zonablond
13.08.14, 22:50
Dopadło mnie jakieś wirusowe przeziębienie, wiecie jak to jest - człowiek wygląda, jak zombie.
Okazało się, że muszę dowieźć pilnie do biura papier, który miałam w domu.
Zwlokłam się z łóżka, ubrałam głównie ciepło- dżinsy polar, 0 makijażu, włosy w szybki kucyk i podjechałam. Zostawiłam papier, a że obok mam dobrą cukiernię, poddałam się zapachom i stanęłam w kolejce po ciasto. Kolejka wzdłuż lady, każdy widzi to samo.
Za mną stała świetnie ubrana i dobrze zrobiona pani, około 55 lat. Typ takiej ekskluzywnej bywalczyni kurortów - pani dyrektorowej (mąż z zawodu dyrektorem). Gwiazdeczki.
Kontrast wizualny między nami w tej chwili - przepaść.
Kupuję, sprzedawczyni waży, pani za mną napiera lekko na mnie, odruchowo się odsuwam.
Zapłaciłam, chowam portfel, zakupów jeszcze nie odebrałam - pani rozpycha się i napiera na mnie dalej. Tym razem dotarło do mnie, więc twardo stoję - trochę ciekawa, co pańcia zrobi. Więc słyszę (tonem nieznoszącym sprzeciwu) może mnie pani wreszcie dopuści do lady!
Asertywność 10, więc spokojnie odpowiadam, że owszem, jak skończę zakupy. I już celowo woooolniuteńko pakuję swoje zakupy.
W odpowiedzi: westchnięcie, przewrócenie oczyma, foch odegrany mistrzowsko.
Znacie takie "pańcie"? Pępki wszechświata we własnym mniemaniu?