Dodaj do ulubionych

Zaufanie do szkoły, przeszkola...........

28.01.13, 10:42
Czytając różnego rodzaju wątki dochodzę do wniosku, że nie macie ani krzty zaufania do róznego rodzaju "instytucji", do których uczęszczają Wasze dzieci. Wszystko jest pod kontrolą otoczone wianuszkiem nieufności. Dlaczego?
Szkolny psycholog to wcielony diabeł ( wątek obok), który może zrujnować psychikę dziecka i który może rozmawiać po wyrażeniu zgody przez rodzicó. Czy to nie przesada?
Dentysta- to samo- nie ma prawa dotknąć bez j.w. Histeria?
W innym wątku - nauczyciele- w porze Wasze dziecko - nauczyciel - ten drugi jest winny ( głupi, niesprawiedliwy,psychopatyczny), ukarać dziecka mu nie wolno, a jak podniesie głos to niefachowy.
W związku z takimi poglądami rodzice są w szkołach/przedszkolach częstymi gośćmi i to od progu o czym świadczy ich mina nastawionymi bojowo, gotowymi własną piersią bronić potomka nim wysłuchają racji drugiej strony.
O placówkach słuzby zdrowia aż boję się wspominać- lekarze to najczęściej niedouczone konowały ( mama wyedukowana na dr Google wie lepiej) a pilęgniar(ki)y to prawie zawsze wstrętne i bezduszne baby.
Czyżby się aż tak zmieniło na gorsze?
Moi rodzice bywali w szkole na wywiadówkach. Wszelkie sprawy załatwiano we własnym zakresie. Nikt nie popadł w depresję, nie miał mysli samobójczych itd. Nauczyciele mogli podnieść głos, huknąc, a nawet wytargać za ucho ( i nikt tego nie robił). W szkole leczono nam zęby i o zgrozo! szczepiono! i nikt nie miał autyzmu, drgawek, gorączki itd. Dentysta leczył nam zeby bez zgody rodziców i nie przyczynił się do utraty uzębienia.
U mojego syna było już gorzej. Mamy przychodziły do nauczycieli, ale histaria jakby kapkę mniejsza. To w polskiej szkole. Za 7 górami i lasami, gdy syn zmienił kraj, szkołe, język pojawiłam się u nauczyciela , żeby spytać czy wszystko ok. Odpowiedź miałam jedną- czy JA mam problem, bo jeśli nie to SYNA problem rozwiąze szkoła.
W polskiej szkole byli gorsi nauczyciele. Panią od nauczania początkowego wspominam jako niezbyt mądrą, ale ja jej oleju do głowy nie naleję. Miała jakieś swoje metody.
Może więc lepiej dla wszystkich byłoby ograniczenie wizyt w szkole, danie jej więcej autonomii, mniej ograniczeń. Ani nauczyciel ani psycholog ani lekarz ani pielęgniarka nie zrobią dziecku krzywdy. Dziecko potrzebuje samodzielności i zetknięcia ze światem, który nie zawsze pada mu do stóp.
Obserwuj wątek
    • kura28 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 10:51
      > Dentysta leczył nam zeby bez zgody rodziców i nie p
      > rzyczynił się do utraty uzębienia.

      Owszem, przyczynił się. Szkolna dentystka założyła mi w dwóch stałych zębach wypełnienia, pod którymi rozwijała się dalej próchnica. Efekt-leczenie kanałowe po kilku latach, po kolejnych kilkunastu kolejne leczenie kanałowe. Obecnie zostały z nich już tylko korzenie, czeka mnie odbudowa u protetyka. Łączny koszt leczenia tych zębów przekroczy pewnie niedługo 10 tysięcy.
      • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 10:58
        Oj to ja chyba jestem dzieckiem szczęścia smile.
        Mam 55 lat. Zęby miałam fluoryzowane ( w szkole), przeglądy w szkole raz na pół roku, gdy pojawiła się próchnica leczone w szkole! Tak, chodziłam także do prywatnego dentysty, ale chyba tylko raz coś mi robił ( piszę o podstawówce). I wyobraź sobie, że mam zeby zdrowe. 3 leczone kanałowo i to gdy byłam już bardzo dorosła. 1 zęba nie mam- straciłam go po ciąży. I plomb też niewiele.
        • thegimel Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 11:10
          Szkolnych dentystów też się boję przez własne przeżycia. Pan dentysta leczył mi zęby kurząc jednocześnie papierosa, plomba wyleciała po godzinie mimo stosowania się do zaleceń typu nie jeść etc. Zresztą jak gabinet zniknął z tej szkoły a pan nie mając etatu w żadnej przychodni zajął się praktyką prywatną, też sukcesu nie osiągnął. Zamknął interes szybko dosyć. Natomiast żałuję, że nie ma już higienistek - oglądanie dzieciom włosów po wakacjach/feriach/zielonych szkołach złe nie było, u nas 2/3 klasy z zielonej szkoły przywiozło - szybko wykryto, szybko wyleczono.
        • ulas123 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 11:21
          > Oj to ja chyba jestem dzieckiem szczęścia smile.

          Chyba jesteś smile

          Moją szkolną dentystkę to chyba cała szkoła pamięta, nie wyciągała nawet papierosa z ust w trakcie "leczenia". ja do niej nie chodziłam - rodzice musieli napisać pisemne oświadczenie. koleżanka u niej była - nie doleczyła próchnicy w jedynkach i założyła na to wypełnienie. nawet jako dziecko widziałam że coś jest nie tak, biała plomba a wokół czarne.

          może gdy chodziłaś do szkoły było inaczej, teraz raczej dobrzy w swoim zawodzie dentyści to mają swoje gabinety czy pracują w lecznicach, a nie siedzą na etacie szkolnego dentysty.
        • morekac Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 23:09
          Prawdopodobnie masz dobre zęby i nic ich nie rusza.
      • solaris31 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 11:03
        jak o dentystach rozmawiamy - mnie dentysta szkolny dorpowadził do zawansowanej dentofobii...

        leczenie bez zgody rodzicó nie powinno mieć miejsca. niech kontrolują zęby, fluoryzują - prosze bardzo. ale niech nie leczą. zresztą, w tej chwili dentystów w szkołach juz nie ma.

        czemu nie mamy zaufania? ech, trudne pytanie, świat się zmienia, to, co się dzieje uczy nas nieufności. w tej chwili człowiek człowiekowi wilkiem - nic dziwnego, że patrzy się ludziom na ręce. czasem do przesady - to fakt.

        mnie jako nauczycielowi nie przeszkadza to, że ktoś mi patrzy na ręce. wolę to niż totalną olewkę szkoły i nauczycieli, a więc i dziecka. chciałabym nie tyle bezgranicznego zaufania tak po prostu, na starcie - co współpracy. to jest jedyny klucz do sukcesu. ale teraz rodzice nie współpracują, tylko pyskują, bo oczekują od szkoły, że to ona załatwi sprawy wychowawcze. a rola rodzica ograniczy się do nakarmienia potomka / i to nie zawsze/, i położenia spać do łóżka.
        • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 11:19
          Co do pierwszej części Twojej wypowiedzi to chyba tylko mogę się cieszyć, że trafiałam na normalnych ludzi. Na normalną fajną dentystkę, o paleniu nie było mowy. Były nagrody w postaci "zabrania" z umówionej lekcji .
          W drugiej części sporo racji - totalna olewka rodziców połaczona z roszczeniami.
          Współpraca? Tak, ale mądra.
          • matizka Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 11:49
            Ale kto nie wspólpracuje?

            Te mamy, które tutaj na forum próbują odrabiać lekcje za swoje dzieci?

            Ja mam wręcz wrażenie, że szkoła uważa, że moim obowiązkiem jest nie tylko wychowanie dziecka, ale i nauczenie go wszystkiego. Prace domowe są zadawane w taki sposób, że większość dzieci nie ma szans odrobić ich samodzielnie. Np. w klasie III opisz legendę o 2 wieżach Kościoła Mariackiego - oczywiście nie ma tego w podręczniku; nikt dzieciom nie wytłumaczył gdzie szukać, bo założenie jest proste rodzice znajdą w Internecie (w ramach informatyki dzieci nie korzystały jeszcze nigdy z Internetu) - potem widzę dokładnie te same zdania przepisane do zeszytów wszystkich dzieci

            Gdybym tylko mogła zajęłabym się homeschoolingiem, bo szkoła naprawdę zostawiła dzieci samym sobie.

            natomiast co do podejścia "zachodniego" - to jestem sobie w stanie wyobrazić motywację tamtego nauczyciela i niestety w żadnym aspekcie nie jest to motywacja pozytywna - albo on uważa, że trzeba "pilnować" rodziny typu Norwegia albo po prostu uważa, że co tam "imigrancka" matka może wiedzieć.
            • solaris31 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 12:39
              myślę, że autorce raczej chodziło o ostatnie wątki na forum w sprawie wydalenia ze szkoły i tego nieszczęsnego psychologa.

              moja córka nie dostaje takich dziwnych zadań. a nawet, gdyby dostała - ma sobie poradzić sama. ja pomagam wyłącznie w j. angielskim, chociaz się sama nie znam specjalnie, ale na 2 klasę na razie wystarczy. owszem, czasem mnie coś w szkole córki drażni i denerwuje, no ale tak zawsze było, poza tym, to nie jest kwestia zaufania, tylko zupełnie czegoś innego - zdrowego rozsądku.

              bardzo często rodzice nie współpracują ze szkołą. ot, przykład z mojego podwórka - w ub. tygodniu była konferencja, jeden z wychowawców uzasadniając ocenę z zachowania / była za wysoka dla notorycznego wagarowicza-recydywisty/, powiedział znamienne słowa - przychodzi matka i mówi - proszę usprawiedliwić wszystko. tej kobiety nie interesuje ani to, gdzie chodzi jej dziecko, ani to, z kim / a towarzystwo nieciekawe/ - najważniejsze, żeby się o złe zachowanie w dzienniku i na świadectwie nie otarł.

              podobnie jest z większością korków - dzieciątko nie chce się uczyć, ma złe oceny - z miejsca jest to wina nauczyciela, bo źle uczy, no i trzeba pakowac pieniądze w korki.

              kiedyś korki były dla wybitnych, dzisiaj są dla wszystkich i nie sa juz korkami, tylko czasem, w którym ktoś inny niz rodzic pilnuje odrabiania lekcji przez dziecko. niestety, tak to wygląda.

              oczywiście, nie twierdze, że w szkole wszyscy sa super, nauczyciele genialni i oddani - nie znoszę generalizowania, kto mnie czyta częsciej, ten wie wink zdarzaja sie osoby, którym bym dziecka nie powierzyła , doświadczyłam tego na własnej skórze - ale nie można z góry zakładać, że ktoś w szkole jest zły i chce dziecku zrobić krzywdę albo prac mózg na rozmowie w gabinecie psychologa.

              • thegimel Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 13:58
                Zjawisko jest złożone moim zdaniem. Większość z nas chodziła do szkoły kiedy rodzic mógł niewiele, większość spotkała na swej drodze nauczyciela, który być nim nie powinien (ja spotkałam trzech) i projektujemy swoje obawy na nasze dzieci. Są też oczywiście osoby przeczulone, są takie, które uważają, że szkoła ma wychować za nie dzieci. I rodzic może teraz o wiele więcej - co bywa czasami wykorzystywane w zły sposób. Ja trzymam rękę na pulsie - jak będzie mi się coś nie podobało, to sprawdzę sytuację i w razie potrzeby zareaguję. Ogólnie ufam nauczycielom mojego syna, lekarzom, ale nie jest to ślepe zaufanie.
                • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 14:11
                  Zgoda. Gdy chodziłam do szkoły i rodzice mogli całkiem sporo- może trafiłam ( ale aż 2 razy???) na niezwykła klasę?
                  Nie przypominam sobie inwazji rodziców w szkole, wycieczek do dyrektorek, awantur. Były natomiast wspólne wyjazdy, wycieczki, przyjaźnie na całe życie. Mieliśmy więcej zaufania do siebie i świata, szkoła większy autorytet, i chyba mniej krzywdy.
                  • thegimel Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 08:54
                    Czy mniej krzywdy to nie wiem. Był u nas w LO facet od chemii, baliśmy się go potwornie. Ludzie mieli biegunkę, bóle brzucha. Jeden kumpel, żeby nie iść na chemię rozwalił celowo głowę o kaloryfer (nie, nie był słabym uczniem, z innych przedmiotów miał piątki, ale facet się na niego uwziął). W mojej klasie też sobie znalazł ofiarę, skończyło się komisem, który dziewczyna zdała na 4. Szukanie ofiar było na zasadzie, bo mu się czyjaś gęba nie spodobała i tyle. Rodzice nie reagowali, bo to inne czasy były. Dziś byłaby zadyma i akurat w tym przypadku słuszna. Koniec końców moja jedyna trója na świadectwie maturalnym to właśnie chemia od tego "uczyciela" - efekt między innymi zawodów prowadzonych wspólnie z panią od fizyki, kto postawi więcej pał (serio, jedno i drugie się tym chwaliło, ja miałam szczęście, fizyczka mnie lubiła i pał za źle wypisany temat lekcji nie dostawałam). Babie od fizyki uczniowie za oceny z przedmiotu sprzątali dom itd. Była jeszcze pani od polskiego, z przedmiotu świetna, ale też miała swoje sympatie i antypatie, które odbijały się mocno na przedmiocie - na faceta z mojej klasy uwzięła się bo kilka lat wcześniej nie lubiła jego brata. Dziś w takich przypadkach byłaby raczej reakcja rodziców - i słusznie. Zresztą w tej szkole pomogła zmiana dyrekcji. Dyrektorka z moich czasów była byłą uczennicą m.in fizyczki i pozwalała na takie wyczyny. Wiem, że po zmianie dyrekcji sytuacja się poprawiła.
                    Owszem, są rodzice, którzy zawsze się do czegoś przyczepią, którzy uważają, że każdy nauczyciel to wróg i idiota, ale też sporo rodziców szkole ufa. Z tym, że inaczej niż kiedyś jest to zaufanie połączone z kontrolą. Ufać należy, ale należy też słuchać własnego dziecka i sprawdzać niepokojące sygnały. I tyle.
                    • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 09:51
                      Słuchać i rozmawiać- jak najbardziej, zawsze, bez względu na to czy było to pokolenie moich rodziców, moje, mojego syna czy moich przyszłych wnuków. Sprawdzać niepokojące sygnały- pełna zgoda!
                      Natomiast coraz bardziej zaczynam wierzyć, że chodziłam do jakiejś nadzwyczajnej podstawówki ( była to najbliższa domu szkoła rejonowa) i niespotykanego liceum ( też połozone najbliżej, tyle, że kapiące od tradycji), bo nie spotkałam się z patologicznymi zachowaniami nauczycieli. Nie przypominam sobie aktów przemocy psychicznej, samookaleczeń uczniów. Co więcej- gdyby cos takiego było to znalazłoby się co najmniej 10 rodziców skutecznie interweniujących.
                      • thegimel Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 10:51
                        Miałaś szczęście najwyraźniej.
                  • menodo Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 12:44
                    "Mieliś
                    > my więcej zaufania do siebie i świata, szkoła większy autorytet, i chyba mniej
                    > krzywdy."

                    Rozumiem, że popierasz idee ogólnokrajowych obchodów urodzin Gierka????
                    Bo wtedy byłaś piękna i młoda? big_grin A może nawet tata kupił Ci malucha na 18., bo "załatwił" u kumpla talon?
                    Mam nadzieję, że jesteś trollem, bo świadomość, że w realu funkcjonują osoby o takim stanie świadomości - zwłaszcza w oświacie czy służbie zdrowia- z lekka mnie przeraża.
                    • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 16:59
                      Trollem nie jestem, malucha dostałam nieco póxniej niż na 18, nie popierałam ogólnopolskich obchodów urodzin Gierka, co więcej nie za bardzo je sobie przypominam. Dziwi mnie natomiast skąd u Ciebie taka złośliwość i napakowanie agresją? Znak czasu? Czy chęć zaistnienia? Nie musisz odpowiadać smile
                      • menodo Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 17:35
                        hanna_sty napisała:

                        > Trollem nie jestem, malucha dostałam nieco póxniej niż na 18, nie popierałam og
                        > ólnopolskich obchodów urodzin Gierka, co więcej nie za bardzo je sobie przypomi
                        > nam"

                        Jesteś trollem.
                      • menodo Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 17:43
                        hanna_sty napisała:

                        > Trollem nie jestem, malucha dostałam nieco póxniej niż na 18, nie popierałam og
                        > ólnopolskich obchodów urodzin Gierka, co więcej nie za bardzo je sobie przypomi
                        > nam"

                        Jesteś żałosnym trollem.
                        • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 17:50
                          Jeśli tak sądzisz- do czego masz prawo- to bardzo się dziwię, że wdajesz się w dyskusję. Albo nie rozumiesz słowa troll albo uważasz, że trollem jest każdy, kto ma inne zdanie czy przemyślenia niż Ty, albo usiłujesz za wszelką cenę gdzieś zaistnieć, coś napisać a przede wszystkim komus naubliżać. Tyle mojego komentarza na temat Twoich wypowiedzi.
                          • verdana Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 19:10
                            Jeśli masz lat 55 i nie bardzo przypominasz sobie Gerka, to po prostu niewiele pamiętasz.
                            • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 21:31
                              Gierka pamiętam, nie pamiętam uroczystych obchodów jego urodzin. Tak dokładnie napisałam.
                              • verdana Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 09:14
                                To być moze innych rzaeczy też nie pamiętasz, nie bierzesz tego pod uwagę?
                                • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 10:36
                                  Na pewno jedno pamiętam drugiego nie pamiętam- podobnie jak Ty. Ale demencji, o która jestem podejrzewana jeszcze nie mam. Zapewniam.
              • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 14:05
                Tak, chodzi mi dokładnie o to.
                Współpraca ze szkoła to nie odrabianie lekcji za dziecko, to nie stałe przylatywanie do szkoły i dowiadywanie się czy Piotruś był grzeczny albo awanturowanie, że ktoś Grzesiowi śmiał zwrócić uwagę. To także nie wyłacznie płącenie kolejnych składek czy szycie firanek.
                Współpraca to wypracowanie wspólnych działań, jednolity front wychowawczy. Jeżeli- tu powołam się na przytoczony przez Ciebie przykład- matka mówi 'proszę usprawiedliwić wszystko" to jest źle, jeżeli nauczyciel ukarze dziecko za np. niszczenie zieleni w parku ( podaję to co przyszło mi do głowy, nie czepiajmy się zieleni, bo już była dyskusja o dentyście) to dobrą współpracą jest jeśli rodzice wesprą nauczyciela a nie powiedzą dziecku - "to idiota-ekolog, co komu szkodzi, że zerwałeś 5 gałazek bzu, a bratki na klombie odrosną, a zresztą już przekwitły". Niestety ten drugi przykład jest coraz bardziej powszechny.
                • braktalentu Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 19:04
                  Nie jestem w stanie wypracować wspólnych działań wychowawczych ze szkołą, bo szkoła nie jest zainteresowana wychowaniem poprzez przykład, ponoszenie konsekwencji, sprawiedliwość naprawczą, tylko poprzez karanie (dla mnie kara to element tresury, nie wychowania).
                  Dlatego wychowuję dziecko w domu. Do szkoły chodzi towarzysko i w celu konfrontacji z rzeczywistością.
                  Póki co system się sprawdza. Syn spełnia oczekiwania szkoły (bardzo dobre oceny, brak zastrzeżeń do zachowania) i radzi sobie z życiem towarzyskim.
                  Nie mam jednak wątpliwości, że w przypadku jakichkolwiek kłopotów dziecka, będziemy skazani na siebie i pomoc spoza szkoły, bo preferowanym działaniem wychowawczym szkół są represje.
      • mariolka55 [...] 28.01.13, 12:33
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • braktalentu Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 11:32
      "Dziecko potrzebuje samodzielności i zetknięcia ze światem, który nie zawsze pada mu do stóp."

