Dodaj do ulubionych

Elegia miasteczek żydowskich

19.04.13, 18:25
W nawiązaniu do dzisiejszej rocznicy piękny wiersz Słonimskego.


Nie masz już, nie masz w Polsce żydowskich miasteczek,
W Hrubieszowie, Karczewie, Brodach, Falenicy
Próżno byś szukał w oknach zapalonych świeczek,
I śpiewu nasłuchiwał z drewnianej bóżnicy.

Znikły resztki ostatnie, żydowskie łachmany,
Krew piaskiem przysypano, ślady uprzątnięto
I wapnem sinym czysto wybielono ściany
Jak po zarazie jakiejś lub na wielkie święto.

Błyszczy tu księżyc jeden, chłodny, blady, obcy,
Już za miastem na szosie, gdy noc się rozpala,
Krewni moi żydowscy, poetyczni chłopcy,
Nie odnajdą dwu złotych księżyców Chagala.

Te księżyce nad inną już chodzą planetą,
Odfrunęły spłoszone milczeniem ponurym.
Już nie ma tych miasteczek, gdzie szewc był poetą,
Zegarmistrz filozofem, fryzjer trubadurem.

Nie ma już tych miasteczek, gdzie biblijne pieśni
Wiatr łączył z polską piosnką i słowiańskim żalem,
Gdzie starzy Żydzi w sadach pod cieniem czereśni
Opłakiwali święte mury Jeruzalem.

Nie ma już tych miasteczek, przeminęły cieniem,
I cień ten kłaść się będzie między nasze słowa,
Nim się zbliżą bratersko i złączą od nowa
Dwa narody karmione stuleci cierpieniem

Antoni Słonimski
Obserwuj wątek
    • mamb79 Re: Elegia miasteczek żydowskich 19.04.13, 18:42
      Piękny i smutny...
      i jeszcze coś w temacie

      WŁADYSŁAW SZLENGEL
      Obrachunek z Bogiem

      (Getto Warszawskie, 1943)


      Może to był sen – (chociaż nie)
      a może zamroczył mnie trunek.
      Siedzieliśmy razem Bóg i ja
      i robiliśmy rachunek...

      Bóg był starszym panem
      o spojrzeniu pełnym łaski,
      miał siwą długą brodę
      i chodził bez opaski...

      Kenkarty wprawdzie nie miał,
      bo przybył prosto z raju,
      lecz miał obywatelstwo,
      podobno... – Urugwaju.

      Wyjąłem dużą księgę
      a Pan Bóg Watermana,
      otwarłem konto – wiara
      i rzekłem... proszę pana... 5).

      Mam lat trzydzieści dwa,
      lat sytych albo biedy.
      Dotychczas, Panie Boże,
      otwarty miałem kredyt.

      Mówiono: "Módl się"
      – ja się modliłem.
      Mówiono: "Pość"
      – pościłem.

      Przez ciężkie postu dni,
      bez kropli wody w ustach,
      dla wielkiej chwały Twej
      i urojonych ustaw.

      W męczących smugach świec,
      w tumulcie izb bóżniczych
      modliłem się, byś mógł
      uczynki moje zliczyć.

      Mówiono mi: "Nie kradnij"
      – nie kradłem.
      Mówiono: "Nie jedz świniny..."
      (Lubię) – nie jadłem.

      Mówiono: "Bóg tak chce..."
      Mówiono: "Boża Droga..."
      Mówiono: "Nie cudzołóż."
      – wstrzymałem się... dla Boga.

      Mówiono "Nie zabijaj!"
      – nie zabijałem.
      "Nie miej Boga nade mną"
      – nie miałem.

      Są różne miłe święta,
      są różne trudne święta,
      po dziesięć razy na rok,
      kazano mi pamiętać.

      Kazano siedzieć w kuczce,
      pić gorzkie jadać macę...
      Pokuty różne czynić
      i zaniedbywać pracę.

      Rzemieniem ściskałem ręce,
      księgi zżerałem nocą
      i umartwiałem ciało.
      Przepraszam, pytam – po co?

      Mówiłem: "Bóg pomoże",
      mówiłem: "Bóg ocali",
      wierzyłem: Pan Bóg ze mną,
      mówiłem: "I tak dalej..."

      Spójrz no, popatrz w księgę,
      Rzecz jasna, oczywista.
      Patrz! karta Twoich zasług
      W stosunku do mnie – czysta...

      Biją mnie w twarz
      – nie uciekam.
      Jak zwierz tropiony z nory w norę,
      czekam... a Ty nic...

      Głodno mi chłodno i tęskno,
      droga wciąż dziksza, daleka,
      pusto – wokoło, martwo.
      Nie płaczę... – czekam...

      Na wiatr więc wyrzucone
      błagania posty lament
      i sto tysięcy modlitw
      i pół miliona "Amen"...

      Co Ty mi dajesz dziś
      za wszystkie me uczynki?
      Ten blok... Tę blaszkę... plac...
      Te bony... czy Treblinki?

      Czy jeszcze czekasz bym
      pojutrze, jak Testament,
      pod pruski idąc gaz,
      powiedział jeszcze "Amen"?

      No mów coś, proszę mów –
      rachunek wyjm z ukrycia.
      Otwarte księgi – patrz! –
      Wspólniku mego życia...

      Ten miły starszy pan,
      z którym przy stole piłem,
      ołówek wziął do ręki i rzekł...
      I tu się przebudziłem.

      Czy to był zwykły sen?
      Czy też mnie zmorzył trunek? –
      Lecz do dziś nie wiem jak
      skończył się obrachunek.


      • olena.s Re: Elegia miasteczek żydowskich 20.04.13, 18:37
        To jeszcze jeden tego samego autora o straszliwej tęsknocie za jego Warszawą:

        Władysław Szlengel

        Okno na tamtą stronę

        Mam okno na tamtą stronę,
        bezczelne żydowskie okno
        na piękny park Krasińskiego,
        gdzie liście jesienne mokną...

        Pod wieczór szaroliliowy
        składają gałęzie pokłon
        i patrzą się drzewa aryjskie
        w to moje żydowskie okno...

        A mnie w oknie stanąć nie wolno
        (bardzo to słuszny przepis),
        żydowskie robaki... krety...
        powinni i muszą być ślepi.

        Niech siedzą w barłogach, norach
        w robotę z utkwionym okiem
        i wara im od patrzenia
        i od żydowskich okien...

