zebra12 03.05.15, 08:30 duchowaadopcjadziecka.wordpress.com/dla-zdecydowanych/ Skąd wiadomo o tym zarodku/płodzie/dziecku? Czy to taka bardziej hipotetyczna ciąża? Słyszałyście o tej adopcji? Co Wy na to? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ludborka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 08:43 dobrze rozumiem, że duchowa adopcja kończy się na porodzie? Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 08:44 To chyba chodzi o adopcje jakiegos bytu po aborcji bo cos tam bredza o leczeniu glebokich ran po tym ciezkim grzechu itd. Jednym slowem bardzo wysoki poziom absurdu. Adopcja duchowa polegajaca ma modlitwie i takie tam. Wiadomo przeciez ze nie chodzi o prawdziwe adopcje i prawdziwa pomoc w wychowaniu dzieci ktorych rodzice nie zdecydowali sie abortowac a nie sa w wstanie wychowywac. Latwiej sie przeciez pomodlic. Odpowiedz Link Zgłoś
ludborka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 08:53 Pełna poprawna nazwa brzmi: "Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego Zagrożonego Zagładą". Nie jest to więc adopcja prawna dziecka po urodzeniu, pozbawionego opieki rodzicielskiej, do rodziny zastępczej, ale adopcja duchowa dziecka poczętego zagrożonego zabiciem w łonie matki. Wyrażana jest osobistą modlitwą jednej osoby o ocalenie życia dziecka wybranego przez Boga Dawcę Życia.Trwa przez 9 miesięcy, okres wzrostu dziecka w łonie matki. chodzi o to, żeby nie abortowali, urodzili, a potem sobie już jakoś poradzą... Odpowiedz Link Zgłoś
5justi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:24 ile w tobie pogardy... najma nie spodziewałam się tego po tobie... Odpowiedz Link Zgłoś
yuka12 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 18:08 Ale ma 100% racji. Latwiej jest sie pomodlic siedzac na kanapie w swoim cieplutkim rodzinnym domu, niz wziac na barki (ale bez osadzania za to z pomoca) losy kobiet, ktore zdecydowaly sie na aborcje, zreszta pewnie z rozmaitych przyczyn. I mowie to jako osoba wierzaca oraz wierzaca w moc modlitwy. Odpowiedz Link Zgłoś
karola1008 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 04.05.15, 11:22 Rzadko się zgadzam z Najmą, ale w tym przypadku ma rację. Jestem wierzącą i praktykującą katoliczką, wierzę w moc modlitwy, ale ta "duchowa adopcja dziecka poczętego" to budzi mój żywiołowy opór. Pomodlić się łatwo, dać rzeczywistą pomoc matce w ciąży albo matce dziecka już urodzonego, to już nie takie proste. Proszę bardzo, chętnie pomogę kobietom w trudnej sytuacji, ciężarnym i nie tylko, wesprę materialnie, bezpłatnie udzielę pomocy prawnej, odbiorę telefon w środku nocy, ale tej "duchowej adopcji" to się nie podejmę. Bo mi się, szczerze mówiąc, flaki wywracają, jak coś takiego słyszę. Odpowiedz Link Zgłoś
18lipcowa3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 09:02 ale bzdura Odpowiedz Link Zgłoś
antyk-acap Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 09:04 Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o kasę. Rozumiem że adopcja wiąże się z ofiarami nie duchowymi? Odpowiedz Link Zgłoś
shell.erka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 09:19 Nie. Modlic sie mozna w domu. To nic nie kosztuje. Jak zwykle najwiecej maja do powiedzenia ci, ktorzy nie sa w temacie Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 09:20 Nie nie wiąże się z żadną kasą. Każdy chętny składa deklarację i przyrzeczenie, ze przez miesięcy codziennie będzie się modlił o ocalenie dziecka zagrożonego aborcją. Na świecie jest wiele takich dzieci. Taką deklarację najczęściej ( przynajmniej w kościołach w których bywam ) składa się 8 grudnia na roratach. Odpowiedz Link Zgłoś
rhaenyra Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 09:26 bo wiadomo ze wszelkie niechciane ciaze zaczynają się 8 grudnia Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 09:31 to chyba nie ma znaczenia, chodzi o symbolikę. O modlitwę 9 miesięcy codziennie. O każde dziecko poczęte zagrożone aborcją na całym świecie. Odpowiedz Link Zgłoś
rhaenyra Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 09:33 od poczacie do 9 miesięcy - dzieciatkovnienarodzone zagrozone od urodzenie do końca zycia - produkt zdrady którego trzeba odizolować od biologicznego ojca , rodzeństwa i kasy ojca Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:49 no widzisz ja tłumaczę tu zasadę, a nie że ja tak robię. Ja nie podjęłabym takiego zobowiązania. 9 miesięcy to długo, a ja nie wiem co się może w między czasie stać. A co do drugiej części twojego postu. Tak moje dzieci i ich dobro są dla mnie najważniejsze. Sama mam tylko dwoje, żeby dać im jak najwięcej możliwości. Na szczęście mój mąż myśli podobnie i nasz dzieci są dla niego najważniejsze, na kolejne nie ma ochoty. Odpowiedz Link Zgłoś
rhaenyra Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 09:17 bez pół litra nie rozbieriosz Odpowiedz Link Zgłoś
shell.erka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 09:20 No ty na pewno nie... Odpowiedz Link Zgłoś
woman_in_love jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają znać 03.05.15, 09:19 swojemu proboszczowi że np. zgwałcona chce usunąć ciążę. Wtedy się adoptuje to dziecko i razem z księdzem idzie do szpitala przekonać ją (czytaj zastraszyć) by urodziła. Odpowiedz Link Zgłoś
shell.erka Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 09:25 Przeciez codziennie na calym swiecie miliony kobiet dowiaduja sie o niechcianej ciazy. Ja to widze tak, ze modlitwa za takie kobiety ma pomoc dac im sile, okolicznosci do tego, zeby zamiast aborcji wybraly donoszenie ciazy. Zeby dzieki modlitwie zostaly otoczone opieka. Dla kogos kto nie wierzy, to bzdety. Tyle, ze ta adopcja, jak kazda modlitwa skierowana jest do wierzacych wlasnie, wiec po kij zakladac taki watek? Zeby sobie pokpic? Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 09:31 Jaka kobieta? tu chodzi o dziecko? Znaczy nienarodzone dziecko. Kobietami które chcą usunąć wierzący gardzą. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 09:35 Chrzanisz. Kobiety z różnych przyczyn chcą dokonać aborcji. I bardzo często okazuje się, że jak im się pomoże nie tylko materialnie ale i wspierając duchowo tej aborcji już nie chcą. Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 09:38 arwena_11 napisała: > Chrzanisz. Kobiety z różnych przyczyn chcą dokonać aborcji. I bardzo często oka > zuje się, że jak im się pomoże nie tylko materialnie ale i wspierając duchowo t > ej aborcji już nie chcą. > A jak sie wspiera matarialnie? Co jesli po wsparciu nadal chca aborcji? Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 09:48 Przede wszystkim musisz wiedzieć że ktoś chce zrobić aborcję, inaczej się nie da. Na forum Aborcja ( jeśli nie pomyliłam nazwy ) było kilka takich dziewczyn, które z przyczyn materialnych chciały dokonać aborcji. Kilkoro dzieci na pewno udało się uratować, organizowane były wyprawki, ktoś dał wózek, ktoś ubranka, ktoś zadeklarował zakup pieluch na pierwszy rok itd. Wiadomo, że tych rzeczy nie daje się od razu tylko na kilka tygodni przed porodem, więc ryzyko nadużycia małe. Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 09:54 arwena_11 napisała: > Na forum Aborcja ( jeśli nie pomyliłam nazwy ) było kilka takich dziewczyn, któ > re z przyczyn materialnych chciały dokonać aborcji. Kilkoro dzieci na pewno uda > ło się uratować, organizowane były wyprawki, ktoś dał wózek, ktoś ubranka, ktoś > zadeklarował zakup pieluch na pierwszy rok itd. > Wozek, pieluchy, wyprawka, a co z reszta, przeciez proces wychowania dziecka trwa 18 lat? Czy samotna matka ma wsparcie w znalezieniu pracy, w opalceniu opieki nad dzieckiem gdy pracuje, czy otrzymuje konkretne wsparcie finasowe gdy nie zarabia wystarczajaco aby zapewnic dziecku i sobie godziwych warunkow zycia? Tak az do czasu gdy jej systuacja sie zmieni czyli czasem latami? Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 13:01 Jakie to ma znaczenie? Ostatecznie można wszak rozciągnąć intencje modlitwy na dalsze lata, kto powiedział, że nie można całymi latami się modlić w danej intencji? Odpowiedz Link Zgłoś
turzyca Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 09:44 A do mnie wlasnie dotarlo, ze nie chrzani. Bo dlaczego to jest adopcja duchowa dziecka poczetego zagrozonego zaglada, a nie np. przyjazn modlitewna dla ciezarnych w trudnej sytuacji? Odpowiedz Link Zgłoś
rhaenyra Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 09:46 z dziwka się przyjaznic ?? zdurnialas ? Odpowiedz Link Zgłoś
turzyca Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 10:10 > z dziwka się przyjaznic ?? > zdurnialas ? A nawet z celnikiem. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 13:00 Z każdym można się napić Odpowiedz Link Zgłoś
majenkir Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 13:51 Z ciezarna nie mozna Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 09:50 bo to dziecko jest bezbronne, ono nie ma wpływu na swój los. To matka za nie decyduje. Ale najczęściej matka też jest otoczona modlitwą, bo nie da się oddzielić matki od dziecka w jej brzuchy. Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 09:57 arwena_11 napisała: > bo to dziecko jest bezbronne, ono nie ma wpływu na swój los. To matka za nie de > cyduje. Ale najczęściej matka też jest otoczona modlitwą, bo nie da się oddziel > ić matki od dziecka w jej brzuchy. I ta modlitwa sprawia ze kobieta wierzy ze wszystko bedzie dobrze a ewentualny wozek na start to juz wiecej niz moglaby oczekiwac? Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 10:07 Nie mam pojęcia w co wieży kobieta. Pamiętaj, że kobiety, które naprawdę chcą zabić dziecko nie szukają pomocy, nie mają wątpliwości. Te które mówią o aborcji, o tym że chcą jej dokonać, szukają pomocy, są załamane, przerażone, ale często właśnie wsparcie duchowe, coś na początek pozwala im się otrząsnąć i stanąć na nogi. Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 10:17 arwena_11 napisała: > Nie mam pojęcia w co wieży kobieta. > Pamiętaj, że kobiety, które naprawdę chcą zabić dziecko nie szukają pomocy, nie > mają wątpliwości. Nie uzywaj okreslen ktore sa nie adekwatne do sytaucji. Aborcja to nie jest zabijanie dziecka, bo do co najmniej 22 tygodnia ciazy nie mowi sie jeszcze o dziecku. W pierwszym trymestrze ciazy rozwijaja sie organy, trwa proces budowy istoty ludzkiej ktora ma szanse na przezycie z pomoca medycyny dopiero od 21-22 tygodnia ciazy. Te które mówią o aborcji, o tym że chcą jej dokonać, szukają > pomocy, są załamane, przerażone, ale często właśnie wsparcie duchowe, coś na p > oczątek pozwala im się otrząsnąć i stanąć na nogi. Nie wszystkim jednak wozek i modlitwa to zalatwia. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 12:58 dla mnie jest zabijaniem dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 12:59 Chyba, że tak się składa, że płód jest pozamałżeńskim dzieckiem własnego męża, wtedy poronienie byłoby błogosławieństwem Bożym. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 18:26 NIgdy nikomu nie życzyłabym poronienia. Sama przeżyłam i wiem co się wtedy czuje. Co nie zmienia faktu, kobieta idąca do łóżka z żonatym facetem wie na co się decyduje. Musi liczyć się z tym, że zostanie sama i co najwyżej dostanie co miesiąc przelew na konto. Odpowiedz Link Zgłoś
jowita771 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 07:56 A na zaangazowanie ojca w wychowanie dziecka nie może liczyć? Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 08:11 Jeżeli miałby to być mój mąż i ja miałabym z nim zostać po zdradzie ( co jest prawie niemożliwe, ale zakładamy że dla "dobra" dzieci ) to nie. Nie widzę możliwości żeby spotykał się z dzieckiem. Miałby zabierać czas naszym dzieciom? Wystarczająco straciłby go wcześniej na kochankę. Na szczęście to tylko rozważania hipotetyczne. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 10:16 No coś ty?! Pozbawiasz dziecko poczęte ojca?! A co ono winne, że.matka i ojciec zgrzeszyli (zachowali się nieodpowiedzialnie)? A tu jeszcze "zasadnicza moralnie" żona ojca krzywdzi dodatkowo takim wydarciem dziecięcia z ojcowskich objęć Nie.wstyd ci? Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 10:23 a nie w ogóle nie jest mi wstyd Dla mnie ważne są moje dzieci i o ich dobro będę walczyć wszystkimi dostępnymi metodami jeżeli będę musiała. Ja się nie nadaję do komuny typu wszyscy żyli razem długo i szczęśliwie. Odpowiedz Link Zgłoś
kama265 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 10:23 o_O serio? i to się nie kłóci z Twoją wiarą? .... boszesz Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 10:27 To teraz już ostatecznie przyjmij do wiadomośći, że NIE JESTEŚ katoliczką. Tylko jakimś pseudokatolickim tworem. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 10:24 I wylazła z Ciebie PRAWDZIWA katoliczka. Heh. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 10:39 I co mam nadstawić drugi policzek? No Święta nie jestem. Jestem zwykłym człowiekiem, który ma swoje potknięcia. Nie zniosłabym kontaktów męża z dzieckiem kochanki a tym samym i z nią. Nie mówiąc, że gdyby myślała o swoim przyszłym dziecku to by nie szła do łóżka z żonatym. Jakoś mnie nigdy do głowy nie przyszedł związek z żonatym ( jak można krzywdzić cudzą żonę i być może dzieci?), a okazje jeszcze przed ślubem miałam. I to niezależnie od tego jak bardzo pan by chciał. Każdy ma swój rozum, a jak nie ma to wybacz za głupotę się płaci.A ze związku z dzieciatym ( bez ex żony ) zwiałam jak tylko dotarły do mnie wszystkie problemy jakie mogą być. No ja się nie lubię dzielić. Jestem egoistką i całkiem nieźle na tym wychodzę. Odpowiedz Link Zgłoś
incubus_0 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 10:44 Wiesz, ale po dziecku trochę to obrzydliwe. Teoretycznie: Bo to hipotetyczne dziecko nic Ci nie zawiniło, ono jest, bo Twój mąż i jakaś kobieta ze sobą współżyli. Ono nie pchało się na świat, żeby Tobie zrobić na złość. I realizować swoje szczęście kosztem niewinnej istoty, jej dobrostanu to bardzo, bardzo obrzydliwe i mało mające coś wspólnego z zasadami wiary, na którą tak chętnie się powołujesz. Nie chciałabym mieć nic wspólnego z człowiekiem, który zrywa kontakty ze swoim dzieckiem, aby żona była zadowolona. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 10:52 No wiesz to byłby wybór męża. Ja bym postawiła warunki a on może je przyjąć albo nie. Tyle, że wtedy straci starsze dzieci, które bardzo kocha i jest do nich przywiązany, bo one nie będą chciały mieć nic wspólnego z ojcem. Nie widzę powodu dzielenia się majątkiem wypracowanym wspólnie ( którego większość na szczęście i tak należy tylko do mnie ) z obcym dzieckiem. On jest dla naszych dzieci. Na szczęście mąż ma takie same podejście jak ja. Żadnych więcej dzieci ( nieważne małżeńskich czy nie ) bo te co są trzeba wyposażyć. Marta Mama Daniela ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 ) DZIECI ROCZNIK 2000 Odpowiedz Link Zgłoś
kama265 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 10:27 "Tyle, że wtedy straci starsze dzieci, które bardzo kocha i jest do nich przywiązany, bo one nie będą chciały mieć nic wspólnego z ojcem." ?????? jesteś taka pewna tego? o rany.... a myślisz Ty czasem o kimś poza sobą i swoim zranionym (hipotetycznie) ego? czy za trudne to? czyli można się modlić za czyjeś "dziecko" zagrożone "zagładą" - i wtedy czuć tą wyższość moralną (boszesz, jakie to obrzydliwe) - i jednocześnie mieć w tak głębokiej pogardzie "bękarta" zrodzonego ze zdrady mężusia? Nie widzisz sprzeczności w swoich poglądach? Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 10:56 a co ma do tego modlitwa? Już wiele razy pisałam, nie biorę udziału w duchowej adopcji. I nie nie widzę sprzeczności. Ja bo nie będę miała pogardy dla "bękarta". Jak i dla żadnego innego normalnego człowieka. Po prostu nie interesuje mnie on. To nie mój problem. Moim będą moje dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
kama265 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 11:00 aha. ale nie o to chodzi w Twojej wierze, żeby inni "nie byli Twoim problemem". Czemu tego nie rozumiesz? całą Twoja wiara oparta jest o właśnie miłość bliźniego i o troskę o innych Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 11:04 A czy ja temu dziecku chleb odbiorę? Przelew co miesiąc będzie. Wybacz ale jak wyobrażasz sobie kontakty z małym dzieckiem bez kontaktów z jego matką? A chyba nikt normalny nie ma ochoty na kontakty męża z exkochanką? Inaczej wygląda sprawa jak ludzie się rozstają i znajdują innych partnerów, a inaczej jak przyczyną rozstania jest kochanka/kochanek Odpowiedz Link Zgłoś
incubus_0 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 10:46 Chętnie dajesz sobie prawo do potknięć. Szkoda, że nie wdać w tym takiej samej chęci pracy nad sobą i swoim egoizmem. Spowiadasz się z niego? Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 10:56 Każdy człowiek ma prawo do potknięć. Pytanie czy zdrowy egoizm (walka o swoją rodzinę ) jest zły? To nie ja mam dbać o dziecko ze zdrady, ja mam dbać o swoje dzieci i ich dobro. Mam prawo stawiać warunki jakie chcę dla dobra mojej rodziny. Na szczęście takich dylematów nie mam w życiu realnym. Odpowiedz Link Zgłoś
incubus_0 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 11:06 Ja rozumiem, że nie masz. Ale zdumiewa mnie Twoja twarda postawa wobec dziecka, które w niczym nie zawiniło, nie pojawiło się, aby zrobić Ci na złość. I dla mnie to, co prezentujesz nie jest zdrowym egoizmem, tylko bezdusznością wobec kogoś całkowicie bezbronnego. Ciekawe swoją drogą, co na temat Twojej postawy miałby do powiedzenia MĄDRY ksiądz (albo pomyśl sama, czy byłaby ona zaakceptowana przez Jezusa). A rozgrzeszanie się hasłami - jestem tylko człowiekiem i mam prawo do potknięć jest w ogóle niezrozumiałe. Bo sama sobie dajesz to prawo i decydujesz, co jest akceptowalne a co nie. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 11:39 Hehe, aleś się rozwinęła na zadany temat Oczywiście,.że zdrowy egoizm jest ok, a własnych genów trzeba bronić (no chyba, że się z nich ulęgnie coś niewarte inwestycji uczuciowych, np.socjopata). Ale ja przy swoim egoizmie nie zakładam, że każdy wczesny zarodek ma być donoszony, a szczególnie jeśli potem mam się osobiście przyczynić do jego nieszczęść na tym łez padole (jak ty do nieszczęścia hipotetycznego dziecka swojego męża). Uczlowieczenie w.swoim oglądzie świata dynamicznie rozwijającej się kupki tkanek i pierwocin organów to nie nakaz "masz się koniecznie dalej rozwjac i urodzić". To jeszcze nakaz dla siebie - "nakłaniam matkę do urodzenia, więc ze swojej strony przynajmniej nie utrudniam jej dziecku życia". Wypadła z.ciebie Dulska - ona.też.była.bardzo szczerze i.świecie przekonana, że jest osobą moralną. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 11:58 Kochana ale do nieszczęścia tego hipotetycznego dziecka nie ja się przyczynię tylko jego matka idąca z żonatym do łóżka. Ja nie zamierzam się dzielić i albo mąż zostanie z nami na moich warunkach, albo odejdzie innej opcji nie ma. To będzie jego wybór. Ale jak mówię to takie gdybanie, które nigdy nie nastąpi, bo oboje nie planujemy więcej dzieci ( ani wspólnych ani osobnych ). Wychodzimy z założenia, że najważniejsze są nasze dzieci i musimy je zabezpieczyć a nie rozmieniać na drobne to co mamy i będziemy mieć Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 12:16 Nie przyczyniasz się, jeśli nie reprezentujesz jednocześnie postawy "kochanka.mojego męża, tak jak każda ciezarna, nie może zażyć stosownej tabletki, by nie dopuścić do zagnieżdżenia się zarodka w.macicy lub innej tabletki by wyabortowac z macicy wczesny zarodek i musi urodzić, co poczęła". Jeśli zaś tak cię wzrusza prenatalny los potencjalnego człowieka, to niech cię choć odrobinę wzruszy los rzeczywistego, czyli CZUJĄCEGO I ZWIĄZANEGO Z CZUJACYMI ludźmi człowieka. I jeśli masz na ten los jakiś wpływ, to w ramach tego wzruszania się poświęć odrobinę swoich zasobów dla jego dobra. Albo się nie wzruszaj w ogóle, bo takie niczego konkretnego nie wymagające wzruszenia są tanie i niedojrzałe. Duchowo również. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 12:35 Ja nie zakazuje nikomu niczego. Zakładam, że skoro pani jest gotowa cudzołożyć, to wierząca nie jest prawda? Tabletki po są o ile mi wiadomo dostępne bez problemu, zarówno wcześniej jak i teraz. Już wcześniej pisałam, że ja nie biorę udziału w duchowych adopcjach bo to dla mnie za długie zobowiązanie. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 14:01 Tabletki po są dostępne oczywiscie, ale ty chyba świętym widzisz życie ludzkie od poczęcia. O ile się nie mylę? No bo jeśli tak, to dlaczego wyjeżdzasz tu z tabletkami? One chyba nie zawsze tylko nie dopuszczają do zapłodnienia (co już i tak jest grzeszne wg KK), ale i nie dopuszczają do zagnieżdżenia się w macicy istniejącego wczesnego zarodka. A stan religijnych uczuć ciężarnej nie ma chyba wpływu na walkę katolików o nie abortowanie z niej płodu? Czy może jednak ma i godny modłów i protestów jest tylko płód wierzacej ciężarnej? No to jeśli tak, to skąd te akcje w intencji zakazu aborcji, zakazu tabletki takiej, śmakiej i prezerwatywy na deser? Niech płody niewierzących idą na zatracenie. A jeśli chodzi o ppraktyczne połączenie religijności i uprawianej, nazwijmy to, uczuciowości w jednym osobniku rodzaju ludzkiego, to sorry, ale już takie zestawienia widziałam, że nie śmiem niczego w tej kwestii zakładać Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 14:11 Przecież to nie ja zaczęłam o tabletkach tylko ty. No i naprawdę tonie mój będzie problem, tylko tej pani i mojego męża. Ona zrobi co będzie chciała i on też. Będzie miał wybór i go dokona. A jak uczy nas historia większość wyborów jest tragicznych, i tak źle i tak niedobrze. Ja wiem na co się nigdy nie zgodzę, bo nie jestem typem męczennicy, która bedzie dzielnie się uśmiechać jak mąż będzie szedł do ex kochanki i jej dziecka. No taka opcja nie istnieje. A mąż skoro sobie taki problem stworzył będzie musiał dokonać wyboru nasze dzieci czy tamto. Przecież to bardzo proste. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 15:06 Nie o to chodzi, kto zaczął o tabletkach, tylko o to, co kto na koniec uznał za.dopuszczalne, kiedy konkretne dzieciątko poczęte nie w smak Jako kobieta doskonale rozumiem twoje uczucia wobec hipotetycznej kochanki i jej dziecka. I chyba wszystkie twoje oponentki w tym wątku. Naprawdę nie o męczęnnictwie my tu. Ino o pewnej konsekwencji i spójności poglądów: skoro tak uświęcam kilkudniowe życie i uczlowieczam grudkę tkanek wchodzącą w fazę organogenezy ponad wszystko (dobro ciężarnej też), to chyba stać mnie na.odrobinę wspaniałomyślnosci wobec narodzonego, który być może nie rozwinąłby się w organizm człowieczy i nie wyszedł na świat, gdyby nie postawa antyaborcyjna moja i mnie podobnych. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 15:14 no przecież mam dużo wspaniałomyślności bo przelew co miesiąc by szedł. Odpowiedz Link Zgłoś
aurita Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 18:09 arweno przerazasz mnie... Odpowiedz Link Zgłoś
wasp20 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 21:16 Arwena, czytam to co piszesz i powiem Ci że taka z Ciebie chrześcijanka jak z koziej dupy gwizdek. Weź Ty sobie poczytaj Pismo Święte i zastanów się nad sobą. Przykro się robi na myśl, że ludzie o takich poglądach mienią się chrześcijanami i robią czarny PR osobom uczciwie podążającym za Jego naukami. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 11:07 No ty to pewnie wielka, bo rozbijająca cudze małżeństwo. Jak było misiowi tak źle, to dlaczego znalazł drogę do twojego łóżka zamiast rozstać się najpierw z żoną? Zawsze mnie śmieszy jak te co były przyczyną rozwodu ( bo nigdy nie dowiesz się czy jednak kryzysu by nie przetrwali gdyby nie pojawił się ktoś trzeci) usiłują sie wybielić. To nie one, on taki nieszczęśliwy, ta żona to wredna itd. Odpowiedz Link Zgłoś
kama265 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 11:09 no natomiast Ty - wybielasz z uporem zdradzającego, pozbawiając go odpowiedzialności za własne wybory i sprawczości ... wart pac pałaca ... Odpowiedz Link Zgłoś
wasp20 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 13:51 arwena_11 napisała: > No ty to pewnie wielka, bo rozbijająca cudze małżeństwo. Jak było misiowi tak ź > le, to dlaczego znalazł drogę do twojego łóżka zamiast rozstać się najpierw z ż > oną? > Zawsze mnie śmieszy jak te co były przyczyną rozwodu ( bo nigdy nie dowiesz się > czy jednak kryzysu by nie przetrwali gdyby nie pojawił się ktoś trzeci) usiłuj > ą sie wybielić. To nie one, on taki nieszczęśliwy, ta żona to wredna itd. Ty się lecz kobieto, naprawdę. Nie "rozbiłam" niczyjego małżeństwa, nie tylko dlatego, że nie wierzę w możliwość "rozbicia" związku z zewnątrz, ale dlatego, że tego nie zrobiłam. Po prostu. To, że sobie żyłam na tym samym osiedlu, miałam wspólnych z nim znajomych to moje jedne "przewinienie". Na tej samej zasadzie jego żona powinna oskarżać kilkaset kobiet z osiedla i kilkadziesiąt jego znajomych, bo przecież były w tamtym czasie w pobliżu, więc to może którejś z nich wina? Ze mną związał się po odejściu od żony. PO, a nie w trakcie. Ślubu kościelnego nie mieli, wiec "przed Bogiem" też nie była jego żoną jak się ze mną wiązał Natomiast mój ex mąż miał romans W TRAKCIE trwania naszego związku. I, jak się dowiedziałam, kursował przez pół roku pomiędzy nami, każdej ściemniając ile wlezie. I wiesz, to nie tamta kobieta "rozbiła" nasze małżeństwo. Ono było tak popękane (idąc torem szklanki), tak ciekło z każdej strony, że w zasadzie samo się rozlatywało. Oj tak, na początku był wrzask (mój), że to ONA, to TA ZŁA KOBIETA mi "zabrała" męża. A potem moja przyjaciółka, świętej pamięci już, przypomniała mi kilka naszych rozmów i kilka sytuacji, które ja, w ferworze walki o portki w chałupie, wymazałam z pamięci. I otrzeźwiałam. A potem panią przeprosiłam za swoje wredne słowa. I rozwiodłam się z moim ex mężem spokojnie i po cichu, bez wywlekania brudów. I jestem z siebie cholernie dumna, że taki rozum mam w głowie. W przeciwieństwie do Ciebie i Tobie podobnych. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 11:40 Jesteś katoliczką, chcesz adoptować abortowane płody a z drugiej strony nie chcesz nadstawiać drugiego policzka chociaż własnie tak nauczał Jezus? Żenująca postawa godna polskiego katola. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 11:47 abortowanych płodów się nie adoptuje, są martwe. To tak gwoli ścisłości. Adoptuje się duchowo dzieci zagrożone aborcją. Nigdy tego nie robiłam, za długie zobowiązanie jak dla mnie. I ja nie jestem Jezusem. Nigdy nie mówiłam, że jestem święta. A o dziecko ze zdrady niech zadba jego matka skoro wiedziała w jaki układ wchodzi, ja dbam o swoje. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 11:59 To taka z Ciebie katoliczka jak z koziej dupy trąba. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 12:06 na szczęście nie tobie o tym decydować Odpowiedz Link Zgłoś
incubus_0 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 14:17 Ciekawa jestem, czy rozmawiałaś na temat swojej postawy z MĄDRYM księdzem. I czy on to pochwalił. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 14:20 Nie rozmawiałam, bo nie ma potrzeby. Będę rozmawiała jak taka potrzeba zaistnieje. Hipotetycznie nie ma co zawracać komuś głowy Odpowiedz Link Zgłoś
kama265 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 10:31 O_o - nie przestajesz mnie dziwić - to nie słyszałaś, że można zgrzeszyć nie tylko uczynkiem, ale także słowem / myślą???? nawet ja - totalna ateistka - to wiem Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 11:10 ale przeciw czemu grzeszę? Mąż nie ma kochanki, dziecka nieślubnego. Ja sobie gdybam co by było. Komuś wyrządzam krzywdę takim myśleniem? W tej chwili nie. I mam nadzieję że taka chwila nigdy nie nadejdzie Odpowiedz Link Zgłoś
kama265 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 11:33 owszem, najbardziej to chyba sobie jako osobie wierzącej - bo zaprzeczasz całej idei wiary mając taki światopogląd - jako katoliczka powinnaś być wielkoduszna, miłosierna, kochająca bliźniego jak siebie samego (i nie, bliźni to nie tylko Twoje dzieci i Twoja rodzina) ... etc. Zresztą, sama powinnaś wiedzieć lepiej niż ja, ja znam te założenia tylko ze słyszenia. Btw, jak się ma ambicję dyktowania wszystkim jak się powinno żyć i wymagania od niewierzących życia zgodnego z założeniami Waszej wiary - wypadałoby chociaż samemu stosować do siebie jej zasady... Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 12:45 > A o dziecko ze zd > rady niech zadba jego matka skoro wiedziała w jaki układ wchodzi, Dziecko ze zdrady też ma dwoje rodziców, z czego OBOJE wiedzieli w jaki układ wchodzą. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 14:22 zgadza się i dlatego to mąż będzie podejmował decyzję. A wybór będzie miał prosty - albo ja i nasze dzieci albo tamto dziecko. Nie widzę innej opcji, jeżeli mam zachować zdrową psychikę. Odpowiedz Link Zgłoś
iwles Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 14:32 a jeżeli mąż wybrałby tamtą rodzinę, przyjęłabyś spokojnie decyzje, że od teraz tamta kobieta zabrania kontaktów z waszymi dziećmi i ojciec nie kontaktuje się z waszymi dziecmi wcale ? Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 14:59 moje dzieci nie chciałyby się z ojcem widzieć. Odpowiedz Link Zgłoś
iwles Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 15:35 Arwena, to jest tylko teoria, a uczucia i emocje można poznać dopiero, gdy sie doświadczy. Znam chłopaka, który nie mógł darować ojcu, że ten odszedł od matki do kochanki, gdy syn mial lat 19. Nie chciał się z ojcem widywać, unikał. Teraz, po dwóch latach okazało się, że z tatusiem żyją w najlepszej komitywie i nie raz, nie dwa stawał po stronie ojca, nawet w sytuacji, gdy ten nie płaci alimentów na młodsze rodzeństwo. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 15:42 możliwe, ale syn miał przykład w rodzinie kolegi z klasy. Uważa, że posiadanie kolejnego dziecka przez ojca nie z mamą poprzednich dzieci, to zrobienie dziecku wielkiej krzywdy. I taki ojciec nie kocha swoich dzieci jak im coś takiego zrobi Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 15:48 Współczuje Twojemu synowi zetknięcia się z dziećmi z rodzin patchworkowych. Dopiero mu się zburzy wpojony katolski światopogląd. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 15:52 Co ma do tego katolicyzm? Mam koleżankę nie-katoliczkę (oj, zdecydowanie nie) i ona sama będąc w takiej sytuacji jako dziecko teraz jako dojrzała (a nawet lekko przejrzała i tak nie czyta E-mamy ) kobieta twierdzi, że nie zafundowałaby tego swojemu dziecku. Odpowiedz Link Zgłoś
wasp20 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 21:21 arwena_11 napisała: > możliwe, ale syn miał przykład w rodzinie kolegi z klasy. Uważa, że posiadanie > kolejnego dziecka przez ojca nie z mamą poprzednich dzieci, to zrobienie dzieck > u wielkiej krzywdy. I taki ojciec nie kocha swoich dzieci jak im coś takiego zr > obi No popatrz pani! A moi pasierbowie uważają moje dziecko za cudowny dar od Boga i swojego ukochanego braciszk. No tak, ale my heretycy jesteśmy Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 21:24 a ty rozbiłaś małżeństwo męża? Bo o tym tu mówię Odpowiedz Link Zgłoś
aurita Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 22:17 arweno, caly czas zwalasz wine na potencjalna kochanke, uwazasz mezczyzn za bezmozgowe bezwolne istoty? Zawsze mi sie wydawalo, ze do tanga trzeba dwojga.... Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 07:54 Oczywiście, że nie bezwolna istota. Tylko jak mówisz do tanga trzeba dwojga. Też miałam różne propozycje od żonatych facetów jeszcze przed ślubem i nigdy nie skorzystałam. Dla mnie byłoby to nie do pomyślenia, żeby zrobić taką krzywdę dzieciom i jego żonie. On sobie mógł nie myśleć o nich, a ja bym nie potrafiła w lustro spojrzeć gdybym na taki układ poszła. Marta Mama Daniela ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 ) DZIECI ROCZNIK 2000 Odpowiedz Link Zgłoś
wasp20 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 08:23 Ja zawsze, ja nigdy. Masz bardzo dobre mniemanie o sobie. A tak naprawdę guzik wiesz. Wiele jest kobiet (i mężczyzn), którzy zarzekali się, że "zawsze" oraz "nigdy". I okazało się, że jednak oni owszem, bo tak się życie poukładało. Bo facet pomiatany przez żonę zakochał się po uszy w koleżance z pracy i na mózg mu padło. Albo facet kobiecie głupot naopowiadał, a ona zakochana mu uwierzyła, itd. To, że jak na razie (!) Ty nie skorzystałaś oznacza tylko tyle, że nie miałaś takiej sytuacji. Każda osoba, która zdradziła lub poszła do łóżka z żonatym/mężatką też do pewnego momentu nie szła na takie układy. Dajesz prawo do błędów sobie i tylko sobie. I to tylko takich, jakie Tobie samej pasują. Pamiętasz takie hasło - nie sądźcie abyście nie byli sądzeni? I jeszcze o źdźble oraz belce w oku? Powinnaś. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 09:17 Jak rozumiem sama siebie bronisz? Wzięłaś żonatego i musisz jakoś usprawiedliwić swoje postępowanie? Widzisz żonaci zawsze byli dla mnie aseksualni. I zapewniam cię, że może jakaś nastolatka może uwierzyć w bajki jaki to facet nieszczęśliwy, że żona go nie rozumie itd. Zastanów się pracujesz w korpo/biurze/małej firmie i nie wiesz że facet jest żonaty? Jak się chce to można się spokojnie wszystkiego dowiedzieć. I ja wiem co mówię. NIe zbudujesz szczęścia na cudzym nieszczęściu. A jak facet nieszczęśliwy i tak bardzo kocha, to niech się rozwiedzie, ureguluje stare sprawy zanim wejdzie w nowy związek. A nowa pani przecież może poczekać, nie musi od razu lecieć do łóżka żonatego. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 08:24 Żałuj, seks z żonatym może być świetny, oczywiście nie trzeba wszak rozbijać rodziny, przy odrobinie pomyślunku nikt się nie dowie, a będziesz miała co wspominać na stare lata. Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 08:54 > Żałuj, seks z żonatym może być świetny Gazet, spedaliłeś się, że o tym wiesz? Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 08:26 Ludzie zawsze będą więcej wybaczać bliższym - czyli w tym przypadku mężowi, w przypadku gdy zawini jej dziecko i cudze po równi, swojemu dziecku itp. Odpowiedz Link Zgłoś
wasp20 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 08:34 arwena_11 napisała: > a ty rozbiłaś małżeństwo męża? Bo o tym tu mówię A co to znaczy "rozbić komuś małżeństwo"? Czy naprawdę uważasz, że jeśli mężczyzna nie chce zdradzić żony, kocha żonę, jest mu z nią dobrze, jakakolwiek kobieta jest w stanie go zaciągnąć do łóżka? Wytłumaczenia, że "po alkoholu" nie uznaję, bo jak ktoś wie, że po alkoholu traci kontrolę, to po prostu nie pije. Każdy kontakt seksualny (poza gwałtem) to wolny wybór. Mężczyzna czy kobieta to nie przedmiot, który można komuś zabrać. A małżeństwo to nie szklanka, którą ktoś może rozbić. Małżeństwo niszczą małżonkowie, tylko i wyłącznie. Mogą być okoliczności sprzyjające, jak choćby ingerencja rodziny. Ale to od męża i żony zależy czy będą razem, nie od osób z zewnątrz. I mówię to jako kobieta po rozwodzie. Ex mojego męża bardzo chętnie obwinia mnie o rozpad swojego związku. Tylko problem w tym, że to oni we dwójkę rozwalili swoje małżeństwo. Mnie w tym nie było. No, ale łatwiej jest znaleźć kozła ofiarnego, bo wtedy człowiek może mieć o sobie nadal bardzo dobre zdanie. Coś tak jak Ty Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 08:51 Jak kochanka wepchnie się do łóżka Twojego obecnego Misia może zmienisz pogląd. Była taka szczekaczka na forum Macochy, ex zła, źle traktuje córkę, Miś Wspaniały. Często udzielała się na forum więc kojarzyłam jej historię, nawet doszło do rozwodu z ex i nowego małżeństwa z nią. Po trzech bodaj latach gdy sama miała już wspólne małe dziecko Miś potraktował ją jak niegdyś ex i jakoś niespecjalnie żal mi było porzuconej bieduli. Odpowiedz Link Zgłoś
wasp20 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 13:33 Jak napisałam wcześniej - jestem po rozwodzie. Mój mąż miał kochankę. Więc jakby wiem o czym mówię Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 09:19 Trzeba było nie wkładać palców między drzwi i poczekać aż nieszczęśliwy miś rozwiedzie sie z żoną Odpowiedz Link Zgłoś
wasp20 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 13:36 A gdzie ja napisałam, że związałam się z żonatym? Napisałam, że ex mojego męża usiłuje obarczyć mnie odpowiedzialnością za to, że doszło do ich rozwodu. Problem w tym, że ja nie miałam z tym nic wspólnego. No dobra. Miałam. Znaliśmy się Mieliśmy wspólnych znajomych. Straszne, ladacznica ze mnie! Na szafot ze mną Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 08:27 A wlazłaś w związek ich rodziców gdy jeszcze istniał czy jednak dopiero jakiś czas po ich rozstaniu? Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 14:34 I jesli wybrałby tamto dziecko, to ty byłabyś w stanie odciąć swoje dzieci od ojca (dobrego, opiekuńczego i związanego z potomstwem) dla własnego egoistycznego "dobrego samopoczucia"? Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 14:58 moje dzieci są już duże i same by wybrały. I z tego co wiem to one nie chciałyby. Syn jasno wypowiedział swoje zdanie kilka lat temu. W jego klasie rodzice się rozwodzili bo kochanka zaszła w ciążę. Były rozmowy w dom ( jak pomóc koledze syna i jego mamie ), syn powiedział wtedy, że jakby jego tata wyciął taki numer to on nie chciałby go znać. I takie zdanie ma do tej pory. Uważa że normalny rodzic, swojemu dziecku takiego świństwa nie zrobi. A jak zrobi to znaczy że dziecka nie kocha więc po co taki rodzic? Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 15:51 Wiesz, nie wiesz co by było gdyby taka sytuacja miała naprawdę miejsce. Wiele rzeczy się mówi, ale dopiero doświadczenie czegoś na własnej skórze stawia człowieka przed realnymi decyzjami i wyborami. Naiwna jesteś jak nastolatka. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 16:15 Nie to ty jesteś naiwna sądząc, że dzieci w wieku moich lub starsze dadzą sobie zrobić wodę z mózgu i nie wiedzą skąd się biorą dzieci. I że ojciec skrzywdził ich matkę Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 16:18 Twój syn ma 15 lat, jest to wiek, kiedy ma niewiele doświadczeń, ale za to bardzo radykalne poglądy. Niestety po bolesnym zderzeniu z rzeczywistością człowiek sam sobie pluje w brodę jakim był idiotą i zazwyczaj przestaje nadużywac słów "zawsze" i "nigdy". Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 16:09 i jeszcze jedno. Jak można nazwać kogoś dobrym ojcem, kto zdradza matkę i ma dzieci z inną kobietą w trakcie małżeństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 16:11 Jak można nazwać kogoś dobrą katoliczką, podczas gdy osoba ta wybiera to co jej wygodne a to co niewygodne wyrzuca ze świadomości. Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 16:15 Maz zdradza żonę, nie ojciec dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 16:17 no niestety też i dzieci robiąc kolejne. Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 16:21 Arwena, weź się ogarnij, jesteś dorosła kobieta, a rozprawiasz w tej chwili jak 8-latka. Czy twój mąż zdradził starszego syna robiąc mu młodsze rodzeństwo? Bo tak wynika z twoich słów. Własciwie ty też go zdradziłaś... Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 16:38 a czytasz co piszę? Chodzi o dziecko innej matki. U nas jak mąż wraca rozmawia z obojgiem, jemy wspólnie obiad itd. Nie mamy kolejnego dziecka, bo uważamy że musimy wyposażyć dobrze te co już mamy. I jak sobie wyobrażasz? Mąż robi kolejne dziecko obcej kobiecie i nie dość że wyprowadzi część finansów, które można by przeznaczyć na nasze dzieci, to jeszcze wy chcecie ograbiać małżeńskie dzieci z czasu ojca? Myślisz że dzieci tego nie będą widziały? Tata zamiast spędzić czas z nimi poleci do obcego dzieciaka? Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 16:44 Tata w najgorszym razie poswięcałby połowe swojego czasu pozamałżeńskiemu dziecku, drugą połowę dzieciom legalnym. Ale ty chcesz być jak obozowy kapo i zabronisz im nawet tej połowy. Bardzo matczynie, bardzo chrzescijańsko, bardzo wychowawczo i w ogóle zayebiście cool. To ty chcesz ograbić własne dzieci z czasu ojca. I to jest przerażające. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 16:49 ale ja nie odbieram. Ojciec sam dokonuje wyboru. Dla mnie jest niemożliwością być z kimś, kto nie dość że mnie zdradził, to jeszcze będzie się widywać z osobą z którą mnie zdradził. No dla mnie nie do przejścia. Więc albo razem i staramy sie zapomnieć o tym co było, albo osobno, a wtedy musi się liczyć że dzieci nie bedą chciały go znać Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 16:51 a ja mam 2 dzieci, czyli co moje były by pokrzywdzone bo tamto 1 miałoby ojca więcej niż moich dwoje? Twoja logika jest dziwna. Jak już to u nas 2/3 czasu a tam 1/3. Mało realne bo nie da się oddzielić takiego dziecka ze zdrady od jego matki Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 18:14 Moja logika jest w porządku, ale może dlatego, że niekoniecznie zwracam uwagę na ilość czasu poświęcanego, ale raczej na jego jakość. Oraz jestem na tyle rozsądna, że nie mam odwagi palnąć babola co zrobiłyby moje dzieci w danej sytuacji. Nawet wiecej - sama nie wiem jakbym się zachowała. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 17:55 Mnie również.ciężko wyobrazić sobie taką sytuację i nóż mi się w kieszeni otwiera na myśl, że chłop mógłby mnie zrobić na.szaro. Nie wiem, co bym wtedy zrobiła. Całe szczęście za starzy jesteśmy na.rozmnażanie. A w kwestii zdrady: ojciec robiąc nowe dziecko na.boku nie zdradza dzieci małżeńskich, ale zdradza rodzinę. A to się bez wątpienia na nich negatywnie odbija. Więc nie należy dzeciakom dokładać nieszczęść odcinając je od zasadniczo dobrego ojca, jeśli ten zdecyduje się kontaktować się z nowym dzieckiem. Więc twoja zajadlosc dziwi mnie nieco. I jeszcze odpowiedz mi.na pytanie: czy modliłabyś się za nienarodzone dziecko kochanki swojego męża (by urodziło się.szczęśliwie i nie zostało wyabortowane, tak jak zapewne modlisz się za życie poczęte ogólnie. Bo jeśli w głębi duszy byłoby ci bardzo na rękę, że rywalka się wyskrobie (albo nawet głośno wyrażałabyś takie propozycje), to jesteś kołtunem. Ale nie.przejmuj się, nie byłabyś osamotniona: takich "szlachetnych" obrońców życia poczętego jest masa. Podejrzewam, że.nawet większość tych gardłujących, pdopisujących różne.listy i głosujących na.markówjurków. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 18:18 Po pierwsze nigdy nie brałam udziału w duchowej adopcji, bo to dla mnie za długie zobowiązanie ( 9 miesięcy codziennie odmawiać różaniec to bardzo długo, nigdy nie wiadomo co wypadnie ) - nie podejmuję zobowiązań dłuższych niż miesiąc czy dwa. Po drugie, pytanie tendencyjne zadałaś. Nie życzę żadnej kobiecie poronienia, straty dziecka bo sama przez to przeszłam i wiem jak boli. Czy modliłabym się za to dziecko? Nie wiem. Na pewno nie modliłabym się przeciwko niemu. W ogóle starałabym się o nim nie myśleć. Coś na zasadzie jak się nie mówi i nie myśli o problemie to go nie ma. Wiem, że to nie jest dobry sposób, ale czasami pozwala przetrwać najtrudniejsze i nabrać sił na później. Żadnej kobiecie nie życzyłabym chorego dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 19:03 Wiem, że nie bierzesz udziału w duchowej adopcji. Miałam na myśli uzwględnianie w modlitwach (np. w czasie mszy) wszystkich poczętych, żeby się wszystkie urodziły, itd. Czy nadal będziesz to robić, gdy kochanka twojego męża będzie z nim w ciąży? Rozumiem, niekoniecznie, bo nie jesteś bohaterką. Nagle jedno życie poczęte przestaje być objęte modlitwą. To dlaczego wymagasz bohaterstwa od ludzi, którym przyjście na świat dziecka burzy życie w stopniu daleko większym niż tobie dziecko kochanki twojego męża? I dlaczego uważasz, że każde musi się urodzić i za każde się modlisz (chociażby powtarzając formułkę za księdzem na mszy). Każde, tylko nie to, które tobie jest nie na rękę? Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 19:15 o wiesz co zastanowiłaś mnie? Bo nie przypominam sobie ostatnio na mszy modlitwy o nienarodzone dzieci? Rozumiem że masz na myśli modlitwę wiernych? To naprawdę nie pamiętam, żeby cos takiego było. Ale jak jest to się modlę. No wybacz powinnam odpowiedzieć Wysłuchaj nas Panie ale pamiętaj że to nie o tą X? Odpowiedz Link Zgłoś
incubus_0 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 14:16 Jesteś po prostu obłudna. I tacy właśnie ludzie robią wierze chrześcijańskiej (a katolickiej w tym przypadku w szczególności) bardzo złą robotę. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 11:57 Tak, żenujące. Bo to nawet nie nadstawianie drugiego policzka - to zwykła moralna konsekwencja i spójność poglądów. Tak, jak nasza.kultura rozumie omawiane kwestie od jakichś stu lat. Kto nie.wykazuje tej spójność, ten kołtun. Bo wcześniej wiadomo: przymus rodzenia, surowe kary za aborcję, potem pietnowanie bękartów i ich matek i szykowanie im piekła na.ziemi. Więc mamy kołtuna żywcem z ery uprzedmiotowienia kobiet i realnego podziału na dzieci równe i rowniejsze przy akompaniamencie wzniosłych pień. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 12:05 Wybacz, ale można dyskutować bez obrażania. I co jakbym wam napisała, ze pogłaszczę po główce i dam jeszcze prezent to było by lepiej? A i tak jakby trzeba było zrobiłabym co chciała? Potrzebujecie hipokryzji? Mąż zna moje podejście, a że zależy mu na naszych dzieciach i kontaktach z nimi to nie zamierza zdradzać. Zresztą kiedyś się śmialiśmy, że jakby miał zdradzać to z babką po menopauzie albo bezpłodną, bo on już ma dzieci i innych nie chce Ja też bym nigdy nie zdecydowała się na kolejne dziecko zwłaszcza nie z mężem ( wpadkę małżeńską dopuszczam ) Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 12:06 Twoje podejście jako kobiety jest zrozumiałe. Ale Twoje podejście jako osoby, która nazywa się katoliczką - jest niedopuszczalne. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 12:08 a to bycie katoliczką automatycznie zabrania być kobietą? Albo odwrotnie? I kim ty jesteś żeby to oceniać? Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 12:15 Bycie katoliczką narzuca określony światopogląd i zachowania. No chyba, że jest się katoliczką tylko z nazwy - czyli wybiera się to co wygodne, pomijając to co wygodne nie jest. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 12:38 Ale nie oznacza jednocześnie, że jesteś gotowa robić coś wbrew sobie. Coś przez co bedziesz nieszczęśliwa. Jaki jest sens ratowania związku jak mąż ma kontakt z kimś kto ten związek usiłował rozwalić? Przecież to niemożliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 12:40 Taki, że NIE MA rozwodów w katolicyzmie i jak przyrzekałaś to przyrzekałaś. I dla kościoła zdrada to nie powód do unieważnienia małżeństwa. Masz się modlić o nawrócenie Twojego męża, po czym masz z nim dalej tworzyć rodzinę. JA pierdzielę, naprawdę nie znasz założeń własnej wiary?!?!! Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 12:48 Nie moja droga, to ty nie znasz. Jak najbardziej mogę odejść od męża. Nie mogę wejść w kolejny związek. A to duża różnica. I unieważnienie małżeństwa ( nie rozwód bo czegoś takiego w kk nie ma ), uzyskałabym gdybym się postarała. Tylko po co? A jak zostanę z mężem to na moich warunkach. Modlić się mogę za niego cały czas, nikt mi nie zabroni Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 13:29 > I unieważnienie małżeństwa ( nie ro > zwód bo czegoś takiego w kk nie ma ), uzyskałabym gdybym się postarała. Zdajesz sobie oczywiście sprawę, ze nie unieważnia się istniejacego małżeństwa, tylko ewentualnie stwierdza jego nieważność? Czyli stwierdza, że nigdy go nie było, bo nigdy nie było ważnie zawarte? Jesli teraz twierdzisz, że mogłabyś uzyskać stwierdzenie niewazności, to oznacza, że wasze małżeństwo JUŻ TERAZ nie istnieje. Jeżeli mówimy, że małżeństwo jest nieważnie (w prawnokanonicznym rozumieniu tego sformułowania) oznacza to, że w od samego początku, już od złożenia przysięgi małżeńskiej dotknięte było ono pewną wadą określoną przepisami prawa. Często ze względu na pozorne podobieństwo do rozwodu cywilnego stwierdzenie nieważności małżeństwa określane jest jako rozwód kościelny. Jednakże jest to mylne wyobrażenie, gdyż w kanonicznym procesie małżeńskim, jak już wspomniano, staramy się dowieść, że małżeństwo było nieważne od samego początku. W procesie cywilnym co do zasady dowodzimy zaś, że nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia małżeńskiego - cytat stąd Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 14:24 Pewnie nawet bym nie występowała o unieważnienie, ale odeszłabym bez mrugniecia okiem, jeżeli mąż wybrałby opcję tamtego dziecka Odpowiedz Link Zgłoś
aurita Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 21:00 A jak zostanę z mężem to na moich warunkach. no nie wedlug nauk KK, wedlug nauk KK, mezowi wybaczasz a jego dzieckiem sie opiekujesz. Przysiegalas na dobre i na zle a nie na "swoje warunki" Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 21:14 a nie nie, a gdzie nakaz zajmowania sie cudzym dzieckiem? Wybaczyć nie znaczy zapomnieć. Wybaczyć mogę bo dam drugą szansę, ale na moich warunkach. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 21:16 KK nie uznaje Twoich warunków. Sorry ale nie jesteś katoliczką. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 08:28 Od opieki to dziecko ma matkę. Odpowiedz Link Zgłoś
wasp20 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 08:38 Od opieki dziecko ma RODZICÓW. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 08:48 W przypadku rozwodów 99% dzieci jest przy matce, a tatuś weekendowy plus czasem awaryjne sytuacje i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
kama265 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 10:37 a słyszałaś o "niesieniu swojego krzyża"? tak łatwo Twoja wiara całą dyskusję o rozwodach zamyka tym sloganem. Ale rozumiem, że Ciebie to nie dotyczy? Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 05.05.15, 10:50 a kto mówi o rozwodzie? Można odejść od męża. Kościół nie mówi ci że masz trwać w nieszczęściu tylko, że po odejściu nie możesz mieć innego związku poza "białym" Odpowiedz Link Zgłoś
turzyca Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 13:07 > Bycie katoliczką narzuca określony światopogląd i zachowania. No chyba, że jest > się katoliczką tylko z nazwy - czyli wybiera się to co wygodne, pomijając to c > o wygodne nie jest. Bol w tym, ze KRK jest bardzo duzy i ma sporo odcieni. U mnie wsparcie modlitewne jest dla osob w trudnej sytuacji. Dla kobiet rozwazajacych aborcje tez. Niby Kosciol powszechny, ale podejscie do czlowieka zupelnie inne. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 14:14 U mnie jest również duszpasterstwo par niesakramentalnych. Odpowiedz Link Zgłoś
minor.revisions Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 15:25 > Co nie zmienia faktu, kobieta idąca do łóżka z żonatym facetem wie na co się decyduje. A modliłabyś się o to, żeby kochanka twojego męża nie usunęła ciąży? > Miałby zabierać czas naszym dzieciom? Wystarczająco straciłby go wcześniej na kochankę. Ale wiesz, modląc się o cudze dziecko też się zasadniczo odbiera czas własnemu, no chyba, że to jest modlitwa podczas zmywania garów na przykład. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 16:42 no popatrz, ja się często modlę jadąc samochodem. Nie zabieram czasu moim dzieciom. A i ja nigdy nie brałam udziału w duchowej adopcji. Dla mnie za długie zobowiązanie. Odpowiedz Link Zgłoś
incubus_0 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 22:15 Człowiek jest człowiekiem od początku - od zapłodnienia. I żebyś stawała na uszach, udowadniała nie wiadomo co, nazywała zygotą, płodem, czy czym tam jeszcze, to jest człowiek. To, że Ty nie nazywasz człowieka człowiekiem do 22 tyg, trwania ciąży, to nie znaczy, że nim nie jest. Odpowiedz Link Zgłoś
croyance Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 00:51 Niech Ci bedzie, ze to czlowiek - ale nawet z takiego przekonania nie wynika automatycznie, ze w kazdej sytuacji i zawsze plod ma prawo do zycia (albo wieksze prawo, niz jego nosicielka). Odpowiedz Link Zgłoś
incubus_0 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 08:39 Prawo do życia ma zawsze. Cała tragedia polega na tym, że są przypadki, kiedy prawo do życia jednego człowieka zagraża drugiemu (gwałt, choroba itp). I trzeba wybierać. Natomiast takie hop siup, nie bo nie, bo nie chcę jest dla mnie nieakceptowalne. Dorosły człowek wie, że seks może wiązać się z prokreacją i dobrowolnie uprawiając go powinien liczyć się z określonymi konsekwencjami. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 09:13 No to ja urodzę 14 tygodniowy płód a Ty go zaadoptuj i wychowuj Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 08:56 > Człowiek jest człowiekiem od początku - od zapłodnienia. Podaj definicję człowieczeństwa. I przy okazji wykaż, że (na tej samej zasadzie) pestka jest jabłonią. Odpowiedz Link Zgłoś
incubus_0 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 10:14 Nie zamierzam nic wykazywać, bo jeśli nie widzisz różnicy między pestką a dzieckiem, człowiekiem, to chyba nie mamy o czym dyskutować. Poza tym poczytaj sobie. Człowiek istnieje od początku, od zapłodnienia, od połączenia plemnika i jajeczka. I żadne zaklinanie rzeczywistości nie zmieni tego faktu - a podważanie go to wygodnictwo. I zauważ, ze często nawet lekarze dokonujący aborcji nie mają co do tego wątpliwości, że "coś" nie staje się człowiekiem "kiedyś", "w jakimś momencie", tylko jest nim od początku. Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 10:30 > Nie zamierzam nic wykazywać, bo jeśli nie widzisz różnicy między pestką a dziec > kiem, człowiekiem, to chyba nie mamy o czym dyskutować. Róznicę pomiędzy pestką a ludzkim zarodkiem widzę - to róznica gatunkowa. Natomiast z biologicznego punktu widzenia tak pestka jak i zarodek posiadają komplet DNA przypisany do własnego rodzaju. Czy to czyni pestkę jabłonią? Filozoficznie kwestia początku człowieczeństwa jest dość zmienna i w tej zmienności zwłaszcza twój kościól przoduje. Akurat teraz na topie jest "od zapłodnienia". Czysty przypadek, a nie prawda objawiona. Odpowiedz Link Zgłoś
incubus_0 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 10:44 Ale ta prawda nie ma nic wspólnego z kościołem, tylko z logiką. Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 10:52 Logika podpowiada, ze zarówno pestka jak i zarodek są dokładnie tym samym - potencjalną szansą na przedstawiciela swojego gatunku. Niczym więcej. Chyba, że chcesz logicznie uzasadniać istnienie duszy, ale pozwól, ze w dyskusję o tak wielkim stężeniu absurdu się nie zaangażuję Odpowiedz Link Zgłoś
incubus_0 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 11:08 Nie, tu nie chodzi o duszę. Tylko kiedy, wg. Ciebie, następuje moment gdy płód zaczyna być człowiekiem? W 22 tyg. ? A czemu nie dzień wcześniej ani dzień później? To trochę schizofreniczne podejście, jak w Chinach. Aborcja dokonana dzień przed porodem jest tylko aborcją, ale sam poród w tym samym momencie oznacza pojawienie się na świecie nowego człowieka. Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 11:33 Dlaczego zakładasz, że "stawanie się człowiekiem" to jakiś okreslony moment? Nie pomyślałaś, że to jest proces rozciagniety w czasie? Odpowiedz Link Zgłoś
princess_yo_yo Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 12:00 ten magiczny moment stawania sie czlowiekiem ktorym prolajfertwo wyciera sobie namietnie twarze nie ma zadnego znaczenia w kontekscie aborcji. przezywalnosc poza organizmem matki jak najbardziej ma znaczenie i stad jest to czesto granica ktora przyjmuje prawo, poza sytuacja wad rozwojowych. perwersyjne podejscie traktowania nowego czlowieka (dzieka) jako kary czyli konsekwencji uprawiania seksu bez zabezpieczenia to jest efekt kompletnego braku szacunku do zycia w ogole wiec biorac pod uwage twoja wypowiedz powyzej powinnas sie co najmniej dwa razy zastanowic zanim zaczniesz sie gornolotnie wypowiadac na temat 'czlowieczenstwa' w jakimkolwiek kontekscie. chiny i pl to praktycznie lustrzane odbicie tego samego systemu, ktorego podstawa jest zaprzeczenie prawa do samostanowienia juz istniejacych obywateli. Odpowiedz Link Zgłoś
turzyca Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 10:06 > bo to dziecko jest bezbronne, ono nie ma wpływu na swój los. To matka za nie de > cyduje I dlatego to matka potrzebuje wsparcia. Ale najczęściej matka też jest otoczona modlitwą, bo nie da się oddziel > ić matki od dziecka w jej brzuchy. Da sie. Mozna sie modlic, zeby Bog uchronil to biedne dzieciatko przed ta mordercza zdzira. I w bardziej oglednych slowach to sie wlasnie robi. Sporo tych modlitw jest za dziecko a przeciw rodzicom. A modlitwy za matke, zeby znalazla sile i dostala wsparcie od otoczenia, jesli sa, to starannie ukryte, w podrecznych zestawach ich nie ma. Koncentracja jest na dziecku, a nie na tej osobie, ktora naprawde walczy. Odpowiedz Link Zgłoś
semihora Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 11:04 A jednak się to udaje, wszystkim przedstawicielom ruchów anti-choice z łatwością przychodzi oddzielenie praw zarodka od praw kobiety, a więc faktycznie oddziela się kobietę od jej brzucha. Odpowiedz Link Zgłoś
croyance Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 18:48 Za to np. dziesiecioletnia zgwalcona ciezarna ma taki wplyw na swoj los, ze hej. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 09:45 To mam rozumieć, że za tą adopcją idzie konkretne wsparcie? Tak? Odpowiedz Link Zgłoś
rhaenyra Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 09:47 no bez jaj Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 09:48 No ja wiem, ale przeczytaj co napisała. Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 09:48 kropkacom napisała: > To mam rozumieć, że za tą adopcją idzie konkretne wsparcie? Tak? Hehehe, no wlasnie, jakie jest to wsparcie oprocz duchowego? Czy kobieta dostaje wsparcie duchowe jesli jednak decyduje sie abortowac? Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 09:56 a myślisz, że się za takie kobiety nikt nie modli? Ale idea duchowej adopcji polega na tym, że modlisz się za dziecko anonimowe. Żeby komuś pomóc inaczej niż duchowo to trzeba wiedzieć, że takiej pomocy potrzebuje tu macie tekst przyrzeczenia, a poniżejlink z odpowiedziami na niektóre pytania. Formuła przyrzeczenia Duchowej Adopcji Najświętsza Panno, Bogarodzico Maryjo, wszyscy Aniołowie i Święci, wiedziony(a) pragnieniem niesienia pomocy w obronie nienarodzonych, (ja, ....................) postanawiam mocno i przyrzekam, że od dnia .................... w Święto / Uroczystość .................... biorę w duchową adopcję jedno dziecko, którego imię Bogu jest wiadome, aby przez 9 miesięcy każdego dnia modlić się o uratowanie jego życia oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. www.swietyduch.pl/parafia/grupy-parafialne/10-duchowa-adopcja-dziecka-poczetego.html Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 10:11 arwena_11 napisała: > a myślisz, że się za takie kobiety nikt nie modli? Ta modlitwa glownie pomaga modlacym sie, robia to sami dla siebie, to latwe, pomyslec o nienarodzonych dzieciach ktore sie narodza dzieki ich modlitwie, a te ktore jednak sie nie narodza sa juz u Pana, Aniolow, Swietych itd. To latwe, ten modlacy sie poczuje sie lepiej. On przeciez musi wiedziec ze trzeba komus pomoc (juz nie duchowa a konkretnie, fizycznie) ale lepiej nie wiedziec a jesli juz to ufundowac wozek albo pieluchy bo przeciez najwazniejsze jest 9 miesiecy ciazy i porod. Na swiecie 2/3 ludzie gloduje, nie ma dostepu do edukacji, ochorny zdrowia, energi elektrycznej, zyja w skrajnej nedzy, cierpia i umieraja z powodu uleczalnych chorob, sa wykorzystywani seksualnie, do niewolniczej pracy, zebrania itp. Zadne modlitwy nic nie dadza, bo niczego nie zmienia, za to konkretna praca tak. W krajach rozwinietych niechciane ciazs tez komplikuja zycie, na wiele lat jak nie cale zycie nie tylko kobietom ale i tym narodzonym wbrew ich woli dzieciom. Czemu nie mozna ich zostawic w spokoju i pozwolic im decydowac o tym czy chca kontynuowac ciaze czy nie? Odpowiedz Link Zgłoś
plater-2 w kwestii fundowania pieluch 03.05.15, 10:21 Fundowaniem pieluch zasadniczo powinni zajac sie rodzice dziecka. W sytuacji nietypowej - wypowiada sie Konstytucja nastepujaco: Art. 68. Władze publiczne są obowiązane do zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej dzieciom, kobietom ciężarnym, osobom niepełnosprawnym i osobom w podeszłym wieku.Art. 71. Państwo w swojej polityce społecznej i gospodarczej uwzględnia dobro rodziny. Rodziny znajdujące się w trudnej sytuacji materialnej i społecznej, zwłaszcza wielodzietne i niepełne, mają prawo do szczególnej pomocy ze strony władz publicznych. Matka przed i po urodzeniu dziecka ma prawo do szczególnej pomocy władz publicznych, której zakres określa ustawa. Art. 72. Dziecko pozbawione opieki rodzicielskiej ma prawo do opieki i pomocy władz publicznych. Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: w kwestii fundowania pieluch 03.05.15, 10:28 plater-2 napisała: > Fundowaniem pieluch zasadniczo powinni zajac sie rodzice dziecka. Tiiaaa, ja sie pomodle, adoptuje duchowo twoje dziecko a ty sobie radz sam. Rodzic czasem nie jest w stanie byc rodzicem, nie chce nim byc dlatego decyduje sie na aborcje i zwalnia panstwo z tej szczegolnej opieki ktora musialoby go otoczyc. Dajcie ludziom do tego prawo. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: w kwestii fundowania pieluch 03.05.15, 10:39 tylko aborcja to nie antykoncepcja. Jak nie chce być rodzicem to się zabezpiecza. A że nie ma 100% zabezpieczeń, to uprawiając sex biorę pod uwagę ciążę. Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: w kwestii fundowania pieluch 03.05.15, 10:49 arwena_11 napisała: > tylko aborcja to nie antykoncepcja. Jak nie chce być rodzicem to się zabezpiecz > a. > A że nie ma 100% zabezpieczeń, to uprawiając sex biorę pod uwagę ciążę. Ale to ty. Nie masz prawa decydowac ani mowic innym jakie decyzje maja podejmowac ani jak maja zyc. W krajach rozwinietych gdzie antykoncepcja jest dostepna wiele kobiet ja stosuje ale jesli zawodzi stosuja aborcje bo to ich sprawa, ich cialo i ich zycie. Czlowiek ma wolna wole, twoja religia tez to uznaje, poza tym nie kazdy w zyciu wyznaje religie. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: w kwestii fundowania pieluch 03.05.15, 10:51 Ale chyba każdy normalny człowiek wie że sex może skończyć się ciążą. Aborcja nie jest rozwiązaniem, bo to nie jest antykoncepcja. Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: w kwestii fundowania pieluch 03.05.15, 11:03 arwena_11 napisała: > Ale chyba każdy normalny człowiek wie że sex może skończyć się ciążą. Aborcja n > ie jest rozwiązaniem, bo to nie jest antykoncepcja. > > Dla niektorych osob jest rozwiazaniem. Dla ciebie nie jest i ok to twoja sprawa. Inni nie sa toba ani ty nimo wiec nie twoj problem. Mozesz sie modlic, mozesz pomagac ale to tyle. Do tego nalezy sie ograniczyc a nie do decydowania za innych. Nienarodzeni nie maja praw, to jest logiczne, oczywiste. Religie zazwyczaj uznaja inaczej i w niektorych krajach wywieraja presje i narzucaja prawa religijne calym nacjom, no coz to jest smutne. W niektorych krajach jest inaczsj czyli kazdy ma prawo wyboru i decydowania w co chce wierzyc, jak sie modlic, jakie decyzje podejmowac odnosnie walsnego ciala, zdrowia i wszystkich aspektow zycia. Odpowiedz Link Zgłoś
semihora Re: w kwestii fundowania pieluch 03.05.15, 11:15 To jej sobie, słonko, nie rób. Odpowiedz Link Zgłoś
princess_yo_yo Re: w kwestii fundowania pieluch 03.05.15, 12:17 cos ci sie pomieszalo, ale rozumiem ze niektorzy maja z tym problem. aborcja jest jednym z rozwiazan jesli do niechcianej ciazy juz dojdzie albo sytuacja sie w ciagu kilku tygodni zmienila i donoszenie ciazy jest nie bedzie sluzylo kobiecie albo parze z roznych przyczyn. antykoncepcja jest po to zeby w ciaze nie zajsc. zdaje sie ze twoja frakcja religijna jest tez przeciwko antykoncepcji, wlacznie z odmawianiem do tejze dostepu calemu spoleczenstwu, wiec jak to z wami jest w koncu? jakas konsekwencja i spojnosc pogladow by sie chyba przydala? Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: w kwestii fundowania pieluch 03.05.15, 12:52 npr jak najbardziej jest dopuszczalny, więc gdzie tu sprzeczność? Odpowiedz Link Zgłoś
princess_yo_yo Re: w kwestii fundowania pieluch 03.05.15, 13:04 npr ma duza granice user dependent error wiec nie jest metoda skuteczna. promowanie npr jako jedynej dostepnej i dopuszczalnej metody zapobiegania ciazy oznacza ze bierzesz odpowiedzialnosc za niechciane ciaze ktore beda jej efektem. Odpowiedz Link Zgłoś
banksia Re: w kwestii fundowania pieluch 03.05.15, 14:35 "Jak nie chce być rodzicem to się zabezpiecza. A że nie ma 100% zabezpieczeń, to uprawiając sex biorę pod uwagę ciążę." hahahaha..... klasyk Stad juz prosta droga do moralnej oceny bzykania bez zobowiazan... A widzisz, ja zawsze czulam sie 100% zabezpieczona: umiem uzywac antykoncepcji, ew. Plan B to pigulka po i plan C - srodki wczesnoporonne. Plan D - aborcja i srodki fin. na jej przeprowadzenie (z reguly wystarczyl plan A, z B skorzystalam raz...) Moze dlatego jakos powyzszy argument nie ma dla mnie absolutnie zadnego sensu. Odpowiedz Link Zgłoś
croyance Re: w kwestii fundowania pieluch 03.05.15, 18:51 Powiedz to milionom kobiet, ktore nie maja ZADNEJ kontroli nad swoim zyciem seksualnym, i zero mozliwosci zaprotestowania, gdy sa np. gwalcone i sprzedawane. Popatrz co sie dzieje z kobietami w niektorych krajach bliskiego Wschodu. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: w kwestii fundowania pieluch 03.05.15, 11:50 Fundowaniem? Chyba kupowaniem. Ja wiem, dzieci nienarodzone pieluch nie potrzebują. Zmówienie kilku modlitw nic nie kosztuje. Odpowiedz Link Zgłoś
antyk-acap Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 09:26 Raczej idzie do szpitala zmusić lekarza by nie usuwał. Odpowiedz Link Zgłoś
plater-2 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 03.05.15, 09:28 Nie, wtedy proboszcz podaje matce dziecka namiary na Dom Matki Samotnej, gdzie dziecko będzie mogła urodzić i ewentualnie oddać do adopcji. Odpowiedz Link Zgłoś
karola1008 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 11:24 Pierdolisz jak potłuczona. Jak w większości przypadków zresztą. Odpowiedz Link Zgłoś
karola1008 Re: jak to skąd wiadomo? lekarze z sumieniem dają 04.05.15, 11:25 To było do Woman. Odpowiedz Link Zgłoś
lady-z-gaga "szlachetni ludzie " modlą się o np za takie ciąże 03.05.15, 09:33 www.amnesty.org.uk/actions/child-denied-abortion-after-rape-save-her-life?utm_source=FBPAGE&utm_medium=Social&utm_content=20150430175800&utm_campaign=Maternal_reproductive Odpowiedz Link Zgłoś
plater-2 Re: "szlachetni ludzie " modlą się o np za takie 03.05.15, 09:39 Oczywiscie, ze za te dzieci trzeba sie modlic. Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: "szlachetni ludzie " modlą się o np za takie 03.05.15, 09:45 lady-z-gaga napisała: > > > www.amnesty.org.uk/actions/child-denied-abortion-after-rape-save-her-life?utm_source=FBPAGE&utm_medium=Social&utm_content=20150430175800&utm_campaign=Maternal_reproductive > Odpowiedz Link Zgłoś
redheadfreaq Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 09:42 Modlitwa - najlepsza metoda, by nie robiąc absolutnie nic, co faktycznie pomaga, czuć, że "coś się zrobiło". Odpowiedz Link Zgłoś
rhaenyra Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 09:49 mnie interesuje jak bozia te modlitwy rozdziela po dzieciaczkach modli się taka kasia 3 miesiąc, a kobieta usuwa ciaze i co potem następne miesiące modlitw sa przydzielane do następnego plodzika czy się marnują? Odpowiedz Link Zgłoś
zebra12 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:05 Rozumiem znaczenie modlitwy dla wierzących, ale uważam, że sama modlitwa nie wystarczy. Jeśli naprawdę myśli się o pomocy, to trzeba tę pomoc zapewnić, czyli: - zadbać o sytuację bytową matki (mieszkaniową i finansową) - zadbać o sytuację zdrowotna matki - zadbać o kondycję psychiczną matki - zadbać o relacje rodzinne matki (zwykle są to kobiety opuszczone przez bliskich) Domy Samotnej Matki to nic dobrego. Mam koleżankę, która była w takim domu. Siostry kierujące tymi placówkami są opryskliwe, tratują matki jak najgorsze zło, z wyższością. A przede wszystkim, co najbardziej obrzydliwe, namawiają do oddania dziecka do adopcji pokazując, że kobieta sobie nie poradzi, bo jest nikim. W takim domu można przebywać tylko przez krótki czas i potem nikogo nie interesuje gdzie pójdzie matka i co zrobi. To nie jest pomoc, to przemoc. Nigdy nie chciałabym się znaleźć w takim miejscu. Zresztą kościół nieraz chętnie uczestniczył w pośredniczeniu w adopcjach. Tyle, że nie bez powodu pojawiały się podejrzenia o handel dziećmi. I teraz toczy się wiele takich spraw. Z daleka od takiej pomocy. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:09 Zebra, bardzo tendencyjnie piszesz. Twoja koleżanka była w każdym DSM w Polsce? czy w jednym? Poza tym ta adopcja duchowa polega na otoczeniu modlitwą anonimowego dziecka z całego świata. Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:22 arwena_11 napisała: > Zebra, bardzo tendencyjnie piszesz. Twoja koleżanka była w każdym DSM w Polsce? > czy w jednym? Zebra pisze o realiach. Donosic i urodzic, a potem co? > Poza tym ta adopcja duchowa polega na otoczeniu modlitwą anonimowego dziecka z > całego świata. No niech sobie potrzebujacy otaczaja ta modlitwa skoro musza. Odpowiedz Link Zgłoś
plater-2 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:11 Rozumiem,ze kolezanka obskoczyla wszystkie, a jest ich okolo stu, domy matki samotnej ? Domy Matki Samotnej prowadzi tez Markot, MOPS, Monar... Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:22 Ulala, ksiunc proboszcz pomaga modlitwą, ale realną pomoc w postaci dachu nad głową zapewnia MOPS. Interes życia dla kleru Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:14 > Rozumiem znaczenie modlitwy dla wierzących, ale uważam, że sama modlitwa nie wy > starczy. Jeśli naprawdę myśli się o pomocy, to trzeba tę pomoc zapewnić, Modlitwa to realizacja pewnej potrzeby wierzącego. Własnej, ale bardziej Kościoła w ogóle. Nie ma nic wspólnego z mitycznym nienarodzonym dzieckiem, a tym bardziej konkretną matką. I to ja też bardzo dobrze rozumiem. To nawet nie ma nic wspólnego z wysyłaniem dobrych myśli, czy jak by to nie nazywać. Odpowiedz Link Zgłoś
zebra12 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:23 Była w dwóch katolickich akurat. Zresztą czytałam kilka wywiadów z osobami tam przebywającymi. bywa różnie, wiadomo, ale różowo nie jest. Powtórzę: pomoc dla kobiet w takiej sytuacji powinna być kompleksowa. Odpowiedz Link Zgłoś
plater-2 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:28 Modlitwa w intencji matki i dziecka, ktore ma sie urodzic nie wyklucza innego typu pomocy... Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:31 Nie wyklucza powiadasz. Cóż za łaskawość... Odpowiedz Link Zgłoś
zebra12 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 16:07 Nie wyklucza, ale równocześnie nie organizuje się takowej ze strony zatroskanych, rozmodlonych. Odpowiedz Link Zgłoś
wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:15 Jak dla mnie kolejny psychiczny pomysł katololo. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:17 a ktoś ci karze brać w tym udział? Jest jakiś obowiązek? Odpowiedz Link Zgłoś
lauren6 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:16 A jest jakiś zakaz komentowania bezdennej głupoty katolandu? Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:35 Większość dyskutantek w tym wątku jest niewierząca. Co Wam szkodzi, że katolicy modlą się w jakiejś idiotycznej z Waszego punktu widzenia intencji, skoro i tak uważacie, że modlitwa to jest jakiś zabobon bez żadnego znaczenia i skutków? Czyli modlitwą nic uczynić nie można. Ta modlitwa akurat jest odmawiana w domu, nie publicznie. Co komu szkodzi, że katolik w domu pomodli się w takiej intencji? Kościół wszak nie nawołuje do modlitwy w intencji szkodzenia komuś. Pewnym ujemnym skutkiem tej akcji może być oczywiście uspokajanie sumień. Katolik się pomodli w domu, nic go nie kosztuje i potem będzie mniej chętny np. dać na dom samotnej matki albo, co jeszcze lepiej, wspomóc siostrę samotnie wychowującą dziecko czy posiedzieć wieczorem z dzieckiem koleżanki, żeby ona mogła wyjść raz na jakiś czas i by wobec tego wychowywanie dziecko nie było dla kogoś aż takim kieratem. Może nie zrobi aborcji przy następnej ciąży wiedząc, że ktoś życzliwy jej w trudach pomoże? Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:45 " Co komu szkodzi, że katolik w domu pomodli się w takiej intencji? " No temu chyba, że to robi. Rozumiałabym oburzenie Zebry, gdyby jej i innym osobom niewierzącym kazał ktoś to robić, bo "jak nie możesz tego robić". I tak, Zebra już wie o tym, co każdy z tych modlących robi potem, zbadała to dokładnie i wie. Gdy ciężko chorował mój mąż, a potem zachorowałam ja- wiem, że był tzw. krąg ludzi modlących się za nas o zdrowie, ogółem to było prawie 250 osób i jestem do dziś wdzięczna właśnie za to- za tę modlitwę. Teraz też modlę się codziennie za 2 kobiety (jedna ma 33 lata, druga- 42- obie chorują na raka), krzywdzę tym którąś z Was? Odpowiedz Link Zgłoś
plater-2 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:47 Nawet jesli ktos uwaza modlitwe za zabobon, czynnosc, ktora nie jest w stanie wplynac na rzeczywistosc, nie powie, ze modlitwa nie jest "nicnierobieniem". Modlitwa zajmuje czas i pochlania energie duchowa, intelektualna... Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:51 Plater, nie używaj słowa "intelektualna", nie wiesz, ze wystarczy być wierzącą osobą i od razu wiadomo, ze mózgu nie masz, intelekt jest tylko na tych, którzy tego nie robią. Jest trochę osób tak patrzących na innych od niego- mnie tam różnorodność ludzi się podoba, jeśli z tego, jak żyją, jak wybrali - są zadowoleni, to co mi do tego? Ich życie. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:41 zgoda, ale z punktu widzenia niewierzącego nie jest szkodliwa i o to mi chodziło. Natomiast jako osoba zatroskana o los dzieci nienarodzonych wyraził niepokój, że pewna część katolików może w ten sposób uspokoić swoje sumienia i nie zrobić na rzecz dzieci i matek niczego więcej. Ale oczywiście nie musi tak być. Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:50 Ja jestem wierzaca i tez mnie ta idea lekko smieszy. Ktos chce niech sie modli w ciszy a nie epatuje akcjami "szlachetni my versus nierzadnice". Poza tym, sadzac z rozmow z ludzmi, ktorzy biora w tym udzial, rodzi to w nich - zupelnie nieuprawnione - poczucie szlachetnosci i wyzszosci moralnej. Ja tam uwazam, ze jak kto chce sie czuc "taki lepszy" to niech cos faktycznie zrobi. Ufunduje stypendium biednemu dziecku albo posiedzi z dzieckiem samotnej matki kiedy dziewczyna szuka pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:57 a skąd wam się biorą te nierządnice? Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:28 Bo taki jest wydzwiek. Modlmy sie zeby nie zamordowala niechcianego dzieciatka? To kto ona jest? Swieta Cecylia? Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:31 A mozna by sie modlic, zeby jej ojciec pijak nie wyrzucil z domu, zeby na wsi nie wytykali palcami, dewotki nie syczaly komentarzy za plecami, kolezanki nie rzucaly komentarzy o rozkladaniu nog a tatus sie poczuwal. Do takiej modlitwy bym sie chetnie przylaczyla. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:54 kto wytyka palcami? w XXI wieku? No proszę cię. No i chyba gdyby tak bała się tego, że dewotki ją będą wytykać palcami to by nie szła do łóżka z nieodpowiedzialnym facetem? Przecież to nie XIXw Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:01 Haha. No wlasnie. Kwintesencja tego o czym pisze. A wiek mamy ktory? XXI jak w morde strzelil Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:02 Iskierka, no nie powiesz mi że ktoś się boi "dewotek"? Bo jak się boi to raczej nie zrobi nic, żeby im podpaść Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:04 Wyściub nosa poza swoją metropolię to się zdziwisz. Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:12 Doskonale wiesz o co mi chodzi. O cala emocjonalna otoczke wokol dziewczyny z nieplanowana ciaza. O deprecjonujace teksty, ktore czesto i na forum padaja. O przypisywanie JEJ winy za nieodpowiedzialnosc chlopaka. "Mogla nie do lozka z nieodpowiedzialnym". Najlaskawsze podejscie przebijajace z tych modlitewnych akcji to "ocalmy dzidziusia przed puszczalaka a ona niech sie ewentualnie nawroci". Takie podejscie nacechowane samozadowoleniem, tepa i bezrefleksyjna pewnoscia swoich racji i poczuciem wyzszosci nie podoba mi sie. Bardzo. Odpowiedz Link Zgłoś
plater-2 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 11:00 Na pewno widzieliście kogoś, kto się modlił. Jakie to niezwykłe. Mówi do kogoś, kogo nie widzi. Czasem wyciąga ręce, jakby chciał kogoś dotknąć. Kiedyś widziałem, jak modliła się panna młoda przed ślubem. Modliła się do niewidzialnego Pana Boga, zapomniała o swej białej sukni, welonie, nawet o złotych obrączkach. W jaki sposób poznać, że ktoś się dobrze modlił? Może dobrze modlił się ten, kto klęczał długo i na piętach nie siadał? Może dobrze modlił się ten, kto myślał sobie: mój kolega kręci się na modlitwie, ale ja nie? Może dobrze modlił się ten, kto nie robił dziwnych min, nie ziewał, nie myślał, co będzie na obiad. Bardzo łatwo poznać, kto się modlił. Modlił się dobrze ten, kto po modlitwie staje się lepszy, bardziej grzeczny, wyciąga stale lewą i prawą rękę, żeby pomagać innym. Ks. Jan Twardowski Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:52 Iskierko: 1. nawet dla katolików udział w tej akcji nie jest obowiązkowy, więc czynić tego nie musisz. 2. sama modlitwa w myśl założeń tej akcji ma się odbywać w domu, w ciszy i bez epatowania, tylko uroczyste jest przyrzeczenie przystąpienia do tego. Poniekąd rozumiem - jest to wzięcie na siebie pewnego obowiązku i uroczysta forma przyrzeczenia może wzmacniać poczucie konieczności dotrzymania, 3. wskazałam, że jako pewne niebezpieczeństwo widzę, że ktoś, kto się w to włączy, może poczuć się zwolniony od wewnętrznego imperatywu wspomagania matek w trudnej sytuacji w inny sposób. 4. zwracam jednakowoż uwagę, że a) sama modlitwa jako taka szkodliwa nie jest (w rozumieniu katolików pomaga, w rozumieniu niewierzących jest bez znaczenia), b) postulat pomagania matkom w trudnej sytuacji nie jest dokładnie określony. Tzn. nie jest tak, że każdy ma obowiązek dać np. 100 zł na samotne matki albo 4 wieczory miesięcznie opiekować się dzieckiem samotnej matki i modlitwa zwalnia od tego obowiązku. Wiadomo, że pomoc matkom jest rzeczą pozytywną i warto to czynić, ale każdy czyni tego, tyle, ile chce i może, podobnie zresztą, jak z innymi dobrymi czynami. Z faktu, że katolik powinien pomagać słabszym i chorym, także nie wynika, że codziennie ma obowiązek przeprowadzić jedną staruszkę przez ulicę. Dlatego też nie widzę szkodliwości tej akcji z żadnego punktu widzenia. Z punktu widzenia osób, które nie uważają aborcji za wielkie zło, jest ona co najwyżej zbyteczna. Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:10 Nigdzie nie twierdzilam, ze jest obowiazkowy. Ani, ze jest szkodliwy. Akcja jest wynikiem pewnego podejscia i zwrotnie to podejscie umacnia. Podejscie, ktore mi sie nie podoba. Tylko tyle. I w moim odczuciu jest w tym morze hipokryzji. Jesli ktos ma prawo oglaszac akcje, innemu maja one prawo sie nie podobac. Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 10:56 > Gdy ciężko chorował mój mąż, a potem zachorowałam ja- wiem, że był tzw. krąg lu > dzi modlących się za nas o zdrowie, ogółem to było prawie 250 osób i jestem do > dziś wdzięczna właśnie za to- za tę modlitwę. Po pierwsze wiedziałaś, że ktoś się za ciebie modli (czyli w jakiś sposób cię wspiera), po drugie intencja modlitewna była zgodna z twoją intencją - chciałaś wyzdrowieć. Obie te przesłanki nie występują w przypadku modlitwy za anonimowe dziecko nienarodzone. I nie chodzi tu o wyśmianie, ale o ukazanie bezsensu tego działania. Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 11:03 Wiedziała, że "ktoś" - to myślałam, że to rodzina i bliscy, koleżanki- ale o tzw, kręgu w tej intencji dowiedziałam się dopiero ... 2 tygodnie temu, że było to tak dużo ludzi (i jestem z Mazur, a ludzie byli i w Rzymie, i Częstochowie, i Gdańsku itd.)- dlatego wiem, że także do takich intencji innych ludzi też będę się włączać. Wiesz, o co modliła się moja koleżanka-właśnie o takie anonimowe dziecko nienarodzone, bo długo czekała już na adopcję (nie może mieć dzieci, a bardzo, bardzo chciała) i wiesz: 6 lat temu została matką dziecka, które do niej trafiło , mając zaledwie tydzień- gdzieś tam było takie dziecko, matka, która nie chciała/nie mogła być z dzieckiem- urodziła je i trafiło do mojej koleżanki- i wiesz, to dziecko ma życiowego farta, że na taką teraz matkę trafiło. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 11:33 To obrzydliwe. Modlić się, żeby jakaś biedna kobieta zechciała urodzić niechciane dziecko i oddać je do adopcji ku uciesze jakiejś innej kobiety. Obleśne. Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 11:43 Nie rozumiesz, to nie byłą modlitwa o to, by kobieta urodziła "niechciane dziecko", ale dziecko, które gdy trafi do adopcji , to aby ona takie małe dziecko dostała. Zawsze są kobiety i były , i będą, które dzieci mieć nie chcą- i jeśli nie chcą urodzić i nie chcą aborcji- to dobrze, że można dziecko oddać w cywilizowany sposób, a nie zatłuc , bo się nie chce . Jak dla mnie , dziwnie to odczytałaś. W życiu nie potępiałabym takich kobiet, które dzieci oddają, bo nie chcą, bo nie mogą, ale dobrze, że są też kobiety, które takie dzieci chcą- i w sumie dopóki dzięki koleżance nie zobaczyłam, jaki wielu kobiet i mężczyzn ten problem dotyczy, to żyłam w nieświadomości (kolejna moja koleżanka adoptowała dziecko 5 miesięcy temu). Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 11:56 marzeka1 napisała: > Nie rozumiesz, to nie byłą modlitwa o to, by kobieta urodziła "niechciane dziec > ko", ale dziecko, które gdy trafi do adopcji , to aby ona takie małe dziecko do > stała. Zawsze są kobiety i były , i będą, które dzieci mieć nie chcą- i jeśli n > ie chcą urodzić i nie chcą aborcji- to dobrze, że można dziecko oddać w cywiliz > owany sposób, a nie zatłuc , bo się nie chce . Jak dla mnie , dziwnie to odczyt > ałaś. Zatluc???? aborcja to nie jest urodzenie dziecka i zabicie go. Poza tym twoja kolezanka modlila sie dziecko dla siebie, czysty egoizm i wlasne potrzeby. Poza tym nie bylo dzieci ktore moglyby byc legalnie adoptowane? Musiala sie o nie modlic? Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:03 Nie wiem, nigdy w takim systemie adopcji dzieci nie byłam, ale teraz trochę więcej wiem, bo kilka moich koleżanek ma takie dzieci, ale trochę trwało to czekanie o dziecko, szczególnie gdy chce się mieć małe dziecko. Nie każ mi wiedzieć, czy "nie było dzieci.." I używając słowa "zatłuc", odniosłam się do sytuacji, gdy kobiety dziecko rodziły, a potem zabijały (patrz: sprawa z beczkami, dzieci po urodzeniu znalezione na śmietnisku)- to wiadomo, że lepsze dla urodzonego , ale niechcianego dziecka jest to,że może ono trafić do ludzi,którzy takie dziecko chcą. I znowu to samo: "musiała się modlić"- zapytam inaczej: a co? Nie mogła się modlić? Tak wiem, to takie głupie i na bank nie ma się mózgu, gdy się modli. Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:35 marzeka1 napisała: > Nie wiem, nigdy w takim systemie adopcji dzieci nie byłam, ale teraz trochę wię > cej wiem, bo kilka moich koleżanek ma takie dzieci, ale trochę trwało to czekan > ie o dziecko, szczególnie gdy chce się mieć małe dziecko. No wlasnie , 'gdy sie chce', a te dzieci wieksze, starszs nie za dobre aby je zaadoptowac? Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:40 Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale patrząc na tych, których znam, że mają dzieci adoptowane to wiek był taki: 7 dni, 7 miesięcy, 1,5 roku, 2 latka i jedna koleżanka rodzeństwo: 4 i 7 lat. W ogóle nie biorę się za ocenianie tego, że chcieli małe dzieci, a mogli adoptować starsze. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:55 Kolejka jest, ale po zdrowe dzieci i najlepiej niemowlaki. Raz w jednym tylko domu dziecka z uregulowaną sytuacją prawną było aż czworo dzieci z Zespołem Downa, jakoś nikt z miłych bezpłodnych par nie zgłosił się po taki towar z defektem. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:00 Pewnie, bo starsze dziecko to gnój którego nie warto adoptować. Musi być słodziaśne niemowlę. Typowe katole. Odpowiedz Link Zgłoś
ladyjane Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:09 Tak, katole są bleeeee, no przecież do tych dzieci jest kolejka nie katolickich par... Za to muzłumanie w kolejki się ustawiają, tacy dobrzy niechrześcijanie z nich... Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 15:15 Skądeś się dziewczynko urwała z temi muzułmanami? Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 15:16 Skąd Ci się tu muzułmanie ubzdurali? ROTFL Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 18:36 Dlaczego ludzi obrażasz? A myślisz że ateiści nie adoptują dzieci? I co ustawiają się w kolejce po te starsze? Pamiętaj, że nie każdy da radę psychicznie walczyć z demonami przeszłości takiego dziecka, które dużo widziało i dobrze pamięta dlaczego jest w dd. To nie jest proste. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 18:53 To może lepiej jakby tego dziecka w ogóle nie było. Dla niego przede wszystkim. Odpowiedz Link Zgłoś
princess_yo_yo Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:09 normalnie empatyczny czlowiek jednak ma chociaz troche swiadomosci jak dziala swiat i jakie motywacje kieruja ludzmi jak tez i chocby czastkowa samoswiadomosc. to ze ktos wierzacy modli sie o dziecko w swoim zyciu albo zyciu kogos innego bo bezdzietnosc mu albo innym doskwiera jest jak najbardziej zrozumiale. narcystyczna idea ratowania nienarodzonych i naprowadzenie na sluszna droge bladzacych i to wszystko bo sie samemu boryka z bezplodnoscia? rozumiem, bo egoizm jest cecha bardzo ludzka i dysonansy poznawcze latwo jest tlumaczyc na swoja korzysc, ale nazwijmy rzeczy po imieniu. Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 11:49 > Wiesz, o co modliła się moja koleżanka-właśnie o takie anonimowe dziecko nienar > odzone, bo długo czekała już na adopcję (nie może mieć dzieci, a bardzo, bardzo > chciała) i wiesz: 6 lat temu została matką dziecka, które do niej trafiło Ona się modliła ZA dziecko, czy O dziecko, bo to jednak różnica jest. Jeśli O dziecko, to modliła się w jakiś sposób egoistycznie. Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:06 I O , i ZA, aby gdzieś tam takie dziecko "się znalazło". Cosmetic, to odpowiedz mi inaczej- co złego byłoby w tym, gdybyś bardzo, bardzo chciała mieć dziecko- serio takie chcenie (w przypadku osób wierzących do tego podpatre modlitwą) jest tu rozumiane jako "egoistyczne"? W przypadku takich dzieci, o których tu piszemy- opieram się tylko na tym, co widzę w otoczeniu kobiet, dla których dziecko było problemem i nigdy fizycznie dziecka nie urodziły, bo nie mogły- nie miałam z tym żadnych problemów, więc znam to tylko z tego, co mi mówiły. Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:11 Gdybym bardzo, bardzo chciała mieć dziecko i "modliła" się, żeby dla mojego chcenia inna kobieta postapiła wbrew sobie, to powinien mnie trafić grom z jasnego nieba. Równie dobrze można się modlić, żeby jakaś młoda matka umarła, a dziecko trafiło do rodziny adopcyjnej. Obrzydliwe i egoistyczne. Koleżanka nie mogła bez modlitwy adoptować jednego z tysięcy dzieci urodzonych i przebywających już w placówkach? Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:18 cosmetic.wipes napisała: > Gdybym bardzo, bardzo chciała mieć dziecko i "modliła" się, żeby dla mojego chc > enia inna kobieta postapiła wbrew sobie, to powinien mnie trafić grom z jasnego > nieba. > Równie dobrze można się modlić, żeby jakaś młoda matka umarła, a dziecko trafił > o do rodziny adopcyjnej. Obrzydliwe i egoistyczne. > > Koleżanka nie mogła bez modlitwy adoptować jednego z tysięcy dzieci urodzonych > i przebywających już w placówkach? > Ale to nie o taką modlitwę chodziło i do tego dopowiadasz, ze ta kobieta to "wbrew sobie miała dziecię oddać"- tak jest, część kobiet dokonuje aborcjo, bo dziecka nie chce; część kobiet, rodzi i dziecko oddaje, bo nie chce; część dziecko rodzi i zabija, wrzucając na śmietnik; część kobiet dzieci i oddaje do "okna życia" (w moim mieście od kiedy do "okno" jest w taki sposób oddano 9 dzieci). I jakbyś była w tym "w środku" (a jak się orientuję, to ani Ty nie jesteś,ani ja nie jestem) to wiedziałabyś, że całe mnóstwo dzieci np. w domach dziecka ma nierozwiązaną sytuację, bo rodzice nie chcą ich, ale też nie chcą zrzec się rodzicielstwa). Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:32 Marzeka rozmawiamy o "modlitwie za nienarodzone dzieci zagrożone zagładą", jakkolwiek absurdalnie to brzmi. Czyli, modlitwa ma służyć temu, żeby kobieta, która chce abortować zmieniła zdanie. Czyli modlitwa jest skierowana przeciwko intencji kobiety. I naprawdę chcesz mi wmówić, że w żadnym domu dziecka, pogotowiu opiekuńczym czy rodzinie zastepczej nie było ani jednego dziecka z uregulowaną sytuacją prawną? Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:37 Nie, niczego nie chcę Ci wmówić, ale z rozmów z koleżankami, które to przeszły, nie jest to taka prosta sprawa, szczególnie gdy chce się adoptować dziecko maleńkie. I jest też szereg dzieci, których nikt nie chce adoptować z różnych powodów (np. FAS, trudne choroby). Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:47 szczególnie gdy chce się adoptować dziecko mal > eńkie. I jest też szereg dzieci, których nikt nie chce adoptować z różnych powo > dów (np. FAS, trudne choroby). I tu jakby wychodzi nieco hipokryzji. Ty masz donosić i urodzić ciężko chore dziecko, a ja sobie zaadoptuję zdrowego noworodka. Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:50 Nie, teraz dopowiadasz, bo wychodzi z tego, że każda z tych kobiet, które takie dzieci urodziły- wiedziały np, chlejąc w ciąży, że takie dziecko urodzą, bo na bank pilnie co miesiąc na badania chodziły. I nie potrafię powiedzieć coś złego o koleżankach, które adoptowały zdrowe dzieci, bo wiem, co przeszła koleżanka , która adoptowała 2 dzieci, a synek okazał się bardzo chory, ale miał szczęście, że trafił do niej. Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:11 Nie mam na myśli zapijaczonych patolek, bo one rzadko są targetem czeskich czy niemieckich klinik. Przykład, o którym wspominasz, jest losowy - moi przyjaciele mają dwoje dzieci, w tym młodsze śmiertelnie chore na ceroidolipofuscynozę. Też można stwierdzić, że "miało szczęscie" rodząc się akurat w tej rodzinie. Dlaczego twoje modlące sie i wierzące koleżanki nie adoptowały świadomie dzieci pokrzywdzonych przez los chorobą? Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:13 Bo adoptowały duchowo. Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:17 2 z dzieci , o których wspomniałam (bo wymieniłam znanych mi 6 dzieci) , adoptowała moja koleżanka, która jest ateistką , jak rozumiem też mam robić jej zarzuty z tego powodu. Nie potrafię czepiać się tego, dlaczego nie adoptują chorych dzieci i ci wierzący, i niewierzący. Bo widziałam, jakim trudem (także psychicznym) jest przejście całej tej drogi "po dziecko". Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:29 > 2 z dzieci , o których wspomniałam (bo wymieniłam znanych mi 6 dzieci) , adopto > wała moja koleżanka, która jest ateistką , jak rozumiem też mam robić jej zarzu > ty z tego powodu. Jeżeli uprawiała proceder zwany duchową adopcją nienarodzonych, to tak. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:56 naprawdę wierzysz w to, że kobiety rodzące dzieci z FAS to zrobiłyby aborcję? One w większości dowiadują się że są w ciąży w trakcie porodu. Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:14 Ja? Zajawkę o FAS wtrąciła marzeka. Weźmy na tapetę ZD. Adoptowałabyś, jeśli ciężarna na twoją prośbę zgodziłaby się nie usuwać? Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 15:06 Nie nie adoptowałabym. Ale i ja nie byłabym w stanie namawiać nikogo ani do aborcji ani do urodzenia. Uważam, że każdy powinien decyzję podjąć sam. Ale jeżeli koleżanka zapytałaby się mnie o radę, wahałaby się i widziałabym, że w sumie to by urodziła, ale się boi to tak bym pomogła. Mogłabym zorganizować pomoc w rehabilitacji, wesprzeć finansowo ( i zorganizować taką pomoc długofalowo ). Nie pomogłabym przy aborcji. Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 15:20 > Ale i ja nie byłabym w stanie namawiać nikogo ani do abo > rcji ani do urodzenia. Uważam, że każdy powinien decyzję podjąć sam. Gdyby wszyscy katolicy tak uważali i wedle tego uważania działali, byłoby w tym kraju normalnie. > Nie > pomogłabym przy aborcji. Absolutnie nikt nie ma takich oczekiwań. Chodzi tylko o to, żeby nie przeszkadzać. To naprawdę wystarczy. Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:49 Modlmy sie zeby te chore przyszly na swiat ale zajac sie nimi to juz kto inny? Cool Odpowiedz Link Zgłoś
ludborka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:34 ale dlaczego nikt ich nie chce adoptowac? czyzby z tych samych powodow, dla ktorych ktos moze nie chciec ich urodzic? Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:38 akurat FAS czy autyzmu pewnie nie da się w ciąży wykryć, a większość chorych dzieci w dd ma właśnie takie schorzenia. Niby ZD da się zdiagnozować, ale nie zawsze i nie każda kobieta zrobi badania. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:44 Nie wszystkie choroby da się wykryć np. cytologią, ale jednak zaleca się to badanie, prawda? Niestety nie ma testów w 100% wykluczających wszystkie choroby, ale przynajmniej część z nich można wykryć, co w tym złego? Na cytologię też nie chodzisz bo nie wykrywa wielu innych chorób? Odpowiedz Link Zgłoś
ludborka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:10 ok, umówmy się, że kobieta zrobiła badania. dziecko ma zespół downa/edwardsa/bezmózgowie. czemu nikt go nie będzie chciał adoptować? z tych samych powodów dla których kobieta może nie chce takiego dziecka urodzić? Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:14 Katolików to nie obchodzi. Masz urodzić, cierpieć i tylko wtedy jest ok. Odpowiedz Link Zgłoś
ludborka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:23 nie wiem jak to ująć... ja to wiem, ale nie ogarniam no nie ogarniam... Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:42 dokładnie tak jest. Małe zdrowe dzieci z uregulowaną sytuacją bardzo szybko znajdują nowe domy. One nie siedzą w DD. Jak jest w dd dziecko, które ma uregulowaną sytuację to najczęściej jest chore lub starsze, mające już swoje traumy. Reszta to dzieci, których rodzice mają ograniczone prawa. I siedzą w tych dd po kilka ładnych lat, przybywa ich rodzeństwa do dd, a sąd dalej daje szanse "rodzicom". Gdyby odebrać prawa w momencie kiedy 2-3 dziecko danych rodziców trafiło do dd, pewnie szybko wszystkie znalazłyby nowe domy. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:57 Jest oczywiste, że dla osób niewierzących i nie traktujących aborcji jako bezwzględnego zła ta akcja jest bezsensowna. Podobnie, jak wszelkie inne obrzędy katolickie, bo skoro nie wierzy się w Boga, to modlitwa w każdej formie i intencji jest bezsensowna z założenia, niezależnie od wartości np. artystycznych. Natomiast nie w tej akcji ani przymusu ani obrażania nikogo. Wiec co szkodzi niewierzącym, że niektórzy katolicy tracą czas na modlitwę (z Waszego punktu widzenia bezsensowną w każdym przypadku) i bezsensownej intencji? Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:07 Nie ma sensu chyba pisać tego co w tym wątku zostało już napisane. Przypomnę jednak, nie szkodzi modlitwa jako taka, ale modlitwa nazywana adopcją płodów. Moim zdanie to wzmacnia poczucie wielu ludzi, że mają prawo oceniać, lub nawet decydować. Poza tym, ze dla matek jak i płodów ta modlitwa nie przynosi nic pozytywnego. Bo nie musi nieść za sobą wsparcia. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:28 dla matek jak i płodów ta modlitwa nie przynosi nic pozyty > wnego. Bo nie musi nieść za sobą wsparcia brak tej modlitwy również nie przynosiłby nic pozytywnego i nie niósłby za sobą wsparcia. je > dnak, nie szkodzi modlitwa jako taka, ale modlitwa nazywana adopcją płodów W jaki sposób szkodzi to konkretnej matce i konkretnemu dziecku, skoro ani one nie wiedzą, że dziecko zostało "adoptowane", ani "adoptujący" nie wie, kogo "adoptował"? Wie to tylko Pan Bóg, czyli Twoim zdaniem nikt. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:30 A do czego bogu właściwie te modlitwy? Przecież skoro istnieje to wie, ze są takie sytuacje, więc chyba nie uzależnia swojej pomocy od tego czy jakiś człowiek się pomodli czy nie. Ta modlitwa ma chyba tylko wprawić w dobry humor tego co się modli i nic więcej. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:36 otóż wg wiary katolickiej modlitwą można coś u Boga wyprosić. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 15:09 No ale wg katolików bóg jest wszechmogący a zatem wie gdzie jest życie napoczęte więc chyba nie potrzeba się modlić, żeby on sprawił, że to życie napoczęte będzie życiem realnym. Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 15:22 Rozumiem, że mozna wyprosić deszcz, ale jak się wypraszanie zmiany czyjejś decyzji do jego wolnej woli? Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 15:35 Ta logika też jest dla mnie niezrozumiała. Jak mówisz coś na kobiety na tym forum to Ci prawią morały o braku solidarności itp. itd. ale wymuszanie modłami zmian decyzji jest ok. Taka solidarność. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 16:09 Skoro Bóg jest wszechmocny, to może sprawić, że ta kobieta zmieni zdanie. Podobnie, jak można się modlić np., żeby chłopak pokochał. Ale o co Wam chodzi? Nie wierzycie w Boga i wobec tego w skuteczność modlitwy, więc Waszym zdaniem żaden "ponoć mądry katol" odmawiając swoje zabobony w zaciszu domowym nie jest w stanie w żaden sposób zmienić rzeczywistości, w tym decyzji matki o dokonaniu aborcji. Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 16:55 > żaden "ponoć mądry katol" odmawiając swoje zabobony w zacis > zu domowym nie jest w stanie w żaden sposób zmienić rzeczywistości, No właśnie. Ja nie jestem przeciw odprawianiu czarów, zwłaszcza w zaciszu domu, ale zastanawiam sie nad ich sensem, skoro i tak nic sie w realu nie zmieni. Odpowiedz Link Zgłoś
ludborka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 16:58 w uspokojeniu sumienia modlącego się pewnie dużo pomoże. no bo jak to JA nic nie robię? modlę się przecież... kij, że ten czas można by poświęcić na pomoc produktywną i realną kobietom w ciąży, skoro taką głęboką potrzebę się czuje... Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 18:12 w uspokojeniu sumienia modlącego się pewnie dużo pomoże. no bo jak to JA nic ni > e robię? modlę się przecież... kij, że ten czas można by poświęcić na pomoc pr > oduktywną i realną kobietom w ciąży, Ile razy mam pisać, że dostrzegam, iż może powstać taki minus tej akcji? Może, chociaż nie musi. O ile dobrze rozumiem, moje "kontrdyskutantki" w ogóle nie uważają, że kobietom w ciąży należałoby pomagać, by nie dokonywały aborcji, bo niczego szczególnie złego w aborcji nie widzą. Zatem najwyżej katolik się pomodli, zgodnie ze światopoglądem większości dyskutantek nic to nie zmieni, bo modlitwa nie może wpłynąć na rzeczywistość, a katolik nie pomoże konkretnie, czy najwyżej jakaś kobieta w trudnej sytuacji dokona aborcji. Czego za zło nie uważacie, więc o co chodzi? Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 18:51 Chodzi o to, że ja znowu się dziwię w jaki pokrętny, kompletnie nieuzasadniony i głupkowaty sposób niektórzy poprawiają SOBIE samopoczucie. Odpowiedz Link Zgłoś
croyance Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 19:02 Dokladnie - bez ponoszenia ZADNYCH kosztow, ale za to bez skrupulow do wkladania ciezarow innym na plecy. Odpowiedz Link Zgłoś
ludborka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 19:22 ależ jak najbardziej, jeżeli ktoś tylko czuje taka potrzebę, powinien pomagać innym. wymiernie. i otóż modlitwa zmieni coś- samopoczucie modlącego się. a skoro czuje potrzebę niesienia pomocy, bo przecież inaczej nie modliłby się o życie poczęte, to może warto by było tę pomoc nieść? Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 20:19 oczywiście, że warto, żeby niósł pomoc konkretną. Ale nadal nie rozumiem, w czym szkodzi to, że się pomodli? A może fakt, że będzie się regularnie modlił w takiej intencji uczuli go na problemy kobiet w ciąży? Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 19:18 no ok, niech sprawia tylko po co mu do tego modlitwy homo sapiens z ziemi? Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 20:21 no właśnie wiara katolicka zakłada, że pewne rzeczy Pan Bóg może sprawić na prośbę homo sapiensów, czyli modlitwę. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 20:25 Naprawdę? Tak ważne sprawy jak życie napoczęte sprawa tylko na prośbę modlitewną? kiepski ten bóg. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 22:01 Niekoniecznie "tylko". W każdym razie modlitwa może pomóc. No i zgodnie z wiarą nie musimy rozumieć zawiłości naszych losów, bo Pan Bóg chce nam coś powiedzieć także poprzez wydarzenia po ludzku niezrozumiałe. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 22:04 Bez sensu to Wasze myślenie, ale ok. Odpowiedz Link Zgłoś
asia-loi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 22:13 srebrnarybka napisała: ... W każdym razie modlitwa może pomóc. Poproszę o przykłady jak modlitwa w realnym życiu i praktyce pomogła komukolwiek. Czy poważnie chory wyzdrowiał bez pomocy lekarza tylko modląc się? - znasz takie przypadki. Czy spalony dom się odbudował tylko za pomocą modlitwy? bo o ile wiem to nawet jak się kościół spali, to Kościół zbiera kasę u ludzi na odbudowę, a nie spada z nieba od Boga. itd. No i zgodnie z wiarą nie musimy rozumieć zawiłości naszych losów, bo Pan Bóg chce nam coś powiedzieć także poprzez wydarzenia po ludzku niezrozumiałe. Fajne wytłumaczenie tego, że w katolickiej wierze nic się kupy nie trzyma, jak się zacznie czytać np. Biblię, zastanawiać nad różnymi wydarzeniami, które niby miały miejsce. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:00 Marzeko, ponoć jesteś mądra kobietą. Tu nie chodzi o zabranianie mdlenia komuś za kogoś, ale o organizowanie adopcji jakiś tam dzieci nienarodzonych. W sumie dobrze, że nie konkretnych. Nie o matki w ciąży aby dobrze donosiły i miały wsparcie, ale o płody, które mają zaszczyt nosić. Bez względu na wszystko. Nawet na chorobę. Matki... Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:11 Och, Kropka, przecież wiadomo, że nie jestem "ponoć mądrą kobietą", jestem głupia, bo wierzę; Ty za to nie jesteś z tego powodu "ponoć mądra", masz to tak z automatu, bo nie wierzysz- takie mniej więcej system myślenia tu się włączył. Nie wiem, w takiej akcji nie brałam nigdy udziału i nie planuję brać- ale tak, modlę się o wiele spraw, teraz za 2 kobiety, które mają też małe dzieci, walczą z rakiem. No i to wystarczy, by nie być "ponoć mądrą kobietą". Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:21 To, że jesteś wierząca nie oznacza, ze musisz być ślepa i głucha na to co się dzieje w twoim Kościele. Nawet jak w czymś osobiście akurat nie uczestniczysz. Tak, czy nie? Gdyby chodziło o inne wyznanie, religie przyznałabyś mi rację. My kobiety, tak naprawdę nie chcemy abyście adoptowali nasze płody. Chcecie się za nas i nasze dzieci modlić w zaciszu domu? Proszę. Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:29 No tak, bo ja z racji wiary na pewno nie wiem, jak paskudni potrafią być niektórzy księża, jakie pojawia się też zło- wiadomo, tylko 'ponoć mądra", równie radośnie mogłaś od razu napisać słowo "głupia", bo tym jest użycie słowa "ponoć"- nie krępuj się na przyszłość, Kropko. I jeśli się nie mylę, Ty jakoś oddać "płodów" nie miałaś zamiaru, jak i ja - urodziłyśmy dzieci, które mamy, bo chciałyśmy to zrobić, więc użycie przez Ciebie 1 os. l.mn, zaskakuje. Ale zawsze będą też kobiety (i to stwierdzenie faktu, nie ocena), które dziecka mieć nie chcą- i gdy nie będzie aborcji, to dobre jest to, jak oddają te dzieci ludziom, którzy chcą. W sumie dopóki nie zobaczyłam w realu, jak wielu ludzi ma problem z zostaniem rodzicem, a pragnieniem tego- nie zdawałam sobie sprawy, że niechciane dzieci mają szczęście jak trafiają na takich ludzi, bo stają się dziećmi chcianymi. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:36 Aborcja to bardzo pojemne słowo. Nie musi zawsze chodzić o niechęć do bycia rodzicem. Są nieuleczalnie chore płody, ciąże z gwałtu, choroba kobiety dla której donoszenie ciąży oznacza śmierć. Naprawdę trzeba to pisać. Adoptować dzieci zdrowe chce tak naprawdę niewiele osób. Co dopiero chore, z wadami. Większość chce urodzić swoje. Prawda? Tez tego chciałaś jak już jedziemy personalnie, bo jakoś nie pamiętam aby twoi synowie byli adoptowani. To co proponuje Kościół, to adoptowanie płodów jest okropne. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:40 Źli księża. Złe siostry zakonne. Nie, to nie o to chodzi. Tu masz coś co twój Kościół proponuje wiernym. To nie jest firmowane konkretną twarzą. Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:47 W Twojej wypowiedzi słowem - klucz jest słowo "proponuje"- nie masz przymusu się w to włączyć, nigdy nie włączyłam się i nie włączę; Ty masz wizję jednego dokładnie takiego samego kościoła i rzeszy "ponoć mądrych" ludzi, a wiadomo, że są głupi jak but. Już odnośnie wielkości chociażby zakonów tę różnorodność widać, są takie, które do mnie nie przemawiają, są takie- które jak najbardziej, np. dominikanie czy karmelitanki. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:53 Czy odnosisz to do wszystkich Kościołów, czy tylko do KK? > Już odnośnie wielkości chociażby zakon > ów tę różnorodność widać, są takie, które do mnie nie przemawiają, są takie- kt > óre jak najbardziej, np. dominikanie czy karmelitanki. Mnie naprawdę nie obchodzi w czym ty uczestniczysz. Ważne jest, ze są ludzie, którzy te płody będą "adoptować". Nawet jeśli to nic ma wspólnego z prawdziwą adoptacją. Jeśli sami wierni nie potrafią się temu postawić to znaczy, ze to popierają. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:15 KK ma tyle majątku, że gdyby chciał wybudowałby tym kobietom całą sieć (z własnych, nie państwowych środków) domów o standardzie pięciogwiazdkowego hotelu. No, ale trzeba by sięgnąć po swoje, nie po bezpłatną modlitwę. Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:22 tu masz przykład - fakt, budynek dostalali, ale bardzo duże wsparcie także finansowe dała także organizacja typu caritas z Niemiec, potem przy otwarciu był kardynał z Niemiec. A pamiętam jak ten dom był walącą się, niedobudowaną ruiną. Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:21 Nieprawda. Taki system Ty tu wlaczylas bo Ci pasuje do dyskusji. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:28 Znowu - dokładnie. Dyskusję należy przenieś na inny tor, bo ten dotychczasowy nie jest jednak bardzo fajny. A nowy tor jest taki słodki i dobry. Nikt się nie przyczepi. Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:18 I o ciezko uszkodzone - zeby mogly sie urodzic i rozczulajaco umrzec w czapeczce. Najlepiej z fotorelacja zeby zalinkowac na fb. Byc moze niektorym rodzicom jest to potrzebne ale pokazywac to jako wzor jest nieco obrzydliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:25 > I o ciezko uszkodzone - zeby mogly sie urodzic i rozczulajaco umrzec w czapeczce Dokładnie. To też jest twarz aborcji. W dodatku tej jedynej legalnej w Polsce. Chore nieuleczalnie dzieci dla których narodzenie oznacza cierpienie. Jak już nawet pominiemy w tym wszystkim matkę takiego dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:34 dlaczego obrzydliwe? Może ktoś zobaczy i zastanowi się czy mimo wszystko nie chce tak przeżyć rozstania z dzieckiem. Czy to nie będzie lepsze i nie pozwoli łatwiej pogodzić się ze stratą? A obrzydliwe były zdjęcia tej kobiety po chemii karmiącej dziecko? Kiedyś było takie forum Strata dziecka, chore dziecko czy jakoś tak. Nie wiem czy jeszcze istnieje, ale wiele razy czytałam tam, jak dziewczyny żałowały, że np nie zobaczyły dziecka, które umarło przy porodzie, czy rodziło się już martwe. Najpierw nie chciały, a potem zastanawiały się jak wyglądało itd. Pewnie że nie wszystkie, ale wiele postów takich było. I nigdy nie wiesz, czego możesz żałować. Może takie właśnie zdjęcia i to jak inni poradzili sobie z problemem komuś pomogą? Przecież nie każdy musi wchodzić na takie strony? Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:44 Nie zdjecia sa obrzydliwe ( choc uczepilas sie jedynego slowa, ktore w jakis tam sposob moglo byc kontrowersyjne ale wybaczam). Obrzydliwe jest promowanie takiej postawy jako jedynej slusznej i najlepszej. Godnej podziwu. Obrzydliwe bo stawia ludzi wrazliwych i nie do konca pewnych swoich wyborow, lub po prostu podatnych na manipulacje pod wplywem dramatu wobec wyboru - rodze bezmozgowca i przezywam potworne chwile lub jestem gorszym czlowiekiem, ktory nie pozegnal sie ze swoim dzieciatkiem. A to powinien byc bardzo indywidualny i nienacechowany moralnie wybor kazdej pary. A na zadne strony nie wchodze, zdjecia linkuja niektorzy znajomi na fb. Poza tym po raz kolejny - to NIE zdjecia sa obrzydliwe tylko moralny nelson. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:19 To nie tak. Ludzie się boją wielu rzeczy. Że nie dadzą rady psychicznie, fizycznie, zostaną sami z "problemem. Czasami pokazanie, że nie są sami, że innym też się to przytrafia pozwala spojrzeć inaczej. I ja jestem ostatnią osobą do tego aby namawiać na siłę do jakiegoś rozwiązania w przypadku bardzo uszkodzonej ciąży. Ale uważam, że powinna być każda możliwość przedstawiona. Nie tylko przeginają prolajfowcy, ale i aborcjonaliści również. Ile razy słyszałam, że jak stwierdzono wady dziecka w ciąży, to od razu chciano dawać skierowanie na aborcję, nawet nie słuchając tego co myślą rodzice. Od razu zakładano, ze chcą aborcji. Ja byłam w takiej sytuacji. Ciąża skończyła się samoistnym poronieniem ( jak 99% takich ciąż ), ale gdyby było inaczej, to dziecko byłoby ciężko upośledzone, takie warzywko ( cytomegalia przechodzona w 1 trymestrze daje takie powikłania ). Stanęłam przed trudnym wyborem, miotałam się, rozmawiałam z wieloma ludźmi. Mąż powiedział, że poprze każdą moją decyzję i przejdziemy przez wszystko razem. A ja nie wiedziałam co robić. Bo z jednej strony wiara, z drugiej strach co będzie i jak przez takie wyzwanie przejdzie nasza rodzina. Bardzo dużo się wtedy modliłam o to, żebym mogła wszystko przetrwać, o to co będzie najlepsze dla nas, bo Bóg zna nasze możliwości itd. Na szczęście decyzja została podjęta za mnie i ja nie musiałam sprawdzać jak silna jest moja wiara i czy potrafiłabym zawierzyć Bogu wszystko. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:24 Skierowanie na aborcję to nie przymus, dalej kobieta ma wybór, właśnie ze skierowaniem ma wybór. Gorzej bez skierowania. Jak dostaję skierowanie do specjalisty to nie znaczy, że mnie pod przymusem czy karą np. grzywny mam tam się udać. Jest to danie wyboru, chcę - skorzystam, nie chcę - nic mi nie zrobią. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:32 tylko że lekarz w ten sposób zakłada, że kobieta tej aborcji chce. Koleżanka usłyszała tekst od lekarza typu - "zaraz wypiszę skierowanie, bo oczywiście pani nie chce urodzić takiego dziecka". Tylko że ona przyjęłaby każde dziecko, a aborcji nigdy nie brała pod uwagę.. Wizytę odchorowała bardzo, ciąża i tak się skończyła poronieniem, jak było do przewidzenia. Lekarz powinien po diagnozie, powinien zapytać się pacjentki czego oczekuje i dopiero jak od niej usłyszy o aborcji może dać skierowanie, ale nie wychodzić przed szereg. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:40 To przykre, lekarz nie powinien w ten sposób mówić, ale w dalszym ciągu skierowanie powinien wydać, to danie opcji, co zrobi z tym ciężarna jej sprawa. Nie ma kar dla ciężarnych (ani dla innych pacjentów) które dostaną skierowanie a z niego nie skorzystają. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:43 nie skierowanie powinien wydać na wyraźne życzenie pacjentki a nie wychodzić przed szereg. Dobre że powstają kliniki gdzie pacjentka nie jest narażona na takie stwierdzenia. Powinna byś specjalizacja. Wtedy każda pacjentka trafiałaby tam, gdzie lekarz zachowa się tak jak ona oczekuje. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:00 Jak jest podejrzenie raka u mnie to lekarz na bardziej szczegółowe badania (potwierdzające tego raka) też ma mi wydać skierowanie wyłącznie na moją wyraźną prośbę? Jak do lekarza przychodzi pacjent - palacz z podejrzanym kaszlem to on sam ma wyraźnie poprosić lekarza o skierowanie na prześwietlenie płuc? Czy tylko aborcji ma to dotyczyć? Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:04 no wybacz, ale jakie zagrożenie dla kobiety ma donoszenie chorego dziecka? Bo trudno to porównać do raka. To jest jej decyzja i lekarz nie ma prawa wychodzić przed szereg Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:08 Przede wszystkim psychiczne. Na pewno cudownie się żyje ze świadomością, że się urodzi chore i upośledzone dziecko. No na pewno sama radość a bozia już odpust całkowity daje. Masakra. Po to się robi badania, żeby mieć możliwość usunięcia wadliwego płodu. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:17 Skierowanie nie jest równoznaczne z jakimkolwiek przymusem. Jest to zwykłe prawo wyboru - chcesz skorzystasz, nie chcesz podrzesz od razu, nawet na oczach lekarza i nic Ci za to nie grozi naprawdę. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:31 tylko to jest nacisk psychiczny. Tak się burzycie, że lekarz nie da skierowania na aborcje, bo zakłada że kobieta urodzi, a w drugą stronę już ma prawo zakładać że na pewno usunie? Odpowiedz Link Zgłoś
paskudek1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 20:12 przepraszam Cie arwena ale pier..lisz jak potłuczona. inaczej tego skwitować sie nie da. Wiesz co jest naciskiem/ Takie pier..lenie jak twoje, takie durnowate zdjątka, takie ciumcianie, oraz właśnie BRAK skierowania. To jest nacisk. Nikt za ciężarną nie lata ze środkami poronnymi ani skalpelem. Za to "obrońcy życia nienarodznego" bardzo skutecznie i na wszystkich możliwych frontach uniemożliwiają tym, które CHCĄ, skorzystać im z ich praw. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 20:19 no popatrz, a ja trafiłam na lekarza bardzo chętnego do kierowania na aborcję. I tak nie życzyłam sobie tekstu, kiedy ma mnie umówić na zabieg nie dając nawet szansy na przemyślenie usłyszanej diagnozy Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 20:33 Widocznie były do tego podstawy prawne, w naszym kraju na piękne oczy nikt takiego skierowania nie wypisze. Zawsze można odmówić. Nie ma żadnego przymusu, niestety bywa że przymus jest z drugiej strony, niejaki Bogdan Ch. sam się chwalił że celowo przeciągał procedury by zgwałcona nastolatka nie miała już szans na legalną aborcję. Dopóki tak jest mam w nosie (i chyba nie tylko ja), że jakiejś Pańci skoczy niegroźnie ciśnienie gdy lekarz zgodnie z prawem zaproponuje jej taki zabieg. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 20:40 przesłanki były, ale ja nie prosiłam o rady. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 20:46 To nie była rada tylko propozycja. Usankcjonowana prawnie. Można się z nią zgodzić lub nie. Gdyby po Twojej odmowie lekarz nadal Cię namawiał wtedy inna sprawa. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 20:58 uważasz że propozycją było stwierdzenie że takiego dziecka nie chcę urodzić i pytanie na kiedy ma mnie umówić na zabieg? Bo lekarz miał mnie poinformować o możliwościach a nie zakładać co ja chcę a czego nie Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 21:04 Lepszy taki lekarz niż ten który nie daje wyboru, on Ci dał wybór. Zresztą chyba nie było w Polsce przypadku przymusowej aborcji, nawet w sytuacji zagrożenia życia. W drugą stronę przykładów niestety było mnóstwo, więc zamożniejsze kobiety, nawet gdy mają legalne wskazanie wolą to zrobić u naszych południowych lub zachodnich sąsiadów. Ty mogłaś wyjść i znaleźć spokojnie 10 innych lekarzy którzy by dalej poprowadzili Twoją ciążę. Gorszą sytuację miałaby kobieta której by odmówiono zabiegu.W przypadku zgwałconej nastolatki z Lublina taki szpital znalazł się dopiero na drugim końcu Polski, a i tak wolał pozostać anonimowy. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 21:11 ale nadal uważam że nie miał prawa. I żałuję, że nie mieliśmy głowy do tego aby go pozwać. A jak za jakiś czas ochłonęłam to poroniłam i znowu miałam co innego na głowie. Potem już było za późno Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 04.05.15, 01:37 Bogdan Ch. miał do czynienia z kobietą w szóstej ciąży po in vitro, noszącą dziecko z bezmózgowiem. Przepadek zgwałconej nastolatki zdarzył się w Lublinie dobrych parę lat temu, gdzie jako żywo Bogdan Ch. nie pracował. Nie przypominam sobie, by Bogdan Ch. chwalił się przeciąganiem procedur, wręcz przeciwnie, udowadniał, że wykonywał je w przewidzianych terminach, by uniknąć kary. Nie zamierzam oceniać postępowania lekarzy w obu wypadkach, ale warto w dyskusji posługiwać się prawdziwymi faktami. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 04.05.15, 10:54 Kariera Bogdana Ch. trwała latami. I nie chodzi mi o przypadek nastolatki z Lublina tylko innej zgwałconej dziewczyny (bodaj 16-letniej), której Bogdan Ch. odmówił aborcji celowo (co sam przyznał w mediach) opóźniając procedury. Niestety zgwałconych nastolatek w ciąży jest więcej. To było w latach 90-tych, kreował się na bohatera kanalia, zapewne nie była jedyną jego ofiarą tylko jedną z nagłośnionych, ile takich spraw nie było nagłośnionych bo kobieta nie miała siły przebicia lub nie było o tym w mediach tego nie wiem. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 04.05.15, 13:10 tej sprawy z lat 90tych nie pamiętam, ale oczywiście nie przeczę, że była. Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:19 Przede wszystkim przed szereg nie powinny wychodzic osoby kompletnie nieuprawnione do pouczania w postaci pikiet czy innych akcji. A lekarz ma OBOWIAZEK poinformowac, ze wedlug polskiego prawa przy danym rozpoznaniu jest mozliwosc aborcji. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:30 Ale może się najpierw zapytać? Po co informować kogoś, kto nie jest zainteresowany? Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:34 Ktos nie moze byc zainteresowany czyms, o czym nie wie, ze ma mozliwosc. Prawo jest takie - jest rozpoznanie, pozwalajace na usuniecie ciazy, lekarz ma obowiazek o takiej mozliwosci poinformowac. Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:36 Przeciez jesli pyta czy rozwaza pani aborcje to rownoczesnie sugeruje, ze jest ona dozwolona. Jestem poza tym przekonana, ze spora ilosc kobiet odebralaby takie pytanie jak sugestie zabiegu "prywatnie" i posypalyby sie oburzone posty na forach lekarz ma obowiazek JASNEJ i JDNOZNACZNEJ informacji - rozpoznanie, rokowanie i dostepne mozliwosci. Bez wypytywania pacjentki czego chce i bez doradzania co on by w tej sytuacji zrobil. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:39 To może wystarczyłoby zapytać "jakie ma pani plany teraz?. I po usłyszeniu decyzji - urodzę - nie proponować aborcji, a kiedy pacjentka powie chcę usunąć ciążę - zaproponować aborcję, przy odpowiedzi nie mam pojęcia, nie wiem itd podać możliwości jakie pacjentka ma. Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:40 Przykro mi, ale to co proponujesz jest niezgodne z prawem. Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:42 Lekarz nie PROPONUJE aborcji. On INFORMUJE o mozliwosci. Twoje pytanie "co pani planuje jest kompletnie niejasne i obok tematu. Przynajmniej polowa nie zajarzylaby w ogole o co chodzi. I lekarz spokojnie moglby zostac oskarzony o nieudzielenie informcji kiedy konieta by sie juz otrzasnela. I slusznie bo w Twojej wersji jej nie udzielil. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:49 wybacz ale wiele razy słyszałam od znajomych jak lekarz nie nie informował o możliwości tylko od razu zakładał, że "takiego" dziecka nie chce pacjentka urodzić. Sama też raz usłyszałam taki tekst, jak lekarz zobaczył wyniki badań. Bardzo dokładnie powiedział czego się mogę spodziewać i to jest ok, a następnie poszedł tekst, to kiedy umówić na zabieg? Wyszłam z gabinetu nawet nie wiem kiedy. Nigdy więcej już do tego lekarza nie poszłam. Mąż chciał składać skargę na lekarza, a ja chciałam tylko stamtąd wyjść. Prowadziłam tamtą ciążę jeszcze w jednym gabinecie (równolegle ) i zupełnie inaczej zostałam potraktowana. Gdybym chciała aborcji też bym dostała skierowanie, ale lekarz ze mną rozmawiał nie założył z góry że mnie tylko aborcja interesuje, zwłaszcza, że miałam dużo czasu i spokojnie można było czekać na naturalny rozwój wypadków. Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:55 A to juz jest kwestia indywidualnej kultury osobistej lekarza. Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:54 Jeszcze jedno. Lekarz ma obowiazek odnotowac, ze poinformowal o mozliwosci usuniecia ciazy. Dla wlasnego dobra i tzw chronienia wlasnej d.... Nie moze przeciez napisac, ze zrobil cos, czego nie zrobil. Tzn moze oczywiscie ale chyba wszyscy sie zgodzimy, ze byloby to nieetyczne. Takie pytanie - co pani teraz zamierza bez podania jej dostepnych mozliwosci jest koszmarna manipulacja. To troche tak jakby lekarz powiedzial - ma pani raka. I co pani teraz zamierza? A potem sie tlumaczyl, ze nie udzielil informacji o dostepnosci chemioterapii bo przeciez pacjentka takiej checi nie zadeklarowala. Lekarz musi przedstawic mozliwosci leczenia i ewentualne mozliwosci wyboru. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 16:14 poinformowanie o możliwości a pytanie "na kiedy umówić zabieg" to chyba coś innego prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 16:18 I w dalszym ciągu bezkarnie taka ciężarna może odmówić.W dalszym ciągu ma wybór. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:43 Panie pro-life miały też o same pytanie (urodzi Pani czy nie) miały pretensje, więc jak widzisz nie dogodzisz, skierowanie - źle, zapytanie - też źle bo lekarz nie powinien wyskakiwać przed szereg. Co takiego złego w skierowaniu danemu nawet katoliczce? Czy naprawdę coś grozi gdy z tego skierowania zwyczajnie się nie skorzysta albo nawet podrze na oczach lekarza? A skoro nie grozi to o co rozdzierać szaty? Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:40 Dokładnie. I lepiej dla niego samego, że każdej jednej będzie wypisywał te skierowania (tym którym oczywiście to przysługuje według prawa), któraś może potem żałować, że nie usunęła, a skąd wziąć pieniądze na wychowanie dziecka? A może by podać lekarza do sądu bo nie wypisał jej skierowania? Kto jej zabroni? Jaki dowód będzie miał lekarz na to, że pacjentka poprosiła go by nie wypisywał skierowania? Słowo przeciwko słowu. A tak wyda skierowanie i jest bezpieczny od ewentualnych roszczeń. Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:47 Lekarz nawet nie musi tego skierowania dac. Wystarczy, ze zapisze, ze pacjenta zostala poinformowana o dostepnych mozliwosciach dalszego postepowania w tym o mozliwosci usuniecia ciazy. I np, ze sie zastanawia nad decyzja, zostala poinformowana o terminie, do ktorego moze zglosic sie po skierowanie do szpitala. Naprawde nikt nikogo nie stwia pod sciana. A co wazniejsze - nie zeruje na emocjach jak w przypadku strony, że tak to ujme "przeciwnej". Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:35 Lekarz nie jest jasnowidzem, aborcja w danym przypadku przysługuje każdemu - katolikowi też, więc ma prawo poinformować o niej każdego, katolika również. Wypisać skierowanie też ma prawo wypisać każdemu (kto spełnia dane warunki), co ze skierowaniem zrobi zainteresowana to już nie jego sprawa. Poza tym może zwyczajnie się bać, co jeśli taka katoliczka zmieni zdanie i potem będzie mieć pretensje, że nie wypisał jej skierowania które miał obowiązek wypisać? Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:48 Nie tylko prawo, ma obowiazek poinformowac kazdego. Lekarz-katolik rowniez. Odpowiedz Link Zgłoś
kama265 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 05.05.15, 11:15 "Mąż powiedział, że poprze każdą moją decyzję i przejdziemy przez wszystko razem" - cudownie, wzruszyłam się, jak to ładnie i gładko brzmi. Ale wiesz, co oznacza w realu - Twój mąż zostawił Cię samą z tą decyzją i zwolnił się z odpowiedzialności za - także swoje - życie. Zresztą nie dziwię się, skoro i tak Ty o wszystkim decydujesz, nie? Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 05.05.15, 11:25 Nie moja droga, mąż swoje stanowisko wypowiedział dosyć jasno. Nawet jak dziecko będzie upośledzone to sobie poradzimy razem. On chciał żebym urodziła niezależnie od tego w jakim będzie stanie. Ale to ja miałam podjąć decyzję, czy dam radę psychicznie czy nie. Mąż mnie by do niczego nie zmuszał, ani do urodzenia ani do aborcji. To ja musiałam przemyśleć wszystko w swoim sumieniu. Dużo się wtedy modliłam, żeby Bóg dał mi siły na przetrwanie wszystkiego. Bo urodzenie dziecka upośledzonego byłoby dla mnie dużą traumą. Ale miałabym wsparcie w mężu i moich rodzicach, którzy od razu powiedzieli że pomogą nam. Poroniłam bo 99% ciąż po przechorowaniu cytomegalii w 1 trymestrze obumiera. Odpowiedz Link Zgłoś
kama265 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 05.05.15, 11:29 spoko. nie mam ambicji, żeby Cię do czegokolwiek przekonywać Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 05.05.15, 11:29 Jak dobrze, że u nas mąż nie jest egoistycznym dupkiem i wszystko przegadywaliśmy razem. Bo o ile się nie mylę to zygota powstaje z komórki jajowej i plemnika. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 05.05.15, 11:38 No to powiedz co ma zrobić facet? Wszędzie słyszę, że to kobieta ma decydować, bo "jej brzuch" i jak nie chce urodzić, to facet nie ma nic do powiedzenia. Przecież to są wasze słowa zwolenniczki aborcji? Jak chce urodzić, a facet nie chce dziecka i daje na aborcję to też nie ma prawa decydować za nią i do niczego jej zmuszać. Ja też miałam wszystko przegadane z mężem dużo wcześniej. Przecież mieliśmy już 2 dzieci, więc nie raz rozmawialiśmy na temat a co będzie jak dziecko urodzi się chore/upośledzone. Tyle że w sytuacji, której się znalazłam, byłam załamana. Nawet nie wiedziałam że chorowałam na cytomegalię. Parę dni się kiepsko czułam, coś jak grypa. Wtedy nawet nie wiedziałam że jestem w ciąży. Pierwsze badania i grom z jasnego nieba. Wyniki tak tragiczne, że dziecko nie miało szans na zdrowie. Tu nie było nawet szansy na łudzenie się, że jakiś bład lekarski, że wszystko będzie dobrze. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 05.05.15, 11:43 Ma mieć poczucie, że to WSPÓLNA decyzja. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 05.05.15, 12:01 No ale jak może być wspólna przy np. osobnych stanowiskach? Bo jak myślą tak samo to problemów nie ma. Przykład Pani mówi - urodzę nawet upośledzone. Pan wolałbym aborcję. Pani mówi zrobię aborcję, a pan urodź. I jak dojść do wspólnego stanowiska? Mąż chciał żebym urodziła. Ja sama nie wiedziałam co chcę. Chyba najlepiej jakbym usnęła i przespała wszystko. Byłam w takim szoku. Każda decyzja byłaby zła. Miałam wsparcie w rodzinie ogromne ( w moich rodzicach ) bo teściowie nic nie wiedzieli. Ale to my musieliśmy podjąć decyzję. I powiem ci, bo mimo, że sie z tego spowiadałam, do tej pory wstydzę sie tego uczucia ulgi, jak się dowiedziałam, że ciąża jest martwa. Jakby ktoś zdjął z moich barek ogromny ciężar odpowiedzialności za decyzję. To był moment, ale był. Potem przepłakałam wiele dni, w trakcie samego poronienia ( nie miałam zabiegu ). Na szczęście byliśmy na urlopie i mąż był cały czas ze mną. Odpowiedz Link Zgłoś
kama265 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 05.05.15, 13:53 normalnie, trzeba dojść do kompromisu. Nigdy nie miałaś odmiennego stanowiska wyjściowo niż mąż i nigdy nie musieliście iść na kompromis? to zazdroszczę Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 05.05.15, 17:55 Mieliśmy i często mamy ( zwłaszcza jeśli chodzi o teściową ) Chociaż w fundamentalnych sprawach sie zgadzamy I to jest dobre, bo ciągłej walki o kompromis chyba byłoby ciężko znosić. Odpowiedz Link Zgłoś
minor.revisions Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 09.05.15, 05:34 u > czucia ulgi, jak się dowiedziałam, że ciąża jest martwa. Jakby ktoś zdjął z moi > ch barek ogromny ciężar odpowiedzialności za decyzję Ale ty naprawdę nie widzisz, że lekarz takim a nie innym pytaniem czyni właśnie to - zdejmuje odpowiedzialność za decyzje z kobiety, daje jej tę ulgę, bo nie czarujący się, pozostawienie jej z taką decyzją w wypadku, w którym ona nie ma granitowe przekonania co zrobić, to jest tortury - ale jednocześnie nie pozbawia jej prawa do decyzji, bo jeśli ona jest zdecydowana urodzić, to może odpowiedzieć "nigdy"? Hipokryzja. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 09.05.15, 09:11 a ty naprawdę myślisz, że takie pytania w momencie podawania diagnozy ( 10 tydzień ) jest ok? Nie można dać komuś dojść do siebie z szoku, pomyśleć na spokojnie? Poza tym akurat w moim przypadku do 12 tygodnia roni się ok 99% ciąż. Więc szansa na to, że natura zadziała jest naprawdę duża. To nie był 22 tydzień, żeby liczył się czas. Tu czasu na decyzje było dużo. Można było to załatwić inaczej Dokładnie tak postąpił drugi lekarz. Porozmawialiśmy, powiedział że jakaś szansa że będzie dobrze istnieje, zobaczymy co powie natura i spotkamy sie za 2 tygodnie. Akurat wyjeżdżałam na wakacje z mężem i dziećmi. Poronienie zaczęło się spokojnie na wyjeździe, tam w szpitalu potwierdzili i chcieli mnie zostawić na czyszczenie. Po konsultacji z moim lekarzem się nie zgodziłam. Organizm sam sie oczyścił. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 09.05.15, 09:13 Tak, ja uważam, że jest ok. Lekarz wykonał prawidłowo swój obowiązek. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 09.05.15, 09:26 a ja uważam że nie i dlatego więcej nie poszłam do niego i wszystkim znajomym odradziłam. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 09.05.15, 09:46 No wiesz, Ty lubisz chronić życie napoczęte. Ok - Twoja sprawa i decyzja. Ale lekarz musi być obiektywny i nie zachowywać się jak katolicki ksiądz przy spowiedzi. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 09.05.15, 09:53 i musi to robić od razu po diagnozie? Jak na decyzje jest jeszcze co najmniej 10 tygodni? - Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 09.05.15, 09:54 Tak, musi. Po to, żeby kobieta wiedziałą JAKIE MA wyjścia z sytuacji. I po to, żeby miała czas na zastanowienie się. Lekarz to nie ksiądz. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 09.05.15, 09:57 a ty myślisz że kobieta sama nie wie? albo sie przez tydzień nie dowie? Moim zdaniem powinien umówić się na kolejny tydzień i wtedy porozmawiać. Dać kobiecie dojść do siebie po szoku i na spokojne pomyslenie w domu i porozmawianie z ojcem dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 09.05.15, 10:03 Pierniczenie o szopenie. Proste. Skoro jesteś oszołomem katolickim to chodzisz do lekarzy KATOLICKICH którzy będą Cię traktować zgodnie z KATOLICKIM światopoglądem. Na czole masz wypisane, że jesteś katoliczką i lekarz ma wiedzieć, że stwierdzenie, że możesz usunąć ciążę, czy też on zaleca usunięcie ciąży spowoduje trwały uszczerbek na Twojej psychice. Zastnanów się. Odpowiedz Link Zgłoś
kama265 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 05.05.15, 11:45 owszem, nie musisz go słuchac i robić co on chce - ale takie - jak nie zrobisz i tak będzie ok - to jest nawet wkurzające przy wyborze obiadu, a co dopiero w sytuacji tak stresującej. To żadne wsparcie, tylko umycie rąk. Jak Piłat (mam nadzieję, ze kojarzysz gościa, bo jakoś wybiórczo tą swoja wiarę traktujesz) Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 05.05.15, 11:51 Nie no najlepiej jak ty podejmiesz decyzję a mąż ci będzie nad głową gadał, że jak mogłaś on był przeciwny ( niezależnie co wybierzesz ). To na pewno będziesz szczęśliwa i będzie ci łatwiej. To ja jednak wolę jak się wypowie, powie co by chciał żeby się stało, ale jak zrobisz coś przeciwnego będzie cię wspierał, a nie dowalał. I np odejdzie, bo zrobiłaś coś czego on nie chciał prawda? Ilu jest panów, którzy zostawiają matki z chorymi dziećmi? Bo oni sie na to nie pisali? Chyba taka opcja jest jednak lepsza dla psychiki matki. Dla mnie to nie jest zwalenie decyzji na jej głowę. Odpowiedz Link Zgłoś
kama265 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 05.05.15, 13:51 jeśli się wie, jakie jest stanowisko męża można go spróbować przekonać, on może spróbować przekonać Ciebie no i można mieć poczucie, że wypracowało się wspólne stanowisko. a tak to dla mnie jest takie na odczepnego. I nie wiem czy wiesz, ale nawet powiedzenie - jak się urodzi chore to wspólnie je wychowamy - nie chroni przed wyrzutami / odejściem, bo zmieniłem zdanie, a właściwie to zawsze chciałem, żebyś usunęła, ale się nie odważyłem powiedzieć Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 05.05.15, 17:57 Pewnie że tak jest, tyle siebie znamy co nas sprawdzono. Tyle że akurat to mąż mówił zawsze jeszcze przed ślubem. A jest wyjątkowo odpowiedzialny za swoje słowa. Jeszcze sie nie zdarzyło, żeby zmienił zdanie w jakiejś ważnej sprawie pod wpływem impulsu. To ja jestem ta impulsywna i często zanim pomyślę, żeby coś przemilczeć już mówię. Odpowiedz Link Zgłoś
kama265 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 06.05.15, 07:53 oczywiście Arweno, Twój mąż jest wyjątkowo odpowiedzialny za słowa sądzę, że większość babek, które zostały na lodzie, miały też podstawy, żeby tak myśleć o swoich mężach Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 06.05.15, 08:02 Może inaczej z racji zawodu zna wagę słów. Na szczęście do tej pory nie zmieniał zdania i mam nadzieję że to się nie zmieni. Inna sprawa, że jeżeli ktoś u nas by nie wytrzymał psychicznie opieki nad dzieckiem upośledzonym to byłabym to ja. Bardzo podziwiam osoby zajmujące się takimi osobami, nieoddające do zakładów itd. Ale ja pewnie nie dałabym rady. Nadzorować opiekunki, załatwiać sprawy na pewno. Podobnie jak z ciężko chorymi. Mogę wozić po lekarzach, załatwiać wszystkie sprawy formalne. Ale zmieniać pampersy czy być uwiązana 24/7 to już nie. Pewnie jak bym musiała ( jestem jedynaczką, wiec opieka nad moimi rodzicami będzie na mojej głowie ) to bym robiła. Tylko na pewno musiałabym mieć pomoc opiekunki. Odpowiedz Link Zgłoś
kama265 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 06.05.15, 09:24 proponowałabym Ci mniej rozmyślać i rozróżniać rzeczywistość od swoich ocen/wyobrażeń/myśli. Nie masz pojęcia, jak sama byś się zachowała i tym bardziej nie wiesz, co zrobiłby on i obyś się nie musiała przekonywać. Możesz tylko mieć nadzieję. Mówię o wszystkich sytuacjach, które opisujesz (zdradzie, dziecku itd.). Ja przekonałam się na własnej skórze, że jedno - rozmyślać w komfortowej sytuacji co bym zrobiła gdyby coś tam i rozkoszować się swoją wymyśloną bezkompromisowością i lepszością od Hanki (bo ja to nigdy bym się nie zgodziła itp. bzdety) - a co innego stanąć oko w oko z koszmarną prawdą. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 06.05.15, 10:11 Pewnie tak jest. Normalnie o takich rzeczach w ogóle nie myślę. Ostatnio był jakiś wątek na forum na ten temat i stąd te przemyślenia. Pewne jest jedno. Ja nigdy nie lubiłam się dzielić. Mogę mieć albo wszystko albo nic. Nie interesują mnie resztki. I to się nie zmieni. Dlatego nie doszło do ślubu z moim pierwszym narzeczonym. Miał dziecko z inną kobietą, nawet nie była jego żoną i nigdy nie tworzyli związku. Jak go poznałam to dziecko miało już kilka lat. No niestety mimo tego, że zgadzał się na wszystko co chciałam, nie dałam rady być z nim. Po prostu wychodziłam z założenia, że moje przyszłe dzieci mają mieć ojca tylko dla siebie. Rozstałam się z nim i nigdy tego nie żałowałam Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:08 No cóż, może nie słyszałaś o akcji metodystów z USA, którzy chrzczą zmarłych. Na całym świecie. Ponieważ muszą chrzcić konkretne osoby, przeto za własne pieniądze mikrofilmują księgi (teraz może już digitalizują) księgi metrykalne. Większość archiwów, także kościelnych, zgadza się na to pod warunkiem otrzymania duplikatu tych mikrofilmów czy skanów. Dzięki temu archiwa chronią zbiory. Jest mi doskonale obojętne, że metodyści być może zdążyii już "ochrzcić" jakichś moich zmarłych przodków, jeśli dotarli od odpowiedniego archiwum. Nie wiem, jaki jest już zasięg terytorialny tej akcji. Widziałam ich w akcji w latach 80tych w archiwum diecezjalnym w Poznaniu. Bardzo uprzejmie ich kościelni archiwiści obsługiwali. Doprawdy jest mi obojętne, że metodyści mogli "ochrzcić" dajmy na to mojego dziadka czy pradziadka w wierze, której ani oni nie wyznawali, ani ja nie wyznaję. Podobnie z ową "adopcją" duchową: przecież ani wierny nie zna dziecka, za które się modli, ani dziecko i jego matka nie wiedzą, że ktoś się za nich modli. Rozumiem, że z punktu widzenia osoby niewierzącej jest to bez sensu, ale nie widzę nic szkodliwego. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:14 W takim państwie jak Polska taka akcja to jednak kolejny kamyczek w debacie na temat aborcja. A przypominam, ze legalna aborcja dotyczy i tak niewielu przypadków i wszystkich maksimum bolesnych. Zwłaszcza dla matek. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:23 w każdym państwie, nawet takim, jak Polska, dozwolona jest debata na temat aborcji i także "ponoć mądrzy katole" mają prawo wyrażać swój pogląd. Podobno na tym polega tolerancja, a niewątpliwie wolność słowa. Rozumiem, że zwolennicy prawa do aborcji sprzeciwiają się zakazowi aborcji i w demokratycznym państwie mają do tego prawo. Rozumiem, że sprzeciwiają się przypadkom obrażenia jakiejś konkretnej osoby (choćby proces Alicji Tysiąc przeciw ks. z Gościa Niedzielnego). Rozumiem, że protestują w wypadku niemożności wyegzekwowania aborcji tam, gdy jest ona dozwolona. Ale sprzeciw wobec tego, że katolicy wyrażają swój pogląd w tak niezmuszający nikogo do niczego sposób jest przejawem nietolerancji. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:27 Czemu piszesz katole? Tak, masz prawo, ale nazywaj tego adopcją płodów. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:27 Nie nazywaj - miało być. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:30 wolność słowa polega właśnie na tym, że mogę nazwać, jak chcę. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:32 To znaczy, ze jak nazwiemy akcje adaptuj zindoktrynowane dzieci katolików to będzie ok? Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:39 Mogę na przykład zobowiązać się do tego, ze codziennie napisze jedno zdanie jak bardzo żałuję jednego katolickiego dziecka, ze musi wyklepywać modlitwę, chodzić do kościoła i słuchać panów ubranych w sukienki, ze musi im szeptać swoje najskrytsze tajemnice i tak dalej. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:41 Gwarantuje ci, ze po miesiącu będę maiła ochotę ukraść ci dziecko aby się z tobą nie męczyło Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:49 ochota nie wystarczy, muszą być podstawy prawne. Nawiasem mówiąc zarzucasz wrednym katolom, że wcale nie chcą realnie "adoptować" dzieci, których matki nie chcą. Rozumiem, że jesteś skłonna zaadoptować całe stado nieszczęśliwych katolickich dzieci uciemiężonych przez panów w sukienkach. Gratuluję altruizmu. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 15:00 To ty piszesz wredne katole Masz problem z czymś? Mogę pomóc. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 16:11 O katolach piszą niektóre inne forumki, więc nieco trawestuję ich określenie. Twój opis życia dziecka katolickiego też nie wskazywał na to, byś miała bardzo pozytywne pojęcie o katolicyzmie. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:44 jeżeli będziesz to robiła w swoim domu i nie będzie to dotyczyło konkretnego dziecka, to kto może Ci zabronić i w jaki sposób będzie to szkodliwe dla katolickich dzieci? Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:46 nie widzę, w jaki sposób mogłoby to zaszkodzić konkretnemu katolickiemu dziecku, zwłaszcza, że przecież Ty już tak uważasz, zanim to zaczęłaś pisać. Wolny kraj, wolno Ci tak uważać. Nie widzę też możliwości, by Ci tego zabronić. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 15:03 Nie, ja tak nie uważam. Przynajmniej nie na tym poziomie. I jednak myślę, że taka akcja ze stroną w internecie by ci przeszkadzała. Wiem jednak, że tego tutaj nie napiszesz, bo to by burzyło twoją argumentację. Jeszcze raz, nie mam nic przeciwko modlitwie jako takiej. Tak gdybyś chciała mi to w tym momencie zarzucić. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 16:14 nie wiedziałam o stronie w internecie. Ale nie przeszkadza mi. Tzn. oczywiście byłoby mi przykro, podobnie, jak przykro mi czytać dziesiątki wpisów na forum o zabobonach katolickich, o tym, że człowiek wykształcony nie może wierzyć w Boga etc. etc., ale uważam, że jest to cena demokracji i wolności słowa. Każdy ma prawo wyrażać swój pogląd, byleby nie obrażał konkretnych osób i nie podawał nieprawdziwych wiadomości. Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:27 Srebrnarybko, tylko się podpiszę. Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:30 "Ponoc madra" nie odnosilo sie do wiary forumki tylko do tego, co akurat pisala. To ona przeinaczyla to znaczenie i jak widac wygodnie sluzy ono kolejnym dyskutantom. To raz. Dwa, ze akurat katolicy maja szerokie mozliwosci wyrazania swoich pogladow i korzystaja z nich w sposob czesto przesadzony acz swobodny. Trzy - nie postulowalam zakazu wyrazania pogladow tylko odnosilam sie do "wychodzenia przed szereg" lekarzy. Czyli lekarz, wypelniajac swoj ustawowy obowiazek informowania pacjentki wychodzi przed szereg a grupa staruszek pikietujaca pod szpitalem, gdzie lezy nastolatka w ciazy z krwawymi obrazkami - swobodnie wyraza swoje poglady? Ciekawe rozumienie tolerancji. Obce mi, istotnie. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:52 grupa staruszek pikietujaca pod szp > italem, gdzie lezy nastolatka w ciazy z krwawymi obrazkami - swobodnie wyraza s > woje poglady? Nie o tym dyskutujemy. Dyskutujemy o tym, że niektórzy katolicy w domu modlą się o to, by dzieci zagrożone aborcją mogły się urodzić. W zasadzie nawet nie informują o tym nikogo, a nastolatka w ciąży w szpitalu nie wie, że ktoś się modli w intencji jej dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
iskierka3 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:58 Pisalam o "wychodzeniu przed szereg" lekarzy i do tego sie odnioslas, zarzucajac mi brak tolerancji. O modlitwach juz odpisalam, mam wrazenie, wyczerpujaco. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 16:19 brak tolerancji zarzucałam nie Tobie, tylko Kropce, która jako jedyna przyparta do muru przyznała, że w tej akcji przeszkadza jej to, że jest to element katolickiej debaty. Wyraziłam pogląd, że o ile rozumiem sprzeciw wobec wymuszania zakazu aborcji i obrażania konkretnych osób za ich postępowanie, to jednak uważam, że katolicy mają prawo do wyrażania swoich poglądów. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 22:21 A to nie mormoni czasem? Też nie robi na mnie wrażenia, kto i co odczynia na moim duchu (takim jakim go sobie wyobraża). Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 23:14 tak, mormoni, a nie metodyści. Pomyliłam się. Odpowiedz Link Zgłoś
turzyca Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 11:22 > Większość dyskutantek w tym wątku jest niewierząca. Co Wam szkodzi, że katolicy > modlą się w jakiejś idiotycznej z Waszego punktu widzenia intencji, skoro i t > ak uważacie, że modlitwa to jest jakiś zabobon bez żadnego znaczenia i skutków? > Czyli modlitwą nic uczynić nie można. Ta modlitwa akurat jest odmawiana w dom > u, nie publicznie. Co komu szkodzi, że katolik w domu pomodli się w takiej inte > ncji? Wierzaca mniejszosc tez jest sceptyczna. A szkodzi mi to, ze ktos - jesli bardzo nie uwaza na dobor modlitw - co najmniej 270 razy powtarza slowa, ktore sa skierowane przeciw kobiecie w trudnej sytuacji zyciowej. I te slowa zapadaja mu w pamiec i zmieniaja punkt ciezkosci w mysleniu. Od takich mysli sie gorzknieje. Dziewiec miesiecy modlitw za ciezarna w trudnej sytuacji entuzjastycznie wspieram. Ale idea modlitwy negatywnej mnie odrzuca, wiec ja krytykuje. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 11:27 Jakie przeciw kobiecie? Żeby nie zabijała? Żeby przemyślała swoją decyzję? To jest przeciw? Przy aborcji chyba też psycholog każe przemyśleć decyzję, że może są lepsze wyjścia z sytuacji? No chyba nie ma tak, że idziesz i bez żadnej rozmowy kładziesz się na fotel? Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 11:34 Wiadomo jakie są intencje KK w Polsce dotyczące płodów. Więc nie ośmieszaj się. Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 11:45 arwena_11 napisała: > Jakie przeciw kobiecie? Żeby nie zabijała? Żeby przemyślała swoją decyzję? To j > est przeciw? sytuacje sa rozne, nie dla kazdej kobiety urodzenie dziecka bedzie korzystne. Warto miec tego swiadomosc. > Przy aborcji chyba też psycholog każe przemyśleć decyzję, że może są lepsze wyj > ścia z sytuacji? No chyba nie ma tak, że idziesz i bez żadnej rozmowy kładziesz > się na fotel? Zalezy od etapu rozwoju ciazy oraz okolicznosci. Jesli ciaza jest abortowana w pozniejszym etapie to jest kilka dni na podjecie ostatecznej decyzji. Jesli zas ciaza jest abortowana bo np plod jest uszkodzony itp to psycholog moze byc pomocny. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 11:56 Nie modlisz się o kobietę, a o nienarodzone dziecko. Odpowiedz Link Zgłoś
turzyca Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:53 > Jakie przeciw kobiecie? Żeby nie zabijała? Żeby przemyślała swoją decyzję? To j > est przeciw? A modlisz sie za nia? Za to zeby miala sile poradzic sobie w ciezkich okolicznosciach? Koncentrujesz sie w modlitwie wlasnie na tym? Zeby na jej drodze staneli ludzie, ktorzy ja wspomoga w taki sposob, jakiego ona potrzebuje - finansowo, psychicznie, fizycznie etc? Modlisz sie za tych ludzi, ktorzy udzielaja wsparcia ciezarnym w trudnych sytuacjach? Za to zeby np. pracownicy mopsu mieli dosc sily, zeby zachowywac sie wobec ciezarnych jak najtaktowniej? Przeczytalam iles zestawow modlitw z tej akcji, zaden zestaw nie byl zorientowany na pozytywne myslenie o kobiecie, zaden nie prezentowal swiadomosci, ze aborcja to konsekwencja dramatycznego wyboru i ze osobie stojacej w tak strasznej sytuacji potrzebne jest wsparcie, w zadnym nie bylo choc grama wspolczucia dla czlowieka w tragedii. > Przy aborcji chyba też psycholog każe przemyśleć decyzję, że może są lepsze wyj > ścia z sytuacji? No chyba nie ma tak, że idziesz i bez żadnej rozmowy kładziesz > się na fotel? W Polsce wlasnie tak to wyglada. Idziesz i bez zadnej rozmowy kladziesz kase na stol, a siebie na fotel. To jest wynik ustawy antyaborcyjnej. W sasiednich Niemczech, gdzie aborcja jest dozwolona, idziesz do kliniki, jestes badana, rozmawiasz z wyspecjalizowanym pracownikiem, ktory przedstawia Ci wszystkie alternatywy - zasilki, wsparcie dla rodziny, negocjatorow, wsparcie dla kobiet samotnie wychowujacych, procedury zrzeczenia sie dziecka, anonimowy porod - i po tej rozmowie, z pelna wiedza, jakie masz wyjscia, masz czas na zastanowienie sie. Dostajesz wsparcie i nie miotasz sie samotnie. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:16 Zgadzam się z Turzycą - to jest modlitwa negatywna. Kładzie nacisk i uklepuje w pamięci, a następnie w świadomości, modlących się rzesz tylko jeden aspekt sytuacji pt. "niechciana ciąża". Odseparowuje osobę ciężarnej od bytu zwanego przez jednych zarodkiem i plodem, a przez innych dzieckiem poczetym. Odseparowuje i "niechcący" wrzuca w niebyt. Zresztą, powtórzę za którąś koleżanką, ruchy porolajfowe konsekwentnie oddzielają kobietę od zawartości jej ciała. Cała ta adopcja duchowa to robota planowa i zgodna z kierunkiem obowiązującym w.KK. Nie słyszałam jeszcze o tak sformalizowanych i zakrojonych na tak szeroką skalę "duchowych wsparciach matek noszących w sobie nowe życie". Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:10 jakie słowa skierowane PRZECIW? Modli się o to, by dziecko mogło się urodzić, i by Bóg rozwiązał to jak najlepiej. Najlepiej zaś byłoby tak, by matka pokochała dziecko i miała warunki, by je wychować. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:59 No przecież nie konkretne słowa skierowane PRZECIW ciężarnej, tylko brak przeciwwagi dla takich akcji w postaci równie częstych i dobrze zorganizowanych akcji wsparcia ciężarnych w ich trudnej.sytuacji. Chyba wiesz, o co mi chodzi? Kladzenie nacisku na jedną stronę medalu to jednoznaczne określenie się w kwestii olewczego stosunku do drugiej strony. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 16:39 właśnie nie wiem, o co Ci chodzi. W modlitwie na stronie internetowej jest sformułowanie: daj rodzicom dziecka miłość i odwagę, by je przyjęli. Czyli właśnie jest modlitwa w intencji rodziców. A niesymetryczność jest naturalna: przecież dziecko nienarodzone jest jednak słabszą stroną, niż matka, jeśli następuje konflikt interesów, Ale dla obojga najlepiej, by ten konflikt usunąć. Konflikt, a nie dziecko. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 16:43 Słabszą jest matka, ciąża rozwija się kosztem jej organizmu, a nie płodu, jak matka nie będzie miała wystarczająco wapnia cały wapń dla siebie wyssie płód, a ewentualne resztki dostaną się matce. Ciężarna będzie mieć złe samopoczucie i wymioty - nie płód itp.itd. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 18:16 nic nie wiesz o samopoczuciu płodu, natomiast matka ma możliwość podejmowania rozmaitych decyzji, z aborcją włącznie, wpływających na los płodu. Palenie czy picie w ciąży odbija się na zdrowiu dziecka, podobnie niezdrowe odżywianie się, brak witamin, przyjmowania niektórych leków, wykonywanie ćwiczeń gimnastycznych, wykonywanie zdjęć rentegenowskich i wreszcie aborcja. Na te wszystkie okoliczności dziecko czy jak tam chcesz płód nie ma żadnego wpływu, bo wszystko zależy od decyzji matki. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 18:51 Za to wiele wiemy o samopoczuciu kobiety w ciąży i jest ono najczęściej (nawet w chcianej i planowanej ciąży) co najmniej kiepskie. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 20:24 temu nikt nie przeczy. Mnie jednakowoż chodziło o możliwości decydowania o sobie. Te kobieta ciężarna ma nieskończenie większe, niż płód. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 20:29 I chwała Bogu. Odpowiedz Link Zgłoś
zasadaa Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 17:08 Srebrnarybka bardzo fajne i mądre są Twoje wypowiedzi. Mnie bardzo przekonuje to co piszesz. Odpowiedz Link Zgłoś
lauren6 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:23 Chyba mam prawo wyrazić swoje zniesmaczenie zachowaniem katolików w tym kraju? Ja osobiście los abortowanych płodów mam w głębokim poważaniu, ale gdyby faktycznie mi zależało na zmiejszeniu liczby aborcji zaczelabym od stworzenia systemu kompleksowej opieki nad ciezarnymi w niechcianej ciąży i samotnymi matkami. Oh wait, ale wtedy trzeba wykrzesac z siebie jakąś aktywność i zaangażować się w pomoc innym. Lepiej pozamartwiac się o miliony płodzików w zaciszu domowym w przerwie na reklamy pomiędzy ulubionymi programami w tv. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:24 I naprawdę myślisz że nigdzie w całej Polsce czegoś takiego nie ma? Odpowiedz Link Zgłoś
princess_yo_yo Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:29 ruchy prolajfowe w pl i kk organizuja akcje zeby zwiekszyc i rozpowszechnic dostep do antykoncepcji i wprowadzic rozwiazania systemowe i edukacje na temat tego na co moze liczyc i jaka pomoc otrzymac kobieta ktora zdecyduje sie na urodzenie dziecka mimo ze nie ma do tego srodkow i mozliwosci w swoim wlasnym zakresie? daj jakies linki albo chociaz dowod anegdotyczny prosze. Odpowiedz Link Zgłoś
croyance Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 18:53 A w Polsce to zawsze jest albo katolicyzm, albo nic. Nie-katolik nie znaczy automatycznie niewierzacy. A i sami wierzacy katolicy moga zauwazyc, ze puste deklaracje to nie jest zadna pomoc, i poza uspokojeniem wlasnego sumienia nie ma na nic wplywu. Odpowiedz Link Zgłoś
minor.revisions Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 04.05.15, 15:33 > ewnym ujemnym skutkiem tej akcji może być oczywiście uspokajanie sumień. Katolik się pomodli w domu, nic go nie kosztuje i potem będzie mniej chętny np. dać na dom samotnej matki albo, co jeszcze lepiej, wspomóc siostrę samotnie wychowującą dziecko czy posiedzieć wieczorem z dzieckiem koleżanki, Nie "może być" a "jest". To jest udowodnione w różnych badaniach, że ludzie, którzy wykonają jakiś pusty gest w stronę "less fortunates", typu zalajkują ich status na fejsie czy pokrzyczą o nich głośno, udzielają potem mniej realnego wsparcia, bo czują, że już swoje w tej sprawie odwalili. Podejrzewam, że cała ta heca z adopcją modlitewną (plus opowiadaniem, jakie to niby ważne jest, a jak ktoś tego nie rozumie, to jego strata) to zabieg ze strony kościoła, który wyczuł, że jak ludzie dadzą kasę na samotne matki, to mniej dadzą na tacę. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 11:28 A co się dzieje z tą modlitwą jak jednak ciąża zostaje usunięta? Przekazywana jest do następnego zarodka/płodu? Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:51 Albo nastąpi naturalne poronienie. Odpowiedz Link Zgłoś
kozica111 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:33 Każda modlitwa ma to do siebie ze ma wielką moc, ale jej moc jest ograniczona do miejsca gdzie zaczyna sie wolna wola człowieka, dlatego drogie panie bez obaw, żadna modlitwa siła dziecka w łonie matki nie utrzyma jeśli matka takiej woli mieć nie będzie. Czy sie marnuje, nie nie marnuje sie gdyż Bóg ją kieruję tam gdzie ma szanse zadziałać, a nie tam gdzie miałaby być łamaczem woli. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:47 A w jaki sposób bóg dokonuje wyboru, gdzie posłać modlitwę? W ogóle to bez sensu, bo to przecież niby do nieogo czy tam do bozi to trafia - więc na jakiej podstawie oni dokonują wyboru. Dlaczego w ogóle skoro wszystkie płody nasze są? Odpowiedz Link Zgłoś
kozica111 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 16:15 Nie chce cie straszyć Zuleyka ale po porodzie bardzo sie zmienisz. Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 17:14 Uważasz, że drugi poród jest magiczny? Zuleyka ma juz jedno dziecko. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 21:58 Teoria jej chyba legła w gruzach w tym momencie Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 21:55 A co drugi poród zmienia w porównaniu do pierwszego? Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:53 dlatego drogie panie bez obaw > , żadna modlitwa siła dziecka w łonie matki nie utrzyma jeśli matka takiej woli > mieć nie będzie. Jeżeli faktycznie myślisz, że ktoś ma takie obawy, to chyba nie za dobrze z twoim intelektem. Czy jesli będziesz modlić się narodzenie dziecka ciężko chorego, to jesteś gotowa wziąć je domu i otoczyć opieką do śmierci? Jeśli nie, to wasze modlitwy są tylko farsą. I to jest i śmieszne i straszne. Odpowiedz Link Zgłoś
princess_yo_yo Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:00 ale dyskusja z katolicka hipokryzja to kopanie sie z koniem. akurat podejscie ze modle sie o cos co mi sprawia przyjemnosci i podkresla poczucie spelnionego obowiazku z moim swiecie jest do pewnego stopnia racjonalne. nie uzurpuje sobie poczucia ze zmieniam swiat poza moim balonem wiec ogolnie jest ok wydzwiek akcji jest straszny w pl bo sytuacja praw reprodukcyjnych kobiet jest na poziomie 'opowiesci podrecznej' ale w innym kraju wydzwiek bylby mniej horrorystyczny. Odpowiedz Link Zgłoś
princess_yo_yo Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:55 bardzo sensowna odpowiedz. to chyba jedyne podejscie ktore jestem w stanie przyjac. Odpowiedz Link Zgłoś
asia-loi Re: do kozica111 03.05.15, 21:51 kozica111 napisała: > Każda modlitwa ma to do siebie ze ma wielką moc, Naprawdę wierzysz w to co napisałaś? To oświeć mnie w takim razie dlaczego chorzy katolicy nie modlą się do Boga o wyzdrowienie tylko biegną do lekarza-człowieka. Przypominam, że katolicki Bóg jest podobno bardzo dobry, wszystko wie, wszystko widzi i jest wszechmocny. ale jej moc jest ograniczona do miejsca gdzie zaczyna sie wolna wola człowieka, czyli co, z jednej strony chory katolik modli się do swojego Boga o wyzdrowienie, a z drugiej strony już mu się odwidziało i nie chce wyzdrowieć? A może doskonale wie, że musi iść do lekarza-człowieka, bo jego dobry i wszechmocny Bóg mu nie pomoże, choćby się "zamodlił". Odpowiedz Link Zgłoś
isa_bella1 Re: do kozica111 04.05.15, 13:59 jest takie powiedzenie" módl się tak jakby wszystko zależało do Boga, rób tak jakby wszystko zależało od ciebie" ,wtedy działa Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:51 Ja proponuję adopcję finansową mnie, też dla zdecydowanych, przez 9 miesięcy proszę o regularne wpłaty na moje konto (minimum 50 zł, maksymalna kwota - dowolna), szczegóły na privie. Możliwość adopcji przez wiele osób. Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 12:55 Jedź do ZOO, zamknij się w klatce, jako jedyny przedstawiciel tak odrębnego gatunku, na pewno znajdziesz całe rzesze sponsorów Odpowiedz Link Zgłoś
magiczna_marta Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:05 Jak się modlą przez 9 miesięcy o urodzenie dziecka to niech się modlą kolejne 18 lat żeby żyło w kochającej go rodzinie Idioci!!! Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:08 Nie wiesz, że dla katolików w Polsce życie napoczęte kończy się wraz z porodem. Jak się urodzi to się martw babo. Odpowiedz Link Zgłoś
plater-2 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:20 Wlasnym dzieckim powinni sie zajmowac zasadniczo jego RODZICE. Pomoca osobom w trudnej sytuacji zyciowej, głównie materialnej zajmuja sie MOPR i MOPS. Maja na to kase z naszych podatkow. Leczeniem - NFZ- na to ma nasze skladki. Wynika to z Konstytucji i zasady rozdzialu kompetencji zwiazkow wyznaniowych i Panstwa. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:21 Skoro własnym dzieckiem mają się zajmować jego rodzice to tym bardziej decyzję o tym czy dziecko pojawi się na tym świecie powinni podejmować wyłącznie rodzice. Odpowiedz Link Zgłoś
plater-2 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:27 Prawo do życia – najważniejsze, nadrzędne prawo istoty ludzkiej, zgodnie z którym każdy człowiek ma prawo żyć i nikt nie może samowolnie pozbawiać życia innego człowieka. Prawo to jest gwarantowane przez Powszechną Deklarację Praw Człowieka oraz wiele aktów prawa międzynarodowego i prawa państwowego Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:33 No to ja nie pozbawiam, pozbywam się po prostu z mojego ciała, jak jest w stanie poza moim ciałem przeżyć nie wezmę młotka i nie dobiję Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:39 > Wlasnym dzieckim powinni sie zajmowac zasadniczo jego RODZICE. Zasadniczo, to katole powinni sie zajmować własnymi dupami, cudze zostawiając w spokoju. Odpowiedz Link Zgłoś
plater-2 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:45 Chodzi ci o to, ze przez te modlitwe rzeczywiscie odmawiajacy ją mają wplyw na los tego dziecka ? Bo jesli tak nie jest, to podjecie duchowej adopcji dziecka poczetego jest rzeczywiscie zupełnie prywatana sprawa osoaby, ktora sie modli i nic nikomu do tego. Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:52 Muszę się spytać, Cosmetic, do męża też się tak zwracasz jak do mnie: katol? Innej nie spytam, ale Ty pisałaś kiedyś, że masz męża katolika, z którym wzięłaś ślub kościelny jednostronny, dlatego pytam: jak się do niego zwracasz. I jak już jesteśmy przy tym "zostawieniu cudzych dup"- to rozszerzmy to calkiem: tekst z Polityki z bloga lekarza Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:07 Po raz - używając pejoratywnego określenia "katole" odpowiadam na post plater, nie twój. Po dwa - gdybyż mój szanowny małżonek wszedł ze mną w spór ideologiczny na temat intencji adoptujących duchowo i używał nielogicznych i absurdalnych argumentów wynikających z zakręcenia się li i jedynie na jego wyznaniu, a całkowicie oderwanych od rozumu, to jest wielce prawdopodobne, że nazwałabym go katolem. Ponieważ katol, to dość specyficzny rodzaj katolika i stan umysłu, na które mam ciężką alergię. Porównywanie "wolności" rodziców w zakresie nieszczepienia dziecka nie jest tozsame z samostanowieniem kobiety cieżarnej. O ile, aborcja dotyczy WYŁĄCZNIE kobiety i płodu, o tyle nieszczepione dziecko stanowi zagrożenie dla INNYCH. Nie widzę analogii. Jeśli antywacki ponosiłyby konsekwencje własnych wyborów tylko w postaci choroby swojego dziecka, to byłabym skłonna przychylić się do stanowiska, ze nic mi do ich dup. Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:10 Hehe, ja swojego raz nazwałam "pogrzanym katolem" o dziwo, wszystkie jego debilne przemyślenia przeminęły mu jak ręką odjął jak sami stanęliśmy przed problemem - co zrobimy jak się okaże, że mój płód w macicy ma wady genetyczne. Nagle otrzeźwiał. Dlatego twierdzę, że Ci wszyscy "katole" tacy mądrzy i hej do przodu są tylko do momentu jak sami nie stają w obliczu problemów. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena_11 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 20:30 Byłam w takiej sytuacji, tylko u mnie skończyło się poronieniem. Ale wiele spraw musiałam przemyśleć. Odpowiedz Link Zgłoś
princess_yo_yo Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 13:45 moge sie zgodzic z tym podejsciem jesli zostanie ono logicznie rozszerzone o to decyzje zostania rodzicem. jesli panstwo i inne publicznie wspierane przez panstwo instytucje nie uzurpuja sobie prawa do wplywania na decyzje o urodzeniu dzieci tudziez tych decyzji ograniczanie to moga tez umyc rece od juz urodzonych obywateli i owieczek. Odpowiedz Link Zgłoś
wredna1zmija Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 14:39 Czemu to modlitwa za dziecko a nie za ciężarną? Bo nawet ultrakatole mają świadomość tego, że bywają sytuacje że samo istnienie dziecka zagraża kobiecie. A inkubator przecież się nie liczy bo inkubator już został ochrzczony, skomunikowany, może już zaliczył bierzmowanie i ślub a takie dzidzi to idealna inwestycja: da się jeszcze ochrzcić, zrobić sieczkę z mózgu, bajek nawciskać, komunię wciągnąć, katechezę prowadzić w szkole i mieć dodatkową pensję z ministerstwa edukacji. Dlatego cenniejszy jest płód. Odpowiedz Link Zgłoś
kozica111 Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 16:13 A dlaczego za ciężarną a nie 10 ciężarnych? Może za 100! Nie za 1000!Dołączcie wtedy można sie modlić jeszcze skuteczniej. Odpowiedz Link Zgłoś
croyance Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 18:47 Chodzi o to, zeby - nic nie robiac - miec poczucie zaangazowania sie w sprawe i walke z aborcja. Chcialabym zobaczyc taka akcje z prawdziwa aborcja, i zagorzalego pro-lajfowca, ktory mowi 'jesli nie przerwiesz ciazy, ja wezme to dziecko do siebie'. Ale jeszcze nie widzialam takich cudow. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 20:26 jakiś ksiądz powiedział tak Katarzynie Bratkowskiej, kiedy twierdziła, że jest w ciąży i przerwie ją dokładnie w wigilię, "żeby było weselej". Odpowiedz Link Zgłoś
asia-loi Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 03.05.15, 21:36 croyance napisała: > Chodzi o to, żeby - nic nie robiąc - mieć poczucie zaangażowania się w sprawę i walkę z aborcja. > Chcialabym zobaczyc taka akcje z prawdziwa aborcja, i zagorzalego pro-lajfowca, > ktory mowi 'jesli nie przerwiesz ciazy, ja wezme to dziecko do siebie'. > Ale jeszcze nie widzialam takich cudow.> Właściwie to napisałaś to co ja chciałam napisać. Nie przeczytałam wszystkich wpisów w tym wątku i już chyba nie przeczytam (brak czasu), ale tak sobie myślę, że zamiast modlić się aby jakaś kobieta nie dokonała aborcji, ci którzy tak bardzo martwią się o to jeszcze nienarodzone dziecko, może zadeklarowali by, że po urodzeniu tego dziecka, aż do jego pełnoletności będą w jakimś stopniu mniejszym czy większym (niech sami ustalą) partycypować w kosztach utrzymania tego dziecka. Albo zadeklarują jakąś pomoc w wychowaniu np. zaprowadzą do przedszkola, przyprowadzą ze szkoły, odrobią lekcje, itd. Ja niestety zaliczam się do tych, którzy nie wierzą moc modlitwy. Odpowiedz Link Zgłoś
to_ja_caryca_katarzyna Re: Adopcja dziecka poczętego - o co właściwie ch 04.05.15, 16:33 Czyli takie bezuzyteczne, slodkie s.ranie w b.anie. A juz myslalam ze kogos natchnela bardzo inteligentna mysl by adoptowac dziecko ze wskazaniem zaraz po tym jak rodzice niechcianego dziecka zorientuja sie ze przyjdzie na swiat. To zaiste bylby dobry pomysl, adopcja dziecka poczetego i opieka nad matka przez okres ciazy. Odpowiedz Link Zgłoś