aquarianna
22.02.13, 17:36
Osoba z naszej bliskiej rodziny podrzuca nam od czasu do czasu psa do popilnowania, nawet na kilka dni. Pies z reguły mieszka wówczas w dużej sieni – ma tam legowisko, miskę z wodą, jedzeniem i podgrzewaną podłogę. Wg mnie warunki bez zarzutu. Gdy jest ładna pogoda wypuszczam go do ogrodu, oczywiście oprócz tego też 2-3 razy dziennie wychodzi poza ogród, żeby się załatwić. W domu nie wpuszczam go “na salony”, bo strasznie sierści, ciągle liże łapy i z tego powodu zostawia ślady na podłodze. Ogólnie jest niechlujem. Poza tym włazi na kanapy, żebrze przy stole, straszy koty, a że nas nie słucha, to robi po prostu tak, jak mu wygodnie, a mnie diabli biorą. Więc po prostu mieszka sobie w sieni i koniec. Ja psy lubię, ale tego konkretnego nie, zgodziłam się na okazjonalną opiekę ze względów grzecznościowych i trochę jakby w wyniku różnych zobowiązań. Ale w czym problem? Otóż dziś ta osoba (nazwijmy ją Ania) była u nas, pies jak zwykle przyjechał z nią, ale został w sieni. W którymś momencie Ania zapytała mnie, kiedy będzie można wpuścić psa do środka. Odparłam, że w ogóle, bo po co – w sieni mu dobrze, nie musi przebywać z nami. No i tutaj się zaczęło. Że chyba sobie żartuję, że to niedorzeczne, czy sama chciałabym tak siedzieć zamknięta w wiatrołapie, gdy inni siedzą w pokoju. Jeszcze na spokojnie odparłam, że to dość głupie porównanie, bo pies to nie człowiek, a warunki ma tam naprawdę dobre. No i nieopatrznie dodałam, że przecież jak bywa u nas na kilka dni, to też tam siedzi i nic się nie dzieje. I tutaj nastąpiło apogeum. Szczegółów zaoszczędzę, ale można się domyślić. Na szczęście kłótnia szybko się skończyła, bo nie było na to czasu. Poza tym właściwie to ja miałam więcej do powiedzenia, bo to ja stawiam warunki – nie muszę się tym psem opiekować, a Ani na tym zależy, bo często wyjeżdża. Ale niesmak rozmowy pozostał, bo dowiedziałam się, że właściwie to jestem psychiczna, bez serca i ogólnie strach się bać. Może nie tak dosłownie, ale z przekazu tak to właśnie wynikało. Zdania na ten temat nie zmienię i pies – jeśli ponownie do nas trafi – nadal będzie mieszkał w sieni. Ale czy faktycznie jest to takie karygodne zachowanie z mojej strony, że nie życzę sobie jego obecności w pozostałych pomieszczeniach? Wiele razy spotykałam się z sytuacją, że pies nie miał prawa wstępu np. do kuchni czy do łazienki nawet w swoim własnym domu.