Dodaj do ulubionych

mam pytanie......

26.07.05, 14:29
co byście poradziły meżowi, który ma dziecko z pierwszego związku? Po krótce
chcę naświetlić temat. Mianowicie w momencie kiedy dziecko mojego męża i jego
pierwszej żony miało 6 miesięcy mamusia dziecka przyszła do domciu i
oznajmiła, że jest w ciąży z innym mężczyzną. Skończyło się to rzecz jasna
rozwodem. Na podkreślenie zasługuje fakt, że eks mojego męża ma 5-ro dzieci i
każde z innym mężczyzną. Oczywiście w nowych związkach Pani M przeszkadzali
byli ojcowie. Mój mąż miał dosyć poniżeń i dał sobie spokój z odwiedzaniem
dziecka. Tym bardziej, ze dzieli ich 400 km. Wysyłał listy dziecku, ale jak
można się domyślać odpowiedzi nie było. Jak próbował dzwonić to rzecz jasna
nie mógł rozmawiać z dzieckiem. Pani M taki układ doskonale pasował, gdyż
mogła dziecku mówić różne rzeczy na temat ojca dziecka. Ojciec dziecka wcale
nie był potrzebny zresztą jak i inni ojcowie. Alimenty oczywiście tak. Była
nawet na tyle bezczelna, że nawet gdy dziecko było w ośrodku wychowawczym
potrafiła brać na nie pieniądze i to nie małe. O tym, ze ojciec powinien
widywać dziecko przypomniało jej się wówczas, gdy po 14 latach ojciec założył
nową rodzinę i ma następne dzieci. Zaznaczam, ze dziecko ciągle uważa, że
wszystkiemu jest winny ojciec. Dziecko mojego męża ma już prawie 20 lat i
jest obecnie matką samotnie wychowującą dziecko. Skłaniam męża ku spotkaniu
się z córką, ale mówi, ze po tylu latach nie ma już ochoty na otwieranie
starych ran, że za dużo przeszedł przez eks. Co byście poradziły?
Obserwuj wątek
      • becia45 Re: mam pytanie...... 26.07.05, 15:00
        myślisz, że nie zastanawiałam się nad tym. Boję się, że ona ma w sobie tyle
        złości, ze może zacząć "mieszać" w naszym życiu. Ja widziałam ją tylko raz. Mój
        mąż nie zna jej też tak naprawdę. A list wątpię żeby doszedł. Matka jak
        zobaczy, ze to list z Łodzi to napewno jej nie da.
    • burza4 Re: mam pytanie...... 26.07.05, 14:47
      Mogę poradzić tobie - trzymaj się od tego z dalekasmile Relacje między twoim mężem
      a jego córką - niezależnie od tego co spowodowało taki a nie inny układ - nie
      powinny być twoim zmartwieniem, oboje z tym żyją i nie czują potrzeby zmiany,
      ty nie powinnaś być jakąkolwiek stroną. Z tego co piszesz wynika, że mąż sam
      nie ma ochoty na spotkanie z córką (i vice versa), więc po co w to ingerujesz?
      • becia45 Re: mam pytanie...... 26.07.05, 14:55
        w końcu to siostra moich dzieci. Jej dziecko ma tyle samo lat co moje młodsze.
        Z jednej strony namawiam meża żeby zaprosił ja do nas, a z drugiej boję się.
        Przeraża mnie fakt, że była w ośrodku szkolno-wychowawczym. Ale czego można sie
        było spodziwać jak dla matki była ważna tylko kasa a nie nie dobro dziecka!!!
            • becia45 Re: mam pytanie...... 26.07.05, 15:04
              Jedyny sposób zainteresowania dzieckiem jaki mu został to przelewanie na konto
              alimentów. Zresztą taki układ matce jak najbardziej pasował. Niech płaci i nie
              wtrąca się w nic.
              • becia45 Re: mam pytanie...... 26.07.05, 15:32
                oj wiele zapewniam Cię. Zadzwonić pewnie, ze można pod warunkiem, ze nie
                zmienia się komórki co miesiąc. Bo stacjonarki to nie mają. Mając na utrzymaniu
                dwojkę dzieci i żonę to naprawdę można sobie robić takie przejażdżki co
                tydzień. W końcu stówka, żeby pocałować klamke to nic. Szczególnie jak człowiek
                utrzymuje się z marnych groszy.
                • kammik Re: mam pytanie...... 26.07.05, 15:35
                  20 lat temu eks tez zmieniala komorki co miesiac? Nie odpowiedzialas na moje
                  pytanie - ile razy twoj mąż pojechal odwiedzic corke (weekendowy bilet PKP to
                  bodajze koszt 55zł)? Czy wystepowal do sądu o uregulowanie kwestii spotkan z
                  dzieckiem? A zreszta, po co ja pytam, odpowiedz chyba jest jasna.
                  • becia45 Re: mam pytanie...... 26.07.05, 15:54
                    "A zreszta, po co ja pytam, odpowiedz chyba jest jasna."

                    oczywiście jesteś jasnowidzem. Wszyscy faceci są najgorsi. Nie interesują się,
                    nie dbają i to ich wina, że nie moga widzieć dziecka. Tak się składa, że dla
                    nas 55 zł musiało wystarczyć na cały tydzień do życia na 4 osoby. Więc nie
                    wyskakuj mi z tekstem, że 55 zł to mało, żeby można było pocałować klamkę.
                    • kammik Re: mam pytanie...... 26.07.05, 15:59
                      Nie, nie wszyscy sa najgorsi. Beznadziejne przypadki to tylko ci, ktorzy
                      potrafia jedynie wyniesc sie z dala od dziecka, nie kiwnac nawet palcem, zeby
                      je choc raz odwiedzic i stękac jaka ta eks niedobra.

                      Dalej mi nie odpowiedzialas na moje pytania. Rozumiem, ze twoj mąż przez 20 lat
                      nie zdolal uzbierac na bilet?
                      • mikawi Re: mam pytanie...... 26.07.05, 16:07
                        z tego co rozumiem nie tyle problem w kasie na bilet, co w tym że w związku z
                        utrudnianiem kontaktu przez matkę (zamknięte drzwi) kasa ta idzie w kosmos. I
                        nie każdego na to stać (mnie np. też by nie było). A skoro becia pisze że mąż
                        całował klamkę, oznacza to że próby kontaktu z jego strony były, tylko
                        właścicielka dziecka się nie zgadzała. A czy 20 lat temu były bilety weekendowe
                        za 55 zł - tego nie wiem smile
                        • mikawi Re: mam pytanie...... 26.07.05, 16:14
                          aaa i jeszcze - becia nie pyta co by było gdyby, ile kosztował bilet i dlaczego
                          mąż go nie kupował co tydzień, pyta co w tej sytuacji tu i teraz jej możecie
                          doradzić. A tu jak zwykle wydawanie wyroków się zaczyna i udowadnianie jaki to
                          ojciec be. A puszczalstwa matki i skrzywdzenia dziecka przez utrudnianie
                          kontaktów i robienie wody z mózgu nie widzisz.
                          • becia45 Re: mam pytanie...... 26.07.05, 16:49

                            właśnie zauważyłam, ze tu nagonka na ojców. Matka co by nie zrobiła to cacy. A
                            że dziecko skrzywdziła to nikt nie widzi. Wkońcu poszkodowana bo mąz ja
                            zostawił bo przyniosła mu dziecko innego faceta do domu!!
                        • kammik Re: mam pytanie...... 26.07.05, 16:50
                          Nie wiem, jaka jest matka, zreszta jakie to ma znaczenie? Twoj mąż dla swojej
                          corki natomiast byl beznadziejnym ojcem. Dalej zreszta jest, bo nawet nie chce
                          zmienic takiego stanu rzeczy.
                          • becia45 Re: mam pytanie...... 26.07.05, 16:55
                            jak możesz oceniać kogoś kogo nie znasz. Jest super ojcem i mężem. Co zdziwiona
                            jesteś??? Zastanawiam się czy ty byś tak szybko chciała sie spotkać na jego
                            miejscu z córką, która była w ośrodku szkolno - wychowawczym. Bo tak SUPER MAMA
                            wychowała. A skąd wiesz, ze nie chce??
                            • kammik Re: mam pytanie...... 26.07.05, 17:22
                              becia45 napisała:

                              > Bo tak SUPER MAMA wychowała.

                              A kto zwolnil ojca z obowiazkow wychowawczych wzgledem corki?

                              > A skąd wiesz, ze nie chce??

                              Z twojego pierwszego postu, cyt. "Skłaniam męża ku spotkaniu się z córką, ale
                              mówi, ze po tylu latach nie ma już ochoty na otwieranie starych ran, że za dużo
                              przeszedł przez eks"
                              • becia45 Re: mam pytanie...... 26.07.05, 18:06

                                > "A kto zwolnil ojca z obowiazkow wychowawczych wzgledem corki?"

                                Matka, robiąc wszystko, aby to ona sama miała możliwość wychowywania dziecka.
                                Tak się składa, że żaden sąd nie przyznał by mu dziecka, ponieważ wyszedł od
                                niej z torba, zostawiając wszystko. I przez wiele lat mieszkał w wynajętym
                                mieszkaniu. Po zatym dobrze wiesz jak sądy "kochają" ojców. Ilu statystycznie
                                ojcą przyznano opiekę nad dziećmi, szczególnie w latach 80-tych?

                                "Skłaniam męża ku spotkaniu się z córką, ale
                                > mówi, ze po tylu latach nie ma już ochoty na otwieranie starych ran, że za
                                dużo przeszedł przez eks" - to nie oznacza, że jest w 100 % pewien, że niechce
                                już odnowić kontaktów.
                                A swoją drogą to chciałabyś (w 100% bez żadnych dylematów), aby do Twojego domu
                                weszła osoba po ośrodku wychowawczym, mająca kontakty z półświadkiem?
                    • kammik Re: mam pytanie...... 27.07.05, 13:24
                      Dziubek, bo takie przeskoki czasowe funduje nam nasza luba becia. Pisala o
                      zmienianiu numerów komórek co miesiac, stad moje pytanie o to, czy 20 lat temu
                      tez je zmieniala. Pozniej zaczela jojczyc, ze taka podroz TERAZ (a nie 20 lat
                      temu) to koszt stu złotych, zatem ją uświadomilam, ze za 5 dych może sobie
                      jezdzic po Polsce skolko ugodno.
        • burza4 Re: mam pytanie...... 26.07.05, 15:34
          Coż - nie z każdym członkiem rodziny ma się ochotę utrzymywać kontakt, prawda?
          Zresztą - mówiąc brutalnie - rodzinne więzy łączą z nią - jedynie twojego męza
          i twoje dzieci - CIEBIE NIE. Więc nie rozumiem TWOJEJ inicjatywy - z tego co
          piszesz, nikt poza tobą nie jest szczegolnie tymi kontaktami zainteresowany.

          Nawiasem mówiąc - twoja historia jest mi bardzo bliskasmile)) napiszę do ciebie na
          priv
    • vialle Re: mam pytanie...... 26.07.05, 19:40
      powiem wprost - nie podoba mi sie postawa Twojego meza. Nie przemawiaja do mnie
      tlumaczenia ze 5 dzieci kazde z innym, ze maz mial dosc ponizen i dlatego
      odpuscil sobie troske o wlasne dziecko, ani argument o odleglosci i pisaniu
      listow. To jego corka i im gorzej jej sie dzialo i komplikowalo sie jej zycie,
      tym bardziej on powinien byc zmotywowany by dziewczynie pomoc. Jak rozumiem
      byla w osrodku wychowawczym - a co zrobil tata? Nie dziwie sie ze mado niego
      zal.

      Moim zdaniem powinien postarac sie ja teraz wesprzec, skoro nie robil tego cale
      zycie. A wyglada, ze zamiast myslec jak pomoc szukacie argumentow zeby nie
      pomagac.
      • becia45 Re: mam pytanie...... 26.07.05, 20:18
        vialle napisała:

        > powiem wprost - nie podoba mi sie postawa Twojego meza. Nie przemawiaja do
        mnie tlumaczenia ze 5 dzieci kazde z innym, ze maz mial dosc ponizen i dlatego
        odpuscil sobie troske o wlasne dziecko, ani argument o odleglosci i pisaniu
        listow. To jego corka i im gorzej jej sie dzialo i komplikowalo sie jej zycie,
        tym bardziej on powinien byc zmotywowany by dziewczynie pomoc.

        A co twoim zdaniem powinien zrobić??

        Jak rozumiem
        > byla w osrodku wychowawczym - a co zrobil tata? Nie dziwie sie ze mado niego
        > zal.

        A co mógł zrobić jeśli dowiedział się dopiero po fakcie, że dziecko jest w
        ośrodku? Matka nie raczyła mu nic powiedzieć, bo nie daj Boże dałby jej mniej
        alimentów. A tak mogłabrać kasę na dziecko, które wychowywał ośrodek!!


        > Moim zdaniem powinien postarac sie ja teraz wesprzec, skoro nie robil tego
        cale
        >
        > zycie.

        Ja nigdzie nie pisałam, że nigdy jej nie wspierał.A tym bardziej całe życie.

        wyglada, ze zamiast myslec jak pomoc szukacie argumentow zeby nie
        > pomagac.

