yanian
03.09.12, 23:19
Witam.
Proszę o pomoc, bo już mi nerwy puszczają...
Sytuacja wygląda tak: Mój 5,5 letni syn jest regularnie napadany i bity przez kolegę z klatki obok. Dzisiejsza sytuacja: synek gra pod oknem w piłę z kolegą, jego starsza siostra siedzi na ławce i go pilnuje. Wypada "kolega" z klatki na rowerze i specjalnie jeździ im tam gdzie grają i rozwala gre, jeździ im po nogach. Synek nakrzyczał na niego, żeby się uspokoił i przyszli do mnie pod okno na skargę. Kolega przyjechał i oznajmił, że jestem głupia i dodał że to jego mama tak mówi. Ze strony mamy brak reakcji na wybryki syna i potrącanie moich dzieci. Wołam, żeby wrócili do domu, ale nie chcą. Kolega próbuje znowu wjechać rowerem na mojego, siostra go zasłania i krzyczy że jest niegrzeczny. Kolega zsiada z roweru, podbiego do mojej córki i z rozpędu kopie ją w brzuch. Zbiegłam na dół i krzyczę na matkę, czy nie widzi co się dzieje. Oznajmia z uśmiechem na twarzy, że widzi, że ją kopnął i że przeprosił. Dodam, że to nie jest pierwszy raz. Moja córka mówi, że jej nie przeprosił a jego matka nawet nie zwróciła mu uwagi. Oczywiście z ławki nie podniosła swojego grubego tyłka.
Rozmowa z tą kobietą nie ma sensu, bo ona od maleńka chowa swoje dzieci na takich co biją i jest z tego dumna. Żeby synek lepiej sobie radził na podwórku zapisała go na karate. Ostatnio, kiedy dzieci były z babcią, tamten rzucił się na mojego i babcia zareagowała. Tamta mi to wykrzyczala, że niby oni razem się na siebie rzucili i z dumą dodała, że mój nie dawał rady. Odpowiedziałam jej, że ja syna na bandyte nie chowam i nie uczę go bić i że jej syn ma się trzymać z dala od moich dzieci. Jednak wiem, że ona buntuje swoje dzieci na moje, tak samo jak i swoich znajomych a moich sąsiadów. Nie wiem tylko dlaczego, bo nigdy nikomu nic złego nie zrobiłam i nigdy nikomu nie ubliżyłam.
Co robić? Mam ochotę się wyprowadzić?