novanicka
12.11.14, 10:40
Chciałam się podpytać jak reagujecie w stosunku do nie swoich dzieci na zdecydowany opór?
Mam na myśli ~ 9-latki, ale mogą być też dzieci w innym wieku (może jest jakaś uniwersalna metoda).
Przykład 1 (trochę w nawiązaniu do wątku wykluczania opiekunów z opieki)
Idziecie jako opiekunki z wycieczką klasową. Dziecko rzuca papier na ziemię, prosicie o podniesienie i słyszycie: NIE!
To samo dziecko prosicie, aby dziecko zawiązało but: NIE!
Prosicie, aby nie wchodziło na trawnik: wchodzi i ma was w d...
Prosicie, aby dołączyło do grupy (szło szybciej) a dziecko ewidentnie zwalnia tempo marszu (wychowawca prowadzi grupę z przodu i jest jakieś 20 metrów od was).
/oczywiście zgłaszacie temat wychowawcy, który prowadzi x rozmów dyscyplinujących z tym dzieckiem, bierze je do siebie na przód, ale już podczas zajęć w terenie, gdzie grupa jest bardziej rozproszona znowu i znowu i znowu to samo i wciąż to dziecko stwarza problem i rozwala wszystkie zajęcia/
Przykład 2
Jesteście ze znajomymi/ rodziną (miejsce neutralne). Prosicie, aby dziecko podało wam coś ze stołu, a dziecko udaje że nie słyszy (rodziców chwilowo nie ma w zasięgu wzroku). Ponawiacie prośbę, dziecko mówi: NIE.
Pytacie dziecko w ramach normalnej rozmowy, np. o szkołę (o jakieś wiadome wam osiągnięcia), dziecko znów udaje że nie słyszy i olewa. Rodzice są, mówią: odpowiedz cioci. Dziecko nie odpowiada, rodzice zmieniają ton, wyprowadzają uparciucha z płaczem z pokoju (jednak pytanie pozostaje bez odpowiedzi a za 5 minut histeria przechodzi i niby wszystko jest w porządku).
Przykład 3.
Zupełnie obce dziecko na ulicy. Zwracacie uwagę, np. że przeklina czy śmieci, a dziecko mówi: i co z tego? i co mi zrobisz?
Jak radzicie sobie z takimi dziećmi?