        Ja mówię o kontaktach a nie pomocy. Zresztą skąd możesz wiedzieć czy potrzebuje
        pomocy ojca?

        A tak wogóle to próbujecie siadać tylko na ojca, nie komentując zachowania
        kochającej matki. Czy matka powinna tak postępować? Bo dla mnie odpowiedź jest
        jasna. Czy jest usprawiedliwiona waszym zdaniem? Bo widzę, że tak


        • berkot Re: mam pytanie...... 26.07.05, 20:35
          becia45 napisała:
          min:
          A tak wogóle to próbujecie siadać tylko na ojca, nie komentując zachowania
          > kochającej matki. Czy matka powinna tak postępować? Bo dla mnie odpowiedź
          jest jasna. Czy jest usprawiedliwiona waszym zdaniem? Bo widzę, że tak

          No cóż, dziecko posiada dwoje rodziców?????? tak?????
          A tak naprawde, to Twój mąż powinien sobie odpowiedziec na pytanie, czy
          zrobiłem wszystko, żeby MOJEMU dziecku nie stała sie krzywda.
          Nie oceniam Twojego męża, ale z doświadczenia wiem, że czasem jest wygodniej
          przyjąc prawde, która nas jakby zwalnia z wyrzutów sumienia........
          Co do meritum sprawy, nie wiem czy roztrzasanie na jakimkolwiek forum tego
          problemu pomoże Waszej rodzinie, Ty masz juz swoją koncepcje, a co post to inne
          zdanie
          Ja mysle, ze nie ma co zamiatac problemu pod dywan, bo może sie objawic w
          najmniej spodziewanym momencie.
          Oczywiście to moja subiektywna oopinia, i jest tak samo dobra lub zła jak inne
          tu zamieszczone.
          pzdr
          berkot
          • becia45 Re: mam pytanie...... 26.07.05, 20:50
            mnie nic nie musi zwalniać z wyrzutów sumienia. Więc nie dla własnego sumienia
            to robię. Po za tym nie wiem czemu uważasz, ze co post to inne zdanie. A
            uważasz,że jaką ja mam już koncepcję? Bo ja sama nie wiem jaką mam. Może mnie
            uświadomisz??
            • berkot Re: mam pytanie...... 26.07.05, 21:44
              Bez przesady nawet jak pytam kogos o zdanie to nie znaczy, ze nie mam żadnej
              koncepcji, zreszta co by było to warte, skoro miałabym polegac tylko i
              wyłacznie na cudzym osadzie, wszak może moze on byc spowodowany własnymi,
              dobrymi badź złymi doświadczeniami, o obietywizm wtedy trudno.
              A koncepcja moja jest taka, że chcesz załatwić ten problem za swojego męża, a
              to jest Jego problem.
              Wracając do wyrzutów sumienia, to nie Ciebie one powinny dotyczyc.
              Naprawde, wiem, że czasem wygodniej jest zyc ze swiadomościa własnej krzywdy
              niż ze świadomościa, że nie zrobiło sie WSZYSTKIEGO.
              Co do postów, to nie zauważam w nich jednomyslności..........

              PS. czy brałas pod uwage nawiązanie kontaktów przez przyrodnie rodzeństwo, moze
              mlodzi sie potrafia dogadac, ale to tylko naprawde luźna uwaga, po prostu.
              pzdr
              berkot


              • becia45 Re: mam pytanie...... 26.07.05, 22:29
                Na pewno się dogadają szczególnie gdy moje dzieci są w wieku 1,5 i 4,5 a córka
                męża w wieku 20 lat. Moja mała prędzej dogadałby się z wnuczką mojego męża,
                (są w tym samym wieku)niż z własną przyrodnią siostrą.
        • vialle Re: mam pytanie...... 27.07.05, 11:52
          becia, nie interesuje mnie matka i zabawa w kamionowanie kogokolwiek.
          Interesuje mnie dziecko. A dziecko - jak wynika z Twojego postu - zostalo olane
          pod pretekstami odleglosci, zlej matki, etc.
          • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 12:35
            vialle napisała:

            > becia, nie interesuje mnie matka i zabawa w kamionowanie kogokolwiek.
            > Interesuje mnie dziecko. A dziecko - jak wynika z Twojego postu - zostalo
            olane
            >
            > pod pretekstami odleglosci, zlej matki, etc.

            ja nie zamierzam tu nikogo kamionować. Dla mnie dziecko byłoby olane gdyby
            ojciec wyprowadził się, nie chciałby znać dziecka ani widywać, nie utrzymywałby
            go.

    • delecta Re: mam pytanie...... 26.07.05, 21:32
      A skąd wiesz, że dziecko uważa, że wszystkiemu jest winny ojciec?

      Nie wyobrażam sobie, jak można po prostu odpuścić spotkania z córką,
      niezależnie od jej wieku. Chyba trzeba przejść przez jej bunty, akty wrogości,
      demonstracje... Niezależnie od tego, co mówiła matka, córka na pewno łaknęła
      bliskości z ojcem. Dziecku, z którym się żyje pod jednym dachem różne
      zachowania się wybacza. Walka o dziecko, to nie żadne "poniżanie", jak piszesz.
      Nasz znajomy (winien "rozkładu pożycia") podglądał z daleka, jak dziecko bawi
      się w piaskownicy, jeździł na kolonie, żeby małą tylko zobaczyć na plaży,
      opłacił kamerzystę, żeby nagrać jej komunię. Przysyłał jej życzenia z różnych
      okazji na adres szkoły. Nie ciągnął na siłę, jak była mała i reagowała płaczem
      i złością na jego widok, przetrzymał spotkania - w obecności kuratora, podczas
      których dziewczynka ani razu nie odzywała się. Na 13 urodziny (była gdzieś na
      wakacjach) wysłał na adres kolonii album z jej zdjęciami, które
      robił "podstępem". Odesłała mu kopertę pełną drobniutkich ścinków.

      Teraz spotykają się, nie tylko dlatego, że matka nieco odpuściła, gdy
      nastolatka trafiła na dłużej do szpitala. Panienka najpierw udawała
      nieprzytomną, potem śpiącą, w końcu zmieszała go z błotem i zrobiła awanturę na
      cały oddział. Woził ją na rehabilitację (matka nie mogła) i z czasem zaczęła
      odzywać się. Nie są to normalne kontakty z dzieckiem, bardziej jak z dalekim
      wujkiem, ale jednak...
      Dodam, że znajomemu dopiero teraz powodzi się bardzo dobrze. Jako mocno dorosły
      skończył studia i ma świetną pracę. Przedtem tłukł się po nocach pociągiem za
      pożyczone pieniądze (fakt, że czasem od panienek) i tylko po to, żeby pocałować
      klamkę lub popatrzeć na dzieciaka przez lornetkę.
      • becia45 Re: mam pytanie...... 26.07.05, 22:42
        ale Twój znajomy był winien pożycia, więc mógł się w większym stopniu czuć
        winny. Tu natomiast rozkładu pożycia była winna żona. I to nie jest subiektywna
        ocena mojego męża ani moja.A skąd wiem? Miałam możność z nią rozmawiać
        telefonicznie. Pewnie, mój mąż wcześniej też podejmował wiele prób kontaktu z
        córką. Fakt, ze później odpóścił. W momencie kiedy założył nową rodzinę
        (zaznaczam, że po 13 latach)zaczął dbać o to co ma. I uważam, że to jest
        zdrowe. W końcu też mu się od życia coś należy. Nie tylko poniżenie i łaska czy
        ktoś go przyjmnie i będzie chciał go widzieć. Piszesz, ze dziecko napewno
        łaknęło bliskości. Pewnie tak. Tylko ciągle nie rozumiem co matkami kieruje, ze
        nie chcą żeby dziecko widywało ojca? Ojca który potrrafi być dobrym ojcem.
        Czemu odbirają dziecią taką miłość??
        • pelaga Re: mam pytanie...... 27.07.05, 07:33
          > ale Twój znajomy był winien pożycia, więc mógł się w większym stopniu czuć
          > winny. Tu natomiast rozkładu pożycia była winna żona.

          A jakie to ma znaczenie jesli chodzi o uczucia ojciec-dziecko??? Jakie to ma
          znaczenie dla dziecka???

          > telefonicznie. Pewnie, mój mąż wcześniej też podejmował wiele prób kontaktu z
          > córką. Fakt, ze później odpóścił. W momencie kiedy założył nową rodzinę
          > (zaznaczam, że po 13 latach)zaczął dbać o to co ma. I uważam, że to jest
          > zdrowe. W końcu też mu się od życia coś należy. Nie tylko poniżenie i łaska
          > czy ktoś go przyjmnie i będzie chciał go widzieć.

          I tutaj jest cala motywacja zachowan twojego meza, twoje jej usprawiedliwienie
          i pokretne tlumaczenie, jako chec zagluszenia wyrzutow sumienia.
          Twoje maz nie zrobil wiele, aby pomoc swojemu dziecku nie wyladowac w osrodku
          szkolno-wychowawczym.

          Napisz nam ile spraw w sadzie bylo o uregulowanie kontaktow ojca z corka???

          Prawdziwi ojcowie, ktorzy kochaja swoje dzieci, a nie jedynie walcza o prawa
          potrafia walczyc o dziecko i jego uczucia.

          A co kieruje matkami zabraniajacymi kontaktow tego niestety nie wiem. Moze
          nienawisc do bylego meza/partnera??? Nikt tutaj nie usprawiedliwia
          bezpodstawnego utrudniania kontaktow, ale dlaczego mialybysmy popierac ojca,
          ktory ODPUSCIL sobie dziecko bo tak bylo wygodniej???
    • jane795 Re: mam pytanie...... 26.07.05, 22:33
      Cześć!
      Ja też uważam,że ojciec nie zrobił wszystkiego aby być przy córce.Powinien
      walczyć,nie odpuszczać,domagać sie spotkań ustalonych przez sąd,nawet w
      obecności kuratora.Wiem,że nie jest to łatwe ale w sądzie też są ludzie,gdyby
      zobaczyli determinację i MIŁOSĆ napewno coś by uzyskał.Eks mojej koleżanki ma
      prawo widzenia sie z dziecmi mimo,ze ma sprawę o przemoc wobec nich tylko,ze
      widuje je w obecności tej kolezanki,psychologa lub kuratora.A jak mówią
      psychologowie za kłopoty dziecka odpowiedzialni są rodzice.I to oboje.
      Zal mi bardzo tej jego corki.Widzę biedne skrzywdzone dziecko przez matkę,które
      nie mogło liczyć na swojego tatę.Na pewno na swoj dziecięcy sposob,próbowała
      pokazać jak jej zle az skonczyło to sie pobytem w osrodku.Wiem,ze na pewno nie
      zgadzasz sie ze mną moze nawet jestes zła.Ale postaraj sie spojrzec na swojego
      męża obiektywnie...choć wiem,jakie to trudne....Pozdrawiam Cię gorąco
      • becia45 Re: mam pytanie...... 26.07.05, 22:53
        w pewnym sensie się zgadzam, ale nie we wszystkim. Napewno dziecko cierpiało.
        Tylko, że gdyby widywali się raz w miesiacu (przykładowo)to nie wiem czy by
        miało duży wpływ na wychowanie dziecka. Dzieli ich duża odległość, więc na
        bardzo częste wizyty nie byłoby go stać. Po zatym nie każdego staś na jeżdżenie
        na sprawy w drugi koniec Polski. Po zatym nikt mi tu nie chce powiedzieć
        dlaczego samotne matki tak się zachowują, że nie dają widywać się z dzieckiem.
        Po drugie ja nie pytam co powinien zrobić kiedyś i co zrobił źle a co dobrze,
        tylko co powinien zrobić teraz.
        • jane795 Re: mam pytanie...... 26.07.05, 23:19
          Uważam,że za wszelką cenę próbować nawiązać kontakt...Walczyć o córkę o jej
          uczucia i miłość wnuka?wnuczki?...Tłumaczyć,wybaczać ostre słowa(na pewno będą
          z jej strony)i okazywac miłość.Namawiaj go do tego,delikatnie i z
          wyczuciem.Teraz to nie tylko corka ale i wnuczę...szkoda byłoby..Pozdrawiam..I
          wybacz,ze radzę.Nie mam tego w zwyczaju ale w pracy często mam kontakt z
          umierającymi ludzmi i wiem,ilu rzeczy w życiu załują.Nie materialnych ale
          własnie takich zaniedbań,kłotni niepotrzebnych sporów...
        • delecta Re: mam pytanie...... 26.07.05, 23:23
          Spotkania raz w miesiącu chyba są lepsze, niż żadne.
          A co dzieciaka obchodziło, ze ojca nie stać na wizyty? Raz w miesiącu - to nie
          byłby chyba wielki wydatek.
          Mój znajomy dwukrotnie "szedł" za dzieckiem, zaczynając w nowych miejscach
          życie od niczego. Spasował po kolejnej przeprowadzce. Byłą żonę widziałam raz
          (mój mąż był proszony o funkcję mediatora), powiedziała, że nie życzy sobie
          ujawniać powodów, dla których nie pozwala na kontakty z dzieckiem.
          Może jakieś były i stąd ten kurator? Nie wiem.

