Powiedzenie trochę nieładne, ale wiadomo o co chodzi - żeby się nie wtrącać.
No i jak pewnie duża część matek mam problem

Chodzi o mojego siostrzeńca. Są rzeczy, w których światopoglądowo bardzo różnimy się z siostrą, ale to wiadomo - nic nie mówię, serio. Kp vs karmienie mieszane / butelką, choć mały jest mega odżywiony i w zasadzie by nie musiał być dokarmiany butelką, poza wygodą siostry, zagryzam zęby i nic nie mówię

Uświadomiłam tylko w kwestiach możliwości popsucia się techniki ssania piersi RAZ i wystarczy. Wczoraj tylko powiedziała, że dostaje "paszę" na lepsze spanie, bo budzi się co godzinę. Powiedziałam tylko, że dzieci tak mają i nie ma sensu dawać paszy. Nie mam pojęcia, co z tą informacją zrobi.
Problem (chyba?) zaczyna się robić, jeżeli chodzi o rozwój małego. Tzn traktowanie jego kręgosłupa. Wisiadło. Ratunku. Mały ciągle wisi w jakimś Womarze, na ściśniętych jajkach. Nogi proste, bez odwiedzenia do "żabki", gibie się w tym wisiadle na lewo-prawo, wygina. Kiedy śpi - nie ma podparcia pod głowę, siostra mota go dodatkowo w pieluchę / szalik, żeby głowa mu nie opadała. I wisi taki pokręcony jak sprężyna. Dzięki Bogu, że nie noszą go przodem do świata.
Kolejny problem (?) pochodny to ciągłe sadzanie małego. Mi leci już para uszami, bo się oboje ze swoim facetem podniecają, że jak go posadzą, to on się tak fajnie składa do przodu i podpiera na dwóch rękach. A mały się w ogóle nie przekręca SAM. Ma pół roku skończone. I też - po jedzeniu mleka go sadzają, żeby się nie ulało. I tak siedzi, zostawiają go takiego w pałąk wygiętego.
I jak mały może SAM ćwiczyć te mięśnie kręgosłupa?? Jak myślicie, oprócz mojej załamki wewnętrznej, czy powinnam coś powiedzieć siostrze? Bo znowu - jasne, że nie chcę być odebrana jako "mam-jedynie-słuszną-koncepcję-macierzyństwa", ale kurcze, kręgosłup to nie przelewki

Martwię się o zdrowie małego klucha