      Pięć miesięcy zajęło mi osiągnięcie dojrzałości szkolnej. Mnie, bo dziecko przystosowało się od razu. Po prywatnym przedszkolu i moich doświadczeniach edukacji za granicą, wybór polskiej szkoły publicznej okazał się szokiem kulturowym - dla mnie - dziecko przystosowało się momentalnie, pokochało swoją szkołę i panią, mimo, że dostrzega jak bardzo jest od nas różna.

      Nie przekonuje mnie argument, że "za moich czasów to... i nikt na kozetce nie wylądował". Po pierwsze o tym kto wylądował, kto nie wylądował, a komu dobrze by zrobiło wylądowanie na kozetce rzadko kiedy wiadomo publicznie.
      Po drugie jetem zdania, że szkolnictwo nie powinno istnieć w oderwaniu od kultury i nauki, a te ulegają coraz szybszym przemianom (choćby fakt, że dziś już nie bije się w szkole za leworęczność, a jedynie wmawia się mańkutom, że prawidłowe jest pisanie okręgów zgodnie z ruchem wskazówek zegara).
      Po trzecie za tzw. "moich czasów" wybór praktycznie nie istniał. Albo dentysta szkolny, albo ... żaden - przypominam, że prywatnych gabinetów stomatologicznych nie było nie tylko na każdym, ale wręcz na żadnym rogu.

      Przekonuje mnie natomiast apel o większe zaufanie w siły naszych dzieci w zderzeniu z nie zawsze fajną rzeczywistością. Ja też obawiałam się, że syn doświadczywszy braku kompetencji, umiejętności, wiedzy, odpowiedzialności, wrażliwości zagubi się. Że to za dużo jak na sześcio- siedmiolatka. Jak bardzo mi dzisiaj wstyd za mój brak wiary we własne dziecko-smile! Jak cieszę się, że ograniczając własne kontakty ze szkołą udało mi się wyjść z permanentnego wkurwu i umożliwić dziecku skorzystanie z podstawowej funkcji szkoły publicznej, tj z poligonu życia społecznego (a społeczeństwo to nie miód i orzeszki, tylko supermarket).
      Dałam szkole szansę, powstrzymałam swoją histerię i nie przeniosłam dziecka do szkoły gwarantującej respektowanie moich zasad i wartości. Dzięki temu syn już wie, że czasami jesteśmy w życiu zależni od osób tak bardzo od nas różnych, że to aż niewiarygodne. I daje sobie z tym radę. A ja nie idę jutro na wywiadówkę, tylko z dzieckiem na spacer, bo JA problemów z dzieckiem nie mam, a jeśli szkoła zacznie je mieć to zapytam jak zamierzają je rozwiązań i zaoferuję pomoc.
      • agaja5b Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 18:07
        Niby braktalentu a jak dobrze ujętesmile Żeby się nie powtarzać pozwól że się podpiszę, zwłaszcza pod trzecim akapitem. Rękami i nogamismile
    • asia_i_p Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 11:45
      Ja mam w tej kwestii mieszanie.
      Mam zaufanie do szkolnej pedagog i psycholog (zresztą psycholog już raz bardzo nam pomogła w okresie adaptacyjnym). Mam do wychowawczyni. Ograniczone do dentystki - tej konkretnej nie przerabiałam, ale moje szkolne dentystki przyczyniły się do mojej wieloletniej dentofobii, więc do dentysty jeżdżę z dzieckiem ja i tej cudownej babki, którą namierzyłyśmy, trzymam się jak pijany płotu. Moje dziecko nie ma cienia dentofobii, wizytę u dentysty przyjmuje bardziej bezstresowo niż ja u fryzjera - siada, otwiera paszczę i ufnie pozwala sobie robić, co trzeba, a ja w kąciku udaję, że się nie trzęsę.

      Nie mam też za dużego zaufania do dyrektorki szkoły mojego dziecka, a ten konkretny brak zaufania datuje się od zebrania Rady Rodziców (należę), kiedy podałam klasę mojego dziecka, a dyrektorka usiłowała mi dowodzić, że tej klasy w szkole nie ma. Kiedy już wice przyniosła jej plan i wspólnymi wysiłkami ustaliły, że jest, stwierdziła "No tak, umknęło mi, najważniejsze, że są". Doceniłam w tym momencie moją dyrektorkę, u mnie w pracy, która nie tylko ogarnia, jakie ma klasy, ale też jakich mają wychowawców, problemy, osiągnięcia, itp.
    • chipsi Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 11:54
      To nie do końca tak ze nie mamy zaufania, że wszyscy nauczyciele/lekarze to konowały. Codziennie mamy styczność z różnymi specjalistami, w większości jest ok. Jednak jak to w życiu, trafi się kiepski fachowiec i wtedy żalimy się np. na forum. Jak jest ok to nie piszemy i stąd może wrażenie że na wszystkich narzekamy. Druga sprawa to jeśli np. murarz spinkoli robotę to mu wygarniemy i bierzemy kolejnego. Z lekarzem i nauczycielem już tak pięknie nie jest bo zwyczajnie nie mamy wyboru no i oczekiwania wobec pewnych profesji mamy większe.
      Osobna sprawa to fakt, że ludzie zrobili się mniej samokrytyczni, szczególnie jeśli chodzi o własne idealne przecież potomstwo.
      • fogito Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 12:01
        Ja wyznaję zasadę ograniczonego zaufania do ludzi i to oczywiście obejmuje grupę nauczycieli i lekarzy. Pełne zaufanie i wiarę w ludzkie dobro straciłam wraz z wiekiem gdzieś około 5 roku życia.
    • aleks-ok Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 12:03
      witam,muszę szczerze napisać ze nie mam zaufania do wymienionych przez ciebe instutucji, nie zycze sobie aby moje dziecko bylo badanie (wywiad to tez badanie) i diagnozowane przez przypadkowe osoby wyłączając sytuacje zagrożenia życia i zdrowia, uważam ze nie sa potrzebne "konsultacje" w wyniku ktorych kazde obecne w przedzkolu dziecko dostaje DIAGNOZE i zadna z tych diagnoz nie brzmi-zdrowy/a, nie chcę z powodu nieharmonijnego rozwoju dziecka ktory jest fizjologią bujac sie po 10 poradniach bo taka moda, bo nie ma ludzi zdrowych tylko niezdiagnozowani... wole ten czas poswięcic na zabawe i zajecia z dzieckiem.
      Uwazam ze jestem na tyle świadomym rodzicem ze groźne rzeczy wychywce sama a resztą pierdól nie mam ochoty przejmować się.
      Jednoczesnie nie uważam ze tego typu konsultacje powinny być zakazane, być może części rozdzicow to pomaga , uspokaja, daje dodatkową mozliwosc rehabilitacji etc, natomiast kluczowa w tym wypadku jest świadoma zgoda rodzica a nie badamy wszystkich na hurrra.
      • mariolka55 [...] 28.01.13, 12:36
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • solaris31 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 12:53
          a ja sie podpisuję... i nie podpisuję.. wink

          owszem, diagnozować całego społeczeństwa sie nie powinno - bo i po co? ale z drugiej strony - skoro jest jakiś problem, to dlaczego dziecku nie pomóc? owszem, powinno to sie odbywać po poinformowaniu rodzica - ale czasem bywa tak, że rodzic nie chce dostrzec problemu, wypiera go z własnej świadomości, a dziecko cierpi.

          moja bardzo bliska koleżanka przez prawie 4 lata wypierała z głowy to, że jej dziecko nie do końca normalnie sie rozwija. wszyscy jej mówili - lekarze pediatrzy, psycholog w przedszkolu, nauczyciele - ona była glucha. zadziałał klasyczny mechanizm wypierania. diagnoza - autyzm.

          nie muszę dodawać, ile lat terapii stracił jej syn...

          wiele złego zrobiło to, że szkoła nie może skierować dziecka z problemami na badania w poradni psychologiczno-pedagogicznej. naprawdę wiele. mądry rodzic posłucha nauczyciela i pójdzie dziecko zdiagnozować i pomóc. głupi zostawi sprawy swojemu biegowi, a cierpieć będzie dziecko. potem taki rodzic powie - to szkoła nie nauczyła, to szkoła nie dopilnowała.

          ktoś nie zda testu w 6 klasie czy gimnazjalnego - rodzic powie - wina szkoły. a bywa, że dziecko jest zwyczajnie opóźnione rozwojowo i nie powinno się uczyć w szkole ogólnej, tylko specjalnej. ale nauka w takiej szkole to wstyd - a o tym tez decyduje rodzic.

          miałam kumpla w klasie - totalnie sobie w szkole nie radził, rodzice nie chcieli słyszeć o szkole specjalnej. męczył się więc u nas, narażając się na epitety imbecyli i debili od kolegów w klasie, i na politowanie w oczach nauczycieli. chłopak odetchnął jak poszedł do zawodówki specjalnej. poszedł do szkoły, w której był traktowany jak równy, a nie debil - bo wszyscy jego kumple ze szkoły mieli obnizone mozliwości intelektualne. dzisiaj jest wziętym fachowcem.

          piszesz, że osoby diagnozujące to czy tamto to przypadkowi ludzie. a czy my, rodzice, mamy na tyle wiedzy i kompetencji? sądzę, że nie każdy. tak samo niefachowi bywają nauczyciele, jak i niekompetentni rodzice. bycie rodzicem nie oznacza monopolu na wiedzę dotyczacą rozwoju i wychowania.

          owszem, diagnozowac powinno się tylko niektórych uczniów, nie wszystkich jak leci, bo to Orwellem smierdzi. ale nie jest to takie do końca złe. i tu słowo klucz - współpraca z rodzicami. jeśli rodzic nie chce współpracować, to cierpi tylko dziecko.
          • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 14:29
            Posłużę się kilkoma przykładami: mój osobisty mąż ( lekarskie dziecko)krótkowzroczność została wykryta w czasie badań przesiewowych W SZKOLE, moja przyjaciółka ( bardzo troskliwa mama i babcia) ogromna nadwaga, ostra rozmowa z w-f skłoniła je do refleksji, że może dziecko niekoniecznie "ładnie" wygląda, kolega- póki nie zbadano go W SZKOLE rodzice ( z kategorii troskliwych) nie mieli pojęcia, że jest daltonistą.
            Jak często mierzycie dzieciom ciśnienie krwi?
            Czy wiecie dlaczego obgryza paznokcie?
            Czy nie kłamie dlatego, że jest zagłaskiwane na śmierć, że nie ma prawa do błędów?
            Czy tak jak wspomniałaś nie ma części rodziców, którzy wypierają z e swojej świadomości aż za czytelne dla innych sygnały?
            Ilu rodziców na 30 osobową klasę należy do zbioru świadomych, a ilu olewających, ilu zapracowanych, ilu uważających, że za pieniądze kupi wszystko?
            Ilu ptzyjmuje do wiadomości, że dziecku trzeba pomóc w poradni psychologiczno-pedagogicznej a ilu boi się jej jak demona?
            • fogito Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 16:45
              hanna_sty napisała:

              > Posłużę się kilkoma przykładami: mój osobisty mąż ( lekarskie dziecko)krótkowzr
              > oczność została wykryta w czasie badań przesiewowych W SZKOLE,

              zacytuję pediatrę mojego syna - matkę trójki synów - "dzieci lekarzy zwykle są zaniedbane, bo rodzice nie mają czasu się nimi zająć. Ot co wink


              > Jak często mierzycie dzieciom ciśnienie krwi?

              Przy każdej wizycie lekarskiej w Stanach. W Polsce mierzyli tyko w szpitalu. Mamy gabinet pielęgniarski w szkole, ale raczej bez specjalnej potrzeby nikt nie mierzy.

              > Czy wiecie dlaczego obgryza paznokcie?

              Kiedy jest zdenerowany.

              > Czy nie kłamie dlatego, że jest zagłaskiwane na śmierć, że nie ma prawa do błęd
              > ów?

              Nie kłamie. Błędów popełnia mniej niż jego własny ojciec.

              > Czy tak jak wspomniałaś nie ma części rodziców, którzy wypierają z e swojej świ
              > adomości aż za czytelne dla innych sygnały?

              Ciekawa jestem jakie.

              > Ilu rodziców na 30 osobową klasę należy do zbioru świadomych, a ilu olewających
              > , ilu zapracowanych, ilu uważających, że za pieniądze kupi wszystko?

              smile Ja nie olewam i dlatego mam ograniczone zaufanie do nauczycieli i treneró syna. O lekarzach nie wspomnę.

              > Ilu ptzyjmuje do wiadomości, że dziecku trzeba pomóc w poradni psychologiczno-p
              > edagogicznej a ilu boi się jej jak demona?

              Mój syn był już u psychologa. Nie boje się tego. Ale pomocy specjalnej nie uzyskałam. Sama czasami chodzę i jestem rozczarowana.
    • yuka12 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 12:10
      Nie mielismy zaufania do bylego dyrektora szkoly, bo przed przyjeciem dzieci nas oszukal. Podal nieprawdziwe informacje dotyczace szkoly i przez to moje dzieci mialy (i maja) pod gorke. Chcial miec po prostu wiecej uczniow w szkole sad. Nie zareagowal rowniez, gdy przychodzilismy do niego, gdy nasz syn mial problemy. Totalnie to zlekcewazyl, a na nas jako rodzicow nauczycielka co chwile posylala gromy. Do tej nauczycielki tez nie mielismy zaufania. Na wywiadowkach slodko-pierdzaco-olewajaca, natomiast na co dzien co chwila miala do nas pretensje o zachowanie syna w szkole. Bylismy przekonani, ze czesc proplemow wynikala z trudnosci z adaptacja i komunikacja (w szkole obowiazywal inny jezyk), ale nauczucielka ignorowala nasze sugestie. Nie chciala wspolpracy, wolala winic. Syn mial wtedy 4 lata. Obecna nauczycielka jest naszym synem zachwycona i chociaz dostrzega jego wady, potrafi je wykorzystac na plus. Oczywiscie zadnych problemow z zachowaniem. Dawna nauczycielka corki (nastepna zreszta tez), chociaz mila i uczynna, nie schylila sie nad wskazanymi przez nas trudnosciami wskazujacymi na dysleksje i przez prawie poltora roku pobytu w szkole cora zrobila minimalne postepy. Np. nie poprawiano jej ewidentnych bykow w dodawaniu czy pisowni liter. Dopiero kiedy problemy sie mocno nasilily, panie zareagowaly. Przez to dzisiaj Mloda ma zaleglosci i Bog raczy wiedziec, kiedy choc troche dogoni rowiesnikow. Oczywiscie w domu tez z nia pracuje.
      Ciekawe jak wiec moge miec w takiej sytuacji zaufanie do szkoly? A ja wcale, ale to wcale, nie jestem typem pieniarza.
      • yuka12 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 12:21
        Dodam jeszcze lekarzy. Wykorzystujac moja naiwnosc i zaufanie, nie zajeto sie moim synem odpowiednio i "dzieki" temu syn w pierwszym roku zycia spadl z 75 centyla na drugi. Zadnemu z konowalow nie chcialo sie dzicka dobrze zdiagnozowac lub chociazby wyslac do specjalisty. Tutaj gdzie mieskzam nie ma prywatnych praktyk i bez skierowania mozna zapomniec o takiej wizycie. Syn do dzisiaj nie odrobil straty, bo wraz ze spadkiem wagi ciala, problemami z utrzymaniem pokarmu w zoladku doszly zakazenia drog oddechowych, ktore tez lekcewazono, dopoki nie wyladowal po raz kolejny w szpitalu.
        Nie mowiac o tym, ze urodzil sie za wczesnie, bo ani polozna ani ginekolog nie przejeli sie skracajaca sie szyjka macicy i przedwczesnymi skurczami, mowiac, ze wszystko jest o.k. i dopiero jak bedzie bardziej powaznie, mam jechac do szpitalu. Co zrobilam, aby urodzic mlodego 2 miesiace wczesniej ... . A wystarczylo wyslac do szpitala po pierwszych skurczach na zatrzymanie ich. Tak zrobil ginekolog przy mojej pierwszej ciazy i dziecko urodzilam o czasie.
    • hellulah Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 13:04
      Mam i miałam zaufanie do szkoły oraz przedszkola, oczywiście w takim zakresie, jakiego dotyczą obowiązki tych placówek względem mojego dziecka.

      Zdecydowana większość nauczycieli do tej pory - oceniam jako wpływających pozytywnie albo neutralnie na dziecko. Do tej pory (etap gimnazjum) tylko dwie panie (obie nauczycielki przedszkolne, zresztą z różnych placówek), którym mogę zarzucić nieodpowiednie wypełnianie obowiązków w stopniu wysokim. Czyli wyjątek, nie reguła. I jedna osoba, której można wytknąć zaniedbanie, ale to akurat jeszcze mieści się według mnie (i w konkretnym przypadku) w pojęciu "neutralny wpływ".

      Dentysta w szkole - brak zaufania, ponieważ wiem, na jakich zasadach funkcjonuje (kwestia choćby używanych materiałów, czy narzędzi). Zdecydowanie wolę zapłacić za lepsze leczenie.

      Dentysta leczący dziecko raportuje, co się będzie ewentualnie działo, ja sobie idę poczytać pismeka i wracam po fakcie płacić.

      > O placówkach słuzby zdrowia aż boję się wspominać- lekarze to najczęściej niedo
      > uczone konowały ( mama wyedukowana na dr Google wie lepiej) a pilęgniar(ki)y to
      > prawie zawsze wstrętne i bezduszne baby.

      Tu akurat - mam dość mocno nasyconą lekarzami rodzinę oraz krąg koleżeński. Nie muszę sobie googlać, ten lub ta chętnie i z detalami wyjaśnią, co i jak. Lekarzy oceniam, en masse, jako przytłoczonych procedurami narzucanymi przez NFZ, zabieganych i dośc często, nie zawsze, mylących higienę psychiczną własnej pracy z bufonadą. Mam do lekarzy (en masse) zaufanie, ograniczone ale nieprzesadnie. W banalnych przypadkach nie kwestionuję leczenia, ale już poważniejsze sprawy - konsultuję z kimś drugim, potwierdzam lub wykluczam badaniami. Robię badania niezalecane "na fundusz", ale nakazane przez znajomych lekarzy, prywatnie - rozumiem ograniczenia budżetowe.

