Przeglądam sobie czasami blogi wnętrzarskie starając się wybierać te, które pokazują domy autorek, a nie inspiracje z internetu. I zauważyłam jedną prawidłowość - kompletny brak tak zwanych "męskich gadżetów" czy w ogóle jakichkolwiek śladów męskiej obecności w domach tych blogerek. A wiem, że faceci są bo blogerki o tym piszą

Nie mówię tu o śladach takich jak stosy pustych pudełek po pizzy w kuchni, ale o normalnych rzeczach, które mężczyźni posiadają częściej niż kobiety. Mieszkam teraz z mężem, wcześniej zdarzało mi się dzielić mieszkania z różnymi osobnikami płci męskiej. Każdy miał naprawdę masę jakichś swoich gadżetów. Po pierwsze - dużo elektroniki. O ile dziewczynom często wystarczał do szczęścia zestaw laptop plus ładowarka tak "moi faceci" mieli do tego monitor, głośniki, drukarkę, często komputer stacjonarny. Po drugie - przedmioty związane z hobby. Czyli na przykład części do własnoręcznie składanych komputerów. Wielkie skrzynki z narzędziami dla pasjonatów majsterkowania. Klocki z serii lego technic. Gitary elekryczne i bas wraz z całym oprzyrządowaniem. Rower. Rowerek stacjonarny i zestaw hantli. To tak pierwsze z brzegu

Kobiety mają tych gadżetów na ogół jakoś mniej.
Bardzo chętnie bym sobie pooglądała na blogach jakieś inspiracje i praktyczne porady jak opanować kłębowiska kabli albo urządzić w pokoju kącik komputerowy zdolny pomieścić coś więcej niż 15-calowy laptop. Ale nigdzie tego nie ma, wszędzie są tylko ładnie zaaranżowane regały z książkami, kanapy przykryte zestawem monochromatycznych poduszek czy kawowe stoliczki z mnóstwem świeczek

A gdzie są normalne przedmioty z jakimi obarczona chłopem kobieta musi sobie na co dzień radzić? I których nie ma gdzie schować w dwupokojowym mieszkaniu? Czy też macie takie odczucia czy mnie się trafiali jacyś nieuleczalni gadżeciarze?