stacie_o
27.11.13, 12:50
Dostałam skierowanie od ginekologa do poradni diabetologicznej z opisem pilne. Ginekolog z pakietu pracodawcy, natomiast nie ma tam poradni diabetologicznej, dzwonie do tej enefzetowej przypisanej do mnie, termin uwaga październik 2014, mówię, że do tego czasu zdążę urodzić z dwa razy, aha pani ciężarna, to proszę podejść, podjeżdżam i po 4 h oczekiwania okazuje się, że oni mnie nie przyjmą, bo skierowanie wystawiła placówka prywatna. Za wuja nie przyjmą i już, mówię, że jest mi słabo, jestem w zagrożonej ciąży nie mogę chodzić, mam leżeć, poziom cukru mam taki, że zasypiam na siedząco, mogę nawet zapłacić. Nie, za chiny ludowe nie i już. Oni kasy nie biorą, bo potem lata taki pacjent do gazet i oczernia.
Pani lekarz dyżurna pyta:
a ile pani ma tego cukru -12 czegoś tam, pani klaszcze w ręce
dużo pani pije- z 4 litry mineralki, tak mi się pić chce, pani się uśmiecha promiennie
a bolą panią nerki - oj bolą pani jeszcze bardziej uhahaha
a śpiąca pani jest - nieustannie pani o mało salta z wrażenia nie robi
pytam co to znaczy, a że cukrzyca jak malowana, może źle się skończyć dla dzidzi, wie pani, ciężkie uszkodzenia płodu i wymienia jakie.
Kurtyna.
To co mam robić:
pani radzi iść zapisać się do przychodni enefzetowej, wybrać jakiegoś lekarza POZ i brać od niego skierowanie. Idę do przychodni, oni nie mają mnie w ewusiu (od kilku mcy jestem na zwolnieniu) piszę oświadczenie, pani kręci głową, jestem zameldowana gdzie indziej, znowu kręcenie głową, bla bla bla i co zapraszają jutro do ogonka od godziny 5 do rejestracji bo nie ma z wyprzedzeniem.
Mam ochotę kogoś kopnąć.