Czy orędowniczki politycznej poprawności są pewne, że muzułmanki aż tak bardzo się od nas różnią?
www.youtube.com/watch?v=cxboRdXBwck
www.facebook.com/photo.php?fbid=472739016108313&set=a.472738992774982.100804.472721256110089&type=3&theater
I tak się zastanawiam czy chcąc dobrze, albo zwyczajnie nie chcąc sobie zaprzątać głowy cudzymi problemami, nie szkodzą. Czy przyczepiając łatkę bigota każdemu, kogo oburza niewolniczy status kobiet w niektórych krajach, nie powtarza się haseł propagandowych grup, którym zależy na zachowaniu status quo za wszelką cenę? Czy uprzejme milczenie na pewno jest na miejscu?
Dlaczego nie mówić wprost, co myślimy o ich chustach? Koleżanki niemuzułmanki, która ma za męża aroganckiego buca też nie będę poklepywać po ramieniu, dlaczego mam traktować inaczej muzułmankę? Komu zależy na mieszaniu we wszystko religii? Argument na jakąkolwiek krytykę - bo to jest część naszej/ich religii/tradycji. Argument na krytykę religii/tradycji - to nie ma nic wspólnego z religią/tradycją, to wszystko wina ekstremistów. No żesz, co za manipulanci
Dodam, gwoli ścisłości, że zupełnie nie zajmuje mnie problem rzekomej muzułmańskiej inwazji na Europę, chodzi mi wyłącznie o sytuację kobiet. Kurczę, same dopiero 100 lat temu uzyskałyśmy prawa wyborcze, powinnyśmy chyba lepiej rozumieć problem i nie dać sobie zamydlać oczu frazesami o religii i tradycji.