      Podam przykład: leczenie wymaga podania środka x. Lekarz z poradni zapisuje dawkę powiedzmy 3 razy dziennie po dwie tabletki x, bo to jest jeszcze nieszkodliwa, bezpieczna dawka, choć efekty uboczne są, na pewno zadziała. Lekarz "domowy" mówi: heloł, ale to spokojnie można zmniejszyć pod warunkiem, że ja raz na jakiś czas zbadam to i to, a objawy się cofną; dawka końska jak dla kogoś, kto już sam się musi leczyć i nie ma opcji tych regularnych kontroli. Serio chyba nikt nie oczekuje, że będę szprycować dziecko czymś, co jednak daje efekty uboczne (niby bezpieczne - w zestawieniu z tym, co jest główną chorobą), jeśli mam "domowego" lekarza pod ręką. Nie chodzi tu o to, że "poradniowy" to konował, nie on zapisał tak, jak mógł najlepiej. Nawiasem mówiąc, przy kolejnej wizycie mówię, że pod kontrolą lekarza, do którego mamy nieograniczony dostęp, zmniejszono dawkę, badania co ileś tam dni wykazały że można było itd.

      Pielęgniarki to słabo (nadal w większości) wynagradzane, zapracowane kobiety. Co powoduje, że mają mało czasu dla pacjentów i aby nie oświrować, bywają chamskie i bezduszne.

      Co do psychologa szkolnego, ok wizyta doraźna, ale terapia to już tylko za naszą zgodą i pod jakąś kontrolą.

      • maxivision Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 19:11
        Zaufanie to ja mam tylko do Boga, reszcie trzeba patrzeć na ręce i opie...ć kiedy trzeba. Mam bogate doświadczenia lekarsko - pielęgniarsko - szkolne, gdybym nie miała gęby od ucha do ucha mogłoby się to różnie skończyć dla najbliższych w rodzinie.
    • klubgogo Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 19:25
      Do przedszkola mam pełne zaufanie, nie wiem co będzie ze szkołą, to dopiero przede mną.
    • menodo Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 19:36
      Moi rodzice bywali w szkole na wywiadówkach. Wszelkie sprawy załatwiano we włas
      > nym zakresie. Nikt nie popadł w depresję, nie miał mysli samobójczych itd. Nauc
      > zyciele mogli podnieść głos, huknąc, a nawet wytargać za ucho ( i nikt tego nie
      > robił). W szkole leczono nam zęby i o zgrozo! szczepiono! i nikt nie miał auty
      > zmu, drgawek, gorączki itd."

      Podobno na starość ludziom się wydaje, że mieli fajne dzieciństwo i wszystko było cacy.
      Na razie pamiętam jeszcze, że nauczycieli to ja miałam w większości głupich i złych, zdarzało im się bić uczniów a darcie mordy i ubliżanie było na porządku dziennym. Szkolne dentystki doprowadziły mnie niemal do dentofobii.
      Oczywiście rodzice nie fikali, bo się po prostu bali. W PRL-u mało kto fikał tym, którzy mieli choć troszkę władzy, chyba że był wyżej hierarchii - nie pamiętasz?

      • morekac Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 23:22
        To ja się podpiszę pod Menodo.
        Tak ogólnie - to wręcz byłam zaskoczona - już jako matka bywająca na wywiadówkach - że nauczyciele - przynajmniej niektórzy - mogą być sensownymi ludźmi. wink
        • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 07:57
          Matematyczka ( z mojej szkoły) to jedyna osoba kontrowersyjna, ale po bardzo traumatycznych przeżyciach okupacyjnych.
          Wychowawczyni moja bardzo zaangażowana, przyjazna, odwiedzająca i zapraszana do domów uczniów. Wychowawczyni I klasy syna- po prostu głupia.
          Polonistka moja- stwała na głowie, zeby czegoś nauczyć, polonistka syna zdecydowanie marna. Pozostali nauczyciele bez zastrzeżeń....
      • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 07:54
        Człowiek ma tyle lat na ile się czuje- ja nie czuję się staro. smile mimo 55 lat na karku.
        Dzieciństwo miałam fajne- obiektywnie- tak uważałam 10,20,30, 40 lat temu.
        Nauczycieli miałam raczej normalnych, co nie oznacza, że się na nas nie wydarli. Ubliżanie- bardziej ubliża się na formach internetowych.
        Dentofobii nie mam.
        Moi rodzice nie "fikali", chociaż należeli do tych, którzy na pewne sprawy mogli sobie pozwolić.
        • menodo Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 11:14
          "Dzieciństwo miałam fajne- obiektywnie- tak uważałam 10,20,30, 40 lat temu."
          hanna_sty napisała:
          Dzieciństwo miałam fajne- obiektywnie- tak uważałam 10,20,30, 40 lat temu.

          No to pozazdrościć big_grin
          Ale jak widać - Twoje dowody mają charakter anegdotyczny.

          W zdecydowanej większości rodzin, szkół, przedszkoli czy szpitali standardy opieki nad dziećmi z dzisiejszego punktu widzenia byłyby podlegającą karze przemocą.
          Ale i wtedy słyszałam - że w czasie wojny ...to tamto, więc kto by się domagał pozwolenia matki na przebywanie z dzieckiem w szpitalu - to jakieś fanaberie!

          Dzisiejsi rodzice - to normalne w świetle piramidy potrzeb Maslowa - mają o wiele większe wymagania od placówek, które powołane są do tego, by opiekować się dziećmi. Jest większa świadomość psychologii rozwoju dziecka, ludzie są wrażliwsi na problemy, które kiedyś były "śmieszne" - np. uczucia dzieci.
          To się może nie podobać nauczycielom, wychowawcom, lekarzom - ale ten proces "normalnienia" naszego społeczeństwa - mam nadzieję - będzie postępował.

          PS. To nowy nick? Styl wypowiedzi i sposób argumentacji wielonickowej "pani z wyższych sfer" o kontrowersyjnych poglądach jest mi doskonale znany nie tylko z tego forumbig_grin


          • lily-evans01 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 11:57
            Mogę poprzeć tę wypowiedź w 100%, bo coś bardzo podobnego chciałam napisać, ale już nie ma potrzeby.
            Co do cudownego dzieciństwa - moja mama ciut po sześćdziesiątce też idealizuje swoje dzieciństwo, zabawy i kontakty z innymi dziećmi, naukę w szkole, a nawet nauczycieli. A jednocześnie opowiadała mi o skrajnie surowej dyscyplinie - dzieci siedziały sztywno na krzesłach w 1 pozycji, śmiertelna cisza, nauczyciel, który bił dzieciaki po łapach drewnianym piórnikiem za gadanie (!). No i rejonówka w bardzo nieciekawej dzielnicy - ja bym chyba posunęła się do fikcyjnego przemeldowania, żeby moje dziecko nie chodziło do szkoły z aż taką patologią i tak zaniedbanymi dziećmi.
            I mam wrażenie, że ten idealistyczny ogląd wytwarza się z czasem, zwłaszcza w konfrontacji z tym, co nowe, obce, więc dla niektórych niezrozumiałe wink.
            A co do badań i wszelkiej kontroli medycznej ze strony szkoły - u nas pielęgniarka waży, mierzy dziecko, sprawdza wzrok itp., ale potem i tak trzeba iść na bilans do lekarza rodzinnego. I mam wrażenie, że rodzic świadomy i dbający o dziecko pójdzie potem po te okulary i wkładkę ortopedyczną, a patologia i tak to oleje, nie wykupi itp., niezależnie od tego, gdzie wykonano wstępne badania i diagnozę. Tak było, jest i chyba nic się w tym aspekcie nie zmieni.
            • verdana Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 09:17
              Ja mam lat 55. Co do dzieciństwa sie nie wypowiadam. Co do lat licealnych i szkoły - do dziś mam koszmary senne.
              Być moze zdarzało się, ze rzeczywiście ktoś miał szczęście - ale naprawdę, to nie była idylla, nie było też aż tak strasznych różnic między szkołą wtedy, a teraz. Szkoła to specyficzna instytucja, gdzie dzieci, szczególnie starsze, z natury rzeczy nie czują się najlepiej - cały czas oceniane i poprawiane.
              • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 10:44
                Bo szkoła z założenia nie powinna być, nigdzie na świecie, instytucją demokratyczną. Ktoś jest odpowiedzialny, ktoś ocenia, ktoś wychowuje, ktoś daje przykład, ktoś w końcu dowodzi i bierze odpowiedzialność. I ten ktos ma ku temu kwalifikacje ( choćby formalne) i powinien mieć narzędzia ( także prawne). A tymczasem dochodzi do tego, że nauczycielom odbiera się narzędzia wyposażając nimi rodziców tak jak "beztalentu" wspomniała, również rodziców niewydolnych wychowawczo a ja dodam agresywnych i mających kłopoty ze sobą.
                W szkole uczeń musi być oceniany ( podobnie jak na późniejszych- akademickich etapach edukacji) i wychowywany - jeśli nie zrobi tego dom.
                Zgodzę się, że szkoła jest specyficzna instytucją podobnie jak korporacja, w której nikt z nikim sie nie cacka, jak wojsko, gdzie jest zależność i podległość słuzbowa i kilka innych.
                I jest bardzo źle gdy uczeń zapomina gdzie jest jego miejsce, gdy wydaje mu się, że jest najmądrzejszy.
                • lily-evans01 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 14:53
                  Ale i ten, kto ocenia, wychowuje i koryguje - powinien mieć do tego kompetencje, stale doskonaloną wiedzę i umieć faktycznie rozwiązywać te problemy.
                  Pamiętam jak dzisiaj, a zaczęłam przygodę z edukacją w 1982 r., jak wychowawca "przestawiał" na siłę leworęczną dziewczynkę i szydził z niej...
                  Albo wychowawczyni mojej córki - matka na zebraniu podnosi kwestię, że anglistka mówi do pierwszoklasistów tylko po angielsku i dzieci nic nie rozumieją, a na to nauczycielka wywala jej przy wszystkich: "No bo pani córka ma kłopoty z rozwojem słuchu fonematycznego i nauka języka zawsze będzie dla niej problemem". Zapewne tak jest, ale na miłość boską, chyba istnieje coś takiego, jak poufność informacji? To nie była informacja do czegokolwiek potrzebna innym rodzicom.
                  • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 16:53
                    Szukasz ideału a ideału nie ma. Ty nim też nie jesteś. A z tą leworęcznością to chyba ciut przesadziłaś albo.........ja znów trafiałam na normalnych ludzi. W 1982 roku ja skończyłam studia. Przedtem chodziłam do podstawówki i siedziałam w jednej ławce z kolegą piszącym lewą ręką. Nikt nie przestawiał go na pisanie prawą ani nie szydził. Ot był leworęczny i tyle. Skończył politechnikę.
                    W liceum do mojej klasy chodziła dziewczyna posługująca się lewą ręką- jest pediatrą. Nie pamiętam ani jednej uwagi z czyjejkolwiek strony.
                    Wychowawczyni może zachowała się nietaktownie, ale to nie zbrodnia. Czy Ty zawsze w 100% jesteś ok? Wobec wszystkich? Na tej zasadzie w szpitalach byłyby tylko sale 1 osobowe, Jaś nie miałby prawa wiedzieć jaki stopień dostał Grześ ( bo a nuż będzie sie śmiał albo powie rodzicom). A tak naprawdę czy myslisz, że innych rodziców tak bardzo interesuje czy Kasia ma kłopoty z rozwojem słuchu fonematycznego? Ile osób wie co to jest słuch fonematyczny?
                    I jeśli już podchodzi się do tej wychowawczyni jak do jeża to o dobrej współpracy mowy nie ma, nawet jeśli nie mówisz tego córce to ona to widzi i czuje.
                    • thegimel Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 17:04
                      Co do leworęczności - koleżankę z mojego rocznika próbowano przestawiać. Było to pod koniec lat 80.
                      • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 17:07
                        To ja chyba żyłam w jakimś innym świecie........
                        • lily-evans01 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 17:28
                          Cóż, najwidoczniej.

