umbrella231
07.05.12, 20:48
Dziewczyny,
Powiedzcie jakie jest wasze spojrzenie na sprawę weekendowego popijania? Alkoholu rzecz jasna. Wczoraj naszła mnie pewna refleksja która do dziś nie daje mi spokoju- nie wiem, czy nie zaczynam wpadać w nałóg. Cały tydzień generalnie nie mam okazji do picia alkoholu, chodzę do pracy, normalnie funkcjonuję w rodzinie ( udanej dodam) i kiedy przychodzi weekend tzn. sobota i niedziela lubimy z mężem wypić sobie wino. Nie wódkę, piwo ale wino- czerwone ( białe to imo puste kalorie). Nie wypijamy go wiele - jedno na wieczór, do tego jakieś przekąski, dobry film itp. Niby nic ale... ja już od piątku czekam na sobotę, na ten klimat i na... to cholerne wino. Nie upijam się, mam tylko dobry humorek ale gdzieś z tyłu głowy kołacze się myśl, że za dużo o tym myślę. Nie lubię brać w sobotę leków, antybiotyków bo to niszczy wizję mojego wieczorku...Dodatkowe dni wolne czy jakieś weekendowe wyjazdy oznaczają dodatkową porcję takich ,,wieczorków". I na pozór wszystko jest ok, ale nie wiem czy popadłam w jakąś paranoję bo cholernie boje się uzależnienia. Próbowałam na pewien czas zrezygnować z alkoholu ( wielki post) ale ta sobota to już nie było to i zrezygnowałam. Czy ta lampka alarmowa to przesada czy nie?