          Wydaje mi się, że jeśli Wasza ex była dyskusyjnego prowadzenia, to trzeba było
          podjąć jakieś działania prawne. Odnoszę jednak wrażenie, że nie jest to sprawa
          rozrywająca serce Twojemu mężowi. Na podstawie postów na forum widzę, że nowe
          dzieci wygrywają już na starcie.

    • leeya Re: mam pytanie...... 26.07.05, 23:49
      Wiesz Becia,

      Bronisz swojego meza, co jest zrozumiale, ale tak troche obiektywnie na te
      sytuacje spojrz... W KRO jest taki zapis, ze mozna pozbawic praw rodzicielskich
      matke ze wzgledu na kilka czynnikow. M.in. tam jest cos o razacym zaniedbywaniu
      dziecka i niemoralnym prowadzeniu sie. Gdyby byl taki super ojcem, to nie
      odpuscil by. I wlasnie pisze to ze wzgledu na "prowadzenie" sie Matki tego
      dziecka. Wiesz, tak jakos widzi mi sie, ze dal ciala w przeszlosci... Wiec
      teraz powinien nawiazac kontakt z corka. A przynajmniej sprobowac. To, ze
      dziewczyna jest samotna matka i ma kontakty w polswiadku... Hmmm... Dlatego ja
      skreslac jako corke i do domu nie wpuszczac? Ale coz, to musi byc jego decyzja.
      TY w tym calym ukladzie mozesz Go wspierac. Bo tak miedzy bogiem a prawda, nie
      Twoj biznesik. To Twoj maz ma podjac decyzje co dalej i jak sie zachowac.

      Leeya

      PS. I jeszcze odpowiedz na Twoje pytanie. Tak, znam czlowieka, ktory w latach
      80 wywalczyl sadownie opieke nad dzieckiem i pozbawienie praw rodzicielskich
      matki. I wiesz za co? Za to, ze corka miala zatarczki z prawem, a mamusia jej
      nie dopilnowala, o byla zajeta nowym "menzem". Czyli tak jak u Twojego meza
      bylo. Tyle tylko, ze mojemu wujkowi sie chcialo. Bo wlasnie dziecko bylo dla
      niego najwazniejsze. I nawet jazda mazury-Szczecin co tydzien Go nie
      zalamywala. Wyrwal ja stamtad jak miala 14 lat. Dzis Goska jest szczesliwa mama
      2 dzieci i mezatka.
      • ania_rosa Re: mam pytanie...... 27.07.05, 00:38
        Wiesz co, Becia? Mnie się wydaje, że Ty Jesteś bardzo dobrą żoną. Nie rozumiem
        jednak sensu Twojego postu. Chcesz, abyśmy wspólnie z Tobą powieszały psy na
        wyrodnej matce? Pomoże Ci to w czymś?
        Jesli ma Ci to zrobić dobrze na samopoczucie, to prosze bardzo: Twoja Eksia jest
        podłym babonem, wredną suką, która spraprała życie dzieciom, puszczalską zdzirą,
        prymitywną żmiją.
        A teraz powiedz mi, co Ci powyższe słowa rozwiązały?
        Rozumiem Twoją lojalność wobec męza, ale fakty są takie, że nie było go przy
        córce przez DWADZIEŚCIA lat. Przez pierwszy rok nie jeździły pociągi, przez
        drugi całował klamki, przez trzeci nie miał kasy- czy jednak każdy rok potrafisz
        usprawiedliwić gładko brzmiącym argumentem?
        A teraz popatrz na swoje dzieciaki. Mieści Ci się w głowie, że ktoś mógłby nie
        widzieć ich przez dwadzieścia lat?
        W tym czasie ta córka chodziła do szkoły i nie było nikogo, kogo interesowałaby
        jej cenzurka. Bo matka- jak rozumiem z Twoich postów- miała to w nosie. nie było
        nikogo, kto wyciągnąłby do niej rękę, kiedy trafiła do ośrodka. Nie było ojca
        przy jej dojrzewaniu, ciązy i narodzinach wnuka.
        W jej życiu po prostu W OGÓLE nie było ojca- czy Ci się to podoba, czy nie. I
        nie ma na dobrą sprawę satysfakcjonującego wytłumaczenia, dlaczego tak się stało.
        Widzisz, grzechem jest nie tylko uderzenie kogoś w twarz, ale też zaniechanie
        działania, kiedy widzimy, że komuś się dzieje krzywda. I choćby tysiąc innych
        osób także powstrzymywało się od działania, to jednak DZIELIMY Z NIMI
        ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Właśnie za to, że palcem nie kiwnęliśmy.
        Nie myśl, że Cię atakuję, ale gdzie był Twój mąz, kiedy córka miała problemy,
        które doprowadziły ją aż do ośrodka?
        Chciałabyś obarczyć matkę całą winą. Ja nie mówię, że tej winy nie ma. Pamiętaj
        jednak, że w życiowej walizce Twojej pasierbicy znalazło się tylko to, co
        włożyli tam OBOJE rodzice. I cóż z tego, że wkładem ojca było zaniechanie?
        Deficyt też jest wkładem, tyle że ujemnym. Pustym miejscem, które wypełniło się
        czymś innym, choć mogło wypełnić się wartościowymi rzeczami. Czasem brak uwiera
        bardziej niż pełnia i jest bardziej widoczny. I ten brak ma swoje konsekwencje.

        Co robić teraz? Nie mam pojęcia. Myślę, że teraz można tylko przyjrzeć się
        sprawie uczciwie i zdecydowac, czy Twój mąz nawiązuje ten kontakt, czy nie.
        Jesli jednak ma to zrobić tylko po to, aby powiedzieć córce "zmarnowałaś sobie
        zycie"- to lepiej niech milczy. Jej klęska życiowa jest także jego klęską, nawet
        jeśli jeszcze nie dojrzał do takiego spojrzenia.
        pzdr
        Rosa
        • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 09:42
          ania_rosa napisała:

          > Nie rozumiem jednak sensu Twojego postu. Chcesz, abyśmy wspólnie z Tobą
          powieszały psy na wyrodnej matce? Pomoże Ci to w czymś?

          Nie nie chodzi mi o to żeby wieszać psy na wyrodnej matce. Tylko zauwazyłam, ze
          poniektore tutaj z Pań wieszają psy na moim mężu. Nie widząc zachowań matki.
          Która notabene poszła na studia pedagogiczne i nie ma nic sobie do zarzucenia!!


          > A teraz powiedz mi, co Ci powyższe słowa rozwiązały?
          > Rozumiem Twoją lojalność wobec męza, ale fakty są takie, że nie było go przy
          > córce przez DWADZIEŚCIA lat. Przez pierwszy rok nie jeździły pociągi, przez
          > drugi całował klamki, przez trzeci nie miał kasy- czy jednak każdy rok
          potrafis
          > z
          > usprawiedliwić gładko brzmiącym argumentem?

          Naprawde nie rozumiem tego dlaczego uważasz takie rzeczy gładko brzmiącymi
          argumentami. Dla jednych są to może takie argumenty, ale dla innych mogą być to
          duże argumenty. Ja nigdy nie napisałam, ze nie było go przez dwadzieścia lat
          przy córce. zawsze gdy potrzebowała pomocy i miał telefon lub list, ze coś jest
          nie tak to jechał od razu do niej. Był nawet okres, gdy dziecko było
          przywiązane do niego bardzo. Lecz mama zrobiła wiele rzeczy by ten stan rzeczy
          zmienić.

          > A teraz popatrz na swoje dzieciaki. Mieści Ci się w głowie, że ktoś mógłby nie
          > widzieć ich przez dwadzieścia lat?

          Nie, nie mieści mi się to w głowie. Lecz nigdy nie zabraniałabym eks mężowi
          zabraniać widywać dzieci (pomijam tu jakąś patologię po stronie eksa)
          > W tym czasie ta córka chodziła do szkoły i nie było nikogo, kogo
          interesowałaby
          > jej cenzurka. Bo matka- jak rozumiem z Twoich postów- miała to w nosie. nie
          był
          > o
          > nikogo, kto wyciągnąłby do niej rękę, kiedy trafiła do ośrodka.

          Była mtka. Bo tak się składa, że nie raczyła ojcu powiedzieć, ze z dzieckiem
          dzieje się coś nie tak. Tak się składa, ze gdyby on o tym wiedział to nie
          dopuściłby do tego. O tym, że dziecko jest w ośrodku dowiedział się już po
          fakcie. Matka nie chciala, aby on o tym wiedział. Rzecz jasna chodziło o
          alimenty. Tak mogła brać pieniążki na dziecko które dwa lata było w ośrodku.

          W OGÓLE nie było ojca- czy Ci się to podoba, czy nie. I
          > nie ma na dobrą sprawę satysfakcjonującego wytłumaczenia, dlaczego tak się
          stał o.

          Tak bym tego nie nazwała. Ojca nie ma wtedy, gdy oleje sprawę, nie che widywać
          dziecka, ani nie dać ani grosza na jego utrzymanie.


          > Nie myśl, że Cię atakuję, ale gdzie był Twój mąz, kiedy córka miała problemy,
          > które doprowadziły ją aż do ośrodka?

          wiesz tak prawdę mówiąc to jego eks było to na rękę, żeby dzicko trafiło do
          takiego ośrodka. Bo jak się później dowiedzieliśmy od dyrektora tej placówki.
          To jego córka trafiła tam na wnisek matki. Jej układ typu branie alimentów na
          dziecko, którego nie wychowuje bardzo odpowiadał.


          > Chciałabyś obarczyć matkę całą winą.

          nie, nie chciałbym. Lecz nie wszystko da się zrobić na siłe.


          > Jesli jednak ma to zrobić tylko po to, aby powiedzieć córce "zmarnowałaś sobie
          > zycie"- to lepiej niech milczy.

          Mój mąz nie należy do takich osób, któr miałby się spotkać tylko w takim celu.

          >Jej klęska życiowa jest także jego klęską, nawet jeśli jeszcze nie dojrzał do
          takiego spojrzenia.

          Ja bym powiedziała, ze większą klęskę poniosła matka. Bo teraz ma na głowie
          córkę z dzieckiem i brak kasy, która była najważniejsza w jej zyciu. Gdyby
          zajęła się wychowywaniem dzieci, a nie tylko sobą (zmienianiem ciągle partnerów
          życiowych)i walką o pieniądze to by zapewne do tego nie doszło.


          • pelaga Re: mam pytanie...... 27.07.05, 11:13
            > Tylko zauwazyłam, ze
            > poniektore tutaj z Pań wieszają psy na moim mężu. Nie widząc zachowań matki.

            Po raz kolejny na tym forum zapytam:
            Czy sq...stwo matki usprawiedliwia bandytyzm ojca wobec dziecka????
            Czy jesli matka to suka to ojciec jest juz zwolniony z odpowiedzialnosci za
            dziecko???
            Baciu KTO napisala, ze matka to aniol dobroci i ideal postepowania??????????
            NIKAT nie pochwalal matki, ale to nie znaczy, ze twoj maz jest super ojcem
            roku, dla mnie jest facetem, ktory olal swoje dziecko.
            • e_r_i_n Re: mam pytanie...... 27.07.05, 12:55
              pelaga napisała:

              > Czy sq...stwo matki usprawiedliwia bandytyzm ojca wobec dziecka????

              Dobre pytanie... Ja je odwroce: czy (uzywajac Twojego jezyka) sq...stwo ojca
              usprawiedliwa zle zachowanie matki? Odpowiedz znam - tak, bo matka DBA O DOBRO
              DZIECKA.
      • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 07:39
        leeya napisała:

        >
        W KRO jest taki zapis, ze mozna pozbawic praw rodzicielskich
        >
        > matke ze wzgledu na kilka czynnikow. M.in. tam jest cos o razacym
        zaniedbywaniu
        >
        > dziecka i niemoralnym prowadzeniu sie.

        Pewnie i i można, tylko co by dało pozbycie praw rodzicielskich matkę? Jedynie
        umieszczenie dziecka w domu dziecka. Bo jak pisałam wcześniej, mój mąż nie
        posiadał nic, nawet mieszkania. Więc jaki sąd przyznałby mu dziecko? Czy to
        byłoby sensowne zabrać dziecko od matki po to by sąd umieścił je w domu dziecka?


        Gdyby byl taki super ojcem, to nie
        > odpuscil by. I wlasnie pisze to ze wzgledu na "prowadzenie" sie Matki tego
        > dziecka.

        Ciekawa jestem czy jak by twój mąż przyniósł ci do domu dziecko, które ma z
        kochanką to byś od niego nie odeszła? Nie, przecież po co. Napewno
        wychowywałabyś je jak swoje. A zdradę póściła w nie pamięć. Po co miał by ktoś
        zarzucić, ze opuściłaś męża i dziecko (przy założeniu, że dziecko zostałoby z
        nim)


        Za to, ze corka miala zatarczki z prawem, a mamusia jej
        > nie dopilnowala, o byla zajeta nowym "menzem".

        Nie mężem tylko kilkoma mężami. I nie tylko to dziecko trafiło do ośrodka.


        Czyli tak jak u Twojego meza
        > bylo.

        tylko, ze między córką, którą ma z eks a naszym młodszym dzieckiem jest 15 lat
        różnicy! Więc nie wiem jak możesz mówić, ze zajął się nową rodziną. A nie jak u
        jego eks rok. Myślę, ze facet po 15 latach ma też prawo założyć własną rodzinę.
        Mieć prawo do tego, zeby nikt mu nie zabraniał do kontaktów z dzieckiem
        • leeya Re: mam pytanie...... 27.07.05, 09:39
          Becia, udajesz, ze nie zrozumialas czy na prawde masz klopoty ze slowem
          pisanym?? Przeciez w PSie podalam nie historie TWOJEGO M a MOJEGO WUJKA, ktory
          wywalczyl w latach 80 prawo do opieki nad dzieckiem. Pytalas gdzies we
          wczesniejszych postach o to, czy znamy kogas takiego. No to podalam przyklad.

          A co do reszty to:


          becia45 napisała:
          >
          > Pewnie i i można, tylko co by dało pozbycie praw rodzicielskich matkę?
          Jedynie
          > umieszczenie dziecka w domu dziecka. Bo jak pisałam wcześniej, mój mąż nie
          > posiadał nic, nawet mieszkania. Więc jaki sąd przyznałby mu dziecko? Czy to
          > byłoby sensowne zabrać dziecko od matki po to by sąd umieścił je w domu
          dziecka
          > ?
          ----------------------
          Nie wiem, czy by sad przyznal mu dziecko czy nie, ale zdaje sie, ze dla sadu
          nie jest wazne, czy ktos ma mieszkanie czy mieszka w wynajetym, ale to, czy
          KOCHA dziecko i zapewnia mu normalne warunki rozwoju. Pytanie, czy ojciec
          CHCIAL zajac sie dzieckiem czy mial dziecko i jego rozwoj w powazaniu.

          >
          > Ciekawa jestem czy jak by twój mąż przyniósł ci do domu dziecko, które ma z
          > kochanką to byś od niego nie odeszła? Nie, przecież po co. Napewno
          > wychowywałabyś je jak swoje. A zdradę póściła w nie pamięć. Po co miał by
          ktoś
          > zarzucić, ze opuściłaś męża i dziecko (przy założeniu, że dziecko zostałoby z
          > nim)
          ---------------------------
          Mylisz sie, zabralabym dzieci i odeszla. Ale jak zauwazylas ZABRALABYM SWOJE
          DZIECI. Na pewno nie zostawilabym ich partnerowi, ktory robi
          takie "niespodzianki".


          >
          > Nie mężem tylko kilkoma mężami. I nie tylko to dziecko trafiło do ośrodka.
          ---------------------
          Pisalam o SWOIM WUJKU, nie o sytuacji TWOJEGO M. A znajac sytuacje tym bardziej
          zrobilabym wszystko, ze by choc MOJE dziecko uratowac z takiej patologii. Skoro
          pytasz co JA bym zrobila, to odpowiadam.

          > tylko, ze między córką, którą ma z eks a naszym młodszym dzieckiem jest 15
          lat
          > różnicy! Więc nie wiem jak możesz mówić, ze zajął się nową rodziną. A nie jak
          u
          >
          > jego eks rok. Myślę, ze facet po 15 latach ma też prawo założyć własną
          rodzinę.
          -----------------------
          Az przeczytalam jeszcze raz swoj post. Bo mnie przycielo. GDZIE JA NAPISALAM,
          ZE NIE MIAL PRAWA SOBIE ZYCIA UKLADAC??? Kobieto, jak odpisujesz mi, to odnos
          sie do mojego postu. Oczywiscie, ze mial prawo!! Czlowiek jest zwierzyna stadna
          i w stadzie mu najlepiej. A poza tym znow odnosisz sie do czesci mojego postu w
          ktorej pisalam o moim wujku.

          >
          > Mieć prawo do tego, zeby nikt mu nie zabraniał do kontaktów z dzieckiem
          -----------------------
          Nie, nie zgodze sie z Toba. TO DZIECKO MA PRAWO DO OJCA. TO DZIECKO MA PRAWO DO
          GODNYCH WARUNKOW ZYCIA. TO DZIECKO MA PRAWO DO ROZWOJU W JAK NAJLEPSZYCH
          WARUNKACH. Ktore z tych praw dziecka spelnil Twoj maz?? Achhh.. Zapomnialam.
          Exia mu nie pozwalala, mial wynajete mieszkanie, nie mial pieniedzy i tak dalej
          i tak dalej.

          A tak na koniec jeszcze. Sama gdzies tam napisalas, ze po co wracac do
          przeszlosci, masz konkretny problem na teraz i nie wiesz co zrobic. A sama z
          uporem maniaka komentujesz tylko te wypowiedzi, ktore dotycza przeszlosci... I
          powiem jeszcze, ze nie rozumiem Twojego M. Ani z tym co zrobil w przeszlosci,
          ani w tym co robi teraz. Bo co, corka z "przeszloscia" to hanba dla rodziny??
          No i co ludzie powiedza....

          Leeya
          • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 10:00
            leeya napisała:

            > Becia, udajesz, ze nie zrozumialas czy na prawde masz klopoty ze slowem
            > pisanym?? Przeciez w PSie podalam nie historie TWOJEGO M a MOJEGO WUJKA,
            ktory

            nie nie mam problemów. Dorze wiem o czym pisałaś. Tylko obie dobrze wiemy ilu
            statystycznie ojcą przyznają prawo opieki. Jes to naprawdę nie wielki odsetek.
            Po za ty w Sądzie w Białej Podlaskiej nie miał by żadnych szan bo Pani M ma tam
            dobre znajomości.

            > ----------------------
            > Nie wiem, czy by sad przyznal mu dziecko czy nie, ale zdaje sie, ze dla sadu
            > nie jest wazne, czy ktos ma mieszkanie czy mieszka w wynajetym, ale to, czy
            > KOCHA dziecko i zapewnia mu normalne warunki rozwoju. Pytanie, czy ojciec
            > CHCIAL zajac sie dzieckiem czy mial dziecko i jego rozwoj w powazaniu.

            Napewno sąd by uznał, że bez mieszkania i bez meldunku zapewniłby dziecku i
            dostatnie życie. Miał w poważaniu, gdyby nie miał to by całkowicie olał sprawę
            od razu po rozwodzie.

            > Mylisz sie, zabralabym dzieci i odeszla. Ale jak zauwazylas ZABRALABYM SWOJE
            > DZIECI. Na pewno nie zostawilabym ich partnerowi, ktory robi
            > takie "niespodzianki".

            Tylko ty jesteś w o tyle lepszej sytuacji, ze jesteś kobietą. A gdybyś nie
            miała dach nad głową to nie wiem czy tak szybko byś spakowała manatki i wyszła
            z dzieckiem na ulicę.

            > ---------------------
            > Pisalam o SWOIM WUJKU, nie o sytuacji TWOJEGO M. A znajac sytuacje tym
            bardziej zrobilabym wszystko, ze by choc MOJE dziecko uratowac z takiej
            patologii.
            często zastanawiam się czy to według sądu jest patologia. Bo przecież matka nie
            znęca się nad dziećmi, nie pije, nie pali, ba nawet studiuje pedagogikę.

            Napisałaś wyraźnie, ze zają się nową rodziną. Ja nie uważam, ze załołenie po
            tylu latach drugiej rodziny. To olanie sprawy dziecka.


            • leeya Re: mam pytanie...... 27.07.05, 10:36
              Wiesz Beciu, dyskusja z Toba mija sie z celem. Napisalam w pierwszym poscie,
              sprobuj spojrzec na sytuacje obiektywnie, a nie przez pryzmat Twojej milosci do
              meza i tego jakim teraz jest ojcem. Rozumiem, ze bronisz Go z uporem maniaka.
              Ba!! Ja tez bym bronila swoje meza z uporem maniaka, a przynajmniej publicznie.
              Jednak prawda OBIEKTYWNA jest taka, ze dal ciala w przeszlosci i odpuscil sobie
              corke. Wiesz, nie dociera do mnie to, co mowisz o braku mieszkania, meldunku,
              pieniedzy, zakazie kontaktow z corka. Piszesz gdzies tam, ze jak dostal list
              czy telefon to pomagal corce. Jednak przez 2 lata jej pobytu w osrodku
              wychowawczym nie wiedzial o tym. Sama napisalas, ze dowiedzial sie po fakcie. A
              co do patologii, znajomosciach w sadzie i przyznawaniu opieki ojcu. Jezeli
              dziecko laduje w osrodku wychowawczym na wniosek matki, to znaczy, ze matka nie
              jest w stanie wychowywac samodzielnie dziecka. Wiec ojciec jak najbardziej
              mialby powod, aby starac sie o przejecie opieki nad dzieckie. Brak meldunku?? W
              tych czasach kazdy musial byc gdzies zameldowany, wiec i On meldunek mial. Ze
              nie w miejscu rzeczywistego zamieszkanie? To co?? To sa przeszkody, ale nie
              wykluczaja mozliwosci zajecia sie dzieckiem. ale do tego trzeba bylo checi, a
              nie marudzenia, ze ex mi utrudnia. Dlatego teraz powinien sprobowac nawiazac
              kontakt z corka, aby odbudowac relacje miedzy nimi. A przynajmniej sprobowac.


              becia45 napisała:

              > Napisałaś wyraźnie, ze zają się nową rodziną. Ja nie uważam, ze załołenie po
              > tylu latach drugiej rodziny. To olanie sprawy dziecka.
              ------------------
              Prosze o cytat, bo ja jakos po trzykrotnym przeczytaniu mojego postu nie widze
              nawet nic takiego, co mogloby takie cos SUGEROWAC. Nie mowiac o napisaniu
              czegos WPROST.

              Leeya
              • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 18:30
                " Za to, ze corka miala zatarczki z prawem, a mamusia jej
                nie dopilnowala, o byla zajeta nowym "menzem". Czyli tak jak u Twojego meza
                bylo."

                to sa twoje słowa, a później mi piszesz, ze nie sugerujesz, ze zajął się nową
                rodziną, Chyba, ze miałaś na myśli nową żonę.
                A gwarantuję ci że i w obecnych czasach można nie mieć meldunku. I on go w
                pewnych okresach nie miał. Również wtedy gdy zdecydował się odejść jak i
                później. Spał nie jednokrotnie na działkach i tułał się z miasta do miasta aby
                zarobić parę groszy. I uważasz, że Sąd dałby mu dziecko? Którmu bezdomnemu
                dziecko jest przyznawane? I nie bierz tego za użalanie się nad sobą. Teraz
                dzięki swojej wytrwałości ma mieszkanie i żyje jak człowiek. Jednak Sąd jak się
                dowiedział, ze ma drugą rodzinę i dziecko. Potrafił mu tylko powiedzieć, "po co
                robił sobie Pan dziecko ?" Nie, najlepiej go zninczować bo wyrodny ojciec,
                zostawił dziecko i zajął się nową rodziną.
          • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 10:05
            dla mnie córka męża z przeszłością to nie hańba dla mnie. Mnie to mało
            interesuje w końcu rzadne więzi rodzinne mnie z nią nie łączą. To, ze komentuję
            wypowiedzi które dotyczą przeszłości to tylko dlatego, że niektóre tutaj z was
            próbóją zganiać winę za wszystko na mojego męża. Zamiast odpowiedzieć na mój
            pierwszy post, co powinien zrobić teraz ojciec??
        • pelaga Re: mam pytanie...... 27.07.05, 09:39
          > Pewnie i i można, tylko co by dało pozbycie praw rodzicielskich matkę?

          Daloby mozliwosc przejecia opieki nad dzieckiem przez ojca. Jest tylko
          jedno "ale", ten ojciec musialby tego CHCIEC i o to WALCZYC.

          > Jedynie
          > umieszczenie dziecka w domu dziecka. Bo jak pisałam wcześniej, mój mąż nie
          > posiadał nic, nawet mieszkania. Więc jaki sąd przyznałby mu dziecko?

          Nieposiadanie mieszkania nie jest powodem do pozbawienia kogos praw
          rodzicielskich, czy do umieszczania dziecka w domu dziecka, jesli rodzic CHCE
          je wychowywac.

          > Czy to
          > byłoby sensowne zabrać dziecko od matki po to by sąd umieścił je w domu
          > dziecka?

          Sensowne, ale i bardzo klopotliwe byloby zabrac dziecka od matki, skoro sie nie
          nadaje na matke i je dobrze wychowac.

          > Ciekawa jestem czy jak by twój mąż przyniósł ci do domu dziecko, które ma z
          > kochanką to byś od niego nie odeszła?

          Poczytaj sobie "macochy" tam jest kilka kobiet, ktore TAKA plodna zdrade
          wybaczyly. Ale nie o to chodzi w naszych komentarzach. Z tego co piszesz facet
          odgrywa sie na dziecku za bledy matki. Oddziel spory doroslych od uczuc dziecko-
          rodzic. Zachowanie ex nie ma NIC wspolego z dzieckiem i jego uczuciami. Ty
          zdajesz sie tego nie rozumiec.
          • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 10:14
            nie, ja jestem wogóle głupia i nic nie rozumiem. Pewnie mój mąż jest be bo
            odgrywa się na dziecku. I wogóle jast najgorszym ojcem jaki może być na
            świecie. Nie chce widzieć dziecka i wogóle dla was wszystko jest albo czarne
            albo białe
            • k_i_k_a Re: mam pytanie...... 27.07.05, 10:53
              dziewczyno, na co Ty się obrażasz? Przeczytałam cały wątek, dokładnie,
              bezstronnie... i przyznam zupełnie z boku - z Tobą naprawdę nie da się
              rozmawiać. Czekasz na to, by ktoś napisła dokładnie to, co chciałabyś usłyszeć,
              a nie to co myśli. Jesli pytasz kogoś o zdanie licz się z tym, że on może mieć
              własne...
              A co do szans na przyznanie opieki... wiesz, tak się składa, że ja też
              wynajmuję mieszkanie.. i jakoś nie było to przeszkodą dla sądu. Nie wiem skąd
              pomysły, że dziecko do domu dziecka... jakaś paranoja...
              • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 11:04
                ja się nie obrażam. Oczekiwałam rady , a nie bombardowania mojego męża.
                Myślicie, ze w kilku postach da się wszystko napisać i dać obraz całej sprawy.
                Wy z góry wiecie co chciałm przeczytać. Zyjemy w Polse i tu nie tak szybko
                przyznają opieką ojcu.
                  • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 12:13
                    próbował przez 11 lat. Spraw w sądach nie zakładał o uregulowanie widzeń. ale
                    czy życie polega na tym by walczyć w sądach? Wystarczały mu co roczne wizyty w
                    sądach o podwyższenie alimentów. Czy matce samej nie powinno zależeć na tym by
                    dziecko miało kontakt z ojcem? Ja bym napewno nie utrudniała kontaktów.
                    • pelaga Re: mam pytanie...... 27.07.05, 12:37
                      > próbował przez 11 lat. Spraw w sądach nie zakładał o uregulowanie widzeń.

                      Te zdania sie wykluczaja. Bo niby JAK probowal??? Wyslal list i zadzwonil,
                      pojechal raz na dwa lata? Dla mnie to ZADNE usprawiedliwienie.
                      Facet odpuscil, wiec smieszne jest twoje twierdzenie jakoby walczyl o opieke
                      nad dzieckiem.
                      • pawel-szadko Re: mam pytanie...... 27.07.05, 12:44
                        a miał jeździć co tydzien i zobaczyć, że nie jest wpuszczany. Ile razy Ty byś
                        sprubowała? Też chyba nie dużo. Ja swojej eks nie pytam co tydzień czy mogę
                        liczyć na normalny kontakt raz na kwartał i wiem, że ona odpowie nie. Nie pytam
                        na drugi dzień o to samo i uznasz pewnie, że nie robie wszystkiego, że by
                        dziecko moje miało jak najlepiej. U mnie to tylko pytanie, ale facet, który
                        ledwo wiąże koniec z końcem- podróz za ciężką kasę i zobaczyć, że i tak nie
                        wejdzie.
                    • pelaga Re: mam pytanie...... 27.07.05, 12:43
                      > Czy matce samej nie powinno zależeć na tym by
                      > dziecko miało kontakt z ojcem?

                      Najbardziej powinno na tym zalezec OJCU!!!
                      Czy fakt, ze matce nie zalezy, usprawiedliwia zerwanie kontaktow przez ojca???
                • leeya Moze w koncu odpowiesz?? 27.07.05, 11:16
                  Poprosilam Cie o cytat w poscie powyzej. Przytoczysz mi go?? Sadze, ze nie
                  przytoczysz, bo nie ma co przytaczac.

                  Nie atakujemy Twojego meza, po prostu tatuskowie z przypadku, walczacy o prawa,
                  a zapominajacy o obowiazkach nas wpieniaja. Za czesto mamy z takimi do
                  czynienia w realu, zeby usprawiedliwiac i glaskac po glowce na forum. A
                  tekst "bo ex zabrania" to juz wiekszosci uszami wychodzi.

                  Leeya
                • k_i_k_a Re: mam pytanie...... 27.07.05, 11:17
                  i co najmniej kilka razy ją dostałaś... że ma robić wszystko, by teraz o córkę
                  zadbać, zdobyć ją.. .ale te rady torpedowałaś stwierdzeniami, że to nie tak
                  łatwo.. że z półświatka... że strach do domu wpuścić... że po ośrodku... no to
                  czego Ty właściwie chcesz?
                  • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 12:21
                    gdzie ja napisałam, że strach do domu wpuścić?? Czego chcę, zastanawiam się czy
                    jest sens, żeby po tylu złych rzeczach rozopczynać od nowa? Czy to w czymś
                    komuś pomoże? Czy lepiej pozostawić sprawę w takim stanie rzeczy jak jest? I w
                    jaki sposób można teraz o nią zadbać?
                    • virtual_moth Re: mam pytanie...... 27.07.05, 12:27
                      becia45 napisała:

                      > I w jaki sposób można teraz o nią zadbać?

                      To rzeczywiście bardzo trudne pytanie - no bo w jaki sposób można pomóc
                      samotnej matce małego dziecka, zapewne posiadającej wszystko czego jej potrzeba
                      i spełnionej życiowo?wink
                    • k_i_k_a Re: mam pytanie...... 27.07.05, 13:28
                      tylko te złe rzeczy spotkały Twojego męża nie ze strony dziecka, a ze strony
                      jego matki...
                      Najważniejsze jest to, czego chce Twój mąż... Jeśli on chce odnowić kontakty z
                      córką, zatroszczyć się o nią teraz - to warto za wszelką cenę. Choć to nie
                      będzie łatwe. Ale jeśli sam do tego nie jest przekonany, jesli oczekuje, że ona
                      wykona jakiś gest, że będzie mu przychylna - to myślę, że może sobie darować...
                      Bo ona pewnie ma do niego żal i nie będzie dla niego kochaną córeczką, nie
                      miejmy złudzeń. Przez pierwszych kilka - kilkanaście prób będzie go spuszczać
                      na drzewo, czemu sie nie dziwię, bo pewnie sama bym tak robiła.
                      Zatem jedyne co możesz według mnie zrobić - to pogadać z nim, uświadomić mu
                      konsekwencje jednego i drugiego wyboru, ale wybór - pozostawić jemu
                        • k_i_k_a Re: mam pytanie...... 27.07.05, 14:05
                          na sensowne pytania staram się sensownie odpowiadać smile
                          A wracając - poważnie... radzę pogadać z mężem otwarcie, sprawdzić jaki on ma
                          do tego stosunek, naświetlić (bo jak pisałam nie może się spodziewać, że ona go
                          przyjmie z otwartymi ramionami, to będzie wymagało wielu prób). A jak podejmie
                          już decyzję - to tylko go w niej wesprzeć. A akurat wspierać go jak widać
                          potrafisz świetnie smile
                          • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 14:22
                            Stosunek to ja wiem jaki on ma. Jestśmy prawie pewni, że jesli będzie
                            wiedziała, ze jej coś skapnie do kieszeni to go przyjmnie. Ale nam naprawdę nie
                            o taki kontakt chodzi. W końcu relacje między ojcem a dzieckiem nie mogą
                            opierać sie tylko na pieniądzach. A na dzień dzisiejszy nie może liczyć na to,
                            ze tata będzie ją wspomagać finansowo. Niezależnie od jej trudnej sytuacji
                            fiansowej.
                  • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 12:27
                    Oczywiście, ze istnieje. Tutaj nie ma nad kim już przejmować opieki. Dziewczyna
                    jest już dorosła. I to nie jest tak do końca z tym zerwaniem kontaktów i że
                    ktoś jej nie chce znać. Również to że ojciec jej nie che wpuścić do domu. Nawet
                    gdyby chciał to zrobić to ja bym mu sama na to nie pozwoliła. Zastanawiam się
                    tylko czy lepiej czekać na odzew ze strony córki czy lepiej żeby ojciec się
                    odezwał? Czy może lepiej jest jej jak jest taki stan rzeczy. Może ona nie
                    potrzebuje kontaktu z ojcem?
                        • virtual_moth Re: mam pytanie...... 27.07.05, 12:47
                          e_r_i_n napisała:

                          > virtual_moth napisała:
                          >
                          > > Nie łatwiej po prostu samą ją o to zapytać?
                          >
                          > No jak to - przeciez ona ma sie nie wtracac smile

                          Wiesz, ja tego nie twierdziłam. Jak dla mnie może się wtrącać, skoro tatuś nie
                          ma mocy. To nie jest typowy układ macochowy. Myślę, że w sytuacji, gdy tatuś
                          jest niewydolny, a jego żonę dręczą wyrzuty sumienia, to przecież nic się nie
                          stanie, jeśli to ONA zainicjuje kontakt. Warunek - musi naprawdę chcieć pomóc
                          tej dziewczynie, nie tyle jako macocha - co po prostu jako człowiek. Nie szukać
                          kontaktu, bo "tak wypada" czy "co powiedzą ludzie", ale dlatego, żeby
                          dziewczynę spróbować wesprzeć. Jeśli oczywiście chce, bo przecież nie ma
                          żadnego obowiązku wobec niej.

                          Ja widzę, że autorka wątku ma jakieś wyrzuty sumienia, dręczy ją brak kontaktu
                          jej męża ze swoim dzieckiem. NATURALNE z psychologicznego punktu wizenia (jak
                          mi się wydaje, bo nie jestem psychologiem) jest to, że usprawiedliwia męża.
                          Naturalne dlatego, że gdyby dotarło do niej draństwo jej męża, zburzyło by to
                          jej komfort psychiczny, czy emocjonalną stabilizację. A organizm ludzki dąży do
                          komfortu, a proces racjonalizacji różnych niewygodnych faktów pomaga w
                          utrzymaniu tego komfortu.

                          Mniejsza zresztą o przyczyny. Jeśli autorce wątku zależy na tej dziewczynie, to
                          niech jej pomoże. Jeśli jej nie zależy, niech sobie daruje. Myśle jednak, że
                          dobrze byłoby aby wiedziała, że męża NIE ZMUSI do kontaktu z córką. Ty, Erin,
                          chyba już to wiesz?wink

                          Pzdr

                          • e_r_i_n Re: mam pytanie...... 27.07.05, 12:52
                            No racja, Ty nie. Ale generalnie 'rady' sa takie, zeby trzymala sie od sprawy
                            z daleka, stad moja rekacja.

                            Co do nie przyznania sie do bledow meza (czy tez nie dostrzezenia ich) to
                            mysle, ze jednak nawet owo przyznanie nie burzy spokoju - bo to jest inna,
                            niezalezna od jej zycia, sytuacja. Ja wiem, ze wg wiekszosci z tu piszacych,
                            faceci maja pewne zachowania w genach. Ale w rzeczywistosci tak nie jest
                            i blad w jednym ukladzie nie oznacza takiego samego bledu w innym, stad
                            nazwanie owego bledu poczucia bezpieczenstwa nie burzy. I ja o tym wiem smile

                            virtual_moth napisała:

                            > Myśle jednak, że dobrze byłoby aby wiedziała, że męża NIE ZMUSI do kontaktu z
                            > córką. Ty, Erin, chyba już to wiesz?wink

                            Spory mam wplyw na swojego meza, ale czy zmusiałabym go do kontaktu - nie wiem.
                            Nigdy nie probowalam.
                            • virtual_moth Re: mam pytanie...... 27.07.05, 13:10
                              e_r_i_n napisała:

                              > No racja, Ty nie. Ale generalnie 'rady' sa takie, zeby trzymala sie od sprawy
                              > z daleka, stad moja rekacja.

                              Nie wiem dlaczego dziewczyny uważają, ze w tej sytuacji autorka wątku ma się
                              nie wtrącać. "Nie wtrącanie się" macochy dotyczy zupełnie innych przypadków -
                              typu jakieś kwestie wychowawcze itp, a i to nie zawsze (co pokazał wątek na
                              macochach o dziecku, które zachowuje się bardzo agresywnie wobec macochy).
                              A więc mogę się tylko domyślać - bowiem z postu autorki wątku bije wręcz
                              niechęć do tej dziewczyny. Chyba lepiej więc, aby ona w tej sytuacji nic nie
                              robiła.

                              > Co do nie przyznania sie do bledow meza (czy tez nie dostrzezenia ich) to
                              > mysle, ze jednak nawet owo przyznanie nie burzy spokoju - bo to jest inna,
                              > niezalezna od jej zycia, sytuacja.

                              Moim zdaniem jest bardzo zależna. Owszem, to jej mąż, a nie ona, olał dziecko,
                              ale to ONA go poślubiła. Takim, jaki jest - czyli imho facetem
                              usprawiedliwiającym swoją "niemoc ojcowską" tym, że matka dziecka jest taka i
                              owaka. Czyli poślubiła faceta moim zdaniem lekko "wybrakowanego". Nie może o
                              nim powiedzieć, tak jak Ty, Erin, że jej mąż jest OKwink

                              Ja wiem, ze wg wiekszosci z tu piszacych,
                              > faceci maja pewne zachowania w genach. Ale w rzeczywistosci tak nie jest
                              > i blad w jednym ukladzie nie oznacza takiego samego bledu w innym, stad
                              > nazwanie owego bledu poczucia bezpieczenstwa nie burzy. I ja o tym wiem smile

                              Taaak, faceci się zmieniają - oczywiściesmile To widać na przykładzie tych,
                              którzy dziećmi z nowozałożonych rodzin się interesują. Szkoda tylko, ze czasami
                              kosztem dzieci z wcześniejszej rodziny. No, ale są lepsze i gorsze układy, a
                              wiadomo, ze dziecko z gorszego układu jest gorszewink

                              > Spory mam wplyw na swojego meza, ale czy zmusiałabym go do kontaktu - nie
                              > wiem. Nigdy nie probowalam.

                              Mąż tak sam z siebie odnowił kontakt z dzieckiem z poprzedniego małżeństwa?
                              Chyba jednak uwierzę, że sie zmieniłsmile

                              Pzdr
                              • e_r_i_n Re: mam pytanie...... 27.07.05, 13:17
                                virtual_moth napisała:

                                > Moim zdaniem jest bardzo zależna. Owszem, to jej mąż, a nie ona, olał
                                > dziecko, ale to ONA go poślubiła. Takim, jaki jest - czyli imho facetem
                                > usprawiedliwiającym swoją "niemoc ojcowską" tym, że matka dziecka jest taka i
                                > owaka. Czyli poślubiła faceta moim zdaniem lekko "wybrakowanego". Nie może o
                                > nim powiedzieć, tak jak Ty, Erin, że jej mąż jest OKwink

                                Ja juz to kiedys napisalam - kazdy skutek ma swoja przyczyne. Nie jest to bron
                                Boze usprawiedliwienie, ale moze trafi do Ciebie, ze inne zachowanie drugiej
                                strony moze moze spowodowac, ze identyczna sytuacji rozwinie sie w zupelnie
                                innym kierunku.

                                Co do mojego meza, to gdyby Twoim celem byla rzeczywiscie merytoryczna
                                dyskusja, a nie wykorzystywanie okazji do pokopania (nudnego juz), to albo
                                czytalabys uwaznie, co pisze, albo nie pisala nieprawdy.

                                > Taaak, faceci się zmieniają - oczywiściesmile To widać na przykładzie tych,
                                > którzy dziećmi z nowozałożonych rodzin się interesują. Szkoda tylko, ze
                                > czasami kosztem dzieci z wcześniejszej rodziny. No, ale są lepsze i gorsze
                                > układy, a wiadomo, ze dziecko z gorszego układu jest gorszewink

                                No coz, skoro z anielicy - zony moze zrobic sie wredna eksiara, to i z wrednego
                                faceta moze zrobic sie aniol.

                                A za uklady odpowiadaja dwie strony i czasami warto poszukac winy w sobie.

                                > Mąż tak sam z siebie odnowił kontakt z dzieckiem z poprzedniego małżeństwa?
                                > Chyba jednak uwierzę, że sie zmieniłsmile

                                Guzik mnie obchodzi, czy uwierzysz smile A jak było faktycznie, wiem ja i on.
                                I wystarczy smile
                                • virtual_moth Re: mam pytanie...... 27.07.05, 13:44
                                  e_r_i_n napisała:


                                  > moze trafi do Ciebie, ze inne zachowanie drugiej
                                  > strony moze moze spowodowac, ze identyczna sytuacji rozwinie sie w zupelnie
                                  > innym kierunku.

                                  Ja tam nie wiem i w sumie zazdroszcze Ci tej pewności, że dzięki "innemu
                                  zachowaniu drugiej strony" Twój mąż będzie uparcie dążył do samodoskonaleniasmile

                                  > Co do mojego meza, to gdyby Twoim celem byla rzeczywiscie merytoryczna
                                  > dyskusja, a nie wykorzystywanie okazji do pokopania (nudnego juz), to albo
                                  > czytalabys uwaznie, co pisze, albo nie pisala nieprawdy.

                                  Nie wiem, dlaczego uważasz, że powinnam z Tobą "merytorycznie dyskutować".
                                  Musiałabyś się "inaczej zachowywać", to może ten "układ" szedłby w innym
                                  kierunkuwink Próbuj dalej, ale miej świadomosć, ze dzieci to z tego nie będziewink
                                  Co do dokopywania w "nudnym temacie" to robię to często, tak samo często jak Ty
                                  wypowiadasz się na tematy, w kórych najwłaściwszym (moim zdaniem) byłoby
                                  milczeć. No, ale nie sądzę, abyś przestała - tak samo ja nie widzę powodu, aby
                                  przestać się z Ciebie podśmiewywaćwink

                                  > No coz, skoro z anielicy - zony moze zrobic sie wredna eksiara, to i z
                                  wrednego
                                  >
                                  > faceta moze zrobic sie aniol.

                                  Wiesz, wredna eksiara, bo za taką uważa ją ex (a nie dlatego że taka jest). Tak
                                  samo anioł, bo jest w nim oczach obecnej żony (a nie dlatego, że nim jestwink.

                                  > > Mąż tak sam z siebie odnowił kontakt z dzieckiem z poprzedniego małżeństw
                                  > a?
                                  > > Chyba jednak uwierzę, że sie zmieniłsmile
                                  >
                                  > Guzik mnie obchodzi, czy uwierzysz smile A jak było faktycznie, wiem ja i on.
                                  > I wystarczy smile

                                  No, powiedz to brzydkie słowo na GIEbig_grin (tu przypomniał mi się "Terminator", w
                                  którym mały chłopiec uczył maszynę kolokwializmów, co by wydawała się
                                  bardziej "ludzka"wink

                                  Jestem pewna, że odpowiesz i na ten postsmile

                                  Pzdr

                          • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 13:04

                            ja męża do niczego nie musze zmuszać. Jeśli o mnie chodzi to dla mnie
                            najwygodniej było by zapomnieć, ze mąż ma córkę i olać sprawę w całości. Nie ma
                            już obowiązku alimentacyjnego więc fak, że ma gdzieś dziecko wcale mnie nie
                            musi dotyczyć. A męża nie mam drania tylko super ojca i męża!! Możecie w to nie
                            wierzyć. Wasza sprawa
            • vialle Re: mam pytanie...... 27.07.05, 12:07
              becia45 napisała:

              > nie, ja jestem wogóle głupia i nic nie rozumiem. Pewnie mój mąż jest be bo
              > odgrywa się na dziecku. I wogóle jast najgorszym ojcem jaki może być na
              > świecie. Nie chce widzieć dziecka i wogóle dla was wszystko jest albo czarne
              > albo białe

              Tobie natomiast beciu udalo sie zobaczyc TAKIE odcienie szarosci, ze oko
              normalnego czlowieka, niewycwiczone w takich wygibasach, nie jest w stanie
              dostrzec...
              Jestem zniesmaczona jak rzadko kiedy.
                  • vialle Re: mam pytanie...... 27.07.05, 13:01
                    kula w plot, kolego.
                    nie jestem porzucona matka z awersja do facetow. To ja "porzucilam" i nie mam
                    skrzywienia, ze faceci sa zli. Nie mam traumy walki z eksem, rekoczynow,
                    uzerania sie o alimenty, bo moj eks jest naprawde mocno cywilizowany. Jesli mam
                    jakies problemy z eksem to ze sie za bardzo interesuje smile dzieckiem a nie za
                    malo.

                    Zbrzyda wywoluje to, ze sie kladzie akcent na tym jaka matka byla zla - co
                    sluzy do rozmydlenia faktu jaki ojciec byl olewus. Jesli Twoja postawa jest
                    zblizona do postawy opisywanego ojca, to pogratulowac.

                    Moja mama byla sedzia ds sprawach rodzinnych przez 43 lata. Cale zycie
                    sluchalam o oddawaniu dzieci pod opieke ojcu, mimo braku mieszkania, kiepskich
                    zarobkow. A decyzje byly oparte na wyrwaniu dziecka z patologicznego otoczenia
                    jakie stwarzala matka, uchronienia go przed domem dziecka czy osrodkiem
                    opiekunczym - gdzie patologia nabierala prawdziwego rozpedu. To sie dzialo w
                    Polsce! I bylo mozliwe. Wiec slabo mi sie robi jak slysze postawe "ile sie
                    mozna starac, stronnicze sady, i tak sie nie uda". Powiedzcie to tatusiowe
                    kiedys w twarz Waszym dzieciom "za trudno bylo sie postarac bardziej".
                      • vialle Re: mam pytanie...... 27.07.05, 14:17
                        Pawel, ja wiem ze nie jest! sama moja mama o tym mowila, o babskich fobiach
                        sedzin, o obojetnosci, o nierozumieniu intencji zapisu prawnego, niekompetentny
                        ledwopismiennych kuratorach etc. I ja rozumiem, ze czlowiekowi w zetknieciu z
                        ta maszyna moga opasc skrzydelka. Mnie np mama powtarzala, ze tak dlugo jak sie
                        da mam starac sie rozwiazac sprawy z eksem bez udzialu sadu (na szczescie nie
                        bylismy malzenstwem), unikac sadu jak najdluzej sie da - bo to nas dopiero
                        poróżni! Wiec nie mam zludzen co do sadow. Uwazam jednak, ze nie ma
                        wytlumaczenia odpuszczenia w sprawie wlasnego dziecka. Ja bym swojemu ojcu
                        takiego potraktowania mnie pewnie nie wybaczyla.
                          • vialle Re: mam pytanie...... 27.07.05, 15:30
                            co mianowicie jest tendencyjne?
                            Informacja ze nie mam skrzywienia ze wszyscy faceci sa zli? Nie mam, nie mialam
                            sie od czego skrzywic. Fakt.

                            Jak rozumiem jestes facetem? To juz teraz w ogole rozumiem. Tez sie starasz
                            tylko, jak Mlynarski spiewal, "patrz pan jaka tu mamy sytuacje" ?
                    • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 13:16
                      vialle napisała:

                      > Zbrzyda wywoluje to, ze sie kladzie akcent na tym jaka matka byla zla - co
                      > sluzy do rozmydlenia faktu jaki ojciec byl olewus.

                      jeśli uważasz, ze kobieta która funduje sobie każde dziecko z innym i żadne nie
                      ma kontaktu z ojcem jest rozmydlaniem faktu, ze ojciec był olewuś to super.

                      > Moja mama byla sedzia ds sprawach rodzinnych przez 43 lata. Cale zycie
                      > sluchalam o oddawaniu dzieci pod opieke ojcu, mimo braku mieszkania,
                      kiepskich
                      > zarobkow. A decyzje byly oparte na wyrwaniu dziecka z patologicznego
                      otoczenia
                      > jakie stwarzala matka, uchronienia go przed domem dziecka czy osrodkiem
                      > opiekunczym - gdzie patologia nabierala prawdziwego rozpedu. To sie dzialo w
                      > Polsce! I bylo mozliwe. Wiec slabo mi sie robi jak slysze postawe "ile sie
                      > mozna starac, stronnicze sady, i tak sie nie uda". Powiedzcie to tatusiowe
                      > kiedys w twarz Waszym dzieciom "za trudno bylo sie postarac bardziej".

                      To powiedz w jakim sądzie twoja mama pracowała i co uznają za patologię. Bo
                      jego eks nie była alkoholiczką. Więc czy to była patologia?

                      Czy w jej sądzie również odbierano cały dochód ojca, który miał na życie i na
                      utrzymanie drugiej rodziny na dziecko przebywające w ośrodku?? Tak przecież
                      temu dziecku w ośrodku sie należy, ale dwójce maluchą można zabrać wszystko.
                      Niech umierają z głodu. Takie są nasze sądy wspaniałomyślne.
                      • k_i_k_a Re: mam pytanie...... 27.07.05, 13:46

                        > To powiedz w jakim sądzie twoja mama pracowała i co uznają za patologię. Bo
                        > jego eks nie była alkoholiczką. Więc czy to była patologia?
                        >


                        Patologia to także zaniedbywanie dziecka... jesli trafiło do ośrodka, to znaczy
                        że matka zaniedbała...


                        > Czy w jej sądzie również odbierano cały dochód ojca, który miał na życie i na
                        > utrzymanie drugiej rodziny na dziecko przebywające w ośrodku?? Tak przecież
                        > temu dziecku w ośrodku sie należy, ale dwójce maluchą można zabrać wszystko.
                        > Niech umierają z głodu. Takie są nasze sądy wspaniałomyślne.
                        >

                        No nie... tu już trochę przegięłaś... Sugerujesz, że najdalej 1,5 roku temu (bo
                        tyle ma Twoje 2 dziecko) sąd przyznał alimenty na prawie dorosłą wówczas córkę
                        w wysokości równowartości dochodów Twojego męża??? To ile on zarabiał, że tak
                        zapytam???? Jakoś nie mogę uwierzyć...
                        To anonimowe forum - napisz proszę ile alimentów przyznał sąd, bo bardzo mnie
                        to ciekawi... Sama się będę starać lada moment o podwyższenie...
                        • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 14:34

                          więc jeśli cię to interesuje. W owym czasie utrzymywaliścmy się z 318 zł
                          zasiłku wychowawczego plus rodzinne. Męża córka była w ośrodku wychowawczym,
                          gdzie zarabiała 100 zł. Ośrodek zapewniał wszystko darmowo oprócz odzieży. Mąż
                          płacił jej na drobne wydatki 330 zł. Więc panna miała na drobne wydatki 100 +
                          330 + 42 (rodzinnego). Nam natomiast na maluchy sąd nie pozostawił nawet
                          złotówki. Aby pokryć alimenty na jego córke musieliśmy dokładać z rodzinnego na
                          dzieci. Nie mówię już o tym, że trzeba zapłacić czynsz i wyżywiż maluchy.
                          Zresztą wiecie ile kosztuje wychowanie dzieci
                          • k_i_k_a Re: mam pytanie...... 27.07.05, 15:15
                            w głowie misię to nie mieści... zabrać zasiłek wychowawczy na inne dzieci??
                            Jezu... Choć faktem jest, że sądy biorą pod uwagę możliwości zarobkowe, a nie
                            faktyczne dochody, to jednak to wydaje mi się jakimś strasznym kosmosem.. no
                            ale sprawy nie znam, pewnie równych wiele aspektów się na to składało...
                            Cieszę się, że teraz chyba jest inaczej, bo tak wnioskuję smile
                            • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 15:29
                              prawda jest taka, ze jakby mąż nie chciał placić alimentów to żaden komornik by
                              z niego ich nie ściągnął. Bo tak się składa, ze zasiłku wychowawczego i
                              rodzinnego nie można zająć. Laecz mó mąż jest na tyle kiepskim meżem, że mimo
                              wszelkich trudoności poczuwał sie do utrzymania córki, która de fakto jego
                              alimenty miał na "drobne wydatki"
                                • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 15:38
                                  vialle napisała:

                                  > fakt, kiepski z niego maz.

                                  po czym tak wnioskujesz? czyżbyś go znała??

                                  Ale ojciec swietny - mogl sie uchylac od alimentow
                                  > ale wykazal wspanialomyslnosc i sie nie uchylal

                                  tak się składa, ze dla wielu tutaj alimenty to coś ważnego. Fajnie brać kasę na
                                  dziecko, którego sie nie wychowuje, nie? I cieszyć się, że drugie dzieci nie
                                  mają co jeść
                                  • vialle Re: mam pytanie...... 27.07.05, 15:55
                                    > vialle napisała:
                                    > > fakt, kiepski z niego maz.
                                    > po czym tak wnioskujesz? czyżbyś go znała??

                                    cytuje po prostuj Twoj post: "Laecz mó mąż jest na tyle kiepskim meżem, że mimo
                                    wszelkich trudoności poczuwał sie do utrzymania..."

                                    > Ale ojciec swietny - mogl sie uchylac od alimentow ale wykazal
                                    wspanialomyslnosc i sie nie uchylal
                                    > tak się składa, ze dla wielu tutaj alimenty to coś ważnego. Fajnie brać kasę
                                    na dziecko, którego sie nie wychowuje, nie? I cieszyć się, że drugie dzieci nie
                                    mają co jeść

                                    Beciu, Ty masz swoja teze. To Wam sie dziala krzywda. To Was niesprawiedliwe
                                    sady obdarly do zywego. To wyscie glodowali. A wstretna corka meza na tym
                                    zerowala i dalej by chciala zerowac. Miala ciezkie zycie to miala - jak miala
                                    taka wredna mate to nic dziwnego.
                                    Ja nie twierdze, ze Wasza sytuacja nie byla ciezka, ze nie zdarzyly sie decyzje
                                    maksymalnie utrudniajace Wam zycie, etc.
                                    Ale oburza mnie gdy probujesz mowic o sytuacji wycinkowo - skrzywdzona w moim
                                    odczuciu zostala PRZEDE WSZYSTKIM corka Twojego meza. Skrzywdzona grzechem
                                    zaniedania. Ta dziewczyna nie zawsze miala 20 lat. Miala 3,5 10, 15, 17. Z tego
                                    co opisujesz wyglada, ze jej obecne polozenie zyciowe jest w istotnym stopiu
                                    skutkiem jej popapranego dziecinstwa. Z ktorego ojciec mogl ja wyciagnac (zyl,
                                    nie siedzial przez te 20 lat w wiezieniu, nie byl nawet na antypodach), ale
                                    tego nie zrobil. I tego nie chcesz zauwazyc - tej jego odpowiedzialnosci, z
                                    ktorej sie SKUTECZNIE nie wywiazal, mimo ewidentnie dramatycznego polozenia
                                    jego dziecka. Wolisz dziewczyne krytykowac, stawiac jej wymagania, osadzac ja -
                                    abstrahujac od tego co jak ksztaltowalo i dlaczego podlegala takim a nie innym
                                    wplywom.

                                    Wiele rzeczy w zyciu, wiele paskudnych bledow mozna naprawic, nadrobic. Poki
                                    czlowiek zyje mozna wiele. Tylko trzeba chciec. A Wy w moim odczuciu odpychacie
                                    od siebie prawde o postepowaniu Twojego meza. I w dodatku szukasz zrozumienia
                                    dla tego zabiegu. U mnie go nie zjadziesz.
                                        • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 17:02
                                          naszczęście nie jestem biedulką smile)) Umiecie tak naprawdę ktylko krytykować
                                          zamiast dawać sensowne rady. Macie możliwość się wyładować za soje krzywdy.
                                          Więc kto tu jest biedulką
                                          • vialle Re: mam pytanie...... 27.07.05, 17:13
                                            beciu, obawiam sie ze szkoda kazdego slowa w tej pseudo polemice z Toba. Ty nie
                                            chcesz rady ani obiektywnego spojrzenia, tylko zeby Cie poglaskac po glowie i w
                                            horze z Toba usprawiedliwiac Twojego meza i ujadac na zly los i zlych ludzi na
                                            Waszej drodze. Wg mnie na poprawianie samopoczucia ani Ty ani Twoj maz nie
                                            zaslugujecie - raczej by Wami solidnie potrzasnac.

                                            Rady sie przewijaly i to bardzo sensowne - sprowadzajace sie m.in. do tego, by
                                            znalezc sposob dojscia do corki Twojego meza, sprobowac jej pomoc. Tylko to
                                            wymaga 1) przyznania sie do bledu, krzywdy jej wyrzadzonej i przyjecia za to
                                            odpowiedzialnosci, 2) cierpliwosci w kontaktach z nia i starania. Takie rady
                                            Cie nie interesuja, bo przeciez Twoj maz "nie ma sobie nic do zarzucenia"
                                            i "zrobil wszystko co w ludzkiej mocy", a pewnie i wiecej.

                                            Dla mnie jestes bidulka, bo zyjesz w zaklamaniu, a tacy ludzie sa dla mnie
                                            bardzo, bardzo biedni.
                                            I daruj sobie proby podworkowej psychoanalizy typu "wyładowania sie za swoje
                                            krzywdy", bo ja na przyklad skrzywdzona nie jestem ani zgieta pod jarzmem
                                            urazow. Wsrod forumowiczek, ktore Ci odpisaly, jest conajmniej kilka takich,
                                            ktore cechuje dojrzalosc i szczerosc w samoocenie, jakich Ty moglabys sobie
                                            tylko zyczyc.
                      • vialle Re: mam pytanie...... 27.07.05, 14:22
                        > jeśli uważasz, ze kobieta która funduje sobie każde dziecko z innym i żadne
                        nie ma kontaktu z ojcem jest rozmydlaniem faktu, ze ojciec był olewuś to super.

                        wszystko jedno z kim i ile dzieci funduje sobie matka, facet mial dziecko
                        zyjace w jak sama piszesz fatalnych warunkach - i nie pomogl mu.

                        > To powiedz w jakim sądzie twoja mama pracowała i co uznają za patologię. Bo
                        > jego eks nie była alkoholiczką. Więc czy to była patologia?
                        > Czy w jej sądzie również odbierano cały dochód ojca, który miał na życie i na
                        > utrzymanie drugiej rodziny na dziecko przebywające w ośrodku?? Tak przecież
                        > temu dziecku w ośrodku sie należy, ale dwójce maluchą można zabrać wszystko.
                        > Niech umierają z głodu. Takie są nasze sądy wspaniałomyślne.

                        przeczytaj moja odpowiedz na post pawla. Sady sa porabane w tym kraju, co nie
                        zwalnia z obowiazku probowania. Zaslonic sie stronniczym sadem jest latwo.
                        Probowalas sie kiedykolwiek postawic w miejscu jego corki? Naprawde sie
                        postawic w jej miejscu? Pewnie powiesz, ze nie mialabys zalu tylko bys go
                        wytlumaczyla... tylko ze to ona byla dzieckiem a on doroslym ojcem.
                      • kkokos Re: mam pytanie...... 27.07.05, 13:31
                        no to się vialle dowiedziałaś, że nawet fakt posiadania przez ciebie matki-
                        sędzi świadczy przeciwko tobie wink))

                        becia - kończ i wstydu oszczędź. Sobie. Gdyby ten twoj dowiedział się powiedzmy
                        po trzech tygodniach, że ukochana córka siedzi w ośrodku wychowawczym, to
                        mogłabyś go bronić. Ale dowiedział się po dwóch latach. DWA LATA nie miał
                        kontaktu, nie wiedział co się dzieje. Czyli przez te dwa lata nie miał pojęcia,
                        co się z jego dzieckiem dzieje. Wyobrażasz sobie, że przez dwa lata nie masz
                        pojęcia, co się dzieje z twoim dzieckiem. Mnie się to nie mieści w głowie.
                        • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 13:42
                          chyba masz rację muszę skończyć bo z wami nie da się wogóle gadać. Macie tylko
                          jeden punkt widzenia. Mówicie jak o małym dziecku a nie dorosłej już osobie
                          • k_i_k_a Re: mam pytanie...... 27.07.05, 13:56
                            o Tobie??? wink no teraz to własnie tak się zachowałaś.... jak małe dziecko,
                            które zbiera zabawki i spieprza z piaskownicy... bo mu się koledzy nie
                            podobają...wink I masz prawo...
                            A to, że córka nie jest małym dzieckiem (o matko.. .wielka mi dorosłość - 20
                            lat.. wielka życiowa mądrość...) nie oznacza, że nie powinna czy nie będzie
                            długo jeszcze czuła żalu do ojca... I może intensywnie zaprzeczać że go
                            potrzebuje i odcinać się na wszelkie sposoby... a wcale nie będzie to
                            świadczyło o tym, że NAPRADĘ go nie potzrebuje. Potrzebuje, uwierz mi na
                            słowo... wiem coś o tym.
                            pozdrawiam
                              • k_i_k_a Re: mam pytanie...... 27.07.05, 14:31
                                "powinna"... politycy powinni być prawdomówni, ludzie uczciwi, itd... niestety
                                nie możemy oczekiwac od ludzi, że będą tacy jak powinni. Twój mąż być może też
                                powinien kiedyś zrobić coś innego.

                                Trochę się boję, że jesteście do niej oboje mocno negatywnie nastawieni...
                                Wnioskuję po pościw w którym piszesz, że jak nie dostanie kasy, to nie będzie
                                chciała z nim rozmawiać. Może tak a może nie. Może, jak zobaczy, że ojciec
                                uporczywie się stara, że mu naprawde zależy, zmieni zdanie. A na dzień dobry
                                jestem w stanie przewidzieć jej reakcję: "O proszę, znalazł się kochający
                                tatuś, a gdzieś ty k... był, jak byłam w ośrodku i miałam problemy??? Chcesz
                                sobie uspokoić sumienie - to dawaj kasę!" Nie zdziw się, jeśli pójdzie w tę
                                stronę...
                              • kkokos Re: mam pytanie...... 27.07.05, 14:33
                                becia, niemożliwe, żebyś była tak wyprana z empatii.
                                sama rysujesz obraz kobiety z piątką dzieci, każde z innym - ergo
                                nieustabilizowanej emocjonalnie, życiowo itd. ta kobieta ma córkę - niestety z
                                twoim mężem. Ta córka wychowuje się w domu matki nie umiejącej uporządkować
                                swojego życia, bez ojca (nie wiesz tak naprawdę, co matka mówiła o nim córce,
                                bo cie przy tym nie było), o którym być może matka mówiłą, że gnojek.
                                Prawdopodobnie mówiła tak o wszystkich swych byłych facetach. Dzieciom zapewne
                                nie potrafiła zapewnić poczucia bezpieczeństwa ani - tak to chyba widzisz -
                                wystarczającej dawki uczucia i uwagi. No więc masz córkę zaniedbaną
                                emocjonalnie przez oboje rodziców, desperacjo próbującą sobie zasłużyć na uwagę
                                tych rodziców do tego stopnia, że staje się tak dużym kłopotem dla własnej
                                matki (dla ojca nie, bo ojciec jest od dawna w jej życiu nieobecny), iż ląduje
                                w ośrodku wychowawczym na całe dwa lata. Po czym mając lat 17 zachodzi w ciąże,
                                a mając 18 - rodzi dziecko. Naprawdę wydaje ci się, że to było świadome
                                macierzyństwo dojrzałej życiowo kobiety?
                                Tia, lepiej tak uznać, bo rączki szybciej można umyć...
                          • k_i_k_a Re: mam pytanie...... 27.07.05, 13:56
                            o Tobie??? wink no teraz to własnie tak się zachowałaś.... jak małe dziecko,
                            które zbiera zabawki i spieprza z piaskownicy... bo mu się koledzy nie
                            podobają...wink I masz prawo...
                            A to, że córka nie jest małym dzieckiem (o matko.. .wielka mi dorosłość - 20
                            lat.. wielka życiowa mądrość...) nie oznacza, że nie powinna czy nie będzie
                            długo jeszcze czuła żalu do ojca... I może intensywnie zaprzeczać że go
                            potrzebuje i odcinać się na wszelkie sposoby... a wcale nie będzie to
                            świadczyło o tym, że NAPRADĘ go nie potzrebuje. Potrzebuje, uwierz mi na
                            słowo... wiem coś o tym.
                            pozdrawiam
                      • vialle Re: mam pytanie...... 27.07.05, 14:28
                        becia45 napisała:

                        > i tak z ciekawości valle
                        > ilu ojcą a ilu matką przyznała opiekę nad dzieckiem?
                        ilu ojcom.
                        nie wiem. nie zapytam jej niestety bo nie zyje. Ale jej decyzje byly
                        niepopularne, a ja mialam w liceum banie na porocze z historii, pani
                        historyczce ginely moje komisyjne klasowki etc i nie mozna bylo dojsc o co
                        chodzi - az sie okazalo, ze moja mama przyznala wladze rodzicielska mezowi jej
                        siostry narkomanki czy tam alkoholiczki. Co sie najwidoczniej pani historyczce
                        nie podobalo.
                        Jeszcze raz powtarzam - niewazne jakie sa proporcje i ze wiekszosc sadow jest
                        porabana. Jakby moj ojciec przyszedl do mnie po latach i powiedzial "nie
                        walczylem o Ciebie bo wiesz, ta Twoja matka byla tata wredna w kontaktach a
                        sady stronnicze, i tak bym nic nie wskoral" - to bym go pogonila.
                        • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 14:42
                          to że nie walczył w sądach to nie znaczy, ze nie robił wiele w kierunku
                          normalizacji sytuacji. Gdyby miał tak wszystko w d... to nie było by mojego
                          postu tutaj.
                            • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 14:55

                              do momentu kiedy nie było walki o kase kontakty jako tako wyglądały. W
                              momencie gdy górę zaczęły brać finanse eks przestały pasować kontakty ojca z
                              córką. Mało tego dziecko zaczynało bardziej woleć ojca. Kontakty jakie były
                              listy, odwiedziny z pocałowaniem klami i wyzwiskami "obecnych" i telefony. To
                              nie jest tak, że mój mąz nie łożył i nie odwiedzał dziecka. Prezenty i
                              dodatkowe pieniądze oprócz przyznanych sadownie też były. Nie jednokrotnie
                              jeżdził pomagać też w nauce. Nigdy nie miala robinych problemów w sprawach
                              urzędowych typu. paszport itd
                          • ania_rosa Re: mam pytanie...... 27.07.05, 14:57
                            Becia, sorry, ale Twoje posty są bełkotliwe. I aby uzasadnić ten mocny
                            przymiotnik wykażę parę nieścisłości.
                            A więc córka Twojego M. bywa- w zależności od rozwoju wątku- panienką z
                            półświatka, skrzywdzoną przez matkę biedaczką, córką drogą swojemu ojcu, a
                            jednoczesnie za próg byś jej nie wpuściła, choć szczerze Ci jej żal.
                            Twój mąż z kolei był troskliwym ojcem, choć przez 20 lat nei widział córki.
                            Chciał przejąc opiekę, ale nie był ani razu w sądzie.
                            Do tego dodajesz, że wystarczyło (to ma niby być ten argument na ojcowską
                            miłość), że raz w roku stawiał się na sprawie o podwyższenie alimentów, choć
                            wyroki boskie przed dom córki go nie zagnały.
                            Generalnie widac, że wiatr Wam wieje w oczy jak cholera. Tyle dobrych chęci i
                            intencji, ale świat jest zły, więc z intencji wyszła jedna wielka dupa. Nie
                            oznacza to jednak, że wolno skrytykowac taką postawę, bo my się na niczym nie
                            znamy i widzimy świat w czerni i bieli.
                            Uważasz, że usprawiedliwia Twojego meża stwierdzenie, że i tak nie uzyskałby
                            opieki- a tymczasem Twój Szanowny ani razu nie spróbował. Przez 20 lat "nie
                            złożyło się", aby się z tą córką spotkac, więc o co, do cholery, mamy pretensje?
                            A teraz rzucasz jeszcze zdaniem, że nie ma sensu spotykać się z córką, jeśli ta
                            ma zamiar wykazac postawę roszczeniową... Taa, jasne, powinna spędzić długie
                            godziny na zacieśnianiu relacji z facetem, któremu "nigdy się nie składało", aby
                            się nią zainteresować. Przepraszam- na sprawy alimentacyjne jeździł i to jedyne,
                            co robił. PO dwudziestu latach Twój mąz ma parę załosnych tekstów, które nauka
                            zwana logiką potrafi bezlitośnie obnażyć.
                            I Wiesz co? Gdyby mój ojciec nie znalazł czasu, pieniędzy i jaj, aby się ze mna
                            spotkac w czasie długich, dwudziestu lat, to chyba jedyne, czego mogłabym od
                            niego oczekiwac to pieniędzy.
                            Bo kromka chleba na starość to raczej mu się od córki nie należy.
                            Rosa
                              • ania_rosa Re: aniu! jestem pod wrazeniem! 27.07.05, 15:29
                                No nie, jestem chyba znana z trzymania emocji na wodzy. Jednak tylko wyjątkowe
                                połączenie arogancji z wyćwiczonymi mechanizmami wyparcia jest w stanie
                                wyprowadzić mnie z równowagi. Bardziej jednak zdumiewa mnie kluczenie w
                                odpowiedziach, aby za wszelką cenę wykazać, że z pretensjami to nie do tych
                                państwa, bo oni zrobili wszystko, co w ich mocy.
                                Czy powiedzieć sobie "w porządku, zawaliłem sprawę, ale zrobię wszystko, aby to
                                naprawić" to aż taki policzek? Widzę jednak, że niektórzy mają inną definicję
                                "honoru" niz ja.
                                Rosa
                                • becia45 Re: aniu! jestem pod wrazeniem! 27.07.05, 15:35
                                  czemu oceniasz ludzi tak pochopnie? czyli niby jaki ja mam horyzont. Nie wiem
                                  co mi mozesz zarzucać? co ja niby takiego złego zrobiłam córce męża? Uświadom
                                  mnie. Bo ja niestety nie wiem. Jeśli dobrze doczytałaś to jak ja wyszłam za
                                  męża to była już to kilunastoletnia dziewczyna.
                                  • leeya Re: aniu! jestem pod wrazeniem! 27.07.05, 16:01
                                    Jakie pochopnie Beciu?? Toz wylozylas wszystko w swoich postach. A tu ludzi sie
                                    ocenia po tym co pisza, jak pisza, a nie po tym, czy dziecko do snu codziennie
                                    uklladaja. Tak sie pokazalas, tak Cie oceniamy. I co ma do rzeczy, ze jak sie
                                    zwiazalas ze swoim mezem, to On byl juz kilka lat po rozwodzie??Powtarzasz to
                                    jak mantre, a nikt tu nawet slowkiem do tego nie nawiazuje. Wciaz dyskusja sie
                                    toczy o tym, jak to Twoj maz potraktowal dziecko. A Ty raczysz nas coraz nowymi
                                    postami, w ktorych wybelasz Go, ale dzieki temu Twoja historia juz sie kupy nie
                                    trzyma. Spojrz obiektynie na te sytuacje. Chesz czy nie w koncu tego kontaktu?
                                    Chce tego kontaktu Twoj maz? jak nie masz zamiaru w ogole tej dziewczyny do dmu
                                    wpuszczac, to po co piszesz takie posty? Myslisz, ze ktos Cie usprawiedliwi? Na
                                    mnie w kazdym razie nie licz w tej kwestii. A skoro pytasz, co zlego tej
                                    dziewczynie zrobilas to powiem Ci: mimo, ze jej nie znasz, mimo, ze Twoj maz ja
                                    skrzywdzi, mimo, ze bylo nie bylo to siostra przyrodnia Twoich dzieci to TY nie
                                    masz zamiaru jej do domu swojego wpuscic. To jej zrobilas. Ocenilas i wydalas
                                    wyrok zanim nie poznalas. Bo polswiatek, bo osrodek wychowawczy, bo be mamusia,
                                    bo samotna matka, bo...

                                    Szkoda gadac.

                                    Leeya

                                    PS. A co doczytania i odpowiedzi na konkretne slowa, to Ty jestes mistrzynia
                                    doczepiania komus nie jego slow. Caly czas czekam na cytat, jakoby zalozenie
                                    przez Twojego meza nowej rodziny bylo czyms karygodnym. Ale sie nie doczekam. A
                                    ja na swoje slowa sluze cytatami, bo ja w przeciwienstwie do Ciebie czytam ze
                                    zrozumieniem to co piszesz i pamietam co napisalas.
                                • vialle Re: aniu! jestem pod wrazeniem! 27.07.05, 15:35
                                  jak dla mnie reakcja tylez zrozumiala co wdzieczna w Twoim wykonaniu smile

                                  Tu w ogole nie ma aspektu honoru, uczciwosci, odpowiedzialnosci czy empatii.
                                  Nie widze tez dobrej woli. Jest za to sporo cwiczeń z unikow. Juz mi sie od
                                  tego migania glowa chwieje.
                            • becia45 Re: mam pytanie...... 27.07.05, 17:00
                              ania_rosa napisała:

                              > Becia, sorry, ale Twoje posty są bełkotliwe. I aby uzasadnić ten mocny
                              > przymiotnik wykażę parę nieścisłości.
                              > A więc córka Twojego M. bywa- w zależności od rozwoju wątku- panienką z
                              > półświatka, skrzywdzoną przez matkę biedaczką, córką drogą swojemu ojcu,

                              gzdzie rzuciłam takie określenia??

                              a
                              > jednoczesnie za próg byś jej nie wpuściła, choć szczerze Ci jej żal.

                              gdzie napisałam że bym jej za próg nie wpóściła?


                              > Twój mąż z kolei był troskliwym ojcem, choć przez 20 lat nei widział córki.

                              gdzie napisałam, ze jej przez 20 lat nie widział??

                              > Chciał przejąc opiekę, ale nie był ani razu w sądzie.
                              > Do tego dodajesz, że wystarczyło (to ma niby być ten argument na ojcowską
                              > miłość), że raz w roku stawiał się na sprawie o podwyższenie alimentów, choć
                              > wyroki boskie przed dom córki go nie zagnały.

                              oj zagnały i to nie raz.

                              > Generalnie widac, że wiatr Wam wieje w oczy jak cholera. Tyle dobrych chęci i
                              > intencji, ale świat jest zły, więc z intencji wyszła jedna wielka dupa. Nie
                              > oznacza to jednak, że wolno skrytykowac taką postawę, bo my się na niczym nie
                              > znamy i widzimy świat w czerni i bieli.

                              właśnie w większości widze tu krytyke, a nie jakieś sensowne rady.


                              > Uważasz, że usprawiedliwia Twojego meża stwierdzenie, że i tak nie uzyskałby
                              > opieki- a tymczasem Twój Szanowny ani razu nie spróbował. Przez 20 lat "nie
                              > złożyło się", aby się z tą córką spotkac, więc o co, do cholery, mamy
                              pretensje
                              > ?
                              > A teraz rzucasz jeszcze zdaniem, że nie ma sensu spotykać się z córką, jeśli
                              ta
                              > ma zamiar wykazac postawę roszczeniową... Taa, jasne, powinna spędzić długie
                              > godziny na zacieśnianiu relacji z facetem, któremu "nigdy się nie składało",
                              ab
                              > y
                              > się nią zainteresować. Przepraszam- na sprawy alimentacyjne jeździł i to
                              jedyne
                              > ,
                              > co robił. PO dwudziestu latach Twój mąz ma parę załosnych tekstów, które
                              nauka
                              > zwana logiką potrafi bezlitośnie obnażyć.
                              > I Wiesz co? Gdyby mój ojciec nie znalazł czasu, pieniędzy i jaj, aby się ze
                              mna
                              > spotkac w czasie długich, dwudziestu lat, to chyba jedyne, czego mogłabym od
                              > niego oczekiwac to pieniędzy.
                              > Bo kromka chleba na starość to raczej mu się od córki nie należy.

                              jeśli masz fajną zabawę (i nie tylko TY) z tego, ze możesz mówić, ze ktoś przez
                              20 lat nie widział córki, choć to nie prawda to życzę miłej zabawy
                              > Rosa