                          Z chwil obecnych - moja córka ma zdiagnozowane zaburzenia integracji sensorycznej, co m.in. objawiało się też problemami z tym nieszczęsnym słuchem fonematycznym. Czyli - trudności z głoskowaniem, czytaniem, przekręcanie słów w jęz. angielskim.
                          Poszłam do pani anglistki mówiącej do pierwszaków wyłącznie po angielsku z badaniami z poradni audiologicznej pod pachą, mówię, z czym dziecko ma problem i że proszę o możliwość przegrania płyt oraz podanie zakresu słownictwa do utrwalenia. Zauważ, nie idę z roszczeniami, tylko sama na siebie biorę naukę dziecka, choć mają angielski 5 razy w tygodniu. I system jest taki, że mają uczyć się tylko na zajęciach - nic nie jest zadawane.
                          A pani robi wielkie oczy i wywala: To ona naprawdę ma problemy ze słuchem? Bo ludzie, którzy mają zaburzenie słuchu, to mówią bardzo głośno, a ta pani córka to strasznie cicho mówi...
                          No i wymiękłam. I zastanawiam się, czy nauczyciel języka w klasach młodszych naprawdę nie wie, co to jest słuch fonematyczny tudzież ryzyko dysleksji. Grrr.
                          • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 18:34
                            Chwilami wydaje mi się, że żyjemy na innych planetach.
                            Chodziłam do szkoły. Nikt!!!! nie miał orzeczeń o zaburzeniach integracji sensorycznej, ba nikt tego nie badał. Moja matka pewnie miała, bo nauka języków przychodziła jej z trudem. I całkiem nieźle opanowała dwa- tyle, że wymagało to więcej pracy. Pamiętam to z dzieciństwa i młodości.
                            Mój syn chodził do szkół w 2 krajach nie licząc Polski. Szkoły anglojęzyczne, ale dzieci z róznych krajów. Nikt się nadmiernie nie przejmował, dzieci musiały mówić po angielsku, uczyć się po angielsku, poznawać język kraju, w którym bylismy i radzić sobie z ojczystymi. Nie przypominam sobie, żeby ktoś robił problem.
                            Po kilku latach powtórka z rozrywki, z tym, że inny język, inny kraj i inni koledzy. Tez międzynarodowo.
                            Zakładając jednak, że córka ma problemy ze słuchem fonematycznym to wynika z tego tylko jedno- zwiększona praca i to w domu. W klasie jest , nie wiem 10,15 dzieci bez tego problemu lub 1-2-3 z innymi problemami a lekcja ma 45 minut. Trzeba wybrać złoty środek. Dla każdego.
                            • lily-evans01 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 22:15
                              Absolutnie nie chodzi mi o to, żeby dziecko miało taryfę ulgową.
                              Wysuwając argument, że ileś lat temu nikt takich rzeczy nie diagnozował, z lekka się ośmieszasz - bo ja nie po to poświęciłam czas i sporo pieniędzy na diagnozę, żeby czynić z córki ułomną, czy specjalnie traktowaną przez szkołę, lecz by wspomóc jej rozwój.
                              Zapewniam Cię, że z prawdziwym dyslektykiem czy z dzieckiem o skrzyżowanej lateralizacji tradycyjne "więcej pracy w domu" nie pomoże, a w każdym razie nie pomoże do końca. Na pewne dysfunkcje są specjalne ćwiczenia, wykonywane z terapeutą i w domu, a ja tych domowych nie zaniedbuję i jest już np. efekt w postaci o wiele bardziej starannych rysunków u córki oraz lepszego zapamiętywania tych nieszczęsnych słówek.
                              Od szkoły oczekiwałam jedynie informacji w postaci np. wykazu słówek do opanowania z danego tygodnia oraz możliwości przegrania płyty do słuchania - podręczniki są w szkole, a w zeszytach dzieci prawie nic nie mają, co jest zrozumiałe w I klasie.
                              Niemniej niewiedza nauczycielki w szkole szczycącej się wynikami nauczania i indywidualnym podejściem do ucznia - bezcenna.
                              Ty możesz nie wiedzieć, co to dysleksja czy integracja sensoryczna, ona powinna mieć to opanowane + dokształcać się, co naprawdę nie boli, bo sporo jest publikacji pedagogicznych z zakresu diagnozowania i wyrównywania dysfunkcji.
                              Owszem, kiedyś tego nie było, ale uczeń z dajmy na to dysleksją miał etykietkę tępego, nieuka i obrywał kolejne dwóje z dyktand.
                              • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 22:40
                                Posłużę się po raz kolejny przykładem mojego syna. Wtedy gdy on chodził do szkoły już krzyczano o dysleksji i dysgrafii i to jak. Mój syn od przedszkola nie znosił rysowania. Rysunki w przedszkolu miał na poziomie dwulatka. Przy czym ani ja ani mąż nie umiemy rysować. W przedszkolu zaczęto przebąkiwać o dysleksji czy dysgrafii. Ja za lekturę. Na dysleksję mi to nie wyglądało, ale dysgrafia- czemu nie? Pobiegliśmy do psychologa dał jakieś ćwiczenia ( pewnie inne niż dziś), syn za nic na świecie nie chciał ich robić- specjalnie nie zmuszałam, trochę robił, ale nie za wiele.
                                Przed wyjazdem ( już w szkole) znów akcja dysgrafia. I orzeczenie pscyhologa, że takowa posiada.
                                Wyjazd, inna szkoła, inne priorytety- naukowe i życiowe. Syn bazgrze ( opinia o dysleksji jest). I......dorósł bez ćwiczeń. Rysować się nie nauczył, pisze szybko, w miarę czytelnie ( pokolenie komputera), nie robi błędów. Na maturze nie korzystał z zaświadczeń, bo jeszcze jakieś po drodze zebrał. I ta dysleksja pozwoliła mu być na studiach doktoranckich.
                                • lily-evans01 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 22:49
                                  Sama sobie zaprzeczasz.
                                  Bo z jednej strony wychwalasz diagnozy wykonywane w szkole (np. tę okulistyczną), a z drugiej totalnie je olewasz i nic dalej z tym nie robisz.
                                  Twojemu synowi to nie zaszkodziło, ale to nie jest żaden argument - innemu brak dopasowanych do jego problemów ćwiczeń może przeszkodzić w zrozumieniu treści w podręczniku, prawidłowym wykonaniu zadań, w konsekwencji nawet w zdaniu matury. I tu naprawdę nie chodzi o te "magiczne" orzeczenia.
                                  Zresztą dysgrafia to zupełnie coś innego niż dysleksja.
                                  Przez pół roku uczyłam w zespole szkół ponadpodstawowych - jestem m.in. polonistką - miałam uczennicę w II klasie gimnazjum, nie umiejącą czytać, sylabizującą coś tam. Dziewczyna miała od podstawówki bogatą teczkę orzeczeń, z zaleceniami pracy dla rodziców oraz zajęć w poradni. Nic z tego nie robiono oczywiście, bo kasiaści rodzice sądzili, że w każdej szkole kupią dziecku stopnie. A dziecko się frustrowało, czerwieniło i niemal płakało, jak trzeba było wykonać na lekcji polecenie z podręcznika.
                                  I chciałabym wiedzieć, dlaczego wyrywkowo traktujesz diagnozy i opinie szkoły? Czyli dentysta jest ok, a pedagog i terapia dysgrafii już be? Bo to wymaga pracy też i od rodzica, a dentysta był w szkole i za darmochę? Notabene, dysgrafik niekoniecznie będzie robił błędy. Dyslektyk zawsze. Bez wspomagania i tego "papierka" z poradni zawali m.in. maturę.
                                  • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 23:08
                                    Bardzo Cię proszę nie przypisuj mi tego czego nie napisałam. Uważam, że diagnozy są bardzo ważne pod warunkiem, że są prawdziwe. Bardzo dobrze jeśli okulista wcześnie wychwyci krótkowzroczność, pediatra nadciśnienie ( bo i to się zdarza), cukrzycę ( nakłuwając o zgrozo! palec i pobierając próbkę krwi), dentysta wyleczy próchnicę.
                                    Natomiast uważam, że dysgrafia( podobnie jak dysleksja, dyskalkulia, ADHD itd) sa nadużywane. Co drugiemu dziecku przypisuje się jakąś dysfunkcję ( no dobrze nie co 2 a co 3 bo zaraz będzie skąd taka a nie inna liczba dyslektyków). Czy dzieci ad 2013 są aż tak rózne pod względem rozwoju niz te 10-20-30 czy 40 lat temu? Są takie same, tylko inaczej wychowywane, wmawia im się różne nieistniejące rzeczy - czasem w dobrej wierze. Mamy są nadopiekuńcze, nie pozwalają dorosnąć, zawalczyć, nie uczy się znosić porażek. To ostatnie zemści się w dorosłym życiu, bo porażka jest niesprawiedliwe potraktowanie przez nauczycielke i rzucenie przez chłopaka a także brak podwyżki przez 3 lata.
                                    Czy rodzice uważją, że za pieniądze kupi się stopnie? Zależy którzy rodzice. W szkole syna była Agata, która niewątpliwie miała takie przeświadczenie. I nienajlepiej się to dla niej skończyło. Daleko, daleko syn chodził do szkoły z dziećmi bardzo zamożnych ludzi. I ci przywiązywali olbrzymią wagę do nauki. Choć nie przeczę, że bazarowa mama nie musi mieć takich priorytetów.
                                    • morekac Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 23:21
                                      Gwarantuję, że te 20-30-40 lat temu dyslektycy też byli. Sama znam kilkoro dyslektyków po 40, wręcz po 50-tce - niezdiagnozowanych i zdiagnozowanych. Całe życie szkolne mieli pod górkę.
                                      Nad koleżanką z LO stała wychowawczyni i pokazywała jej błędy w wypracowaniu - bo dziewczyna uwaliłaby maturę z pewnością. Kumpel też zdał polski na takiej zasadzie.
                                    • lily-evans01 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 23:38
                                      Wiem, że obecnie zasady diagnozowania dysleksji itp. "dys-" mają się zmienić, ale jeszcze w tamtym roku taka diagnoza i dokument mogły być uzyskane:
                                      - po dwukrotnym badaniu w poradni, obejmującym tez opinię ze szkoły i ogląd zeszytów dziecka przez poradnię
                                      - podtrzymane po powtórzeniu tych badań, chyba w jakimś adekwatnym czasie przed egzaminami - podtrzymane jedynie pod warunkiem wykonywania ćwiczeń przez rodziców w domu, jak też i uczęszczania na ćwiczenia w poradni, w liczbie zaleconej przez pedagoga.
                                      Nie jest to takie hop siup.
                                      Nie wiem, co ma wspólnego nadopiekuńczość i "nie pozwolenie dziecku dorosnąć" z terapią przykrego problemu. Pamiętam upokorzenie i strach mojej uczennicy (o której piszę wyżej) na języku polskim - choć wcale nie byłam surową nauczycielką, a po zaznajomieniu się z problemem unikałam sytuacji, w których mogłabym ją ośmieszać przed klasą. Nie zajmując się terapią problemu rodzice zachowali się po prostu podle i nieodpowiedzialnie wobec dziecka. Czternastolatka czytała tak samo, jak moja 6,5-letnia córka. Dodam, że dziewczyna kompensowała sobie fatalne wyniki w nauce chamstwem, agresją wobec kolegów, przeszkadzaniem nauczycielom itp. Zamiast czytania lektur kazałam jej słuchać audiobooków - okazało się, że jest w stanie sensownie wypowiedzieć się co do treści plus dokonać krytycznej analizy. I za to zdobyła chyba pierwsze dobre stopnie z polskiego.
                                      Myślałam, że w dzisiejszych czasach nie spotyka się już tak prostackiego myślenia, że leczenie dysfunkcji to nadopiekuńczość.
                                      • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 08:14
                                        Lily zagalopowałaś się i albo nie rozumiesz słowa prostactwo ( prostacki)- co byłoby dziwne jeśli jesteś z wykształcenia polonistką, albo ... sama wiesz.
                                        Jestem wstanie zrozumieć, że mamy dziś armię dys-ów, róznych. Dysy mają szereg ulg. Czy ćwiczą czy nie to inna sprawa. Teczka jest, zaświadczenie jest. I to dużo wygodniejsze niż przeczytanie książki - wystarczy audiobook. Nie dziwmy się w związku z tym, że za 10 lat- czyli wtedy gdy obecni uczniowie niższych klas zbliżą się do matury jej poziom będzie nie taki jak dziś a znacznie niższy.
                                        A o nadopiekuńczości napisałam całkiem sporo. Jeśli mama trzęsie się i nie pozwala dziecku załatwić pewnych spraw w szkole tylko biegnie do pani, jeśli zamiast przyjąć do wiadomości, że jeden na słówka angielskie może poświęcić 5 minut dziennie a drugi pół godziny tylko biegnie do poradni - za co mnie zapewne zaatakujesz- to mamy właśnie taki obraz edukacji.
                                        Jak ma uczyć w 15 ( nawet) osobowej klasie nauczyciel czegokolwiek- jeśli jeden ma dysleksję, drugi dysgrafię, trzeci jest nadpobudliwy ADHD, czwarty zaburzenia z liczeniem, piąty jest leworęczny i zamiast przyjąć to normalnie i olać, którą ręką się posługuje wymaga specjalnego traktowania, szósty to nadwrażliwiec, który płacze, bo kolega się na niego popatrzył, siódmy trochę mniej - wystarczy, że koleżanka go pochnęła, ósmy zwyczajnie niewychowany i agresywny, dziewiątego mama biega bez przerwy do szkoły, łapie nauczycielke na korytarzu i w czasie, w którym ta chciałaby zrobić siusiu urządza awantury, dziesiąty rzadko bywa w szkole, bo mama eko i stale choruje, jedenasty ma zaburzoną funkcję uczenia się jęzków obcych a dwunasty komputera, trzynasty zwolniony z w-f, bo się spoci i nadwagę, więc na czternastego, który jest bardzo zdolny i piętnastego, który bardzo niezdolny nie ma już czasu, pomysłu, energii i woli.
                                        • lily-evans01 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 10:07
                                          Ale to, co rysujesz tu - grubą i ostrą kreską - to już nawet nie jest przejaskrawiony obraz, tylko satyra.
                                          Przeczytaj sama swoje wypociny i znajdź klasę, w której kumuluje się tyle opisanych przez Ciebie przypadków.
                                          Zagalopowujesz się w udowadnianiu, że dysleksja nie jest problemem i wymyślasz bzdury.
                                          No to jeszcze raz tłumaczę - jeżeli dziecko nie chodzi do poradni i nie wykonuje ćwiczeń, to nie dostanie przed egzaminami dokumentu, który umożliwia mu dłuższe pisanie - lub ignorowanie jego błędów.
                                          Poza tym błędy dyslektyka nie mają wiele wspólnego z ortografią, więc nie jest to nieuctwo - i każdy posiadający kompetencje nauczyciel to wie i widzi.
                                          No, ale rozumiem, że skoro do poradni z synem było Ci bardzo daleko i pod górkę, to sądzisz, że wszyscy tak mają.
                                          Powiem jedno - kończ waść, wstydu oszczędź.
                                          • braktalentu Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 10:32
                                            "Przeczytaj sama swoje wypociny"
                                            Lily, z całym szacunkiem, to fajny wątek do którego możesz sporo wnieść. Nie daj się ponieść emocjom i zbastuj trochę. Dbaj o formę, bo Cię wyślę do szkolnego psychologa bez zgody Twojej mamy-smile
                                            • lily-evans01 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 10:39
                                              No dobra, a jak nazwiesz argumentację osoby, która pisze, że dzieciom nie jest potrzebna terapia dysleksji, bo jej syn-dysgrafik jest na studiach doktoranckich? A jednocześnie pieje z zachwytu nad szkolnym gabinetem dentystycznym? To wszystko się kupy nie trzyma... Mnie już ręce opadły...
                                              A najgorsze jest chyba to, że sporo nauczycieli myśli dokładnie tak samo.
                                              • braktalentu Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 11:24
                                                Ale po co nazywać czyjąś argumentację? Co to wnosi? Odpieraj te argumenty, albo przyjmij, że rozchodzimy się każde ze swoim zdaniem na temat. "Wypociny" to ocena - nie argument. Piszemy tu na pewnym poziomie ogólności i nawet jeśli ktoś wytacza armaty przeciwko szczególnie bliskiemu nam zagadnieniu, to nie robi tego przeciwko nam, ani w tej naszej konkretnej sprawie. No, przecież wiesz-smile - mnie też czasem brakuje ręki żeby sięgnąć znad klawiatury po melisę-smile.
                                                • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 19:16
                                                  Jeżeli Lily tak samo zachowuje się w realu to nie dziwię się, że trudno z nią wytrzymać. Można się ze mna nie zgadzać, można dyskutować, można się nie dogadać, ale tak słusznie zauważyłaś trzeba trzymać formę, nie powinno się przekraczać granicy.
                                                  I jesli Lily tak odnosi się do lekarki, której syn szturcha jej córke ( nawet jeśli ma 100% racji) to nie dziwię się, że matka chłopca odpowiada niegrzecznie.
                                                  • kkokos Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 19:58
                                                    hanna_sty napisała:

                                                    > Jeżeli Lily tak samo zachowuje się w realu to nie dziwię się, że trudno z nią w
                                                    > ytrzymać.

                                                    czytając ten wątek cały czas myślałam to samo o tobie - że trudno z tobą wytrzymać. z jednej strony matka teresa z koziej wólki "ach, jakich ja wspaniałych miałam nauczycieli, a jeśli ty coś swoim zarzucasz, to pomyśl raczej o swoich winach", z drugiej strony zadufana pańcia niewidząca dalej niż czubek własnego nosa "jeśli mojemu synowi było to niepotrzebne, to znaczy, że innym też nie".

                                                    lily i tak wykazała się wobec ciebie dużą cierpliwością!
                                                  • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 20:11
                                                    Zazdrościsz?
                                                  • morekac Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 20:12
                                                    I jesli Lily tak odnosi się do lekarki, której syn szturcha jej córke
                                                    Być może cos przegapiłam, ale to, że mama szturchacza jest lekarką, nie ma najmniejszego znaczenia. Jak ci ktoś przywali w głowę w zaułku, to nie będzie cię mniej bolalo dlatego, że zrobił to syn lekarza, a nie menela...
                                            • menodo Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 11:12
                                              braktalentu napisała:

                                              > "Przeczytaj sama swoje wypociny"
                                              > Lily, z całym szacunkiem, to fajny wątek do którego możesz sporo wnieść. Nie d
                                              > aj się ponieść emocjom i zbastuj trochę."

                                              Hehe, to jest fajny wątek?????
                                              Fajny to on może i jest - dla trolla, dla właścicieli ematki, ewentualnie dla studentów piszących pracę o "trollingu" big_grin
                                      • morekac Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 11:28
                                        Już się chyba zmieniły - w każdym razie od etapu gimnazjum dziecko nie może pójść na badania samo z rodzicem , musi być skierowane przez szkołę - potem zaś szkoła ma zorganizować zajęcia, dziecko ma na nich pracować - i od tego, czy będzie poświęcać nieco czasu na terapię zależy, czy będzie mieć przywileje na egzaminie.
                                  • morekac Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 23:15
                                    Diagnoza okulistyczna ani dentystyczna nie wymaga wysiłku od nauczycieli - dlatego jest ok.
                                    • lily-evans01 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 23:39
                                      Raczej w tym przypadku od rodzica wink. Bo wykonywana była w szkole, w czasie lekcji, więc nie trzeba nigdzie chodzić i marnować czasu po pracy wink.
                                      • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 08:28
                                        To spróbuję wytłumaczyć Ci inaczej- tak, wykonywana w szkole. Jestem w fundacji przy pewnym liceum. Szkoła, do której chodzi również młodzież z wielu miejscowości podwarszawskich a nawet innych województw. Młodzież nie zawsze pochodzi z inteligenckich rodzin, w których nadopiekuńcza mama pyta czy Jaś nie patrzył na ciebie koso i czy kapcie w szatni wisiały na swoim miejscu. Jest to bardzo zdolna młodzież, która często miała pod górkę. Zdarza się, że pół pierwszej klasy po raz pierwszy ma mierzone ciśnie, bywa, że właśnie tam wykrywa się wady wzroku, bywa, że dziecko ma zmiany na skórze, niewykrytą wcześniej alergię pokarmową. Rodzice tego nie widzą albo nie wiedzą co z tym zrobić.
                                        Ile jest autentycznych skrzywień kręgosłupa?
                                        Ile jest wad wzroku?
                                        Ile dzieci NIE ma próchnicy ( bo większość ma)?
                                        Ile młodych ludzi ma nadciśnienie, podwyższony poziom "złego" cholesterolu?
                                        O paleniu papierosów i narkotykach nie wspomnę. Są bardzo powszechne już w starszych klasach podstawówki. I to są problemy.
                                        Nie tak dawno podniósł się krzyk rodziców o narkotesty. Szkole nie wolno ich stosować.
                                        Ale to juz zupełnie inna historia.
                                        Ja na koniec tego wątku dodam, że najlepiej w życiu radzą sobie dzieci wychowywane mądrze, gdy dom i szkoła mają w miarę spójny system wychowawczy.
                                    • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 08:16
                                      Wymaga badania przez innych specjalistów.
                          • morekac Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 20:07
                            zastanawiam się, czy nauczyciel języka w klasach młodszych naprawdę nie wie, co to jest słuch fonematyczny tudzież ryzyko dysleksji.

                            Gdzieś tam wyczytałam, że jeśli chodzi o znajomość zaburzeń typu dysleksja, to akurat nauczyciele języków obcych są na szarym końcu...Matematycy wiedzą od nich więcej.
                          • muchomorczerwony Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 12:04
                            o sluchu fonematycznym bedzie cos wiedzial logopeda, nie anglista
                        • braktalentu Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 21:56
                          Wymądrzę się na temat lateralizacji, bo to mój problem. Od czwartego roku życia mojego zlateralizowanego krzyżowo syna pracuję z nim w domu w celu uniknięcia specyficznych trudności szkolnych. Nie oczekiwałam od szkoły wsparcia, ani wyrozumiałości (choć byłoby miło). Oczekiwałam, że nie będzie przeszkadzać.
                          Wychowawczyni nie przestawia dziecka na prawą rękę, za to zabrania pisać w specyficzny dla "krzyżówek" sposób (np. okręgi niezgodnie z ruchem wskazówek zegara). Robi to w oparciu o książkę z 89 roku (ile to lat temu?). I nic jej nie przekona, że takie działanie jest równoznaczne z dawniejszym "przestawianiem ręki". Współczesne publikacje na ten temat pracy z dzieckiem leworęcznym traktuje pogardliwie, chociaż nie ma pojęcia o żadnej z omawianych w nich teorii. To się dzieje w 2013 roku, w szkole uchodzącej za jedną z lepszych w nie bardzo prowincjonalnym mieście.


                          • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 22:15
                            Czy jedna rozmowa- mój syn jest leworęczny i będzie rysował okręgi tak to a tak nie wystarcza? Krótko, zwięźle i na temat. To co piszesz tu i teraz.
                            • morekac Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 23:13
                              Czy jedna rozmowa- mój syn jest leworęczny i będzie rysował okręgi tak to a tak
                              > nie wystarcza? Krótko, zwięźle i na temat. To co piszesz tu i teraz.

                              Hehe, gdyby nauczyciele byli tacy mądrzy i dbający jak piszesz, wpadliby na to sami.
                              Ale że szkoła składa się z nauczycieli, którzy są tylko ludźmi - zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że twoje dziecko będzie uczone przez jakiegoś człowieka niezbyt rozumnego.
                              • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 08:16
                                Ale z tego co tu czytam takich jest większość. Jakoś nie piszecie o tych normalnych, rozumnych.
                                • lily-evans01 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 10:13
                                  Bo prezentują taką samą postawę, jak Ty od pierwszego postu...
                                  Nie znam czegoś, nie rozumiem, nie doświadczyłam - więc to jest be albo nie istnieje.
                                  W moim krótkim epizodzie pracy w szkole w klasie gimnazjalistów miałam chyba z 7 dzieci z różnymi orzeczeniami na 23 - ale niestety te orzeczenia były uzasadnione, co widać było w toku pracy i zajęć. Zapewne powinnam wymagać od wszystkich tego samego i nie pozwalać dziewczynie słuchać audiobooka - no, ale cóż, przynajmniej dzięki mnie poznała jakąś lekturę.
                                  Na ile mogłam, na tyle im pomagałam w różnych trudnych sprawach, czy to związanych z nauką, czy wychowawczych. Nie wyobrażam sobie zostawić dzieciaka w kłopotach i po prostu przyglądać się, czy sobie poradzi, czy nie - a to robiły np. 2 wychowawczynie.
                                  Darwinizm, owszem istnieje w przyrodzie, ale nie bez powodu jesteśmy ludźmi, bo stać nas na LUDZKIE odruchy i wsparcie wobec innego człowieka w jego problemach.
                                  • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 19:20
                                    Znów wszystko przekręcasz, nie dogadamy się. Róznimy się wszystkim- wiekiem, bagażem doświadczeń, sytuacją rodzinną i ...kulturą osobistą- ja nikogo nie obrzucam epitetami.
                                    omagać owszem trzeba, ale jeśli ktoś nie ma nogi nie idzie na AWF, nie ma słuchu nie ubiega się o przyjęcie do konserwatorium.
                            • braktalentu Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 10:22
                              Mnie wystarczyła. Dowiedziałam się a tej rozmowy, ze w szkole syn nie będzie pisał tak i tak, bo to nieprawidłowo (mam to na piśmie-smile). Powołałam się opinie fachowców i efekty, które osiągnęliśmy w wyniku pracy z dzieckiem. Zostałam pouczona, że pani tych fachowców nie zna, zna za to podręcznik pani B. (ten z 89) i jest to jedyne źródło na którym zamierza się opierać.
                              W pierwszej chwili zapragnęłam zamachać przed nosem teczką z zaświadczeniami. A potem uznałam, że przecież jeśli pani nauczyć się nie chce, to ja jej nie zmuszę. Nie zależy mi na ulgowym traktowaniu syna, tylko na nieutrudnianiu pracy z nim. Zeszliśmy do podziemia. Syn ma z pisania piątkę (ocena półroczna), siedzi w ostatniej ławce i pilnuje, żeby widać było tylko efekt, a nie proces jego pisania. To też nauka dla dziecka, chociaż nie pragnęłam aby posiadł umiejętność kombinowania już w pierwszej klasie.
                              Mnie "odpuścić" było łatwo. Od widzimisię pani nic nie zależy, bo na szczęście na jej interwencje już jest za późno. Dziecko pisać umie. Ale co z innymi dziećmi, których rodzice z różnych względów (brak świadomości, finanse, organizacja) nie mogą sobie pozwolić na indywidualną, codzienną pracę z dzieckiem? Część z tych dzieci, korygowana zgodnie z zasadami z przed prawie ćwierćwiecza będzie miała specyficzne trudności w nauce pisania. Najprawdopodobniej zostaną w związku z tym uznane za mniej zdolne. A taka opinia na początku przygody ze szkołą ma spore szanse zdeterminować ich życie.
                              Koszty społeczne tego, że jakiś Jaś podejmie w przyszłości pracę poniżej swoich możliwości i będzie całe życie sfrustrowany nie są jakieś dramatyczne (biorąc pod uwagę procent dzieci leworęcznych), ale kiedy dotyka to Twojego dziecka, sprawa wygląda zupełnie inaczej.

