Czy jest tu ktos kto nie korzysta przy dziecku z pomocy dziadkow? Czy macie poczucie ze uniemozliwiacie zbudowanie dziecku i dziadkom wiezi?
Tak mnie dzis naszlo po tych watkach dziadkowo-babcinych. Ja nie korzystam bo nie mam potrzeby. Dziecko - no coz reaguje na dziadkow jak na srednio znanych ludzi (ma 22mce). I ogolnie zachowuje dystans (wyjatkiem jest tesc ktory nie daje mu za duzego wyboru - lapie go i buja z zacietoscia czym maly jest tak zaskoczony ze daje sie bujac

tesciowa mieszka w sasiedniej klatce zeby nie bylo. Moi rodzice maja do nas godzine dojazdu. Czasem umawiam sie z mama na miescie idziemy na kawe gadamy sobie a dziecko slucha. Z tesciowa nie bo ma psa ktory dostaje szalu na widok dziecka (wiec jak przyjdziemy jest zamykany a na spacerze dostaja takiej fazy ze spacer we 4 odpada) zadna z babc nigdy sama nie zainicjowala kontaktu nie zaproponowala ze mnie odciazy zebym sobie gdzies wyszla. Dziecko jest bardzo ze mna zwiazane - mam wrazenie ze one boja (?) sie nim zajmowac. Ciezko mi wyobrazic sobie zeby ktoras sobie z malym poradzila dluzej niz godzine.
Jak pojde z dzieckiem do jednych czy drugich maly po 15 minutach probuje zalozyc buty i stoi pod drzwiami wyjsciowymi szarpiac za klamke.

Co robic (i czy cos robic?) i czy ktos tez tak ma?