tryggia
01.05.14, 19:44
No, może awantura to za dużo powiedziane, ale kwas, foch, pretensje były.
O co poszło?
Wracaliśmy sobie z kina i dyskutowaliśmy o filmie. Normalnym głosem, tak jak w domu czy w samochodzie.
Był wczesny wieczór, kino nie jest w ścisłym centrum
Ulicami przechodziło wtedy może kilkoro ludzi.
W którymś momencie powiedziałam, że bohater przypominał mi męża, bo tak jak on miał kryzys po studiach. I, że mąż poradził sobie o wiele lepiej. Tyle.
Na co małżonek zaczął syczeć "ciszej, błagam cię ciszej, nie przy ludziach".
Zaskoczona, rozejrzałam się i jakieś 30 metrów dalej szły jakieś dziewczyny, a za nami, daleko jakiś facet.
Powiedziałam, że przesadza.
A on wtedy, że nie szanuję jego uczuć, że go skompromitowałam i mam się powstrzymać następnym razem.
Na co ja, że się nie powstrzymam, bo musiałabym mieć taką samą paranoję jak on, żeby przewidywać, że facet 100 metrów dalej może coś słyszeć i OSĄDZIĆ.
Że dla mnie ulica to nie jest miejsce publiczne z ludźmi i ja mam gdzieś co przypadkowi przychodnie sobie pomyślą, o ile w ogóle coś pomyślą.
I mąż się na kilka godzin obraził.
Co wy na to?