kocianna
20.08.13, 20:59
Tak się zastanawiam. Czy to nie jest tak, że dziecko ludzi z wyższym wykształceniem, z dbającej rodziny, takie, któremu czyta się książki, któremu się odpowiada na pytania, zabiera do muzeów etc., i które nie ma przy tym żadnych dysfunkcji - tak "z urzędu" powinno mieć co najmniej dobre wyniki przynajmniej w 1-3? Ematczyne dziecko program "akademicki" I klasy ma opanowany w czterolatkach, a w szkole uczy się bardziej współżycia społecznego, siedzenia w ławce i ewentualnie pisania. Nie przeczę, że to wysiłek, ale jednak mniejszy niż tych dzieci, które mają "wyrównywane szanse edukacyjne" i nożyczki i kredki do ręki pierwszy raz w życiu dostają w szkole.
Jak wtedy reagować na pochwały "jak ty się świetnie uczysz", "jaki ty jesteś zdolny", skoro zasługa dziecka w tym tak naprawdę niewielka?