie do sytuacji, a nie "poprawnie
          politycznie"
          • leeya Re: gdyby nie powaga sprawy 20.07.05, 11:57
            capa_negra napisała:

            > to bym ci normalnie pyska dała smile))
            --------------------
            Siem nadstawiamsmile

            >
            > O to mi właśnie chodziło, aby spojrzec na temat " jak kobieta w ciąży" a nie
            > " jak powinna poprawnie zachowac sie macocha "
            --------------------
            O nie!! A co to Macocha?? Worek treningowy?? Jakie poprawnie??Kurna, Macocha
            tez czlowiek!! A tym bardziej dzidzius w brzuchu!!!!
            Jak Mloda byla mala (okolo 6lat) to rzucila pomidorem, ktorego w tym momencie
            jadla w jakas kobiete w piaskownicy. Tylko, ze najpierw dostala po lapach,
            potem przeprosila, a dopiero potem wnikalam, czemu to zrobila. I taka powinna
            byc kolejnosc. Ja wiedzialam, ze nie lubi kobiet z blond wlosami, ale takie
            dzialania wobec blondi nie sa akceptowane. I to jej wbijalam do tego lebka. Nie
            zawsze jest potrzebny psycholog. Jedynie dobra znajomosc dziecka i poswiecanie
            mu czasu, tlumaczenie, dawanie poczucia bezpieczenstwa. I tylko mi nie mowcie,
            prosze, ze moja sytuacja z Mloda a sytuacja z tym 9-cio latkiem sa takie
            strasznie inne. Ja tez nie bylam matka, a siostra. Moze tez nie powinnam byla
            sie wtracac w wychowanie Mlodej?

            Leeya
            • jayin Re: gdyby nie powaga sprawy 20.07.05, 14:09
              leeya napisała:

              > Ja tez nie bylam matka, a siostra. Moze tez nie powinnam byla
              > sie wtracac w wychowanie Mlodej?

              oj tam. ja się wtrącam smile od wielu lat, znaczy się od dnia urodzenia młodej. dosłownie (uroki zajmowania się 24 h na dobę noworodkiem, a potem niemowlęciem przerabiałam dość długo). czasami jak jest niegrzeczna mnie cholera bierze po prostu - i czuję się "w obowiązku" ustawienia, tym bardziej że jak jej pozwolić i wyluzować za bardzo, to mała się zachowuje jak rozpieszczona jedynaczka (za stare ma te siostry wink i już "zniknięte"), a mama najchętniej by wyszła z pokoju iw róciła, jak dziecko będzie "grzeczne" - wtedy wręcz oddycha z ulgą, że nie ona musi "korygować" młodą, tylko ma od tego "cerbera", czyli mnie. A sama może ją "głaskać po główce" i być tym "dobrym gliną" (jak mówimy w domusmile


              a co do tego co napisałaś w którymś poście powyżej - o tej świadomości 9-latka - zgadzam się z Tobą całkowicie. Mam taki sam pogląd na ten "temat".


              pozdr.

              J.
            • e_r_i_n Re: gdyby nie powaga sprawy 20.07.05, 14:15
              leeya napisała:

              > Ja tez nie bylam matka, a siostra. Moze tez nie powinnam byla sie wtracac w
              > wychowanie Mlodej?

              Leeya, ale my mowimy o sytuacji, gdy w poblizu jest rodzic dziecka - to on
              powinien reagowac jako pierwszy. Jesli dziecko jest pod Twoja opieka,
              to wiadome, ze to Ty reagujesz. Moja mama nie zwraca uwagi mojemu synowi, gdy
              ja jestem przy nim. Ale gdy zostawiam go pod jej opieka, to naturalne, ze ona
              mu czegos zabrania czy zwraca uwage na nieodpowiednie zachowanie. Tak samo
              robia panie z przedszkolu czy nauczyciel w szkole - reaguje od razu, nie czeka,
              az rodzic sie pojawi.
        • m-m-m Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 11:35
          Ale ja go nie usparawiedliwiam, napisałam wielokrotnie, że zrobił to
          specjalnie, co Ludwinia potwierdziła, potwiedziła też, że motywem jest
          konkurencja (boi się, że nie będzie tak ważny dla ojca jak dotychczas) oraz, że
          jego matka uważa, że teraz po narodzeniu konkurencji, alimenty na niego będą
          mniejsze. Teraz jest potrzebna praca wychowawcza ze strony ojca, aby mały
          wiedział, że nic na posiadaniu konkurencji nie straci.
          • balladynka Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 11:42
            aby mały
            > wiedział, że nic na posiadaniu konkurencji nie straci.

            Ależ straci jak najbardziej tak jak i rodzeństwo w pełnej rodzinie (czas,
            pieniądze etc) i jest to zupełnie naturalne i sęk moim zdaniem w tym, nie żeby
            go uspakajać że nie straci bo to nieprawda i nie tędy droga żeby z niego
            jeszcze większego bubka zrobić upewniając go w jego wyjątkowości tylko żeby się
            mały egoista naczył DZIELIĆ i żyć wśród ludzi nie tylko w roli pępka świata.
            • m-m-m Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 12:02
              Balladynko, najwiekszymi egistami sa ludzie posiadajacy rodzeństwo, nie
              jedynacy Rodzeństwo zawsze rywalizuje o kwałek tortu, rzecz w tym , ze nie
              okawałek kawałka, tylkoo cały tylko dla siebie. To dopiero rodzice uczą
              podziału miedzy wszystkie dzieci po równo. Tak powiedziała mi moja przyjaciólka
              posidaczka dwóch braci w zbliżonym wieku. Jedynak nie umie się dzielić, ale i
              nie umie walczyć o ten kawałek. Jak mu go zabierzesz - nie będzie umiał go
              odzyskać, stąd agresja i obrażanie się.
          • leeya Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 11:48
            Zgoda m-m-m, wszystko jest dokladnie tak jak mowisz. Z tym, ze w momencie,
            kiedy uderzyl, moja reakcja nie byloby analizowanie dlaczego, a jedynie
            postaranie sie, aby gowniarz znalazl sie w bezpiecznej odleglosci od mojego
            brzucha. I to nie ja bym uciekala.

            Piszac o usprawiedliwianiu i "znikaniu" problemu mialam na mysli ojca i
            dziadkow, a nie Ciebiesmile

            Leeya
            • m-m-m Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 12:07
              A wiesz, że gdybyś go uderzyła i on np. upadłby na podłogę uderzając o nią
              potylicą i np. na skutek umarł, bez wzgledu na twój brzuch poszłabyś do
              więzienia???
              Dorosły człowiek nie może sobie pozwolić na niekontrolowane emocje,bo jest za
              nie tylko karany, a dziecko - karane i wychowywane.
              • leeya Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 12:18
                Taka swiadomosc mam. Nie wiem, jak konkretnie bym zaragowala. Nie wykluczam
                reakcji "silowej". Nie wiem czy bym odepchnela, uderzyla czy po prostu zaczela
                krzyczec. Nie wiem. Na szczescie nie bylam w takiej sytuacj. Ale jak mowie, nie
                wykluczam reakcji natychmiastowej, bez czekania "co moj M zrobi". Wiem jedno:
                Dzieciak musialby jak najszybciej i jak najdalej znalesc sie od mojego brzucha
                i dziecka.

                Jak siebie znam, zlapalabym za rece, zawolala M i kazala gowniarza zabrac jak
                najdalej ode mnie.

                Leeya
        • e_r_i_n Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 13:42
          Leeya, wszystko racja, co piszesz (zgadzam sie), ale tu dyskusja rozgorzala nie
          na temat 'czy reagowac', tylko 'jak reagowac'.
          I rozpatrujac te konkretna sytuacje (brak reakcji rodzica i dziadkow), macocha
          jak najbardziej miala prawo zlapac za rece, zawolac ojca dziecka, ale prawa bic
          nie miala i koniec (wiem, co to znaczy byc w ciazy i wiem, jakie to emocje).
          Nie uwazam, ze powinna grzecznie poprosic, zeby wiecej tego nie robil.

          A oboczny temat to to, ze to ojciec powinien miec delikwenta na oku i zanim
          macocha zareaguje, zlapac go i w odludnym miejscu zalatwic sprawe.
          • done2 Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 13:56
            "macocha jak najbardziej miala prawo zlapac za rece, zawolac ojca dziecka, ale
            prawa bic nie miala i koniec (wiem, co to znaczy byc w ciazy i wiem, jakie to
            emocje). Nie uwazam, ze powinna grzecznie poprosic, zeby wiecej tego nie robil.
            A oboczny temat to to, ze to ojciec powinien miec delikwenta na oku i zanim
            macocha zareaguje, zlapac go i w odludnym miejscu zalatwic sprawe."

            A jeżeli ojciec dziecka to wspaniały człowiek, miły, zaradny, dbający, no, po
            prostu supermen z jedną malusią wadą - nie potrafi rozmawiać z dzieckiem. To co
            wtedy? Jeśli np. macocha wie, że jedyną reakcją tatusia będzie:
            "no miśku, no co ty zrobiłeś, słoneczko.... Nu, nu, nu..."

            To też ma się kobita nie bronić?


            Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta

            • e_r_i_n Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 14:00
              Jesli facet rzeczywiscie taki jest, to kobieta ma trudny orzech do zgryzienia.

              I szczerze mowiac, nie wiem, jak by sie miala bronic taka kobieta.
              Złapanie za rece, powstrzymanie agresji, a potem rozmowa - chyba to moglaby
              zrobic.

              A Twoim zdaniem jak powinna taka obrona wygladac?
              • done2 Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 14:10
                e_r_i_n napisała:

                Złapanie za rece, powstrzymanie agresji, a potem rozmowa - chyba to moglaby
                zrobic.

                Jestem za tą opcją. Tak powinna zrobić opanowana kobieta która wie, że na pomoc
                i reakcję M. w sprawach dziecka nie ma co liczyć. Ale cóż, nie każda M. jest
                opanowana. Sama nie wiem, co bym zrobiła (bo ja w zasadzie jestem choleryczką) -
                niezależnie kto by to był.

                Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta
                • e_r_i_n Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 14:13
                  Niestety, przy dzieciach trzeba umie sie opanowac.
                  Moje wlasne dziecko mnie czasami doprowadza do takiego szalu (chociazby
                  puknieciem czyms znienacka), ze mam ochote nim o sciane rzucic, ale sie MUSZE
                  opanowac. Przy obcym dziecku MUSZE to robic tym bardziej.
                  Bo w tym ukladzie to ja jestem dorosla.
                • elf28 Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 14:13
                  Podzielam Twoje zdanie. Dywagaować nad słusznością i poprawnością zachowania
                  się macochy w takiej sytuacji można ile bądź. Ale każda z nas jest inna i
                  inaczej zareagowałaby w takiej sytuacji. Ja również zareagowałabym bardzo
                  emocjonalnie, i nie wiem czy nie odwinęłabym we wściekłości. Bo też choleryczka
                  ze mnie.
                • jayin Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 14:27
                  done2 napisała:

                  > Ale cóż, nie każda M. jest
                  > opanowana. Sama nie wiem, co bym zrobiła (bo ja w zasadzie jestem choleryczką) niezależnie kto by to był.

                  Ja tak czasami mam. Poczucie choleryczności. I chociaż ZAWSZE się w końcu opanowuję i nie dochodzi do "rękoczynów" - to nie dam głowy za to, czy bym nie przylała dzieciakowi po tyłku, gdybym była w ciąży, a on by zrobił coś, co mogłoby zagrozić mojemu dziecku.

                  Jestem zła i niedobra i w ogóle niewychowawcza - bo jestem anty wobec wychowania bezstresowego. Chociaż dzieci nie bijam, bo zwykle znajduję jakąs inną metodę "psychologiczną", która skuteczniej "ukarze" delikwentkę'delikwenta smile - to jak dla mnie uderzenie dziecka w cztery litery nie jest niczym tragicznym, jeśli klapnę je po tyłku, bo nie opanuję się na tyle, żeby je wyłącznie zmrozić wzrokiem i WYROZUMIALE dopominać się o wyjaśnienia i samej wyjasniać, ze TAK NIE WOLNO...suspicious To "wyjaśnianie" jest OK w wychowywaniu, ale na samym początku. Wg mnie jest jakaś granica wieku dziecka, za którą ciężko do niego dotrzeć samymi tłumaczeniami, jeśli podstawy wychowania we wczesnym okresie jego życia były marne.

                  Trzeba tylko rozgraniczyć "lanie" a LANIE. Dla mnie zupełnie niedopuszczalne jest bicie dziecka "dla zdrowia" albo graniczące z katowaniem jakimś... To jest chore. I jestem temu przeciwna totalnie.

                  W każdym razie - w tej sytuacji - zapewne (tak na 90%) bym się opanowała i nie przylała dzieciakowi, ale pewnie usadziła je w miejscu i zażądała od ojca dziecka (w tym przypadku) wyciągnięcia z tego konsekwencji, a on niech już sobie z dzieckiem "WYJASNIA".

                  W dodatku chyba bym straciła do tego dziecka jakieś pozytywne uczucia w większości i raczej unikała sytuacji, w której mogłoby się coś takiego powtórzyć. Nie ufałabym temu dziecku już. I na pewno nie tłumaczyła jego zachowania w sensie usprawidliwiania. Takie zachowanie jest w ogóle dla mnie NIEDPUSZCZALNE...
                  • done2 Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 14:39
                    Jak byłam mała, najbardziej bolała mnie kara: "ja sobie to zapamiętam..."
                    Jejku, jak ja bym wolała klapsa (a nie bili mnie kompletnie) niż takie słowa...
                    I siedziałam i myślałam, jak długo to sobie mama zapamięta....

                    Teraz moja mama chyba za dużo nasłuchała się o bezstresowym wychowywaniu
                    dzieci. I jest bardziej nerwowa. Parę dni temu byli u niej goście - małżeństwo
                    (luz totalny) z dzieckiem. Dzieciak (jakieś 4-5 latek) koniecznie chciał
                    zobaczyć co jest za oknem (a mama mieszka wyyyyysoko!). I wszedł na taborecik -
                    rodzice nic. Otworzył okienko - rodzice nic. Wychylił się - rodzice nic
                    (chociaż widzą wszystko od początku). Wychylił się bardziej, moja mama
                    podskoczyła,ściągnęła dzieciaka, potrząsnęła nim, a rodzice - dalej nic. Takie
                    nowoczesne, wyluzowane, wychowyjące bezstresowo małżeństwo.
                    Gdyby mama nie zareagowała - dzieciak by wypadł, albo by nie wypadł.
                    Myślę, że reakcja mojej mamy (w przypadku totalnej indolencji rodziców) była
                    O'K.

                    Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta
                    • joanna-walencja Re: Wszystko cacy tylko.... 20.07.05, 14:58
                      to dobrze, ze Twoja mama zareagowała - oto dzisiejsza wiadomość z Onetu:
                      "4,5-letni chłopiec wypadł w środę po południu z okna na ósmym piętrze wieżowca
                      w centrum Krakowa; dziecko zmarło - poinformowała kom. Sylwia Bober-Jasnoch z
                      biura prasowego małopolskiej policji."

                      ile jeszcze dzieci zginie z powodu niefrasobliwości dorosłych???
          • natasza39 Wnioski z całego watku..... 20.07.05, 21:24
            A mnie sie coś takiego nasunęło po przeczytaniu całego wątku....
            Co by było gdyby któraś z "macoch" w słusznej wściekłości trzepneła w ucho
            rozwydrzonego pasierba?

            O jakie larum by było!!!
            Jaki lament!
            Obraza i wogóle. A to jest własnie watek, w którym dokładnie widać, że czasem
            właśnie pasierbom uchodzi na sucho coś co nie uszłoby rozwydrzonemu dziecku
            sąsiadki, czy koleżanki.

            I to by było chyba na tyle!
            • megan58 Re: Wnioski z całego watku..... 21.07.05, 08:58
              A dla mnie Nataszo ten wsatek pokazuje poraz kolejny , jak kobieta- w tym
              wypadku macocha stawai swojego M w pozycji "biednego misis" ktory nie potrafi
              poraqdzi c sobie z porblem jednej rodziny i wychowania jedego dziecka
              jednoczesnie starajac sie o drugie i zwlalajc cały problem na kobieta - dla
              ktorej to probleme nie powinno byc. Obciązajac ja - bedaca w ciazy i wymagajaca
              ochromy, dziecko - ktore pezezywa to co przezywa i swja eks .. i wsztskich
              dokoła..
              Wiesz co mnie szokuje najbardziej - ze tak l awto zdejmuje sei z nigo
              dopowiedziealnosc za
              1.Brak reakcji
              2.Brak znajomosci własnego dziecka - przed atakiem musiały byc sygnały

              Zato tak łatwo przezucic decyzje jak sie powinna zachowac macocha i co zle w
              wychowaniu zrobiła eks...
              A co zrobił OJCIEC dziecka????
              On był tam , on był odpowiedzialny za to dziecko !!!!!!!!!
              I On wg . mnie winie był zareagowac.. A skoro nie potrafił nie mogł , niue
              umiał - bo taki biedny zuczek.. To moze po prostu nie mozna mu Np. tego dziecka
              oodawac pod opieke - bo ewidentnie"zuczek" sobie nie radzi...

              I trzeba sie zastanowic co z kolejnym dzieckiem - tez chyba sobie nie bedzie
              radził.....

              Ja bardziej niz na chłop[u skupiłabym sie na opiekuni- ktory tam wtedy
              był!!!!!!!!


              Pozdrwaiam
            • m-m-m Re: Wnioski z całego watku..... 21.07.05, 09:15
              A to jest własnie watek, w którym dokładnie widać, że czasem
              > właśnie pasierbom uchodzi na sucho coś co nie uszłoby rozwydrzonemu dziecku
              > sąsiadki, czy koleżanki.



              No więc rozwydrzonemu dziecku sąsiadki, czy koleżanki, czy pasierbowi w moim
              wypadku uszło by dokładnie tak samo: powstrzymanie agresji i w zadnym wypadku
              nie uderzenie.
            • poxywka Re: Wnioski z całego watku..... 21.07.05, 09:40
              wydaje mi sie, ze w takim razie jestescie zbyt przewrazliwione na tym punkcie i
              co by sie nie powiedzialo uwazacie, ze ktos ma do Was pretensje o niewlasciwe
              traktowanie pasierba; byc moze to uzasadnione w Waszym przypadku
              ale takie slowa Natasza raczej prowokuja niz wyjasniaja cokolwiek; ale pewnie o
              to chodzilo wink

              gdyby ktos z rodziny uderzyl mojego synka przy takim zdarzeniu przeszlabym do
              porzadku dziennego nad tym faktem, bo mysle, ze nie dostalby traumy z tego
              powodu; dodam, ze macoszke traktuje jako rodzine - nie moja, ale mojego
              dziecka; ja wlasne dziecko tez czasem klepne i za kazdym razem odczuwam to jako
              osobista porazke, bo to nie wychowuje a jedynie rozladowuje emocje;
              ja naprawde zastanawialam sie czytajac watek co zrobic w takiej sytuacji aby
              stosunki w rodzinie ulegly trwalej poprawie podczas gdy Ty zdajesz sie skupiac
              na tym, czy masz prawo rozladowac zlosc na tym dziecku czy nie; pewnie ze masz,
              tylko co z tego ?

              pozdrawiam
              poxywka
              • lideczka_27 Re: Wnioski z całego watku..... 21.07.05, 12:06
                W opisanym przypadku chłopak zachował się karygodnie a winny jest ojciec, który
                nie reagował ani przed ani po zdarzeniu. Bardzo źle to wróży na przyszłość, bo
                dzieciakowi może się upiec wiele innych nagannych czynów. Matka oczywiście
                prawo do obrony ma - siebie i swojego nienarodzonego dziecka. Nie wiem tylko
                czy "odwinięcie" pasierbowi nie wyrządziłoby szkody jej samej. Popatrzcie -
                uderzenie, zamachnięcie się, złość to potencjał siły i niebywale niepozytywne
                emocje. Myślę, że znakomita większość ciężarnych posłuchałaby instynktu i po
                prostu natychmiast odsunęłaby się od bijącego - to taki odruch mający chronić
                brzuch. Myślę, że teraz nami targają emocje (które absolutnie mnie nie dziwią),
                ale gdybyśmy były na miejscu Ludwini, to górę wzięłoby totalne zaskoczenie i
                chęć separacji dziecka od bezpośredniego zagrożenia a nie wymierzanie
                dzieciakowi kary, które angażuje i siłowo i emocjonalnie a to może prowadzić do
                jeszcze większego zdenerwowania a w konsekwencji... (może już tego nie
                rozwinę). Gdyby to mnie spotkało, to najprawdopodobniej chwyciłabym dzieciaka
                za ręce, by mu je unieszkodliwić, być może bym krzyknęła. Reszta należałaby do
                M, ale biada, gdyby niczego w tej sprawie nie zrobił (rozmowa, tłumaczenie, być
                może kara). Tyle, że na ile swojego męża znam, to wiem, że 9-latek po takim
                wyskoku miałby siny tyłek, bo choć rozdaje klapsy niezmiernie rzadko, to są
                sytuacje, gdzie go nie przekonam, że argument siły zawsze jest gorszym wyjściem
                i dzieciak dostałby - jestem pewna na 100%
                • maxxi26 Re: Wnioski z całego watku..... 21.07.05, 12:44
                  Co do zasady jestem przeciwna jakiejkolwiek przemocy użytej w stosunku do
                  dziecka. Sama raczej w tej kwestii byłam ofermowata i nigdy nie użyłam przemocy
                  w stosunku do innych dzieci (choć one wobec mnie i owszem). Po prostu niestety
                  nie potrafiłam (poza bijatykami ogólnymi z bratem). Pamiętam niestety dzieciaki
                  już i 6-7 letnie z podwórka - które stosówały przemoc i wobec innych
                  dzieciaków, ale tez w znęcaniu sie wobec zwierząt. Już wtedy wszyscy się ich
                  bali i trudno ich było traktować jako "niewinne dzieciątka".

                  Ale do rzczy - początkowo - miałam sprzeczne uczucia przy czytaniu wątku,
                  rozważałam to też w głowie - ze wzgledu na zboczenie zawodowe - "prawniczo".
                  Właśnie z tego pierwszego punktu widzenia wydawało mi się uderzenie pasierba za
                  niewłaściwe i naganne ze względu na ogólne przekonania że jednak uderzyć własne
                  dziecko moga jedynie rodzice. Sama też, teoretyzując, bym nie pozwoliła obcemu
                  ruszyć swojego dziecka. Ale po zastanowieniu - dochodzę do wniosku, że jednak
                  byłaby to swoistego rodzaju "obrona konieczna" - właśnie pod wpływem emocji,
                  wzburzenia i ochrony siebie i dziecka. Uzasadniona w takiej sytuacji. Ale
                  pewnie znając siebie - ja stałabym zszokowana, nie wiedząc co zrobić. I tutaj
                  główna rola jednak byłaby po stronie M. od niego oczekiwałabym obrony i
                  właściwej reakcji.
                • e_r_i_n Re: Wnioski z całego watku..... 21.07.05, 12:51
                  lideczka_27 napisała:

                  > Tyle, że na ile swojego męża znam, to wiem, że 9-latek po takim
                  > wyskoku miałby siny tyłek, bo choć rozdaje klapsy niezmiernie rzadko, to są
                  > sytuacje, gdzie go nie przekonam, że argument siły zawsze jest gorszym
                  > wyjściem i dzieciak dostałby - jestem pewna na 100%


                  Otoz to. Wcale to nie jest dobre, ale we mnie ten watek takich emocji nie
                  wzbudzil, bo jestem pewna na 100%, ze moj maz zareagowalby odpowiednio do
                  sytuacji.
            • natasza39 Re: Wnioski z całego watku..... 22.07.05, 10:17
              Macie rację pytanie było na zasadzie prowokacji, a nie stwierdzenia, że tak
              powinno być.
              "Trzepnięcie w ucho" było tu przenośnią, choć nie wykluczam takiej reakcji w
              tzw. odruchu obronnym.
              Chodziło mi o kwestie szersze. Czy zawsze mamy tylko i wyłacznie domagać się
              podjecia działań ze strony ojca dziecka, nic same nie roziac?
              Napewno dużą rolę gra w tym przypadku wiek dziecka. Nie wyobrazam sobie
              sytuacji dania klapsa nastolatkowi. Byłoby to smieszne i bez sensu. Ale jak
              najbardziej wyobrażam sobie powiedzenie nastolatkowi co mysli sie na jakis
              temat zwiazany z jego zachowaniem a nie latanie z kazdym problemem do ojca i
              opowiadanie mu o tym z wymaganiem: Zrob cos z tym!
              Tak jak nie wyobrażam sobie sytuacji, gdzie pozostawiona na chwilę nawet
              macocha z małym dzieckiem biegnie do ojca aby mu powiedzieć, że dzieciak bawi
              sie zapałkami, czy wychyla przez okno zamiast od razu zareagować.

              Ja mówię tutaj o drastycznych przypadkach. Przypadek opisany w tym wątku. Gdzie
              mamy doczynienia z reakcja małego "przemocowca" nie powinien być oczywiscie
              lekzewazony ani przz ojca, ani przez dziadków, ale macocha miała świete prawo
              sama równiez zareagować. Tak jak virtual broniaca przez agresorem-synem
              kolezanki swojej córki, tak ludwinia miała prawo bronić własnego dziecka.
              Zreszta tak samo zareagowałabym, gdyby moje dziecko wykazywało agresje w
              stosuknu do kobiety w ciaży czy innego dziecka. Też zareagowałabym natychmiast.

              A tak juz jeszcze poza tematem coś mi sie nasunęło, po tym co napisała megan....
              Pisze o tym że ojca nie mozna traktowac jak "misia", że to on powinien reagować
              itd, etc.
              To jest jednak szerszy problem, z tymi "misiami" oczywiście.
              Tak jak macocha nie może traktować faceta jak "misia" który nie wie co ma
              zrobić ze swoim potomkiem, tak ex nie może traktować faceta jak "misia", który
              nie wie co czyni, bo wszystkim next kręci.

              Tak że apel do wszystkich kobiet:
              Faceci to nie MISIE!!!
              Zapamietajmy to sobie, bo czasem ten miś może okazać się niedźwiedziem grizzly,
              a wtedy to juz tylko nasza wina jest.