pochodnia_nerona
15.07.14, 20:55
Oglądałam dziś jakieś wiadomości, pokazywano kolegów 17-latka, który zmarł po tragicznym wypadku - tak, tym, którego narządów nie dała pobrać matka. Koledzy koczują pod szpitalem. Zapytano, dlaczego - nie potrafili właściwie powiedzieć, wysławiali się jak sześciolatki i to mniej elokwentne. Jeden z nich miał pretensje, wyrażał oburzenie, że dlaczego do nich nie wyszli lekarze, czemu im nic nie mówili, czemu nie porozmawiali, że informacji udzielała im dopiero rodzina.
No ruszyło mnie. Rozumiem, że kolega, że są zrozpaczeni - ok. Że, czując żal, strzelali na oślep, wtórując matce. Ale, do cholery, lekarze udzielają informacji właśnie rodzinie, nie są od tego, żeby wychodzić do jaśniepaństwa i tłumaczyć się z tego, dlaczego chłopak w zasadzie umarł, a funkcje życiowe są podtrzymywane przez maszynę, nie jest to zaś żadna śpiączka farmakologiczna, podczas której podstępnie chciano mu zabrać nerkę. Przecież, gdyby nie bili ten idiotycznej piany, mógłby ktoś jeszcze otrzymać swoją szansę na życie.
Wkurzyła mnie głupota i roszczeniowość tych koleżków, ich koszmarny brak wychowania i skupienie na sobie. Kiedy serce kolegi przestało pracować, nagle dotarło do tych móżdżków, że faktycznie lekarze mieli rację. No, ale przecież trzeba było im to wyjaśnić! Bo oni nie wiedzieli! Wyjść, porozmawiać! A nie, rodzinie tylko... Ech... Czy Wasze dzieci też będą takie głupie? Mam nadzieję, że nie, bo marnie widzę ten świat za 10 lat.