maxivision
22.10.13, 08:55
W szkole mojego syna jest zwyczaj, że najmłodsze dzieci (pięciolatki i zerówka) zabiera z szatni pani woźna, zaprowadza do świetlicy, skąd odbierają je wychowawczynie grup. Niektóre dzieci nie chcą iść z panią woźną, wolą, żeby zaprowadziła je mama. A mama nie może, jest zakaz wchodzenia odziców. Pani woźna jako metodę zachęcania dzieci wybrała zawstydzanie. Dziś byłam świadkiem, jak przy wszystkich zawstydzała dziewczyneczkę, z pięciolatków chyba, która to dziewczynka i tak zobiła wg mnie postępy, bo na początku roku szkolnego aż wymiotowała ze stresu. Dziewczynka się popłakała a ja nie wytrzymałam i zwróciłam uwagę pani woźnej, żeby może inaczej zwracała się do dzieci. Pani woźna oburzyła się strasznie, że ona wie lepiej, jak wychowuje się dzieci. Ja na to, którą uczelnię z kierunkiem pedagogicznym skończyła, że się tak mądrzy. No i dostało mi się od wykształciuchów, padły epitety pod moim adresem, których nie przytoczę. W szatni z osób dorosłych byłyśmy tylko dwie, może dlatego tak sobie pozwoliła. Niestety, pani dyrektor nie było, ale po południu mam zamiar złożyć skargę na panią woźną. Mam rację czy nie?