Gość: horac
IP: *.*
05.02.02, 12:12
No to ja konkretnie: chodzi mi o sex.A jeszcze konkretniej, że jakoś tak mi się porobiło, że mogę teraz (po urodzeniu dziecka) w ogóle bez.Duża w tym, myślę, zasługa też męża. Starać się jakoś odechciało, do pomocy w domu też go nie ciągnie. Często więc jestem zmęczona, zniechęcona i nie widzę już w nim tego faceta co kiedyś...Jakby tak choć raz "odstrzelił się" w garnitur tylko dla mnie (wtedy tyłeczek wygląda ponętnie)Jakby tak choć raz rzucił mi pod nogi bukiet kwiatówJakby tak choć raz zaprosił mnie na kolację, jak kiedyś ...Jakby tak przestał kręcić nosem, że mu zupa znowu nie smakuje...A on co? Jak w domu to w dresie, jak w dresie to przed TV, jak już coś powie, to będzie to krytyka, a jak już coś przyniesie to nie kwiaty, a wysoki stołek, żeby mi się w kuchni wygodnie siedziało jak obiad gotuję...A jak przychodzi co do czego, to by chciał, żebym ja jak telewizor, uruchomiony pilotem, w ciągu dwóch sekund rzuciła się na niego, gotowa i szczęśliwa...A ja też nie lepiej - po domu w leginsach upaćkanych BoboVitą, permanentnie na kolanach (albo za dzieckiem albo ze szmatą do podłogi) o dziewiątej padam nieżywa i jak nie daj Boże coś ode mnie chce, to warczę.I jak tu obudzić w sobie namiętność?I jak tu przekonać męża, że warto, by się znowu zaczął starać? Myślicie, że mu nie mówiłam? Owszem. On wie co i jak by zadziałało. Ale jemu jakoś się nie chce.Co tu zrobić, żeby się zachciało?Zacząć od siebie? Tylko jak - z pracą na pełen etat w firmie i w domu? Z małym dzieckiem i mężem-bałaganiarzem?Matylda.