Pakuję dziś śniadanie do szkoły, a Młody w ryk, że pani im zabiera tzw. Słodycz (u nas to baton musli, winogrona, banan, czasem jakś Kinder, bo uwielbia).
Że jeśli ktoś już coś takiego przynosi, to ma przynieść tyle, żeby ze wszystkim sie podzielić (rozumiem więc, że ma byc to paka 25 batonów lub blacha ciasta) albo pani zabiera i oddaje przy wyjściu ze szkoły albo, jeśli się da kroi na cząsteczki i daje wszystkim.
Sorry, ale komunizm się skończył i jeśłi pani taka społecznie wrażliwa niech sama przynosi dla wszystkich.
No wmurwiłam się dziś z rana (a jeszcze mój mąż stwierdził, że PODWAŻAM AUTORYTET PANI

, co wkurzyło mnie chyba jeszcze bardziej).
Pierwsze dni szkoły, a ja już spieniona
A teraz wpisujcie miasta w obronie PANI.