Dodaj do ulubionych

No co ty Tato...

25.11.10, 18:36
Życie samotnego ojca po rozwodzie nie jest łatwe. Społeczeństwo, prawo, stereotypy są przeciwko niemu. Codzienne życie staje się mordęgą. Piszę o tym na blogu ojca bezbronnego wobec systemu:
nocotytato.org.pl/
Czy istnieje sposób, żeby zachęcić drugą stronę do mediacji, kiedy ich odmawia? Kiedy robi wszystko, żeby wyrzucić z życia trójki dzieci ich ojca?
Obserwuj wątek
    • aadzia21 Re: No co ty Tato... 25.11.10, 19:12
      Mojego męża wychował tylko ojciec. Nie znam wszystkich szczegółów, generalnie matka nie zajmowała się dziećmi, miała kochanków, których pod nieobecność męża a w obecności dzieci przyjmowała w domu. Nie piła, miała stałe zatrudnienie. Teść rozwiódł się, a 6-letni syn i 7-letnia córka zostały z nim. Oczywiście, nie bez problemów, ale udało się.
      Poczytałam kilka wpisów na Twoim blogu. Widać w nich bezradność, poczucie niesprawiedliwości, ale i ogromną frustrację. Podziwiam Cię, bo wielu ojców nie można zapędzić do kontaktów z dziećmi czy płacenia alimentów. Miejscami chyba przesadzasz, na przykład ogłoszenie o pracę, które sformułowałeś dotyczy też każdej samotnej matki. I czy możliwe jest, że zasądzono Ci alimenty wyższe niż Twoje zarobki? Pozdrawiam.
      • matematys Re: No co ty Tato... 25.11.10, 20:22
        Oczywiście, że wiele ograniczeń w pracy jest podobnych dla samotnych matek i samotnych ojców. Problem w tym, że nikt nie chce uwierzyć, że facet nie może znaleźć lepszej pracy. Ja byłem dyrektorem w dużej firmie. Miałem pod sobą w swoim pionie ok. 200 osób. Teraz pracuję jako pracownik techniczny w niewielkiej firmie. Nie mam szansy na lepsza pracę. Zarabiam poniżej średniej krajowej.
        Ale samotna matka rzadko jest na krajowej liście dłużników, ma zablokowane konta i zabierane wszystkie pieniądze...
        A co do alimentów, to zostały one podwyższone przez Sąd Apelacyjny, kiedy byłem bezrobotny i bez prawa do zasiłku. Ale Sąd uznał, że mam możliwości... No to teraz oprócz kilkudziesięciu tysięcy długów wyniesionych z małżeństwa, mam kolejne kilkadziesiąt u komornika z tytułu alimentów. Kiedy podpisałem umowę o pracę, następnego dnia pobiegłem do komornika ją pokazać. I co? I tak co miesiąc moje zadłużenie przyrasta o jakieś dwie trzecie zasądzonych alimentów...
        To jest możliwe. Prawo na to pozwala...
        • matematys Re: No co ty Tato... 25.11.10, 20:30
          Polecam też komentarz tutaj:
          nocotytato.org.pl/alimenty/czy-mozna-oddawac-wiecej-niz-sie-zarabia/#comments
          Ojciec również został "oceniony" przez sąd apelacyjny nie na podstawie rzeczywistości, ale wyobrażeń sędziego nie popartych niczym...
    • nat.wroclaw Re: No co ty Tato... 26.11.10, 07:39
      Mateusz .. podczytalam.. i ... jakas monstrualna faka to wszystko.

      Pierwsze, co przyszło mi do głowy - to.. przeczekać. Drugie, to jednak szukac do upadlego lepszej pracy - z Twoim wykształceniem nie jest to nierealne. No i chałtury pewnie też możliwe.

      Papuga w sądzie miałeś?

      Czy dzieciaki (te starsze Twoje i DK) znaja bloga? Czy odcinasz ich od tego tematu?


      • matematys Re: No co ty Tato... 26.11.10, 10:57
        Miałem papugę, ale... niewiele pomogło ;-) Teraz toczą się kolejne sprawy, ale sąd nie daje mi pełnomocnika z urzędu, a mając zablokowane konta i zajęte wynagrodzenie oraz figurując na liście krajowego rejestru dłużników nie zatrudnię sobie sam pełnomocnika, bo nie mam za co. Do podziału majątku to jeszcze mogę próbować za udział w efektach, ale w alimentach czy opiece nad dziećmi...

        Dzieciaki mogą się dowiedzieć o moim blogu z facebooka. Ale nie mówię im sam nic.

        Aha, a co do pracy... Może to zabrzmi głupio, ale po pierwsze nie mam dobrych dokumentów a po drugie szukanie pracy to praca na cały etat. A jak już coś jest, to próbuję przede wszystkim utrzymać. Już w sumie ponad dwa lata byłem bezrobotny. I na chałtury wielkie też nie mogę liczyć, bo przecież kiedyś trzeba być z dziećmi...
        • nat.wroclaw Re: No co ty Tato... 26.11.10, 20:49
          Rozumiem i współczuję.

          Nie będę radzić, bo co tu nowego napiszę? Pewnie przez czas tych przewalanek przekombinowałeś wszystkie opcje. I chyba nie o radę prosisz w tym wątku, tylko sygnalizujesz że jest jeszcze druga strona medalu, o której ciszej w zyciu, w mediach, ciszej na takich forach, jak to.

          Fajny blog. Troche jednostronny (ale w sumie, jaki ma być? Nie masz obowiązku być rzecznikiem PM), miejscami tez (jak dla mnie) ciut demagogiczny. Ale czyta się. Masz dobre pióro (yy klawisz .. :-)

          Pozdrawiam Cię.
          • matematys Re: No co ty Tato... 26.11.10, 21:53
            Wiesz, porad to można trochę znaleźć i trudno coś z sensem poradzić. No bo właściwie w jakiej sprawie? Więc rozumiem, że nie będziesz radzić.

            Myślę, że ważne jest, żeby ludzie zaczęli zauważać, że stereotyp jest bardzo daleki od rzeczywistości. Nie dlatego, że nie zdarzają się przypadki stereotypowe. Ale dlatego, że są również przypadki całkowicie odwrotne. Nie ma pewnie dobrych statystyk, ale na zdrowy rozum wydaje się, że jest podobna liczba złych ojców/mężów co złych matek/żon. Bo dlaczego miałoby być inaczej?

            Jak ze sto lat temu kobiety zaczęły palić gorsety, to świat się zmienił. Nie do końca, kobiety są w niektórych obszarach nadal dyskryminowane, ale... Są też obszary, gdzie dyskryminowani są mężczyźni. Co mamy zacząć palić, żeby ktoś zauważył problem?
              • matematys Re: No co ty Tato... 26.11.10, 23:22
                nat.wroclaw napisała:

                > Czwarta władza.. paradoksalnie.. może być i wrogiem i sprzymierzeńcem..
                >

                W sensie? Chcesz powiedzieć, że nie warto nagłaśniać spraw, problemów, zjawisk?
                • nat.wroclaw Re: No co ty Tato... 27.11.10, 09:58
                  Bynajmniej (nie czytaj wybiórczo, nu, nu, nu!) - napisałam przecież, że media mogą być - owszem - wrogiem - sekundując stereotypom i utrwalając jednostronny obraz udręczonej samotnej matki i ojca potwora. Ale mogą być tez sprzymierzeńcem - nagłasniając, zwłaszcza interwencyjnie w takich sprawach, jak Twoja.

                  Przyszedł mi tez do głowy jakis rzecznik praw .. nie wiem, ktos od równego statusu - ktoś, kto z urzędu ma strzec równego traktowania i piętnować niesprawiedliwość. Może skrzykniecie się z ojcami raz, drugi - wespół zespół: do mediów, do rzecznika?



                  • matematys Re: No co ty Tato... 27.11.10, 11:00
                    Niektórzy ojcowie się skrzykują. Jest wiele organizacji. To na pewno początki jakiejś przemiany społecznej. Niestety, faceci jak to faceci... Albo chcą załatwiać konkretne sprawy, albo wykorzystują organizację do innych celów. Jak się w ostatnich tygodniach chodziło po stronach takich organizacji to albo były tam ogłoszenia wyborcze - nasz prezes kandyduje z ramienia...., popieramy panią... na stanowisko... - albo, co już chyba nie ma związku z wyborami, ogłoszenia, że z tamtą organizacją to nasza nie ma nic wspólnego, a nasza jest najstarszą organizacją, a nasz prezes to zakładał pierwszą...
                    Oczywiście przerysowuję może trochę, ale generalnie ten ruch ojców nie jest silny. Bo nie ma społecznego wsparcia. Cały czas to się wszystko dzieje na marginesie społeczeństwa. Brakuje powszechnej świadomości. O tę świadomość najbardziej należy zabiegać.
                    Tak, jak płeć nie decyduje o możliwościach pracownika i nie powinna wpływać na zarobki i awanse, tak samo nie decyduje o możliwościach rodzica i nie powinna przesądzać w sprawach rodzinnych...
                    Marzy mi się, że mój blog pomoże docierać z tą informacją do społeczeństwa i do mediów. Na razie jest to początek, ale już jest kilka niezwykle interesujących komentarzy pokazujących podobne problemy innych ojców oraz opinię światłej kobiety... Z czasem może zrobi się z tego coś większego? W każdym razie zapraszam do czytania, komentowania i udziału w ogólności ;-)
        • tully.makker no i wszystko jasne 27.11.10, 19:51
          > Aha, a co do pracy... Może to zabrzmi głupio, ale po pierwsze nie mam dobrych d
          > okumentów a po drugie szukanie pracy to praca na cały etat. A jak już coś jest,
          > to próbuję przede wszystkim utrzymać. Już w sumie ponad dwa lata byłem bezrobo
          > tny. I na chałtury wielkie też nie mogę liczyć, bo przecież kiedyś trzeba być z
          > dziećmi...

          Ja pie....
            • nat.wroclaw Re: no i wszystko jasne 28.11.10, 00:07
              Nie jestem pewna (Tully, rozwiniesz myśl?) - ale wydaje mi się, że ten komentarz wyraża cos, co ja ujęłabym przysłowiem: kto chce - szuka sposobu, kto nie chce - szuka powodu.

              No w każdym razie - mnie przyszło to do głowy, gdy przeczytałam przytoczony przez Tully fragment.

              No offence, Mateusz, bo oczywiscie, nie znamy sytuacji w detalach, ale jesli masz dwie rece, dwie nogi, w miare sensowny pomyslunek i mieszkasz tu, gdzie mieszkasz, a w Twoim portfolio jest to, co piszesz, ze jest, to eghm .. te okrągle zdania o dokumentach, chałturach, sredniej krajowej i braku czasu - to troche takie, pardon, pierd..enie o szopenie.

              Mnie, w kazdym razie tu trochę zazgrzytało.

              Nie gniewaj sie, pisze szczerze, jak Cie w tym fragmencie czytam.
              • matematys Re: no i wszystko jasne 28.11.10, 11:27
                nat.wroclaw napisała:

                > Nie jestem pewna (Tully, rozwiniesz myśl?) - ale wydaje mi się, że ten komentar
                > z wyraża cos, co ja ujęłabym przysłowiem: kto chce - szuka sposobu, kto nie chc
                > e - szuka powodu.
                >
                > No w każdym razie - mnie przyszło to do głowy, gdy przeczytałam przytoczony prz
                > ez Tully fragment.
                >
                > No offence, Mateusz, bo oczywiscie, nie znamy sytuacji w detalach, ale jesli ma
                > sz dwie rece, dwie nogi, w miare sensowny pomyslunek i mieszkasz tu, gdzie mies
                > zkasz, a w Twoim portfolio jest to, co piszesz, ze jest, to eghm .. te okrągle
                > zdania o dokumentach, chałturach, sredniej krajowej i braku czasu - to troche t
                > akie, pardon, pierd..enie o szopenie.
                >
                > Mnie, w kazdym razie tu trochę zazgrzytało.
                >
                > Nie gniewaj sie, pisze szczerze, jak Cie w tym fragmencie czytam.

                Nie gniewam się.
                Mogę powiedzieć tyle - kiedy byłem bezrobotny, wysyłałem dziesiątki zgłoszeń w odpowiedzi na ogłoszenia, do pośredników, headhounterów itp. I na ponad sto wysłanych nie dostałem żadnej odpowiedzi. W końcu pomogli mi znajomi. Znaleźć cokolwiek...
                Znam kilka przypadków, kiedy człowiek który był np. szefem dużej międzynarodowej firmy informatycznej na Polskę a potem błagał znajomych, żeby go zatrudnili jako handlowca za średnią krajową. Albo dyrektora banku, który od kilku lat uczy historii w szkole...
                Ja mam trochę podobną sytuację.
                Do tego nie widzę powodu, żebym miał się zarzynać, pracować po nocach, nie widzieć dzieci, tracić kontakt z rodziną po to, żeby sprawić satysfakcję swojej byłej żonie. Bo ona jakoś sobie doskonale radzi, spędza wakacje za granicą, zarabia na szaro całkiem poważne pieniądze, wysyła dzieci do płatnych szkół wbrew mojej woli, Nowy Rok spędza w Sheratonie i generalnie dobrze się jej powodzi.
                Podsumowując, gdybym chciał zarabiać więcej, musiałbym znacznie więcej pracować. Czyli wyrzec się wszelkich relacji rodzinnych i zamienić się w woła pociągowego. Myślę, że o to chodzi mojej ex, ale ja nie chcę się dać zapędzić do narożnika. Finansowo leżę, ale staram się zachować równowagę psychiczną. To dają mi dobre relacje z dziećmi i nową rodziną...
                  • matematys Re: no i wszystko jasne 28.11.10, 14:06
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Skoro ona sobie doskonale radzi to może weź z niej przykład?

                    Kłopot w tym, że ja nie mam tych argumentów przetargowych, które ona ma. Nie mam przyznanych alimentów, nie mam przyznanego miejsca zamieszkania dzieci przy mnie, nie mam po swojej stronie całego społeczeństwa, które broni biednych porzuconych matek. I nie mam takiej siły przebicia, żeby samemu rozwalić małżeństwo i rodzinę a później obwiniać o to drugą stronę, nastawiać przeciwko niej cały świat, budować koalicje i grupy wsparcia...
                    Ja jestem prosty chłop i nie lubię kombinowania. Nie zarabiam na czarno, nie ukrywam dzieci, nie wyjeżdżam na wakacje bez dzieci... Dla mnie dzieci są ważne jako moi bliscy, najbliżsi, a nie jako zakładnicy...
                      • matematys Re: no i wszystko jasne 28.11.10, 16:41
                        triss_merigold6 napisała:

                        > Och, czy to Ci w jakiś sposób przeszkadza w znalezieniu pracy? IMO samotna matk
                        > a z dwójką dzieci ma mniejsze szanse, bo jest zdecydowanie mniej dyspozycyjna.

                        A dlaczego uważasz, że matka z dwójką dzieci ma być mniej dyspozycyjna niż ojciec z czwórką dzieci?
                          • matematys Re: no i wszystko jasne 28.11.10, 21:09
                            triss_merigold6 napisała:

                            > A masz czwórkę dzieci na stanie? Jeśli tak to wyrazy współczucia, może należy z
                            > adbać o antykoncepcję skoro utrzymanie tylu dzieci sprawia Ci problemy?

                            Hahaha, bardzo śmieszne...
                            Z pierwszego małżeństwa mam trójkę dzieci i dopóki ich mamusia nie postanowiła się mnie pozbyć, utrzymywałem je bez problemu. Zaczęło się, jak postanowiła sobie wziąć kochanka, a ode mnie czerpać kasę i wrabiać mnie w kolejne kłopoty.
                            A czwarte dziecko mam w nowym związku. Ma dwa lata. Podobnie, jak wszystkie poprzednie, zaplanowane i bardzo chciane.

                            Myślę, że jakbyś poczytała trochę mój blog, łatwiej byłoby Ci zrozumieć na czym polegają problemy. I nie waliłabyś stereotypowych tekstów bez związku z moją sytuacją...
                            • rennie77 Re: no i wszystko jasne 28.11.10, 22:07
                              matematys napisał:
                              Hahaha, bardzo śmieszne...
                              > Z pierwszego małżeństwa mam trójkę dzieci i dopóki ich mamusia nie postanowiła
                              > się mnie pozbyć, utrzymywałem je bez problemu. Zaczęło się, jak postanowiła sob
                              > ie wziąć kochanka, a ode mnie czerpać kasę i wrabiać mnie w kolejne kłopoty.

                              a wiec utrzymywales je bez problemu, dopoki zyles z ich matka, a kiedy postanowila od ciebie odejsc, postanowiles, ze ukarzesz byla i wlasne dzieci?
                              wrabiac w kolejne klopoty?
                              dorosly facet, splodzil czworke dzieci, a inni wrabiaja go w klopoty, po ktorych on finansowo lezy. moge juz sie zaczac smiac?
                              moj eks pewnie opowiada podobne glupoty usilujac zaskarbic sobie wzgledy pan, tylko nie wiem na co ty tu liczysz?
                              • matematys Re: no i wszystko jasne 28.11.10, 23:44
                                rennie77 napisała:

                                > a wiec utrzymywales je bez problemu, dopoki zyles z ich matka, a kiedy postanow
                                > ila od ciebie odejsc, postanowiles, ze ukarzesz byla i wlasne dzieci?
                                > wrabiac w kolejne klopoty?
                                > dorosly facet, splodzil czworke dzieci, a inni wrabiaja go w klopoty, po ktoryc
                                > h on finansowo lezy. moge juz sie zaczac smiac?
                                > moj eks pewnie opowiada podobne glupoty usilujac zaskarbic sobie wzgledy pan, t
                                > ylko nie wiem na co ty tu liczysz?