        A ja... kiedy noc zapada...
        by wszystko wyrównać i zatrzeć,
        dopadam do okna w ciemności
        i patrzę... żarłocznie patrzę...

        i kradnę zgaszoną Warszawę,
        szumy i gwizdy dalekie,
        zarysy domów i ulic,
        kikuty wieżyc kalekie...

        Kradnę sylwetkę Ratusza,
        u stóp mam plac Teatralny,
        pozwala księżyc Wachmeister
        na szmugiel sentymentalny...

        Wbijają się oczy żarłocznie,
        jak ostrza w pierś nocy utkwione,
        w warszawski wieczór milczący,
        w miasto me zaciemnione...

        A kiedy mam dosyć zapasu
        na jutro, a może i więcej...
        żegnam milczące miasto,
        magicznie podnoszę ręce...

        zamykam oczy i szepcę:
        – Warszawo... odezwij się... czekam...
        Wnet fortepiany w mieście
        podnoszą milczące wieka...

        podnoszą się same na rozkaz
        ciężkie, smutne, zmęczone...
        i płynie ze stu fortepianów
        w noc... Szopenowski polonez...

        Wzywają mnie klawikordy,
        w męką nabrzmiałej ciszy
        płyną nad miastem akordy
        spod trupio białych klawiszy...

        Koniec... opuszczam ręce...
        wraca do pudeł polonez...
        Wracam i myślę, że źle jest
        mieć okno na tamtą stronę...
      • a-inka Re: Elegia miasteczek żydowskich 09.02.15, 08:16
        dzięki mamb..
        nie znałam tego Poety,
        wiem,że wątek stary,ale dzieki za niego autorce...
    • polifonia1983 Re: Elegia miasteczek żydowskich 19.04.13, 19:14
      No to ja Zog Nit Keyn Mol, pieśń powstańców żydowskich z gett w Wilnie i Warszawie. Do odsłuchania w jidysz na youtubie, tu po angielsku.
      Yiddish - DO NOT EVER SAY
      THE PARTISANS' SONG - SHIR HAPARTISANIM

      Never say you are going on your final road,
      Although leadened skies block out blue days,
      Our longed-for hour will yet come
      Our step will beat out - we are here!

      From a land of green palm trees to the white land of snow
      We arrive with our pain, with our woe,
      Wherever a spurt of our blood fell,
      On that spot shall spurt forth our courage and our spirit.

      The morning sun will brighten our day
      And yesterday will disappear with our foe.
      But if the sun delays to rise at dawn,
      Then let this song be a password for generations to come.

      This song is written with our blood, not with lead,
      It is not a song of a free bird flying overhead.
      Amid crumbling walls, a people sang this song,
      With grenades in their hands.

      So, never say the road now ends for you,
      Although skies of lead block out days of blue.
      Our longed-for hour will yet come -
      Our step will beat out - we are here!


      • verdana Re: Elegia miasteczek żydowskich 20.04.13, 14:09
        Słowa polskie - mogą byc miejscami niedokładne, bo z pamięci.
        "Nie mów nigdy, oto jest ostatnia z dróg,
        Mrok sinego nieba złą pogodę zmógł,
        Nadejdzie dzień ów wytęskniony z wszystkich dni,
        Zadudni światu krok nasz werblem - oto my!
        Od kraju palm, aż do dalekich , śnieżnych pól
        Idziemy, z nami nasza męka jest i ból,
        A gdzie trysnęła nigdyś w ziemię nasza krew
        Tam zadydni nasze męstwo, ból i gniew.

        Ołowiem pieśń ta napisana jest i kwią,
        To nie prak wolny, co swobodę nuci swą,
        To naród, pośród ścian kruszacych się w gruz
        Piosenkę na wargach, a nagany w dłoniach niósł"
    • olena.s Dorzucę się Broniewskim: 19.04.13, 19:56
      Władysław Broniewski, "Ballady i romanse" (1945)

      "Słuchaj dzieweczko! Ona nie słucha...
      To dzień biały, to miasteczko..."
      Nie ma miasteczka, nie ma żywego ducha,
      po gruzach biega naga, ruda Ryfka,
      trzynastoletnie dziecko.

      Przejeżdżali grubi Niemcy w grubym tanku.
      (Uciekaj, uciekaj Ryfka!)
      "Mama pod gruzami, tata w Majdanku..."
      Roześmiała się, zakręciła się, znikła.

      I przejeżdżał znajomy, dobry łyk z Lubartowa:
      "Masz, Ryfka, bułkę, żebyś była zdrowa..."
      Wzięła, ugryzła, zaświeciła zębami:
      "Ja zaniosę tacie i mamie."

      Przejeżdżał chłop, rzucił grosik,
      przejeżdżała baba, też dała cosik,
      przejeżdżało dużo, dużo luda,
      każdy się dziwił, że goła i ruda.

      I przejeżdżał bolejący Pan Jezus,
      SS-mani go wiedli na męki,
      postawili ich oboje pod miedzą,
      potem wzięli karabiny do ręki.

      "Słuchaj, Jezu, słuchaj, Ryfka, sie Juden,
      za koronę cierniową, za te włosy rude,
      za to, żeście nadzy, za to, żeśmy winni,
      obojeście umrzeć powinni."

      I ozwało się Alleluja w Galilei,
      i oboje anieleli po kolei,
      potem salwa rozległa się głucha...
      "Słuchaj, dzieweczko!...Ona nie słucha..."

      Te wersy:
      za to, żeście nadzy, za to, żeśmy winni,
      obojeście umrzeć powinni.
      są dla mnie za każdym razem tak samo wstrząsającą syntezą nienawiści.
      • lily-evans01 Na mnie największe wrażenie zawsze robi TEN: 19.04.13, 21:35
        Wisława Szymborska
        Jeszcze


        W zaplombowanych wagonach
        jadą krajem imiona,
        a dokąd tak jechać będą,
        a czy kiedy wysiędą,
        nie pytajcie, nie powiem, nie wiem.

        Imię Natan bije pięścią o ścianę,
        imię Izaak śpiewa obłąkane,
        imię Sara wody woła dla imienia
        Aaron, które umiera z pragnienia.

        Nie skacz w biegu, imię Dawida.
        Tyś jest imię skazujące na klęskę,
        nie dawane nikomu, bez domu,
        do noszenia w tym kraju zbyt ciężkie.

        Syn niech imię słowiańskie ma,
        bo tu liczą włosy na głowie,
        bo tu dzielą dobro od zła
        wedle imion i kroju powiek.

