odwczoraj
14.07.04, 16:54
Nie wiem jak to powiedzieć, nie dotarło to jeszcze do mojego umysłu.
Wydarzenia wczorajszej nocy, nie wiem co o tym myśleć.
Od kilku lat jestem związana z mężczyzną starszym ode mnie o 25 lat. To
mężczyzna wykształcony, przystojny, z klasą, stateczny, bogaty. Owszem
pracuje i świetnie zarabiam, ale nawet z moimi 3 tysiącami miesięcznie nie
byłabym w stanie żyć na takim poziomie na jakim żyje teraz. Zresztą nie
chodzi tutaj w ogóle o pieniądze, choć tak to mogło zabrzmieć. Do wczoraj
miałam wszystko co sprawiało, że byłam szczęśliwa, że czułam się kochana itd.
Przy Pawle rozwinęłam skrzydła, on zaszczepił we mnie wiarę w swoje
możliwości. Spędzaliśmy z sobą każdą wolną chwilę. Jedynym problemem do tej
pory była jego była rodzina. Żona z czasem odpuściła, dostała b. wysokie
alimenty na siebie około 6 tysięcy. Ułożyła sobie życie. Paweł cały czas
utrzymywał też osobno syna. Płacił za studia, wyjazdy zagraniczne,
utrzymanie. Nie rozmawiał z synem od kiedy był ze mną. Nie widział się z nim
ani razu przez ten cały czas. Piotr w ogólne nie potrafił mnie zaakceptować.
Wszystkie rozmowy przez telefon kończyły się wyzwiskami w moim kierunku, że
gówniara poleciała na kasę. Piotr jest z mojego rocznika (szok!!!). Mamy po
28 lat. Do wczoraj wiodłam spokojne życie. I nagle..... Wczoraj wróciłam b.
późno z pracy, otworzyłam drzwi od domu i usłyszałam śmiech, rozmowę. Ten
głos, nie wiem zadrżałam. Rozebrałam się, przebrałam i poszłam przywitać. To
był mój mężczyzna i jego syn. (nie wiedziałam co się stało, że przyjechał)
Piotr podszedł do mnie. Podałam mu rękę, przywitaliśmy. Nie wiem co się ze
mną stało. Zrobiło mi się gorąco, spociły mi się ręce. Wycofałam się bardzo
szybko. Poszłam szykować kolacje. Paweł poszedł do gabinetu naszykować
papiery na rozprawę. A Piotra wysłał do mnie do kuchni, żebyśmy się
zintegrowali, poznali, pogadali. BOŻE!!! Jaki on był przystojny, opalony, nie
mogłam od niego oczu oderwać, on też tak jakoś na mnie dziwnie spoglądał.
Przeprosił za swoje niedojrzałe zachowanie, żartował. Był taki szarmancki!
Zgłupiałam chyba. Nie wiem sama co o tym myśleć. Wycierałam szklankę i
poprosiłam go oby padał mi drugi ręczniczek, wziął go i powoli do mnie
podszedł, podał mi go patrząc mi w oczy. Czułam napięcie. On się lekko
uśmiechnął. Wszedł Paweł. Zjedliśmy kolacje, a ja rozsypywałam jedzenie poza
talerz. Zupełnie jak mała dziewczynka. Słucham go, patrzyłam na niego. Przed
24 pokazałam mu sypialnie, w której miał się zatrzymać na noc. Zeszłam z
Pawłem na noc. Powiedzieliśmy sobie wszyscy dobranoc. Paweł siedział do
drugiej w gabinecie, ja oglądałam telewizje u nas w sypialni, ale cały czas
wyobrażałam sobie Piotra.................... myślałam o nim! O 1 nie
wytrzymałam już, zabrałam parę rzeczy i postanowiłam zmyć z siebie swoje
głupie myśli. Tłumaczyłam sobie, że to co właśnie robię to jakiś idiotyzm.
Poszłam na górę do łazienki. Odkręciłam kurki pod prysznicem, rozebrałam się.
Para buchała i nagle, Boże jak ja mam to powiedzieć i nagle on stał za mną.
Był nagi. Chwycił mnie w pasie i szepnął do ucha „Renata pragnę Cię”
Odwróciłam się, żeby wrzasnąć na niego, że ma wyjść, że jest świnią, ale on
mnie pocałował tak gwałtownie. Szedł na mnie. Ja się cofałam. Weszłam do
kabiny. Zamknął kabinę i tak mnie całował, nie umiem tego pisać. Uniósł mnie,
obielam go nogami i kochaliśmy się. Nigdy się tak z nikim nie kochałam,
przysięgam. To było niesamowite, ostre, przeszywające. Gdy skończyliśmy.
Pocałowałam go i uciekłam na dół ubierając na siebie tylko szlafrok. Wytarłam
się, położyłam i nie mogłam w to uwierzyć. Przyszedł Paweł. Przebrał się.
Poszliśmy spać, ale ja nie spałam całą noc. Rano wyszłam wcześniej do pracy.
Miałam na 8, a już po 6 byłam w samochodzie. Nie mogłam go spotkać. Siedzę
cały dzień w pracy, myślę o tym wszystkim, analizuje, wyrzucam sobie, a z
drugiej strony wspominam jego ciało, zapach. Boże, co mam teraz zrobić???
Kocham Pawła, tak mi się wydaje, te wszystkie lata razem, dobre, bezpieczne
życie, Piotr jest jego synem przecież, ale był taki namiętny, przecież w
ogóle się nie znamy, przez te lata w sercu go nienawidziłam, bo Paweł cały
czas czekał na jego przyzwolenie, żeby się ze mną ożenić.
Pomocy!!!
Boję się siebie, boje się wrocić do domu. Wiem, że Paweł wróci bardzo późno,
nie wiem czy Piotr jeszcze u nas jest, a jak jest, to co dalej? Jak mam się
zachowac, co powiedziec?
Doradźcie coś.
Przepraszam, ze tak się rozpisałam, nie mogłam inaczej. Pisałabym i pisała,
bo nie mogę inaczej. To mnie rozwaliło zupełnie. Boje się, ze już nie będzie
tak jak było. Boje się Piotra i tego co do niego poczułam.
Renata.