                                Utrzymywałem ja bez problemu jeszcze kilka lat po rozstaniu. Ale później straciłem pracę i byłem bezrobotny przez ponad rok. Zgadniesz, ile czasu zajęło mojej byłej przysłanie mi komornika? 6 dni od tego, jak się spóźniłem z pierwszą wpłatą. Nie było żadnego pytania, co się dzieje, kiedy będzie kasa. Po prostu o 7 rano komornik zadzwonił do drzwi.
                                Ja nie twierdzę, że wszystkie kobiety są takie. Myślę, że wśród kobiet rozkład statystyczny jest podobny do tego wśród mężczyzn. Po każdej stronie zdarzają się szuje i anioły. Problem jest w tym, że społeczeństwo i sądy uważają, że dla dziecka lepsza lepsza jest kiepska matka niż wspaniały ojciec.
                                Tutaj jest pies pogrzebany. A co do Twoich doświadczeń z byłym nie wypowiadam się, bo nie znam historii. Moją możesz w jakiejś mierze poznać na blogu ( nocotytato.org.pl ). Łatwiej się omawia sytuację, którą się chociaż trochę zna...
                                • ciociacesia aha 29.11.10, 12:16
                                  miales cale 6 dni zeby poinformowac byłą dlaczego spozniasz sie z wpłata. ale nie, przeciez to ty jej laske robisz ze placisz, ona sie powinna dowiadywac i dopytywac...
                                  • matematys Re: aha 29.11.10, 12:29
                                    ciociacesia napisała:

                                    > miales cale 6 dni zeby poinformowac byłą dlaczego spozniasz sie z wpłata. ale n
                                    > ie, przeciez to ty jej laske robisz ze placisz, ona sie powinna dowiadywac i do
                                    > pytywac...

                                    Hahaha... A skąd wiesz, że nie poinformowałem? Poinformowałem znacznie wcześniej. Jak tylko dostałem wymówienie. I powiedziałem, że nie zamierzam przestawać płacić, ale mogą być kłopoty z terminami, bo będę musiał skądś pożyczać. I pożyczałem całkiem sporo pieniędzy. Będąc bezrobotnym, bez zasiłku, płaciłem jej przez wiele miesięcy wielokrotność zasiłku dla bezrobotnych.

                                    Ja rozumiem, że Ciebie ciężko życie doświadczyło, że masz złego chłopa i musisz odreagować na innych, ale może warto najpierw się dowiedzieć, a później wydawać ostre sądy? Ja nie wydaję tak kategorycznych sądów ani tutaj ani na swoim blogu. Staram się naświetlić sytuację, wskazać problem. A tutaj od rana dzisiaj widzę jakiś zmasowany atak sfrustrowanych kobiet, które co prawda nie zainteresują się sytuacją, nie przeczytają, ale za to bardzo chętnie wydadzą wyrok... Jakie to typowe i jakie smutne...
                            • rennie77 Re: Przypominam adres... 28.11.10, 21:54
                              czekaj, ale jaki z ciebie samotny ojciec, skoro jestes w nowym zwiazku i masz z niego juz dziecko? i jak to sie stalo, z enie mogac placic alimentow na trojke poprzednich, zaplanowales czwarte?
                              • matematys Re: Przypominam adres... 28.11.10, 23:37
                                rennie77 napisała:

                                > czekaj, ale jaki z ciebie samotny ojciec, skoro jestes w nowym zwiazku i masz z
                                > niego juz dziecko? i jak to sie stalo, z enie mogac placic alimentow na trojke
                                > poprzednich, zaplanowales czwarte?

                                Widzisz, tak się składa, że moja nowa partnerka jest całkowicie samowystarczalna. Utrzymuje siebie, swoje dzieci i mnie. I przez długi czas utrzymywała moją poprzednią rodzinę, pożyczając mi na alimenty. A zaplanowaliśmy dziecko, bo tego chcieliśmy. Ona się zgodziła, że najwyżej będzie je sama utrzymywać. Ja chciałbym ją wspierać jak najbardziej, ale w mojej sytuacji nie jest to łatwe. Nie żyję na ulicy ani w slumsach. Ale to dlatego, że mam Dobrą Kobietę obok siebie.
                                A w ogóle, jakbyś poczytała trochę tego bloga ( nocotytato.org.pl ) to byś wiedziała, bo tam większość tego jest napisane...
    • matematys Re: No co ty Tato... 27.11.10, 17:55
      Mogę tylko dodać, że do tej pory dwukrotnie przystępowaliśmy do mediacji - tylko że to nie były profesjonalne mediacje z udziałem profesjonalnego mediatora... Oba razy moja wówczas jeszcze formalnie żona zerwała proces, bo nie chciała się zgodzić na to, co z mediacji wynikało. Teraz ja złożyłem w sądzie wniosek o skierowanie na mediacje, ale wiem, że sąd nie może zmusić nikogo do udziału w mediacjach...
    • nat.wroclaw No dobra .. 28.11.10, 22:12
      Dziewczyny, jest zasadnicza różnica między cwanym plackiem, ktory unika pracy, miga sie od płacenia alimentow na wlasne dzieci, a żonę obsmarowuje na prawo i lewo, że sie w sheratonie, że do Grecji franca, sam zaś placek nowej połowicy płodzi z dumą kolejnych potomków -

      - a facetem, który wypadł z rynku pracy z roznych powodów, a przy braku formalnego kierunkowego wykształcenia (to też można zmienić, btw) - z chwilą, gdy załamał sie rynek pracownika - skończyło mu się finansowe eldorado, ale stara sie facet nie dać zwariować i robi co może, żeby życ NORMALNIE - robiąc, co się da, żeby dzieciakom niczego nie brakowało - przede wszystkim sensownych relacji w rodzinie.

      Nie rozumiem tylko, jak to jest mozliwe, po prostu nie kumam, że skoro to, co piszesz jest tak ewidentne, że Twoja pierwsza żona dostała amby w beret i grając dziećmi robi z Ciebie jelenia, drwi z wymiaru sprawiedliwości, trzaska kasę na boku i kombinuje, jak kosztem wszystkich wyjść na _swoje_ - i przez .. dobrze liczę? sześc lat procesow żaden sędzia nie wpadł na to, że stara robi zwszystkich wałka?
      • matematys Re: No dobra .. 28.11.10, 23:33
        A byłaś kiedyś w polskim sądzie? Widziałaś jak to wygląda? Bo z amerykańskimi filmami prawniczymi nie ma to wiele wspólnego...
        Wiesz, co się zdarzyło, jak straciłem pracę i zostałem bezrobotny bez prawa do zasiłku? Złożyłem wniosek o zmniejszenie alimentów i... czekałem 15 miesięcy na rozpatrzenie. Bo raz pani sędzia była chora, potem prawniczka żony prosiła o przełożenie, bo ma ślub córki...
        A wiesz, ile czasu zajęło nasłanie na mnie komornika? 6 dni po tym, jak się spóźniłem z pierwszą wpłatą. Przez wiele miesięcy pożyczałem sporą kasę, żeby płacić chociaż połowę zasądzonej kwoty. I co? Dług u komornika narastał. A system miał mnie w nosie. Ona, jak ja nie mogłem pożyczyć, poszła do Funduszu Alimentacyjnego i dostała swoje. A mnie teraz ścigają podwójnie.

        A w sprawie dzieci, ja do tej pory bardzo unikałem jakiejkolwiek walki, bo nie chciałem wciągać dzieci w to wszystko. A cokolwiek ja robiłem, to zaraz dzieci były nakręcane. Znały szczegóły pism sądowych często. Ale w końcu uznałem, że to, co się dzieje, jest dla nich bardzo szkodliwe i może niech zobaczą, że ojciec o nie walczy. Stąd ten mój blog ( nocotytato.org.pl ). Stąd dwie sprawy w sądzie i stąd próba nagłośnienia sprawy i poszukiwania ludzi o podobnych doświadczeniach. Już co najmniej 3 wpisało się i opisało swoje doświadczenia. Bardzo podobne do moich. Zresztą znam naprawdę wiele podobnych przypadków. Tylko zazwyczaj każdy się zamyka w swojej walce. Ja bym chciał też spopularyzować problem. Nagłośnić go.
    • tully.makker Podsumowujac 29.11.10, 10:30
      Miala byc historia o biednym poszkodowanym, ciezko pracujacym tatusiu, przesladowanym przez złą byłą, a wyszlo jak zwykle.

      Ja rozumiem, ze nie chce ci sie pracowa, mi tez sie nie chce. Ale mam 2 (!!!!!!!!!!!!!) i wiem, ze musze im zapewnic stosowne warunki. I tu zaczyna sie roznica. Nie wstyd ci wisiec na swojej kobiecie?
      • kammik Re: Podsumowujac 29.11.10, 11:29
        Podsumowują, to kolega chyba bierze udział w konkursie na największą ilość odsłon bloga, skoro tak skwapliwie co chwilę podaje jego adres.

        Bardzo mi się podobało święte oburzenie, że eksżona nie raczyła zadzwonić dopytując się o alimenty, tylko po 6 dniach zgłosiła sprawę do komornika. Jakoś się autor sam na siebie nie oburza, że jej nie uprzedził o swoich kłopotach finansowych.
          • matematys Re: Podsumowujac 29.11.10, 12:05
            triss_merigold6 napisała:

            > Dla mnie bardzo budująca jest szybka reakcja komornika. To miłe, bo zwykle czyt
            > a się o kompletnym zlewaniu egzekucji alimentów przez właściwe organy.

            Tutaj szybka była nie reakcja komornika tylko reakcja byłej małżonki. To ona złożyła sprawę u komornika kilka dni po tym, jak się nie wyrobiłem. Na szczęście wygląda na to, że dzięki temu łatwo mi będzie wykazać przed sądem jej złą wolę. Bo, jak twierdzą prawnicy, zaleganie z jedną ratą może być co prawda podstawą do egzekucji, ale dla każdego sądu podjęcie egzekucji w takiej sytuacji jest jasnym dowodem na pieniactwo i złą wolę.

            A istotna jest różnica w reakcji organów na sytuację. Kiedy ona się zgłosiła 6 dni po opóźnieniu do komornika, sprawa została podjęta natychmiast. Kiedy ja po utracie zarobków złożyłem wniosek o obniżenie alimentów, Sąd czekał 15 miesięcy, żeby się zebrać i w ogóle rozważyć...

            To może w jakimś sensie budować, ale pytanie, gdzie jest równouprawnienie i sprawiedliwość społeczna...
        • matematys Re: Podsumowujac 29.11.10, 11:59
          kammik napisała:

          > Bardzo mi się podobało święte oburzenie, że eksżona nie raczyła zadzwonić dopyt
          > ując się o alimenty, tylko po 6 dniach zgłosiła sprawę do komornika. Jakoś się
          > autor sam na siebie nie oburza, że jej nie uprzedził o swoich kłopotach finanso
          > wych.
          Tak się składa, że uprzedził. I obiecał, że zrobi wszystko, żeby móc zabezpieczyć byt dzieci...
          Ale po co wnikać w szczegóły? Przecież i tak wiadomo - faceci są źli a kobiety święte. Prawda? Nie warto analizować, zastanawiać się, pytać... I po co czytać podane informacje? To takie męczące...
          • kammik Re: Podsumowujac 29.11.10, 12:37
            Przeczytałam dokładnie, z rosnącym rozbawieniem. Dlaczego zatem dramatycznie i retorycznie pytałeś czemuż to, ach czemuż eksżona nie zadzwoniła z pytaniem o alimenty, jeno kurcgalopkiem pognała do komornika, skoro, jak teraz twierdzisz, skrupulatnie uprzedzałeś i obiecywałeś?

              • matematys Re: oj kammiku 29.11.10, 14:48
                To fajne, jak Panie tu rozmawiacie. Kursy z polowania z nagonką chyba pokończone z wyróżnieniem.
                Mnie najbardziej boli to, jaki wpływ cała sytuacja ma na dzieci, jak one są wykorzystywane w charakterze zakładników. Jak się nimi manipuluje i ma w nosie. Jak to lepiej podrzucić dzieci znajomym niż pozwolić im na bycie z ojcem. Ale widzę, że Panie doświadczone. Wiedzą, że w życiu liczy się kasa. I to jest najważniejsze. I tym warto się zajmować. A kto jest winien? Przecież to oczywiste. Każda z Pań wie jeszcze zanim cokolwiek przeczyta. W końcu czytanie jest takie nudne. A bez wiedzy łatwiej jest się wyżyć na przedstawicielu tej złej, brzydkiej płci...
                • kammik Re: oj kammiku 29.11.10, 15:03
                  Nie odpowiedziałeś - jakim cudem oczekiwałeś od eksżony telefonu w sprawie opóźnionych/niezapłaconych alimentów, skoro, jak twierdzisz, sam taki telefon wykonałeś?
                  • matematys Re: oj kammiku 29.11.10, 16:17
                    kammik napisała:

                    > Nie odpowiedziałeś - jakim cudem oczekiwałeś od eksżony telefonu w sprawie opóź
                    > nionych/niezapłaconych alimentów, skoro, jak twierdzisz, sam taki telefon wykon
                    > ałeś?

                    Nie napisałem, że spodziewałem się telefonu. Powiedziałem, że nawet nie zadzwoniła zapytać się. Od dwóch tygodni wiedziała, że straciłem pracę. Powiedziałem jej, że będę się starał, ale muszę się zorganizować, poukładać. Nie przez telefon nawet, ale osobiście jej to powiedziałem. I tyle.

                    Jeżeli jesteś rzeczywiście zainteresowana, to mogę wszystko dokładniej opisać. Ale mam wrażenie, że nie o to Ci chodzi, żeby się czegoś dowiedzieć, więc się na razie nie rozpisuję.
      • matematys Re: Podsumowujac 29.11.10, 12:01
        tully.makker napisała:

        > Miala byc historia o biednym poszkodowanym, ciezko pracujacym tatusiu, przeslad
        > owanym przez złą byłą, a wyszlo jak zwykle.
        >
        > Ja rozumiem, ze nie chce ci sie pracowa, mi tez sie nie chce. Ale mam 2 (!!!!!!
        > !!!!!!!) i wiem, ze musze im zapewnic stosowne warunki. I tu zaczyna sie roznic
        > a. Nie wstyd ci wisiec na swojej kobiecie?
        >
        Tak się składa, że pracuję i staram się jak się da. Problem jest zupełnie gdzie indziej. I jakbyś poczytała zarówno tutaj, co pisałem, jak i na blogu, to byś wiedziała. Ale po co się męczyć, skoro stereotypy są takie wygodne, nieprawdaż?
          • matematys Re: Podsumowujac 29.11.10, 16:22
            tully.makker napisała:

            > Przeczytal=am to, co tu wypisujesz i naprawde mi wystarczylo.

            A, to trzeba było od razu powiedzieć, że Cię nie interesuje poznanie czegokolwiek, ale polowanie z nagonką. Ja generalnie nie zajmuję się specjalnie stroną finansową całości. Ale Wy wolicie rozmawiać o tym, co dla Was ważne. Bo to co nas podnieca, to się nazywa kasa...
            A dzieci? A, to taka forma lokaty... Z tego są pieniądze... Nieprawdaż?
            Prawda, że fajnie się rozmawia stereotypami? Bardzo łatwo każdego zaszufladkować. A facet, rozwiedziony - znaczy szuja. O samotna matka - biedactwo...
            Przyznam się, że po forum dyskusyjnym na temat życia rodzinnego spodziewałem się trochę więcej niż to, co można znaleźć w brukowcach czy brazylijskich serialach. Ale widzę, że myślenie męczy a stereotyp króluje. Cóż, tak jest pewnie łatwiej. Tylko czy uczciwiej?
            • rennie77 Re: Podsumowujac 29.11.10, 23:17
              nie orientuje sie w statystykach, moge sie opierac tylko na doswiadczeniu wlasnym, mojej rodziny oraz moich znajomych, a z tego wynika to co wynika.
              tak, kasa jest wazna, bo miloscia niestety sie dzieci nie nakarmi, nie wyleczy, nie wyedukuje, nie zapewni sie im przyszlosci.
              nie przemawia do mnie tekst o tym, ze zdecydowales sie na dziecko, bo partnerka stwierdzila, ze jakby co, to je wykarmi i prawde mowiac nie wierze w to, ze nie mozesz znalezc lepszej pracy. co do tekstu o tym, ze pracujac nie masz czasu szukac czegos innego... nie chce cie martwic, ale wiekszosc ludzi w tym kraju tak funkcjonuje. pracuja, ale szukaja czegos lepszego, rozsylajac setki cv miesiecznie. sa tacy, ktorym to sie nawet udaje, to, czyli zmiana pracy na lepsza i... zmiana placy na lepsza. robia to majac na glowie rodzine, kredyty do splacenia, itd.
              nie szufladkujemy cie. w pierwszym poscie bylo jeszcze ok, a pozniej zaczelo sie sypac. dla mnie jezyk twojego bloga jest tendencyjny i przerysowany. jego lektura zmeczyla mnie juz po jednym czy dwoch postach.
              krzyczysz o szufladkowaniu, a to jak opisujesz swoja eks, nie pozostawia zadnych watpliwosci- jestes w tym bardzo nieobiektywny i na kilometr to pachnie pogarda.
              podsumowujac- nie jestes dla mnie wiarygodny.
              • matematys Re: Podsumowujac 30.11.10, 12:03
                Szanowna rennie77,
                Smutno mi, że nie podoba Ci się język którym piszę swój blog. Na to nie ma rady.
                Dla porównania mogę tylko podać cytat z pewnego listu od organizacji ojcowskiej, który właśnie wczoraj dostałem.
                "Podczas wyborów, głosowanie zależne jest od punktu siedzenia, a szczególnie propagandy, poprawnej feministycznej telewizorni. Osoby mało inteligentne, duża część humanistów,zboczeni itd., około 70 procent społeczeństwa, przedkłada swoje doraźne dobro nad dobro ogółu i naturalne prawa, głosują za kiełbasą wyborczą. Prawie nigdy nie posiadają żadnych oszczędności, najczęściej żyją na kredyt. Dziś chcą dobrze żyć a co będzie jutro to już ich nie interesuje bo nie będzie ich na tym świecie. Jest to patologiczne, chore myślenie. Takie jednostki nie powinny mieć prawa głosu, gdyż nie mają zdrowego prawidłowego światopoglądu, głosują na osoby o swoich poglądach, doprowadzając kraje do zapaści gospodarczych i etycznych."

                No to powiedz, czy ja mówię językiem typowym dla wrednych ojcowskich organizacji.

                Natomiast co do obiektywizmu, to zdaje się, że blog to nie jest forma pracy naukowej, ale raczej wyrazem własnych przeżyć i przemyśleń. Obiektywizm nie jest tu wielką wartością. Wartością jest poszanowanie dla innych czy próba zrozumienia różnych stanowisk. Dostałem też ostatnio adres do bloga innego ojca. Nie podam go, bo to sprawa osobista, on wskazuje wprost na swoje dzieci, podaje imiona, zdjęcia... A w mailu do mnie napisał między innymi: "Prowadziłem kiedyś podobnego bloga do Twojego. Tylko że leciałem hardcorem." I taka jest prawda.

                Ja to widzę tak - są zakleszczone w swoich poglądach i emocjach strony. Wojujące samotne matki i wojujący samotni ojcowie. Ja próbuję wejść gdzieś pomiędzy. Pokazać bez siania nienawiści, jak wygląda rzeczywistość człowieka doprowadzonego pod ścianę. Dla wojujących matek będę nadal tym samym wrogiem. Dla wojujących ojców staję się niewiarygodny, bo zbyt układny.
                Ale trudno, spróbuję jakoś na tej pozycji wytrzymać. Może Ci mniej zacięci, o bardziej otwartych umysłach, coś zauważą? Może z czasem to zrozumienie się poszerzy, upowszechni?

                Nie wierzysz mi? Trudno. Może nie umiem Cię przekonać. Ale czy zrobiłem Tobie jakąś krzywdę? Dlaczego ziejesz do mnie niechęcią i mnie tępisz? Nie chcę oceniać Twojego pisania, żebyśmy się nie zakleszczyli we wzajemnych oskarżeniach i pomówieniach. Mam prośbę - jeżeli nie chcesz rozmawiać o równości szans ojca i matki w wychowaniu dzieci po rozwodzie, to po prostu nie musisz pisać w tym wątku. Próba przeniesienia dyskusji na kasę jest bez sensu, bo nie ona mną tutaj powoduje i nie chce mi się nawet rozwijać tego wątku. Dla mnie ważne są dzieci.
                • triss_merigold6 Re: Podsumowujac 30.11.10, 12:47
                  Ale drogie dzieciątka nie żyją manną z nieba tylko kosztują: ciuchy, przyzwoite wyżywienie, składki (w zwykłej publicznej szkole), zajęcia pozalekcyjne, leki, czasem specjalista prywatnie, wyjazd na ferie, wyjazd na wakacje etc.
                  • matematys Re: Podsumowujac 30.11.10, 16:31
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Ale drogie dzieciątka nie żyją manną z nieba tylko kosztują: ciuchy, przyzwoite
                    > wyżywienie, składki (w zwykłej publicznej szkole), zajęcia pozalekcyjne, leki,
                    > czasem specjalista prywatnie, wyjazd na ferie, wyjazd na wakacje etc.

                    Tak się składa, że nie w zwykłej publicznej szkole, bo mamusia ma kasę, żeby dzieci posyłać do prywatnych, Które co prawda gorzej uczą, ale za to można wykazać wysokie koszty.
                    Ja nie mam żadnego problemu z zadbaniem o dzieci. Wiem ile to kosztuje. Od lat mówię, że mogą mieszkać ze mną i z cała pewnością nie będą chodziły niezadbane.

                    Ale ja rozumiem, Triss, że jak dzieci są lokatą, to się inaczej podchodzi do sprawy...
                  • matematys Re: Podsumowujac 30.11.10, 16:32
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Ale drogie dzieciątka nie żyją manną z nieba tylko kosztują: ciuchy, przyzwoite
                    > wyżywienie, składki (w zwykłej publicznej szkole), zajęcia pozalekcyjne, leki,
                    > czasem specjalista prywatnie, wyjazd na ferie, wyjazd na wakacje etc.

                    Triss, a poza tym ponownie próbujesz wszystko sprowadzić do kasy. Zastanawiam się, czy na forum życie rodzinne piszą wyłącznie finansiści? Bo o sprawach ważnych dla dzieci jakoś nikt nie chce rozmawiać, ale o kasie wszyscy...
                    • triss_merigold6 Re: Podsumowujac 30.11.10, 16:59
                      Wystarczająco długo czytałam forum "W stronę ojca", żeby zorientować się gdzie tkwi źródło problemu wielu tatusiów, którzy uważają, że za komiczną kwotę w guście 300-400 zł i dziecko się utrzyma i eksia poszaleje w spa. Ojcowie z niewiadomego powodu uważają, że opieka naprzemienna rozwiąże problem kosztów, co nie jest prawdą, bo poza bieżącym utrzymaniem są wydatki na właśnie kolonie/obozy, lekarzy, rower, gadżety, książki, imprezy dziecięce etc.

                      Nie, dziecko nie jest dla mnie lokatą kapitału, 600 zł alimentów trudno traktować jako lokatę, biorąc pod uwagę, że sama wydaję na dziecko znacznie więcej i poświęcam mu znacznie więcej czasu. I jakoś mogę pracować na etat i dorabiać w soboty, żeby dziecku oraz sobie zapewnić przyzwoity standard życia. W sumie miło, że bardzo mnie odciąża aktualny partner, bo ojciec dziecka nie jest na tyle dyspozycyjny, aby np. każde pół weekendu potomkowi poświęcić.
                      Podsumowując: żale ojców po rozwodach niespecjalnie mnie ruszają. Musiałeś wiedzieć jaki Twoja była ma stosunek do kwestii finansowych kiedy fundowaliście sobie trójkę dzieci więc teraz nie udawaj zaskoczonego.
                      Ustal ile czasu i w jakich terminach możesz poświęcić dzieciom i złóż pozew o ustalenie kontaktów, a potem przestrzegaj i egzekwuj. Będziesz miał wyrok sądu, że 2x w tygodniu po 3 godziny + co drugi weekend, to się stosujcie i tyle. Żadna filozofia.
                      • matematys Re: Podsumowujac 30.11.10, 19:56
                        triss_merigold6 napisała:

                        > Ustal ile czasu i w jakich terminach możesz poświęcić dzieciom i złóż pozew o u
                        > stalenie kontaktów, a potem przestrzegaj i egzekwuj. Będziesz miał wyrok sądu,
                        > że 2x w tygodniu po 3 godziny + co drugi weekend, to się stosujcie i tyle. Żadn
                        > a filozofia.

                        Jakie to wszystko proste... Wyobraź sobie, że mamy od dawna ustalone kontakty. I co? Najstarszego syna nie widziałem prawie rok. Córka od dawna "jest chora" co drugi tydzień. Wszystko, żeby tylko jak najmniej czasu dzieci spędziły ze mną. Czytałaś mój post pod tytułem Konflikt terminów? O tym, jak w moim czasie i w moje 40 urodziny mamusia chciała zabrać córkę? Jak przysłała potajemnie swojego ojca, który czekał za rogiem żeby córka wybiegła i on ją przejmie?
                        Łatwo jest pisać, że trzeba się dogadać. Tak się składa, że od półtora roku ex ustanowiła pełnomocnika do spraw kontaktów ze mną. Wyobrażasz sobie? Ustalamy, jak będą zorganizowane wakacje przez prawniczkę. Kiedy ja do niej piszę z pytaniami, na odpowiedź mogę czekać miesiące (choćby i bezskutecznie). Kiedy ona chce (prawniczka), to mi pisze mailem, że w ferie dzieci będą u mnie w drugim tygodniu. Pisze o tym na 3 godziny przed początkiem ferii.
                        Problem nie jest w ustaleniu formalnym. Problem jest w faktycznej realizacji ustaleń.

                        Aha, a co do świadczeń na rzecz dzieci, to ja jestem w stanie moje dzieci utrzymywać. Mam rodzinę, która chętnie pomoże mi, jeżeli sam się nie wyrobię. Ale się przekonała, jak matka zarządza pieniędzmi i na pewno nie pomoże mi w przekazywaniu pieniędzy matce. Bo ona zawsze ma na aparat korekcyjny do zębów dla siebie, na fryzjera, na wakacje zagraniczne, ale na dzieci jakoś nie starcza... Ja od czasu rozstania nigdzie nie wyjechałem na wakacje bez dzieci. Dla mnie to nie miałoby sensu. Ona czeka, aż się pozbędzie dzieci, żeby wyjechać. Albo podrzuca dzieci swoim rodzicom - broń Boże nie do ojca, który co prawda zawsze jest gotowy je przyjąć, ale nie wolno, bo sąd nie pozwolił ;-) Tak to wytłumaczyła dzieciom...

                        A co do egzekwowania, to niestety to nie jest takie proste. Nawet jak się wezwie policję i pokaże wyrok sądu, że teraz jest mój czas, to policja co najwyżej sprawdzi, czy dzieci są na miejscu, czy się im nie dzieje krzywda i na tym koniec.
                    • triss_merigold6 I jeszcze jedno 30.11.10, 17:22
                      I jeszcze jedno: czyj jest dom? W jednym wpisie piszesz o eks, że mieszka we WŁASNYM domu, a w innym, że nie masz prawa wstępu do WŁASNEGO domu. Tak pięknie to nie ma - nieruchomość musi mieć właściciela/właścicieli. Jakieś sądowe ustalenia w zakresie korzystania z chaty były? Jeśli Twoja to możesz sprzedać/wynająć, jeśli wspólna - sądowy podział, jeśli eksi - to Cię w ogóle nie powinno interesować czy masz tam wstęp czy nie.
                      • matematys Re: I jeszcze jedno 30.11.10, 21:21
                        triss_merigold6 napisała:

                        > I jeszcze jedno: czyj jest dom? W jednym wpisie piszesz o eks, że mieszka we WŁ
                        > ASNYM domu, a w innym, że nie masz prawa wstępu do WŁASNEGO domu. Tak pięknie t
                        > o nie ma - nieruchomość musi mieć właściciela/właścicieli. Jakieś sądowe ustale
                        > nia w zakresie korzystania z chaty były? Jeśli Twoja to możesz sprzedać/wynająć
                        > , jeśli wspólna - sądowy podział, jeśli eksi - to Cię w ogóle nie powinno inter
                        > esować czy masz tam wstęp czy nie.

                        Wspólny. Podział w najbliższym czasie pewnie się zacznie i pewnie potrwa latami, jak znam życie. Już widziałem podrabiane dokumenty w tej sprawie... Złożyła już raz wniosek, ale sąd oddalił. Teraz złożyła ponownie.

                        A jak pisałem, że mieszka we własnym, miałem na myśli, że nie wynajmuje, nie musi nikomu płacić. Ustaleń co do korzystania nie było. Ale ja mam połowę majątku, z którego nie mogę skorzystać w żaden sposób...
                        • tully.makker Re: I jeszcze jedno 01.12.10, 12:05
                          No ale przeciez to ty zaczales o kase, i owa kasa ociekaja wszystkie twoje posty.

                          Mam w domu przyklad faceta, ktory placi dosc wysokie jak na swoj poziom dochodow, alimenty, dodatkowo obkupuje corke w miare potrzeb, ciezko na to pracuje i nie o pieniadzach glownie mowi, tylko o relacjach z dzieckiem.

                          Ale to jest facet i ojciec. Nie tak jak ty.
                          • matematys Re: I jeszcze jedno 01.12.10, 12:25
                            Ja też obkupuję dzieci. I robię im różne rzeczy sam - szyję, na drutach swetry itp. Poza tym mam alimenty orzeczone w wysokości wyższej niż zarobki. I nie zaczynałem o kasie. Cały mój blog jest poświęcony kłopotom w kontaktach z dziećmi. Temu, że matka woli podrzucić dzieci gdziekolwiek niż żeby były z ojcem. Sprawy finansowe są tam drobnym uzupełnieniem dla kompletności. Ale pewnie nie zaglądałaś tam specjalnie, bo po co? Przecież i tak wiesz kim jestem i o co mi chodzi, nieprawdaż?

                            Nic, ale widzę, że już schodzimy na poziom rzucania obelgami... Przepraszam, ale się nie odwdzięczę i nie będę komentował Twojego zachowania i wypowiedzi.
                              • matematys Re: I jeszcze jedno 01.12.10, 21:58
                                tully.makker napisała:

                                > Chlopie, jak bede chciala sobie poczytac grafomanskie wypociny, to sobie poczyt
                                > am coelho.

                                To miłe, co do mnie piszesz. Ale przykro mi, ja na tym poziomie nie umiem, więc dziękuję bardzo za rozmowę i pozdrawiam serdecznie ;-)
                • rennie77 Re: Podsumowujac 30.11.10, 21:31
                  po pierwsze to nie tepie cie ani nie zieje niechecia, wskazuje tylko na pewne niespojnosci w twoich opisach, ktore jak dla mnie powoduja, ze jestes malo wiarygodny.
                  nie napisalam tez chyba nigdzie, ze mowisz 'językiem typowym dla wrednych ojcowskich organizacji'. napisalam, ze masz pewna drazniaca maniere, jesli chodzi o formulowanie swoich mysli i ciezko poprzez to ujrzec jakies fakty.
                  nie twierdze, ze nie ma matek, ktore uzywaja dzieci w rozgrywkach z ich ojcami, a co wiecej, uwazam to za karygodne. niestety wiekszosc matek, ktore znam zacheca ojcow do kontaktu i wymaga tylko wspoluczestnictwa w utrzymaniu i wychowaniu wspolnych dzieci. panstwo nie gwarantuje im wielkiej pomocy, takze ich niechec wobec tych ojcow, ktorzy nie wywiazuja sie ze swoich zobowiazan wobec dzieci, ktore splodzili oraz ich samych, czyli kobiet, ktore te dzieci urodzily i wychowuja, wydaje mi sie dosyc zrozumiala.
                  oczywiscie zgadzam sie, ze ludzie po rozstaniu czesto trzymaja siebie nawzajem i wlasne dzieci jako zakladnikow, jednak to o czym piszemy nie jest proba przeniesienia rozmowy 'na kase'. sam wydajesz sie, uzywajac twojego sformulowania 'zakleszczony' i dajesz tego przyklady, jak i przedstawiasz nam przyklady ilustrujace twoja zla wole, ktora tez jest dowodem 'zakleszczenia'.
                  trywializujesz problem i choc wymagasz zrozumienia, sam odmawiasz przyjecia jakichkolwiek racji drugiej strony. po tej wymianie mysli wiem juz, ze sie nie zrozumiemy, ale przeciez nie musimy.
                  • matematys Re: Podsumowujac 30.11.10, 21:55
                    Po pierwsze ;-)
                    Prezentujesz bardzo jednostronny punkt widzenia. Nie zastanawiasz się nad sytuacją tylko na podstawie swoich przekonań wyrażasz swoje oceny.
                    Blog z natury rzeczy nie jest filmem dokumentalnym. Przykro mi, że nie pasuje Ci mój styl. Na szczęście miałem też zupełnie przeciwne opinie, więc na razie nie zmieniam stylu.

                    Nie wymagam zrozumienia, oczekuję uczciwości - interesuje Cię temat, poznaj go zanim wydasz osąd. Nie interesuje Cię poznanie, po prostu nie wydawaj sądów. Proste...

                    Aha, a w sprawie tego, jacy ludzie są na świecie a jakich nie ma...
                    Ile znasz matek ściganych przez komornika, wpisanych do krajowego rejestru dłużników, z zablokowanymi kontami bankowymi? Kiedy podpisałem umowę o pracę, następnego dnia zawiozłem ją do komornika, żeby wiedział skąd ściągać pieniądze. Już wtedy wiedziałem, bo próbowałem wiele razy, że ex nie będzie chciała, żebym płacił bezpośrednio. A wiesz, ile kasy pochłonęły koszty komornika? A ile odsetki z Funduszu Alimentacyjnego? Co najmniej moje pełne półroczne alimenty. Ta kasa mogła ode mnie dotrzeć do dzieci, ale pewna pani wolała, żeby to przejęli urzędnicy...
                    Jak znasz jakieś fakty z drugiej strony, to wal śmiało. Ale nie próbuj stawiać siebie w roli mojej ex, bo chyba jej nie znasz i sądzę, że gdybyś poznała, zdziwiłabyś się...
                    • rennie77 Re: Podsumowujac 30.11.10, 22:22
                      po rozwodach i rozstaniach dzieci zazwyczaj zostaja przy matkach, a wiec sila rzeczy niewiele jest pewnie matek, ktore nie placa na swoje dzieci, to zas sprawia, ze jeszcze mniej moze byc tych sciganych przez komornika.
                      nie zmuszam cie do zmiany stylu. linkujesz swoj blog i zachecasz do czytania, a wiec wydaje na jego temat opinie. napisz szczerze, ze interesuja cie jedynie pochlebne recenzje.
                      nie znam historii od strony 'pewnej pani'. wiem tylko tyle, ile nam napisales, a juz po tym wydaje mi sie, ze ta 'pewna pani' moze miec 'pewna' doze racji uwazajac, ze ktos powinien cie zmusic do placenia na swoje dzieci.
                      • matematys Re: Podsumowujac 30.11.10, 22:36
                        rennie77 napisała:

                        > po rozwodach i rozstaniach dzieci zazwyczaj zostaja przy matkach, a wiec sila r
                        > zeczy niewiele jest pewnie matek, ktore nie placa na swoje dzieci, to zas spraw
                        > ia, ze jeszcze mniej moze byc tych sciganych przez komornika.
                        A dlaczego zazwyczaj dzieci zostają przy matkach? Tu jest pierwszy błąd systemu!

                        > nie zmuszam cie do zmiany stylu. linkujesz swoj blog i zachecasz do czytania, a
                        > wiec wydaje na jego temat opinie. napisz szczerze, ze interesuja cie jedynie p
                        > ochlebne recenzje.
                        Recenzje są super, ale znacznie bardziej interesuje mnie zgłębienie problemu i dyskusja merytoryczna.

                        > nie znam historii od strony 'pewnej pani'. wiem tylko tyle, ile nam napisales,
                        > a juz po tym wydaje mi sie, ze ta 'pewna pani' moze miec 'pewna' doze racji uwa
                        > zajac, ze ktos powinien cie zmusic do placenia na swoje dzieci.
                        Tak, to już zauważyłem, że zmuszanie jest Twoim żywiołem... Po co z kimkolwiek współpracować, po co coś ustalać? Ojciec nie jest od wychowywania dzieci tylko od utrzymywania. Żeby matka mogła wychować dzieci w nienawiści do ojca. A przynajmniej bez jego udziału...
                        • rennie77 Re: Podsumowujac 30.11.10, 22:49
                          no teraz to juz pojechales po bandzie. komornik to zazwyczaj ostatnia szansa na egzekucje zaleglych alimentow.
                          tak ojcowie sa od utrzymywania dzieci, co doskonale ilustruje twoj przyklad- trojka dzieci utrzymywana przez eks, czwarte przez obecna partnerke. tak wlasnie instrumentalnie sa traktowani mezczyzni. moj eks tez chce placic na swoje dziecko, tylko po prostu wszystko sie przeciw niemu sprzysiega. on podobnie jak i ty jest przykladem doskonale swiadczacym o tym jak to mezczyzni utrzymuja swoje dzieci, bo ja nasze dziecko utrzymuje od prawie trzech lat. jestem tez tak podla, ze do tej pory nie wystapilam o alimenty, bo myslalam, ze czlowiek, z ktorym zylam i ktorego kiedys kochalam, bedzie na tyle uczciwy, zeby placic bez zmuszania, ze wystarczy dzentelmenska umowa.

                          nie chce mi sie juz otwierac nowej dyskusji na temat tego dlaczego dzieci zazwyczaj zostaja przy matkach.
                          dziekuje ci za rozmowe.
                          • matematys Re: Podsumowujac 30.11.10, 23:17
                            Widzisz, a ja w czasie małżeństwa i kiedy się rozstaliśmy utrzymywałem ją i dzieci tak długo, jak długo miałem z czego. 4 lata to trwało. Nie było żadnych problemów. Płaciłem tyle, że jak później 3/4 tego zostało zalegalizowane przez sąd i przyszedł komornik, to powiedział, że w jego okręgu jestem na drugim miejscu co do wysokości kwot. A Pani Matka jak jej zrobiłem pracownię, żeby mogła się realizować i zarabiała jakieś pieniądze, to one nie były na utrzymanie domu, ale to były tylko jej pieniądze.
                            Jak byłem bezrobotny to pożyczałem kasę, żeby płacić na dzieci. Jak dostałem pracę natychmiast pobiegłem do komornika, żeby wiedział, skąd zabierać kasę...
                            Taki jestem wredny. A dzieci... chciałem, żeby mieszkały ze mną i nie chciałem żadnych alimentów od matki. Wnosiłem o to w sądzie. Niestety, bez skutku, bo sąd uważa, że lepsza jest zła matka niż dobry ojciec. I tyle w tym temacie. Nadal jestem gotowy je utrzymywać. I jestem w stanie to robić. Jak będą mieszkać ze mną. Jak nie mieszkają ze mną, mogę oddawać ich matce 60% wynagrodzenia zgodnie z prawem. Niestety, moje wynagrodzenie jest mniejsze niż moje alimenty, więc zadłużenie narasta. A to, co jest, i tak idzie głównie na komornika i Fundusz Alimentacyjny.

                            Sorry, ja rozumiem, że Ty masz ciężką sytuację i że dużo robisz dla swojego dziecka i że traktujesz uczciwie ojca swojego dziecka, chociaż on nie do końca staje na wysokości zadania.
                            Nie rozumiem tylko, na jakiej podstawie twierdzisz, że ja nieuczciwie traktuję matkę moich dzieci i że ona jest w porządku.

                            A co do dyskusji o tym dlaczego dzieci zazwyczaj zostają przy matkach, to może smutno, że nie chcesz jej podjąć. Bo po pierwsze sądzę, że ona jest znacznie bardziej istotna, niż ta o kasie, a po drugie... może czasami to taki stosunek sądów do ojców jest przyczyną ich braku odpowiedzialności? Jeżeli społeczeństwo, sądy, matki, uważają, że ojcowie sa nieodpowiedzialni i że nie mogą się zajmować dziećmi, to może oni się w ten sposób stają trochę nieodpowiedzialni? Uważają, że nie muszą się starać?
    • aadzia21 krecia robota 01.12.10, 09:38
      Czytam Twój blog i Twoje wpisy tutaj i mam coraz mniej zrozumienia dla Ciebie. Wiem, że ojcom rzadziej się przyznaje dzieci, matki są w tej kwestii faworyzowane przez prawo (prawników), ale tak sobie myślę, że w tej sytuacji to chyba lepiej. Twoja żona, którą tu dyskredytujesz, radzi sobie w nowej rzeczywistości i to mimo że właśnie z nią zostały dzieci. Ty zaś utyskujesz, że nie możesz znaleźć pracy itp. itd. I to mając 100% wolnego czasu. Co gdyby dzieci były z Tobą? Gdybyś musiał rano porozwozić je do przedszkola/szkoły, po południu odebrać, zrobić obiad, dopilnować lekcji/pobawić się, posprzątać i wykonać jeszcze tysiąc innych czynności wokół. Jak wówczas szukałbyś pracy? Chyba skończylibyście na ulicy.
      Nazywasz się samotnym ojcem (i rzekomo przez to nie możesz znaleźć dobrej pracy), a przecież jesteś ojcem dochodzącym, z wszystkimi wadami, ale i zaletami tej sytuacji. To jakieś nieporozumienie.
      Robisz krecią robotę innym ojcom, którzy w podobnej do Twojej sytuacji radzą sobie zupełnie inaczej.
      • matematys Re: krecia robota 01.12.10, 11:57
        Przepraszam, ale o kim piszesz? Bo chyba nie o mnie.
        Skąd wiesz, jakie mam kontakty z dziećmi? Co to znaczy, że mam 100% wolnego czasu? I kto utyskuje, że nie może znaleźć pracy? I na jakiej podstawie twierdzisz, że nie rozwożę i nie odbieram dzieci?
        Nie wiesz, o czym piszesz, ale nie stronisz od osądów. Nie jest to zbyt ładne zachowanie...
        A co do innych ojców, to kilku z nich skomentowało wpisy na moim blogu. Kilku innych napisało do mnie prywatnie. Oni zazwyczaj w znacznie ostrzejszych słowach wyrażają swoje niezadowolenie z systemu.

        Aha, nie wiem dlaczego wiele osób uważa, że ja narzekam. Nie narzekam, ale staram się pokazać, jak wygląda sytuacja osoby w takiej sytuacji, w jakiej jest bardzo wielu ojców w Polsce. Ja żyję i staram się znosić z godnością niesprawiedliwości losu. Podobnie jak większość samotnych ojców. Jedni lądują w przytułkach dla bezdomnych, inni na garnuszku rodziny, jeszcze inni w wariatkowie. A przeważająca większość cierpi w milczeniu. Niesłusznie. Gdyby kobiety nie zaczęły się 100 lat temu domagać równości, bylibyśmy dzisiaj w znacznie gorszym świecie. Teraz kolej na ojców. W większości cywilizowanych krajów wygląda to zupełnie inaczej niż u nas. Ale dzięki temu mamy wzorce i łatwiej jest podążać w tym kierunku. Niestety, spora część społeczeństwa myśli właśnie tak, jak niektóre panie piszące tutaj - że zadaniem ojca jest płacić i przypadkiem nie wtrącać się do spraw dzieci. Liczę, że to się kiedyś skończy.
        Aha, Aadziu21, gdybyś rzeczywiście czytała mój blog, to byś nie pisała takich rzeczy jak piszesz. Tam jest znacząco więcej informacji i jest ewidentne i oczywiste, że sprawami "bytowymi" czy "finansowymi" czy pracą zajmuję się zupełnie marginalnie... Szkoda, że tak łatwo człowieka zaszufladkować nawet bez próby wysłuchania go.
        • aadzia21 Re: krecia robota 01.12.10, 12:13
          Dyskusja z Tobą jest niemożliwa, ponieważ przemawia przez Ciebie bardzo głębokie poczucie niesprawiedliwości losu (że posłużę się cytatem z Twojego postu). Tacy ludzi nie mają obiektywnego osądu rzeczywistości i nie są w stanie przyjąć innego niż własny punkt widzenia. Dlatego bez odbioru.
          • matematys Re: krecia robota 01.12.10, 12:29
            aadzia21 napisała:

            > Dyskusja z Tobą jest niemożliwa, ponieważ przemawia przez Ciebie bardzo głęboki
            > e poczucie niesprawiedliwości losu (że posłużę się cytatem z Twojego postu). Ta
            > cy ludzi nie mają obiektywnego osądu rzeczywistości i nie są w stanie przyjąć i
            > nnego niż własny punkt widzenia. Dlatego bez odbioru.

            Przepraszam, a próbowałaś podjąć jakąś dyskusję? Zapytać się o coś, czegoś dowiedzieć? Jakoś nie zauważyłem...
            Wiesz, kilka osób napisało do mnie z tego blogu i z tego forum. Pytają, próbują zrozumieć. Są bardzo krytyczne do mnie, ale starają się czegoś dowiedzieć. I odpowiadają na to, co ja piszę. Zadają kolejne pytania, wyjaśniają wątpliwości. Ale są też takie osoby, które jak Ty nie chcą się niczego dowiedzieć, bo by im to mogło zakłócić ich jasną wizję świata... Cóż, chyba nie ma na to rady... A, najbardziej uwielbiam teksty z Tobą się nie da rozmawiać ;-) I Szybkie zaszufladkowanie - "tacy ludzie..." ;-) Grunt, to mieć silne poczucie własnej racji.
        • rennie77 Re: krecia robota 01.12.10, 21:16
          nie, zadaniem ojca jest wspol-utrzymywac i wspol-wychowywac dziecko.
          widzisz, ty podajesz tak duzo sprzecznych informacji, ze az glowa boli, wiec zeby wypunktowac tylko kilka:
          'nie mam czasu na szukanie innej pracy'- ale masz czas na robienie swetrow...
          'nie place alimentow, zarabiam marnie, moja partnerka utrzymuje nasze wspolne dziecko'- ale 'obkupujesz' dzieci.
          szkoda, ze sprawami bytowymi i finansowymi zajmujesz sie tylko marginalnie, bo one sa niestety bardzo wazne, szczegolnie w czasach kryzysu.
          • matematys Re: krecia robota 01.12.10, 22:10
            rennie77 napisała:

            > szkoda, ze sprawami bytowymi i finansowymi zajmujesz sie tylko marginalnie, bo
            > one sa niestety bardzo wazne, szczegolnie w czasach kryzysu.

            No właśnie... Jak dzieci chodzą do płatnych prywatnych szkół, jak jeżdżą na obozy żeglarskie, jak ich mamusia jeździ na zagraniczne wakacje, to chyba biedy nie klepią... Więc nie uważam, żeby to był najważniejszy temat. I nie zamierzam się nim zajmować więcej, niż na to zasługuje. Ja nie miałem wpływu na wybór takich szkół. Prosiłem, próbowałem znaleźć jak najlepsze, ale ona miała inną koncepcję. Czesne w tych szkołach pochłaniało całe moje alimenty, kiedy trójka chodziła do płatnych szkół. Kiedy najstarszy poszedł do publicznego liceum, to się nieco zmniejszyło.
            Ale naprawdę, nikt mnie nie przekona, że dzieci przymierają głodem, kiedy ich matka w wieku prawie 40 lat sobie montuje nowoczesny aparat na zębach, wakacje spędza zagranicą, a co drugi, trzeci weekend jeździ w góry albo na Mazury...
            Naprawdę nie widzę powodu, żeby się koncentrować na tym aspekcie.
              • hedgie Re: krecia robota 02.12.10, 00:28
                Nie rozumiem twojej odpowiedzi. Facet przecież mówi, że chce łożyć ile może. Zdaje się, że problem polega na tym, że mamusia chce, żeby łożył więcej. Jestem kobietą po rozwodzie i powiem wam, że jak patrzę na mamuśki to zupełnie nie rozumiem stereotypu biednej matki Polki uciśnionej. Mój były płaci tyle, ile się zgodził płacić. Jaki byłby sens, gdybym chciała więcej niż on może płacić? Mam mu życie rujnować dla sportu? Moje dzieci mają tyle, na ile mogę sobie pozwolić. Gdybym była wredna mogłabym byłego ciągać po sądach i domagać się podwyżek. Jeździ volvo i kupuje dzieciom drogie prezenty. I co z tego? Przecież jak zechce płacić więcej to zapłaci, a jak nie zechce to i komornik go nie zmusi. Mój eks oprócz alimentów dokłada się do obozów i aparatu na zęby z własnej woli. Założę się, że gdybym poszła do sądu i chciała podwyżki to przestałby się dobrowolnie dorzucać. Ludzie nie lubią być terroryzowani i tyle. Jak mamuśka chce więcej kasy to niech się bierze do roboty. I wiem co mówię, bo sama tak robię.
                • tully.makker hedgie 02.12.10, 09:37
                  Bysc moze ojciec twojego dziecka jest idealem, ktoremu mozesz w pelni zaufac, mimo rozxpadu waszego zwiazku, ze nie dopusci do krzywdy waszego wspolnego dziecka. Niestety, takich idealow jest niewiele. Przytocze przyklad z wlasnego podwiorka - po rozstaniu, a jeszze przed rozwodem z moim pierwszym mezem ustalilismy sume, jaka mal lozyc na dziecko. Niestety, po miesiacu stwierdzil, ze suma ta jest za duza jak na jego mozliwosci. Udalam sie wiec do sadu, przedstawilam koszty utrzymania dziecka, on przedstawil swoje zarobki - efekt -zasadzona suma znacznie wyzsza niz ta poczatkowo przez nas ustalona.

                  Placil ja i jakos starczylo mu na ciuchy ( a lubi dobre i drogie) wyjazdy ( a ma duze wymagania jesi chodzi o jakosc zakwaterowania i wyzywienia) i rozryski - a lubi kosztowne - skoki na bungee, spadochrony i inne takie.

                  To raz na zawsze pozbawilo mnie zludzen, ze ojciec bedzie placil na dziecko tyle, ile moze - w wiekszosci przypadkow bedzie placil najmniej jak sie da.
                  Oczywiscie sa szczytne wyjatki, takie jak moj facet, ktory potrafi, tak jak dzisiaj, wrocis z pracy o 2 w nocy i o 5 rano wyjechac do nastepnej pracy. Bo wie, ze ma 2 dzieci i ze trzeba im zapewnic odpowiednie warunki.

                  Ale tacy mezczyzni to kropla w morzu.
                  • hedgie tullly.makker 02.12.10, 10:49
                    Ojciec moich dzieci z pewnością nie jest ideałem. Długo by opowiadać. Po rozstaniu przez pewien czas nic nie płacił i zgodziłam się na to - wraz z naszym rozstaniem stracił moje zarobki, które były wyższe niż jego i dałam mu czas, żeby stanął na nogi. Nie wiem dlaczego rozpatrujesz kwestie finansowe w kategoriach krzywdzenia wspólnego dziecka. Miałaś szczęście, że sąd zasądził więcej niż wspólnie ustaliliście. Ja jednak w takiej samej sytuacji próbowałabym dogadać się z byłym zamiast iść do sądu. Może gdyby wiedział ile kosztuje utrzymanie dziecka, to jednak by płacił?

                    Dla mnie sąd to ostateczność. Uważam za żenujące, że sędziowie muszą rozstrzygać w sprawach, w których dwoje dorosłych ludzi powinno dogadać się we własnym zakresie. Bardzo im współczuję i w życiu nie chciałabym być na ich miejscu.

                    Mam znajome koleżanki po rozwodzie i wiem, że mają kłopoty z tatusiami, którzy nie chcą płacić. Ja spróbowałam innej drogi. Nie unosiłam się honorem, nie awanturowałam. Poczekałam i staram się zrozumieć. Mój płaci. Jak się spóźnia do dzwonię się zapytać co jest grane i nie biegnę do komornika. Jak chcę kupić dziecku narty a eks mówi, że się nie dołoży bo nie ma, nie naciskam. Na ciuchy ma, na paliwo do volvo ma, na wyjazdy zagraniczne ma. I co z tego? On też chce żyć. Chce zabrać gdzieś dzieci. Mam mu patrzeć ciągle na ręce i się zastanawiać, czy nie powinien aby płacić więcej? Wybieram wolność od goryczy i frustracji. Może wybieram mniejsze pieniądze. Ale pieniądze naprawdę nie są najważniejsze.

                    Rozumiem, że podziwiasz swojego faceta, który ciężko pracuje. Też podziwiam takich ludzi. Sama ciężko pracuję. Tylko się czasem zastanawiam czy brak kontaktu z dziećmi i sen w wymiarze trzech godzin na dobę to jest ideał, do którego należy zmierzać. I dochodzę do wniosku, że jednak nie. Dzieci są najważniejsze. A to oznacza, że trzeba z nimi być, bo tego najbardziej potrzebują. One z każdym dniem zbliżają się do odejścia od nas. Trzeba im w tym towarzyszyć. Nawet za cenę krótszych wakacji i gorszych ubrań. Ze swojego dzieciństwa najmilej wspominam te dni, kiedy rodzice po prostu byli z nami i mieli dla nas czas, kiedy razem coś robiliśmy. W domu, nie na zagranicznej wycieczce.

                    • triss_merigold6 Re: tullly.makker 02.12.10, 11:03
                      Sugerujesz, że dorosły mężczyzna, który mieszkał pod jednym dachem z kobietą i wspólnym dzieckiem, może nie wiedzieć ile co kosztuje?! Nawet jeśli nie wie, to w prosty sposób może wiedzę uzupełnić: wystarczy przejść się do centrum handlowego i przyjrzeć cenom żywności, ubrań, książek, leków, wyposażenia szkolnego, gadżetów dziecięcych oraz zadzwonić do szkoły, do wychowawczyni/wychowawcy dziecka z pytaniem ile wynoszą składki i opłaty na dany rok.
                      • hedgie Re: tullly.makker 02.12.10, 11:19
                        Sugeruję, że lepsza jest rozmowa. Lepsza od ciągania się po sądach i zakładania, że jak jest dorosły to wie ile co kosztuje. Jakie to ma znaczenie czy wie? Mnie korona z głowy nie spadnie, jak mu powiem. Nawet jak to jest nieprzyjemne dla mnie.
                        • tully.makker Re: tullly.makker 02.12.10, 11:26
                          To milo, ze zarabiasz na tyle dobrze, ze mozesz dziecku zapewnic wszystko, co trzeba, bez ogladania sie na wplaty ojca dziecka. Zwracam ci jednak uwage, ze tak moze nie byc wiecznie, i jako matka masz obowiazek odpowiedzialnie gospodarowac pieniedzmi dla dziecka, patrzac nie tylko na swoje obecne mozliwosci, ale i na potrzeby perspektywicznie.

                          Sad to nie straszne miejsce, gdzie robia ludzion krzywde, tylko jeszce jeden urzad, gdzie sie zalatwia sprawy sporne, ale tez przyklepuje ugody wczesniej zawarte. Piszesz o komorniku, a o prawie masz pojecie nikle, bo nie majac zasadzonych alimentow, nie masz z czym sie do tego komornika udac - nawet gdy bedziesz lezalaze zlamana noga, wyplata z ZUS sie sposni, a ojciec twojego dziecka stwierdzi, ze barziej mu jest potrzebne paliwo do volvo.
                          • matematys Re: tullly.makker 02.12.10, 21:42
                            tully.makker napisała:

                            > Piszesz o komorniku, a o prawie masz pojecie nikle, bo nie majac zasadzonych
                            > alimentow, nie masz z czym sie do tego komornika udac - nawet gdy bedziesz l
                            > ezalaze zlamana noga, wyplata z ZUS sie sposni, a ojciec twojego dziecka stwier
                            > dzi, ze barziej mu jest potrzebne paliwo do volvo.

                            Tully.maker...
                            Po pierwsze, nie wiem, jakie Ty masz pojęcie o prawie, ale chyba zerowe, bo nie ma możliwości w polskim prawie orzeczenia rozwodu bez ustalenia alimentów.
                            Po drugie...
                            Myślałaś kiedyś, że mężczyźnie też może się powinąć noga? Może złamać nogę, jak piszesz, może stracić pracę, może go dotknąć inna "awaria"?
                            Nie do końca rozumiem podejście, że mi się może wszystko złe zdarzyć i muszę być zabezpieczona. Ci, co mają mi zabezpieczyć byt, to ludzie z żelaza. Im się nic nie przytrafi...
                    • niebieski_ptak5 zabawne 02.12.10, 11:27
                      Nie mam dzieci itp. ale uśmiałam się.
                      Czy Ty serio wierzysz, że z kimś kto ma totalnie w d.....łożenie na swoje dziecko{ja pomijam kobiety materialistki, różne "patologie" itp}można się dogadać i raptem jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki panu/pani otworzą się oczy/serce i portfel? Żenujące to jest to, że uważa się, że kurtki/buty itp wezmą się z nieba. Czy facet/babka będąc razem w związku i mając dziecko gdy się rozwodzą a jedno nie płaci na to wspólne dziecko /miga się/ma totalnie gdzieś są poważni? I jak można pisać o dogadaniu się bez sądu jeśli na wstępie ktoś takim kretynem jest i udaje, że nie wie o co chodzi? Żenujące jest nie to, że się idzie z takimi sprawami do sądu tylko to, że KTOś w ogóle może tak sprawę olać, że sąd musi mu/jej uświadomić o co biega! Ty piszesz, że pieniądze nie są najważniejsze. Ależ oczywiście. Tylko wiesz Ciebie stać na to aby tak pisać. A ja znam babki{wcale nie prostaczki/naciągaczki itp}, które na przysłowiowe jedzenie nie mają i Twoja "życzliwość" dla pana eks męża jest bardzo miła ale ciekawe czy byś tak śpiewała gdyby Twoje dziecko przymierało głodem/nie miałabyś na tę porę roku na rękawiczki dla niego itp. Wcale nie ma bajery tylko na podstawowe rzeczy ot tak.
                      Ty wcale nie masz "różowego"życia ani Ci frustracji nie brakuje. Ustawiłaś się w pozycji gorszego. Poczytaj swój post bo to widać. Przede wszystkim łatwo wykorzystać Ciebie i taka postawę jaką reprezentujesz. Niechęć do drak/rozwiazań sadowych. Pan czasem da czasem nie! Ciekawa jestem jak by to działało w druga stronę i jak by chodziło twoje dziecko ubrane gdybyś Ty tak czasem pomagała a czasem nie? Czy partner eks byłby zadowolony i jak byś wytłumaczyła/wytłumaczył dziecku, że z kurteczki nici? A to by była jedyna rzecz na zimę? Ja nie piszę ani nie mam na myśli frykasów/gry na bakałajce itp. Zwykłe podstawowe rzeczy -Ty wiesz ile jest takich babek? Nie materialistek/nie takich co im wiecznie coś nie pasuje tylko takich którym ledwo co starcza? Co proszą pana i nic...... Ty jesteś łatwym celem Hedgie -bo facet nawet jak się spóźni itp to wie, że TY nie nawalisz. Gdybym była takim gościem cieszyłabym się jak głupia. Ty nie wybierasz wolności od goryczy i frustracji {to znaczy może i tak jest i może nawet czujesz się z tym ok ale to nie jest ok} po prostu jesteś SAMODZIELNA i zbytnio nie liczysz na to, że jak by się coś działo to on Ci dużo pomoże/będzie siatką bezpieczeństwa. On może Ty nie! Ty pewnie planujesz i masz jakiś grosz gdyby coś on się najwyżej spóźni albo da mniej. Oj sądzę, że gdybyś Ty była taka "niestała" to on jednak pobiegł by do sądu!
                      Co do reszty. Oczywiście, ze bycie jest ważne nie tylko z dzieckiem ale jednak zabawne i żenujące jest to, ze ktoś kto ma w d....własne dziecko{nie chodzi mi o autora wątku itp. ale ogólnie o gości co uważają, że dziecko żyje powietrzem i chlebem z wodą} pod względem utrzymania go miałby być lepszy w kontaktach z nim?. Ja nie mówię o patologiach i "złych kobietach" tylko u miganiu się/udawaniu, że nic się w kieszeni nie ma /robieniu problemów/braku kontaktów z dzieckiem/dziećmi. Albo zjawianiu się jak meteor a potem znowu znikaniu -można matki już nie lubić i kochać ale dziecko, które rzekomo się kocha? Dobre to dla stabilizacji/zdrowia psychicznego potomka? I na koniec. Miałam na studiach kol. której Tatuś płacił jak mu się przypomniało 200/300zł na nią. Po rozwodzie mimo braku trudności ze strony matki/dziecka niezbyt był zainteresowany kontaktami z córką. Pal licho. Z kasa też było cienko - dobrze, że kol matka prowadziła własny biznes. Teraz jak ta kol. jest dorosła Tatuś oczekuje pomocy/dobrego słowa, chciałby odnowić kontakty. Teraz chciałby być- to częste. Pytanie tylko czemu uważa, ze dziecko na które nie łożył/nie wspierał psychicznie ma mieć z nim jakiś związek? Obecność jest ważna itp ale nie chcesz mi chyba powiedzieć, że ktoś kto nie zajmuje się potrzebami materialnymi dziecka tak naprawdę z nim "jest" bo jeśli bierzesz psychiczne ciężary rozwoju to czemu nie materialne? Nie piszę, że nie stać kogoś -chodzi o uchylanie się, igranie z matką, ukrywanie dochodów, udawactwo, brak odp po rozstaniu itp. Pytanie czy facet robiony tak w bambuko tez by Cię tak pięknie prosił/wziął na wstrzymanie/wykazał się zrozumieniem? Dlatego jesteś łatwym celem bo za spokój dziecka i swój jesteś po prostu stratna. Tak z dziećmi trzeba być i to co piszesz HEDGIE na końcu swego postu jest ważne tylko jeszcze trzeba je mieć za co ubrać. No niestety.
                      • sebalda Re: Blog jest ok 02.12.10, 13:05
                        Przeczytałam cały wątek, przeczytałam większą część bloga. Blog spoko. Jak na informatyka posługujesz się bardzo poprawnie polszczyzną, a już za interpunkcję należą Ci się osobne wyrazy uznania. To nie jest częste, niestety. Masz korektorkę?
                        W sumie kupuję Twoją historię. Nie do końca rozumiem, jak piszesz, że wozisz dzieci, ale że starszego syna nie widziałeś od roku (???) Chyba to wożenie bylo w czasie przeszłym. Jak bardzo żona w końcu ogranicza Ci te kontakty?
                        Robisz na drutach, wow, to też dużo o Tobie mówi:) Jak mi powiesz, że płaczesz na filmach, to już całkiem nie uwierzę, że jesteś oszustem i kanalią i żona słusznie Cię gnębi, bo że gnębi, to nie ulega wątpliwości. Pytanie tylko, dlaczego ona to robi? Co sprawiło, że ona chciała, żebyś wyprowadził się z domu, a jak odmówiłeś, ona wyprowadziła się na rok z sypialni? Jakie byly jej zarzuty pod Twoim adresem? Nigdzie nie piszesz, co sprawiło, że z małżeństwa z trójką dzieci (no chyba coś musiało byc między Wami, skoro tyle dzieci sobie zrobiliście), zamieniliście się w takich wrogów. Żona z dnia na dzień bez powodu kazała Ci się wynosić?
                        Że nie możesz znaleźć dobrej pracy, wierzę. Znam wiele przypadków osób, które z im wyższego konia spadły, tym trudniej im znaleźć jakąkolwiek pracę, nie mówiąc o dobrej. Niemniej jednak nie powinieneś ustawać w wysiłkach. A z Twoich wypowiedzi przebija taka postawa: jak się bardziej postaram, to i tak żona mi zabierze zarobione pieniądze, nie dam jej tej satysfakcji. To myślenie krótkowzroczne, powinieneś z tym walczyć.
                        Czekam na informacje o tym, co najbardziej zarzucała Ci była. I jeszcze jedno. Jak szybko po rozstaniu znalazłeś pocieszenie w ramionach Dobrej Kobiety? Może bardzo szybko i to tak ubodło byłą? Nie potępiam, nie oceniam Cię, ale próbuję zrozumieć jednak pobudki eksi.
                          • matematys Re: Blog jest ok 02.12.10, 22:28
                            triss_merigold6 napisała:

                            > Ja kompletnie nie kupuję tego rzekomego odwożenia i przywożenia dzieci przy jed
                            > noczesnym braku kontaktu.
                            Nigdy nie pisałem o braku kontaktu. Pisałem o utrudnianiu kontaktów. To duża różnica... Kontakty są ustalone tak, że jak dzieci są u mnie, to ja je odbieram ze szkoły i odwożę do szkoły następnego dnia nauki.
                            A z najstarszym synem nie widziałem się od 11 miesięcy prawie... Jego nie odwożę ani nie odbieram.
                        • hedgie dziewczyny - moja odpowiedz zbiorcza 02.12.10, 21:09
                          i z konieczności krótka - dzieci prawie w łóżkach, muszę pracować.

                          Przeczytałam blog tego faceta i wasze wpisy i zabrałam głos w dyskusji, bo irytuje mnie mnóstwo stereotypów funkcjonujących w naszym kraju. Powiedziałam co ja robię ze swoim byłym i co się sprawdza. Może jakaś kobieta spróbuje się dogadać zamiast kłócić? To naprawdę działa. Przynajmniej czasami. Widzę mnóstwo kobiet nakręconych na pieniądze i chętnych ustawić się w życiu tak, by to były finansował nie tylko dziecko, ale i je też. Nie potępiam, nie oceniam. Mówię wam tylko, że znacznie lepiej dla własnego samopoczucia jest postarać się być samowystarczalną. To nie znaczy, że nawołuję do tego, żeby zrezygnować z alimentów. Ojciec powinien łożyć na dziecko. Zastanówcie się tylko kiedy byście chętniej płaciły będąc na miejscu tych tatusiów: gdyby wam sąd kazał czy gdyby matka dziecka racjonalnie przedstawiła jego potrzeby?

                          Patologiczni oszuści w nosie mający własne dzieci zasługują na wszystko, co najgorsze. Ale autor tego bloga chyba do nich nie należy. Wydaje się, że chce mieć z dziećmi więcej kontaktu, zależy mu na nich. Płaci ile może, ale jak może płacić zasądzone alimenty, kiedy jego zarobki są niższe? Kobieta wysłała do niego komornika po 6 dniach spóźnienia po raz pierwszy. To nie jest uczciwe działanie, to jest nękanie. Utrudnianie kontaktów z dziećmi, tak częsta broń nas, kobiet, to jest coś ohydnego, czego nigdy nie zrozumiem. Jak można świadomie zabierać dziecku ojca????

                          Teraz parę słów wyjaśnienia. Ktoś mi tutaj zarzuca, że się nie znam na prawie. Znam się, zaręczam. Pracuję w dziale prawnym międzynarodowej firmy. Jestem samodzielna i samowystarczalna, fakt. Dobrze zarabiam. Ale... mam kredyt hipoteczny do spłacenia, mam rachunki jak każdy, samochód niestety nie jest służbowy, a jedno moje dziecko jest niepełnosprawne. Wiem, jak to jest kiedy brakuje do pierwszego. Dobrze wiem. Wiem również bardzo dobrze, że każda wojna niszczy, a wojna z udziałem dzieci to klęska na samym początku.

                          Ja moim dzieciom nie mówię, że ich ojciec jest głupi i nic nie wart, nie zachęcam, żeby unikały kontaktów, choć często byłoby mi to na rękę, nie wzdycham, że moglibyśmy pojechać na Kanary, gdyby tatuś płacił więcej. To ich ojciec, sama im go wybrałam. To wystarczający powód, żeby okazywać mu szacunek, żeby ugryźć się w język w porę. Bo będzie ojcem moich dzieci zawsze.

                          • rennie77 Re: dziewczyny - moja odpowiedz zbiorcza 02.12.10, 22:10
                            problem polega na tym, ze mezczyzni nie dziela sie jedynie na patologicznych oszustow i tych, ktorym zalezy. to samo tyczy sie kobiet. skoro ludzie rozstaja sie, bo juz nie potrafia ze soba rozmawiac, przebywac, itd., to porozumienie sie w kwestiach finansowych, przy wszystkich animozjach tez moze byc trudne. jesli ustalenia miedzy bylymi partnerami nie okazuja sie satysfakcjonujace, jesli ktos objawia zla wole, lub podejrzewa o nia druga strone, wtedy sad jest od tego, zeby te rzeczy rozstrzygnac. pewnie, ze fajniej byloby, gdyby mozna bylo bez, ale niestety nie zawsze to sie udaje.
                            moge oczywiscie pisac o tym, ze malo prawdopodobne wydaje mi sie, zeby kobieta z 3 dzieci odchodzila od meza dla kaprysu czy z powodu blahostki, zeby wysylala komornika po 6 dniach zalegania z jedna wplata i, ze komornik w takiej sytuacji bylby pewnie bardziej opieszaly w egzekwowaniu naleznosci niz to twierdzu nasz rozmowca, ale niewazne. dla mnie jest oczywiste, ze autor tego watku ma wypaczony obraz swojej eks i bardzo mozliwe, ze tak samo jest z tym jak ona go postrzega. cierpia dzieci.
                          • tully.makker Re: dziewczyny - moja odpowiedz zbiorcza 03.12.10, 10:31
                            Zastanówcie się tylko kiedy byście chętniej płac
                            > iły będąc na miejscu tych tatusiów: gdyby wam sąd kazał czy gdyby matka dziecka
                            > racjonalnie przedstawiła jego potrzeby?

                            Nie moge oorzekac o checiach, ale fakty sa niestety takie, ze wiekszosc mezczyzn lozy na swoje dzieci dopiero, gdy sa do tego zmuszeni przez sad. Smutne bardzo. I choc mam przyklady odwrotne - ja sama po pierwszej sprawie sadowej gogaduje sie z exem bez problemu w sprawie corocznej podwyzki alimentow, czy mojego partnera, ktory lozy na corke w zakresie prekraczajacym znacznie zasadzone alimenty - to jednak statystyka przemawia przciwko twoim pogladom na sprawy.

                            Niestety.
                            • matematys Re: dziewczyny - moja odpowiedz zbiorcza 03.12.10, 10:50
                              tully.makker napisała:

                              > Nie moge oorzekac o checiach, ale fakty sa niestety takie, ze wiekszosc mezczyz
                              > n lozy na swoje dzieci dopiero, gdy sa do tego zmuszeni przez sad. Smutne bardz
                              > o. I choc mam przyklady odwrotne - ja sama po pierwszej sprawie sadowej gogaduj
                              > e sie z exem bez problemu w sprawie corocznej podwyzki alimentow, czy mojego pa
                              > rtnera, ktory lozy na corke w zakresie prekraczajacym znacznie zasadzone alimen
                              > ty - to jednak statystyka przemawia przciwko twoim pogladom na sprawy.
                              >
                              > Niestety.

                              Znaczy Twoje osobiste doświadczenie przeczy statystyce, którą się podpierasz. To może podaj, jaka to statystyka. Albo przestań się na nią powoływać. Bo skoro masz do czynienia z dwoma przypadkami i w obu jest inaczej niż starasz się tu wykazywać, to jeżeli nie masz jeszcze jednego byłego lub obecnego partnera, to 100% przypadków działa na korzyść mężczyzn. Skąd zatem Twoje tak negatywne zdanie o mężczyznach?
                        • matematys Re: Blog jest ok 02.12.10, 22:25
                          Sebaldo,
                          Na drutach robię od 3 roku życia. Na filmach rzadko płaczę, za to prawie zawsze na ślubach...
                          Co do rozstania, nie umiem do końca odpowiedzieć. Od dnia ślubu ona uważała, że jej się wszystko należy. Zaczynając od super seksu bez jej zaangażowania a kończąc na super warunkach życia. Starałem się jak mogłem. Awansowałem, zarabiałem więcej, pracowałem po nocach. Wtedy ona mówiła dzieciom, że tatusia nie ma w domu, bo nas nie kocha. I ciągle chciała wszystkiego dla siebie. W końcu znalazła sobie kochanka i zaczęła myśleć, jak się pozbyć mnie, a zachować moją kasę i dzieci. Tak mówili Ci, których prosiła o radę...
                          Przez rok próbowałem ją przekonać, że możemy żyć razem. Ale wróciła do mnie, kiedy kochanek kazał jej wybrać... On był wiele lat młodszy, bez domu, kasy, pracy...
                          Mimo, że byłem gotowy z nią się dogadać po jej zdradzie, pytałem, co i jak, chciałem coś wyjaśniać, ona nie chciała nic powiedzieć oprócz tego, że przez pierwsze pół roku to był romans platoniczny...
                          Fakt, ja znalazłem Dobrą Kobietę całkiem szybko. Nigdy nie umiałem żyć sam. Zawsze potrzebowałem kogoś, z kim można się podzielić wrażeniami, coś razem zrobić, nawet pokłócić się...
                          Prawdopodobnie to wtedy ex postanowiła się na mnie odgrywać. Czy miała prawo, to trudno powiedzieć. Czy udało jej się odwrócić kota ogonem? Na pewno.

                          Co do pracy... próbowałem podjąć własny biznes, próbowałem zmienić zawód... Bez skutku. Wróciłem do tego, co robiłem na początku kariery zawodowej. I do podobnych zarobków - poniżej średniej. Może z czasem awansuję, ponownie się podniosę...

                          A co mi zarzucała była? Chyba najbardziej to, że nie umiałem jej zaspokoić... O ile przed ślubem wszystko było super, o tyle po ślubie okazało się, ze ona ma fantazje, wyobrażenia, że to już nie działa tak, jak wcześniej... I zaczynała wyprawiać coraz większe dziwactwa - kupować dziwaczną bieliznę, zapalać świece... Pokazywać, że to już nie ja jestem ważny, ale że ona musi realizować swoje marzenia... Dla mnie to było obleśne raczej. Pewnie dlatego poszukała kogoś innego. Ja bym to pewnie mógł zrozumieć i wybaczyć, gdyby chciała o tym porozmawiać. Ale to się nie dało. Jak "wróciła" i poszliśmy na terapię, nawet się nie zająknęła na temat swojego romansu. Za to wyszukiwała dziesiątki moich przewin sprzed lat... O romansie domyśliłem się całkowicie przypadkiem po kilku miesiącach terapii.
                          • tully.makker Re: Blog jest ok 03.12.10, 10:34
                            A co mi zarzucała była? Chyba najbardziej to, że nie umiałem jej zaspokoić... O
                            > ile przed ślubem wszystko było super, o tyle po ślubie okazało się, ze ona ma
                            > fantazje, wyobrażenia, że to już nie działa tak, jak wcześniej... I zaczynała w
                            > yprawiać coraz większe dziwactwa - kupować dziwaczną bieliznę, zapalać świece..

                            Ludzie to mus byc troll.
                            • matematys Re: Blog jest ok 03.12.10, 10:52
                              tully.makker napisała:

                              > A co mi zarzucała była? Chyba najbardziej to, że nie umiałem jej zaspokoić... O
                              > > ile przed ślubem wszystko było super, o tyle po ślubie okazało się, ze on
                              > a ma
                              > > fantazje, wyobrażenia, że to już nie działa tak, jak wcześniej... I zaczy
                              > nała w
                              > > yprawiać coraz większe dziwactwa - kupować dziwaczną bieliznę, zapalać św
                              > iece..
                              >
                              > Ludzie to mus byc troll.

                              Tully, piękny rzeczywiście chyba nie jestem, ale zaraz troll? To już jednak pewna przesada...
                            • sebalda Re: Blog jest ok 03.12.10, 11:48
                              tully.makker napisała:

                              > A co mi zarzucała była? Chyba najbardziej to, że nie umiałem jej zaspokoić... O
                              > > ile przed ślubem wszystko było super, o tyle po ślubie okazało się, ze on
                              > a ma
                              > > fantazje, wyobrażenia, że to już nie działa tak, jak wcześniej... I zaczy
                              > nała w
                              > > yprawiać coraz większe dziwactwa - kupować dziwaczną bieliznę, zapalać św
                              > iece..
                              >
                              > Ludzie to mus byc troll.

                              Tully, nie wszyscy mężczyźni są, dzięki Bogu, tacy jak Grosz-ek, Sancto aka Lisek czy inni panowie z forum konkurencyjnego (Brak seksu w małżeństwie czy jakoś tak) i zdarzają się osobniki mniej napalone, spokojniejsze, wrażliwsze. Świat byłby straszny, gdyby wszyscy faceci traktowali swoje żony wyłącznie w kategoriach, czy jest dobra w łóżku i zawsze chętna i gotowa, czy nie. Ja mimo wszystko wierzę, że są faceci, dla których jest ważne to, jakim żona jest człowiekiem, przyjacielem, matką, a nie tylko, jak bardzo jest sprawna i gorąca w łóżku. Podkreślam wyrażenie A NIE TYLKO, bo seks jest ważny, ale nie może przesłaniać wszystkiego innego, w małżeństwie są też inne ważne elementy, wartości, które Grosz-ek nazywa niefrasobliwie ozdobnikami. Dla niego to ozdobniki, dla innych istotne wartości.
                              Mateusz po prostu spotkał nieodpowiednią dla siebie kobietę. Jego żona byłaby świetną partnerką dla takiego Sancto właśnie.
                              Tylko czemu z tego związku jest aż troje dzieci? Jak one się w tym wszystkim czują? Jak z tego wyjdą, co poniosą w swoje dorosłe życie? I właśnie fakt, że Mateusz tym się też zamartwia, że wie, że nie ma na to wszystko praktycznie prawie żadnego wpływu, również bardzo dobrze o nim świadczy.
                              • tully.makker sebalda 03.12.10, 12:07
                                Wybacz, ale jest ffacet ma do partnerki pretensje o to, ze wprowadza takie udziwnienia jak zapalanie swiec podczas sexu, to cos to jest nie halo. ja mam wrazenie, ze autor watku ma za soba wielki problem, a zahamowania seksualne sa tylko jego czescia. zauwaz, ze nie przeprowadzil takich operacji jak podzial majatku, nie wystapil przez tyle czasu o ustalenie kontaktu z dziecmi, nie jest w stanie szukac pracy i jednoczesnie pracowac, co robi 90% ludzi na calym swiecie - to wszystko wskazuje na powazne problemy z przystosowaniem spolecznym.
                                • matematys Re: sebalda 03.12.10, 13:09
                                  tully.makker napisała:

                                  > Wybacz, ale jest ffacet ma do partnerki pretensje o to, ze wprowadza takie udzi
                                  > wnienia jak zapalanie swiec podczas sexu, to cos to jest nie halo. ja mam wraze
                                  > nie, ze autor watku ma za soba wielki problem, a zahamowania seksualne sa tylko
                                  > jego czescia. zauwaz, ze nie przeprowadzil takich operacji jak podzial majatku
                                  > , nie wystapil przez tyle czasu o ustalenie kontaktu z dziecmi, nie jest w stan
                                  > ie szukac pracy i jednoczesnie pracowac, co robi 90% ludzi na calym swiecie - t
                                  > o wszystko wskazuje na powazne problemy z przystosowaniem spolecznym.

                                  Tully, mam wrażenie, że masz kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem.
                                  Pretensje do partnerki miałem, że traktowała mnie jak przedmiot, który ma ją zaspokajać.
                                  Kontakty są od dawna ustalone, a teraz złożyłem kolejny pozew w tej sprawie i za kilka dni rozprawa.
                                  O podział majątku złożyła ex, ale sąd oddalił pozew ze względów formalnych. Prawdopodobnie jest złożony kolejny.
                                  Pracuję, i poszukuję pracy.
                                  Jeszcze masz jakieś wątpliwości? Mam przedłożyć dokumenty? Bo nie wiem, ile razy mogę pisać, jak jest...
                                  • tully.makker Re: sebalda 03.12.10, 13:48
                                    Nie mam problemu z czytaniem ze zrozumieniem, to chyba raczej ty masz problem z czytaniem tego, co sam napisales. Ja przytaczam tylko twoje wlasne slowa, zaczerpniete z postow w tym watku.

                                    Nie jestem w stanie zrozumiec czlowieka, ktory sam nie wykazuje inicjatywy w kierunku podzialu majatku, skoro ponoc tak zle mu sie wiedzie. No nie kumam, kurcze, nie kumam.
                                    • matematys Re: sebalda 03.12.10, 13:59
                                      tully.makker napisała:

                                      > Nie mam problemu z czytaniem ze zrozumieniem, to chyba raczej ty masz problem z
                                      > czytaniem tego, co sam napisales. Ja przytaczam tylko twoje wlasne slowa, zacz
                                      > erpniete z postow w tym watku.
                                      >
                                      > Nie jestem w stanie zrozumiec czlowieka, ktory sam nie wykazuje inicjatywy w ki
                                      > erunku podzialu majatku, skoro ponoc tak zle mu sie wiedzie. No nie kumam, kurc
                                      > ze, nie kumam.

                                      Jak nie czytasz, to nie kumasz. Kilka razy były podejścia do podziału majątku, do uzgodnienia różnych spraw. Były mediacje, kombinacje... Są o tym jeden czy dwa posty na blogu też, jakby co...
                      • matematys Re: zabawne 02.12.10, 21:50
                        Szanowny niebieski ptaku,
                        napiszę krótko...
                        A myślałaś kiedyś, że ten pan/pani może nie mieć z czego wypłacić na wszystkie zachcianki drugiej strony? Że może się zdarzyć tak, że dzieci żyją w całkiem dobrych warunkach, że rodzic "trzymający dzieci" może sobie jeździć na wakacje w ekskluzywnych hotelach zagranicznych, spędzać upojne weekendy z partnerem na wyjazdach itp. itd. a jednocześnie domagać się świadczeń od drugiego rodzica, który nie jest w stanie utrzymać samego siebie?
                        Skąd to przekonanie, że ten, kto "ma dzieci" zawsze jest w gorszej sytuacji? Czy to nie jest podwójny stereotyp? Matka ma zawsze mieć dzieci i matka ma zawsze gorzej?
                        A dlaczego w takim razie nikt nie wpadł na pomysł, że może trzeba przyznawać dzieci ojcom? Przecież normalny ojciec nie zamorduje raczej dziecka i nie doprowadzi go do śmierci głodowej. Dlaczego, skoro matkom jest tak ciężko, nie można ich odciążyć?
                        Jak się czyta te wypowiedzi tutaj można by pomyśleć, że dzieci to jakieś skaranie boskie i jedyna korzyść z ich posiadania to taka, że można ich ojca ganiać w sprawie kasy...
                        Kiedyś myślałem, że kobiety są takie rodzinne, życzliwe, odczuwające. Coraz bardziej mam wrażenie, że to faceci powinni prowadzić domy, a kobiety prowadzić biznesy. Bo nie znam tak bezwzględnych facetów, jak kobiety, które spotkałem na tym forum.
                        • rennie77 Re: zabawne 02.12.10, 22:12
                          matematys napisał:

                          Jak się czyta te wypowiedzi tutaj można by pomyśleć, że dzieci to jakieś skaran
                          > ie boskie i jedyna korzyść z ich posiadania to taka, że można ich ojca ganiać w
                          > sprawie kasy...
                          > Kiedyś myślałem, że kobiety są takie rodzinne, życzliwe, odczuwające. Coraz bar
                          > dziej mam wrażenie, że to faceci powinni prowadzić domy, a kobiety prowadzić bi
                          > znesy. Bo nie znam tak bezwzględnych facetów, jak kobiety, które spotkałem na t
                          > ym forum.

                          hehehe, ale sie usmialam :).
                          • matematys Re: zabawne 02.12.10, 22:33
                            rennie77 napisała:

                            > matematys napisał:
                            >
                            > Jak się czyta te wypowiedzi tutaj można by pomyśleć, że dzieci to jakieś skara
                            > n
                            > > ie boskie i jedyna korzyść z ich posiadania to taka, że można ich ojca ga
                            > niać w
                            > > sprawie kasy...
                            > > Kiedyś myślałem, że kobiety są takie rodzinne, życzliwe, odczuwające. Cor
                            > az bar
                            > > dziej mam wrażenie, że to faceci powinni prowadzić domy, a kobiety prowad
                            > zić bi
                            > > znesy. Bo nie znam tak bezwzględnych facetów, jak kobiety, które spotkałe
                            > m na t
                            > > ym forum.
                            >
                            > hehehe, ale sie usmialam :).

                            Miło, że mogłem być przyczyną Twojej radości...
                        • niebieski_ptak5 czytanie ze zrozumieniem 02.12.10, 23:54
                          Szanowny matematys!
                          Ja napisałam o sprawie - nie wtedy kiedy jedno z rodziców nie może dotrzymać warunków z tej prostej przyczyny, że jest niewypłacalne/chwilowo/długotrwale bezrobotne tylko o takim przypadku, że jedno z rodziców MIGA się od płacenia {ba ja nawet napisałam, że to co co podałam nijak ma się do autora wątku -więc racz pan nie uważać siebie za pępek świata tylko dlatego, że ktoś wpisuje się do wątku i to musi być na temat pańskiej sytuacji koniecznie bo to było do Hadige}! Ale jeśli sobie pan życzy. Nie wiem co pan ma na myśli używając terminu zachcianki - nie znam się na rozwodach, prawie, alimentach ale jeśli sąd ustanawia alimenty to ciężko mi uzasadnić czemu wg. pana taki to miałoby termin. Po drugie jeśli nie ma z czego płacić to nie ma {chociażby dlatego, że czytałam wyp. kobit, których eks ukrywają dochody, przepisują wszystko na brata/matkę i nie płacą -czyli jeśli jest teoretycznie posucha to nie ściągną a jeśli praktycznie nie ma kasy to jak? Pierwszy raz słyszę aby komornik tak szybko zadziałał. Oczywiście to możliwe. Nie wiem jakie miał pan relację z eks żoną/i jaki sam pan jest i czy ona rozgrywa dziećmi/czy jest bez winy/z /czy pan jest święty czy nie. Po prostu nie wiem.
                          Nie interesowałoby czy moja eks/mój eks jeździ i za co - bo po rozwodzie to po prostu nie moja sprawa! Jeśli pana żona na to zarabia albo partner jej to umożliwia to raczej pretensje należy zachować dla siebie bo pan do tego nie dokłada. Jeśli ona nie chce zrezygnować z alimentów to może boi się, że jak zmięknie pan przestanie kiedykolwiek je dawać/jest mściwa/nie lubi pana i stara się dokuczyć -nie wiem, powtarzam jak to jest NAPRAWDĘ!
                          Nie wiem na czym pan poza ewentualną swoją sytuacją, poczytaniem innych for i innych wyp. rozżalonych ojców opiera przekonanie, ze ten a generalnie ta która ma dzieci przy sobie jest w gorszej sytuacji lub, że de facto to wpływa na jakość życia negatywnie? Na pewno babka samodzielna, która nie może się doprosić alimentów/nie ma ich a ma kasę nie panikuje bo wie, ze ani dziecko ani ona z głodu nie padną. Ta świadomość sama w sobie jest budująca. Zależy też to od innych czynników -rodzina/wsparcie/tego jaki ona sama ma stosunek do siebie/życia/jakie jest dziecko itp. Nie zawsze ma gorzej.
                          Matka nie zawsze ma mieć dzieci choć rzeczywiście nie tylko u nas jest taki problem, że dyskryminuje się facetów jeśli chodzi o przyznawanie opieki. Ale szanowny panie to już pytanie do jurystów i kwestia mentalności a ja tu elaboratu nie będę pisała. Podstaw prawnych etc mi brak a nie uważam, ze ojciec nie może być równoprawnym rodzicem albo lepszym opiekunem niż matka.
                          Już nie tylko w tym wpisie ale i wcześniej daje pan upust temu, że każda babka to podła materialistka i na podstawie swoich przeżyć, które mogą wpływać i zniekształcać znacząco odbiór innych osób w tym kobiet formułuje pan takie a nie inne wnioski! No niestety! Sam pan chciałby być traktowany poważnie a sam pan operuje stereotypami i to jak zazwyczaj krzywdzącymi - jak to zazwyczaj mamy do czynienia gdy w grę wchodzą uprzedzenia. Mnie nie interesuje jakie tu są panie ani nie uważam, ze na podstawie 4-6wpisów ludzie są tacy a tacy. Poza tym cechy które pan opisuje w ostatnim akapicie są ludzkie a nie żeńskie/męskie zarówno te neg. jak i te pozytywne. Ja spotykam wrednych, bezwzględnych ludzi i niestety płeć tych osób nie czyni mi większej /mniejszej przykrości z racji tego, że co innego mają między nogami.
                          • matematys Re: czytanie ze zrozumieniem 03.12.10, 11:03
                            Szanowna Niebieski Ptaku...
                            Jak wynika z Pani postu niewiele Pani wie o sprawie i niewiele wie o sytuacjach, które się mogą zdarzać. Wielokrotnie powtarza Pani, nie wiem czy nie znam, operuje wariantowo słowami, co generalnie pokazuje, że rzeczywiście nie wie Pani nie tylko, o czym rozmawiamy, ale i co chciałaby Pani napisać.
                            Odpowiem więc krótko. Ludzie są różni. Nikt nie może na podstawie jednostkowych doświadczeń generalizować. Z drugiej strony w rozmowie z kilkoma osobami z natury rzeczy, jeżeli one wspólnie atakują i prezentują podobne poglądy, używa się sformułowań w liczbie mnogiej.
                            Spieszę więc uspokoić. Pisałem to zresztą chyba gdzieś już wyżej. Nie sądzę, żeby płeć miała zasadniczy wpływ na postawy ludzi. Uważam, że z dość dużym prawdopodobieństwem odsetek złych matek jest taki sam jak odsetek złych ojców. I jedni i drudzy w podobnej części umieją się zachowywać nieetycznie, nieuczciwie i nieludzko. I w tym nie ma nic dziwnego. Dziwne jest jedno - że nasza praktyka sądowa nie potrafi tego przyjąć do wiadomości. Że praktycznie zawsze dzieci zostają przy matce a ojciec płaci alimenty. Statystyka rozstrzygnięć sądowych po prostu nie odpowiada statystyce ludzkich zachowań. Stąd pojęcie wymiaru niesprawiedliwości, używane bardzo często w odniesieniu do sądów rodzinnych i tych udzielających rozwodów.
                        • sebalda Re: zabawne 07.12.10, 22:59
                          Tak już jest, że kobieta pisze z kobiecego punktu widzenia, mężczyzna z męskiego. Byłoby co najmniej podejrzane, gdyby było inaczej:) Matematysie, odbijamy piłeczkę, choć w rzeczywistości jesteśmy sobie przychylni, ale nasze doświadczenia życiowe i podyktowane nimi praktyki i doświadczenia znanych nam osób sprawiają, że ja najczęściej piszę o agresywnych mężczyznach, a Ty o perfidnych i podłych kobietach. Pytasz, gdzie piszesz nieprzychylnie o kobietach, proszę bardzo: "Historia zna również przypadki takich matek. Oraz takich, które swoją nadopiekuńczością, szukaniem pocieszenia u dzieci, manipulacjami i kombinacjami doprowadzają dzieci do choroby psychicznej. Statystyki mówią, że przemoc psychiczna częściej występuje ze strony kobiet. Tyle że w formach bardziej wyrafinowanych, niż ze strony mężczyzn. Tylko że te wyrafinowane formy często są znacznie bardziej szkodliwe... "
                          Uruqhart też powtarza jak mantrę zdanie o statystykach, które twierdzą, że kobiety częściej stosują przemoc psychiczną, ale z drugiej strony wkleja linka o tym, że mężczyźni wstydzą się przyznać do bycia ofiarą. Zatem na czym te statystyki się opierają? No chyba nie na tym, że kobiety się chwalą swoją agresją? Bo skoro mężczyźni na ogół o tym nie mówią, to kto?

                          "bo boje się jakie konsekwencje może mieć zburzenie bezpiecznego naiwnego obrazu świata z dobrymi kobietami i sprawcami ich niedoli mężczyznami jaki sobie zbudowałaś."
                          Jestem kobietą, jako kobieta doznawałam krzywdy ze strony mężczyzny, wiele moich bliższych i dalszych znajomych też doznawało, nie mówiąc o dziesiątkach historii, o jakich się czyta i słyszy niemal każdego dnia. Wielu mężczyzn ma problemy z agresją i nie rozumiem, dlaczego nie powinnam o tym pisać, a jak piszę, to jestem oskarżana o stronniczość i brak obiektywizmu. Z drugiej strony wiem, że są złe kobiety, stoję w tej historii po stronie Matematysa, wierzę mu, choć mogłabym podejrzewać, że też nie jest tutaj obiektywny. Wkleiłam wątek wyjątkowo ohydnego podejścia kobiety do mężczyzny z innego forum, pisałam, że problem dotyczy mężczyzn i kobiet, nawet proponowałam, żeby pisać kobiety/mężczyźni, ale wystarczy, że napiszę w kilku postach o problemie z agresywnymi mężczyznami wykańczającymi swoje żony, a już jestem feministką nienawidzącą mężczyzn. I kto tu jest nieobiektywny?
                          Nie zgadzam sie z tezą, że w związku zawsze winne są dwie strony. Gdy w grę wchodzi patologiczny przemocowiec, najlepsza, najcierpliwsza, najspokojniejsza kobieta nie spowoduje, że związek będzie udany i harmonijny, nie ma bata.
                    • marianka_marianka hedgie 02.12.10, 14:11
                      Pozostaje tylko pogratulować byłemu mężowi takiej wyrozumiałej i finansowo niezależnej byłej małżonki.
                      hedgie napisała:"Nie wiem dlaczego rozpatrujesz kwestie finansowe w kategoriach krzywdzenia wspólnego dziecka"
                      To zdanie doskonale obrazuje Twoją znikomą wiedzę na temat problemów kobiet po rozwodach, gdzie były nie płaci, nie ma zamiaru płacić na rzekomo kochane nad życie i stawiane na pierwszym miejscu dziecko.
                      Ty nie masz dylematów typu ciepła kurtka czy opłaty.
                      Syty głodnego nie zrozumie.
                      • triss_merigold6 Re: hedgie 02.12.10, 14:26
                        Ja uważam, że postawa Hedgie jest zwyczajnie demoralizująca. Stać ją, pięknie ale radzenie innym kobietom, żeby odpuściły to jak radzenie mieszkańcom stolicy przez np. Kulczyka, żeby zamiast stać w korkach, kupili sobie prywatne samoloty.
                        • matematys Re: hedgie 02.12.10, 22:45
                          triss_merigold6 napisała:

                          > Ja uważam, że postawa Hedgie jest zwyczajnie demoralizująca. Stać ją, pięknie a
                          > le radzenie innym kobietom, żeby odpuściły to jak radzenie mieszkańcom stolicy
                          > przez np. Kulczyka, żeby zamiast stać w korkach, kupili sobie prywatne samoloty
                          > .
                          Triss, zdaje mi się, że Hedgie radziła, żeby rozmawiać i uzgadniać, a nie odpuszczać...
                          A tak dla ćwiczenia intelektualnego proponuję Ci eksperyment, który już zaleciłem Mariance. Wyobraź sobie, że wyrok sądu jest dokładnie odwrotny. Dzieci są z ojcem, Ty masz płacić alimenty w tej wysokości, co teraz on płaci. I masz z dziećmi tyle kontaktu, ile on ma teraz. Jak to widzisz? Mamy równouprawnienie? Można się domagać równouprawnienia na rynku pracy? Można walczyć o parytety?
                      • matematys Re: hedgie 02.12.10, 22:40
                        marianka_marianka napisała:

                        > Pozostaje tylko pogratulować byłemu mężowi takiej wyrozumiałej i finansowo niez
                        > ależnej byłej małżonki.
                        > hedgie napisała:"Nie wiem dlaczego rozpatrujesz kwestie finansowe w kategoriach
                        > krzywdzenia wspólnego dziecka"
                        > To zdanie doskonale obrazuje Twoją znikomą wiedzę na temat problemów kobiet po
                        > rozwodach, gdzie były nie płaci, nie ma zamiaru płacić na rzekomo kochane nad ż
                        > ycie i stawiane na pierwszym miejscu dziecko.
                        > Ty nie masz dylematów typu ciepła kurtka czy opłaty.
                        > Syty głodnego nie zrozumie.

                        Marianko...
                        Ja od początku chciałem wziąć dzieci na własne utrzymanie. W pozwie rozwodowym domagałem się miejsca zamieszkania dzieci przy ojcu, równych kontaktów dla obu stron i minimalnych alimentów matki na dzieci (już teraz nie pamiętam czy 50 zł. czy coś koło tego - prawo niestety nie przewiduje braku alimentów).
                        Nigdy bym nie wpadł na pomysł, że można traktować dzieci jako lokatę. Bym je utrzymywał niezależnie od swojego powodzenia na rynku pracy.
                        Spróbuj podjąć taki eksperyment intelektualny, jeżeli się da... Wyobraź sobie, że wyrok sądu jest dokładnie odwrotny - dziecko mieszka z ojcem, Ty płacisz alimenty i masz tyle możliwości spotykania swojego dziecka, ile teraz ma ojciec... Jak to widzisz?
                        • marianka_marianka matematys 03.12.10, 23:19
                          matematys napisał:

                          Wyobraź sobie,
                          > że wyrok sądu jest dokładnie odwrotny - dziecko mieszka z ojcem, Ty płacisz ali
                          > menty i masz tyle możliwości spotykania swojego dziecka, ile teraz ma ojciec...
                          > Jak to widzisz?

                          Szczerze, gdyby ktokolwiek odebrał mi moje dzieci uznałabym, że moje dalsze życie bez ich obecności nie ma sensu.
                          • matematys Re: matematys 06.12.10, 22:59
                            marianka_marianka napisała:

                            > matematys napisał:
                            >
                            > Wyobraź sobie,
                            > > że wyrok sądu jest dokładnie odwrotny - dziecko mieszka z ojcem, Ty płaci
                            > sz ali
                            > > menty i masz tyle możliwości spotykania swojego dziecka, ile teraz ma ojc
                            > iec...
                            > > Jak to widzisz?
                            >
                            > Szczerze, gdyby ktokolwiek odebrał mi moje dzieci uznałabym, że moje dalsze życ
                            > ie bez ich obecności nie ma sensu.

                            No widzisz? Tylko że są małe szanse, żeby Tobie ktoś zabrał dzieci. A mężczyznom się je zabiera z zasady...
                • rennie77 Re: krecia robota 02.12.10, 20:51
                  z chwila, kiedy rozpada sie zwiazek rodzice staja sie bylymi partnerami, ale w dalszym ciagu maja dziecko czy dzieci. to nie sa byle dzieci.
                  nie rozumiem idei placenia tyle ile ktos chce. rozumiem, ze ma placic tyle, zeby zapewnic swojemu dziecku bezpieczenstwo i optymalny rozwoj.
                  sposrod rzeszy znajomych po rozwodach, mam tylko dwie, gdzie ojcowie siedli z nimi razem, ustalili kwote, ktora mogli placic i tego sie trzymali. jesli widzi sie po tej drugiej stronie dobra wole, to latwiej jest sie porozumiec, prawda?
                  nie chce nawet pamietac ile racy ustalalam ze swoim eks kwote na nasze dziecko. zgadzalam sie na przesuniecie wplaty, na to, zeby w jednym miesiacu nie zaplacil, bo 'to', w innym bo stalo sie 'tamto'. nie pomoglo i tu nie pomoga rozmowy.
                  jestem w stanie utrzymac swoje dziecko, ale gdybym miala regularna pomoc (choc nie wiem czy to w ogole mozna traktowac w kategoriach pomocy) ze strony eks, pewnie moglabym poswiecic naszemu dziecku wiecej czasu, pewnie bylabym bardziej spokojna o przyszlosc naszego dziecka. niestety on nie tylko nie kontaktuje sie z dzieckiem, ale i nawet na nie nie placi.
                  nie kazda matka jest w stanie traktowac wklad finansowy ojca jako zbedny. nie wytrzasaj sie tutaj tym jak to jestes dobra dla swojego eks. ojciec nie powinien musiec byc terroryzowany czy scigany, powinien uwazac, ze to naturalne, ze placi, bo to nadal jest jego dziecko, nawet jesli juz nie zyje z jego matka.
                  twoje poglady sa szkodliwe, bo zakladaja, ze tylko tobie znana sytuacja jest prawdziwa, a tak nie jest. nie twierdze, ze wszyscy ojcowie sa zli, ale znam wielu, ktorzy ukrywaja swoje dochody, nagle przestaja sobie radzic finansowo, traca prace, zeby zaplacic tylko 100 zl alimentow na dziecko, wlasne dziecko.
                  matka ma obowiazek wspolutrzymywac swoje dziecko, tylko tyle i az tyle. nie ma jednak obowiazku zarzynac sie, zeby je wychowac, bo akurat rozpadlo jej sie malzenstwo.
                  • matematys Re: krecia robota 02.12.10, 22:52
                    Rennie77,
                    To mam dla Ciebie nowy eksperyment intelektualny. Mam nadzieję, że umiesz sobie to wyobrazić.
                    Załóżmy, że sąd orzekł - dziecko mieszka jeden tydzień z matką, drugi tydzień z ojcem. Nikt nikomu nic nie musi płacić. Rodzice wspólnie wybierają szkołę dziecka, ustalają wspólnie zajęcia dodatkowe i terapie, jeżeli byłyby potrzebne...
                    Czy myślisz, że wtedy relacje wyglądałyby tak samo?
                    W większości cywilizowanych państw mniej więcej tak wyglądają wyroki rozwodowe. Czasami jeden rodzic musi wyrównywać różnice w poziomie życia. Dlaczego u nas nie może tak być?
                    • sebalda Re: Dziwne 03.12.10, 09:02
                      Dość zaskakujące są zarzuty Twojej byłej. Jesteś antytezą Grosz-ka:) I jednocześnie bardzo nietypowym facetem:)
                      Tak myślę o tych zarzutach i zastanawiam się, czy Twoja żona nie pisała kiedyś na forum: mój mąż nie chce już ze mną uprawiać seksu. Wraca do domu i siada przed komputerem. Jestem ładna, zadbana, staram się, kupuję seksowną bieliznę, zapalam świece pachnące, uwodzę go, a on ciągle mówi, że jest zmęczony. Co mam robić?
                      Zawsze bardzo mnie dziwią takie wpisy, często się okazuje, że taki mąż jest uzależniony od cyberseksu i dlatego już go żona nie pociąga, ale z tego, co piszesz, u Was jest inaczej. Strasznie niespójny jest dla mnie obraz Twojej żony. Z jednej strony to egoistyczna, wyuzdana, niewyżyta (przepraszam za dosadność, ale tak to wygląda), znęcająca się nad wrażliwym i wyrozumiałym mężem kobieta, z drugiej strony matka trojga dzieci. Tego typu kobiety raczej nie często wiążą się i obciążają trójką potomstwa.
                      Bardzo to wszystko nietypowe. Nie dziw się, że działają w Twoim przypadku stereotypy, Twoja sytuacja jest naprawdę bardzo wyjątkowa. A na forum wypowiadają się kobiety po przejściach, nie wiń ich za pewną podejrzliwość i nieufność w stosunku do mężczyzn. Wszystko, co myślimy i piszemy, jest podyktowane naszymi własnymi doświadczeniami, bo czyimi miałby by być? Wnioskujemy przez ich pryzmat. Ja robię wszystko, żeby być obiektywną, ale też nie zawsze mi się udaje. Dlatego zawsze, gdy ktoś pisze, że mąż/żona go gnębi, pytam: a co z tobą, co tobie ma mąż/żona do zarzucenia? Czy gnębienie jest całkowicie bezpodstawne? Czasami nie jest, czasami obie strony dorzucają swoje kamyczki do ogródka, a czasami jest, gdy mamy do czynienia z przemocowcami, alkoholikami, sadystami, agresorami psychicznymi. To wszystko należałoby rozważyć, zanim wyda się wyrok, dlatego w Twoim przypadku raczej Ci ufam, ale staram sie też dojść do sedna problemu. Czy jesteś pewien, że nie zaniedbywałeś żony w pewnym momencie? Czy nie było tak, że jej potrzeby i pragnienia były Ci całkowicie obojętne? Czy jej starania o seks nie były wołaniem o uwagę, o uczucie? Czy rzeczywiście była tylko niewyżytą, zblazowaną, wyuzdaną samicą i przez to, że nie chciałeś się temu poddać, ona nawiązała romans?
                      Mężczyźni bardzo często zarzucają kobietom materializm i w ten sposób tłumaczą wszystkie problemy. Żona chce tylko pieniędzy, ja tak ciężko pracuję, wracam późno z pracy, a ona niezadowolona, nie docenia moich wysiłków. A potem się okazuje, że to nie materializm żony, ale całkowite zaniedbanie uczuciowe ze strony męża grają najważniejszą rolę w rozpadzie małżeństwa. Że kobieta może wolałaby, żeby mąż mniej zarabiał, ale więcej czasu poświęcał rodzinie, okazywał uczucie, bawił się z dziećmi, a w nocy obdarzał je miłością fizyczną. On myśli, że jej zależy tylko na pieniądzach, ona myśli, że on jej już nie kocha i tak nakręca sie spirala wzajemnej niechęci. Albo ona jest cały dzień w domu z dziećmi, ciężko pracuje, bo praca przy małych dzieciach jest naprawdę ciężka, wieczorem pada na twarz, gdy prosi o pomoc, mąż odburkuje, że jest zmęczony, a tak naprawdę woli spędzić czas przed komputerem niż z własnymi dziećmi, a potem, gdy idzie do łóżka, zdziwiony, że żona go nie pragnie i już powód do obrażania się gotowy. Ale kto winien? Żona-materialistka, pasożyt traktujący męża jak bankomat.
                      To wszystko nie są niestety tylko stereotypy, to samo życie.
                      • nat.wroclaw Re: Dziwne 03.12.10, 09:34
                        Sebalda,

                        bardzo trafnie w tym i w poprzednim poście oddalaś tez moje widzenie tej sprawy. Z reszta te same pytania - o wersję żony zadalam Mateuszowi w mailu.

                        Ja tez tę historię kupuję .. nie jakoś bezkrytycznie, mam dystans do wersji o "samotnym ojcu" - bo trochę inaczej rozumiem definicję tego terminu, ale z pewnością nie zarzuciłabym Mateuszowi manipulacji, uchylania sie od łożenia na dzieci, ukrywania dochodów i nie przypisałabym mu zlej woli.

                        Myslę jednak, że choć wysoki standard zycia bylej zony (te zagraniczne wycieczki, sylwestry w Sheratonie, aparat na zęby) moga wzbudzac troche żalu, troche poczucia, ze to nie fair, ze to dzieci powinny jezdzic za granice i nosic aparaty na zebach - to jednak zgadzam sie z dziewczynami - "luksusy" byłej zony nie powinny być punktem odniesienia w okresleniu wysokosci alimentów, ani nie powinny byc przedmiotem zarzutów ze strony Mateusza.

                        CHYBA ŻE - pieniadze przeznaczone dla dzieci - na ICH potrzeby byla zona wydaje na siebie - to jest ch..jnia. Ale chyba nie ma to miejsca w tej historii. Dobrze myslę?

                        Potrafię jednak wyobrazic sobie, że kobieta w zapamietaniu, długoletnim, subiektywnym poczuciu krzywdy, z chęci odwetu, nie wiem, potrzeby wladzy, kontroli - potrafi uderzać byłego męża tam, gdzie najbardziej zaboli - czyli reglamentować jego kontakt z dziećmi.

                        Potrafie także wyobrazic sobie, że tenże ojciec - dla dobra tychże dzici nie weźmie się z byłą za kudły i nie wytoczy sądowej wojny - latami po prostu cieprliwie próbując się na spokojnie porozumieć (główna myśl postu hedgie).

                        I tak mniej wiecej rozumiem sedno historii Mateusza.




                        • matematys Re: Dziwne 03.12.10, 11:21
                          nat.wroclaw napisała:
                          > Myslę jednak, że choć wysoki standard zycia bylej zony (te zagraniczne wycieczk
                          > i, sylwestry w Sheratonie, aparat na zęby) moga wzbudzac troche żalu, troche po
                          > czucia, ze to nie fair, ze to dzieci powinny jezdzic za granice i nosic aparaty
                          > na zebach - to jednak zgadzam sie z dziewczynami - "luksusy" byłej zony nie po
                          > winny być punktem odniesienia w okresleniu wysokosci alimentów, ani nie powinny
                          > byc przedmiotem zarzutów ze strony Mateusza.
                          >
                          > CHYBA ŻE - pieniadze przeznaczone dla dzieci - na ICH potrzeby byla zona wydaje
                          > na siebie - to jest ch..jnia. Ale chyba nie ma to miejsca w tej historii. Dobr
                          > ze myslę?
                          Chyba, Natalio, nie do końca dobrze myślisz. Bo prawo mówi, że alimenty się ustala w ten sposób, żeby obie strony łożyły na dzieci zgodnie ze swoimi możliwościami i na uzasadnione potrzeby dzieci. I jeżeli ona krzyczy, że potrzeby dzieci są niezaspokajane, a sama ma na własne uciechy, to znaczy, że nie łoży zgodnie z możliwościami. No i jeszcze prawo mówi, że ważne decyzje w sprawach dzieci podejmuje się wspólnie. Jeżeli matka postanawia wbrew wyraźnym sprzeciwom ojca posłać dzieci do płatnych szkół, które to szkoły kosztują więcej, niż łączne zarobki obojga rodziców, to albo ona ukrywa zarobki, żeby wycisnąć z ojca więcej, albo jest kompletnie nieodpowiedzialna. A w takiej sytuacji jak można mówić o uzasadnionych potrzebach dzieci? Czy szkoła prywatna jest uzasadnioną potrzebą dzieci, kiedy nie ma kasy na codzienną opiekę?

                          > Potrafię jednak wyobrazic sobie, że kobieta w zapamietaniu, długoletnim, subiek
                          > tywnym poczuciu krzywdy, z chęci odwetu, nie wiem, potrzeby wladzy, kontroli -
                          > potrafi uderzać byłego męża tam, gdzie najbardziej zaboli - czyli reglamentować
                          > jego kontakt z dziećmi.
                          >
                          > Potrafie także wyobrazic sobie, że tenże ojciec - dla dobra tychże dzici nie we
                          > źmie się z byłą za kudły i nie wytoczy sądowej wojny - latami po prostu cieprli
                          > wie próbując się na spokojnie porozumieć (główna myśl postu hedgie).
                          >
                          > I tak mniej wiecej rozumiem sedno historii Mateusza.
                          I to chyba dobrze ujęłaś. Ja to też tak widzę.

                          Niestety, historia ma wewnętrzną własną dynamikę i się sama nakręca. I teraz trochę o działaniach związanych z finansami - wbrew wcześniejszemu założeniu, że chcę pisać o dzieciach. Ale chciałbym pokazać Paniom, jak to działa w sytuacji, kiedy człowiek rzeczywiście nie posiada pieniędzy a jest ścigany przez komornika. Ja po trochu zaczynam być pożerany przez tryby komorniczego postępowania. Już jestem na krajowej liście dłużników, nie wolno mi korzystać z żadnego konta bankowego. Za chwilę banki przyjdą do mnie po zwrot kredytów, które zaciągałem, żeby móc utrzymywać dzieci. Skończyć się może licytacją domu, w którym mieszka ex z dziećmi, bo ja nie posiadam żadnego majątku, z którego można by cokolwiek zaspokoić - jeszcze nie było podziału, a ex dysponuje całością wspólnego majątku. Przy okazji ja pewnie zostanę pozbawiony możliwości normalnego funkcjonowania. Już teraz nie jestem w stanie posiadać żadnych pieniędzy, więc nie mogę dojechać do pracy bez cudzej pomocy. Nie mam za co kupić jedzenia czy ubrania dla siebie albo dla moich dzieci, kiedy sa u mnie. Zgodnie z prawem nie wolno mi posiadać żadnych pieniędzy. A jeszcze komornik może mi wyciągnąć pieniądze z debetu przez pogłębienie go do maksimum, a ja będę kiedyś musiał to spłacać. Gdyby nie dobrzy ludzie, którzy mnie wspierają i utrzymują (partnerka, rodzice), dawno bym wylądował w przytułku dla bezdomnych albo w więzieniu za alimenty.
                          A wszystko dlatego, że ex miała życzenie po 6 dniach nasłać komornika. I dzielić się kasą z urzędami mimo, że nigdy się nie uchylałem... W sumie ponad 20% pieniędzy jakie zarabiam idzie teraz nie na dzieci, ale na urzędników.
                          Koniec dygresji finansowej. Ale musiałem to napisać, bo panie tak się często tutaj zachwycają sprawnością komornika...
                          • nat.wroclaw Re: Dziwne 03.12.10, 11:35
                            Ale, z tego, co zrozumiałam - wysykość alimentów będzie poddana jeszcze raz orzeczeniu sądu, jak rownież widzenia z dziecmi, tak?

                            • matematys Re: Dziwne 03.12.10, 11:51
                              Tak jest. Rozprawy już za tydzień. Zobaczymy, ile to potrwa...
                              Tyle, że zadłużenie, które już jest u komornika, nie może być praktycznie w żaden sposób zniesione. Jedynie ona mogłaby wystąpić o zamknięcie egzekucji... Sądzisz, że zechce?
                              • nat.wroclaw Re: Dziwne 03.12.10, 13:25
                                >>Sądzisz, że zechce?

                                Nie wiem, jak będzie, ale będę trzymac kciuki, zeby coś drgnęło. Dasz znac, chociaz czy jest nadzieja na jakies porozumienie po sprawie? Tu na forum albo mailem?

                                Btw, widze, ze dzis poszedłes po całości i odpowiadasz kazdemu w tym wątku wyjasniając do bólu :-)
                                • matematys Re: Dziwne 03.12.10, 13:33
                                  nat.wroclaw napisała:

                                  > >>Sądzisz, że zechce?
                                  >
                                  > Nie wiem, jak będzie, ale będę trzymac kciuki, zeby coś drgnęło. Dasz znac, cho
                                  > ciaz czy jest nadzieja na jakies porozumienie po sprawie? Tu na forum albo mail
                                  > em?
                                  Dam znać... Chyba, że mnie cholera weźmie ;-)

                                  > Btw, widze, ze dzis poszedłes po całości i odpowiadasz kazdemu w tym wątku wyja
                                  > sniając do bólu :-)
                                  Tak... w końcu już nie wiem, czy to warto, czy nie, ale z drugiej strony te ciągłe zarzuty, że tego nie robię (chociaż pisałem, że robię), że o tamto nie zadbałem (chociaż pisałem, że zadbałem), że to, że tamto, że sam sobie winien, że faceci to świnie (swoją drogą pewna pani tu napisała, że ona zna samych porządnych facetów, ale i tak większość to świnie - oczywiście nieco ubarwiam, ale do tego się to sprowadzało)...

                                  Wyjaśniam i zobaczymy, czy ktokolwiek zrozumie. Zaraz się mogę dowiedzieć, że jestem cham, bo nie umiem utrzymać gęby na kłódkę... ;-)

                                  Pozdrawiam
                    • ciociacesia hmm 03.12.10, 10:41
                      ludzie najczesciej rozwodza sie dlatego ze juz nie moga sie dogadac. to po pierwsze.
                      po drugie takie rozwiazanie jest po prostu z krzywda dla dziecka najczesciej. bo ono nigdzie nie ma swojego domu. jest gosciem w dwoch domach, funkcjonuje w dwoch modelach wychowania,
                      wreszcie po 3 - pewnie wyda ci sie to dziwne ale jednak gro ojcow nie chce pod opieke dzieci po rozwodzie. niektorzy moze by sie skusili skoro placic nie bedzie trzeba...
                      • matematys Re: hmm 03.12.10, 11:30
                        ciociacesia napisała:

                        > ludzie najczesciej rozwodza sie dlatego ze juz nie moga sie dogadac. to po pier
                        > wsze.
                        Tak jest. Trudno zaprzeczyć. Pytanie, w jakich sprawach się nie dogadują...

                        > po drugie takie rozwiazanie jest po prostu z krzywda dla dziecka najczesciej. b
                        > o ono nigdzie nie ma swojego domu. jest gosciem w dwoch domach, funkcjonuje w d
                        > woch modelach wychowania,
                        Dobra współprace między rodzicami i myślenie o dobru dzieci mogą tutaj wiele pomóc. A w rodzinie też bardzo często rodzice mają różne modele wychowania. I jeżeli rodzice nie współpracują (a wiele jest takich przypadków) to dzieci są rozbite

                        > wreszcie po 3 - pewnie wyda ci sie to dziwne ale jednak gro ojcow nie chce pod
                        > opieke dzieci po rozwodzie. niektorzy moze by sie skusili skoro placic nie bedz
                        > ie trzeba...
                        A czy to, że gro ojców nie chce dzieci, to jest argument przeciwko tym, którzy chcą? To w takim razie, skoro większość matek po rozwodzie nie korzysta z usług komorników, może powinniśmy zakazać korzystania z komornika w sprawach o alimenty?
                        • ciociacesia Re: hmm 03.12.10, 11:58
                          > Tak jest. Trudno zaprzeczyć. Pytanie, w jakich sprawach się nie dogadują...
                          czasem w kazdych, czasem wlasnie w kwestii dzieci. bo tata uwaza ze np dzieci nie wolno przytulac albo matkla uwaza ze dzieci nie wolno w zaden sposób karac, albo tata uwaza ze szkola specjalna to wymysl matki, rehabilitacja to zbytek

                          > A czy to, że gro ojców nie chce dzieci, to jest argument przeciwko tym, którzy
                          > chcą?
                          a czy ja mowie ze jest? ja tylko odpowiadam czesciowo na pytanie dlaczemuz to ach dlaczemuz wszystkie niemal dzieci sa pod opieka matek a nie ojcow
                          • arbuzianka Re: hmm 03.12.10, 12:32
                            troche z innej strony spytam, jako dziecko, ktorego ojciec twierdzi, ze lata temu nie pozwalano mu sie z nim kontaktowac

                            owszem, matka nie dala mu dziecka na tournee do kanady ani stanow, ale nie zabraniala wpadac na haerbate ani dzwonic


                            co Ci utrudnia kontakt z najstarszym synem?
                            masz np. zakaz dzwonienia?
                            to licealista, niebawem sam nie bedzie chcial Cie ogladac
                            • sebalda Re: hmm 03.12.10, 12:45
                              > co Ci utrudnia kontakt z najstarszym synem?
                              > masz np. zakaz dzwonienia?
                              > to licealista, niebawem sam nie bedzie chcial Cie ogladac

                              Nie wiem, jak jest tutaj, ale historia zna przypadki, że matka tak skutecznie zniechęca, oczernia, nastawia dziecko przeciwko ojcu, że tak właśnie sie dzieje: dziecko odmawia kontaktu z takim ojcem i wtedy święty Boże nie pomoże. Ale czasami jest tak, że dziecko ma istotne powody do tego, żeby z ojcem się nie chciec widywać, vide wątek Jutro 16 urodziny - odwiedziny taty.
                              Może poprosimy o wyjaśnienie, dlaczego tak długo nie udało się z synem zobaczyć, to ważne.
                              • matematys Re: hmm 03.12.10, 13:23
                                sebalda napisała:

                                > Może poprosimy o wyjaśnienie, dlaczego tak długo nie udało się z synem zobaczyć
                                > , to ważne.

                                Krótko i bez wchodzenia w szczegóły. Dzieci były u mnie w weekend. Syn powiedział, że jest gdzieś umówiony rano z babcią ze strony matki, pojedzie, załatwi i wróci. Potem mieliśmy pojechać do mojego ojca (który kilka godzin w tygodniu spędzał z synem, pomagając mu w nauce a teraz zachorował). Kiedy mieliśmy wyjeżdżać a syna nie było, zadzwoniłem do niego. Dowiedziałem się, że mu się przedłuża i że nie pojedzie z nami. No to powiedziałem, że podjadę do niego po drodze i ustalimy, co dalej. Dowiedziałem się, że już go tam nie zastaniemy, że mam nie podjeżdżać, że nie będzie ze mną rozmawiał. I że wraca do domu zabrać swoje rzeczy i więcej nie chce mieć ze mną nic wspólnego.
                                No to ja wróciłem do domu poczekać na niego (reszta pojechała do mojego ojca beze mnie).
                                Syn został przywieziony samochodem babci albo narzeczonego mamusi, wpadł, nie chciał w ogóle rozmawiać i uciekł, skacząc przez płot, do samochodu, który na niego czekał.
                                Potem się dowiedziałem, że prawdopodobnie chciał pójść z narzeczonym mamusi na siatkówkę a od dziadka byśmy pewnie nie wrócili na czas.

                                Od półtora roku (od początku liceum) co najmniej raz w tygodniu jeździł do mojego ojca na korepetycje. Teraz przestał, nawet słowa nie powiedział. Pożyczone książki odesłał przez siostrę. Telefonów ode mnie nie odbierał. A mamusia wysłała mi przez prawniczkę pismo, że jak nie oddam jego rzeczy, to mnie podadzą na policję za zabór mienia...

                                Potem syn się zakochał i w ogóle stracił głowę. Narzeczona (starsza od niego - już pełnoletnia) przemieszkuje u niego. Mamusia doradzała mu kiedyś, że seks to jego problem, ale nie powinien go u niej w domu uprawiać (chłopak miał 16 lat). A jak urządzał imprezy w domu, to informował znajomych, że alkohol może być, ale mama sobie nie życzy ekscesów, rzygania po ścianach itp. No i palenie tylko na dworze... chyba, że szisza...

                                Dzwonić po pewnym czasie przestałem, jak nie chciał rozmawiać. Jakiś czas temu pisałem do niego. Coś odpisał, ale... Potem złożył mi e-mailem życzenia imieninowe. Jednym zdaniem. Czekam, może z czasem coś się poprawi.

                                Ale jego mama nawet się nie zapytała mnie, o co chodzi. Tylko pisze w pismach do sądu, że syn odmówił kontaktów...
                                • ciociacesia Re: hmm 03.12.10, 13:50
                                  > Dzwonić po pewnym czasie przestałem, jak nie chciał rozmawiać. Jakiś czas temu
                                  > pisałem do niego. Coś odpisał, ale... Potem złożył mi e-mailem życzenia imienin
                                  > owe. Jednym zdaniem. Czekam, może z czasem coś się poprawi.

                                  taa, foch, bo nastoletni syn ma focha. chlopie, wez sie ogarnij, dzwonic przestalem? gdyby moja matka przestawala sie do mnie odzywac za kazdym razem jak jej powiedzialam ze nie chce z nia gadac...
                                  twoim obowiazkiem jako doroslego jest wyciagac dlon i zapewniac dziecko o checi kontaktu z twojej strony... a nie czekac az cos sie samo magicznie poprawi
                                  • matematys Re: hmm 03.12.10, 13:52
                                    ciociacesia napisała:

                                    > > Dzwonić po pewnym czasie przestałem, jak nie chciał rozmawiać. Jakiś czas
                                    > temu
                                    > > pisałem do niego. Coś odpisał, ale... Potem złożył mi e-mailem życzenia i
                                    > mienin
                                    > > owe. Jednym zdaniem. Czekam, może z czasem coś się poprawi.
                                    >
                                    > taa, foch, bo nastoletni syn ma focha. chlopie, wez sie ogarnij, dzwonic przest
                                    > alem? gdyby moja matka przestawala sie do mnie odzywac za kazdym razem jak jej
                                    > powiedzialam ze nie chce z nia gadac...
                                    > twoim obowiazkiem jako doroslego jest wyciagac dlon i zapewniac dziecko o checi
                                    > kontaktu z twojej strony... a nie czekac az cos sie samo magicznie poprawi

                                    A czy napisałem, że czekam aż się samo poprawi? Piszę, próbuję docierać, przekazuję prezenty z okazji przez rodzeństwo...
                                    Zapewniam go stale.
                                    • ciociacesia Re: hmm 03.12.10, 14:32
                                      tu napisales:
                                      > > Dzwonić po pewnym czasie przestałem, jak nie chciał rozmawiać
                                      wybacz, ale ja nie widze swojej winy w tym ze czytam to co napisales a nie to co miales na mysli ale zapomniales napisac
                                      • matematys Re: hmm 03.12.10, 16:27
                                        ciociacesia napisała:

                                        > tu napisales:
                                        > > > Dzwonić po pewnym czasie przestałem, jak nie chciał rozmawiać
                                        > wybacz, ale ja nie widze swojej winy w tym ze czytam to co napisales a nie to c
                                        > o miales na mysli ale zapomniales napisac
                                        Ale napisałem tez kilka innych rzeczy... Nieważne, to nie śledztwo chyba jeszcze, nieprawdaż?
                                        • ciociacesia ok 03.12.10, 16:43
                                          ale nie mozesz miec pretensji ze wyciagam wnioski na podstawie tego co zostalo napisane, a nie tego co dopiero bedzie... napisales ze przestales dzwonic i czekasz ze bedzie lepiej, wyrazilam swoje zdanie, sprostowales ale pytasz z pretensja na podstawie czego wyrazilam swoje zdanie - to ci odpowiadam :)
                                          • matematys Re: ok 03.12.10, 18:00
                                            ciociacesia napisała:

                                            > ale nie mozesz miec pretensji ze wyciagam wnioski na podstawie tego co zostalo
                                            > napisane, a nie tego co dopiero bedzie... napisales ze przestales dzwonic i cze
                                            > kasz ze bedzie lepiej, wyrazilam swoje zdanie, sprostowales ale pytasz z preten
                                            > sja na podstawie czego wyrazilam swoje zdanie - to ci odpowiadam :)
                                            Pozdrawiam serdecznie ;-)