hanna_sty
28.01.13, 10:42
Czytając różnego rodzaju wątki dochodzę do wniosku, że nie macie ani krzty zaufania do róznego rodzaju "instytucji", do których uczęszczają Wasze dzieci. Wszystko jest pod kontrolą otoczone wianuszkiem nieufności. Dlaczego?
Szkolny psycholog to wcielony diabeł ( wątek obok), który może zrujnować psychikę dziecka i który może rozmawiać po wyrażeniu zgody przez rodzicó. Czy to nie przesada?
Dentysta- to samo- nie ma prawa dotknąć bez j.w. Histeria?
W innym wątku - nauczyciele- w porze Wasze dziecko - nauczyciel - ten drugi jest winny ( głupi, niesprawiedliwy,psychopatyczny), ukarać dziecka mu nie wolno, a jak podniesie głos to niefachowy.
W związku z takimi poglądami rodzice są w szkołach/przedszkolach częstymi gośćmi i to od progu o czym świadczy ich mina nastawionymi bojowo, gotowymi własną piersią bronić potomka nim wysłuchają racji drugiej strony.
O placówkach słuzby zdrowia aż boję się wspominać- lekarze to najczęściej niedouczone konowały ( mama wyedukowana na dr Google wie lepiej) a pilęgniar(ki)y to prawie zawsze wstrętne i bezduszne baby.
Czyżby się aż tak zmieniło na gorsze?
Moi rodzice bywali w szkole na wywiadówkach. Wszelkie sprawy załatwiano we własnym zakresie. Nikt nie popadł w depresję, nie miał mysli samobójczych itd. Nauczyciele mogli podnieść głos, huknąc, a nawet wytargać za ucho ( i nikt tego nie robił). W szkole leczono nam zęby i o zgrozo! szczepiono! i nikt nie miał autyzmu, drgawek, gorączki itd. Dentysta leczył nam zeby bez zgody rodziców i nie przyczynił się do utraty uzębienia.
U mojego syna było już gorzej. Mamy przychodziły do nauczycieli, ale histaria jakby kapkę mniejsza. To w polskiej szkole. Za 7 górami i lasami, gdy syn zmienił kraj, szkołe, język pojawiłam się u nauczyciela , żeby spytać czy wszystko ok. Odpowiedź miałam jedną- czy JA mam problem, bo jeśli nie to SYNA problem rozwiąze szkoła.
W polskiej szkole byli gorsi nauczyciele. Panią od nauczania początkowego wspominam jako niezbyt mądrą, ale ja jej oleju do głowy nie naleję. Miała jakieś swoje metody.
Może więc lepiej dla wszystkich byłoby ograniczenie wizyt w szkole, danie jej więcej autonomii, mniej ograniczeń. Ani nauczyciel ani psycholog ani lekarz ani pielęgniarka nie zrobią dziecku krzywdy. Dziecko potrzebuje samodzielności i zetknięcia ze światem, który nie zawsze pada mu do stóp.