        Nie skacz w biegu. Syn będzie Lech.
        Nie skacz w biegu. Jeszcze nie pora.
        Nie skacz. Noc się rozlega jak śmiech
        i przedrzeźnia kół stukanie na torach.

        Chmura z ludzi nad krajem szła,
        z dużej chmury mały deszcz, jedna łza,
        mały deszcz, jedna łza, suchy czas.
        Tory wiodą w czarny las.

        Tak to, tak, stuka koło. Las bez polan.
        Tak to, tak. Lasem jedzie transport wołań.
        Tak to, tak. Obudzona w nocy słyszę
        tak to, tak, łomotanie ciszy w ciszę.
    • nabakier Re: Elegia miasteczek żydowskich 19.04.13, 22:39
      Idą dzieci
      (Jan Dołęga Szczepański, tom „Śpiewacy getta”wink

      … idą dzieci
      ein zwei
      Poli-zei
      drei fier
      Offi-zier
      pan Feldfebel cię uderzył
      pod gazetą
      tate leży
      ein zwei drei
      du bist frei
      (…wink
      tiki taka frei
      już Umschlagplatz
      lokomotywa
      oj
      jaka wielka
      i pełno ludzi
      w każdym wagonie…
      (W: Natan Gros, Poeci i Szoa. Obraz zagłady Żydów w poezji polskiej, Sosnowiec 1993)

      Kołymka
      (Marian Piechala)

      Spłoń, syneczku, już
      śliczne oczka zmruż.
      Inne dzieci się spaliły,
      a ty jeszcze żyjesz, miły.
      Tu nie przyjdzie, o tym wiesz,
      żaden z lasu dziki zwierz.
      Kiedy spalisz się, kochanie,
      mój czas wtedy też nastanie,
      pójdę z tobą w ciemny las,
      Wilki tam wołają nas.
      Tam wilczyca cię utuli
      i zawyje luli-luli.
      W oku wilczym jasna łza
      będzie świecić aż do dnia.
      Śpij, nie czekaj rannych zórz,
      czarny mundur
      czarną czapkę
      przywdział dzisiaj anioł stróż.

      Miasteczko Bełz (sł. Agnieszka Osiecka)

      Mój miły Icek
      już nie bój się nocy
      i ludziom w oczy patrz,
      w miasteczku Bełz.

      Minęło tyle lat,
      harmonia znów gra,
      obłoki płyną w dal,
      znów toczy się świat.

      Wypiękniał nasz Bełz,
      w ogrodach, na drogach bez.
      Nikt nie chce pamiętać,
      nikt nie chce znać smaku łez.

      I tylko gdy śpisz,
      samotny i sam,
      i tylko gdy śpisz,
      płyniesz, giniesz tam...

      Gdzie tata i mama
      przy tobie są znów
      i czule pilnują
      malutkich twych snów.

      Miasteczko Bełz,
      kochany mój Bełz.
      W poranne gazety ubrany
      spokojnie się budzi Bełz

      Łagodny świt
      w zwyczajnych dni rytm,
      w niedziele bezpieczna
      nad rzekę wycieczka
      i w krzakach szept.

      A w piekarni pachnie chleb,
      koń nad owsem schyla łeb.
      Zakochanym nieba dość,
      tylko cicho gwiżdże ktoś.

      Miasteczko Bełz,
      main sztetełe Bełz.
      Wypłowiał już tamten obrazek,
      milczący, płonący Bełz.

      Dziś, kiedy dym,
      to po prostu dym.
      Pierścionek na szczęście,
      w przemyśle zajęcie,
      w niedzielę chrzest.

      Białe ziarno, czarny mak,
      młodej żony słodki smak.
      Kroki w sieni... nie drżyj tak,
      to nie oni. To tylko wiatr...

      Miasteczko Bełz,
      kochany mój Bełz.
      W kołysce gdzieś dzieciak zasypia,
      a mama tak nuci mu:

      Zaśnijże już
      i oczka swe zmruż.
      Są czarne,
      a szkoda, że nie są niebieskie.
      Wołałabym...

      Zaśnijże już
      i oczka swe zmruż.
      Są czarne,
      a szkoda, że nie są niebieskie.
      Wolałabym...
      Tak jakoś...
      • nabakier Re: Elegia miasteczek żydowskich 19.04.13, 22:40
        Emotikony nie planowane, pardon.
    • marychna31 W dzisiejsza rocznicę... 19.04.13, 22:49
      Miłosz Czesław

      CAMPO DI FIORI

      W Rzymie na Campo di Fiori
      Kosze oliwek i cytryn,
      Bruk opryskany winem
      I odłamki kwiatów.
      Różowe owoce morza
      Sypią na stoły przekupnie,
      Naręcza ciemnych winogron
      Padają na puch brzoskwini.

      Tu na tym właśnie placu Spalono Giordana Bruna.
      Kat płomień stosu zażegnął
      W kole ciekawej gawiedzi.
      A ledwo płomień przygasnął,
      Znów pełne były tawerny,
      Kosze oliwek i cytryn
      Nieśli przekupnie na głowach.

      Wspomniałem Campo di Fiori
      W Warszawie przy karuzeli,
      W pogodny wieczór wiosenny,
      Przy dźwiękach skocznej muzyki.
      Salwy za murem getta
      Głuszyła skoczna melodia
      I wzlatywały pary
      Wysoko w pogodne niebo.

      Czasem wiatr z domów płonących
      Przynosił czarne latawce,
      Łapali płatki w powietrzu
      Jadący na karuzeli.
      Rozwiewał suknie dziewczynom
      Ten wiatr od domów płonących,
      Śmiały się tłumy wesołe
      W czas pięknej warszawskiej niedzieli.

      Morał ktoś może wyczyta,
      Że lud warszawski czy rzymski
      Handluje, bawi się, kocha
      Mijając męczeńskie stosy.
      Inny ktoś morał wyczyta
      O rzeczy ludzkich mijaniu,
      O zapomnieniu, co rośnie,
      Nim jeszcze płomień przygasnął.

      Ja jednak wtedy myślałem
      O samotności ginących
      O tym, że kiedy Giordano
      Wstępował na rusztowanie,
      Nie znalazł w ludzkim języku
      Ani jednego wyrazu,
      Aby nim ludzkość pożegnać,
      Tę ludzkość, która zostaje.

      Już biegli wychylać wino,
      Sprzedawać białe rozgwiazdy,
      Kosze oliwek i cytryn
      Nieśli w wesołym gwarze.
      I był już od nich odległy,
      Jakby minęły wieki,
      A oni chwilę czekali
      Na jego odlot w pożarze.

      I ci ginący, samotni,
      Już zapomniani od świata,
      Język ich stał się nam obcy
      Jak język dawnej planety,
      Aż wszystko będzie legendą
      A wtedy po wielu latach
      Na nowym Campo di Fiori
      Bunt wznieci słowo poety.
    • olena.s Zuzanna Ginczanka: Non omnis moriar… 19.04.13, 23:53
      Non omnis moriar – moje dumne włości,
      Łąki moich obrusów, twierdze szaf niezłomnych,
      Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel
      I suknie, jasne suknie pozostaną po mnie.
      Nie zostawiłam tutaj żadnego dziedzica,
      Niech więc rzeczy żydowskie twoja dłoń wyszpera,
      Chominowo, lwowianko, dzielna żono szpicla,
      Donosicielko chyża, matko folksdojczera.
      Tobie, twoim niech służą, bo po cóż by obcym.
      Bliscy moi – nie lutnia to, nie puste imię.
      Pamiętam o was, wyście, kiedy szli szupowcy,
      Też pamiętali o mnie. Przypomnieli i mnie.
      Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
      I zapiją mój pogrzeb i własne bogactwo:
      Kilimy i makaty, półmiski, lichtarze –
      Niechaj piją noc całą, a o świcie brzasku
      Niech zaczną szukać cennych kamieni i złota
      W kanapach, materacach, kołdrach i dywanach.
      O, jak będzie się palić w ręku im robota,
      Kłęby włosia końskiego i morskiego siana,
      Chmury prutych poduszek i obłoki pierzyn
      Do rąk im przylgną, w skrzydła zmienią ręce obie;
      To krew moja pakuły z puchem zlepi świeżym
      I uskrzydlone nagle w aniołów przerobi.
    • angazetka Baczyński 20.04.13, 00:01
      Byłeś jak wielkie, stare drzewo,
      narodzie mój jak dąb zuchwały,
      wezbrany ogniem soków źrałych
      jak drzewo wiary, mocy, gniewu.
      I jęli ciebie cieśle orać
      i ryć cię rylcem u korzeni,
      żeby twój głos, twój kształt odmienić,
      żeby cię zmienić w sen upiora.
      Jęli ci liście drzeć i ścinać,
      byś nagi stał i głowę zginał.
      Jęli ci oczy z ognia łupić,
      byś ich nie zmienił wzrokiem w trupy.
      Jęli ci ciało w popiół kruszyć,
      by wydrzeć Boga z żywej duszy.
      I otoś stanął sam, odarty,
      jak martwa chmura za kratami,
      na pół cierpiący, a pół martwy,
      poryty ogniem, batem, łzami.
      W wielości swojej - rozegnany,
      w miłości swojej - jak pień twardy,
      haki pazurów wbiłeś w rany
      swej ziemi. I śnisz sen pogardy.
      Lecz kręci się niebiosów zegar
      i czas o tarczę mieczem bije,
      i wstrząśniesz się z poblaskiem nieba,
      posłuchasz serca: serce żyje.
      I zmartwychwstaniesz jak Bóg z grobu
      z huraganowym tchem u skroni,
      ramiona ziemi się przed tobą
      otworzą. Ludu mój, Do broni!

      IV 43r.
      • bi_scotti Do posluchania i poogladania 20.04.13, 00:53
        www.youtube.com/watch?v=8tnFE3Foaw4
        www.youtube.com/watch?v=t27JYpd8POQ
        www.youtube.com/watch?v=uU30WDlFSzg
        https://www.irarosenberg.com/mknchng/mcgraphics/chagall-vue-de-vitebsk.jpg
    • vidy Re: Elegia miasteczek żydowskich 20.04.13, 01:00
      Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie

      "Śpiewaj! I harfę chwyć w dłonie, lekką, z pustego drzewa,
      Ciężarem palców wydobądź ze strun jej tony wysokie,
      Tak jakby to serca czyniły zbolałe, ostatnią pieśń śpiewaj,
      Zaśpiewaj dziś o ginących ostatnich Żydach w Europie
       
      -I jakże mógłbym dziś śpiewać? I jakże usta otworzę,
      Gdym oto został sam jeden i na nikogo nie czekam-
      Bo żona moja i dwoje piskląt rodzonych- o Boże!...
      I obejmuje mnie groza... płacz słyszę. Płacz z bardzo daleka-
       
      "Śpiewaj, zaśpiewaj! Niech boleść podniesie krzyk- głos niech wyda!
      Szukaj! Poszukaj go w górze, jeśli tam jest ponad ziemią-
      Zaśpiewaj mu... o, zaśpiewaj pieśń ostatniego Żyda:
      Już oto nigdzie go nie ma, żył, umarł i nie pogrzebion..."
       
      -Jak śpiewać? Jak unieść głowę, jak dźwignąć z bezradnych rąk ją?
      Zabrali mego Bencjonka, Jomelka, zabrali mi żonę-
      Nie ma ich przy mnie, a przecież na krok mnie już nie odstąpią!
      O, cienie mych jasnych, najdroższych, wyziębłe i niewidome!
       
      "Śpiewaj, zaśpiewaj jeszcze po raz ostatni na ziemi,
      Odrzuć do tyłu głowę, w niebo wznieś oczy i ręce,
      Po raz ostatni zaśpiewaj, zanim cię cisza oniemi:
      Wymordowano już Żydów! I nie masz, nie masz ich więcej!"
       
      -I jakże mógłbym zaspiewać? Jak oczy wznieść osłupiałe,
      Jak podnieść schyloną głowę? Łza z oczu spłynąć nie może,
      Łza, co wezbrała we mnie... O Boże! O, mój ty Boże!
       
      "Zaśpiewaj! Wznieś ku niebiosom wzrok ślepy i duszę całą,
      Jakby tam Bóg mieszkał jeszcze... I wołaj: bądź pozdrowiony!
      Jakby spłynęło nam stamtąd szczęście, co kiedyś jaśniało!
      I niechaj z ruin bezludnych twej pieśni rozlegną się tony!"
       
      -Jakże mam śpiewać? Świat cały obrócił mi się w pustynię!
      Jak grać mam, kiedy daremnie ręka podźwignąć się sili?
      Gdzieżeście, moi umarli? W śmieciach was szukam i glinie,
      I w każdej garstce popiołu. Gdzieżeście mi się zgubili?
       
