koniec-koniec
05.04.14, 14:22
Na potrzeby tego wątku zmieniłam nica.
To trwało od prawie 2 lat, on 10 lat młodszy, bez większych zobowiązań (narzeczona), ja żona poczciwego, dobrego człowieka, matka trójki dzieci.
Razem pracujemy. Zaczęło się nagle, coś zaiskrzyło, seks jeden, drugi, trzeci...
On często niedostępny, ja zrozpaczona, żyjąca złudzeniami w wirtualnym świecie, wciąż czekająca na wiadomość, chęć spotkania.
Dzieli nas przepaść pod każdym względem, intelektualnym, finansowym, wiekowym, ogólnie jesteśmy z dwóch różnych światów.
Nie wiem co się stało, ale był moment, że straciłam dla niego głowę.
Ale nigdy nawet nie przeszła mi myśl, żebyśmy byli razem, bo to byłoby niemożliwe, nawet nie chciałabym. Nigdy nie myślałam, żeby zostawić męża.
Chciałam być kochanką, nawet zgodziłam się na bycie tą drugą (narzeczona na pierwszym miejscu).
Męczyłam się strasznie, bo rzadko, bardzo rzadko była okazja, żeby się spotkać.
Widywaliśmy się w pracy, ale tak żeby nikt nigdy się nie domyślił.
Ostatnio coś się zmieniło, on zaczął się mocniej angażować.
Wczoraj w nocy mieliśmy się spotkać w umówionym miejscu, ja miałam idealne warunki, bo mąż wyjechał.
Już miałam zamówioną taksówkę, poszłam pod prysznic i nagle coś we mnie pękło, że ku.. tak się nie da żyć!!! Nie ma żadnej przyszłości, natomiast zabiera baaaardzo dużo mojej energii, zastanowiłam się czy warto, odpowiedziałam sobie choć z wielkimi wątpliwościami, że jednak nie warto...
Odwołałam wszystko.
Dzisiaj obudziłam się z cholernym bólem głowy i pustką.
Mam wyrzuty, że zawracałam mu głowę, uwodziłam i nagle zrezygnowałam.
Pocieszam się, że on wielokrotnie też mnie wyrolował i cierpiałam przez niego bardzo...
Jak się pozbierać i zapomnieć o nim, jak zacząć znowu normalnie żyć i cieszyć się dniem codziennym, mężem, dziećmi, jak przestać bujać w obłokach???
Wstyd mi za to, co zrobiłam.