Dodaj do ulubionych

Jak oni rzucali

14.09.13, 19:32
Jak oni rzucali, czyli wątek o rozstaniach lub - precyzyjniej - braku kontynuowania spotkań/związku. Inspirowane innym forum, dziewczę po 3-4 randkach usłyszało komunikat mniej więcej "było mi bardzo miło, ale nie jestem zainteresowany dalszymi spotkaniami, powodzenia, cześć" i zaczęło dociekać. Odpowiedź brzmiała "po prostu nie zaiskrzyło", klarownie, jasno, uprzejmie.
Wiecie jak Wasi mężowie/faceci w czasach przedślubnych i przeddzieciowych żegnali się z dziewczynami/kobietami (o ile w ogóle mieli wcześniej dziewczyny, oczywiście)? Klasycznie "jestem zajęty, będę zajęty" czy inne "nie zaiskrzyło", przy obopólnej przyjaźni, musieli spławiać byłą długo czy dotąd się jakieś eks chwilowe narzeczone plączą w życiorysie itp. Jasne, że to od stażu związkowego zależało, ale bardziej pytam o takie krótsze luźne spotykanie się niż o wieloletnie konkubinaty.
Obserwuj wątek
    • edelstein Re: Jak oni rzucali 14.09.13, 19:43

      Tak rzucal,ze gdy nadeszlam wszystko bylo wysprzatane na maksa.Nic sie nie placze,wiec Jak widac skutecznie.
      • triss_merigold6 Re: Jak oni rzucali 14.09.13, 19:47
        No u mojego jak się ostatecznie zeszliśmy, to też było posprzątane i żadnych przyjaźni z przeszłości czy innych namolnych byłych nie ma na stanie.
    • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Jak oni rzucali 14.09.13, 19:49
      Ja wprawdzie męża nie mam, a rzucona zostałam ledwie raz jeszcze w czasach licealnych , ale na przykładzie moich koleżanek i kolegów: najczęściej bez słowa, po prostu faceci przestali dzwonić/odbierać telefony.
      M.in. dlatego większość facetów uważam za buraków. Gdy rzucałam, potrafiłam stanowczo, ale również z klasą zakończyć związek, nie ukrywałam się, nie pitoliłam smutów. Tak samo znane mi koleżanki. Nie cierpię niedecyzyjnych gości, dlatego generalnie kandydat do spotykania się byłby dla mnie stracony, gdybym dowiedziała się, że sobie od poprzedniej/ich uciekł bez słowa powiadomienia. Nie wiem, jakieś żenujące to dla mnie.
      • 7katipo Re: Jak oni rzucali 15.09.13, 00:13
        Tak jest właśnie jak mówisz. albo ja mam szczególne szczęście do takich łajz. Ilekroć byłam porzucana - a było tego więcej niżbym chciała się przyznać, hłe hłe, to zazwyczaj w ten właśnie sposób. Nie dzwoni, nie pisze, nie odpowiada na listy (bo ja stara jestem, rzucana bywałam przed epoką telefonów komórkowych)
    • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Jak oni rzucali 14.09.13, 19:55
      Aaa, przypomniało mi się, że znajomy spotykał się króciutko z dziewczyną . Nie zaiskrzyło, pan wysłał kolegę, ażeby pani oznajmił, że zrywa. big_grin O gorszej żenadzie chyba nie słyszałam. big_grin
      • antyideal Re: Jak oni rzucali 14.09.13, 19:57
        Nie no, jednak gorsza zenadą jest to o czym pisałas wczesniej - rzucenie bez slowa,
        zwlaszcza po jakims tam byciu ze sobą.
        • triss_merigold6 Re: Jak oni rzucali 14.09.13, 21:50
          Czy ja wiem? Po kilku spotkaniach bez żadnych deklaracji czy innych wyznań, brak kontaktu jest jasnym sygnałem. Aczkolwiek jaśniejszym sygnałem są komunikaty "mam dużo pracy, nie wiem kiedy będę wolny/wyjeżdżam i nie wiem kiedy wrócę", niby z czego się tłumaczyć po kilku tygodniach spotykania się. Nie ma czego wyjaśniać. Gorzej jak trafi się stalkerka, która nie rozumie co się do niej mówi.
          • brak.polskich.liter Re: Jak oni rzucali 14.09.13, 22:01
            Tak, po kilku spotkaniach brak kontynuowania kontaktu (telefony, smsy, spotkania) jest az nadto czytelny i, jak dla mnie, akceptowalny.
            Co innego gwaltowne uciecie kontaktu po nieco dluzszej znajomosci. Nigdy mi sie nie zdarzylo, ale mojej znajomej owszem. Ponad pol roku spotykania sie, jakies tam werbalizowanie planow na wspolna przyszlosc, deklaracje uczuc i nagle pana wcielo.
            Wczesniej dyskomfortu ani zadnych zastrzezen nie zglaszal, wrecz przeciwnie.

            Jedna z bardziej dezorientujacych akcji, jakie jestem w stanie sobie wyobrazic.
            • antyideal Re: Jak oni rzucali 15.09.13, 11:06
              To mialam na mysli, nagle milczenie w sytuacji, gdy to cos wiecej niz kilka
              luznych spotkan i gdy pan nawet nie wysyla sygnałów ostrzegawczych, ze cos
              jest nie tak.
              Dezorientujace, okrutne, upokarzajace.

              • redheadfreaq Re: Jak oni rzucali 16.09.13, 14:38
                Niestety, doświadczyłam. Bardzo to było przykre, zwłaszcza, że jeszcze tydzień wcześniej zapewniał, jak mu zależy. Po ludzku przestraszyłam się, że coś mu się stało (miał zawód związany z ryzykiem wypadku). Okazało się, że nie, po prostu mu się odwidziały spotkania ze mną...
      • wuika Re: Jak oni rzucali 14.09.13, 20:01
        Podobną żenadę zaliczył jeden z dawnych randkowiczów, który po kilku spotkaniach wziął i zamilkł na miesiąc. Po miesiące odezwał się, że on pojechał na obóz sportowy (był piłkarzem i nagle się okazało, że ma obóz kondycyjny! normalnie WTEM!) i mu się nie chciało mnie informować suspicious Potem przez kolejny miesiąc wydzwaniał, albowiem nie potrafił zajarzyć, że generalnie nie ma co mówić o żadnym związku, ale jeśli już, to niech go uzna za skończony. Bo jak to? Czy on zrobił coś złego? tongue_out
    • lolinka2 Re: Jak oni rzucali 14.09.13, 20:07
      Gdy ON rzucał - powiedział lasce, że sorry na amen. Laska raz mnie widziała w jego towarzystwie, mocno się załamała, gotowa mu paść do stóp (WTF???), poinformowałam, że "niektórzy za grosz godności nie mają" - zapamiętała i zastosowała na resztę życia (po ślubie ponad 12 lat, nie widzieli się jakieś 5 lat).
      Gdy JA rzucałam - powiedziałam, że wychodzę za mąż (więcej mówić nie musiałam) i zaprosiłam na ślub. Był, płakał, życzył optymistycznie całując mnie przy tym.... i od tamtej pory zawsze gotów wesprzeć, doradzić, popłakać ze mną (uczciwie, nie kombinując "na swoje" etc.). Dawno się w sumie nie widzieliśmy (po ślubie ponad 12 lat, nie widzieliśmy się jakieś 2 lata).
    • rosapulchra-0 Re: Jak oni rzucali 14.09.13, 20:42
      Jeden z moich dawnych kolegów robił wszystko, aby sprowokować kobietę do zakończenia nawet ultra krótkiego związku. I wychodziło mu to z powodzeniem.
    • drinkit Re: Jak oni rzucali 14.09.13, 21:55
      triss_merigold6 napisała:
      bardziej pytam o takie krótsze luźne spotykanie się niż o wieloletnie konkubinaty.


      a o sekretne romanse też, bo tu rozstania to inna bajka niż na zakończenie bardziej "oficjalnych" randek?tongue_out
      • triss_merigold6 Re: Jak oni rzucali 14.09.13, 21:59
        Sekretne romanse jeszcze bardziej niż kilka randek nie zobowiązują do tłumaczenia się. big_grin Istotą romansu jest to, że w kazdej chwili może się skończyć.
        • drinkit Re: Jak oni rzucali 14.09.13, 22:06
          Oj taksmile

          W takim razie odnośnie tych oficjalnych spotkań - hmmm.. zawsze jakoś tak się składało że albo ja się elegancko żegnałam i mówiłam że to nie ma sensu, albo obje dochodziliśmy do wniosku że czas się rozstać. Nigdy mnie nie porzucono brutalnie.
          • triss_merigold6 Re: Jak oni rzucali 14.09.13, 22:10
            Eeee ciągle będę się upierać, że zaprzestanie spotkań po kilku randkach, to żadne brutalne porzucenie. Po prostu człowiek (bez względu na płeć) się rozmyślił z dowolnego powodu.
    • heca7 Re: Jak oni rzucali 14.09.13, 22:35
      To było łatwe wink Nakrył swą dziewczynę w łóżku z innym big_grin Więc niewiele było do zrywania. Co prawda nie układało im się od paru tygodni i myślał o zakończeniu.
      • myelegans Re: Jak oni rzucali 15.09.13, 00:37
        Kiedys bylam specjalistka w zrywaniu, pocalowalam w zyciu duzo zab wink
        Po kilku randkach nie odpowiadalam na telefony, maile i zazwyczaj sie domyslali. Najczesciej jednak po prostu nie iskrzylo z obu stron i tak sie samo po prostu wypalalo, bez zadnych zali.

        Po kilku miesiacach spotkan zdarzalo mi sie powiedziec za pana, jak zauwazalam sygnaly reagowalam natychmiast "mam wrazenie, ze ja po prostu nie jestem dla ciebie. Najlepiej bedzie jezeli pojdziemy kazde swoja droga" Wiekszosci chcieli za jakis czas latac, ale ja nigdy nie dawalam szansy powrotu, bo w powodzenie takich idgrzewanych zwiazkow nie wierze p)
        • naturella Re: Jak oni rzucali 15.09.13, 07:54
          Niestety poznałam meza w samym środku dość paskudnego rozwodu, więc było półtora roku średniej atmosfery pod tym względem. Uwolnienie sie całkowite od tych klimatów trwało w sumie 4 lata.
          • gonabe Re: Jak oni rzucali 15.09.13, 08:27
            Z eks żoną, po prostu przestali się dogadywać, bo miłości nie było, raczej zauroczenie, potem wpadka i szybki ślub, bo tak chcą rodzice. Więc drogi im się rozeszły, jeszcze przed rozwodem razem już nie mieszkali a eks mojego małża już spotykała się z jej obecnym smile mój też miała jakieś tam randki przygodne itp. smile On nie miał nigdy takich dłuższych znajomości bo albo związki albo randki. Wiem, że jednej z kobiet z którą był na dwóch randkach, powiedział że jego była parterk jest w ciąży i musi ułożyć życie ( to było kłamstwem ale dziewczyna się odczepić nie dała)
            • elizaj1 Re: Jak oni rzucali 15.09.13, 09:07
              Ja już gdzieś pisałam że trafił mi się facet z bagażem w postaci wyjątkowo durnej ale też bardzo rozchwianej emocjonalnie kobiety. W skrocie najpierw go rzuciła a pozniej gdy on nie chcial juz o niej słyszec i zwiazal sie ze mną chciała skakac z mostu, dreczyla kilka lat cala rodzine telefonami grozbami, listami. Do tej pory przetrawia temat bo opowiada o moim męzu ludziom, co do nas dociera.Nie wazne ze bylo to wiele wiele lat temu, my mamy juz duze dziecko, taki to typ. Nie zycze nikomu by traiłw zyciu na tego typu rozchwiane histeryczki,ja jestem pewna ze gdyby mąż zwiazał sie przede mną z ogarnietą zrownowazoną normalną kobietą nie było by takich paranoi.
    • sarah_black38 Przez Was śnił mi się 16.09.13, 14:27
      mój były. Sprawa stara jak świat , bo sprzed ... 25 lat. A we śnie byłam podekscytowana randką z nim, normalnie motyle w brzuchu. He he ... zapomniałam już jakie to uczucie smile

      W sumie cały dzień mam dobry nastrój .

      O kurczę ... a może to już zdradawink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka