Dodaj do ulubionych

Chore dziecko-sąsiedzi

    • szamanta Re: Chore dziecko-sąsiedzi 26.09.14, 16:18
      Punt widzenia zakazy od punktu siedzenia
      Jako matka potencjalnego dziecka upośledzonego, czy z jakimiś zaburzeniami psychicznymi nie potrafiłabym uciszyć, wydaje mi się ze byłabym kompletnie bezradna i bezsilna w głośnych zrachowaniach się mojego chorego dziecka, doprawdy poległabym na całej linii wydaje mi się. Nie mam doświadczenia z zaburzonymi dziecmi,lecz cud ze żadne mi się takie nie trafilo ,bo nie podołałabym psychicznie i fizycznie
      Jako sąsiad nadmiernie hałasującego dziecka nade mną mysle ze reagowałabym jak opisani sąsiedzi , to ze się rozmawia i tłumaczy chore dziecko nie zmienia nic ,ze rumor, krzyk , przesadna głośność owego lokatora nad sobą jest wkurv...., bo jest i jkąś granice cierpliwości tez każdy w sobie ma
      Tak wiec jako rodzic dziecka z jakimiś dysfunkcjami rozwojowymi inaczej bym na to patrzyła, zapewne zalamana bylabym i tyle , a jako sąsiad tez inaczej i przesadna glosc dzeciaka nade mną dawalaby mi się we znaki
    • tatrofanka Re: Chore dziecko-sąsiedzi 26.09.14, 17:21
      Ciebie rozumiem ale ich też.

      Ty masz dziecko autystyczne, które moze musi troche bardziej hałaśliwie wyrażać siebie, a oni moze maja cała masę innych problemów, no, przewlekłe migreny wink

      Myśle że jednak powinnas zrobić wszystko żeby było nieco ciszej. Mam pewne doś. w takiej sytuacji.
      Kiedy sasiadom urodziła się córka, wyła całymi dniami.

      Wymownie zamykałam okna gdy się rozdzierała rzucałam aluzję ale usłyszałam że to dziecko, ma prawo krzyczeć, nie rozumie jeszcze ze ma byc cicho i mam to zrozumieć więc odpowiedziałam że ja mam sesję, prawo do ciszy przede wszystkim nocnej i ze maja to zrozumieć.

      uspokajało ją huśtanie więc niech hustaja, ja też mam problemy , ból głowy i egzaminy z mega cięzkich przedmiotów.
    • hedna Re Nie spodziewałam się takiego odzewu!!! 26.09.14, 17:24
    • hedna Re: TAK,sąsiedzi wiedzą ,że autysta 26.09.14, 20:30
      a żeby było ciekawiej "spór" trwa od ok.1,5 roku. W między czasie póżną jesienią ubiegłego roku zeszłam do sąsiadki i opowiedziałam o diagnozie,o terapii itd. Proponowała,ze w razie czego może gopopilnować czasem (gdybym szła po starszą do przedszkola,a np.padałby deszcz). Podziękowałam,nie korzystałam nigdy. I nagle nie wiadomo skąd sru,od nowa! Córka jak do nich przyjechała to też przyszła i długo waliła w drzwi.... Nie otwieram,przestaliśmy im już dawno mówić "dzien dobry".
      • atena12345 Re: TAK,sąsiedzi wiedzą ,że autysta 26.09.14, 20:41
        współczuję Ci sąsiadów sad
        • gazeta_mi_placi Re: TAK,sąsiedzi wiedzą ,że autysta 27.09.14, 09:55
          A ja współczuję sąsiadom.
      • aga_sama Re: TAK,sąsiedzi wiedzą ,że autysta 26.09.14, 21:57
        Hedna, ja bym na Twoim miejscu poszukała mieszkania. Gdyby jeszcze sąsiedzi byli normalni i po prostu nie zdzierżyli ciagłego darcia i krzyku, to zainwestowałybym w maksymalne wyciszenie mieszkania. Ale Twoi normalni nie są. Jak syn nie krzyczał, to przeszkadzała im pralka, zabawa, normalne życie. Teraz te wrzaski doprowadzają ich do furii. Całkowicie mieszkania nie wyciszysz, oni zawsze coś usłyszą i zawsze zrobią awanturę. Po co Ci to?

        Możesz jeszcze ewentualnie wyciszyć lokal z akustykiem, a po kolejnych skargach oskarżyć sąsiadów o uporczywe nękanie. Tylko moim zdaniem oni znajda zawsze powód, żeby się przywalić.
        Ach i żeby było jasne, uważam, ze rodzice dzieci niepełnosprawnych nie mogą skazywać innych na życie w dyskomforcie. Propozycje em_ki, ze to sąsiedzi maja wie wyprowadzić są dla mnie nie do przyjęcia. Ale w tym konkretnym przypadku naprawdę nie widzę sensu inwestowania w wyciszenie. Z tymi ludźmi to nic nie da. Lepiej zamienić mieszkanie, a nowe od razu wyciszyć.
        • guderianka Re: TAK,sąsiedzi wiedzą ,że autysta 26.09.14, 21:59
          Podpisuję się.
          Stoisz przed ścianą. Tu nic nie ugrasz, sąsiadów nie zmienisz, dziecka nie zmienisz, spokoju nie odnajdziesz.
          Tylko-jaka gwarancja że w nowym mieszkaniu będzie lepiej ?
          • gazeta_mi_placi Re: TAK,sąsiedzi wiedzą ,że autysta 27.09.14, 09:57
            Można wybrać dom jednorodzinny (nie w zabudowie szeregowej) albo skrajne mieszkanie na parterze.
            Względnie mieszkanie w kamienicy.
            Jest wiele różnych opcji.
            • guderianka Re: TAK,sąsiedzi wiedzą ,że autysta 27.09.14, 18:36
              a Ty zamiast Biedronki możesz wybrać Almę tongue_out
        • emka_waw Re: TAK,sąsiedzi wiedzą ,że autysta 29.09.14, 13:24

          > Ach i żeby było jasne, uważam, ze rodzice dzieci niepełnosprawnych nie mogą ska
          > zywać innych na życie w dyskomforcie. Propozycje em_ki, ze to sąsiedzi maja wie
          > wyprowadzić są dla mnie nie do przyjęcia.

          I ja się pod tym czterema kończynami podpisuję!!! Zastosowałam odwrócenie argumentów co poniektórych ("wdupiemanie" niepełnosprawnych) i zastosowałam "wdupiemanie" sąsiadów niepełnosprawnych. Oczywiście wszystkie argumenty zostały rozpatrzone systemem "krowy Kalego" i odsądzone od czci i wiary. Jakiekolwiek żądanie od rodziny niepełnosprawnego, żeby się wyprowadzili, jest, zgadzam się z tobą - nie do przyjęcia.

          I taki był JEDYNY cel mojego pisania tu - odwrócenie sytuacji i zobaczenie, jakie naprawdę są motywacje moich rozmówców.
    • kanna Re: Chore dziecko-sąsiedzi 26.09.14, 22:30
      Przeczytałam całość.

      Dwie uwagi:
      1. Autorka pisze, że tłumaczy i mówi 4 latkowi, po 20 razy, żeby nie piszczał.
      Wychowanie czterolatka nie może się opierać na gadaniu i tłumaczeniu, bo mózg i uwaga czterolatka inaczej funkcjonuje. Potrzeba więcej działania, mniej słów. Po drugim "nie piszcz" dzieciak już nie słucha. Generalnie zamiast mówić czego dziecko ma NIE robić, warto nazywać czynności pożądane. Czyli mówi cicho, zaśpiewaj itp.
      Ten sposób oddziaływanie nie sprawdza się na zwykłym czterolatku, na autystycznym nie sprawdza się jeszcze bardziej.
      Zachęcam Autorkę, do poszukania specjalisty od autyzmu, grupy wsparcia dla rodziców dzieci z tym zaburzeniem, żeby mogła lepiej poznać sposoby radzenia sobie.
      Nie chodzi o terapię dla dziecka, chodzi o wsparcie/instruktaż dla rodziców.

      2. Autorka opowiedziała sąsiadce o problemie (super) a potem ODRZUCIŁA ofertę pomocy tamtej. To była wtopa. Sąsiadka okazała współczucie i chęć pomocy, a została olana. Szkoda, bo gdyby jej pomoc została przyjęta, to by poznała chłopca i miała większa tolerancje na jego hałaśliwość.

      Tyle.
      Moja znajoma pracuje z dziećmi z ADHD. Zawsze powtarza: są dzieci z ADHD i są niewychowane dzieci z ADHD. I te drugie to prawdziwy koszmar.

      Syna Autorki wydaje się być niewychowany, bo jej brakuje wiedzy, albo cierpliwości, albo czegoś innego.

      Zachęcam do pogadania ze specjalistą od autyzmu, na temat sposobów wychowywania takich dzieci. BEZ dziecka.
      • aga_sama Re: Chore dziecko-sąsiedzi 26.09.14, 23:00
        kanna, sorry, ale Twoje rady, dobre, są adekwatne dla rodziców zdrowych dzieci.
        Większość autystów nie rozumie działania o którym piszesz, bo ma zaburzenia komunikacji, które są konieczne do zdiagnozowania autyzmu. Wielu z nich nie rozumie "działania", trzeba im jasno i dosadnie powiedzieć co i jak maja zrobić. Wiele razy.

        Po drugie. Pisk u autysty może mieć wiele funkcji. Może być forma komunikacji - w tym przypadku może minąć wiele cAsu zanim dziecko zacznie komunikować inaczej, ale na to są metody - długotrwałe.
        Może tez być reakcja na lęk, dyskomfort, wyrazem niezgody - tu trudno, żeby cała rodzina chodziła wokół jednego dzieciaka, a i tak pewnie chodzi. Każdy z nas odczuwa dyskomfort, nie ma świata idealnego.
        To może być tez forma stymulacji przy zaburzeniach słuchowych. wielu autystów słyszy inaczej, dźwięki w rejestrach dla nas niesłyszalnych im sprawiają fizyczny ból. I wtedy pisk na określonej częstotliwości, często tej jedynej jest sposobem na zagłuszenie. I na to są metody - trening słuchowy za 6 tysi albo państwowo w kilku miastach po 2 latach czekania. Ale warto, bo jak sobie przypomnę dźwięki, które mój syn wydawał paszcza, to do tej pory uszy bolą.

        Ale. Bo zawsze jest jakieś ale. Najcześciej pisk bierze się z kilku powodów, niekoniecznie tych, które opisałam. I niestety leki tutaj nie pomogą.

        Gdyby rodzice mieli normalnych sąsiadów, to po prostu doradziłabym maksymalne wyciszenie mieszkania. Ale ci sąsiedzi normalni nie są...
        • gazeta_mi_placi Re: Chore dziecko-sąsiedzi 27.09.14, 09:59
          Przy takim dziecku normalny sąsiad to głuchy sąsiad albo taki co pracuje w korporacji od 8.00 do 23.00 i do domu wpada tylko żeby spać, większość ludzi jednak funkcjonuje na innych zasadach i mają prawo do spokoju we własnych czterech ścianach.
        • kanna Re: Chore dziecko-sąsiedzi 29.09.14, 21:33
          bo ma zaburzenia komunikacji,

          Co oznacza, ze mówienie 100 razy nie działa uncertain trzeba innych kanałów komunikacji szukać.
    • izabela1976 Re: Chore dziecko-sąsiedzi 26.09.14, 23:33
      Przeczytałam cały wątek .... Długo to trwało.

      2 lata temu miałam taką samą sytuację z sąsiadami. Tzn. skarżyli się na mojego syna, że głośno chodzi, że tupie, że głośno się przewraca. Że głośno krzyczy, gdy wpada w histerie.

      Zatargi trwały ponad rok, były mediacje z mediatorem, rozmowy, wyjaśnienia dot. stanu syna itd. Powiedziano nam (mediator), że sąsiedzi nic nie mogą nam zrobić. Po roku sąsiedzi odpuścili, przestali się skarżyć.

      U nas się uspokoiło. Nie było już nerwowej atmosfery w domu (bo sąsiedzi), syn nauczył się (uczy się nadal), że nie wszystkie jego zachcianki będą spełniane, że są pewne zasadny i już.

      Sytuacji, że syn wpada w histerie i krzyczy jest 1-2 w miesiącu i trwa to do pół godziny (wcześniej 3-4 razy w tygodniu nawet do 2 godz.).

      Wiemy, że nie jestesmy pępkiem świata i że świat wokól nas się nie kręci. Rozmawialiśmy z sąsiadami, znają histori e choroby syna, położyliśmy wszędzie dywany, staramy się w czasie ciszy było cicho. U nas jest także cisza poobiednia (od 1 do 3).

      Bywaliśmy u psychologów - Ci akurat nie pomogli. Leków nie dawaliśmy.

      I wyszło na to, że w momencie gdy nikt się nie skarżył na syna to w domu zapanował spokój i syn też stał się spokojniejszy.
      Gdy się skarżyli, myśmy na siłę uciszali płaczące dziecko (wtedy lat 8 więc płuca były porządne) i to uciszanie powodowało, żę histeria trwała nawet do 2 h.

      Teraz też potrafi histeryzować, wymuszać (on nie będzie robił lekcji, on nie będzie brał leków, on nie będzie szedł do szkoły itd.) ale dzięki temu, że pozwalam mu na tę histerię to ona trwa krótko i coraz bardziej sporadycznie.
      • gazeta_mi_placi Re: Chore dziecko-sąsiedzi 27.09.14, 09:58
        Mogą Wam założyć sprawę w sądzie. To że ktoś ma chorego bachora nie oznacza, że jest bezkarny.
        • hedna Re: Chore dziecko-sąsiedzi 27.09.14, 10:07
          p...ło Cię?
          • pomidorpomidorowy po co... 27.09.14, 10:22
            zalozylas ten watek?
            aby sie utwierdzic w przekonaniu ze Ty jestes ok a sasiedzi to Ci zli?

            kazdy ma prawo do spokoju i nie wazne czy jest to wyjace dziecko, wyjacy pies, odglosy wiertarki , czy glosna impreza.
            nie wazny powód ludzie maja prawo do spokoju! zrozum choc to nie po twojej mysli i wspolczuje sytuacji patowej.

            bedziecie lub juz jestescie niechcianymi sasiadami
            • gazeta_mi_placi Re: po co... 27.09.14, 10:27
              10/10
              Dodam, że głośna impreza najczęściej jest góra kilka razy w miesiącu lub rzadziej, a bachor wyje codziennie.
            • izabela1976 Re: po co... 27.09.14, 12:25
              Pomodorpomidorowy, rozumiem jej racje, rozumiem racje sąsiadów, racje forumowiczów itd.

              Ale może poddasz kilka pomysłów jak jej pomóc. Bez nakładów finansowych - to nieszczęsne wyciszenie mieszkania, albo pomysły skąd tę kasę można zdobyć. Jestem gotowa się założyć, że hedna nie ma wolnej gotówki na ten cel.

              Jej sprawa, że ma niepełnosprawne dziecko? Tak właśnie postępuje polskie państwo i społeczeństwo w stosunku do niepelosprawnych. Nikogo to nic nie obchodzi.

              A uwierz mi, że hedna chciałaby by jej dziecko było normalnie funkcjonującym dzieckiem z normalnymi problemami.

              I dziękuj losowi Ty jak również inni wypowiadający się forumowicze, że Wasze dzieci nie są dziećmi niepełnosprawnymi.

              I jeżeli chcecie jej pomóc to dajcie pomysły wraz z rozwiązaniem skąd wziąć na to kasę.
              • pomidorpomidorowy Re: po co... 27.09.14, 14:53
                nikogo nic nie obchodzi....
                posluchaj jesli dziecko niepelnosprawne uderzy moje raz, dwa etc ok nic nie powiem moge tolerowac, wspolczuc, ale nie bede tolerowac takiego zachowania nagminnie...niestety.
                czyli co proponujesz? mamy sie zlozyc na wyciszenie mieszkania? sasiedzi maja z wspolczuciem i usmiechem tolerowac?kazdy ma swoje mniejsze lub wieksze problemy jesli nie dzis to jutro....life...
                tak jak pisalam wspolczuje matce ale takze rozumiem sasiadów bo to obcy ludzie ktorym zwisa ze to autystyk.Moga zlitowac sie i tolerowac jakis czas ale nie lata a juz nieotwieranie sasiadom ktorzy dopominaja sie o cisze jest mega chamskie takie wal ile chcesz a wrzaski i tak beda bo mam na was teraz wyjeb...e to nie wina dziecka ze jest chore...nie zyjemy w prozni
        • izabela1976 Re: Chore dziecko-sąsiedzi 27.09.14, 12:02
          Ale dlaczego mają nam założyć sprawę w sądzie? Sąsiedzi po tym jak odpuścili nam skargi itd. osiągnęli tak naprawdę to co chcieli - mają spokój. Myślę, że łatwiej im wytrzymać sporadyczne krótkie histerie syna niż to co było gdy ciągle nas nachodzili.

          Z Naszej strony - my też przymykamy oko na hałasy dochodzące z ich domu - kłótnie (a kłócą się głośno i namiętnie - wszak to Włosi).

          Sprawa w sądzie - tej się nie boję (jakby co) - tu gdzie mieszkam dzieci niepełnosprawne są chronione.

          Bardziej zależy mi na dobrych stosunkach międzysąsiedzkich, bo umówmy się łatwiej się mieszka w domu, w którym akceptują niepełnosprawność mojego syna niż gdy cały czas sąsiedzi są przeciwko mnie.

          Nam się udało wypracować jakiś tak kompromis. Ja ze swojej strony oczywiście pilnuję, by dzieciaki nie były głośno (mam jeszcze córkę). Oni okazali trochę zrozumienia - nawet wysuwali różne propozycje pomocy dla syna (np. czy syn jest pod opieką psychologa itd.)

          Poza tym syn dużo bywa na podwórku, dzięki czemu sąsiedzi go choć trochę znają.
        • izabela1976 Re: Chore dziecko-sąsiedzi 27.09.14, 12:16
          I jeszcze jedno. Wszyscy napadli na założycielkę wątku. Ok., nie do końca ma we wszystkim rację, ale czy któreś z Was wyobraża sobie jak wygląda życie z niepełnosprawnym dzieckiem? Zarzucacie, że takie matki są roszczeniowe, ale gdybyście Wy byli w takiej samej sytuacji robilibyście to samo co założycielka. Walczyli jak lwica o swoje dziecko.

          Myslicie, że jej jest łatwo gdy jej dziecko jest głośne, gdy piszczy itd. Uwierzcie - wcale nie jest jej łatwo. Nie łatwo jej wysłuchiwać skarg na swoje dziecko, zwłaszcza że ono (dziecko) nie ma wpływu na to jakie się urodziło i z jakimi dysfunkcjami.

          Wyciszyć mieszkanie - super sprawa, pod warunkiem, że ma się na to kasę. Znając jednak środowisko niepełnosprawnych ludzi to 90% żyje od pierwszego do pierwszego. Terapie są kosztowne, wizyty u specjalistów są kosztowne. Niestety polska służba to co oferuje to jest za mało jak na potrzeby niepełnosprawnych.

          Więc mam nadzieję, że jeżeli Hedna będzie chciała wyciszyć mieszkanie to sąsiedzi jak i forumowicze wesprą ją finansowo.

          Dodatkowe terapie - to super sprawa jeśli ma się pieniądze i jeżeli nie szkodzą dziecku (moje np. za dużo terapii mieć nie może bo kończy się to napadem)
          • black_halo Re: Chore dziecko-sąsiedzi 27.09.14, 12:47
            > Myslicie, że jej jest łatwo gdy jej dziecko jest głośne, gdy piszczy itd. Uwier
            > zcie - wcale nie jest jej łatwo. Nie łatwo jej wysłuchiwać skarg na swoje dziec
            > ko, zwłaszcza że ono (dziecko) nie ma wpływu na to jakie się urodziło i z jakim
            > i dysfunkcjami.

            Wszyscy wiemy, ze nie jest latwo. Wiemy, ze jest trudno albo nawet bardzo trudno. To czego wiekszosc nie rozumie to rozszczeniowa postawa pt. jak sasiedzi nie moga zrozumiec, ze dziecko robi halas i bedzie robic i ze spokoju miec nie beda a jak chca miec to niech sie wyprowadza do puszczy.

            > Wyciszyć mieszkanie - super sprawa, pod warunkiem, że ma się na to kasę. Znając
            > jednak środowisko niepełnosprawnych ludzi to 90% żyje od pierwszego do pierwsz
            > ego. Terapie są kosztowne, wizyty u specjalistów są kosztowne. Niestety polska
            > służba to co oferuje to jest za mało jak na potrzeby niepełnosprawnych.

            Sasiedzi podobnie, tez moga nie miec kasy na dodatkowa izolacje i zreszta dlaczego mieliby to robic, w koncu to nie oni generula ponadnormatywne dzwieki. Gdyby temat byl o fanach heavy metalu, ktorzy puszczaja przez caly dzien muzyke to oczywiste byloby, ze albo maja sie wyprowadzic albo walnac wytlaczanki po jajkach na sciany (doskonala izolacja akustyczna, mielismy sale prob w pralni w bloku i nie bylo slychac).

            > Więc mam nadzieję, że jeżeli Hedna będzie chciała wyciszyć mieszkanie to sąsied
            > zi jak i forumowicze wesprą ją finansowo.

            Ale znowu, dlaczego sasiedzi i forumowicze? To jej dziecko i ona powinna cos z tym zrobic.

            > Dodatkowe terapie - to super sprawa jeśli ma się pieniądze i jeżeli nie szkodzą
            > dziecku (moje np. za dużo terapii mieć nie może bo kończy się to napadem)

            Czy ktos sie pyta czy sasiedzi maja pieniadze na dodatkowa izolacje albo ew. kupno innego mieszkania? Moze mieszkaja tam dluzej, tam toczy sie ich zycie towarzyskie, moze maja blisko do wlasnych dzieci. Dlaczego to oni maja sie dostosowywac?
            • izabela1976 Re: Chore dziecko-sąsiedzi 27.09.14, 12:55
              Tak to jej dziecko i na pewno robi wszystko co w jej mocy by je uspołecznić by mogło zarówno ono jak i ona w miarę normalnie żyć.

              Skoro nie ma kasy to n ie wyciszy mieszkania i już.

              A dlaczego wspomniałam o forumowiczach - forumowicze to ogromna ilość ludzi o róznym poziomie wykształcenia, różnych znajomościach, zainteresowaniach, możliwościach itd. Może, któryś z forumowiczów wie jak ugryźć temat zorganizowania kasy np. na taki cel wyciszenia mieszkania dla autystyka. itd.

              Bo przecież nie chodzi o to by zgnoić założycielkę tematu tylko jej pomóc w ten czy inny sposób.


              • black_halo Re: Chore dziecko-sąsiedzi 27.09.14, 13:12
                Oczywiscie, ze mozna jakos zdobyc kaseale to zapewne potrwa, problem jednak polega na tym ze sasiedzi od jakiegos dluzszego czasu zmagaja sie z problemem halasu a dyskusja kreci sie wokol tego, ze w spoleczenstwie jest brak toleracnji dla dzieci z zaburzeniami/niepelnosprawnych/ Tymczasem czytajac forum to wychodzi, ze autyzm jest jakims tam drobnym zaburzeniem gdy sie dziecko wysyla na kolonie i ludzie sie pytaja czy w ogole wpisywac. Ale kiedy przychodzi do kontaktow spolecznych to autyzm jest powazna niepelnosprawnoscia i nalezy sie domagac wspolfinansowania przez spoleczenstwo kosztow wyciszenia mieszkania.
                • marychna31 ostatni raz to piszę 27.09.14, 13:34
                  Bo naprawdę już więcej nie mam cierpliwości:

                  Autyzm autyzmowi nie równy.

                  Można być autykiem z autyzmem niezauważalnym dla otoczenia, można być ciężko zaburzonym autykiem, szczególnie jeśli autyzmowi towarzyszy upośledzenie. Poziom funkcjonowania autyka jest wynikiem splotu bardzo wielu czynników ( w tym również terapii ale nie tylko). I tak, sa autycy, którzy bez przeszkód mogą jechać na zwykłe kolonie, są autycy wymagający nadzoru 24h/dobę bo mogą być niebezpieczni dla siebie lub innych.
              • bumbunierka1 Re: Chore dziecko-sąsiedzi 27.09.14, 13:24
                A dlaczego wspomniałam o forumowiczach -

                Noz wlasnie na tym polega caly problem tego watku. Autorki "Co ja moge" z postu zalozycielskiego - jak i pozniejsze wypowiedzi - to nie jest "Co ja moge zrobic, zeby nie utrudniac zycia sasiadom?" ale "Co moge zrobic, zeby nikt mnie nie zmusil do zaprzestania robienia halasu?"

                Nawet tych nieproszonych rad, ktorych niektorzy tu udzielaja, nie chce sluchac.
              • pomidorpomidorowy Re: Chore dziecko-sąsiedzi 29.09.14, 15:48
                zart roku....i do tego kiepski...ciekawe ile juz wplacilas na wyciszenie?
          • hedna Re: izabela1976 27.09.14, 12:57
            Dziękuję za Twoje słowa. Na czym u Was polega problem zdrowotny? Jak wolisz topisz na priv hedna@gazeta.pl
            • izabela1976 Re: izabela1976 27.09.14, 13:51
              Mój syn ma mpd z cechami autystycznymi plus epi. Poza tym przechodzi opóźniony bunt dwulatka (ma teraz 10 lat). Dlatego też wpada w histerie. Histeria dwulatka jest czymś normalnym dla społeczeństwa, dziesięciolatka już nie. I jak społeczeństwo rozumie, że dwulatkowi nie należy we wszystkim ustępować i należy przeczekać histerię to przy dziesięciolatku ma inne zdanie. Bo dziesięciolatek powinien już wszystko rozumieć. Niby taka prawda, ale mój 10latek jest jak 4-5 latek. I nie wystarczy powiedzieć mu parę razy tylko paręset by wiedzę tę przyswoił.

              Niestety mój syn (jak każde inne tyle, że mniejsze dziecko) próbuje ustanowić własne zasady panujące w domu (np. komputer i TV - najlepiej cały dzień) i buntuje się jak każdy. U niego bunt objawia się krzykiem, tyle że gdy konsekwentnie trzymamy się ustalonych zasad ta jego histeria jest rzadsza i mniejsza na sile. Jeśli ustąpi się dziecku raz to cała walka pójdzie na marne. A przecież nie o to chodzi by dziecku (bez względu na to czy jest niepełnosprawny czy nie) pozwalać na wszystko.

              Tak jak np. mamy problem użytkowaniem przez niego I-Pod'a. Niby ustalamy, że ma 20 min, niby się zgadza, ale gdy mija te 20 min. jest bunt. Efekt jest taki, że ma zakaz jego używania. Może za rok spróbujemy znowu. W szkole tego problemu nie ma.

              U nas generalnie jest problemem odchodzenie od wytyczonego harmonogramu. Jak jest szkoła - spacer - dom to nie ma problemu. Ale jeśli w tym planie dojdzie wizyta u lekarza czy wyjście na basen - to jest już problem. O ile można zrozumieć niechęć do lekarzy to basen jest jego ulubionym miejscem i bawi się tam świetnie, ale wyjście z domu to katorga.

              Niestety polska służba zdrowia nie za wiele nam oferowała: by chodził na rehabilitację musiałabym rzucić pracę, a on przedszkole a teraz szkołę. Wszędzie chodziliśmy prywatnie, za wszystko płaciliśmy, zapisaliśmy syna do fundacji by choć częściowo mieć finanse na rehabilitację, ale to była kropla w morzu. Nie ukrywam, 3 tysiące miesięcznie na syna przekraczało nasze zdolności finansowe.

              W końcu wyemigrowaliśmy, by umożliwić synowi normalne funkcjonowanie synowi. Ma całą rehabilitację w ramach kasy chorych, wszystkie leki za darmo, wizyty specjalistów wtedy kiedy trzeba (tj. wizyta ma być za 2 m-ce to jest za 2 m-ce). Minusem jest to, że tęsknimy za rodziną.

              Mieliśmy, (jak pisałam wyżej) problemy z sąsiadami. Teraz jest ok.Funkcjonujemy jakoś bez większych problemów (z sąsiadami) choć 1 rok był trudny: skargi, mediacje itd.

              Jak chcesz to pisz na meila: sylwiaizabela@interia.pl

              Na gazetowym nie bywam.
    • ravny Autorka nie pyta jak zrobić by hałas generowany 27.09.14, 19:08
      przez jej dziecko był mniej uciążliwy dla sąsiadów
      Ona pyta, co zrobić by uciszyć upominających ją sąsiadów albowiem stukanie sąsiadów w jej drzwi(których ona im nie otwiera) stresuje jej drugie dziecko.

      Nie wiem po co wypowiedźi na 400 postów i rady forumowiczów dla autorki jak to ona z rodziną mogą być ciszej i lepiej się dogadywać z sąsiadami...
      Ona nie zamierza być ciszej.
      To sąsiedzi mają się od niej odpierr..


    • hedna Re: Chore dziecko-sąsiedzi 27.09.14, 20:06
      Dziękuję wszystkim,którzy się wypowiedzieli. Mało konkretnie pisałam,to fakt. Nie mam na celu utrudniać życia sąsiadom z rozmysłem i specjalnie. Pomyślę o jeszcze jakimś wyciszeniu. Przed nami w tym mieszkaniu mieszkali bezdzietni staruszkowie.Pan umarł dawno,pani rok przed nasza wprowadzką - czyli zawsze mieli cicho. Nie wydawało mi się ,aby to było istotne....ale owi sąsiedzi mają niepełnosprawną córkę. Teraz juz dorosłą,mieszkająca w innym mieście.
      • black_halo Re: Chore dziecko-sąsiedzi 27.09.14, 20:20
        Oczywiscie, ze to jest istotne. Zawsze mieli cicho a teraz nie maja. Zreszta niewazne, ludzie naprawde powinni miec prawo do spokoju we wlasnym mieszkaniu, bez wzgledu na to czy mieszka nad nimi chore dziecko czy kapela heavy metalowa czy tez sasiedzi robia imprezy co tydzien. To, ze dziecko jest chore to nie jest zadne usprawiedliwienie, z sasiadami trzeba rozmawiac ale skoro Twoje dziecko generuje taki halas to Ty musisz cos z tym zrobic.
    • hedna Re: i jeszcze jedno... 27.09.14, 20:16
      Kilka osób zarzuca mi chamstwo,ponieważ nie otwieram drzwi. Otwierałam,ale z nimi nie ma rozmowy,jest KRZYK od razu. I co,jestem sama z dziećmi w domu,przychodzi sąsiadka,otwieram,ona sie wyżyje,dzieciaki mają stać i patrzeć? kiedyś powiedziałam sąsiadowi,żeby mnie nie nachodził i w chwili kiedy zamykałam drzwi-on te drzwi na mnie pchnął. nie otwieram,za radą dwóch policjantów (niezależnych)

      Potrzebowałam rady. Szokuje mnie postawa niektórych,tak łatwo oceniać...
      Gazeta- nie wiem jak Ty masz w życiu,czy masz dzieci,czy nie...Ale BACHOR w kontekście dziecka,jesteś dnem.
      • black_halo Re: i jeszcze jedno... 27.09.14, 20:31
        Bachor to lagodne okresnienie niewychowanego dziecka, bywaja gorsze.

        Moim zdaniem sasiedzi sa zdesperowani bo sytuacja ciagnie sie juz od raczej dluzszego czasu. Mialam podobny problem ze swoimi, jak ich dziecko spalo to u nas musiala byc cisza absolutna. Wystarczylo, ze wlaczylismy telewizor, muzyke czy odkurzacz i zaczynalo sie walenie w sciany. Chodzilsmy do sasiadow pytac co jest z dzieckiem, jak pomoc, czy byli u lekarza. Sasiedzi najpierw robili nam wyklady o tym jak to nie wiemy co to znaczy dziecko, potem uzywali brzydkich slow a na koncu przestali nam otwierac. Tylko dlatego, ze wiedzialam ze to zaburzony wczesniak to nie zadzwonilam na policje i do opieki spolecznej a te sluzby raczej po prostu wchodza, zabieraja dziecko i dopiero wtedy sie sprawe wyjasnia. Pokojowo sie przenioslam na kanape do tesciowej co kosztowalo mnie przez rok dodatkowe paliwo, dluzsze dojazdy i brak mozliwosci funkcjonowania, niedospanie itd. Niestety dzieciak jak wyl tak wyl, do roku kolki powinny przejsc. Na szczescie kuracja heavy metalem pomogla.
        • black.emma Re: i jeszcze jedno... 27.09.14, 20:50
          > po prostu wchodza, zabieraja dziecko i dopiero wtedy sie sprawe wyjasnia.

          Ale ty głupia jesteś
          • black_halo Re: i jeszcze jedno... 27.09.14, 21:06
            Naprawde? To skad te historie polskich rodzin emigranckich w Niemczech czy Norwegii "zabrali nam dziecko bez pytania"? Otoz wyjasnie Ci, z zaufania spolecznego. Jesli ktos dzwoni na policje, ze dziecku dzieje sie krzywda to policja zaklada, ze czlowiek ten dziala w dobrej wierze i ze faktycznie cos sie dzieje a nie dlatego, ze sasiad parkuje na naszym miejscu parkingowym. Odpowiedzialnosc spoleczna jest wysoka i jak np. zadzwonie na policje, ze cos sie dzieje u sasiadow, to policja jest bardzo szybka i nie ma dyskusji, ze nic sie nie dzieje. Policja wchodzi, przesluchuje a nastepnie idzie do ludzi, ktorzy dzwonili i albo wyjasnia albo dalesze przesluchania. Kiedys nasza sasiadka z gory okropnie sie upila, latala w ceniutkiej koszulce po ulicy w srodku zimy. Zadzwonislimy na poicje, opisalismy sytuacje i z policja przyjechala karetka.
      • pomidorpomidorowy Re: i jeszcze jedno... 28.09.14, 09:33
        no to sytuacja jest wg mnie wrecz dramatyczna bo zaczyna sie juz nienawisc, agresja a to rodzi wczesniej czy pozniej reakcje typu policja i nawet falszywe oskarzenia sadjeden czy dwóch takich sasiadów moga wam skutecznie zatruc zycie sad
        nic nie zrobisz jedynie wyprowadzka ale gdzie ?tylko dom i nie zadna szeregówka bo sytuacja sie szybko powtorzy .... sytuacja wrecz patowa i szkoda chyba najbardziej 6 latki sad
        nie mozecie zorganizowac jednego pomieszczenia lub wydzielis czegos a'la garderoba i max to wyciszyc (nie musi to byc duze....dziecko mialoby tam cos jakby "schronienie" btw dzieci lubia bawic sie w domek wiec raczej ni bylaby to jakas odizolowana krypta. Jesli krzyczy to udajecie sie do tego "schronu". nie wiem ekspertem nie jestem ale tylko czekac az reakcje beda bardziej gwaltowne. Ty jesli sie boisz to zglos to dzielnicowemu zawsze bedzie sklad bo jak narazie to wy jestescie Ci problematyczni
    • damajah Re: Chore dziecko-sąsiedzi 27.09.14, 21:20
      Koniecznie wyciszenie podłogi. Zrozum! Miałam kiedyś sąsiada piętro wyżej, prawie dorosły chłopak. nie krzyczał, nie tupał - to co robił to rytmicznie walił czymś o coś (nie wiem, nogą, ręką o ścianę o podłogę) Godzinami. Ten sam rytm.
      Uwierz mi - chciałam być wyrozumiała. Nie byłam w stanie tego znieść na dłuższą metę. Ja nie robiłam awantur, ja sprzedałam mieszkanie. Miałam taką możliwość i chciałam, z różnych powodów ale również dlatego że wiedziałam że to nie zostanie rozwiązane (sąsiedzi od lat z tym żyli i rozmawiali o tym, współczuli ale bardzo bardzo narzekali) Codzienne wielogodzinne rytmiczne łup łup łup.

      • damajah Re: Chore dziecko-sąsiedzi 27.09.14, 21:22
        zapomniałam dodać że chłopak niepełnosprawny umysłowo - nie wiem co mu było ale był bardzo chory. Awantur nie robiłam, nawet tam nie poszłam bo było mi żal ludzi. Ale gdybym miała tam mieszkać przez wiele lat to myślę że bym nie wytrzymała i coś zrobiła. Jakby się nic nie dało to cholera zrzutkę na wytłumienie tego w co on tak uderzał (to było bardzo głośne)
        • annajustyna Re: Chore dziecko-sąsiedzi 28.09.14, 13:22
          A nowi nabywcy mieszkania wiedzieli o tej sytuacji?
          • paliwodaj Re: Chore dziecko-sąsiedzi 28.09.14, 16:30
            autorko watku, ja bym nie inwestowala wiecej w mieszkanie tylko sprzedala I kupilma malutki, jakikolwiek domek z dzialka, gdziekolwiek, nie musisz na piechote do pracy chodzic.
            Mam 12 letniego autystyka na stanie, 2 mlodszych dzieci, w imie czego sie meczyc? Nasze dzieci nie jezdza na wozku, nie maja feeding tube, nie maja na czole napisane "niepelnosprawny", nie zamierzam byc ubezwlsnowolniona w swoim wlasnym domu> Malo masz jeszcze problemow zeby sasiadami sie przejmowac? wyporwadz sie I po problemie
            • stacie_o Re: Chore dziecko-sąsiedzi 29.09.14, 08:51
              Halo to Polska do paliwodaj.
              Tu nie ma rynku małych domków, bo nie ma tradycji budowania takich. STarsze chałupy mają po 300 m2 średnio, a nowe to koszt porównywalny z dwoma mieszkaniami w bloku. Już widzę jak stać na takie rozwiązanie autorkę, która póki co nie ma na wyciszenie. Owszem, może znajdzie coś takiego, ale albo będzie w stanie średnim, ale hen hen daleko, od ośrodków zdrowia i szkół, wymarzone miejsce na rozwój. Dbanie o dom też wymaga więcej czasu i już widzę, jak matka autysty ma na to czas.
          • gazeta_mi_placi Re: Chore dziecko-sąsiedzi 28.09.14, 16:33
            He he, też jestem ciekaw.
            • ainafets Re: Chore dziecko-sąsiedzi 28.09.14, 19:02
              gazeta_mi_placi napisała:

              > He he, też jestem ciekaw.>


              I znowu się pomyliłeś: ciekaw czy ciekawa?
              Jak to jednak ciężko udawać kobietę.
          • hedna Re: Chore dziecko-sąsiedzi 28.09.14, 19:30
            nowi nabywcy??
            • annajustyna Re: Chore dziecko-sąsiedzi 28.09.14, 20:04
              Nabywcy, czyli nowi wlasciciele....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka