fin-dus
10.10.15, 08:43
weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,18984164,jakim-zwierzatkiem-jestes-cala-prawda-o-rozmowach-rekrutacyjnych.html#TRwknd
Nie zmieniam teraz pracy. I myślę (oraz mam nadzieję), że nie będę jej zmieniać jeszcze długo. Jeśli miałabym trafić po raz kolejny na tak absurdalne pytania i takich "specjalistów" od HR, to chyba we wolałabym... No, dużo bym wolała.
Cały artykuł nie jest nowością, bo o idiotycznych pytaniach (czego się pani napije - kawy, herbaty, wody - i wysnuwanie wniosków z odpowiedzi)było wielokrotnie, natomiast to jest:
"Angelika Zielińska potwierdza, że tym, na co najczęściej narzekają dziś pracodawcy, jest kryzys zaangażowania. - To ono jest dziś najbardziej pożądane i jednocześnie deficytowe na rynku pracy. Brakuje osób aktywnych, którym zależy, które przypominają o sobie, dzwonią, osobiście składają CV w siedzibie firmy. To mile widziane zachowanie, gdy zdecydowana większość kandydatów po prostu wysyła swoje CV mailem - opowiada Zielińska."
Łohohoho! Kryzys zaangażowania za 2 tyś. na umowę zlecenie! I to osobiste przynoszenie cv! Serio, takie artykuł są bardzo, bardzo, OGROMNIE SZKODLIWE. Jak mój mąż prowadził rekrutację w sporej firmie (on jako techniczny i koleżanka jako pani z HR, którą pod koniec miał ochotę zamordować), to już 5 lat temu opowiadał o ludziach przynoszących w zębach osobiście cv jako o ludziach dziwnych. Samo wbicie się osobiście do firmy jest już problemem, bo w większości jest gdzieś tam ochroniarz, przepustki, bramki itp. I tak, najlepiej jechać z drugiego końca Polski (bo tak się też czasem zdarza), żeby pokazać jakiejś paniusi swoje zaangażowanie. Przypominam sobie, jak szukałam pracy 10 (!) lat temu. I moja mama mi suszyła głowę, żebym osobiście pojechała i położyła papier u kogoś na biurku. Ja jej tłumaczyłam, że to nie te czasy już mamo, nie te czasy. A teraz widzę, no błąd popełniłam, błąd.
Jak można mieć dobre zdanie na temat ludzi z HR, jeśli się przeczyta coś takiego? I to mityczne badanie odporności na stres, hehe. To jest badanie umiejętności przechodzenia idiotycznych rozmów kwalifikacyjnych, z prawdziwą pracą nie ma to nic wspólnego.