      Krzyczcie z piaszczystych usypisk, i przywaleni kamieniem,
      Z mgieł wszystkich, z każdego ognia i z dymu krzyk wasz niech rośnie-
      Oto jest szpik waszych kości, oto krew wasza i tchnienie,
      To wasze ciało i życie. Wołajcie, wołajcie głośniej!
       
      Z wnętrzności zwierzyny leśnej wołajcie, z ryb w tylu rzekach-
      One was zżarły. Wołajcie z wapna, nie gódźcie się z ciszą!
      Wołania chcę o ratunek, niech krzyczy rozpacz człowieka!
      Wymordowany narodzie żydowski, niech cię usłyszą!
       
      Nie skarż się niebu- jak ziemia wzgardzi skargami twymi,
      Nie skarż się słońcu- daremnie... Ach gdybym mógł, gdybym zdołał
      o, mój narodzie! Ty więcej światła rozsiałeś dokoła!
       
      Ukaż się, mój narodzie, zjaw się, wyciągnij ramiona
      Z głębokich dołów, tych, któreś po brzegi wypełnił sobą
      Warstwą na warstwie pokrytą wapnem i żarem spaloną-
      Powstań! I wychodź z najgłębszych pokładów swojego grobu!
       
      Przybądźcie tu z Sobiboru, z Treblinki i Oświęcimia,
      Z Bełżca nadejdźcie, i z Ponar, skądkolwiek, z daleka i z bliska
      Z milczącym wołaniem o pomoc i z otwarymi oczyma
      Przybądźcie tu do mnie zewsząd, z mchów zgniłych, i z głębi bagniska!
       
      Zjawcie się wyschli, zdeptani i wysłuchajcie zaklęcia,
      Otoczcie mnie korowodem, ciżbą w milczeniu zastygłą-
      Dziadkowie, babcie i matki ze swymi dziećmi w objęciach,
      Kości zmielone na proszek z ciał przerobionych na mydło!
       
      Ukażcie mi się raz jeszcze, o, przyjdźcie, przyzywam was płaczem,
      Chcę widzieć was, widzieć wszystkich przez łzy już nigdy nie starte,
      Niech naród mój, ten mój naród zamordowany zobaczę-
      I będę śpiewać... zaśpiewam... i zagram... dajcie mi harfę.
       
      Icchak Kacenelson, z "Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie".
      • vidy Re: Elegia miasteczek żydowskich 20.04.13, 01:09
        Wiersze o zagładzie
        • bi_scotti Podsumowanie ... 20.04.13, 13:28
          www.youtube.com/watch?v=mSUdCwekVWQ
          • nangaparbat3 Re: Podsumowanie ... 20.04.13, 13:55
            www.youtube.com/watch?v=-wgYnYSg3Zs
    • ingryd Re: Elegia miasteczek żydowskich 20.04.13, 16:58
      dzieki krejzi za watek,
      dzieki dziewczyny za piekne wiersze,
      splakalam sie jak bobr,

      dorzuce i ja :


      JULIAN TUWIM
      1944, sierpień, Londyn
      MY, ŻYDZI POLSCY...

      Matce w Polsce lub najukochańszemu Jej cieniowi.


      ...I od razu słyszę pytanie: "Skąd to MY?" Pytanie w pewnym stopniu uzasadnione. Zadają mi je Żydzi, którym zawsze tłumaczyłem, że jestem Polakiem, a teraz zadadzą mi je Polacy, dla których w znakomitej większości jestem i będę Żydem. Oto odpowiedź dla jednych i drugich.
      Jestem Polakiem, bo mi się tak podoba. To moja ściśle prywatna sprawa, z której nikomu nie mam zamiaru zdawać relacji, ani wyjaśniać jej, tłumaczyć, uzasadniać. Nie dzielę Polaków na "rodowitych" i "nierodowitych", pozostawiając to rodowitym i nierodowitym rasistom, rodzimym i nierodzimym hitlerowcom. Dzielę Polaków jak Żydów i jak inne narody, na mądrych i głupich, uczciwych i złodziei, inteligentnych i tępych, interesujących i nudnych, krzywdzonych i krzywdzących, gentlemenów i nie-gentlemenów itd. Dzielę też Polaków na faszystów i kontrfaszystów. Te dwa obozy nie są, oczywiście, Jednolite, każdy z nich mieni się odcieniami barw o rozmaitym zgęszczeniu. Ale linia podziału na pewno istnieje, a wkrótce da się całkiem wyraźnie przeprowadzić. Odcienie zostaną odcieniami, lecz barwa samej linii zjaskrawieje i pogłębi się w zdecydowany sposób.
      Mógłbym powiedzieć, że w płaszczyźnie politycznej dzielę Polaków na antysemitów i antyfaszystów. Bo faszyzm to zawsze antysemityzm. Antysemityzm jest międzynarodowym językiem faszystów.
      II

      Gdyby jednak przyszło do uzasadnienia swej narodowości, a raczej narodowego poczucia, to jestem Polakiem dla najprostszych, niemal prymitywnych powodów przeważnie racjonalnych, częściowo irracjonalnych, ale bez "mistycznej" przyprawy. Być Polakiem - to ani zaszczyt, ani chluba, ani przywilej. To samo jest z oddychaniem. Nie spotkałem jeszcze człowieka, który jest dumny z tego, że oddycha.
      Polak - bo się w Polsce urodziłem, wzrosłem, wychowałem, nauczyłem, bo w Polsce byłem szczęśliwy i nieszczęśliwy, bo z wygnania chcę koniecznie wrócić do Polski, choćby mi gdzie indziej rajskie rozkosze zapewniono.
      Polak - bo dla czułego przesądu, którego żadną racją ani logiką nie potrafię wytłumaczyć, pragnę, aby mnie po śmierci wchłonęła i wessała ziemia polska, nie żadna inna.
      Polak - bo mi tak w domu rodzicielskim po polsku powiedziano; bo mnie tam polską mową od niemowlęctwa karmiono; bo mnie matka nauczyła polskich wierszy i piosenek; bo gdy przyszedł pierwszy wstrząs poezji, to wyładował się polskimi słowami; bo to, co w życiu stało się najważniejsze - twórczość poetycka - jest nie do pomyślenia w żadnym innym języku, choćbym nim jak najbieglej mówił.
      Polak - bo po polsku spowiadałem się z niepokojów pierwszej miłości i po polsku bełkotałem o Jej szczęściu i burzach.
      Polak dlatego także, że brzoza i wierzba są mi bliższe niż palma i cyprus, a Mickiewicz i Chopin drożsi, niż Szekspir i Beethoven. Drożsi dla powodów, których znowu żadną racją nie potrafię uzasadnić.
      Polak - bo przejąłem od Polaków pewną ilość ich wad narodowych. Polak - bo moja nienawiść dla faszystów polskich Jest większa, niż faszystów innych narodowości. I uważam to za bardzo poważną cechę mojej polskości.
      Ale przede wszystkim - Polak dlatego, że mi się tak podoba.
      III

      Na to słyszę głosy: "Dobrze. Ale Jeżeli Polak, to w takim razie dlaczego "My, ŻYDZI"? Służę odpowiedzią: Z POWODU KRWI. - "Więc rasizm?!" -Nie. Wcale nie rasizm. Wprost przeciwnie.
      Dwojaka jest krew: ta w żyłach i ta z żył. Pierwsza jest sokiem cielesnym, więc badanie Jej należy do fizjologów. Kto tej krwi przypisuje jakieś inne, poza organicznymi, specjalne właściwości i tajemnicze moce, ten, jak to widzimy, w konsekwencji obraca miasta w zgliszcza, wyrzyna miliony ludzi i wreszcie, jak to zobaczymy, sprowadza rzeź na własny swój szczep.
      Druga krew - to ta właśnie, którą ów herszt międzynarodowego faszyzmu wytacza z ludzkości, aby zadokumentować tryumf własnej juchy nad moją juchą - krew niewinnie pomordowanych milionów ludzi, krew nie ukryta w arteriach, lecz krew ujawniona. Takiej powodzi męczeńskiej krwi nie było jeszcze Jak świat światem, a krew Żydów (nie "krew żydowska") najszerszymi, i najgłębszymi płynie strumieniami. Zczerniałe jej potoki zlewają się już w burzliwą, pienistą rzekę - I W TYM OTO NOWYM JORDANIE PRZYJMUJĘ CHRZEST NAD CHRZĘSTY:
      KRWAWE, GORĄCE, MĘCZENNICZE BRATERSTWO Z ŻYDAMI.
      Przyjmijcie mnie. Bracia, do tej zaszczytnej wspólnoty Niewinnie Przelanej Krwi. Do tej gminy, do tego kościoła chcę od dziś należeć.
      Ta RANGA - ranga Żyda Doloris Causa - niechaj będzie udzielona polskiemu poecie przez naród, który go wydał. Nie za żadne zasługi, bo Ich przed wami nie mam. Będę to uważał za awans i najwyższą nagrodę za tych parę wierszy polskich, które może mnie przeżyją i pamięć o których związana będzie z moim imieniem - imieniem Żyda polskiego.
      IV

      Na opaskach, Jakie nosiliście w ghetcie, wymalowana była gwiazda Dawida. Wierzę w taką przyszłą Polskę, w której ta gwiazda, ta z opasek, stanie się jednym z najwyższych odznaczeń, udzielanych najwaleczniejszym żołnierzom i oficerom polskim. Będą ją oni z dumą nosili na piersi obok dawnego Virtuti Militari. Będzie i Krzyż Ghetta - nazwa głęboko symboliczna. Będzie Order Żółtej Łaty - zaszczytniejszy niż niejedno dotychczasowe świecidło. I będzie w Warszawie, i w każdym innym mieście polskim, pozostawiony, utrwalony i konserwowany jakiś fragment ghetta w niezmienionej postaci, tak jak go zastaniemy, w całej zgrozie zgliszcz i zniszczenia. Otoczymy ten zabytek hańby naszych wrogów, a chwały naszych umęczonych bohaterów łańcuchami, odlanymi ze zdobytych hitlerowskich armat, i świeże, żywe kwiaty będziemy co dzień wplatać między żelazne ogniwa, aby po wieczne czasy świeża i żywa pozostała pamięć przyszłych pokoleń o zmasakrowanym narodzie, i na znak, że zawsze żywy i świeży jest nasz ból po nim.
      Kościołowi narodowych pamiątek przybędzie jeszcze jedna. Będziemy tam prowadzić dzieci i opowiadać o najpotworniejszym w dziejach świata męczeństwie ludzi. W centrum tego pomnika, którego tragizm uwydatnią otaczające go nowoczesne, da Bóg, Szklane Domy odbudowanego miasta, płonąć będzie nigdy nie gasnący ogień. Przechodnie będą zdejmować przed nim kapelusz.
      A kto chrześcijanin - przeżegna się znakiem krzyża... Więc z dumą, z żałobną dumą będziemy nosić tę rangę, wszystkie inne zaćmiewającą - rangę Żyda Polskiego - my, cudem i przypadkiem pozostali przy życiu. Z dumą? Powiedzmy raczej: ze skruchą i żrącym wstydem. Bo przypadła nam ona za waszą mękę, za waszą chwałę. Odkupiciele!
      ...Więc może nie "My, Żydzi Polscy", ale "My, Widma, my. Cienie pomordowanych braci naszych, Żydów Polskich"...
      V

      My Żydzi Polscy... My, wiecznie żywi - to znaczy ci, którzy zginęli w ghettach i obozach, i my widma - to znaczy ci, którzy zza mórz i oceanów wrócimy do kraju i będziemy straszyć wśród ruin swymi w całości zachowanymi cielskami i upiornością niby to zachowanych dusz.
      My, prawda grobów, i my złuda istnienia, my, miliony trupów i kilkanaście, może kilkadziesiąt tysięcy niby nietrupów; my, nieskończenie wielka bratnia mogiła; my, kirkut, jakiego dzieje nie widziały i nie zobaczą.
      My, poduszeni w komorach gazowych i przetopieni na mydło, którym nie zmyje się ani śladów naszej krwi, ani piętna grzechów świata wobec nas.
      My, których mózgi tryskały na ściany naszych nędzarskich mieszkanek i na mury, pod którymi nas masowo rozstrzeliwano - tylko za to, że jesteśmy Żydami.
      My, Golgota, na której mógłby stanąć nieprzebyty las krzyżów. My, którzyśmy dwa tysiące lat temu dali ludzkości jednego niewinnie przez Imperium Romanum zamordowanego Syna Człowieczego - i wystarczyło tej jednej śmierci, aby się stal Bogiem. Jaka religia urośnie z milionów śmierci, tortur, poniżeń i rozkrzyżowanych w ostatniej rozpaczy ramion?
      My, Szlojmy, Srule, Mośki, parchy, bejlisy, gudłaje-my, których imiona i przezwiska prześcigną w dostojności brzemienia wszelkich Achillesów, Chr
      • ingryd Re: Elegia miasteczek żydowskich 20.04.13, 17:00
        cd

        My, Szlojmy, Srule, Mośki, parchy, bejlisy, gudłaje-my, których imiona i przezwiska prześcigną w dostojności brzemienia wszelkich Achillesów, Chrobrych i Ryszardów o Lwich Sercach.
        My, znowu w katakumbach - w "bunkrach" pod brukiem Warszawy, człapiący w smrodzie ścieków, ku zdziwieniu naszych kompanów - szczurów.
        My, z karabinami na barykadach, śród ruin naszych bombardowanych z powietrza domostw; my, żołnierze wolności i honoru...
        "Jojne, idź na wojnę!" Poszedł, szanowni panowie, i zginął za Polskę..
        My, którym "twierdzą był każdy próg" każdego walącego się na nas domu.
        My, Żydzi polscy, dziczejący w lasach, karmiący przerażone nasze dzieci korzonkami i trawą, my pełzający, czołgający się, nastroszeni, z jakąś cudem zdobytą lub za grube pieniądze wybłaganą, staroświecką dwururką...
        My, Hiobowie, my. Nioby, my na pokucie po setkach tysięcy naszych żydowskich Urszulek...
        My, głębokie doły potrzaskanych, pomiażdżonych kości i poskręcanych, pręgami pokrytych zwłok.
        My-krzyk bólu! Krzyk tak przeciągły, że go najdalsze wieki usłyszą. My, Wycie, my Chór, zawodzący mogilne El mole rachmim, którego stulecie będzie stuleciu przekazywać.
        My, najwspanialsza w dziejach kupa krwawego nawozu, którym użyźniliśmy Polskę, aby tym, co nas przeżyją, lepiej smakował chleb wolności.
        My, makabryczny rezerwat, my, ostatni Mohikanie, niedobitki rzezi, które jakiś nowy Barnum może obwozić po świecie, obwieszczając na pstrych plakatach: "Niesłychane widowisko! The biggest sensation in the world! Żydzi polscy-żywi i prawdziwi!" My, Gabinet Okropności, Schreckenskammer, Chambre des Tortures! "Osoby nerwowe upraszane są o opuszczenie sali!"
        My nad rzekami zamorskich krain siedzący i płaczący. Jak ongi nad rzekami Babilonu. Po całym okręgu świata płacze Rachel dzieci swoje, aleć ich niemasz! Nad rzeką Hudson, nad Tamizą, nad Eufratem, Nilem, Gangesem i Jordanem błąkamy siew rozproszeniu naszym, wołając: "Wisło! Wisło! Wisło! Matko rodzona! Szara Wisło, nie od brzasku różowa, ale od krwi!"
        My, którzy nawet grobów dzieci naszych i matek nie odnajdziemy- tak się warstwami poukładają, tak się na całą ojczyznę wszerz rozpostrą w jedno pogrzebanie! I nie będzie upatrzonego miejsca, żebyś mógł na nim kwiaty położyć, ale, jak siewca ziarno, będziesz je szerokim rozmachem rąk rozrzucał. Może przypadkiem trafisz.
        My Żydzi polscy... My, legenda krwią i łzami ociekająca. Kto wie, czy Jej nie trzeba będzie pisać biblijnymi wersetami: "Oby rylcem żelaznym i ołowiem na wieczną pamiątkę wydrążona była" (Hiob XIX, 24). My, apokaliptyczne stadium dziejów. My, Jeremiaszowe Treny:
        ..."Leży na ziemi po ulicach dziecię i starzec, panny moje i młodzieńcy moi polegli od miecza; pobiłeś ich w dzień zapalczywości twojej, pomordowałeś ich a nie sfolgowałeś..."
        ..."Wrzucili do dołu żywot mój, a przywalili mnie kamieniem. Wezbrały wody nad głową moją i rzekłem: Jużci po mnie!... Wzywam imienia Twego, o Panie, z dołu bardzo głębokiego... Widzisz, o Panie bezprawie, które mi się dzieje, osądźże sprawę moją... Oddajże im nagrodę Panie, według sprawy rąk ich! Dajże im zatwardziałe serce i przekleństwo swe na nich! Goń ich w zapalczywości, a zgładź ich, aby nie byli pod niebem Twoim, o Panie!" (Treny Jeremiaszowe, III).
        Nad Europą stoi olbrzymi i wciąż rosnący widmowy Kościotrup. W jego pustych oczodołach świeci ogień niebezpiecznego gniewu, a palce zacisnęły się w kościstą pięść. I On, nasz Wódz i Dyktator, będzie nam dyktował prawa nasze i żądania.
        • bi_scotti I jeszcze pare slow od mojego "idola" ... 20.04.13, 17:25
          www.youtube.com/watch?v=T29f5-lXqm0
          ... z ta Polska zwiazanym pepowina hanb ...
          • ingryd Re: I jeszcze pare slow od mojego "idola" ... 20.04.13, 18:26
            scotti, erratum :

            ni religja, ni narodowosc, ni nazwisko panienskie babci, sprawia zes pempowina hanb zwiazan ze swoja ojczyzna.
            wg mnie to polska jest bardziej powiazana pempwina hanb ze swoimi zydami.
            ale widze swiatelko w tunelu, chocby wczorajsze komemoracje, i te zonkile w klapach warszawiakow (medale o ktorych pisal tuwim ?), wierze ze bedzie coraz lepiej...
            • bi_scotti Re: I jeszcze pare slow od mojego "idola" ... 20.04.13, 18:43
              A ja mysle, ze JK mial racje - hanba jest/byla po obu stronach choc w roznych okresach historycznych i w roznych wymiarach. Zrownuje nas i dzis gdy pochylamy glowe z pokora.
              • ingryd Re: I jeszcze pare slow od mojego "idola" ... 20.04.13, 19:05
                chyba nie do konca zrozumialas tekst jk

                nie zgadzam sie z toba absolutnie,
                nasza (polska) hanba jest nieporownywalna,
                a idac tywoim tokiem myslenia
                moznaby np usprawiedliwiac ostatni europejski pogrom, w kielcach

                no, ale to nie watek na te dyskusje
                • bi_scotti Re: I jeszcze pare slow od mojego "idola" ... 20.04.13, 19:13
                  Nie istnieje monopol na bycie ofiara. Na szczescie zreszta tez nie ma monopolu na bycie katem. Hanba/krzywda zawsze dzieli sie jak jablko na pol. Jak biskupi polscy "wybaczamy i prosimy o wybaczenie" ...
                  Wracajac do tego od czego zaczal sie watek wystarczy siegnac po pamietniki Czerniakowa. Life.
                  • ingryd Re: I jeszcze pare slow od mojego "idola" ... 20.04.13, 19:29
                    biskupi polscy nie sa dla mnie w najmniejszym stopniu jakimkolwiek autorytetem, szczegolnie w tym temacie.

                    i o jakie wybaczenie ma prosic 6 mln istnien ludzkich, ktore pochlonal holokaust,
                    jaka byla ich wina, oprocz tego ze oddychali ?

                    a getto to zaden life, psze pani, to smierc i to najgorsza jaka mogl zgotwac czlowiek innemu czlowiekowi
                    • bi_scotti Re: I jeszcze pare slow od mojego "idola" ... 20.04.13, 19:46
                      Co robilas w listopadzie 1965 roku?
                    • ingryd Re: I jeszcze pare slow od mojego "idola" ... 20.04.13, 20:20
                      dokladnie i precyzyjnie "pamietam" co wtedy robilam (intensywnie fuzjonowalam z komorki w zygote), i na pewno nie interesowala mnie wymiana korespondencji miedzy polskim i niemieckim episkopatem,
                      ktora to zreszta epistolografia nie ma nic wspolnego tematem watku
                  • nangaparbat3 Re: I jeszcze pare slow od mojego "idola" ... 20.04.13, 19:57
                    bi_scotti napisała:

                    > Nie istnieje monopol na bycie ofiara. Na szczescie zreszta tez nie ma monopolu
                    > na bycie katem. Hanba/krzywda zawsze dzieli sie jak jablko na pol.


                    Nie dzieli się na poł. Dzieli się proporcjonalnie do posiadanej wladzy, siły, swobody wyboru.
                    W sytuacji ludobojstwa owszem, istnieje monopol na bycie ofiarą. I zadnego podzialu winy tutaj nie ma.
                    • bi_scotti Re: I jeszcze pare slow od mojego "idola" ... 20.04.13, 20:13
                      nangaparbat3 napisała:

                      > Nie dzieli się na poł. Dzieli się proporcjonalnie do posiadanej wladzy, siły, s
                      > wobody wyboru.
                      > W sytuacji ludobojstwa owszem, istnieje monopol na bycie ofiarą. I zadnego pod
                      > zialu winy tutaj nie ma.
                      >

                      Pozostane przy swoim ... wierna postawie mojej mamy, ktora nigdy nie zgodzila sie zeznawac przeciwko oprawcom z Ravensbruck. W ukadzie zero-jedynkowym monopol moglby istniec ale takie uklady nie istnieja, ergo ... Nawet jesli nie ma podzialu winy miedzy "toba i mna" to jest ogolny podzial win i zawsze w nim uczestniczymy one way or the other. Czlowieczenstwo, eh. For better and worse (nostalgiczny usmiech z przechyleniem glowy w Twoim kierunku ...).
                      • nangaparbat3 Re: I jeszcze pare slow od mojego "idola" ... 20.04.13, 20:57
                        Bi - o czym ty piszesz? Wyjasnij, bo mam wrażenie - i nadzieję - ze nie rozumiem.
                        • olena.s Nie wiem, jak bi. Ja - o tym 20.04.13, 22:56

                          https://sphotos-c.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash3/625434_3042862807035_2014407535_n.jpg
                          Życie w Zatoce Perskiej
                          • bi_scotti Re: Nie wiem, jak bi. Ja - o tym 20.04.13, 23:04
                            Picture worth 1000 words?
                            https://beiderbecke.typepad.com/tba/images/2007/09/24/jewish_immigrants_bound_palestine_1.jpg
        • mamb79 Re: Elegia miasteczek żydowskich 20.04.13, 20:28
          Wolny kraj,ale przepychankami słownymi psujecie piękny,nostalgiczny wątek...żalsad
          • ingryd Re: Elegia miasteczek żydowskich 20.04.13, 20:31
            masz racje, sypie glowe popiolem i poprawe przyzekam, (niepotrzebnie sie dalam sprowokowac)
            • wtopek Re: Elegia miasteczek żydowskich 20.04.13, 20:38
              holokaust holokaustem, ale 65 miliardów piechotą nie chodzi, no nie?
          • bi_scotti Re: Elegia miasteczek żydowskich 20.04.13, 20:43
            mamb79 napisał(a):

            > Wolny kraj,ale przepychankami słownymi psujecie piękny,nostalgiczny wątek...ża
            > lsad

            Historia skomplikowana jest, nie tylko nostalgiczna, nic na to nie poradzisz. A w koncu o to chodzilo zeby sobie wolni ludzie w wolnym kraju mogli skakac do gardel gloszac inne poglady bez ogladania sie na "jedynie sluszne". Dobrze jest, ze nie ma jednej wizji, niech sie scieraja interpretacje, a nuz czegos sie o sobie dowiemy przy okazji ...
            • nangaparbat3 Re: Elegia miasteczek żydowskich 21.04.13, 00:51
              Daj spokój. Przedtem zagladalam w pospiechu, dopiero teraz odsluchalam. Jest o czym dyskutować - ale nie przy tej okazji i nie w kontekście dzielenia winy.
            • arthurgordon Re: Elegia miasteczek żydowskich 08.02.15, 20:38
              Zajrzalem tutaj z powodu Ginczanki-zostalem do konca/wpisow/.Zamordowano Naród-pozostala mozliwosc rozmowy...Slowa, od nostalgicznych po szarpiące rany są potrzebne,na początku slowo podobno bylo..
    • peonies Re: Elegia miasteczek żydowskich 20.04.13, 23:37
      Dobrze wrócić do swoich wink

      wczoraj wieczorem skomentowałam publikację na onecie:
      wiadomosci.onet.pl/regionalne/warszawa/wstrzasajace-zdjecia-z-warszawskiego-getta,5387240,fotoreportaz-mini.html
      w 90% komentarze popierające i akceptujące zabijanie innych nacji. Czy osoby piszące takie komentarze to jeszcze ludzie? Chyba bydło pozbawione poczucia choć odrobiny człowieczeństwa.
      Gdy napisałam, że "po przeczytaniu tych antysemickich pomyj wstyd mi że jestem Polką" zostałam obrzucona strasznymi wyzwiskami...


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka