Dodaj do ulubionych

pokolenie straconych

26.03.12, 20:58
Nie boicie się o wlasne dzieci? w Polsce obecnie jest bardzo krucho z praca, szczegolnie trudna sytuacja dotyka ludzi modych, po studiach. Nawet niegdys elitarne kierunki dzisiaj nic nie znacza poniewaz pracy nie ma. Głównielicza sie znajomosci. Jak zamierzycie zabezpieczyc dziecko na przyszlosc? Pozostawicie swoje firmy, wyrabiacie znajomosci zeby kiedys sie przydały. To wszystko zmierza ku gorszemu. Niegdyś w pracę można było wybierać teraz młodzi ludzie nie mają w czym. Jak uchronić dziecko przed nędzą, Polską nędzą?
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:02
      Boję się, mam syna w 2 klasie liceum i z niepokojem patrzę na sytuację młodych, szczególnie w niedużych miastach.
    • andaba Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:03
      Może po prostu mniej kształcić?
      Nie ma siły, sprzątaczki, budowalańcy i kierowcy będą potrzebni zawsze...
      • africa7 Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:10
        Tylko gdyby tę sprzątaczkę było stać żeby się utrzymać. To byłoby pieknie i dobrze. Teraz płacę za mieszkanie z opłatami 2tys zł, za jedzenie kolejne tyle. Czy mojego dziecka z zawodem sprzataczki nedza nie dotknie? Nasza sprzataczka osiedlowaa, która sprząta naszą ulice zarabia na reke 1100zł? Koszt benzyny 6zł, koszt jednego jajka 1zł. Pamiętam kiedy banany przed wejściem do unii kosztowały 2 zł teraz jest to cena dwukrotnie wyższa. Wszystko bardzo zdrozało. Moja siostrzenica skończyła wydział administracji na uj pracy nie ma, szuka ale dziewczyna jest załamna. Myśmy mieli łatwiej.
        • kropkacom Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:16
          Zawsze można wyjechać za pracą. Czy to poniżej godności?
        • anorektycznazdzira Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:52
          > Nasza sprzataczka osiedlowaa, która sprząta naszą ulice zarabia na reke 1100zł? (...) Pamiętam kiedy banany przed wejściem do unii kosztowały
          > 2 zł teraz jest to cena dwukrotnie wyższa.

          przed wejściem do unii sprzątaczka zarabiała na rękę 600 PLN big_grin
        • e_r_i_n Re: pokolenie straconych 27.03.12, 08:24
          africa7 napisała:

          > Moja siostrzenica skończyła wydział administracji na uj

          I to jest ten elitarny kierunek?
          Po faktycznie dobrych kierunkach praca generalnie jest.
          Po matematyce na PW wszyscy absolwenci na pniu są rozrywani.
          Ludzie po SGH (dziennych, najlepiej w całości na tej uczelni) też nie mają problemów z pracą.
          Moim zdaniem trzeba po prostu dobrze wybrać kierunek - nie pedagogika czy inna filozofia, albo się skupić na pracy fizycznej.
          • africa7 Re: pokolenie straconych 27.03.12, 09:30
            Ja mam inne obserwacje. Jej chłopak po AGH, który skończył automatykę i robotyke też ma problem z pracą. Na forum kobieta jest podobny temat gdzi dziewczyna po filologii angielskiej nie moze znalezc pracy. Jestg z warszawy.
            • kamelia04.08.2007 Re: pokolenie straconych 27.03.12, 10:09
              w wie, tez jest trudno.
              Chlopak po automatyce, o ile zna jezyki obce, moze wyjechac za granicę, moze znajdzie prace w innym regionie Polski, przeciez nie trzeba mieszkac w mama i tatą w Krakowie.

              Po administracji, to rzeczywiscie jest kicha. W czasach mojej matki, to bylo inaczej, ale to było w latach 70- i 80-tych.
              • majowadusza dyplom nie daje gwarancji na dobnrą pracę ! 27.03.12, 10:17
                moja dobra koleżanka, architekt z 15 letnim stażem też ma wieczny problem z pracą. Pracuje w biurach góra od 3 do 6 m-cy.

                Powód ??

                Jest porostu słaba w tym co robi. Dyplom i uprawnienia nie dają gwarancji pracy. Obudźcie się wreszcie bo mnie takie wątki do rozpaczy doprawdzają.
                • kamelia04.08.2007 Re: dyplom nie daje gwarancji na dobnrą pracę ! 27.03.12, 10:37
                  majowadusza napisała:

                  > moja dobra koleżanka, architekt z 15 letnim stażem też ma wieczny problem z pra
                  > cą. Pracuje w biurach góra od 3 do 6 m-cy.


                  ale co ona za jaja i kiełbase ten dyplom i uprawnienia dostała?
                  • lusitania2 Re: dyplom nie daje gwarancji na dobnrą pracę ! 27.03.12, 11:05
                    kamelia04.08.2007 napisała:

                    >
                    >
                    > ale co ona za jaja i kiełbase ten dyplom i uprawnienia dostała?
                    >

                    za spełnianie wymagań na tym minimalnym poziomie, by uprawnienia otrzymać.


          • mamand Re: pokolenie straconych 27.03.12, 12:29
            > Moim zdaniem trzeba po prostu dobrze wybrać kierunek - nie pedagogika czy inna
            > filozofia, albo się skupić na pracy fizycznej.

            o przepraszam, ja jestem po filozofii przyrody, a na brak pracy nie narzekam tongue_out
        • kamelia04.08.2007 Re: pokolenie straconych 27.03.12, 10:06
          africa7 napisała:

          > Moja sios
          > trzenica skończyła wydział administracji na uj pracy nie ma, szuka ale dziewczy
          > na jest załamna.


          nie obraź sie, ale administracja, to jest wypierdek na tyłku, nawet jak to jest administracja po UJ. Juz mogła pójśc na prawo, zupłenie inna półka, mozna gdzie indziej startowac (choc tez jest nielatwo i po prawie).
      • przeciwcialo Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:13
        Oj to, to. Wszyscy na hura ida do LO mimo ze połowa nie powinna się tam znaleźć.
        Nie nabywaja ani wiedzy ani umiejetnosci. W Polsce jest nadmiar magistrów niewiadomoczego a nie ma porządnych techników. Technikowi nikt nie broni sie uczyc a przy okazji ma fach. W sumie nie znam osoby które źle wyszłaby na skończeniu techników.
        Nie wim co przyniesie przyszłość. Marzy mi się aby moje dzieci miały fajne pasje które przekują na zawodowa przyszłośc.
        • zuzanna56 Re: pokolenie straconych 27.03.12, 11:34
          przeciwcialo napisała:

          > Wszyscy na hura ida do LO mimo ze połowa nie powinna się tam znaleźć

          O, właśnie od dłuższrgo czasu to obserwuję. Potem licencjt na prywatnej uczelni o poziomie dawnej zawodówki...a potem płacz, że nie ma pracy.

          Co do pytania, tak boję się co będzie z moimi dziećmi.
    • iwoniaw Odbiło ci? 26.03.12, 21:10
      Lepiej było za czasów octu na półkach, żelaznej kurtyny i kartek na cukier?
      Czy w czasie wojny i okupacji?
      A może w czasie kryzysu w 20-leciu?
      Czy w czasie I wojny?
      Albo pod zaborami?
      • przeciwcialo Re: Odbiło ci? 26.03.12, 21:16
        Ja po części rozumiem obawy autorki- dzisiejsza młodziez taka strasznie niesamodzielna, uzalezniona od rodziców. " Za moich czasów" trochę szybciej odcinało się pepowiny wink
        • iwoniaw Re: Odbiło ci? 26.03.12, 21:19
          Ja tego tak nie widzę - dzisiejsza młodzież jedzie bez mamusi do Londynu czy innego Dublina, podczas gdy my co najwyżej jechaliśmy na studia w sąsiednim województwie.
      • kiszczynska Re: Odbiło ci? 26.03.12, 21:56
        mysle, ze to otbieo dbilo
        sto razy wolala komune niz to co jest teraz
        teraz jest gorzej niz wtedy
        brak pracy
        brak pracy
        brak pracy
        kobiety w ciazy na bruk
        kobiety z idzecmi na bruk
        zatrudnienie kobiet niemozliwe

        komuno wroc!


        iwoniaw napisała:

        > Lepiej było za czasów octu na półkach, żelaznej kurtyny i kartek na cukier?
        > Czy w czasie wojny i okupacji?
        > A może w czasie kryzysu w 20-leciu?
        > Czy w czasie I wojny?
        > Albo pod zaborami?
        >
      • bye.bye.kitty Re: Odbiło ci? 27.03.12, 01:15
        hmmm
        jak porównuję niekiedy
        to w tych biednych i głodnych latach siedemdziesiątych matki starszych koleżanek miały : żłobków do wypęku, w gruncie rzeczy pewność etatu, trzynastki, piętnastki i inne dzikie węże,
        jasne, pesto i szpilek od Manolo nie miały

        ale moje koleżanki też sobie na to mogą jedynie przez szybkę popatrzećsmile)

        nie chcę się kłócić o "komunę" (jestem otoczona "ekstremistami" z obu stron barykady, mam dobrych znajomych, którzy piją razem wino, razem jeżdża na kajaki, po czym udają obcych ludzi pod domem Jaruzelskiego 13 grudnia, mam trochę tych pro i kontra rozmów dość) ale nie uważam, by to było takie czarno-białe...

        ogólnie nie wiem, czy takie porównywanie się do przeszłości ma sens...
        Znam ludzi, którzy dziś wychowują dzieci w podobnych warunkach jak w XIX wieku (suterena bez toalety). Albo ludzie zamarzający we własnych mieszkaniach. Myślę, że chcemy wierzyć, że to było kiedyś, dawno, przed wojną. Ale to jest teraz.
    • borys314 Re: 26.03.12, 21:16
      Hmm, najłatwiej by było, gdyby syn poszedł w ten sam zawód co ja - wiedziałbym, co i jak, a w razie sytuacji rzeczywiście kryzysowej mógłbym mu pomóc (ale tego wolałbym uniknąć, powinien stać na swoich nogach). Ale jeszcze się szczególnie nie przejmuję (minie z 10 lat, zanim wejdzie na rynek pracy) i będę się starał kontrolować, żeby go do tych studiów nie nakłaniać.
    • policjawkrainieczarow Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:18
      ale dzieci jest coraz mniej, za malo wrecz, nie? wiec raczej pracownikow bedzie brakowac, gdy dorosna, nie pracy.
      • andaba Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:20
        policjawkrainieczarow napisała:

        > ale dzieci jest coraz mniej, za malo wrecz, nie? wiec raczej pracownikow bedzie
        > brakowac, gdy dorosna, nie pracy.

        W zawodach fizycznych tak, pierdzistołki spokojnie dociągną na stanowiskach do wieku emerytalnego. I studia pójdą się paść, bo ilez może być potrzebnych pań w UM?
    • echtom Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:24
      Moje mają jeszcze 2-3 lata na obmyślenie strategii. Po znajomości to mogłabym im załatwić najwyżej pracę za 1200 zł tongue_out
      • andaba Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:27
        echtom napisała:

        > Moje mają jeszcze 2-3 lata na obmyślenie strategii. Po znajomości to mogłabym i
        > m załatwić najwyżej pracę za 1200 zł tongue_out

        Na początek jak znalazł. Ludzie za tyle rodziny żywią. Ale dzieciaki rozpuszczone są, od razu chcieliby kilka tysięcy zarabiać.
        • marzeka1 Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:31
          Bo przez lata powtarzano jak mantrę, ze trzeba zdobywać wykształcenie, bo to daje kasę i zawód i przyszłość itp.
          • przeciwcialo Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:40
            Wykształcenie zdobyte w wyższej szkole tego i owego czesto na studiach zaocznych opłacanych przez rodziców to wybacz ale żadne wykształcenie.
            Przynajmniej dzisiaj.
            • kiszczynska Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:58
              wyklsztcenian na UJ na prawie to dzisiaj se moznesz wsadzic w d..


              przeciwcialo napisała:

              > Wykształcenie zdobyte w wyższej szkole tego i owego czesto na studiach zaocznyc
              > h opłacanych przez rodziców to wybacz ale żadne wykształcenie.
              > Przynajmniej dzisiaj.
              • przeciwcialo Re: pokolenie straconych 26.03.12, 22:00
                Czekaj czekaj, uwolnia zawód prawnika to się odkujesz.
        • przeciwcialo Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:39
          No ale od chcenia pieniedzy nie ma.
        • madzioreck Re: pokolenie straconych 27.03.12, 01:04
          > Na początek jak znalazł. Ludzie za tyle rodziny żywią. Ale dzieciaki rozpuszczo
          > ne są, od razu chcieliby kilka tysięcy zarabiać.

          Jasne, nie ma szarości, tylko głodowa pensja albo kilka tysięcy. Chcieć 2-2,5 na rękę to straszne nie-wiadomo-co, jeść się gó...arzom zachciewa...uncertain
          • asia_i_p Re: pokolenie straconych 27.03.12, 07:31
            To nie jest nie wiadomo co. Ale to jest tyle, ile ja zarabiam po 10 latach w zawodzie - jestem nauczycielką. I tyle, ile mój mąż zarabiał po 2-3 latach pracy (informatyk) - nie dostał tyle na początek. Teraz zarabia więcej, ale by nie zarabiał, gdyby się nie godził po drodze na niewysoką pensję.
            Jeżeli młodych stać na odrzucenie pracy za 1200 na początek, to stać też na jej przyjęcie. Przecież po odrzuceniu tej pracy też z czegoś muszą żyć. Równie dobrze można pracę wziąć, dalej korzystać z pomocy rodziców jeszcze przez kilka miesięcy i dalej szukać lepszego pracodawcy/czekać na podwyżkę.
            Gorzej, jeżeli te 1200 się przeciąga na więcej niż te trzy próbne miesiące - wtedy rzeczywiście jest ciężko. Ale chyba mimo wszystko lepiej mieć pracę i szukać dalej z pozycji pracującego niż jej nie mieć. Jakieś doświadczenie zawsze się zdobywa i dla potencjalnego pracodawcy wygląda to lepiej niż pełnoetatowe szukanie pracy.

            Żądania młodych nie są wygórowane, jeśli się je porówna z kosztami życia - są wygórowane, jeśli się je porówna z pensjami ludzi z paroletnim doświadczeniem zawodowym.
    • gku25 Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:43
      Liczę na znajomości męża, po prostu.
      • przeciwcialo Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:45
        Znajomości znajomościami ale cos trzeba umiec aby te znajomości wykorzystać, no albo chociaż chęci do nauki potrzebne.
    • asia_i_p Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:46
      Ja wciąż wierzę, że trzeba pozwolić dziecku na marzenia i pokazać mu, jak można przełożyć te marzenia na plany zawodowe. Oraz uczyć je współpracy i porozumiewania się z ludźmi.
      Jeżeli będzie kochać to, co robi, będzie w tym dobra, a jeżeli będzie dobra, to znajdzie pracę, nawet jeśli "popyt" na tę pracę będzie niewielki. Ja wierzę, że jeśli będzie potrzebny jeden specjalista w tej dziedzinie na województwo, to moje dziecko, będąc dobre w tym, co robi i umiejąc się dogadywać z ludźmi, może tym jednym specjalistą zostać.
      Zwłaszcza, że jeżeli obecne tendencje demograficzne się utrzymają, kiedy moja sześciolatka dorośnie, problemem nie będzie znalezienie pracy, tylko wysokość podatku, jaką będzie musiała zapłacić od pensji.
      • borys314 Re: pokolenie straconych 26.03.12, 22:24
        asia_i_p napisała:
        > Ja wciąż wierzę, że trzeba pozwolić dziecku na marzenia i pokazać mu, jak można
        > przełożyć te marzenia na plany zawodowe. Oraz uczyć je współpracy i porozumiew
        > ania się z ludźmi.
        > Jeżeli będzie kochać to, co robi, będzie w tym dobra, a jeżeli będzie dobra, to
        > znajdzie pracę, nawet jeśli "popyt" na tę pracę będzie niewielki.

        O to, to! Myślę dokładnie tak samo.
    • anika772 Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:46
      Boję się o nie bezustannie, i pewnie będę się bać do końca życia. Taki los rodzica.
      A;e akurat o pracę jestem raczej spokojna- za paręnaście lat każda para rąk i każdy umysł będą potrzebne.
    • morgen_stern Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:48
      CytatNiegdyś w pracę można było wybierać teraz młodzi ludzie nie mają w czym.

      Opowiedz mi o tych mitycznych czasach, kiedy prace można było wybierać. Masz na myśli ostatnie dwudziestolecie?

      CytatJak uchronić dziecko przed nędzą, Polską nędzą?

      Jesteś nowym wcieleniem ok.pl? On/ona w każdym wątku wieszczyła rychłe bankructwo Polski i ogólną nędzę.
      • echtom Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:54
        > Opowiedz mi o tych mitycznych czasach, kiedy prace można było wybierać. Masz na
        > myśli ostatnie dwudziestolecie?

        No ja jeszcze 10 lat temu mogłam wybierać mimo niepełnych kwalifikacji. Dziś młodzi z pełnymi mają marne szanse.
        • morgen_stern Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:56
          Ale bezrobocie było wyższe, przypominam.
          • ally Re: pokolenie straconych 27.03.12, 17:24
            Ale inna była też jego struktura.
    • anorektycznazdzira Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:48
      Co???

      Ku jakiemu gorszemu? Moje dzieci mają do zainteresowania pracą jeszcze 10 (pierwsze) i 20 (drugie) dziecko. W tym czasie będzie co najmniej kilka górek i kilka dołków, świat ma to do siebie, że koniunktura jest sinusoidalna. Wot żyzn: nie da się w nieskończoność pod górkę big_grin
    • drinkit Re: pokolenie straconych 26.03.12, 21:58
      Eee tam, jak świat światem stoi część ludzi boi się o dzieci "bo dzisiaj takie czasy, że już gorzej być nie może". Jak ja wybierałam się na studia, to trąbiono że roboty w kraju nie ma, żeby walić na ekonomię, marketing bo to przyszłościowe. I co? I nic. Skończyłam dwa kierunki humanistyczne, zgodne z moimi zainteresowaniami, mam pracę w zawodzie, ludzie z którymi studiowałam też bez pracy nie są, dają sobie radę. Na wyjazd za granicę do pracy nie skusiłam się, mimo że była możliwość (mogłam po prostu po studiach zostać na zachodzie), wróciłam do kraju. I dziękuję opatrzności że rodzice wspierali mnie w moich wyborach, a nie robili pranie mózgu, jak niektórym, że wybrałam "mało praktyczne" studia.
    • makurokurosek Re: pokolenie straconych 26.03.12, 22:36
      Na rynku pracy jestem od dziesięciu lat w tym czasie rynek zmienił się trzykrotnie. Tak więc całkowicie nie przejmuje się tym co będzie za x lat bo nie mam pojęcia co przyniesie kolejny rok.
      • bi_scotti Re: pokolenie straconych 27.03.12, 00:04
        C'mon, w jakim wieku macie te dzieci? Jak maja juz tak ponad 20, sa w srodku studiow, ktore nie daja duzych szans zatrudnienia, to moze warto sie postresowac i o strategii z dzieckiem pogadac ale jak to sa dzieciaki przedszkolno-szkolne to naprawde nie wiadomo, co bedzie za 5-10-15 lat! Moze byc lepiej, moze byc gorzej, moze nas w ogolenie byc - tak jak pisze Asia - pozwolcie tym dzieciom marzyc i wybierac w zgodzie z pasjami. Jesli beda w miare inteligentne, elastyczne i chetne do pracy to sobie poradza no matter what! Zamiast sie stresowac, spacerek albo winko za zdrowie mlodych pokolen smile Salute!
    • edorka1 ???? 27.03.12, 00:53
      Idąc tym tokiem myślenia, od kilku dekad mamy stracone pokolenia.
      Od 1939 roku jak nic.
      Bo wojna, komuna, upadek komuny, kapitalizm...
      A jakoś - mimo wszystko - dajemy radę.
      Nie wyrabiam znajomości, nie układam przyszłości.
      Uczę moje dzieci tego, że nic nie przychodzi łatwo, a chleb powszedni nie zawsze jet oczywisty.
      Czasem lepiej nie mieć znajomości.
      No i kto z nas wie, co przyniesie jutro? Dorastałam w czasach gdy papier toaletowy był luksusem i nawet mi nie przychodziło na myśl, że może być różowy i pachnący. Młodzi ludzie maja dziś dosłownie wszystko. I tysiące możliwości o których 20 lat temu nie sposób było nawet marzyć...Jakie stracone pokolenie????



      • evee1 Re: ???? 27.03.12, 04:01
        Dokladnie!!
        Wzrastalam w latach 70 i 80tych, to dobrze pamietam jak to bylo. Praca moze byla, ale za te pieniadze i tak nie bylo co kupic! Stalam kiedys 3 godziny w kolejce w miesnym, ale do mnie nawet pasztetowa nie "doszla". I tak bylo codziennie. Stawanie w dlugasnej kolejce, a potem dowiadywanie sie "za czym kolejka ta stoi". To naprawde byly bardzo szare czasy.
        I myslisz, ze byly jakies perspektywy? Kto by pomyslal w latach 80tych, ze bedzie jakas Solidarnosc, pierestrojka i ZSRR runie. Planowanie mojej przyszlosci polegalo na tym, ze zastanawialam sie, w ktorym pokoju w naszym mieszkaniu (48 m kw) beda mieszkac moi rodzice, a w ktorym ja z mezem i dziecmi. I moi rodzice mieli szczescie miec trzy pokoje na tych 48 metrach, a to tylko dlatego, ze przez jakis czas mieszkala jeszcze z nami babcia.
        Ja wiem, ze i teraz wiele ludzi tez tak zyje, ale tak zyla kiedys klasa srednia po kilku, kilkunastu latach pracy (oboje rodzicow pracujacych jako inzynierowie) uncertain. Z Syrenka i pralka Frania wink.
    • undoo Re: pokolenie straconych 27.03.12, 03:30
      Jakich straconych? Nigdy wczesniej mlodzi nie mieli takich mozliwosci. Ale tez jesli wszyscy na administracje owczym pedem gnaja, to sie nie dziwie, ze nawet po ujocie pracy brak. Dzieci musze marzyc, musza podazac za swoimi zainteresowaniami.

      Optymistycznie patrze w przyszlosc moich dzieci i nie zamierzam ich naklaniac do studiowania, byle miec papierek uniwersytecki, ktory sie obecnie mocno zdewaluowal i jest odpowiednikiem matury z czasow naszych rodzicow. Smutne, ale prawdziwe. Dlatego wolalabym, zeby poszli za tym, co ich interesuje. Jesli nie bedzie im przez to latwiej, to na pewno bedzie ciekawiej smile

      A poki co oni kochaja sie uczyc, dowiadywac nowych rzeczy, eksperymentowac. To fascynujacy okres i ciesze sie, ze nie musze nad nimi stac z batem i ukierunkowywac na ekonomie czy inny marketing, bo to takie przyszlosciowe. Wierze, ze jesli beda chcieli zajac sie tancem nowoczesnym, to im sie uda, bo maja w sobie pasje, zapal i duzo inteligencji smile i sie nie poddaja latwo.

      Trzeba wierzyc w nasze dzieci. Ja w swoje wierze, to sa fajni i madrzy ludzie, ktorzy maja serca i rozumy, gdzie miec powinni.
    • marianna1970 Re: pokolenie straconych 27.03.12, 08:41
      Bo większość wyżej s... niż d... ma, ludzie żyją na pokaz dla sąsiadów dla fotki feisbuku tworzą sobie sztuczne potrzeby a pieniędzy brakuje
    • lusitania2 Re: pokolenie straconych 27.03.12, 08:45
      Nie boję się.
      Będą mieć dobry pomysł na siebie - będą dobrze żyć (co dla mnie w pierwszym rzędzie nie oznacza zamożnie, ale bez wewnętrznej szarpaniny).
      Nie będą mieć - będą żyć kiepsko, jak ta większość bez pomysłu na siebie, bo taki jest świat.

      • echtom Re: pokolenie straconych 27.03.12, 10:06
        > Nie będą mieć - będą żyć kiepsko, jak ta większość bez pomysłu na siebie, bo taki jest świat.

        Niestety, świat nie jest taki czarno-biały. Ja mam bardzo dobry pomysł na siebie, ale kiedy muszę z tego pomysłu utrzymać i ogarnąć gromadę ludzi, bez szarpaniny się nie obejdzie tongue_out
        • lusitania2 Re: pokolenie straconych 27.03.12, 10:09
          echtom napisała:
          Ja mam bardzo dobry pomysł na siebi
          > e, ale kiedy muszę z tego pomysłu utrzymać i ogarnąć gromadę ludzi, bez szarpan
          > iny się nie obejdzie tongue_out
          >

          czyli tylko ci się wydaje, że masz dobry pomysł.
    • wendd Re: pokolenie straconych 27.03.12, 08:49
      Taka mnie refleksja najszła po przeczytaniu tego wątku i wątku o komunijnym jedzeniusmile
      Moja przyszywana babcia w 1919 r. szła do komunii i po komunii wszystkie dzieci zostały zaproszone na plebanię na poczęstunek, na który składała się bułka z masłem i szklanka kakao - przyjęcie sfinansowane sporym wysiłkiem finansowym całej parafii.
      I to było naprawdę wydarzeniesmile bułek się nie jadało i nie kupowało - bo były dużo droższe niż chleb, którym można się było najeść, o kakao już nie wspomnęsmile
      Jakby wyglądała komunia jej dzieci w latach czerdziestych czy pięćdziesiątych niestety się nie dowiemy, bo żadne z jej dzieci nie dożyło do komunii.
      Moja komunia w latach 70-tych była dla niej kwintesencją dobrobytu - a podano na niej zwyczajny niedzielny obiad - jakaś zupa, drugie i na deser domowy tort, a komunistka dostała w prezencie rower, zegarek, złoty łańcuszek z krzyżykiem oraz pudełko ptasiego mleczka.
      Porównajcie to do dzisiejszych komunii "straconego pokolenia"smile

      "Stracone pokolenie" w przeważającej większości żyje na takim poziomie o jakim się poprzednikom nawet nie śniłosmile a stracić jedynie może tylko przez ten piedestał na jakim ustawia się go od jakichś kilkunastu lat.
      • marianna1970 Re: pokolenie straconych 27.03.12, 08:52
        100% racji stracone pokolenie konsumpcjonizmu i życia na pokaz.
      • wendd Re: pokolenie straconych 27.03.12, 08:56
        upssmile moja komunia w latach 80-tych....smile cóż - starość nie radość i pamięć już nie tasmile
      • morgen_stern Re: pokolenie straconych 27.03.12, 09:09
        Wennd, dzięki za ten wpis.
      • andaba Re: pokolenie straconych 27.03.12, 10:06
        wendd napisała:

        > Taka mnie refleksja najszła po przeczytaniu tego wątku i wątku o komunijnym jed
        > zeniusmile
        > Moja przyszywana babcia w 1919 r. szła do komunii i po komunii wszystkie dzieci
        > zostały zaproszone na plebanię na poczęstunek, na który składała się bułka z m
        > asłem i szklanka kakao


        To funkcjonowało wiele dłużej - identycznie komunię wspomina moja teściowa (komunię miała w 40) i moja mama (w 58).
      • budyniowatowe Re: pokolenie straconych 27.03.12, 17:41
        wendd napisała:

        > Taka mnie refleksja najszła po przeczytaniu tego wątku i wątku o komunijnym jed
        > zeniusmile
        > Moja przyszywana babcia w 1919 r. szła do komunii i po komunii wszystkie dzieci
        > zostały zaproszone na plebanię na poczęstunek, na który składała się bułka z m
        > asłem i szklanka kakao - przyjęcie sfinansowane sporym wysiłkiem finansowym cał
        > ej parafii.
        > I to było naprawdę wydarzeniesmile bułek się nie jadało i nie kupowało - bo były d
        > użo droższe niż chleb, którym można się było najeść, o kakao już nie wspomnęsmile
        > Jakby wyglądała komunia jej dzieci w latach czerdziestych czy pięćdziesiątych n
        > iestety się nie dowiemy, bo żadne z jej dzieci nie dożyło do komunii.

        Komunia wygladalaby podobnie. Moja mama szla do komuni zaraz po wojnie. We Wroclawiu byly jeszcze gruzy (ma zdjecie). Po mszy dzieci zostaly poczestowane ciastem drozdzowym upieczonym przez zakonnice i do picia kakao. Wszystkie komunistki wystapily w wyjatkowy wyjsciowym obuwiu - biale tenisowki. A w prezencie od chrzestnej dostala torebke landrynek.

        Ciekawe jaka bylaby reakcja w dzisiejszych czasach na taki prezent smile
    • kropkacom Re: pokolenie straconych 27.03.12, 09:12
      Nie, nie boję się. Mam inne zmartwienia niż dręczenie się co będzie za x lat. Poza tym młodzież powinna być mobilna i do głowy trzeba wkładać, ze niekoniecznie praca musi być tam gdzie się urodziliśmy tongue_out Mentalność musi się zmienić. No i kłania się znajomość języków obcych.
    • majowadusza eee, tam ... 27.03.12, 09:22
      jestem dobrej myśli. Zauważ, patrząc wstecz, ze kazde pokolenie na przód ma się o wiele lepiej ( przynajmniej materialnie ).
      Wyobraź sobie, jak sięmusieli bać rodzice o przyszłość dzieci w czasie wojny, potem w czasie stanu wojennego ... w czasie ciężkiej komuny. Też mieli ciemne mysli.

      Co do wykształcenia, oczywiśćie, ze każdy chce wykształcić prawnika, medyka lub architekta ale zapominamy, ze zanikają fachowcy rzemieślnicy. Za 20 lat będzie pełno zflustrowanych zawodowo prawników i ekonomistów a dobrego stolarza będziemy szukać ...
      Już to obserwuję przeglądając CV.
      • aniorek Re: eee, tam ... 27.03.12, 10:00
        majowadusza napisała:

        > Za 20 lat będzie
        > pełno zflustrowanych

        no to ja tez zaczynam sie bac
        • ceide.fields Re: eee, tam ... 27.03.12, 10:33
          Fachowiec zawsze bedzie mial zarobek. Mojego speca od remontów musze zamawiać z półrocznym wyprzedzeniem.

          No ale na tym forum trzeba mieć skończone studia wyższe, najlepiej na 2 fakultetach podyplomówkę i doktorat big_grin
          • andaba Re: eee, tam ... 27.03.12, 10:45
            ceide.fields napisała:

            > Fachowiec zawsze bedzie mial zarobek. Mojego speca od remontów musze zamawiać z
            > półrocznym wyprzedzeniem.


            Zgadza się.

            Szwagier ma firmę, to połowę zleceń musi odrzucać, bo by nie wyrobił.
            Jak ciotka chciała wyremontować łazienkę, to się okazało, że na fachowców trzeba pół roku czekać.

            Bardzo boleję nad tym, że moi starsi synowie pociągu do budowlanki nie mają, bo uważam, że to idealny fach. Najmłodszy za to dobrze rokuje, co z tego, że się uczy byle jak - pewnie najlepiej na tym wyjdzie...

            • gryzelda71 Re: eee, tam ... 27.03.12, 10:50
              Zaraz.Kiepskie wyniki w szkole i brak mgr przed nazwiskiem nie gwarantują bycie FACHOWCEM.
              • andaba Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:08
                Ale gwarantuje, że nie będzie miał głupich pomysłów, żeby iść do LO, skończy zawodówkę i będzie fachowcem, lepszym czy gorszym, ale będzie. Jak trochę genów odziedziczył po ojcu, to ma szanse być tym lepszym.
                • gryzelda71 Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:12
                  Znamy inne pojęcia słowa fachowiec.
                • ceide.fields Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:13
                  Jedyny problem w tym, że nie będzie raczej czytał Baumana, chodził nam modnie wernisaże, a zamiast siedzeniem na dforum zajęty będzie robotą smile))

                  andaba napisała:

                  > Ale gwarantuje, że nie będzie miał głupich pomysłów, żeby iść do LO, skończy za
                  > wodówkę i będzie fachowcem, lepszym czy gorszym, ale będzie. Jak trochę genów o
                  > dziedziczył po ojcu, to ma szanse być tym lepszym.
              • ceide.fields Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:11
                A czy fachowiec z zalozenia jest słabeuszem w szkole, bo nie idzie potem na studia?

                Nic nie pisalam o kiepskich wynikach szkolnych, ty to sama sobie dośpiewalaś, pisalam tylko o tym jakie zawody póki co gwarantują w miarę przyzwoite dochody i o tym, że do ich wykonywania nie są potrzebne fakultety i doktoraty big_grin
                • gryzelda71 Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:15
                  Ależ ja nie do ciebie pisałam.
                  Owszem można z podstawowym mieć firmę i życie cudowne,ale ludzie,nie ma się co napalać,że jak córa,syn nie radzą sobie w szkole to zaraz fachowcami zostaną.
                  Większość ciężko fizycznie pracuje za kiepskie wynagrodzenie.
                  • ceide.fields Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:21
                    A czy ja temu przeczę?

                    Jednak z drugiej strony większośc absolwentow mniemanologii stosowanych pracuje może i lżej, ale za jeszcze gorsze wynagrodzenie.
                    • gryzelda71 Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:26
                      Ale lżej.
                      No ale jest jeszcze parcie u niektórych,że jak praca to pot po tyłku ma płynąc bo inaczej nic nie robisz.
                      • ceide.fields Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:52
                        Przynajmniej z potu na tyłku jest wykopany rów, albo zaorane pole. lepsze to niż kilka kwitków, nikomu niepotrzebnych big_grin
                        • gryzelda71 Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:57
                          Cóż do 70 rowów kopać się nie da.
                          No ale i fachowców od rowów zatrzęsienie akurat.
                          • guderianka Re: eee, tam ... 27.03.12, 12:16
                            W Polsce brakuje dekarzy ( 2 lata temu początkującemu na czas próbny 12zł/h)
                            Brakuje dźwigowych ( ok. 4-5 tys. netto)
                            Brakuje spawaczy, hydraulików, ślusarzy - (są za granicą bo mimo wszystko tam zarobią więcej)
                            • ceide.fields Re: eee, tam ... 27.03.12, 12:24
                              Pewnie, nie da, dlatego mnożymy liczbę urzędasów po studiach do absurdalnych rozmiarów big_grin

                              Ich praca niewątpiliwe generuje kosmiczną wielkość dodaną big_grin
                              • gryzelda71 Re: eee, tam ... 27.03.12, 12:35
                                Widzisz,pan po filologii zawsze może rowy kopać.Ale pan od rowów nie wskoczy na miejsce pana po filologii w urzędzie np(to przykład).Taka to i różnica.
                          • lusitania2 Re: eee, tam ... 27.03.12, 14:14
                            gryzelda71 napisała:

                            > Cóż do 70 rowów kopać się nie da.

                            myslisz się gryzeldziu głęboko w tej sprawie. Da się, da.
                            "Fachowców z łopatą" to chyba tylko na tej legendarnej wsi u andaby można spotkać, bo wszędzie indziej kopanie rowów i innych dziur w ziemi załatwia się człowiekiem z koparką odpowiednich wymiarów.
                            Już od dawna wychodzi to i szybciej i taniej, niż tradycyjnąwink metodą "chłopa z łopatą".
                  • edorka1 Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:37
                    No tak a ci po wyższych szkołach czegoś tam (w znakomitej większości kończą zarządzanie albo inną przedsiębiorczość) potem lądują w galeriach handlowych i to po tzw znajomościach.
                    Wykształcenie bywa zbędnym snobizmem i w sytuacji jak powyższa rodzi frustrację typu : studia skończył a bułki sprzedaje.
                    Ważny jest pomysł i świadomość tego co się chce w życiu robić.Można skończyć studia i mieć pomysł żeby być budowlańcem bo to zdrowsze i bardziej dochodowe niż siedzenie za biurkiem.Można nie skończyć i być bardziej oczytanym niż magister z dyplomem. To kwestia wyboru. Magister dzisiejszy nijak się ma do magistra sprzed 20 lat, wtedy jednak wymagania były jakby wyższe i pewnie dlatego wykształcenie było pewną nobilitacją. Dziś nie jest.

                    Wątki takie jak ten o rzekomo straconych pokoleniach biorą się z poczucia niespełnienia. W końcu ilu tych zarządzających nam trzeba??? Stare dobre zawodówki nie były złe. Dziś nie ma zawodówek, technika dogorywają, dzieciaki kończą licea i studia, nie maja pracy i czują się przegrane, a za chwile zabraknie prostych fachowców.
                    A są środowiska, gdzie wstyd przyznać się do braku studiów. wiec się kończy te studia i wpada w depresje że nie ma perspektyw.
                    Dobry fachowiec potrzebuje dobrej zawodówki i szacunku w społeczeństwie. W sumie jednak dziś lepiej być budowlańcem niż absolwentem zarządzania. Przynajmniej praca i płaca pewna smile.

                    • gryzelda71 Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:47
                      Ale ja nie o tym.
                      Od pokoleń wiadomo,ze lepiej być fachowcem niż mgr dziwnych kierunków.
                      Ale mnie by nie cieszył brak chęci do nauki,bo oto rośnie fachowiec bo na studia nie chce.Od skończenie zawodówki do bycia fachowcem daleka droga.
                      • edorka1 Re: eee, tam ... 27.03.12, 16:17
                        W obecnym czasie rodzice za wszelka cenę wypychają pociechy na studia. Wykładają ostatni grosz na korepetycje, młodziak kończy się nad książkami i ostatecznie i tak nic z tego nie wynika. Depresja i narzekanie, że stracone pokolenie.
                        A czasem wystarczy spuścić z tonu, zostać fryzjerem czy mechanikiem i wszystko gra.
                • andaba Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:18
                  Wiem jak jest - kto się dobrze uczy, to mu głupio o żal iść do zawodówki czy pośledniego technikum, idzie do lepszego, lub do LO, a potem mając dobrą szkołę to idzie na studia. Jak skończy studia i zrobi przynajmniej licencjat to już mu się wydaję, że do wyższych rzeczy nich skuwanie tynku jest stworzony.

                  Spytaj swoich fachowców, ilu z nich ma wyższe wykształcenie niż średnie, o ile je w ogóle mają. Co nie znaczy, że są przez to gorszymi fachowcami.

                  Więc dla mnie to jest zależność...
                  Patrzac na swoich kolegów - finansowo lepiej sie wiedzie tym, którzy się ledwo z klasy do klasy przeciskali, albo i nie...

                  Kobiet to raczej nie dotyczy, mniejsze możliwości, z chodliwych i nieźle płatnych zawodów to zostaje chyba jedynie fryzjerstwo, kucharkom i szwaczkom płacą grosze.
                  • gryzelda71 Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:24
                    Ja mam inne obserwacje.
                    Nikt nie wymaga od glazurnika aby miał licencjat,ale też nauka w zawodówce czy technikum z nikogo nie zrobi fachowca.Ot będzie umiał,albo i nie pewne rzeczy wykonać.
                  • e_r_i_n Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:33
                    andaba napisała:

                    > Jak skończy studia i zrobi przynajmniej licencjat to już mu się wydaję, że do wyższych
                    > rzeczy nich skuwanie tynku jest stworzony.

                    Kuzyn mojego męża, który nam mieszkanie wykańczał, ma licencjat i właśnie skuwa tynki, kładzie je itd. I robi to z pasją i zmieniać pracy nie zamierza. I się mu, po efektach tej pracy, nie dziwię smile.
                  • echtom Re: eee, tam ... 27.03.12, 12:06
                    > Kobiet to raczej nie dotyczy, mniejsze możliwości, z chodliwych i nieźle płatnych zawodów to zostaje chyba jedynie fryzjerstwo, kucharkom i szwaczkom płacą grosze

                    Kobietom pozostaje jeszcze kilka chodliwych i nieźle płatnych zawodów w pewnej branży tongue_out
                    • andaba Re: eee, tam ... 27.03.12, 12:26
                      Ale do tego trzeba mieć odpowiedni charakter i warunki zewnętrzne tongue_out
                      • echtom Re: eee, tam ... 27.03.12, 13:59
                        Do każdej pracy trzeba mieć predyspozycje tongue_out
              • hellulah Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:18
                > Zaraz.Kiepskie wyniki w szkole i brak mgr przed nazwiskiem nie gwarantują bycie
                > FACHOWCEM.

                I jeszcze dodam, choć pewnie się narażę - najlepszy hydraulik, jakiego spotkałam, był inżynierem. Ot, skończył polibudę i zarabia jako hydraulik, ale nie tylko odtyka kible, również robi projekty instalacji w domach itp..

                Dyplom zawsze można schować do szuflady.

                Ile ja miałam w swoim czasie problemów ze znalezieniem fachowca, który umiałby zgrzewać rurki z tworzywa do instalacji wodnej. Żaden z wtedy dostępnych nie chciał wypożyczyć maszyny z marketu budowlanego i nauczyć się, jak się to robi. Podobnie było z nowymi rozwiązaniami w budowlance oraz ze znajomością podstawowego angielskiego (żeby np. rurki z napisem Potable Water Cold nie montować do doprowadzenie wody gorącej).

                Żeby nie było, znam też doskonałego, kreatywnego fachowca bez wykształcenia (na dodatek alkoholika, ale to chyba wśród hydraulików i fachmanów smutna norma...).
                • ceide.fields Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:24
                  Owszem dyplom mozna schować do szafy, tylko, że lata poświęcone na studia, mozna wykorzystać na praktykę w zawodzie.

                  25-letni fachowiec absolwent zawodówki ma dobrych kilka lat praktyki w zawodzie dzień w dzień i fach w rękach, 25-letni absolwent inzynierii dopiero się tego zacznie uczyć.
                  • gryzelda71 Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:28
                    Cóż,ale to ten z tytułem liczy się do awansu.Tak rzeczywistość.W Polsce rzecz jasna,bo wiadomo gdzie indziej jest inaczejwink
                    A i jeszcze praktyka w zawodzie.Widziałam obserwując pobliska budowę jak się ją zdobywa.
                    • ceide.fields Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:55
                      Mówisz, że w ekipach budowlanych czy warsztatach awansują tych z dyplomami?
                      • gryzelda71 Re: eee, tam ... 27.03.12, 12:00
                        Mówię,że praca na budowie się nie kończy.
                  • hellulah Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:40
                    Nieprawda. Inżynier może pracować w trakcie studiów. Poza tym nie demonizujmy tej praktyki.
                    Owszem, jest ważna, ale bez przesady, np. kłaść kafelki/flizy można się nauczyć obserwując mistrza, albo wprost samemu układając i ucząc się na własnych błędach, a można poczytać manuale, zobaczyć filmiki instruktażowe oraz wykorzystać swoją wiedzę o środkach chemicznych używanych w budowlance, o nowych patentach i trikach, uniknąć wielu pomyłek i w stosunkowo krótkim czasie nabyć wprawy. Na pewno - przykład z flizami - na początku praca pójdzie wolniej, ale ile trzeba, aby nauczyć się przystawiać płytki do ściany? no bez przesady. 25 letni inżynier - nawet jeśli przespał studia i nie pracował - opanuje układanie fliz w miesiąc. A jak się trafi, może tez robić te przykładowe projekty instalacji. A dyplom w szafie to nie tylko dyplom w szafie, także coś niecoś w głowie - oraz kontakt z ludźmi i cały pakiet nawyków.

                    Piszę tak, bo znam sporo ludzi z tych z dwoma fakultetami i doktoratem, którzy sobie sami robią remonty. Jakoś nie przekracza to ich możliwości, chociaż nie praktykowali u majstra przez x lat.
                    • hellulah Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:42
                      miało być "z tymi dwoma fakultetami", a nie "z tych" smile
                      • ceide.fields Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:56
                        Jeśli mowa o studiach dziennych, to praca jest nieporównywalna.
                        • hellulah Re: eee, tam ... 27.03.12, 12:01
                          Ja na dziennych pracowałam od początku, a godzin zajęć, zapewniam, miałam sporo. Do uzyskania praktyki zawodowej nie trzeba od razu iść na etat, można dorabiać - chyba dla fachowca-budowlańca łatwe? (że nie wspomnę o wakacjach - idealna czas dla budowlańca, żeby dorobić i się poduczyć). Można i owszem, pracować na etacie i robić studia zaocznie. No i jak napisałam, według mnie wykształcony fachowiec z dobrą znajomością języka/języków da sobie radę w krótszym tempie opanować umiejętności praktyczne (zakładam, że w ogóle nie ma dwóch lewych rąk i jakieś manualne umiejętności posiada).

                          Mieć dyplom i stojącą za nim wiedzę i obycie, a nie mieć - jednak pewna różnica. Nie warto się tego pozbawiać, no ale to oczywiście moje zdanie.

                          • ceide.fields Re: eee, tam ... 27.03.12, 12:25
                            No, języki są szczegolnie ważne big_grin
            • zlotarybka_1 Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:30
              andaba napisała:
              > Szwagier ma firmę, to połowę zleceń musi odrzucać, bo by nie wyrobił.
              > Jak ciotka chciała wyremontować łazienkę, to się okazało, że na fachowców trzeb
              > a pół roku czekać.

              A kierowca walca wiecie ile zarabia? Ja dokładnie nie wiem, ale bardzo dobrze. W granicach 5-6 tys na rękę.
              Mam taki przypadek w rodzinie: chłopak 25-letni bez matury, pracy, na garnuszku rodziców itp dostał propozycję szkolenia z UP na walcowego. Okazało się, że nie skorzystał, bo mu się taka praca nie podoba. Ja pi***lę, ilu jest ludzi na świecie, którym się podoba ich praca? Szacuję, że ok 1% może.
              Oczywiście cała rodzina tegoż chłopaka stale rzuca takimi hasłami jak autorka wątku. Źle, brak perspektyw, młodzi pracy nie mają itp.
              • gryzelda71 Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:36
                Tak z ciekawości.kierowca walca ma cały rok pracę za takie pieniądze?
                • zlotarybka_1 Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:44
                  gryzelda71 napisała:

                  > Tak z ciekawości.kierowca walca ma cały rok pracę za takie pieniądze?

                  nie znam się, ale pewnie zależy od sezonu. W lutym tego roku widziałam walce na drogach, zima nie była ostra.
                  Ale nawet zakładając pracę przez 8 mies w roku (w ekstremalnych przypadkach) - to dla mnie zarobek bardzo przyzwoity.
                  • gryzelda71 Re: eee, tam ... 27.03.12, 11:51
                    Cholernie tez ciężki,latem nawet w weekendy i więcej niż 8 godz.Owszem dla chłopaka bez rodziny gratka.dla 40 latka z małymi dziećmi w domu jakby mniej.Więc nie ma się co dziwić,że nie kazdy chce,choć znajomy frajer i już.
    • hellulah Re: pokolenie straconych 27.03.12, 11:23
      O moje dziecko boję się, jeśli już, to w kontekście kryzysu energetycznego i ogólniej braku kopalin. Oraz zmian demograficznych, napięć między północą a południem, wschodem a zachodem.

      Co do pracy - stawiamy na elastyczność, kreatywność, umiejętności adaptacyjne oraz niszową wiedzę. Co do znajomości, nie musimy jakoś wyrabiać "pod dziecko", mamy swoje, a dziecko rozwija swoje, na razie idąc mniej więcej w naszym kierunku, choć to się może zmienić.

      Idealnie byłoby, gdyby była szczęśliwym i pewnym siebie człowiekiem - da radę. Dlatego nie zajmujemy się wyborem kierunku studiów, tylko jej charakterem i siłą woli.
    • guderianka Re: pokolenie straconych 27.03.12, 11:45
      Może jestem optymistką a może idiotka ale nie-nie boję się. Wręcz przeciwnie-uważam, że moje dzieci zyją w czasach ogromnych możliwości, których ja nie miałam jako dziecko. Mnogośc oferty w sferze edukacji ale też rozwijania pasji-wręcz poraża, dostępnośc do nauki języka teoretycznego i "zywego", otwarte granice i swobodny przepływ osób, możliwość pracy dla nastolatkow-w zasadzie bez granic. Ja w wieku 16 lat dorabiałam sobie pisaniem innym prac z j.polskiego-dzisiaj małolaty mogą roznosić ulotki, zajmowac sie tworzeniem stron internetowym, angazowac w akcje, fundacje itp, wyjeżdzać za granicę by zdobyc doświadczenie (z rodzicem) itp.
    • gaskama Re: pokolenie straconych 27.03.12, 12:02
      ???? Ty, idź po jakieś antydepresanty.
    • wendd Re: pokolenie straconych 27.03.12, 12:17
      Pracować zarobkowo może już 13-latek (oczywiście wszystko w granicach prawa i zdrowego rozsądku).
      Ile waszych dzieci w takim razie uczy się pracować i zarabiać na swoje potrzeby?
      A ile dzieci słyszy - "twoim obowiązkiem jest tylko nauka"?
      Ile waszych dzieci cały dobrobyt jaki ich otacza traktuje jako należny sobie jak psu buda?

      Tak właściwie nie najważniejsza jest szkoła jaką kończą dzieci czy dyplom jaki uda im się zrobić - ale umiejętności adaptacyjne do zmieniającej się sytuacji życiowej.
      Świat się zmienia i ten jeden jedyny zdobyty zawód czy umiejętność może nie wystarczyć na całe życie.
      Wasze dzieci ósmym cudem świata są tylko w waszym domusmile poza domem świat się z nimi liczył nie będzie.
      Ile z was zadbało aby przygotować je na to?smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka