Mimo usilnych starań nauczycieli i rodziców koleżanek mojej córki impreza się odbyła. Tzn w domu, z kilkoma innymi dzieciakami, których rodzice nie dorabiają sobie niepotrzebnej ideologii do dobrej zabawy. Tak więc chwalę się że impreza udana, dzieciaki ubawione, szatan nie zstąpił i nikogo w czeluści piekieł nie porwał. Dorośli też się poprzebierali, dawno się tak nie uśmiałam (i to na trzeźwo). Ja byłam zwyczajną czarownicą (jak co dzień) a córa Diaboliną, tą z bajki, mąż piratem

Gorąco polecam taką imprezę nieprzekonanym.
A Wy za co się przebierałyście?