monika354
26.12.12, 23:24
Całą ciąże nosiłam super wysokie szpilki, nawet do porodu pojechałam w 11 cm i nie miałam problemów z nogami. Moje problemy zaczęły się gdy przez kilka tygodni nosiłam w pracy zimowe wysokie boty, w których natarłam palce, w dodatku to latanie za maluchem, mam tak zmęczone nogi, piekący ból stóp sprawia, że często nie mogę dojść do domu. W butach na płaskim lub niższym 5-6 cm obcasie nie potrafię chodzić, nogi bolą mnie jeszcze bardziej. Powiększona kostka przy palcu często nie mieści się w czółenkach, przez co muszę kupować super wygodne, drogie szpilki, ale dzięki nim mogę jakoś przez cały dzień chodzić. Koleżanka dała mi maść, gdy halluks rośnie, to potwornie boli, tak, że jestem naprawdę szczęśliwa, że się już powiększył i mniej bolą mnie stopy. Ale czasami po kilku godzinach chodzenia, stania w pracy, myślę, że po prostu zwariuję. Ból decyduje za mnie i eleganckie, ściśle przylegające czółenka na wysokich 11-13 cm szpilkach zamieniam na lecznicze klapki na wysokim zwężonym 9 cm korkowym koturnie, ze specjalnie wyprofilowaną drewnianą podeszwą masującą stopę i regulowanym klamerką szerokim paskiem korygującym halluks, nie uwierającym młoteczkowatych paluszków. Szefowa mówi, że noszenie w pracy takich butów jest zdecydowanie zakazane, wystawianie na światło dzienne kalekich palców zabronione, że szkoda, że taka dziewczyna jak ja jest skazana na ortopedyczny but. Jestem ładna, mam bardzo zgrabną wymodelowaną sylwetkę, chodząc na leczniczy pedikiur mam bardzo zadbane, ładnie ukształtowane uformowane w szpilkach stopy o mocno ściśniętych, zbitych paluszkach z polakierowanymi lakierem o żywym kolorze paznokciami. Zastanawiam się, czy ktoś zwraca większą uwagę na takie niewielkie defekty pięknych długich zgrabnych nóg, jak halluksy i młotkowate palce, wygięte do wewnątrz, podwinięte do dołu, subtelnie zachodzące na siebie, trochę wykrzywione i zagniecone od nie zawsze najwygodniejszych butów ?