                              Piszesz gdzieś dalej, o pladze "załatwiania" dzieciom zaświadczeń, które pozwalają im ulgowo przejść przez szkołę. To dopiero jest dramat (tych dzieci oczywiście). Źródeł takiego postępowania doszukuję się również w braku zaufania do szkoły. Skoro ta szkoła jest taka do dupy, to niech dziecko przez to przejdzie i już. A jak przejdzie?- możliwie najniższym kosztem (tu koszt oznacza wysiłek własny). Rośnie nam armia "dys" i nie poziom matur za dekadę, ale brak przyjemności w podejmowaniu wysiłku, pokonywaniu barier i zdobywaniu wiedzy w dorosłym życiu przeraża mnie tu najbardziej. Bo nie dbający o własny rozwój fachowiec dowolnej dziedziny to ból w dupie każdego kto ma z nim do czynienia.

                              Zdaję sobie Hanno sprawę, że moje ekstremalne przygody to nic innego jak zwyczajny pech. Co więcej podzielam Twoje zdanie o pladze rodziców, którzy pragną przeżyć szkołę za swoje dzieci i zamiast uczyć radzenia sobie w życiu załatwia za nie nawet drobne konflikty rówieśnicze (załatwia, bo nie jest rozwiązaniem zastraszenie innego dziecka przez dorosłego).
                              Z drugiej jednak strony nie mogę nie dostrzegać coraz większej potrzeby zmiany czegoś w systemie, który budzi obojętność lub jawną niechęć tak dużej części społeczeństwa.

                              Moim zdaniem krytycznymi czynnikami są niski poziom specyficznych dla zawodu umiejętności komunikacyjnych nauczycieli (do zmiany na poziomie kształcenia kadr), brak jasno sprecyzowanych wymagań dotyczących samokształcenia nauczycieli (jest enigmatyczny zapis w Karcie Nauczyciela zobowiązujący do rozwoju zawodowego i na tym koniec, zaś system awansów jest po prostu żenującą biurokracją nie wnoszącą żadnej realnej zmiany w system poza drobnymi dorzuconymi do pensji nauczyciela ), brak programów edukacyjnych dla rodziców (programów nastawionych na ich wsparcie, a nie ocenę ich dotychczasowych działań), którzy najczęściej dowiadują się, że "trzeba było gnoja wychowywać", ale żadnego realnego wsparcia nie otrzymują (instytucja pedagoga szkolnego jest zdecydowania za mało wykorzystywana do pracy Z RODZICAMI), brak świadomości środowiska o pozasądowych (bo to jednak ekstremum) narzędziach "nacisku" na rodzinę (tak, tak użyłam słowa rodzina), BO TAKIE ISTNIEJĄ.



                    • lily-evans01 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 17:22
                      Mój wychowawca to po prostu był cudak nad cudakami i całe pokolenia uczniów go pamiętają, i śmieją się po latach z jego niedouczenia, niekompetencji, bezowocnych prób opanowania klas i żałośnie chamskich zagrywek. Ale faktem jest, że wyrabiał normę debilizmu za co najmniej 5 nauczycieli.
                      Co do stopni - jestem jak najbardziej za omawianiem problemów i postępów danego ucznia wyłącznie z jego rodzicami, co na szczęście obecnie chyba już ma miejsce w szkołach.
                      Co do sal jednoosobowych w szpitalach - szkoda, że ze względów finansowych jest to niemożliwe w polskiej rzeczywistości. Znowu to Ci się pewnie wyda dziwne, ale chory, cierpiący człowiek ma prawo do poszanowania swojej intymności w chorobie, tak samo jak i kobieta po porodzie.
                      Po cc byłam sama na sali, gdyż nie kładziono kobiet po cesarkach razem z tymi po porodzie sn - wspominam ten punkt mojego pobytu wspaniale. Żadnych kręcących się cudzych mężów, mamuś, teściowych, pociotków, cholera wie, kogo jeszcze. A tydzień przedtem, gdy leżałam na patologii ciąży - na 1 sali położono 4 dziewczyny po cesarkach. Poszłam odwiedzić zaprzyjaźnioną dziewczynę - horror, uwijające się 4 rodzinki, kwilenie noworodków, te obolałe kobiety w tym wszystkim itp.
                      Świetnie zdaję sobie sprawę, że z powodów finansowych pewne komfortowe rozwiązania nie są możliwe w instytucjach budżetowych. Ale to nie znaczy, że mamy nie szanować cudzej indywidualności czy wywlekać czyjeś problemy na forum publiczne. Delikatność i takt nic nie kosztuje. A trudno ich nie oczekiwać od osób, które pracują z ludźmi i z racji swego zawodu nie tylko "obsługują klienta", ale i sprawują funkcje opiekuńcze czy wychowawcze.
                      W każdym razie nie życzę córce tak rąbniętego i chamskiego wychowawcy, jakiego sama miałam - na ileś lat zniechęcił mnie do tak ciekawej dziedziny wiedzy, jaką jest historia.
                      • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 18:46
                        Lily bardzo uprzejmie Cię proszę- nie wkładaj w moje usta ( w moją klawiaturę) czegoś czego nie napisałam, nie powiedziałam, nie pomyślałam, bo stajesz się niewiarygodna. Trzymajmy się faktów. Zgoda?
                        Szpitalne sale jednoosobowe dla wszystkich pacjentów byłyby ideałem, ale nie ma ich nigdzie! w żadnym kraju na świecie, chyba, że osoba chora ma prywatne i to duże ubezpieczenie. W Polsce w szpitalu Medicaveru , Luxmedu czy innym prywatnym też są takie.
                        Żaden system ubezpieczeń w ramach ubezpieczenia podstawowego ( odpowiednik naszego NFZ) czegoś takiego nie gwarantuje.
                        Niestety, tak nie jest i długo nie będzie. Nigdzie. W związku z tym poszanowanie intymności stoi pod znakiem zapytania nie z winy lekarzy, pielęgniarek a warunków.
                        Ja w szpitalach za dużo odpukać nie byłam, ale leżałam róznie- po porodzie też sama, ale jako 17 latka ( po wyrostku) na 5 osobowej sali. Byłam dość wysoko protegowaną pacjentką, ale protegująca mnie osoba wręcz zażądała normalnego traktowania mnie. Takie dziwne zboczeniesmile
                        Zgadzam się, delikatność nic nie kosztuje, ale czasem nawet jak będziesz stawała na uszach nie da się niektórych rzeczy załatwić delikatnie. Jak sobie wyobrażasz badanie pacjentów w czasie obchodu gdy leżą na 5 osobowej sali?
                        Jak pogodzić odwiedziny, do których każdy chory ma prawo z tym, że sąsiad nie życzy sobie odwiedzających?
                        Niestety o części naszego życia, postępach w nauce dzieci dowiadują się osoby postronne.
    • kawka74 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 19:58
      Jak mawia Triss, kontrola podstawą zaufania wink
      Dentysta szkolny spartolił mi górną jedynkę i trzeba było po nim poprawiać prywatnie.
      A nauczyciele? W chwili, w której matka ucznia przyszła z pretensjami, że w innej szkole jakiś kuzyn jej dziecka zapisał już cały zeszyt, a jej syn jeszcze nie, przestałam wierzyć w rodzicielski zdrowy rozsądek.
      • menodo Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 28.01.13, 20:28
        W chwili, w której matka ucznia przyszła z pretensjami, że w inn
        > ej szkole jakiś kuzyn jej dziecka zapisał już cały zeszyt, a jej syn jeszcze ni
        > e, przestałam wierzyć w rodzicielski zdrowy rozsądek. "

        To źle o Tobie świadczy jako o nauczycielu.
        Twoim obowiązkiem jest współpracować ze wszystkimi rodzicami, nawet z tymi, których uważasz za głupszych od siebie.
        • kawka74 Re: 28.01.13, 20:46
          To, w co wierzę (czy to, w co nie wierzę), nie przekłada się w najmniejszym stopniu na wypełnianie moich obowiązków ze szczególnym uwzględnieniem współpracy z rodzicami.
          Nie dorabiaj dupie uszu.
          • menodo Re: 28.01.13, 21:05
            Tia, typowa nauczycielka z rejonowej podstawówki mojego syna big_grin
            • kawka74 Re: 28.01.13, 21:40
              Właśnie o tym pisałam i widzę, że miałam rację - zdrowy rozsądek to towar deficytowy.
              • menodo Re: 28.01.13, 22:03
                No pewnie, zdrowy rozsądek występuje wyłącznie u nauczycielek.
                Koniecznie powiedz to rodzicom swoich uczniom na najbliższej wywiadówce big_grin
                • verdana Re: 28.01.13, 22:12
                  Mam takze lat 55.
                  W mojej klasie licealnej była próba samobójcza - przez nauczycielke własnie. Depresje miało wielu uczniów, znam takich, co się leczyli. Dobra szkola podobno, tylko uczniów traktowała jak śmieci. Dobrze, zę rodzice nie mieli zaufania do opinii części nauczycieli, bo skończyłabym w zawodówce przyzakładowej.
                  Z góry zaufania do szkoły mieć nie mogę - najpierw musze pozznać nauczycieli, pedagogów itd. Zaufanie do instytucji jako takiej to idiotyzm.
                  A co do leczenia - leczyć dziecko powinno się tylko za zgodą rodziców. Choćby dlatego, że rodzice pewne rzeczy po prostu wiedzą. Z trudem wyrwałam namłodszego z rąk logopedy. Dzięki temu wymawia francuskie "r" , natomiast starsze, po wielu latach starań logopedów, przestały w ogóle "r" wymawiać.
                  Dopiero laryngolog stwierdził, ze wszyscy mają wrodzoną wadę i nigdy w życiu normalnego "r" nie wymówią. A szkolna logopeda urzadziła mi awanturę, ze dziecko zaniedbuję. Świadomie.
                  • hanna_sty Re: 29.01.13, 08:07
                    Nie słyszałam o probie samobójczej ani w klasie ani w szkole. Widać dziwna szkoła.
                    Nie pamiętam psychopatycznych nauczycieli- widać dziwni nauczyciele.
                    Nikt nie traktował nas jak śmieci- gdyby tak było dziś po wielu latach od matury nie odwiedzalibysmy nauczycieli i szkoły- a robilismy to w rocznic matury: 1, 5,10 itd.- też dziwne.
                    Zdecydowana większość skończyła studia co nie było w owych czasach powszeche- także ewenement?
                    Logopedy nie było- szkoda.
                    I jakoś nie pamiętam tych awantur.........
                    • nabakier Re: 29.01.13, 08:56
                      W mojej klasie licealnej chłopak powiesił się tuż przed maturą. Olimpijczyk, z indeksem na studia w kieszeni. winne były problemy szkolne (nie związane z nauką), nauczycielom się niestety upiekło. PRL.
                      • hanna_sty Re: 29.01.13, 09:55
                        Tym bardziej uważam, że miałam niebywałe szczęście. Jeśli chodzi o powieszenie się, to w mojej podstawówce powiesiła się matka koleżanki z klasy. Powód prawdopodobna choroba psychiczna na tle wydarzeń z czasów wojny. To była trochę starsza matka.
                    • morekac Re: 29.01.13, 20:39
                      Hehe, a ja miałam nauczyciela, który wyleciał zaraz po '89 - za molestowanie uczennicy. Zawsze wyglądał na obleśnego dziada...
                      I matematyczkę, przy której człowiek niemal tracił przytomność ze strachu. Żeby nie było- to był mat-fiz i znacząca większość skończyła potem kierunki ścisłe.
              • braktalentu Re: 28.01.13, 22:58
                Mam wrażenie że nie chodzi o zdrowy rozsądek, a o formę? Inaczej traktuje się matkę, która przychodzi do szkoły i mówi "niepokoi mnie różnica między zawartością zeszytu syna i jego kuzyna. Czy może mnie pani jakoś uspokoić?", a inaczej tę, która wchodzi z pytaniem "czy pani w ogóle uczy czegoś te dzieci, bo sądząc po zawartości zeszytu, to chyba nie bardzo?"

                Domyślam się, że tak jest, ale jednak nie umiem zapanować nad swoją irytacją gdy chodzi o moje dziecko.
                • kawka74 Re: 29.01.13, 07:13
                  Wybacz, ale dla mnie jest to przejaw lekkiej paranoi. Współpraca, trzymanie ręki na pulsie, zainteresowanie tym, co się dzieje w szkole - tak. Roztrząsanie różnicy kilku stron przy świadomości różnic programowych czy różnicy w charakterze pisma dzieci moim zdaniem wykracza poza zdroworozsądkową współpracę.
                  Zresztą to nie jest jedyny przejaw szaleństwa, książkę można by napisać.
                  • hanna_sty Re: 29.01.13, 08:03
                    Znajoma nauczycielka pokazała nam ( w fundacji) - zaraz pewnie ktos zarzuci jej łamanie tajemnicy zawodowej, niekompetencje, niefachowość itd- list od matki na temat wyboru podręcznika. Żuchwa opada co do formy, treści i kultury.
                    • thegimel Re: 29.01.13, 09:02
                      Ależ oczywiście, że są głupi rodzice, przekonani, że mają w domu ósmy cud świata i że zawsze mają rację. Ale jest też sporo rodziców rozsądnych, którzy jednak obserwują co się dzieje i w razie konieczności reagują. Ty miałaś fajnych nauczycieli, ok, ale nie wszyscy są tacy, sporo w szkole jest z przypadku, sporo się wypaliło, część po prostu się nie nadaje. Przesada w jakąkolwiek stronę jest niedobra.
                      • hanna_sty Re: 29.01.13, 09:57
                        Zgoda. Ale jak widzę, że bardzo wielu rodziców nie wysłucha drugiej strony, ba nie wysłucha do końca nawet tego co ma do powiedzenia ich dziecko tylko po pierwszych słowach leci do szkoły z awanturą to chyba przegięcie. Podobnie jak to, że zapomina się od tzw. drodze służbowej ( nauczyciel potem wychowawca potem dyrektor potem interwencja zewnętrzna).
                        • braktalentu Re: 29.01.13, 10:38
                          A dla mnie to oczywiste - biologicznym rodzicem może zostać każdy. O ile nie są popełniane niezgodne z prawem nadużycia wobec dziecka KAŻDY może pełnić rolę społeczną rodzica. Społeczeństwo nie wymaga żadnych przygotowań przed przyjściem dziecka na świat , nie promuje się modelu świadomego rodzicielstwa. I rodzice nie wiedzą, nie umieją, boją się, próbują, a nade wszystko zgodnie z instynktem CHRONIĄ swoje dzieci.
                          Tym czasem nauczyciel to ktoś kto co najmniej pięć lat życia poświęcił na naukę zawodu, I dlatego to na barki nauczycieli, a nie rodziców składam większą odpowiedzialność za stosunki szkoła - dom. To oni w tym układzie mają być nastawieni na porozumienie, współpracę i przełamywanie niechęci. To ich rolą jest niesienie kaganka oświaty również między rodziców. Nie podpalanie lampami złych domów, czy narzucanie elektryfikacji, ale NIESIENIE kaganka.

                          Za najbardziej krytyczne dla systemu edukacji i przyszłości społeczeństwa uważam kształcenie i rekrutację nauczycieli.Nie tylko wiedza przedmiotowa, ale również zdolności interpersonalne, umiejętności komunikacyjne. To wszystko przekłada się na zaufanie rodziców, zwiększony prestiż społeczny zawodu (bez Karty Nauczyciela) ii efekty nauczania, co można sobie obejrzeć w Finlandii.

                          Wielu rodziców nie słucha - nikt ich tego nigdy nie uczył!
                          Ale karaniem, wyśmiewaniem, ignorowaniem szkoła też ich tego nie nauczy. Co najwyżej zaostrzy konflikt.
                          • olena.s Re: 29.01.13, 11:25
                            Zgadzam się co do tego, że większa odpowiedzialność spoczywa na szkole - nie tylko z wymienionych przez ciebie powodów, ale i dlatego, że szkoła jest trwalsza niż rodzice/uczniowie - oni wymieniają się całkowicie co 3-6 lat.
                            Patrząc po mnie i moich obecnych doświadczeniach zachwytu szkołą, mam wrażenie, że największy wpływ miała na mnie bardzo otwarta, szeroka komunikacja.
                            Pomijając już zebranie wstępne rodziców+wychowawcy oraz szkolnej broszury dokładnie opisującej rozmaite istotne kwestie, w najmłodszych klasach co tydzień rodzice dostają list od wychowawcy z informacjami o tym, co będzie realizowane, czego ewentualnie należy dopilnować. Dobry kontakt zwrotny do nauczycieli, możliwość realnego spotkania.
                            Po drugie bardzo jasno postawione reguły współpracy - szkoła określa za co jest ona odpowiedzialna (i szczerze mówiąc nie oczekuje od rodziców wkładu edukacyjnego, wręcz podkreśla się, żeby nie pomagać dzieciom w lekcjach, bo wtedy nauczyciel nie wie, że dziecko czegoś nie zrozumiało).
                            To wszystko buduje zaufanie.
                            • menodo Re: 29.01.13, 15:48
                              > To wszystko buduje zaufanie.

                              Bardzo podobnie mogłabym opisać swoje doświadczenia zachwytu na liceum mojej córki. Szkoła publiczna. Warszawa.
                  • braktalentu Re: 29.01.13, 09:55
                    Kluczowym jest tu wspomniane przez Ciebie "przy świadomości". Otóż ja świadomości o publicznej polskiej szkole nie miałam. Wydawało mi się, że moje wspomnienia ze spędzonych w niej nielicznych lat są tak prehistoryczne i krótkie, że nie ma o czym gadać. I tak jak ja, oddając dziecko pod opiekę wychowawczyni nie miałam świadomości, że w polskiej szkole wciąż żyją i mają się dobrze, promowane przez nauczycieli mechanizmy stereotypizacji, tak wychowawczyni syna nie ma świadomości, że poza ostatnim wydanym w Polsce podręcznikiem na temat lateralizacji, istnieje cała masa innych materiałów i ich nieznajomość ogranicza.
                    Zdrowy rozsądek nie ma tu nic do rzeczy, choć bardziej uzasadnione wydaje mi się wymaganie od nauczyciela umiejętności rozwiewania nawet najbardziej zaskakujących go obaw rodziców, niż wymaganie od rodziców znajomości środowiska szkolnego.

                    Wychodzenie z założenia, że skoro ktoś czegoś o szkole nie wie, to jest idiotą może mieć podstawy, gdy niewiedzącym jest osoba ze szkolnego kręgu zawodowego. Przeciętny rodzic pierwszoklasisty ukończył szkołę kilkanaście lat temu. W świetle zmian społecznych, które zaszły przez ten czas, ma prawo o współczesnej szkole nie wiedzieć nic. I ma prawo być zaskoczony wszystkim, od różnic programowych po procedury i zwyczaje.

                    Równie błędne jest wychodzenie z założenia, że skoro ktoś został dopuszczony do edukowania dzieci i młodzieży to jest światłym, wszechstronnym i i dbającym o aktualizowanie swojej wiedzy człowiekiem. To piękna utopia. Prawda jest taka, że większość
                    (NIE WSZYSCY!) nauczycieli to ludzie, którzy choćby z racji ograniczającej funkcjonowanie we współczesnym świecie nieznajomości języków obcych nie są w stanie śledzić najnowszych trendów w swoim zawodzie. Pozostają w tyle. I ciągną wstecz nasze dzieci.

                    Zdaję sobie sprawę z ekstremalności moich doświadczeń ze szkołą. Miałam pecha. Mimo bardzo starannej selekcji i wyboru placówki nie trafiłam. To frustruje i budzi niechęć do całego systemu i wszystkich jego elementów z osobna.
                    Ale myślę o swoim dziecku, o tym jak fajnie ogarnia tę swoją nieróżową rzeczywistość, jak daje radę. Tak długo jak zdrowie i życie mojego dziecka nie są zagrożone pozwolę Mu zdobywać doświadczenia supermarketowe, bo to PRAWDZIWE życie społeczne. Ale ja mogę sobie pozwolić na uzupełnienie luk pozostawionych przez szkołę w edukacji dziecka. Co mają zrobić rodzice, którzy z przyczyn intelektualnych, organizacyjnych, finansowych, społecznych, wpisać dowolne oddali dziecko pod opiekę systemu i widzą, że to nie działa? Że dziecko po x latach nauki języka obcego w tym języku NIE MÓWI, chociaż ma same piątki szóstki?
                    Ja nauczę, poślę na korepetycję, za granice. Ale ochroniarz z Auchan też ma dzieci w szkole. I posłał je do szkoły, żeby się nauczyły, a nie po doświadczenie społeczne.
                    I martwi się, że inne piszą ABC, a jego CBA. I nie wie, czy to dobrze, czy źle. Czy to metoda zamierzona, czy może nauczyciel niedouczony lub ma w dupie. I idzie z tym zeszytem dla porównania, zaniepokojony od Ciebie Kawka, a Ty zakładasz, że jego niepokój jest wynikiem paranoi. Nie widzisz że jego chęć uczestnictwa w procesie uczenia dziecka to właśnie skupienie na tym co ma w domu, a w domu ma dwa zeszyty - nie podstawę programową. I mnie to Twoje (nie przekładające się na działanie) myślenie o rodzicach jak o paranoikach, którzy nic nie wiedzą pięknie wpisuje się w obraz szkoły, w którym "pani wie lepiej, a rodzicielski motłoch się awanturuje". Tak właśnie czuję się na zebraniu rodziców i dlatego na nie nie idę.
                    • kawka74 Re: 29.01.13, 17:04
                      > Kluczowym jest tu wspomniane przez Ciebie "przy świadomości". Otóż ja świadomoś
                      > ci o publicznej polskiej szkole nie miałam.

                      Ty nie, ale matka ucznia od porównywania zeszytów miała. Mimo to uznała, że na podstawie pomiaru liczby zapisanych kartek może wyciągać daleko idące wnioski.

                      bardziej uzasadnione wydaje mi si
                      > ę wymaganie od nauczyciela umiejętności rozwiewania nawet najbardziej zaskakują
                      > cych go obaw rodziców, niż wymaganie od rodziców znajomości środowiska szkolneg
                      > o.

                      W tym wypadku miałam prawo wymagać.
                      A może podroczymy się o to, czy rodzic ma prawo iść na skargę do dyrektora, dlaczego dzieci nie piszą wypracowań w zeszycie, mimo że na początku roku zostało to wyjaśnione dość dokładnie (przypadek autentyczny)?

                      > Wychodzenie z założenia, że skoro ktoś czegoś o szkole nie wie, to jest idiotą

                      Ja wychodzę z założenia, że do wyjaśnienia wielu spraw wystarczy krótka refleksja, do której zdolni są nie tylko ludzie z wykształceniem pedagogicznym.

                      Prawda jest taka, ż
                      > e większość
                      > (NIE WSZYSCY!) nauczycieli to ludzie, którzy choćby z racji ograniczającej funk
                      > cjonowanie we współczesnym świecie nieznajomości języków obcych nie są w stanie
                      > śledzić najnowszych trendów w swoim zawodzie. Pozostają w tyle. I ciągną wstec
                      > z nasze dzieci.

                      Twoja wiara w doskonałość najnowszych trendów mnie wzrusza. Niestety to tak nie działa.

                      To frustruje i b
                      > udzi niechęć do całego systemu i wszystkich jego elementów z osobna.

                      Myślę, że to jest kluczowe zdanie i zamyka całą dyskusję. Rozmawiając z rodzicami czy prowadząc dyskusje na forum jestem doskonale świadoma, że dostanie mi się za jakieś nauczycielki z rejonu dziecka, za niesprawiedliwą panią od biologii sprzed lat dwudziestu, za to, że trzydzieści lat temu ktoś dostał linijką po łapach, za to, że kiedyś trzeba było siedzieć cicho. Na forum to szczególnie widać - spójrz choćby na komentarze forumki M coś tam, której trafiła się okazja, żeby za moim pośrednictwem dosr... nieznanym mi nauczycielkom.

                      I id
                      > zie z tym zeszytem dla porównania, zaniepokojony od Ciebie Kawka, a Ty zakładas
                      > z, że jego niepokój jest wynikiem paranoi.

                      Owszem i raczej zdania nie zmienię - ale co z tym zrobię, to już inna i raczej nie Twoja sprawa.

                      I mnie to Twoje (nie przekładające s
                      > ię na działanie) myślenie o rodzicach jak o paranoikach, którzy nic nie wiedzą
                      > pięknie wpisuje się w obraz szkoły, w którym "pani wie lepiej, a rodzicielski
                      > motłoch się awanturuje".

                      Ale taka jest prawda - to ja jestem fachowcem od uczenia, tak jak lekarz jest fachowcem od leczenia, a policjant na skrzyżowaniu od kierowania ruchem.
                      Kierujesz się w swojej ocenie podłymi doświadczeniami, które powodują, że każdy nauczycielski komentarz wykraczający poza "kocham swoją pracę, uczniów i ich rodziców" jest dla Ciebie potwierdzeniem niskiej jakości polskiej szkoły.
                      Prywatna ocena sytuacji czy osoby to prywatna ocena sytuacji czy osoby, a nie powód do darcia szat nad polską edukacją, co też uprawiasz w tym wątku z lubością.
                      • kawka74 Re: 29.01.13, 17:15
                        Jeszcze jedno - między całkowitym lekceważeniem rodzicielskich potrzeb i wątpliwości a pochylaniem się nad każdą pierdołą jest kilka możliwości, słowo.
                      • braktalentu Re: 29.01.13, 19:16
                        Nie mam pojęcia o TEJ matce i TEJ konkretnej sytuacji. Mam wrażenie, że poczułaś się personalnie zaatakowana. Niepotrzebnie, bo nie mam intencji atakowania kogokolwiek. Nie zamierzam się z Tobą również droczyć na temat praw rodziców. Rodzic w szkole to szczególny rodzaj klienta, Ma prawo złożyć reklamację na dowolny temat dowolnemu pracownikowi szkoły. Inna sprawa jak szkoła - szczególny rodzaj usługodawcy świadczącego usługę edukacyjną do takiej reklamacji podejdzie.
                        Wychodzisz z założenia, że większość rodziców powinna być zdolna do refleksji rozwiewających ich obawy. Pewnie tak. Fajnie by było gdyby ludzie w ogóle byli powszechnie zdolni do refleksji, a jeszcze fajnie by było, gdyby efektem tych refleksji były spostrzeżenia takie jak moje. Niestety, póki co tak nie jest, a ilość systemów wychowawczych świadczy, że i wśród pedagogów, krótka refleksja na temat obaw o młodzieży chowanie również prowadzi do najróżniejszych wniosków.
                        Twoje ironiczne wzruszenie moją wiarą w nowoczesne trendy jest całkowicie zbędne. Ja nie zachwycam się słusznością wszystkich nowych teorii, ale uważam, że bez ich znajomości nie ma się szans na dokonywanie wyborów. Twierdzę, że ograniczony dostęp do globalnych źródeł wiedzy fachowej zubaża polskiego pedagoga. Można powiedzieć, że nowe teorie są gó... warte i stare sprawdzają się doskonale. Ale tak można powiedzieć, kiedy się te nowe teorie zna i ma podstawy do ich oceny (nawet niezgodnej z moją-smile. Tymczasem znamienita większość polskiego kwiatu nauczycielskiego ostatni tekst fachowy przeczytała w czasie studiów, a i ten był autorstwa lokalnego autora.

                        Być może jesteś fachowcem od uczenia. Ale ja jestem Twoim klientem i zanim Ci zaufam, chcę mieć pewność, że mam podstawy. Kiedy ktoś maluje mi pokój wchodzę kilka razy popatrzeć jak idzie robota. Nie dlatego, że sama pomaluję lepiej, ale chcę mieć pewność, że farba, która przed chwilą skapnęła z sufitu zmyje się z podłogi i, że malarz używa najlepszego możliwego pędzla, a nie jedynego jaki zna.

                        Czy zastanawiałaś się kiedyś dlaczego uczniowie szkół prywatnych (i tych, które kształcą na wysokim poziomie, i tych gdzie rodzice płacą za taryfę ulgową dla mało zdolnych i źle wychowanych dzieci) nie zakładają nauczycielom koszy na głowę?
                        • kawka74 Re: 29.01.13, 19:37
                          Mam wrażenie, że poczuła
                          > ś się personalnie zaatakowana

                          Nie, dlaczego? Po prostu wyjaśniam.

                          Rod
                          > zic w szkole to szczególny rodzaj klienta,

                          Raczej nie. Klientem, jeśli już używamy tego słowa, moją pracą, moją odpowiedzialnością, radością, porażką jest dziecko. Ja i rodzic pełnimy rolę podrzędną, o czym rodzice czasem zdają się zapominać. Nauczyciele niekiedy też, oczywiście.

                          > Być może jesteś fachowcem od uczenia. Ale ja jestem Twoim klientem

                          Jak wyżej. Nie uczę rodziców, tylko dzieci.

                          Kiedy ktoś maluje mi pokój wchodzę k
                          > ilka razy popatrzeć jak idzie robota.

                          I mówisz mu, jak ma malować, szarpiesz go za nogawkę i chcesz natychmiast wiedzieć, dlaczego prowizoryczną czapkę zrobił z GW, a nie z 'Rzepy'?

                          > Czy zastanawiałaś się kiedyś dlaczego uczniowie szkół prywatnych (i tych, które
                          > kształcą na wysokim poziomie, i tych gdzie rodzice płacą za taryfę ulgową dla
                          > mało zdolnych i źle wychowanych dzieci) nie zakładają nauczycielom koszy na gło
                          > wę?

                          Między innymi dlatego, że w każdej chwili mogą zostać z takiej szkoły wydaleni.
                          Zanim napiszesz o upadających z braku uczniów szkołach, dodam, że niepubliczne szkoły z renomą uczniów będą miały zawsze, a nawet jeszcze dłużej - chyba że nastąpi światowy kataklizm, ale wtedy wszyscy będziemy mieli inne zmartwienia.
                          • morekac Re: 29.01.13, 21:13
                            W moim przekonaniu rodzic też jest w szkole klientem - ostatecznie jest ustawowym przedstawicielem dziecka i on też może być ze szkoły zadowlony - albo niezadowolony. Tak samo jak zestaw rodzic - dziecko jest klientem u lekarza. Ot, taki dwupak - rodzica masz gratis...
                            • hanna_sty Re: 29.01.13, 21:47
                              Dwupak powiadasz.....
                              Poczytaj wypowiedzi na tym i sąsiednich forach. Matki gotują się od agresji, nie dyskutują tylko atakują, nie poglądy a człowieka, tego, kto odważył się myśleć inaczej, niekoniecznie robiąc komukolwiek krzywdę. Nie wszystkie matki, ale całkiem spora gromada.
                              I zostańmy przy tych agresywnych i atakujących. Czy potrafią wychować dziecko aby postępowało inaczej- nie atakowało, nie było agresywne, wulgarne, chamskie? Moim zdaniem nie, bo przykład w domu jest jednoznaczny. Agresor wychowa agresor (k)a. I mały agresorek atakuje, zachowuje się po chamsku, prowokuje- kolegów, nauczyciela, w końcu nauczyciel nie wytrzymuje ( tak zdaniem mam-agresorek jest nieprofesjonalny i nie powinien uczyć w szkole, znamy tę opowieść) i zwraca uwagę a potem już leci. "Nieprofesjonalny" nauczyciel staje się obiektem ataku mam, nie , niewysłuchają co do powiedzenia ma nauczyciel tylko sprawa kończy się u dyrektora albo w kuratorium. Teczki puchną od skarg. Dyrekcja reaguje róznie- czasem dla świętego spokoju udobrucha mamę a ta wtedy triumfuje. Triumfuje także dziecko przekonane o bezkarności, przekonane, że świat kręci się wokół niego a racje innych są nieważne.
                              I co to daje? Komu z tym lepiej? Jakie będą skutki takiego wychowania?
                              Przytaczane są tu liczne przypadki złych nauczycieli, fatalnych lekarzy, dentystów, psychologów -szatanów. Nie twierdzę, że tacy się nie zdarzają, upieram się, że są to wyjątki.
                              Zabranie szkole praw ( a dodanie obowiązków) i danie olbrzymiego pakietu praw dwupakowi rodzic-dziecko nie nakładając praktycznie żadnych obowiązków w któryms momencie bardzo źle się skończy. Tak samo jak bezstresowe wychowanie i pajdokracja.
                              • braktalentu Re: 29.01.13, 22:57
                                Kogo wychowa agresywna matka?
                                Właśnie po to dajemy dzieciom szansę na wzięcie udziału w innym rodzaju kontaktów społecznych niż te obserwowane w domu. Żeby agresywna matka nie była jedynym przykładem (przykład to jeden z dwóch najefektywniejszych sposobów wychowywania).
                                I co? I nic. Bo nauczyciel "nie wytrzymuje" i zaczyna się zachowywać równie agresywnie co mamusia, w stosunku do kogoś dla kogo ma być WZOREM innych niż domowe relacje.
                                To się nie zaczyna w gimnazjum tylko w klasach 1-3. Gimnazjum i kosz na głowie to piwo nawarzone znacznie wcześniej. A szkoła ma w tym solidny udział.
                                Co robi placówka gdy zaczynają się kłopoty? Wzywa rodzica (o którym przecież już wiemy, że jest niewydolny wychowawczo) i informuje go jak bardzo nawalił (tak jakby to cokolwiek mogło zmienić). Szkoła (ten bardziej fachowy wspólnik w procesie) na ogół nie proponuje NIC poza zrzuceniem całkowitej odpowiedzialności na rodzica (który nie stanie się od tego rodzicem roku 2013) i KARANIEM DZIECKA.
                                Dla matki, która naprawdę nie UMIE sobie poradzić to jest frustrujące. A frustracja rodzi dalszą agresję. Czasem ta agresja nakręca spiralę przemocy fizycznej lub psychicznej wobec dziecka w domu (tu głąbie, same z tobą kłopoty), a czasem wobec nauczyciela w szkole (syndrom otoczonej twierdzy).
                                Nauczyciela, który tylko krytykuje, zamiast opowiedzieć jakie techniki będą zastosowane w szkole i zaproponować ich wprowadzenie w domu trudno potraktować jak partnera. To wróg.
                                A kiedy jeszcze forma wypowiedzi tego wroga poniża rodzica (jak pani wychowała syna, to kawał chama) to szansa na współpracę wynosi mniej niż zero.

                                Szczerze mówią oczekuję od szkoły, że potraktuje rodzica i dziecko jako dwupak i założy, że rodzic dziecka sprawiającego kłopoty również może potrzebować pomocy i, że warto komunikować się z nim w sposób na tę pomoc otwierający, a nie wymuszający okopanie się na z góry upatrzonych pozycjach.


                                • braktalentu Re: 29.01.13, 23:02
                                  I ja uległam językowi okopów. Napisałam "dziecko, które sprawia kłopoty" zamiast "dziecko, które ma kłopoty". Wbrew pozorom forma ujęcia zagadnienia ma istotne znaczenie dla sprawy.
                                  "Dziecko, które sprawia kłopoty" budzi niechęć. "Dziecko, które ma kłopoty (np. z zachowaniem)" to ktoś potrzebujący pomocy.
                                  • hanna_sty Re: 30.01.13, 10:46
                                    Potrzebuje pomocy- więc trzeba mu pomóc KTO to ma zrobić jeżeli mama robi dżihad gdy nauczyciel zaprowadzi MAJĄCE kłopoty dziecko bez jej wiedzy do psychologa?? Mama, która sama gotuje się od agresji? KTO?
                                • lily-evans01 Re: 30.01.13, 09:05
                                  No to tak strzelę przykładem tego, o czym piszesz - a co sprawiło, że ciśnienie mi się podnosi...
                                  W szkole niepublicznej, sporo płatnej - komfortowe warunki pracy nauczyciela, mniej liczne klasy, dzieci po selekcji w postaci testów - przychodzę ze skargą do wychowawczyni.
                                  Sytuacja jest taka, że pewien chłopiec nagminnie dokucza mojej córce i to w przykry sposób. Opowiadam pani, że miały miejsce takie a takie incydenty, córka zareagowała tak i tak (jak zresztą pani uczy na te sytuacje reagować), skutków to nie dało żadnych, bo i zresztą chłopiec jest w porównaniu do reszty klasy agresywny, potrafi kogoś uderzyć, przeszkadza w lekcjach itp.
                                  No i tak sobie dyskutujemy z panią, a ona stwierdza, że w takim razie zorganizuje mi spotkanie z rodzicami tego ancymonka. I wielce zdziwiona, gdy powiedziałam, że nie będę wdawać się w dyskusje z inną matką na temat tego, co dzieje się między pierwszakami w szkole - od rozwiązania problemu na polu szkoły jest wychowawczyni. I uważam, że powinna zrobić wszystko co możliwe w klasie, na miejscu, żeby chłopiec zmodyfikował swoje zachowania (niekoniecznie przez sankcje, może przyczyna leży w czym innym niż w "niegrzeczności"). A ona wybiera drogę poszczucia na siebie dwóch matek, mimo że to ona obserwuje te relacje i zachowania na codzień...
                                  Jak dla mnie kobieta nie chce podpaść nikomu z rodziców, bo szkoła może stracić majętnych klientów - ale to mi się bardzo nie podoba i uważam to za czyste cwaniactwo... Zwłaszcza, że to raptem pierwszak i nie byłoby trudno trochę go "skorygować" - rozumiem, że ucząc w gimnazjum pani całkowicie oddałaby pole wychowawcze rodzicom i uczniom.
                                  I w wyniku takich właśnie "kwiatków" (to nie jeden przykład tego, o co mam zastrzeżenia) kompletnie pani nie ufam, bo uważam, że nie przykłada się zanadto do pracy wychowawczej. Ważniejsze dla niej jest płynne czytanie i pisanie przez I klasę przymusowo ogólnopolskiego konkursu wiedzy - tak, tak) niż sprytne sterowanie relacjami w grupie. Zwłaszcza, że ten brak sterowania mści się i na niej, bo skarży się potem, że dzieci są niegrzeczne i niezdyscyplinowane wink.
                                  • hanna_sty Re: 30.01.13, 10:50
                                    Trzeba posłuchać racji obu stron. Uważam, że spotkanie z rodzicami ancymonka nie jest złym pomysłem. Być może były juz skargi innych rodziców - piszesz, że dokucza innym. Agresja skądś się bierze. Może z domu? Takie spotkanie może skończyć się awanturą dorosłych, ale czasem tak bywa. Szkoła- zwłaszcza niepubliczna- działa w specyficznych warunkach.
                                    • lily-evans01 Re: 30.01.13, 15:00
                                      Jeśli przykładowo moje dziecko będzie dręczył syn sąsiadki, w czasie wolnym, na naszym wspólnym podwórzu, to owszem, pójdę przez podwórze i z rodzicami porozmawiam. Jeżeli rzecz się dzieje w szkole - niestety to wychowawca jest od rozwiązywania takich problemów, to jego terytorium. Ja mogę moje dziecko uczyć stanowczości, bronienia się przed agresorem, odróżniania naprawdę problemowych zaczepek i proszenia o interwencję - w przeciwieństwie do jałowego skarżenia o byle bzdury.
                                      Ale jeżeli płacę kupę pieniędzy po to, żeby na zebraniu brać się z mamunią rozpuszczonego bachora za łby - to coś tu jest nie halo. Wychowawczyni oddaje mi swoje pole działania. To tak, jakbym przyszła z córką na szczepienie, a nasza doktor dałaby mi strzykawkę i igłę, i kazała samej to szczepienie wykonać. Bo ona zapewniła miejsce i spotkanie, a reszta należy do mnie.
                                      • hanna_sty Re: 30.01.13, 16:42
                                        Wychowawczyni nie jest cudotwórcą. Jeżeli ma do czynienia z nieudolną wychowawczo matką, chamka, prymitywem, który uważa, że jeśli dorobił się na handlu na bazarze to świat ma leżeć u jej stóp to co ma zrobić? Tłumaczenia na nic się nie zdadzą. Matka płaci i wymaga. Wychowuje bezstresowo.
                                        Powiem Ci co szkoła powinna zrobić jeśli bachor wstrętny, rozpuszczony a matka nie chce/nie umie współpracować- podziękować za współpracę motywując to dobrem innych, w tym Twojego, dziecka w szkole.,,,ale szkoła nie chce tracić klienta ( a jeśli tatuś ma np. firmę budowlaną, która wyremontuje dach to już nie ma o czym mówić).

                                        Jesli idziesz z dzieckiem na szczepienie to oczywiście szczepi pielęgniarka, ale dziecko spod stołu ( o ile tam wejdzie ze strachu przed igłą) wyciągają rodzice.
                                        • lily-evans01 Re: 30.01.13, 16:51
                                          A może i ja nie chcę, nie potrafię, nie mam kompetencji użerać się z "bazarową chamką"? I to do mnie naprawdę nie należy?
                                          wink
                                          Żeby było ciekawiej, trafiłaś niestety jak kulą w płot - oboje rodzice to bardzo już niemłodzi lekarze, z uznaną prywatną praktyką, matka załatwiała nauczycielkom (nie naszej) jakieś tam badania szpitalne itp. I o to też chyba chodzi.
                                          A piszę "niestety", bo po "bazarowej chamce" mogłabym spodziewać się podobnego wychowania dziecka, u pani prof. dr hab. wprawia mnie to w lekkie osłupienie. Syn - jedyne dziecko starych rodziców - jest bardzo rozpieszczony i wszystko dostaje na żądanie. Jak był w zerówce kilkugodzinny wyjazd autokarem i ustalenia, że jadą tylko nauczyciele - to mamcia rzucała się, że powinna mieć prawo pojechać z synkiem 15 km od naszego miasta, bo się biedak stresował podobno wink. W takim razie inni rodzice też mają prawo koić nerwy swoich pociech na wyjazdach i od razu zamówmy po autokarze na 1 klasę...
                                          Niestety, prawda jest taka, że ja mogę wiele tej pani powiedzieć nt wychowania jej dziecka, ale ona mnie oleje, żachnie się, oburzy itp. Jeżeli coś mówi wychowawca, ma to inny wydźwięk. Nauczyciel musi zachować swój autorytet, bo inaczej g... z tego wszystkiego będzie.
                                          • hanna_sty Re: 30.01.13, 17:05
                                            Lily - na miłość boską, ja nie jestem wróżką i nie wiem czy dziecko , o którym piszesz jest bazarowych chamów czy niemłodych lekarzy czy adwokatów w średnim wieku czy bardzo młodego gniewnego stawiającego pierwsze kroki w korporacji!
                                            I znów spisek - matka załatwiła badania szpitalne itd. Jestem raczej skłonna przypuszczać, że chłopak jest rozpuszczony, bo należy do tzw późnych dzieci a zapracowani rodzice nie dostrzegają/nie potrafią/nie chcą jego nagannego zachowania. Jeśli jest to osoba jako tako kulturalna to tym bardziej nie bałabym się ROZMAWIAĆ, ale rozmawiać nie wrzeszczeć. ( napisałam to, nim przeczytałam cd Twojej wypowiedzi).
                                            Nie wiem czy pomysł, żeby rodzice jechali razem z dzieckiem na wycieczkę w O jest najlepszy.
                                            Moim zdaniem nie, ale staram się zrozumieć i drugą stronę ( może niekoniecznie mame tego dziecka należy nazywać pejoratywnie "mamcią"- chciałabyś być tak nazywana????). Może ona bardzo, bardzo boi się o syna bo był długo oczekiwanym dzieckiem? Tak bywa. Wyobraźnia podsuwa jej różne scenariusze.
                                            Może ma chorobę lokomocyjna?
                                            Może w O był mniej dojrzały?
                                            O wychowaniu dziecka i jej błędach nie musisz mówić, ale skąd wiesz jak się zachowa gdy spokojnie jej powiesz.
                                            Pani Katarzyno, Janek dokucza mojej Zuzi. Córeczka kilkakrotnie już płakała przez niego. Raz, dwa- rozumiem- dzieci, ale są to sytuacje powtarzające się. Mama Bartka ma te same odczucia, też mu dokucza ( mama Bartka przytakuje).
                                            Nie chcemy robić afery, wiemy, że dzieci mają swoje sympatie i antypatie, ale wierzę, że dzięki pani pomocy Jaś nie będzie agresywny wobec Zuzi i Bartka.
                                            • lily-evans01 Re: 30.01.13, 17:35
                                              To ja się pytam - a czemu to ja mam wychowywać cudze dziecko?
                                              Jako rodzice powierzamy dzieci na ileś godzin instytucji, która bardzo broni się przed naszą "roszczeniowością". Niechże więc ta instytucja umie rozwiązywać problemy mające miejsce na jej terenie, pod okiem jej pracowników.
                                              • hanna_sty Re: 30.01.13, 18:50
                                                Tłumaczyłam. Odnoszę wrażenie, że albo nie chcesz albo nie potrafisz zrozumieć. Twoje dziecko jest w 1 albo 2 klasie......zobaczymy jaki będziesz miała stosunek do powyższych spraw pod koniec edukacji.
                                  • braktalentu Re: 30.01.13, 11:00
                                    To są też moje spostrzeżenia. Widzę jak nauczycielka syna nie radzi sobie z zarządzaniem procesem i grupą.Widzę dyrektorkę szkoły, która na prośbę o interwencje reaguje ucieczką do bunkra, lub ostrzałem z okopów.
                                    Dodatkowo w szkole publicznej obserwuję obsesję poszukiwania winnych (bo kogoś trzeba ukarać!). To zaczyna być wręcz komiczne, gdy z ust pedagoga słyszę "nie powinniście państwo wierzyć we wszystko co mówią wasze dzieci". To jasne, bo skoro mówią to sam, to nie tylko kłamią, ale też spiskują w grupie-smile.
                                    Przestałam brać udział w tych przepychankach. Nie chadzam na zebrania, nie interesują mnie oceny syna., skupiam się na tym co umie (nie jak to jest oceniane) i jak sobie radzi towarzysko. Jeżeli szkoła zacznie mieć z nim problemy i zwróci się o pomoc - podpowiem co robić. Jeśli ja będę z nim miała problemy poszukam pomocy poza szkołą.
                                    • lily-evans01 Re: 30.01.13, 14:55
                                      Mnie wychowawczyni wmawiała np., że córka nie przychodziła do niej z prośbą o interwencję - potem okazało się, że na monitoringu było zupełnie coś innego...
                                      • hanna_sty Re: 30.01.13, 17:10
                                        Do głowy by mi nie przyszło oglądać monitoring, żeby sprawdzić czy dziecko rozmawiało z nauczycielem czy nie.
                                        I czytając Wasze wypowiedzi boję się o moje niepoczęte jeszcze wnuki, nie o szkołe, ale o rodziców ich kolegów. Boję się , że będzie się sprawdzało jak Jaś poipatrzył na Maćka a jeśli Pawełek biegnąc potrąci Kasię to będzie posądzany o molestowanie seksualne.
                                        • lily-evans01 Re: 30.01.13, 17:33
                                          Ale to pani sprawdziła sama monitoring.
                                          Ja nie widziałam tego nagrania i też bym tego nie oczekiwała.
                                          Po prostu sprawdziła i przyznała, że tak, faktycznie, córka do niej podchodziła - ale nie została wysłuchana, bo jest grzeczna, spokojna, cicho mówi i taka jest niestety prawda.
                                          A pierwotna argumentacja była taka, że moje dziecko coś wymyśliło i powiem szczerze, że to tak, jakby mnie ktoś walnął w twarz.
                                          Moje dziecko akurat nie przeinacza, nie wymyśla, nie zwala winy na innych itp.
                                          • hanna_sty Re: 30.01.13, 18:56
                                            Wiesz przez cały etap edukacji mojego syna ( dziś jest na studiach doktoranckich) ANI RAZU nie przyszło mi do głowy, żeby zastanawiać się co powiedział pani/panu i czy go wysłuchali. Te sprawy załatwiał sam, a należał do spokojnych, nieagresywnych dzieci. Po prostu o swoje musiał "walczyć", dopominać się. I wyszło mu to na zdrowie.
                                            Traktowałam każdą szkołe normalnie, wychodząc z założenia, że nie spotka go tam nic złego. I nie spotkało- jak wszędzie miewał kolegów których lubił bardziej czy mniej, z kimś się pokłócił, byli nauczyciele, którzy mu odpowiadali bardziej albo mniej, spotykały go jakieś drobne przykrości i.......tyle. Nigdy nie pozwoliłam zadzierać nosa , dziś ma przyjaciół na całym świecie.
                                            • lily-evans01 Re: 30.01.13, 21:37
                                              Dziecko ze 3 razy relacjonuje nauczycielce przykre zachowanie kolegi.
                                              Nauczycielka za każdym razem zbywa je albo udaje, że rozmowa nie miała w ogóle miejsca.
                                              Problem nie jest rozwiązywany w żaden sposób.
                                              Uważasz, że mam nic z tym nie robić i czekać - na co?
                                              Dziecko podchodzi, mówi do pani o danej sytuacji i prosi o pomoc, a pani twierdzi, że nic o niczym nie wie - sytuacja 3 razy taka sama. Dziecko boi się agresywnego kolegi.
                                              A ja mam co robić? Siedzieć na tyłku?
                                              Nie wiem, jaki ma interes ta pani w zbywaniu problemu - ale jak go inaczej rozwiązać, skoro udaje, że sygnały od dziecka nigdy do niej nie dotarły? I to udaje nie jeden raz, lecz trzy w ciągu półtora miesiąca?
                                              • hanna_sty Re: 30.01.13, 22:10
                                                Nie wiem co masz na myśli pisząc "przykre zachowanie kolegi" i nie wiem jaki cel miałaby nauczycielka w ignorowaniu problemu. Czy posądzasz ją o stronniczość?
                                                Pamiętam z czasów przedszkola mojego syna następujący przypadek - poskarżył się, że kolega coś mu powiedział, zaproponowałam, żeby mu się odgryzł gdy zrobi to jeszcze raz. Syn potraktował to dosłownie i.......... ugryzł - dość mocno- kolegę.... 2 dniu później na kawie z mamą Filipa śmiałyśmy się z naszych dzieci.
                                                Pamiętam też inny przypadek- już w szkole do czekającej mamy przybiegła zaplakana córka, że kolega jej dokucza. Mama zażądała ukarania sprawcy, bez konfrontacji. Nauczycielka- nie najmądrzejsza, pisałam o niej- postanowiła jednak wysłuchać co druga strona ma do powiedzenia. Z chłopca nie można było za nic wyciągnąć o co chodzi, ale inne dzieci "doniosły", że Michał powiedział wszystkim, że... Ela jest jego żoną. smile to spowodowało rozpacz małej Eli i żądzę krwi jej mamy. Pytanie czy warto interweniować w takich sprawach?
                                                A jak jesteśmy przy wspomnieniach- wyszłam kiedyś ze szkoły z przypiętym ogonem- czyżbym była ofiarą czyjejś przemocy?
                                                • lily-evans01 Re: 30.01.13, 22:21
                                                  Córka jest poszturchiwana, szarpana za ubranie, przezywana przez tego i wyłącznie tego chłopca i to dość często. Boi się go, bo jest gruby, napakowany i silny. Niestety nie jest w stanie mu oddać, a ja pomimo przekonywania jej, żeby po prostu przylała mu raz a dobrze - nie osiągnęłam nic tą drogą.
                                                  Tu nie chodzi o incydent, tylko o coś co się dzieje często. Mam dziecko, jakie mam, może nadwrażliwe, z taką historią chorobową, jaką ma - ale to nie znaczy, że inny dzieciak ma cały dzień łazić wyłącznie za nią, podstawiać jej nogi i ją przezywać.
                                                  Owszem, po trzech skargach mojej córki i udawaniu przez panią, że nie miały miejsca - posądzam ją o stronniczość.
                                                  Kiedy udało mi się w końcu omówić sprawę w trakcie przerwy obiadowej, pani zrobiła konfrontację - tj. wezwała chłopca i spytała, czemu ją tak prześladuje. Odpowiedź brzmiała "nie wiem". Córka nie jest dzieckiem, które kogokolwiek zaczepia, bo po prostu brakowałoby jej nawet na to odwagi.
                                                  • hanna_sty Re: 30.01.13, 22:30
                                                    Jeśli dokładnie tak jest to trzeba w obecności wychowawczyni porozmawiać z matką. Powiedzieć jej dokładnie to co napisałaś i poprosić, żeby wpłynęła na syna. Poprosić, powiedzieć, że liczysz na jej pomoc, że pewnie też by nie chciała, żeby jej Piotruś był szarpany, przezywany itd. Koniec.
                                                  • lily-evans01 Re: 30.01.13, 22:36
                                                    Ale to inaczej zupełnie brzmi, kiedy JA proszę, JA mówię - a inaczej, kiedy nauczycielka zwraca uwagę rodzicowi.
                                                    A pani nie chce chłopca przywołać do porządku. Nie oczekuję, że go będzie karać czy sankcjonować - ale wpłynąć na takiego 8-latka powinna umieć.
                                                    Co do matki, już powyżej pisałam, chłopiec jest rozpuszczony i wszystko mu wolno w domu. Pani s.a pieniędzmi, nie sądzę, żeby moje uwagi ją zanadto obeszły, synek to cud świata. Może właśnie rozmowa z nauczycielką by ją z lekka otrzeźwiła.
                                                  • hanna_sty Re: 30.01.13, 22:48
                                                    Dla każdego rodzica jego dziecko jest cudem świata.
                                                    Ja nie miałabym oporów w rozmowie z matką.
                                                    Nie chcę podawać za dużo szczegółów ponieważ można by nas zidentyfikować, ale gdy byliśmy daleko, daleko mój syn namówił innego chłopca do niebezpiecznej zabawy. Ewidentna wina syna. Mama tego drugiego chłopca nie miała oporów w zwróceniu mi uwagi chociaż rozumując w ten sposób za nic nie powinna tego zrobić. Wiem, że to trochę niejasne, ale nie chcę podawać szczegółów.
                                • hanna_sty Re: 30.01.13, 10:35
                                  Racja. I tu ma pole do popisu psycholog i pedagog. Cóz jeśli dziecka NIE WOLNO bez zgody rodziców ( w tym także rodziców niewydolnych wychowawczo) wysłać do psychologa, bo jest- patrz wątek, który mnie zainspirował gdzieś obok. I koło zamyka się.
                                  Oczywiście, że wypowiedzi ( jak pani go wychowała, cham itd), nie powinny mieć miejsca, ale co ma robić nauczyciel ( który oprócz wszystkiego jest też człowiekiem) gdy uczeń - patrz inny wątek, w którym pisze o tym sama matka zainteresowanego- zwraca się do nauczycielki per "suko".????
                                  Zastanawiam się czy to już pat czy zbliżamy się do ściany?
                                  • morekac Re: 30.01.13, 10:42
                                    ym sama matka zainteresowanego- zwraca się do nauczycielki per "suko".????

                                    Kieruje sprawę do sądu. Obraza urzędnika państwowego.
                                    • hanna_sty Re: 30.01.13, 10:56
                                      Gdzieś na gazecie.pl nie pamiętam jest wątek, w którym matka bardzo się obawia, że jej syn, który zwraca się do nauczycielki ( liceum) per "suko" - wobec innych nauczycieli jest ok- może być wyrzucony ze szkoły.
                                      Rady jak to na forum są rózne, większość potępia syna.
                                      Jeżeli napisałam niejasno, że to matka zwraca się do nauczycielki per "suko" to moja wina. Zwraca się SYN, nieletni, licealista.
                                      Nieważne czy nauczycielka jest dobra, zła, głupia, mądra, sprawiedliwa czy nie. Uczeń nie ma prawa tak się odzywać. Matka zamiast zająć się sprawą bardzo energicznie boi się relegowania ze szkoły.
                                      Czy jest wydolna wychowawczo?
                                      Co zrobi gdy syna wyrzucą? Będzie go broniła.
                                      Zatem najprawdopodobniej ludzie z którymi się zetknie- a będą bardzo rózni- dowiedzą się kim były ich matki w n-tym pokoleniu, co panowie noszą w spodoniach - w wydaniu wulgarnym i kilka innych epitetów, które upoważniaja moderatora do skasowania wypowiedzi.
        • kub-ma Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 07:34
          A gdzie jest napisane, że Kawka z rodzicami nie współpracuje?
      • gaja78 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 10:49
        kawka74 napisała:

        > A nauczyciele? W chwili, w której matka ucznia przyszła z pretensjami, że w inn
        > ej szkole jakiś kuzyn jej dziecka zapisał już cały zeszyt, a jej syn jeszcze ni
        > e, przestałam wierzyć w rodzicielski zdrowy rozsądek.

        Ja przestałam w to wierzyć na ostatnim zebraniu szkolnym. Wychowawczyni córki poinformowała nas, że przez cały miesiąc ani razu nie wyszła z klasą na śnieg podczas lekcji wf. Przyczyna - zawsze było jakieś dziecko, którego rodzic prosił rano, żeby nie ćwiczyło na zajęciach, bo jest chore (sic! to co ono robi w szkole ?!)

        Na ostatnich zajęciach wf nie ćwiczyło 30% dzieci. Bo rodzice prosili. Załamałam się ...

        Mam więc taki apel do ewentualnych emam, które również proszą nauczycieli o takie rzeczy: ludzie, pomyślcie zanim znów poprosicie.
    • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 08:17
      Czytam odpowiedzi- totalny brak zaufania do wspomnianych instytucji, w co drugiej wypowiedzi wspomnienie takiej czy innej awantury, w większości przekonanie, że nauczyciele, logopedzi, dentyści, lekarze to frustraci, jednostki niedouczone, awanturujące się ( o sobie i swoim charakterku jakoś nikt nie wspomina, wiadomo jako matka nie popełnia się błędów, nie przyznaje do porażek wychowawczych czy chamstwa wobec innych).
      Wniosek prosty- szkoła jako instytucja zeszła na psy razem z pracującymi tam ludźmi, którzy są chamscy, niedouczeni ( prócz wyjątków), nalezy ich opieparzać tak często jak się da ( u dyrektora co najmniej, a najlepiej w kuratorium a jak by się dało to w gabinecie ministra), rodzice mają zawsze rację, a jak nawet jej nie mają to nalezy tak wykręcić, żeby okazało się, że mają, niezbędna wzmożona kontrola ( patrzenie na ręce jako minimum).
      I choć wypowiedzi w wątku niewiele obawiam się, że są one reprezentatywne dla rodziców. Nie dziwię się, że za kilka lat nikt nie będzie chciał pracować w szkole i wtedy dopiero będzie horror.
      • olena.s Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 09:07
        A ja mam wrażenie, że zatrzymałaś się przed postawieniem następnego kroku: wyciągasz wnioski co do tego, że wskutek powszechnego braku zaufania w szkołach będzie coraz gorzej. A nie widzisz, że będzie gorzej wszędzie? Że to jeden z elementów powszechnej nieufności i przyjmowania postaw niechętnych, a wręcz zaczepno-obronnych także w innych relacjach społecznych? Czy nie stąd się bierze szeroko rozpowszechniona wiara, że wszyscy kradną, że lekarze źle leczą bo chodzą na pasku firm farmaceutycznych, że każdy sukces musi mieć drugie dno związane z jakimiś ciemnymi powiązaniami?
        I pytanie, co można z tym straszliwie niszczącym sposobem myślenia zrobić, bo naprawdę, złą przyszłość on zbuduje Polsce i Polakom?
        • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 09:52
          I chyba masz słuszne odczucia.
          • olena.s Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 10:01
            Tylko nie mam pojęcia co z tym można robić.
            • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 10:10
              Ja też nie mam pojęcia. Mogę napisać o sobie. JA nie mogłabym żyć w atmosferze spisku, niechęci, kontroli i przeświadczenia, że idąc do lekarza trafię na konowała, nauczyciel jest sfrustrowany, złosliwy, niedouczony, pani w urzędzie skarbowym natychmiast wlepi mi karę ( a już na pewno nie wytłumaczy bo to bżdziągwa), dentysta spartoli mi ząb i weźmie straszliwą kasę a policjant z drogówki to łapówkarz....... Nie potrafiłabym.
              Odpuszczam gdy mogę. Irytują mnie ludzie, którzy za wszelką cenę MUSZĄ być pierwsi - pęd do odprawy na lotniskach, pęd do wolnego miejsca w komunikacji i awantury w kolejkach.
              Ludzie nie dostrzegają innych i ich potrzeb. Widać to jak na dłoni.
              Inni muszą się dostosować , inni muszą znosić, przepuścić, ustąpić.
              Sąsiada, który remontuje 2 minuty po 22.00 nalezy zgilotynować, sąsiadkę, która zaparkowała samochód 5 cm za blisko postraszyć strażą miejską a najlepiej zadzwonic i niech jej nałożą mandat.
              Dla mnie to chore.
              • triss_merigold6 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 10:20
                Zakładam, że przedstawiciel/pracownik instytucji ma podstawowe kompetencje, ale na wszelki wypadek sprawdzam. Do urzędu idę ze stosownym aktem prawnym w ręku, żeby móc machać przed oczami w razie konieczności.
        • braktalentu Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 10:12
          Pozostaję umiarkowaną optymistką.
          Mimo całego zamieszania jakie my rodzice robimy wokół szkoły to nasze dzieci do niej chodzą i to one budują własny obraz świata na podstawie osobistych, a nie opowiedzianych przez rodziców, czy nauczycieli doświadczeń.
          Coraz większe wymagania, stawiane nauczycielom przez rodziców (tj, społeczeństwo) i ich kontrola to mechanizm doregulowujący jak mechanizmy rynkowe w sektorze prywatnym.
          Osobiście chwalę sobie sytuację, w której nauczyciel z pasji i wykształcenia ma okazję wpłynąć na postawy rodzicielskie - edukować również rodziców. Kiedy rodzice mogą wspomóc nauczyciela w jego pracy przybliżając mu swoje dziecko (a każde jest inne). Bliższe relacje między nauczycielami, a rodzicami to nie tylko lepsza kontrola i wspólny front (aż chce się użyć słowa "przeciwko"). To raczej wspólny zachwyt nad naszymi dziećmi i wyciągnięcie na światło dzienne tego co w nich najlepsze. Kiedy patrzę na rodziców i nauczycieli stojących naprzeciw siebie i potrząsających maczugami w swoim kierunku mnie też trudno mi uwierzyć w świetlaną przyszłość. Ale przecież większość znajomości zaczyna się od braku zaufania, demonstrowania przewagi (na wszelki wypadek) i strachu.
          A czas robi swoje i ilość inwektyw w tym wątku pokazuje, że możemy rozmawiać o systemie edukacji, zdrowia i inszych coraz bardziej myśląc o rozwiązaniu problemów niż udowadnianiu win.
          Mnie takie wątki bardzo pokrzepiają. Wątki, w których słowa "gó...arze", albo "skretyniałe mamuśki" to jakiś margines wypowiedzi. Wątki, w których wyznacza się nowe kierunki, nowe granice i nowe zasady ... WSPÓŁPRACY.

          Ja na przykład przetłumaczę dziś jakiś artykuł i zbiorę siły, żeby zanieść go "naszej pani" z zapraszającym, a nie udowadniającym ograniczenie wyrazem twarzy-smile.
    • kozauwoza Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 08:17
      hanna_sty napisała:

      > Czytając różnego rodzaju wątki dochodzę do wniosku, że nie macie ani krzty zauf
      > ania do róznego rodzaju "instytucji", do których uczęszczają Wasze dzieci. Wszy
      > stko jest pod kontrolą otoczone wianuszkiem nieufności. Dlaczego?

      Prawdopodobnie wynika to ze złego doświadczenia, na zaufanie trzeba sobie zasłużyć. To chyba dobrze że ludzie mysla samodzielnie, analizują a nie ślepo wierzą.
    • nabakier Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 08:52
      Dlaczego nie ufamy?
      1. Bo zostaliśmy realnie skrzywdzeni przez te instytucje.
      2. Bo wiemy, że systemy mają taką cechę, ze najpierw bronią siebie samych, a dopiero potem uczestników systemu (patrz np. zasada Parkinsona).
      • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 10:04
        Ad 2 zgoda, ale nie w 100%
        Ad1 czy to, że ktoś na tym forum jest chamem, prostakiem, frustrantem oznacza, że należy być zdania, że każda odpowiedź będzie naładowana jadem i kipiała od agresji? Moim zdaniem nie, ja tak nie potrafiłabym żyć.
        Z zasady ufam ludziom, ufam instytucjom. Być może za bardzo. Kilka razy zostałam oszukana- choćby w ub roku tzw złota rączka okazała się zwykłym oszustem i złodziejem. Tak straciłam jakieś pieniądze, ale nie straciłam wiary w ludzi, bo zdecydowana większość spotkanych przeze mnie ludzi jest fajna, uczciwa, normalna, godna zaufania. A, że zdarzają się inni- trudno.
        • nabakier Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 11:27
          ad.ad 1. wszystko zależy od zakresu i rangi sprawy. W jednych sprawach można uogólnić, w innych- nie.
      • triss_merigold6 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 29.01.13, 10:12
        Podpisuję się.
        Nie ufam instytucjom z założenia, ufam w ograniczonym stopniu poszczególnym ludziom.
        Do żłobka mam zaufanie, ponieważ mam podstawy żeby ufać i obserwuję zachowanie dziecka.
        Do przedszkola miałam zaufanie - j.w.
        Do szkoły - absolutnie nie, natomiast wychowawczyni jest w porzo.
        Szkolnych dentystów wspominam jako totalną porażkę, zęby ostatecznie wyleczyłam jako dorosła i płacąc ciężką kasę.
        Lekarze - kontrola podstawą zaufania. W obu ciążach kluczowe usg robiłam u co najmniej 2 lekarzy.
      • gaja78 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 10:59
        nabakier napisała:

        > Dlaczego nie ufamy?
        > 1. Bo zostaliśmy realnie skrzywdzeni przez te instytucje.
        > 2. Bo wiemy, że systemy mają taką cechę, ze najpierw bronią siebie samych, a do
        > piero potem uczestników systemu (patrz np. zasada Parkinsona).

        3. Bo jesteśmy zaszczuci, zastraszeni przez media, które zalewają nas pierdylionem emocjonalnych niusów o nieprawidłowościach i historiach mrożących krew w żyłach. Niewiele natomiast jest (w tych mediach) pozytywnych wzorców.
    • hanna_sty Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 30.01.13, 22:26
      Tak wałkujemy tych złych nauczycieli( lekarzy, dentystów, wychowawców, pielęgniarki) i przy okazji agresywnych kolegów i ich matki przez ponad 100 wypowiedzi. Być może ja miałam jakieś niewyobrażalne szczęście, bo ani moje 2 szkoły, ani szkoły mojego syna polskie i położone daleko od naszych granic nie były złe, patologiczne, skrzywione, a ludzie pracujący spaczeni.
      Nauczyciele byli rózni- mądrzejsi i głupsi ( źle wspominam panią od nauczania początkowego - była raczej głupia niż szkodliwa i polonistkę, która źle uczyła, była leniwa i też nie najmądrzejsza) . Koledzy i koleżanki też jakby normalni - jednych lubiło się bardziej, innych mniej. W mojej klasie w liceum "zawiązały" się 4 małżeństwa a w podstawówce - jedno.
      Mój syn do moich kolegów szkolnych mówił "ciociu, wujku".
      Rodzice mało się wtrącali - raczej my zawiązywaliśmy koalicje przeciw dorosłym, knuli zemsty.
      I tak myslę, że jesli prawdą jest to co piszecie to źle się dzieje.
      • verdana Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 09:21
        Istnieje też pewne inne potencjalne wytłumaczenie. Ty miałaś szczęście, a Twój syn, znając Twoje poglądy - szkoła jest dobra, nauczyciele sa godni zaufania, żadnych ulg dla dzieci z problemami - po prostu sam boryka sie ze szkolnymi kłopotami, bo nie sądzę, aby zyskał Twoje zrozumienie, gdyby zaczą sie skarzyć. Albo był nauczony, ze nauczyciel wie lepiej i trzeba go bezwzglednie słuchać - i nawet nie bardzo umiał ocenić, czy jest to nauczyciel dobry, czy zły. Być moze też knuje zemstę.
        Bo jakoś nie wierzę w ten "idealny świat".
        • hippo55 Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 11:13
          Generalnie nie jestem osobą czepialską i życie nauczyło mnie już jako takiej pokory. 3 lata temu zaczęła się przygoda mojego dziecka z edukacją - przedszkole. Nie dość, że dostał się z listy rezerwowej to trafił do grupy 3 i 4 latków. Pomyślałam ok da sobie radę (nie miał jeszcze 3 lat - jest z listopada). I tak było. Panie w sumie ok i świetna tzw Pani pomoc. Koniec roku i zebranie, na którym ustalamy, że Panie się podzielą i część dzieci 5 letnich idzie z Panią do grupy wyżej a część 4 latków zostaje z drugą Panią i panią pomocą. We wrześniu okazało się, że maluchy mają nową Panią, drugiej dopiero szukają a dwie Panie i Pani pomoc "poszły" ze starszymi dziećmi. Idę do pani dyrektor zapytać o co chodzi. Odpowiedź "bo Panie nie mogą bez siebie pracować". Myślałam, że się przesłyszałam i mało z krzesła nie spadłam. Moje pytanie - czyje dobro powinno być ważne Pań czy dzieci?
          Nie jestem roszczeniowa, ale zagotowałam się w tej sytuacji. Niestety żadne interwencje nie pomogły. Ale może faktycznie nie ma się o co czepiać....
          A poziomie gabinetów w szkołach, do których chodziłam nie wspomnę ... (rocznik 77)
        • asia_i_p Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 11:16
          Ja widzę jeszcze jedną możliwość - moim zdaniem jednak większość szkolnych problemów powstaje z kombinacji podejścia nauczyciela i rodziców. Rozsądne podejście rodzica mogło wyciszyć źródła potencjalnych konfliktów.

          Weźmy sytuację, kiedy nauczyciel przez pomyłkę/ niedopatrzenie/ niedbałość wystawia uczniowi za niską ocenę. Dziecko jest za nieśmiałe, żeby samo się upomnieć, skarży sie rodzicowi.
          Dziecko po poskarżeniu rodzicowi może usłyszeć "Masz rację, też uważam, że zasługujesz na więcej" i odejść usatysfakcjonowane, a rodzic może się baczniej poprzyglądać pani przez najbliższy miesiąc i zaobserwować, czy to jednorazowa pomyłka, czy niekompetencja, czy uprzedzenie wobec ucznia. Tą pierwszą reakcją wcale nie odbiera sobie szansy późniejszej interwencji. Rodzic może też wybuchnąć świętym oburzeniem, powiedzieć, że pani jest okropna i zaraz następnego dnia iść do niej z awanturą - zostawiając dziecku ślad w pamięci, że nauczyciele są okropni, a oceny strasznie ważne, nauczycielowi zaś prezentując się jako ta okropna pani X. Może wreszcie ochrzanić dziecko, że nauczyciel na pewno ma rację, a ocenę ma od razu poprawić - zostawiając wrażenie, że rodzice są okropni, a oceny strasznie ważne.

          Nie opłaca się, zwyczajnie się nie opłaca czepiać pierdółek i oczekiwać doskonałości - po jakiejkolwiek ze stron. Ja przeszłam przez szkołę bezboleśnie nie tylko dzięki szczęściu, ale też dzięki podejściu rodziców, którzy uważali, że oceny to tylko oceny. Gdyby mnie ktoś zaczął prześladować, interweniowaliby, ale nie w przypadku 4 zamiast 5, a i dla mnie jakoś to nie był powód do rozpaczy (bo to tylko oceny). To nie było olewanie, bo kiedy raz zależało mi na ich interwencji (mieli nam zabrać ulubionego matematyka) byli do dyspozycji i prezentowali stanowisko dyrekcji, a jakże. Ale nie rozmieniali się na drobne.

          Staram się robić to samo. Mogłabym doszukać się 3 czy 4 drobiazgów, które mi się nie podobają w tym, co robi wychowawczyni mojego dziecka. I zmarnować dobry początek jego edukacji, skupiając się na tym, a nie na setce rzeczy, która mi się podoba. Mogłabym dociekać, czemu dostała "wspaniale-" a nie "wspaniale", czemu na półrocznym świadectwie B a nie A, czemu na dyktandzie zabierane są punkty także za wyrazy spoza listy do nauczenia. Nie mam zamiaru. Jeżeli ktoś będzie robił mojemu dziecku rzeczywistą krzywdę, będę miała czas zareagować i będę wtedy o niebo bardziej wiarygodna, skoro wcześniej się nie kłóciłam o minusy przy "wspaniale".

          I jak na razie działa. Jestem dumna jak diabli, bo o tym, że moje dziecko zostało wywołane na apelu śródrocznym jako jedno z wyróżniających się, dowiedziałam się od kogoś z rodziców parę dni po fakcie. Mojego dziecka do tego stopnia nie ruszają oceny i szkoła jako miejsce rywalizacji, że zapomniała nam o tym powiedzieć.
          • braktalentu Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 11:31
            "Rozsądne podejście rodzica mogło wyciszyć źródła potencjalnych konfliktów. "

            Czy organizacyjnie łatwiej pracować nad "podejściem" grupy zawodowej "nauczyciele", czy grupy społecznej "rodzice"?

            "rozsądne podejście rodzica" - żeby zostać rodzicem (biologicznie) nie trzeba spełniać żadnych warunków społecznych, żeby realizować się w roli społecznej rodzica nie trzeba być rozsądnym

            Żeby zostać nauczycielem, trzeba wykazać się poziomem intelektualnym pozwalającym zdać maturę i kolejne egzaminy na studiach- chyba w tej grupie łatwiej pracować nad tym co nazwałaś "rozsądnym podejściem"?
            • asia_i_p Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 12:04
              Oczywiście, że łatwiej o rozsądne podejście nauczyciela. Nawet bardziej można uzasadnić takie wymaganie, bo w końcu nam za to podejście między innymi płacą.

              Tylko jeżeli rodzic paczy dziecko od początku, wmawiając w nie ważność ocen/ brak zdolności/ nadmierne ambicje/ stałe poczucie krzywdy/ brak odpowiedzialności, itp., itd., to rozsądne podejście nauczyciela zapobieże konkretnemu pojedynczemu konfliktowi, ale ma niewielkie szanse na naprostowanie podejścia dziecka do siebie i do świata.

              Miałam w poprzedniej klasie ucznia, któremu nie szły przedmioty ścisłe. Matka zgłaszała kolejne zastrzeżenia do kolejnych nauczycieli matematyki i fizyki, dzieciak gadał na lekcjach i nie odrabiał zadań domowych (bo nie umiał - pytam, jak długo próbował - raz przeczytał, nie umiał, więc nie zrobił) oraz wygłaszał pretensje "bo jemu płacą za to, żeby mnie nauczył".

              Rozsądny matematyk się na niego wcale nie uwziął (to wiem z reakcji innych dzieci na zebraniu wspólnym rodzice-uczniowie, kiedy matka znowu zaczęła się skarżyć - dzieci ostro wzięły w obronę matematyka - a ponieważ wobec dwóch poprzednich matematyków były silnie krytyczne, więc wykluczam lizusostwo czy wrodzoną potulność). Co więcej, nie ruszyło go to wcale, ot jeszcze jeden problem zawodowy, o którym zapominasz zamykając drzwi szkoły. Natomiast chłopak został zepchnięty na zupełny margines przez klasę. Ponieważ zobowiązania klasowe traktował dokładnie tak samo, jak naukowe i dokładnie tak samo nie poczuwał się do odpowiedzialności. Próbowałam ugryźć sprawę z kilku kątów - nie udało się (a udało się wintegrować w klasę delikwenta rzucającego mandarynkami po ścianach na pierwszej wigiii klasowej oraz innego ucznia, który sprawiał wrażenie książkowego przykładu Zespołu Aspergera).

              Rodzice nie mają być rozsądni, żeby się nauczycielom lepiej pracowało, tylko dlatego, że pewne odmiany nierozsądku potwornie krzywdzą i piętnują ich dzieci. Podkopują ich szanse życiowe.
              • braktalentu Re: Zaufanie do szkoły, przeszkola........... 31.01.13, 14:45
                "Rodzice nie mają być rozsądni, żeby się nauczycielom lepiej pracowało, tylko dl
                > atego, że pewne odmiany nierozsądku potwornie krzywdzą i piętnują ich dzieci. P
                > odkopują ich szanse życiowe."

                Ludzie w ogóle mają być mądrzy, piękni i znać języki obce-smile. Tylko jakoś nie chcą cholery jedne!-smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka