luna320
03.03.12, 23:11
To znów ja. Znacie moją historię o meżu wyjazdowym.
W dzień jego wyjazdu pożarliśmy sie odrobinę, nie pożegnałam się. Jednak za 3 dni doszliśmy przez telefon do porozumienia i wszystko ok. Wczoraj mówil, że kupi sobie większą kartę i zadzwoni dziś. I cisza... zero odzewu. Jest sobota.. a wyobraznia mi pulsuje...
Mam 2 opcje, do końca jego przyjazdu nie odbierać, albo jak zadzwoni to od razu z miejsca zjeb.. jak psa. Kiedys tez nie mógl zadzwonić, to brał tel od rodziny z ktorą pracował i dzwonił na chwilę.. a teraz jak pracuje z innymi... wiadomo. Kurna... a jak poczuł wiatr w żaglach i dyma jakąś lalę. No powieszę się.